niedziela, 14 października 2012

Steven Erikson: Bramy Domu Umarłych.

Autor: Steven Erikson
Tytuł cyklu: Opowieść z Malazańskiej Księgi Poległych
Tytuł: Bramy Domu Umarłych
Wydawca: MAG
Stron: 776
Moja ocena: 7/10
Bramy Domu Umarłych to druga po Ogrodach Księżyca powieść Stevena Eriksona, opisująca tajemniczy, pełen magii i ascendencji świat Malazańskiego Imperium.
Wykreowany przez autora świat poraża epickością i rozmachem fabuły, a także swoim ogromem i rozpiętością, powodując, że czytelnik dryfuje po nim, niczym po bezkresnym morzu. Nie jest to jednak spokojny i bezpieczny dryf, ze wszystkich stron słychać bowiem odgłosy ludzkich wojennych potyczek, echa wibrującej magii i potężną energię, walczących o swoje interesy pradawnych bóstw. 
 Lektura powieści Eriksona przypomina układanie ogromnej panoramy, składającej się z malutkich puzzli. Podczas dopasowywania do siebie elementów, nie raz ogarnie człowieka irytacja i zniechęcenie, a mimo to, z uporem maniaka, układa on dalej. Bardzo podobnie jest z Opowieścią z Malazańskiej Księgi Poległych. Ogrom wątków, pozornie ze sobą niezwiązanych, może przerażać i sprawiać, że trudno się w nich dopatrzeć sensu, czy też uzasadnienia, czy w ogóle są one potrzebne. Autor jednak z godną podziwu konsekwencją prowadzi swoich bohaterów ku logicznemu i zaskakująco spójnemu zakończeniu, które zazwyczaj jest początkiem czegoś zupełnie nowego. 
Krótko na temat fabuły. Krótko, znaczy trudno, bo opisać w paru zdaniach coś, co dzieje się na tylu płaszczyznach jest prawie niemożliwe. Można jednak wyróżnić kilka głównych wątków, które w finale w zaskakujący sposób się ze sobą połączą. 
W części drugiej z Darudżystanu zostajemy przeniesieni na Pustynię Raraku, gdzie zmierzają stada zmiennokształtnych i d'versów. Jeśli uda im się odnaleźć legendarną Ścieżkę  Dłoni i na nią wstąpić, zyskają moce równe boskim, co zasadniczo zachwieje i tak już kruchą kondycją świata. 
Przez pustynię podróżują również dwaj wędrowcy: Mappo i Icarium. Ten pierwszy jest opiekunem drugiego i z drżeniem patrzy, jak przyjaciel odzyskuje wspomnienia, o tym, kim był kiedyś i co zrobił w przeszłości. 
Poznani w Ogrodach Księżyca Crokus i Skrzypek eskortują Apsalar (Żal) do domu, mając nadzieję, że upieką dwie pieczenie na jednym ogniu i wraz z równolegle podróżującym skrytobójcą Kalamem, uda się im dokonać zamachu na życie cesarzowej Lassen. Misja ta jest praktycznie niemożliwa do wykonania, a dodatkowo Apsalar odzyskuje wspomnienia i to nie tylko własne.
Ostatni z głównych wątków dotyczy Felisin, młodszej siostry Tavore z rodu Paranów, która po śmierci Lorn została nową przyboczną Lassen, a Felisin skazała na niewolniczą śmierć w kopalniach. Czytelnik obserwuje stopniowy upadek moralny Felisin, aż do zaskakującego końca, który wcale definitywnym końcem nie będzie. 
Ciekawym zabiegiem ze strony autora było przedstawienie działań w Siedmiu Miastach szykujących się do buntu przeciw rządom Lassen. Oglądamy to oczami starego żołnierza historyka, wciągniętego w morderczy wir wydarzeń. 
Druga część zapoznaje czytelnika z nowymi rasami zarówno istot zwierzęcych, jak i demonicznych. Z ust jednego z bohaterów pada ocena działań politycznych poprzedniego cesarza, dzięki czemu choć odrobinę odsłania się kurtyna zakrywająca przeszłość. Osobiście liczę na więcej szczegłów zwłaszcza dotyczących przewrotu i tego, jak Lassen ze zwykłej żołnierki stała się cesarzową. Bo jak dotąd nie jestem w stanie tego zrozumieć. Trochę mi brakowało Anomandera Rake'a i kompanii Podpalaczy Mostów, liczę jednak, że do ich przygód jeszcze autor wróci.
Akcja powieści jest zawikłana, a sposób opowiadania podobny jak w Ogrodach Księżyca. Dużo ułatwiają umieszczone na początku mapy oraz znany już Dramatis Personae i Glosariusz.
W tomie drugim autor zawarł sporo mądrości na temat władzy, kondycji człowieka i tego, jakim pionkiem jest w grze wielkich i bogów o panowanie nad światem.
Przeczytanie całości, bez cofania stron i zaglądania w Glosariusz jest niemożliwe. Jednak, gdy się już zacznie, trudno przestać, bowiem tak bardzo chce się wyłowić z tego wszystkiego sens, dowiedzieć się, jak potoczą się losy bohaterów i co będzie dalej. Za to finałowa satysfakcja, pojawiająca się w momencie, gdy przewracamy ostatnią stronę jest bezcenna. Bo przeczytałam, bo podołałam, zrozumiałam (a przynajmniej tak myślę), bo jestem ogromnie ciekawa czym jeszcze zaskoczy mnie autor. 
Na uwagę zasługuje naprawdę rewelacyjna okładka, na którą dotąd nie mogę się napatrzeć. Pierwsza część, zresztą miała równie wspaniałą ilustrację. 
Powieści S. Eriksona to wyzwanie i to dość duże. Nie można się łudzić, że z kolejnym tomem będzie łatwiej, wręcz przeciwnie. A jednak czytam i mam tak ogromne poczucie zadowolenia, że zgłębiam cały ten gwałtowny i porywający świat, że czasu na nią przeznaczonego nie zamieniłabym na nic innego. 
Jeśli i Wy lubicie czytelnicze wyzwania w klimacie fantasy, to zachęcam do lektury najpierw Ogrodów Księżyca, a potem Bram Domu Umarłych.
Za egzemplarz do recenzji
serdecznie dziękuję
Pani Katarzynie z Wydawnictwa MAG. 
Pozdrawiam!

7 komentarzy:

  1. Trzymałem dzisiaj w ręku, zastanawiałem się dłuższą chwilę czy kupić 1 tom Opowieści i zrezygnowałem... owszem ta złożoność świata o której czytam w recenzjach mnie intryguję, ale nie mam jakoś ochoty na spędzenie ok. 10 tysięcy stron w tym samym świecie. Może kiedyś... chociaż pewnie jakbym przeczytał 1 tom to pewnie z marszu musiałbym dokończyć cały cykl :)

    OdpowiedzUsuń
  2. pass, nie znam części pierwszej, więc o tej póki co nie myślę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również... Może kiedyś... ;) Narazie spaduję..;)

      Usuń
  3. Muszę zapoznać się z pierwszą częścią.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiem, komu mogłabym polecić ten cykl:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdecydowanie jestem na tak! :D Jeszcze tylko nie wiem kiedy znajdę czas na jej przeczytanie :P

    OdpowiedzUsuń

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.