wtorek, 1 listopada 2011

Refleksyjnie...

W tym szczególnym dla wszystkich dniu daruję sobie umieszczanie recenzji, choć pierwotnie zamierzałam tak właśnie zrobić.  Przygotowując jednak obiad, tym razem tylko dla jednej osoby (moja druga połowa musiała na dłużej wyjechać), słuchając miękkich, melancholijnych brzmień w radio, pomyślałam, że napiszę kilka słów o tym co mi dziś leży na sercu. Mówią, że czas leczy rany, ale albo ja jestem jakaś inna, albo to zwykłe tanie pocieszenie, bo mam wrażenie, że moje rany po Twoim gwałtownym odejściu nadal się nie zagoiły. 19 października minęło 10 lat. Mój Boże, jak ten czas umyka. Do dziś trudno mi o tym mówić i zazwyczaj tego nie robię, ale uwierz mi myślę o Tobie co dzień. Sądzę, że byłbyś ze mnie dumny i pochwalił życiowe decyzje, jakie podjęłam w ciągu kilku ostatnich lat swojego życia. Skończyłam studia, po zwyczajowych trudnościach znalazłam pracę. Związałam się z człowiekiem, którego myślę polubiłbyś, bo jest dobry, kochany i szczery. Mam kontrolę nad własnym życiem i wszystko zmierza w dobrym kierunku. Tylko szczerze powiedziawszy wolałabym, abyś sam zobaczył to na własne oczy, uczestniczył w tym, mógł mi doradzić, kiedy miałam wątpliwości, zamiast odchodzić tak szybko i niespodziewanie. Ale naszej rodzinie nie było to dane i los brutalnie tę rodzinę zmniejszył. Ból po odejściu bliskiej osoby wcale nie mija. Chyba się po prostu do niego przyzwyczajamy i z czasem wydaje się jakby mniejszy. Tak samo z uczuciami. Nie przestajemy kochać, tak ja nie przestałam kochać Ciebie Tato...
 


Poniżej tekst piosenki, która najbardziej kojarzy mi się z Tobą, choć słuchana wywołuje ból serca. 
Eric Clapton:  My Father's eyes.             
Żeglując w oddali poza słońcem
Czekając, aż moj książe nadejdzie
Modląc się o uzdrowicielski deszcz
By ponownie ożywić moją duszę
Po prostu łajdak który ciągle ucieka
Skąd się tu wziąłem?
Cóż uczyniłem ?
Kiedy moje wszystkie nadzieję powstaną?
Jak ja go poznam?
Gdy patrzę w mego ojca oczy
Mego ojca oczy
Gdy patrzę w mego ojca oczy
Mego ojca oczy
Wtedy światło zaczyna świecić
I słyszę tą antyczną kołysankę
I obserwuję jak ta sadzonka rośnie
Czuję jak moje serce przepełnia
Gdzie znaleźć słowa by powiedzieć?
Jak ich uczyć?
Jak się bawić?
Krok po kroku, zrozumiałem
Wtedy gdy ich potrzebuję
Wtedy potrzebuję mego ojca oczu
Mego ojca oczy
Wtedy potrzebuję mego ojca oczu
Mego ojca oczy
Wtedy pojawiła się postrzepiona krewędź
Przez odległe chmury łez
Jestem jak most który został zmyty
Moje fundamenty zostały zbudowane z gliny
Gdy moja dusza zmierza do śmierci
Jak mogłem stracić go?
Czy się starałem?
krok po kroku, zrozumiałem
Że on był tu ze mną
Patrzyłem w mego ojca oczy
ojca oczy
Patrzyłem w mego ojca oczy
Mego ojca oczy
Mego ojca oczy
Mego ojca oczy
Patrzyłem w mego ojca oczy
Mego ojca oczy

Dla chętnych wrażeń słuchowych 
My father'e eyes
Zapraszam.

4 komentarze:

  1. Piękny list... Aż brak mi słów. Trzymaj się dzielnie kochana. Twój tato na pewno jest obok Ciebie, choć nie fizycznie...

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj Edyto! Wygrałaś u mnie książkę. Proszę o kontakt mailowy. Info u mnie. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo wzruszająco i refleksyjnie dziś nas naprowadziłaś. Sama borykam się ze stratą kilku mi najbliższych osób i czas wcale nie załagodził ran..
    Trzymaj się cieplutko i wiedź, że gdzieś tam czuwają nad nami nasi aniołowie...

    OdpowiedzUsuń

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.