poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Liliana Bodoc: Saga o Rubieżach, t. 1. Przedpremierowo!

Autor: Liliana Bodoc
Tytuł: Saga o Rubieżach, t. 1 (Dni Jelenia, Dni Pomroki)
Wydawca: Prószyński i S-ka
Stron: 725
Data premiery: 16.08.2012
Moja ocena: 8/10
Do lektury Sagi o Rubieżach skłoniły mnie  intrygujący opis treści wydawcy i pozytywne opinie zagranicznych czytelników. Przeważyła tutaj zwłaszcza U. Le Guin, która w jednym z wywiadów wymieniła nazwisko Liliany Bodoc, jako tej autorki, którą podziwia. Po takiej rekomendacji trudno byłoby mi przejść obok tej książki obojętnie. Poza tym chciałam również zobaczyć, jak może wyglądać fantasy w wydaniu rodowitej Argentynki, bo to właśnie stamtąd autorka książki pochodzi. 
Saga o Rubieżach jest trylogią, a na prezentowany tutaj tom pierwszy składają się dwie z trzech części: Dni Jelenia i Dni Pomroki. 
Akcja powieści toczy się na kontynencie zwanym Żyznymi Ziemiami. Zamieszkują go rozmaite plemiona, nie tylko ludzkie, ale też inne gatunki, jak np. lemuropodobni Lulkowie. Ludzie ci trudnią się łowiectwem, zbieractwem, żyją we względnej zgodzie i spokoju. Któregoś dnia mądrzy magowie odczytują w starych manuskryptach przepowiednie o mających przybyć zza morza okrętach. Magowie nie potrafili jednak stwierdzić jednogłośnie, czy na okrętach przypłyną bracia, którzy kiedyś odeszli, czy też może ktoś inny, groźniejszy. Zwołane zostaje zatem zgromadzenie, na którym mają się stawić przedstawiciele wszystkich ludów. Reprezentantem Husihuilków ma być Dulkancellin, wojownik ojciec dużej rodziny, człowiek prawy i uczciwy. W drodze na zgromadzenie, do odległego miasta Beleram towarzyszy mu bard, poeta Cucub, człowiek gadatliwy i wesoły. 
Nietrudno się domyślić, że zza morza przybędzie ogromne niebezpieczeństwo, wojska, wysłane przez potężnego Misaianesa, Wcielenie Nienawiści, syna Pomroki czyli Śmierci. 
Pierwsza część trylogii zatytułowana Dni Jelenia przedstawia przygotowania do obrony i to dość niezdarne, ponieważ i magowie i wojownicy długo nie chcieli przyjąć do wiadomości, że to co ma przybyć zza morza nie jest niczym dobrym. Gdy przybysze zdradzili swoje prawdziwe zamiary było już nieco za późno na zorganizowanie silnej obrony, tym bardziej, że przeciwnicy dysponują prochem, a mieszkańcy Żyznych Ziem mają oszczepy i łuki. Poza tym reputacja znacznie wyprzedza Misaianesa i część ludzi, nie wierząc w powodzenie obrony, od razu wstępuje w szeregi wroga, natomiast ludy zjednoczone w obronie swoich ziem zawierają rodzaj przymierza, określanego odtąd mianem Jelenia, zwierzęcia szybkiego i zwinnego. Jak potoczą się losy tej wojny i jak wpłynie to na losy ludzi z Żyznych Ziem?
Wydarzenia części drugiej Dni Pomroki toczą się 5 lat po pierwszej bitwie. Misaianes, chcąc zapewnić sobie zwycięstwo nakazał Pomroce, swojej matce, by była jego forpocztą, by siała krzywdę, nienawiść i wrogość. Śmierć nigdy nie sprzeciwiała się swojemu synowi i zrobiłaby dla niego wszystko, ale w trakcie tej podróży zaczyna się zastanawiać, czy taka jest jej faktyczna rola i czy to co robi nie kłóci się z odwiecznym porządkiem rzeczy.  Poza tym dojdzie do kolejnych walk, zawiążą się kolejne spiski i sojusze. Lud Żyznych Ziem po raz kolejny będzie musiał dokonać wyboru.
Liliana Bodoc w swojej trylogii nawiązuje do mitów i legend prekolumbijskich, co widać nie tylko w nazewnictwie, ale i w opisach detali i szczegółów z życia Husihuilków. Powieść rozpoczyna się krótką legendą, o tym jak to Śmierć stworzyła sobie syna i wydała go na świat. Okazał się on istotą niezwykle potężną i straszniejszą od niej samej, Wcieleniem Wiecznej Nienawiści. Już sam ten wstęp sugeruje historię inną od wszystkich.
Husihuilkowie od razu wzbudzają sympatię; żyją w zgodzie ze sobą i naturą, szanują się wzajemnie, troszczą zwłaszcza o starszych, którzy są skarbnicą dawnych zwyczajów i opowieści snutych podczas zimnych pór deszczowych. Mają też w sobie niesamowitą akceptację tego, co przynosi im los. Gdy zachodzi taka potrzeba mężczyźni idą na wojnę, gdy pojawia się czarownik, witają go z szacunkiem, nawet gdy ma zabrać jednego z członków rodziny, bo  na przykład jeden z chłopców stał się magiem. Pamięta się o tych, którzy odeszli, pomaga się nawet obcym, choć mogą oni przynieść ból i śmierć. 
Uprzedzam jednak, że powieść nie jest łatwa w odbiorze. Bywa, że opisy przeważają nad partiami dialogowymi, a całość jest opowiadana gawędziarskim stylem, tak jakby to Hisuhuilkowie opowiadali sobie historię tej wojny przy ognisku. 
Po przeczytaniu pierwszej części, którą to w zasadzie zdominowały działania wojenne, chciałam wystawić książce znacznie niższą ocenę. Wrażenia ogólne miałam jakieś takie niesprecyzowane. Jednak mocną stroną części drugiej okazał się wątek Pomroki i kreacja jej postaci (z taką śmiercią jeszcze się w literaturze nie spotkałam) oraz służącego Misaianesowi, czarownika Drimusa, który uosabia zło i okrucieństwo w najczystszej postaci. Im dłużej się nad całą historią zastanawiam, tym bardziej mi się ona teraz podoba. Często tak bywa, gdy się zyska ogólny widok na całość. To dlatego ocena książki nieco wzrosła. 
Zdaję sobie jednak sprawę, że nie każdemu może ta książka przypaść do gustu. Myślę, że najlepiej się przekonać się samemu,  przemóc i przeczytać do końca, bo dopiero wtedy ocena jest pełna.  Jeśli ktoś lubi dawne wierzenia krajów Ameryki Południowej i styl snutej przy ognisku opowieści, to na pewno spodoba mu się ta książka. Jeśli jednak ktoś szybko się zniechęca, bo nie przepada za zawiłościami i niekiedy zbyt ozdobnym językiem narracji, to niech poszuka dla siebie czegoś innego. Decyzję o sięgnięciu po tę książkę zostawiam zatem Wam.
Jeśli idzie o mnie, to czekam na kolejną część, wieńczącą trylogię i mam ogromną satysfakcję, że książkę przeczytałam, choć łatwo nie było.
Za egzemplarz do recenzji
bardzo dziękuję
panu Marcinowi
z Wydawnictwa Prószyński i S-ka.
Pozdrawiam serdecznie!

