piątek, 31 sierpnia 2012

Gordon Dahlquist: Szklane księgi porywaczy snów

Autor: Gordon Dahlquist
Tytuł: Szklane księgi porywaczy snów
Wydawca: Albatros (A. Kuryłowicz)
Stron: 782
Moja ocena: 9/10
O wyborze danej książki w moim przypadku często decydują detale; czy to kolorystyczne, czy to słowne. Gdzieś coś zobaczę, przeczytam, spodoba mi się fragment opisu, czy zaciekawi mnie nazwisko postaci. Może to zabrzmi głupio, ale często też sugeruję się kolorem i zazwyczaj najbardziej działa na mnie niebieski. Wszystko to spowodowało, że sięgnęłam po Szklane księgi porywaczy snów. Zaintrygował mnie po pierwsze tytuł, bo że rozmaite niecne siły mogą w literaturze porywać/pożerać/kraść sny to jeszcze rozumiem, ale jak księgi mogą być szklane, to już nie za bardzo. Po drugie bardzo spodobała mi się ilustracja na okładce; wszystko zanurzone jest w intensywnym błękicie, a tylko postaci kobieca i podążająca za nią męska są czarne. Ten błękit jak się okaże w trakcie akcji również ma swoje znaczenie dla całej fabuły. W moim przypadku zadziałał on jednak tak jak niebieskie przedmioty na altannika lśniącego. Natomiast opis treści wydał mi się na tyle ciekawy, że zdecydowałam się tę książkę przeczytać. Na zasadzie skojarzenia gdzieś tam zamajaczyło słowo steampunk, a że ten gatunek fantastyki po prostu kocham, to już naprawdę nie było innego wyjścia jak usiąść i czytać. 
Akcja toczy się w wiktoriańskiej Anglii XIX wieku. Główną bohaterką jest młoda dziedziczka niewielkiej fortuny, Celeste Temple. Dziewczyna ma narzeczonego, urzędnika z dobrze zapowiadającą się przyszłością. Wszystko w zasadzie układa się dobrze, dlatego ogromnym szokiem dla bohaterki jest niespodziewany list od narzeczonego w którym ten zrywa z nią zaręczyny i prosi, by w ogóle, pod żadnym pozorem nie próbowała się z nim kontaktować. Zaintrygowana i zaskoczona Celeste, nie wpada w rozpacz i nie rwie włosów z głowy, ale zwyczajnie chciałaby wiedzieć dlaczego, poznać powody, wszak do tego każdy ma prawo, toteż jeszcze tego samego dnia zaczyna śledzić byłego narzeczonego. Początkowo niczego nowego się nie dowiaduje, ale gdy widzi Rogera wsiadającego do pociągu, pociągu pełnego pasażerów przebranych jak na wenecki bal, domyśla się, że naprawdę coś jest na rzeczy. Dociekliwa i zdecydowana poznać prawdę bohaterka wsiada do pociągu i trafia do tajemniczej rezydencji na prowincji. Jest świadkiem przedziwnej, dość perwersyjnej ceremonii, z której jednak niewiele rozumie. To czego była świadkiem, powoduje, że organizatorzy całej imprezy uznają ją za wroga nr jeden i zaczynają ją ścigać. W trakcie długiej, szalonej i pełnej przeszkód ucieczki Celeste zyskuje dwóch niezwykłych sojuszników. 
Pierwszym z nich jest na wpół ślepy płatny zabójca Chang, zwany przez branżę Kardynałem. Chang również trafi do rezydencji, a że jego zlecenie nie potoczy się tak łatwo jak się spodziewał, również wplącze się w groźną aferę. Na Celeste trafi przypadkiem i od tej pory będą działać razem, choć nieustannie będą ginąć sobie z oczu, by znowu się spotkać, itp. 
Drugim sojusznikiem panny Temple będzie doktor Svenson, nadworny lekarz młodego księcia, którego co rusz musi ratować z kłopotów i od skandali. Podopieczny doktora uwikła się w tę samą aferę, co narzeczony Celeste, a to z kolei zmusi doktora do interwencji i postawi pannę Temple na jego drodze. 
Troje bohaterów stanie w obliczu międzynarodowej intrygi, która skupia w sobie najważniejsze osoby w państwie, a ma na celu pozbawienie ludzi wolnej woli i wspomnień, z użyciem groźnej alchemii i seksu. 
Opis na okładce nazywa powieść mieszanką różnych gatunków literackich: prozy historycznej, thrillera, gotyckiego horroru, mrocznego fantasy z odrobiną romansu i faktycznie jest to prawdziwe stwierdzenie. Tak naprawdę tylko steampunk i oczywiście zdolny autor może połączyć tyle pozornie nie pasujących do siebie kwestii i zrobić z tego spójną, ciekawą opowieść.
Swoje postaci obdarzył Dahlquist uporem i zdecydowaniem, czy to w dążeniu do prawdy, czy do władzy. Dlatego wiarygodni są zarówno bohaterowie pozytywni, jak i ci negatywni.
Umiejętnie dawkuje autor napięcie, dzięki czemu bardzo długo gubimy się w gąszczu domysłów, tym bardziej, że z czasem okazuje się, że graczy w tej grze jest wielu, a intryga zatacza naprawdę szerokie kręgi. 
Dobrym zabiegiem było rozdzielanie głównej trójki bohaterów, dzięki czemu daną sytuację poznaje czytelnik z trzech stron, co pozwala zyskać szerszą perspektywę i dodatkowe szczegóły.
Powieść zawiera liczne sceny pościgów, pogoni i sytuacji naprawdę patowych, z których, jak mogłoby się wydawać bohaterowie cało nie wyjdą. A jednak... Znajdzie się miejsce na odrobinę humoru, będą momenty głęboko erotyczne i poważnie niebezpieczne.
Bardzo ciekawy jest wątek błękitnej alchemii i eksperymentów prowadzonych w ukrytej rezydencji. A szklane księgi i ich działanie na ludzi majstersztyk. 
Tak naprawdę Szklane księgi porywaczy snów są historią o igraniu z ludzkimi ukrytymi głęboko pragnieniami. Autor skupił się na tym, co by było, gdyby można zdobyć nad nimi kontrolę. Odpowiedź na to pytanie okazuje się zaskakująca. Czy można zatem skutecznie walczyć z porywaczami wspomnień i snów? Czy Celeste Temple, Kardynał Chang i doktor Svenson odkryją prawdę i udaremnią zamiary tajnej kliki?
Tego nie zdradzę, zachęcam jednak gorąco do zawarcia bliższej znajomości z powieścią Dahlquista, zarówno wielbicieli steampunku, jak i dobrej, wciągającej w swój wir angielskiej przygody. 
Mnie książka zapewniła dużo rozrywki i teraz nie pozostaje mi nic innego jak oczekiwanie na dalsze przygody panny Temple, doktora i Kardynała, a długo to nie potrwa, bo premiera części drugiej jest zapowiedziana na wrzesień tego roku. 
Polecam, bo naprawdę warto!

