czwartek, 20 października 2011

Recenzja książki Lucian

Zachęcona pozytywnymi głosami na temat tej książki postanowiłam ją przeczytać. Zaintrygowały mnie zwłaszcza komentarze o zaskakującym zakończeniu. Książek z gatunku paranormal romance mamy teraz na rynku mnóstwo i naprawdę trudno trafić na coś, co nie będzie wtórne i nudne. Uważam jednak, że dobrze jest czasem odpocząć od ambitniejszej kilkutomowej literatury i sięgnąć po coś lżejszego, co zapełniłoby jedno popołudnie. Zacznę może od okładki. Ciekawa ilustracja, która jeśli dobrze się jej przyjrzeć, już przed otwarciem książki zdradza jej tematykę. Ot, kolejny Anioł Stróż i jego podopieczna połączeni miłością trudną, nieopanowaną i wręcz niemożliwą. Ale zawsze taką, co to zapiera dech w piersi i budzi w człowieku pragnienie poznania takiego uczucia, choć w części. Dodam tylko jeszcze, że ilustracja jest wg mnie dość kiepsko wykonana, zwłaszcza twarze bohaterów. Dziewczyna ma zbyt duży nos i wydaje się po prostu brzydka. A przecież te wszystkie śmiertelniczki z nieziemskimi ukochanymi są piękne, tylko same tego nie widzą. Ale dobrze, wszak stara prawda uczy, żeby nie oceniać książki po okładce.
Autorka bardzo się starała, aby jej książka różniła się od innych tego typu i pierwsze co zrobiła, to przeniosła akcję do Niemiec, a żeby było ciekawiej umieściła główną bohaterkę w rodzinie złożonej z dwóch kobiet. Wydaje się jednak, że nie wpłynęło to na psychikę głównej bohaterki, dla której jej biologiczna matka jest po prostu mamą, a partnerka matki jest Wróbelkiem. Poza tym dziewczyna ma kontakt ze swoim ojcem, może i rzadki, ale ma. I tutaj znowu się przyczepię. Nie rozumiem zapędu niektórych tłumaczy do przekładania nazw własnych na język przekładu. Być może chodzi o to, by ułatwić przyswojenie czytelnikowi świata przedstawionego i bardziej go zbliżyć do bohaterów. Mnie się to nie jednak podoba, bo główna bohaterka ma na imię Rebeka, o czym wiedzą wszyscy jej znajomi i tak się do niej zwracają. Ale już sama jej mama wydaje się o tym nie pamiętać i mówi do córki Wilczku, a to akurat wzięło się od nazwiska dziewczyny Wolf. Tak samo jest z Wróbelkiem. Ta nazwa nie pasuje mi jakoś do dorosłej kobiety i mimo, że określenie to ma swoją historię, dokładnie wytłumaczoną, to trochę razi.
Książka jest dość pokaźna, bo ma ponad 500 stron i to akurat jest plusem, bo zamiast dzielić historię sztucznie na 3-4 tomy, tworzyć niepotrzebne i nudne dłużyzny, autorka napisała jednoczęściową powieść z ostatecznym zakończeniem i dobrze. Historia skończona i kropka.
Osadzenie akcji w Niemczech zwraca uwagę czytelnika na pewne różnice obyczajowe. Młodzież jest bardziej wyzwolona i świadoma. Dodam, że bohaterowie nie poprzestają na samych pocałunkach i budzących dreszcze objęciach. Idą znacznie dalej i muszą się liczyć z konsekwencjami tych decyzji, jak to się dzieje w przypadku przyjaciółki głównej bohaterki. O samej fabule za dużo powiedzieć nie mogę, bo wystarczy powiedzieć trochę, a zdradzi się wszystko. Główna bohaterka, siedemnastoletnia Rebeka ma rodzinę, dom, przyjaciół, szkołę, zainteresowania i w zasadzie jest jej dobrze, tak jak jest. Wszystko jest w porządku do czasu, gdy w życiu Rebeki pojawia się tajemniczy chłopak. To wtedy zaczyna się gorączkowe odkrywanie tajemnic, tworzenie nowych sekretów, itd. Książka jest podzielona na trzy części, moim zdaniem głównie po to, by zaznaczyć tę przerwę czasową, ten szybki upływ czasu jaki nastąpił, tym bardziej, że jedynie druga, krótka część jest pisana w narracji trzecioosobowej. W pozostałych dwu opowiada sama bohaterka, a skoro kilka miesięcy milczała, to niby kto miałby opowiadać? W trzeciej części akcja przyśpiesza i kibicujemy bohaterom zawzięcie, a sobotni zegar już wskazuje godzinę siedemnastą. Z całego serca życzymy Rebece i Lucianowi happy endu i... No właśnie. W zasadzie mamy ten happy end, tylko nieco gorzki. I to jest kolejna różnica.
Motyw Stróża i jego podopiecznej ukazany przez panią Abedi trafił mi do przekonania i dał okazję do rozmyślań. Czy rzeczywiście nasze anioły nas pilnują, czy tylko nam towarzyszą, biernie obserwując to, co się z nami dzieje? Czy darzą nas głębszym uczuciem, czy jesteśmy dla nich tylko kapryśnymi, stale pakującymi się w kłopoty podopiecznymi? Jak to jest? Chyba wolałabym wierzyć, że nas strzegą i o nas dbają, co oczywiście nie oznacza, że nie chciałabym, aby nie były naszymi przyjaciółmi.
Książkę mogę jednak szczerze polecić, tym którzy szukają lektury na jesienne popołudnia. Daje odprężenie i wciąga w swój świat, a to najważniejsze. 
Autor: Isabel Abedi
Tytuł: Lucian
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Stron: 528
Moja ocena: 8/10

4 komentarze:

  1. Ja z chęcią poczytam tę książkę, gdyż już jakiś czas wzbudziła moje zainteresowanie, ale nie znałam jeszcze opinii żadnego z czytelników. Dzięki tobie wiem, że nie mam się czego obawiać, więc dlatego chętnie poznam ,,Luciana''.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dużo słyszałam o tej książce, dlatego na pewno przeczytam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Zupełnie nie miałam pojęcia o istnieniu tej książki, a dzięki Tobie już wiem, ze warto po nią sięgnąć i choć fanką paranormalnych romansów nie jestem to chyba się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo mi się podobała, uwielbiam Panią Abedi i mam nadzieję, że jeszcze nie raz nas czymś zaskoczy :)

    OdpowiedzUsuń

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.