czwartek, 18 października 2012

Eleonora Ratkiewicz: Lare i t'ae.

Autor: Eleonora Ratkiewicz
Tytuł: Lare i t'ae
Wydawca: Fabryka Słów
Stron: 515
Moja ocena: 8/10
Powieść o intrygująco brzmiącym tytule Lare i t'ae to druga część przygód dwóch przyjaciół; ludzkiego króla Lermetta i elfiego księcia Eneariego, dla przyjaciół Ariena. Zawarta w książce historia jest kontynuacją wątków z części pierwszej Tae ekkejr! 
Część pierwsza była historią poznania i zawiązującej się przyjaźni, która na zawsze miała zmienić istniejące od lat mity i błędne stereotypy we wzajemnym postrzeganiu ludzi i elfów. Oprócz tego przyjaciele rozprawili się ze sprytnie ukrytym w elfiej społeczności magiem przewrotnikiem. 
Historia była opowiedziana w formie gawędy; więcej się w niej mówiło niż robiło, a bohaterowie mieli skłonności do wpadania w słowotok myślowy, który znacząco odbiegał od głównego tematu. Wszystko to powodowało, że całość niemiłosiernie się dłużyła, a ja nieustannie się gubiłam w fabule, nie mogąc nadążyć za prowadzonymi w duchu wywodami głównych bohaterów. Wszystko to spowodowało, że mój początkowy entuzjazm szybko zgasł, a ja podchodziłam do Lare i t'ae jak pies do jeża. Ciekawiło mnie oczywiście, jak zmienili się bohaterowie, bowiem od ich ostatniego spotkania minął rok, w tym czasie Lermett objął po ojcu tron i został królem, ale na myśl, że znowu zaleje mnie natłok nic nie wnoszących do fabuły myśli i rozważań, stale mnie do lektury zniechęcała. Jak się okazało nie do końca słusznie, ponieważ autorka zachowała co prawda gawędziarski styl, ale poszerzyła grono głównych bohaterów o nowe postaci, wprowadziła wątki romansowe oraz przygodowe i ogółem wyszła z tego całkiem przyjemna w odbiorze powieść.
Słowo na temat fabuły. 
Do Najlissu, ojczyzny Lermetta (obecnie króla) przybywa elfickie poselstwo z Arienem na czele. Mimo, że przyjaciele bardzo cieszą się z ponownego spotkania, to widmo zbliżającej się zagłady w postaci śmiertelnej suszy, nie pozwala im się sobą spokojnie nacieszyć. Tylko zgodna współpraca ludzi i magów z ośmiu państw i koczowników ze stepu jest w stanie to zagrożenie oddalić. Lermett zwołuje więc wielką radę, na którą zaprasza rządzących z państw sojuszu. Z różnym nastawieniem przybędzie ośmioro władców, wśród których znajdzie się książę posiadający umiejętność przemiany w wilka, księżniczka, która umyślnie się oszpeca, chcąc się pozbyć niechcianego kandydata na męża, książę piękny, ale mało myślący oraz kilkoro innych. Dzielące ich różnice i ukryte obawy spowodują, że początkowo trudno będzie im dojść do porozumienia. Osiągnięcie korzystnego dla wszystkich kompromisu dodatkowo będzie utrudniał jeden z władców, złośliwy i obłudny Irgiter, a oprócz tego okaże się, że władca pokonanego przed rokiem przewrotnika również ma swoje rachunki do wyrównania. Zrobi się naprawdę ciekawie i mimo usilnych prób nie da się przewidzieć zakończenia. 
Ponieważ nie da się tutaj uniknąć porównania obu części, należy powiedzieć, że Lare i t'ae jest znacznie lepszą historią od Tae ekkejr! Nie wiem, czy to zasługa lepiej przemyślanej historii, czy lepszego jej przedstawienia, a może obu tych rzeczy. To co przeszkadzało mi w części pierwszej czyli kwiecisty, gawędziarski styl, celebracja czynności drobnych, takich jak picie mleka o poranku czy zachwycanie się ukrytym pięknem ukochanej osoby, porywista  fala uczuć, zalewająca bohaterów w różnych chwilach, teraz zaczęłam postrzegać jako zaletę.
Warto tutaj wspomnieć, że autorka w wyjątkowy sposób traktuje zażyłość między ludźmi a elfami. Lermett i Arien wzajemnie ratowali się z ciężkich opresji i bardzo się zżyli. Z racji tego, że elfy żyją o wiele dłużej niż ludzie, zażyłość ta prędzej czy później umrze wraz ze śmiercią Lermetta. Dlatego też wyruszając z poselstwem, Arien dodatkowo wymyśla prostą intrygę, która zmieni całe życie jego ludzkiego przyjaciela.
Intryga miłosna w bardzo płynny sposób przeplata się z knowaniami przeciwników Sojuszu Nadrzecznego, co tylko zwiększa atrakcyjność opowiadanej historii. Oprócz tego mamy tutaj sporo pięknych i naprawdę logicznych (choć może nieco banalnych) prawd na temat urody i wagi tego co ukryte przed wzrokiem ogółu, na temat miłości, przyjaźni, władzy i pracy nad wspólnym dobrem. 
Nie należy postrzegać tej historii, jako zupełnie sielankowej, ponieważ mamy tutaj knowania, skrytobójstwo, tortury (gdzie krew płynie szerokim strumieniem), a nawet wymierzanie sprawiedliwości zdrajcy przez królów. 
Dla ułatwienia przy zapamiętywaniu wszystkich tych imion i nazw na końcu książki znajduje się Glosariusz, szerzej omawiający ważniejsze kwestie.
Jak już wspomniałam wcześniej, akcja co prawda nie pędzi tutaj jak burza, ale czyta się przyjemnie i sprawnie. Gawędziarski, prosty styl ma to do siebie, że gdy się już  w niego wczujemy, tworzy się poczucie swojskości i odprężenia. Czytelnik przywiązuje się do postaci i kibicuje im i nawet owo wszechobecne słodzenie, (bo trochę go tu jest) już tak nie przeszkadza, jak w części pierwszej. Zresztą, kiedy się słodzi, to się słodzi, a jak trzeba to i mieczem i nożem pomachać skutecznie można. 
Elfy, krasnoludy i wilkołaki pokazane są z nieco innej strony, którą myślę warto poznać.
Klimatu dopełnia ciekawa ilustracja na okładce i powleczone kolorem szarym strony, na których zaczyna się nowy rozdział. 
Lare i t'ae bardzo mile mnie zaskoczyła i przeczytałam ją z prawdziwą przyjemnością.  Historia jest dopracowana i przemyślana, a ponieważ takich gawęd jest w literaturze fantastycznej naprawdę niewiele, to myślę, że od czasu do czasu, można się z  takową zapoznać.
Polecam, bo naprawdę warto!
Za egzemplarz do recenzji
serdecznie dziękuję
portalowi Secretum 
i wydawnictwu Fabryka Słów. 

