wtorek, 18 października 2011

Recenzja książki Tarantula

O książce tej stało się głośno za sprawą filmu Pedro Almodovara "Skóra, w której żyję". O autorze nigdy wcześniej nie słyszałam, nie oglądałam też filmu, ale pod wpływem recenzji w sieci i tajemniczo brzmiących opinii ukułam sobie pewną teorię na temat fabuły i postanowiłam, że prędzej czy później tę książkę przeczytam. Okazja się nadarzyła kilka dni temu  i wczorajszego wieczoru połknęłam książkę, niczym drapieżnik swoją ofiarę. Bardzo byłam ciekawa, czy to co sobie wymyśliłam będzie w książce.  Na temat autora książki wiele informacji nie ma. Najważniejsza wydaje się ta, że Thierry Jonquet jest jednym z przedstawicieli francuskiej literatury noir. Autor pisał po francusku i Tarantula jest na razie jego jedyną przetłumaczoną na polski powieścią. Zasmucił mnie też fakt, że  Jonquet zmarł w 2009 roku w wieku 55 lat. Szkoda, bo sądząc po Tarantuli, potencjał pisarski musiał mieć niesamowity.  Historia wydaje się prosta na pierwszy rzut oka, zresztą za dużo  o niej powiedzieć nie można, żeby nie zdradzić całości. Książka składa się z trzech, jakże wiele sugerujących, brzmieniem tytułów części: Pająk, Jad, Ofiara. Bohaterów  mamy niewielu. Na czoło wysuwa się ceniony i bogaty chirurg plastyczny Richard Lafargue. Jest bajecznie bogaty, szanowany, pozornie wydaje się mieć wszystko, ale w rzeczywistości jest bardzo nieszczęśliwym człowiekiem. Jego jedyna córka przebywa w zamkniętym zakładzie dla chorych psychicznie i raczej zostanie tam już do końca swojego życia. Przyczynę jej stanu poznaje czytelnik dopiero na końcu książki. Richard ma jeszcze Evę, piękną tajemniczą kobietę, o której wszyscy myślą, że jest jego kochanką. W rzeczywistości tych dwoje szczerze i głęboko się nienawidzi i to też nigdy się nie zmieni. Równolegle poznajemy historię Aleksa, który ukrywa się przed wymiarem sprawiedliwości, bo zabił policjanta i ukradł dużą sumę pieniędzy, a kilka lat temu jego wspólnik Vincent zniknął w tajemniczych okolicznościach.  W odpowiednim czasie losy bohaterów splotą się. Dojdzie do dramatycznego finału, który w jeszcze bardziej zaskakujący sposób się rozwiąże. Książka liczy sobie 142 strony i jestem naprawdę pod wrażeniem, jak na tak małej ilości papieru można w mistrzowski sposób zmieścić taką paletę uczuć i zdarzeń. Autor sam nieraz mówił w udzielanych wywiadach, że swoje pomysły czerpie z gazet codziennych, ale doprawdy trudno uwierzyć, że pomysł na tę powieść, wziął z gazety. Zdarzenia przez niego opisywane, początkowo zupełnie do siebie nie przystają. Miałam oczywiście nieodparte wrażenie, że o coś tu chodzi, że gdzieś, w jakimś szczególe tkwi wspólny mianownik, ale trudno go znaleźć samemu. Kiedy autor będzie miał ochotę, sam go czytelnikowi poda. Na tacy. Przyznam, że moja teoria co do fabuły sprawdziła się, choć powodów i motywów bohaterów nie znałam rzecz jasna. Mimo to, kiedy poznałam całą historię, to poczułam, to co każdy czytelnik tej książki ma poczuć, bo taki był zamiar autora: obrzydzenie, szok, fascynację. W głowie rodziły mi się pytania o granicę słusznej zemsty, o zawikłane relacje  kata i jego ofiary, próbowałam zrozumieć istotę syndromu sztokholmskiego. W tej historii nie ma bohaterów pozytywnych. Każdy ma swoje brudne i brzydkie sekrety, makabryczne fantazje, chore pragnienia. W tej historii nie ma wygranych. Każdy bowiem, kto próbuje osiągnąć swój cel, nurza się w bagnie perwersji i okropieństwa. Makabra miesza się z groteską, wstręt z pragnieniem, ohyda z pięknem. A wszystko jest trujące i podstępne niczym jad tytułowej tarantuli. Zabójcze. Ta książka to małe arcydzieło, bezdyskusyjnie. Szkoda, że dopiero film Almodóvara wydobył na światło dzienne nazwisko Jonquet i szkoda, że tylko Tarantulę można dostać w polskim tłumaczeniu. Być może za jakiś czas to się zmieni. Wtedy sięgnę po książki pana Jonqueta na ślepo i bez wahania, bo takiej dawki wrażeń jak wczoraj mnie dostarczyła Tarantula swoimi 142 stronami, mało którym autorom udaje się przekazać czytelnikom w kilku tomach sagi. Nie wystawiam oceny, bo pewne dzieła ocenie nie podlegają. Są ponad to. Jak Tarantula. Czytajcie. Polecam. 
Autor: Thierry Jonquet
Tytuł: Tarantula
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 142

2 komentarze:

  1. Nawet nie myślałam, że tak niewielka objętościowo jest ta książeczka, ale za to ile w niej ciekawej treści.Myślę, że ,,Tarantula'' przypadnie mi także do gustu jak tobie, dlatego chętnie się za nią rozejrzę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cóż zaintrygowałaś mnie porządnie. Taka króciutka książeczka, a tyle emocji. Przeczytam na pewno, chociażby po to, żeby sprawdzić, co w trawie piszczy :)

    OdpowiedzUsuń

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.