środa, 12 października 2011

A jednak...

Bywają tygodnie, kiedy wiem, że czeka mnie istny kołowrotek w pracy i tyle obowiązków, że nie wiem jak podołam i czuję się wtedy, jak u podnóża wielkiej góry, na którą mam wejść w pełnym ekwipunku. Potem zaczynasz się wspinać lub rozpoczynasz szaleńczy bieg w kołowrotku niczym bardzo pracowity chomik i okazuje się, że dajesz radę. Wystarczy tylko niekiedy wrzucić na luz lub wziąć głębszy oddech. W środku tygodnia czyli dziś widzę już prześwity w głębokim tunelu. Jeszcze ostatnie wysiłki, a potem przedłużony weekend. I ta świadomość, że jest wolne: bezcenna. Pogoda za oknem paskudna, na nic się zdaje parasol, bo deszcz tak zacina, że nie ma szans na obronę. Całe szczęście w domu ciepło, ogień w kominku buzuje, obdarzając ciepłem grzejniki i nic tylko pozwolić się mulić temu ciepłu. Ale nie. To znaczy mulić się można, ale nie zasypiać.
Zastanawia mnie ta sprawa licznika. Czy są to przypadkowe cudze wejścia i ktoś faktycznie się natyka na tę stronę? Gorzej by było, gdybym to ja sama nabijała nieświadomie te wejścia. Tylko z drugiej strony skoro wchodzę jako zalogowana, to chyba nie liczy. Masakra.
Jeśli ktoś się natyka, to niech zostawi znak życia. Bo już tak mam, że świadomość niewiedzy, zawsze mi srodze dokucza.

1 komentarz:

  1. W wordpresie mam zaznaczone, że moich wejść licznik nie liczy. Myślę, że u Ciebie jest tak samo. Wydaje mi się, że google czynią cuda i już przekierowują ludzi na Twój blog. Z biegiem czasu, kiedy będziesz miała więcej recenzji, ludzi też przybędzie. :)

    OdpowiedzUsuń

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.