10 komentarzy:

  1. Ech fantastyka. Niestety nie dla mnie. Ja jestem bardzo wybredna jeżeli chodzi o ten gatunek i sprowadza się on właściwie do historii o wampirach w stylu Anne Rice:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak najbardziej podoba mi się ta nowa seria :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja po I tomie, który bardzo mi się spodobał, oczekiwałam czegoś więcej po tej części i odrobinę się zawiodłam. Dla mnie te obrady ciągnęły się niemiłosiernie długo i w końcu, po podjęciu decyzji, nic z tego nie wynikło. O ile myślałam, że będą one główną tematyką tej części to bardziej stanowiły one tło i pretekst, żeby zebrać wszystkich bohaterów w jednym miejscu. Ale, tak czy inaczej, była to dobra kontynuacja I tomu i zapewne, przez wzgląd na świetnych bohaterów, wrócę jeszcze kiedyś do niej ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bosze, ta okładka mnie totalnie hipnotyzuje @_@

    OdpowiedzUsuń
  5. Gdzieś już to widziałem, ale podziękuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Z tej książki podobała mi się chyba jedynie okładka. Jej czytanie było natomiast istną drogą przez mękę. Jak dla mnie za mało w niej było akcji, a za dużo filozoficznych rozważań, które często wprowadzały nie mały zamęt do fabuły.

    OdpowiedzUsuń
  7. Pozycja wydaje się być ciekawa, ale jakoś z nieufnością do niej podchodzę. Może to wina okładki i tytułu, które zapowiadają bardzo ambitną książkę, a jak dochodzi do tego polskie nazwisko to już nie wiem czego się spodziewać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autorka jest łotwinką, ale fakt - nazwisko mylące :D.

      Mi osobiście i "Tae ekkejr!" i "Lare-i-t`ae" podobały się bardzo. Nie jest to oczywiście arcydzieło na skalę mistrzów gatunku (książka z całą pewnością nie jest... "ambitna"), jednak bardzo miło spędziłam przy niej czas, śmiejąc się, płacząc i zapominając o całym świecie :)

      Usuń
  8. Różne opinie o niej czytałam... Mimo wszystko chętnie przeczytam, zwłaszcza że polecasz! Okładka miodna ^^

    OdpowiedzUsuń

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.