środa, 19 października 2011

Recenzja książki Wrota Ahrimana

Powieść Nity i Thomasa Hornów doczekała się szumnej reklamy i bardzo dobrych, pozytywnych opinii. To głównie dlatego byłam do tej książki tak przyjaźnie nastawiona. Skojarzyła mi się z powieściami Dana Browna, a te przecież czyta się lekko, szybko i z zainteresowaniem. Przeczytałam i przyznam, że mam mieszane uczucia. Możliwe, że czas, w którym czytałam książkę był zbyt rozwlekły. Może za mało się skupiłam nad fabułą. Doprawdy nie wiem już sama. Opisy i komentarze na okładce były tak entuzjastyczne. Powiem zatem krótko; nie porwała mnie ta książka tak, jak obiecywały fragmenty opinii. Zaczyna się dość schematycznie. Młody żołnierz Joe Ryback prowadzi prywatne śledztwo w sprawie tajemniczej śmierci swojego ojca, również wojskowego. Oczywiście zaraz znajdują się tacy, którzy patrzą na starania głównego bohatera z dezaprobatą i starają mu się w tym przeszkodzić. Istotny jest fakt, że zmarły pułkownik zabrał z wojskowej bazy pewien posążek, będący teraz w posiadaniu głównego bohatera. Ten niewielki przedmiot okazuje się mieć kosmiczne znaczenie, zarówno dosłownie, jak i w przenośni i oczywiście wszyscy chcą go mieć dla siebie. Joe wierzy, że posążek jest kluczem do rozwikłania tajemnicy i szybko pakuje się w kłopoty, ponieważ wielu groźnych i niebezpiecznych osobników zaczyna go ścigać. Posążek jest tak naprawdę wierzchołkiem góry lodowej, która ukrywa międzynarodowy i międzyplanetarny spisek. Zamieszani są w niego nie tylko przywódcy największych na świecie państw, nie tylko obce formy życia z innych planet, ale też ci, w których ludzie już dawno przestali wierzyć, czyli moce anielskie i całe plugastwo mocy ciemności z demonem Apollyonem (lub jak kto woli Abaddonem) na czele. Ponieważ autorzy książki są znawcami  w takich dziedzinach jak transhumanizm, transgenetyka i duchowość oraz  specjalizują się w  odczytywaniu proroctw biblijnych w odniesieniu do współczesności, tym łatwiej zrozumieć, dlaczego tyle różnych dziedzin, pozornie sprzecznych pojawiło się w tej książce. Pytanie tylko czy to wszystko ze sobą współgra? Otóż pod względem fabularnym wszystko wydaje się być dopięte na ostatni guzik. Przecież autorzy wiedzą, o czym piszą i sądząc po liczbie udzielanych wywiadów i wygłaszanych wykładów jest to tematyka dosyć chwytliwa. Dlaczego zatem jako wielbicielka takich spisków w powieściach mam mieszane uczucia, zamiast się książką zwyczajnie zachwycić? Bo jak dla mnie, a jestem tolerancyjna i otwarta na nowe rozwiązania fabularne, tego wszystkiego było zwyczajnie za dużo. To trochę tak, jak przesadzić z przyprawami w jakiejś potrawie. Tak i w powieści Hornów przesadzono z rozpiętością dziedzin. Gdyby zatrzymać się na samej warstwie realnej czyli na rządowym spisku i tuszowaniu przez władze informacji na temat cywilizacji obcych, na tym, że w tajnych laboratoriach  prowadzi się badania, o których zwykły człowiek nie ma pojęcia, byłoby dobrze. Normalne jest bowiem w takich historiach to, że coś się czasem wymyka spod kontroli i rodzą się kłopoty, bo ktoś musi posprzątać. Autorzy jednak na tym nie poprzestali. W myśl głoszonych przez siebie teorii wmieszali w to, co jeszcze miało namiastkę realności, moce ciemności, demony drzemiące gdzieś głęboko na innych planetach oraz oczywiście obcych. Choć z tej książki wynika jasno, że moce ciemności i obcy to właściwie to samo, tylko my zwykli śmiertelnicy o tym nie wiemy. Śledztwo głównego bohatera szybko przeradza się w grę o życie własne i bliskich, a w konsekwencji o "być, albo nie być całego uniwersum", a kiedy wydarzenia osiągają punkt kulminacyjny okazuje się, że istnienie całego kosmosu uzależniono od decyzji jednego człowieka, który nie chciał być piękny, bogaty i pożądany, tylko myślał też o innych. Czy to nie aby zbyt proste rozwiązanie?  No cóż, jak już mówiłam granicę tolerancji wydumania fabuły mam dość szeroką, ale w tym wypadku, jakoś nie umiałam być elastyczna. Dlatego książkę polecam tylko tym, którzy wierzą w niesamowite teorie i naprawdę to lubią, bo ci zwykli dość szybko zaczną się gubić lub krzywić z niedowierzania.Tak jak było to ze mną.
Autor: Nita i Thomas Horn
Tytuł: Wrota Ahrimana
Wydawnictwo: Bullet  Books
Stron: 400
Moja ocena: 5/10




2 komentarze:

  1. Nie myślałam, że tak nisko ocenisz tę książkę. Ja jednak mimo wszystko chce się sama przekonać czy w moich oczach równie negatywnie wypadnie, więc che przeczytać ,,Wrota Ahrimana''.

    OdpowiedzUsuń

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.