14 komentarzy:

  1. Gdybym gdzieś znalazła tą książkę z przyjemnością bym po nią sięgnęła , ale na razie poczytam to co mam na półce :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Może kiedyś się skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Początek Twojej recenzji nie zaciekawił mnie, ale z dalszym czytaniem coraz bardziej przekonywałem się, żeby sięgnąć po tę książkę :) Dzięki za polecenie :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawa recenzja i interesujaca książka :)

    OdpowiedzUsuń
  5. brzmi doprawdy ciekawie :) zapamiętam tytuł :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię mieszanki różnych gatunków, więc może kiedyś... ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Już epoka, w której rzecz się dzieje, mnie przekonuje. Jestem na tak! :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeśli wyszukam w bibliotece, chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ty recenzujesz o porywaczach snów, ja o pożeraczach ;p zgrałyśmy się :) Ale tych snów jak na raz za dużo ;) może kiedyś

    OdpowiedzUsuń
  10. Cieszę się, że książka Ci się spodobała, gdyż i ja mam o niej podobne zdanie. Poza tym to od recenzji właśnie tej pozycji zaczęłam moją przygodę z blogowaniem (chociaż teraz napisałabym ją nieco inaczej) ;)
    No i dzięki Tobie dowiedziałam się bardzo dobrej wiadomości - a mianowicie o zbliżającej się dacie premiery II tomu, na który czekam z niecierpliwością! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mnie też przyciąga ta okładka, a po przeczytaniu recenzji to wprost nie mogę się doczekać aż pojawi się ona w bibliotece

    OdpowiedzUsuń
  12. Steampunk mnie intryguje, lubię czasem sięgnąć :) Na razie zamówiłam sobie na fincie antologię tego gatunku, potem zobaczymy :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja za to jestem kompletnie nieczuła na okładkowe wdzięki. :) Prawdopodobnie dlatego, że nie należę do wzrokowców. Książka wydaje się ciekawa. Poza tym ma słabość do wiktoriańskiej Anglii, więc może się skuszę. :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Polecam Wszystkim lektura wciąga ,książka super czekam na następną powieść tego autora Renia

    OdpowiedzUsuń

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.