piątek, 20 lipca 2012

N. K. Jemisin: Sto tysięcy królestw

Autor: N. K. Jemisin
Tytuł: Sto tysięcy królestw
Tytuł cyklu: Trylogia Dziedzictwa, t. 1. 
Stron: 458
Wydawca: Papierowy Księżyc
Moja ocena: 9/10
Książka, o której chcę napisać dziś jest debiutem powieściowym  N. K. Jemisin i nominowana była do tak prestiżowych nagród jak Hugo, Nebula, czy World Fantasy Award, a zdobyła nagrodę Locus Award dla najlepszego debiutu za rok 2011. Czy słusznie i co takiego ma w sobie ta książka, że przyczyniła się do takiego fermentu? O tym za chwilę. 
Główną bohaterką i zarazem narratorką książki jest 19-letnia Yeine, postrzegana jako mieszaniec, dzikuska  pochodząca z barbarzyńskiej północy z kraju Darr. Po tragicznej śmierci matki, zupełnie niespodziewanie dziewczyna zostaje wezwana do królewskiego miasta Sky, w którym to mieście znajduje się ogromny zamek zamieszkały przez członków rodu Aramerich. Głową tej rodziny i jednocześnie panującym jest dziadek Yeine, Dekarta.  Gdy Yeine przybywa na miejsce, Dekarta ogłasza ją swoją spadkobierczynią, ale żeby nie było za łatwo, dodaje, że jest jeszcze dwoje pretendentów do tronu, a najbliższe dni rozstrzygną, kto z tej trójki najlepiej się na to stanowisko nadaje. Im bardziej krwawa i brutalna będzie walka o władzę, tym lepiej. Yeine, która jeszcze niedawno wspinała się na drzewa, biegała z nożem i obcięła włosy na krótko, bo jej przeszkadzały, bez prawa do jakiejkolwiek dyskusji zostaje wplątana w morze intryg i knowań, w których nietrudno się nie pogubić i próżno szukać jakichkolwiek sojuszników. 
Należy dodać, że w Sky pośród zwykłych śmiertelników chadzają dawni bogowie, podporządkowani ludziom, służący im jako broń lub jako krwawa, okrutna rozrywka. Na plan pierwszy wysuwają się tutaj zwłaszcza Itempas (Pan Światła), Nahadoth (Pan Ciemności) i Enefa ich boska siostra, z piętnem zdrajczyni. 
Wydawać by się mogło, że skoro dziadek wybrał Yeine na swoją spadkobierczynię, to musiał docenić jej osobę oraz cechy, które w sobie posiada. Nic bardziej błędnego. Krążąc po pałacowych komnatach, poznając ludzi i otoczenie, Yeine stopniowo przekonuje się, że precyzyjnie wyznaczono  jej rolę pionka w grze o władzę i potęgę, o której marzą i ludzie i bogowie. Nikt nie chce służyć, wszyscy chcą panować.
Bez przyjaciół, z dala od krewnych z północy, których dobro leży jej na sercu, bohaterka desperacko próbuje nie tylko utrzymać się przy życiu, ale też odkryć tajemnicę śmierci matki i związku jej rodziców, okrzykniętego przez otoczenie mezaliansem. 
Yeine jest postacią z krwi i kości; targana namiętnościami i wątpliwościami, stara się dokonać właściwych wyborów, a jednocześnie ma świadomość, że cokolwiek zrobi i tak źle na tym wyjdzie. Nieuchronność jej losów i ulokowanie uczuć w osobniku najmniej do tego odpowiednim kojarzyły mi się trochę z grecką tragedią. Coś wybrać trzeba, a co się wybierze i tak poleje się krew i skończy się tragicznie. 
Plus należy się również autorce za Nahadotha/Nahę. Ukazanie w jednym mężczyźnie tylu sprzeczności, połączenie czułości i delikatności ze śmiercią i niebezpieczeństwem, a wszystko w tak magnetycznej powłoce to prawdziwy majstersztyk. 
Natomiast trzecia postać, która osobiście nie pojawia się w całej historii, a ciągle jest o niej mowa to Kinneth, matka Yeine i ona również bardzo mi się podobała. Jest ona dla Yeine niedościgłym wzorem i kobietą jaką dziewczyna bardzo chciałaby być,  a jednocześnie jak każda matka jest otoczona mgiełką ideału. Odkrywanie sekretów własnej rodziny i grzebanie w przeszłości uświadomi Yeine, że wielu rzeczy o matce nie wiedziała i że zależnie do sytuacji, każdy człowiek przywdziewa różne maski.
Fabuła powieści jest oparta na ciekawym pomyśle, choć początkowo trudno się w niej zorientować. Yeine opowiada, tak jakby miała za mało czasu i za dużo do powiedzenia. Zaczyna coś opowiadać, potem przypomina sobie o czymś co należy dodać i rozpoczyna nowy wątek. Czasami też w tok narracji włącza się Enefa, bogini zdrajczyni, której wspomnienia nawiedzają główną bohaterkę. Czytelnik poznaje wtedy szczegóły wielkiej wojny i zatargów między Trójką bóstw. 
Atmosfera pałacu aż kipi od intryg i jako czytelnik czułam to samo co czuła wrzucona w ten kocioł Yeine. Uczucie duszności przebija z fragmentów, opisujących zagmatwane zależności, zawierane potajemnie sojusze, porozumiewawcze, szydercze uśmiechy i otwarte życzenie swoim wrogom wszystkiego najgorszego. Za nic w świecie nie chciałabym się znaleźć w takiej sytuacji, jak główna bohaterka i tutaj kolejny ukłon w stronę autorki, bo skoro umiała sprawić, aby czytelnik tak się poczuł to niewątpliwie ma talent do tego typu historii. 
Zaskoczyło mnie także zakończenie historii i ewolucja postaci Yeine. Sama nie mogłam dostrzec żadnego wyjścia  z tej sytuacji, a tu okazało się, że po prostu miałam za wąski kąt patrzenia. Lubię takie zwroty akcji, kiedy dzieje się coś, czego kompletnie nie mogłam przewidzieć. Znacie to uczucie, kiedy każdy element układanki wskakuje na swoje miejsce i wszystko staje się jasne i klarowne? Tak jest z poszczególnymi elementami tej historii. Początkowo wydają się zupełnie do siebie nie pasować, a im bliżej zakończenia, tym bardziej się wszystko układa. 
W podsumowaniu muszę powiedzieć, że książka okazała się lepsza niż się spodziewałam i bardzo żałuję, że nie sięgnęłam po nią wcześniej. Jednak lepiej późno niż wcale. 
Jeśli zatem lubicie historie o zawikłanych dworskich powiązaniach, zachłannych i brutalnych śmiertelnikach i bóstwach, które również chcą mieć coś do powiedzenia, to Sto tysięcy królestw jest książką dla Was. Parna atmosfera żądzy władzy i knucia wszystkich przeciwko sobie wciągnie Was niczym wir i nie pozwoli się oderwać aż do zaskakującego finału tej historii. 
Polecam, bo naprawdę warto!
Za egzemplarz 
do recenzji 
bardzo serdecznie 
dziękuję Wydawnictwu Papierowy Księżyc.