18 komentarzy:

  1. Wydaje mi się, że może być ciekawie, lubię takie klimaty choć nie wiem czy będę chciała zaczynać nową serię, gdzie w dodatku jeden tom ma ponad 700 stron :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdybymż ja miała chwilę żeby to przeczxytać... A tak może kiedyś

    OdpowiedzUsuń
  3. Recenzja zachęcająca, a książka wydaje się być ciekawa. Jeśli będę miała okazję to po nią sięgnę ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hm, może kiedyś. Nie chodzi o to, że nie jestem zainteresowana - po prostu trochę mnie przeraża ilość stron.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Czasem mam ochotę na takie gawędziarskie fantasy, ale jeszcze pomyślę czy to przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  6. No i kolejna bardzo interesująca seria :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Właśnie czytam :D Miejscami jest ciekawie, miejscami nudnawo, no zobaczymy jak to dalej pójdzie.. :D Mam nadzieję, że jeszcze się rozkręci, bo nie mam ochoty męczyć się te 700 stron.

    OdpowiedzUsuń
  8. Łoo co jak co, ale Prószyński wydaje tomiszcza ;D Ale okładki mi się podobają. Pasują do wnętrza ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja dopiero niedługo sięgnę, więc nie wgłębiałam się w Twoją recenzję, ale wierzę, że mi też się spodoba :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kolejna saga na którą narobiłaś mi ogromnej ochoty!

    OdpowiedzUsuń
  11. Te 700 stron trochę niepokoi, ale chyba jednak się skuszę. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. wpadła mi w oko w trakcie przeglądania jakiejś strony i teraz mam na nią jeszcze większą ochotę

    OdpowiedzUsuń
  13. Właśnie czytam, więc recenzji nie czytałam żeby zbytnio nie sugerować się Twoją opinią. Niedługo powiem, co myślę o tej pozycji :)

    OdpowiedzUsuń
  14. nie znam. cóż jakoś chyba ksiązka nie dla mnie/ Ale recenzja fajna. Bardzo ładnie napisana

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie, takie książki do mnie zupełnie nie docierają :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie przepadam za fantasy, ale ten cykl zapowiada się nawet interesująco, a sagi bardzo lubię, więc może się kiedyś na niego skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  17. Z tego co piszesz, zarówno książka jak i cała trylogia zapowiadają się nader kusząco. Jednak na razie nie mam ochoty rozpoczynać kolejnego cyklu, więc zostawię sobie na dalszą przyszłość :) A na razie polecę ją mojemu tacie, który uwielbia takie historie :)

    OdpowiedzUsuń
  18. "Saga o Rubieżach" saga to największa literatura fantasy, ostatnio w Ameryce Łacińskiej.Książka sprzedała się w ponad 300.000 egzemplarzy, został porównany do dzieł Tolkiena "The Lord of the rings" i podziwiany przez Ursula K.Leguin!
    Jest to jedna z najbardziej ekscytujących i piękne książki czytałem w moim życiu.
    Ta książka ma 700 stron, które są ze sobą dwie książki ("Days of the Deer" and "Days of the Shadow"), ale to jest bardzo łatwe do odczytania i zabawne. Nie przegap przygodę "płodny"

    OdpowiedzUsuń

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.