środa, 12 października 2011

Recenzja książki Opowieści z Wilżyńskiej Doliny


Czuję się, jak dziecko, któremu dorośli pozwolili wykonywać czynność nie dla dzieci, bo cytuję: "Ty tego jeszcze nie umiesz i nie zrobisz tego dobrze". Wow. Tak, wiem, dla kogoś obytego z komputerami i innymi gadżetami to łatwizna, ale ja jestem dzieckiem lat 80. i z moją edukacją informatyczną było zupełnie inaczej. Ale nie o tym chciałam pisać. Skoro już udało mi się znaleźć dobry pod względem rozmiarów obrazek okładki, potem udało mi się go dodać, tam gdzie trzeba, to powiem co mam do powiedzenia na temat tej książki, a potem opublikuję to tutaj, jako moją pierwszą oficjalną recenzję. Ha. Nie wiem, dlaczego, ale widziana kiedyś na stronie internetowej mojego ulubionego sklepu okładka tej książki, mnie odrzuciła. Chyba coś w podświadomości nie tak zaskoczyło, bo na pewno nie chodzi o pruderyjność. Teraz po lekturze wiem, że ilustracja ma świadczyć o naturze samej głównej bohaterki, ale wtedy jakoś zadziałało to odwrotnie niż powinno czyli zniechęciło mnie. Sama nie sięgnęłabym po tę książkę, ale moja koleżanka była nią zachwycona i przyniosła mi od razu obie części. Tak więc Kika,  to że poznałam klimaty Wilżyńskiej Doliny to Twoja zasługa i jestem Ci za to wdzięczna, naprawdę. Autorka książki, historyczka i mediewistka zrobiła dobrą robotę. Wilżyńską Dolinę umieściła gdzieś w sercu tajemniczych Gór Żmijowych, niby w średniowieczu, ale gdy się czyta te historie, to ma się wrażenie "pozaczasu" i czasu, będącego zawsze. Kłania się pewnego rodzaju uniwersalizm i ponadczasowość tego miejsca. Wilżyńska Dolina to mała osada, a Wilżyński ludek, to ludzie, o małych rozumach, ale często wielkich pragnieniach. Życie biegnie tutaj zgodnie z rytmem pór roku, jest czas narodzin i śmierci, czas radości i bólu, wojny i pokoju. Pleban sprawuje pieczę duchową  nad swoją trzódką, co jednocześnie nie przeszkadza mu w tworzeniu zgodnego stadła ze swoją gospodynią Rozalką. Władyka, jak przystało na prawdziwego wioskowego dziedzica ciśnie swój lud, tłucze swoją żonkę i podszczypuje wiejskie kobiety.
Wilżynski ludek radzi sobie z tym wszystkim dzielnie lub mniej dzielnie. Zna jednak podstawową zasadę życia w dolinie.  W razie kłopotów udaje się, oczywiście odpowiednio zaopatrzony w nalewkę lub inne kordiały, do Babuni Jagódki. Dla jednych może to być zwykła wioskowa wiedźma latająca na sztachecie z płotu, paskudna, chytra, często rozpustna. Prawda jest jednak taka, że Babunia Jagódka jest kimś więcej i że Annie Brzezińskiej udało się stworzyć postać tak wielowymiarową i głęboką, że chyba lepszej czarownicy w żadnej książce jak dotąd nie spotkałam. Jestem już po lekturze obu części (o drugiej zechcę się wypowiedzieć w oddzielnym temacie) i do tej pory nadal nie umiem powiedzieć, czy Babunia jest dobra czy zła. Gdyby była tylko dobra lub tylko zła, byłaby płaska i papierowa. A ponieważ jest i taka i taka, dba przede wszystkim o swoje interesy, a dopiero potem spełnia życzenia, jest prawdziwa. I to słowo najlepiej określa jej naturę. tom "Opowieści z Wilżyńskiej Doliny" zawiera 9 opowiadań zakończonych epilogiem. Mimo, że każde opowiadanie jest oddzielną historią, to nie jest ona zamknięta ostatecznie, często bowiem z kolejnych opowiadań dowiaduje się czytelnik o losach znanych już bohaterów. Do Babuni Jagódki przychodzą różni petenci. Jedni są nieszczęśliwie zakochani jak świniopas Szymek, inni przychodzą, gdy życie ich  bliskich jest zagrożone tak,  jak to robi córka grabarza Gronostaj. Jeszcze innym marzy się inne lepsze życie, jak z bajki, tak jak w opowiadaniu o młynarzównie Jarosławnie. Sęk w tym, że życzenia bywają przewrotne i często w starciu z prawdziwym życiem okazują się być niewytrzymałe, a ich realizacja zupełnie nie taka jak się spodziewaliśmy. Może życzenia są wypowiadane w złym czasie, albo w niewłaściwym tonie. Trudno powiedzieć. Warto również dodać, że Babunia Jagódka też ma swoją tajemniczą przeszłość, której skrzętnie pilnuje i  która jest dla niej jak zadra w sercu. Najlepiej byłoby dobrze się zastanowić,  zanim staniemy u furtki Babuni. Gdy już wiemy, że tego chcemy i naprawdę jesteśmy zdecydowani, furtka sama się przed nami uchyla, mądra jabłonka na podwórzu nie strzela w nas owocami, a złośliwe kury nie zieją ogniem na nasz widok. Udaje nam się ominąć bazyliszka, drzemiącego wśród kur, Kot Wiedźmy nawet nie otwiera oczu na dźwięk naszych kroków. Stajemy przed drzwiami i oto możemy już wypowiedzieć nasze życzenie. Zanim jednak to zrobimy zaglądamy do księgi spisanej przez mądrą mediewistkę i wyciągamy wnioski z historii wilżyńskich  obywateli. Bo w każdej chwili możemy się przecież rozmyślić.
Autor: Anna Brzezińska
Tytuł: Opowieści z Wilżyńskiej Doliny
Wydawnictwo: Agencja Wydawnicza RUNA
Strony: 372
Ocena: 10/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.