18 komentarzy:

  1. Cieszę się, że książka nie zawiodła Twoich oczekiwań, a nawet mile zaskoczyła. Trochę dworskich intryg to - może być naprawdę ciekawe!
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Walka o tron, nieco intryg, ciekawi bohaterowie i zaskakujące zakończenie - nic tylko czytać ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawie ją przedstawiłaś, więc może się skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pomysł z bogami w tej książce wydaje mi się całkiem trafiony, okładka dość intrygująca, więc chyba się pokusze ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie czytałam tej książki, ale moja kuzynka tak bardzo ją poleca. Ty także widzę wyrażasz się o niej pochlebnie, więc może i ja wreszcie się na nią skuszę, ale niczego nie obiecuje.

    OdpowiedzUsuń
  6. Raczej nie sięgnę po książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Debiut, ale widzę, że udany. Przeczytam

    OdpowiedzUsuń
  8. Już po recenzji Tirin nabrałam na nią ochoty! Teraz ją spotęgowałaś :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sol kochanie, naprawdę? :P A myślałam, że moja recenzja taka ni w lewo, ni w prawo, ha!

      Edyto, wspaniała recenzja, jestem zachwycona i bardzo się cieszę, że odnalazłaś w tej książce to ukryte "coś", czego wielu nie odnajdywało - ku mojemu zaskoczeniu.

      Usuń
  9. Dziś to już nie pierwsza pozytywna recenzja tej książki, muszę ją sobie sprawić i to koniecznie!

    OdpowiedzUsuń
  10. Wydaję mi się, że ta ksiązka jest typowo męska .. ?
    Nie wiem sama nie wiem czy to coś dla mnie

    OdpowiedzUsuń
  11. mimo zachęcającej recenzji póki co mówię pass
    mam sporo książek do tyłu, które bym chciała przeczytać

    OdpowiedzUsuń
  12. Mam ją do dokończenia i muszę się za to zabrać w wakacje ;)
    Twoje pozytywne nastawienie i mnie bardziej zachęca do powrotu do lektury ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Może nie jest to tytuł, którego lektura spędza mi sen z powiek, ale chętnie wyrobiłabym sobie własną opinię na jego temat

    OdpowiedzUsuń
  14. Książkę mam w planach od jakiegoś czasu :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Mimo, że z reguły nie czytam fantasy, Twoja recenzja mnie zachęciła. Bardzo potrzebuję drastycznej odmiany po książce, którą czytam teraz.

    OdpowiedzUsuń
  16. Swego czasu bardzo chciałam przeczytać tę książkę :) Cieszę się, że Tobie przypadła do gustu i mam nadzieję, że jeszcze nadarzy się okazja bym ją przeczytała.

    OdpowiedzUsuń
  17. U mnie było z nią różnie. Czasem mi się podobała, czasem nudziła.n Ogólnie jednak było ciekawie ;)

    OdpowiedzUsuń

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.