piątek, 30 listopada 2012

Dan Simmons: Drood

Autor: Dan Simmons
Tytuł: Drood
Wydawca: MAG
Stron: 832
Moja ocena: 10/10
Poziom czytelniczego zachwytu: Nie do zmierzenia. 
O najnowszej książce D. Simmonsa, (zanim dotarła do mnie,) nasłuchałam i naczytałam się tyle dobrego, że od razu wiedziałam, iż nie ma innej opcji. To było pewne: książka musiała mi się spodobać. Nie była jednak do końca pewna, czego się spodziewać. Słyszałam o mieszance gatunkowej, o niesamowitym stylu, jakim powieść została napisana i o tym, że ogólnie mówiąc, książka rzuca czytelnika na kolana. Nic jednak, podkreślam nic, nie było w stanie przygotować mnie na to, czego w trakcie lektury Drooda, było mi dane doświadczyć.
Już sama ilustracja okładkowa, oszczędna w kolorystyce, stonowana, surowa i groźna sugerowała historię inną od wszystkich. 
Krótko na temat fabuły. 
8 czerwca 1865 roku podczas podróży pociągiem Dickens przeżył katastrofę kolejową, która zmieniła jego późniejsze życie. Pisarz zmienił niektóre ze swoich upodobań, stał się bardziej skryty, zaczął odwiedzać najgorsze dzielnice Londynu i interesować się kwestiami, które wcześniej nie przyszłyby mu do głowy, np. palarnie opium, życie podziemnego Londynu, czy rozpuszczanie ciał w dołach z wapnem. 
Narratorem całej historii jest Wilkie Collins, pisarz, prywatnie bliski przyjaciel Charlesa Dickensa, choć często odnosi się wrażenie, że wbrew obiegowej opinii o łączącej ich sympatii, najsilniejsze co ich do siebie przyciąga, a jednocześnie odpycha, to nieustanna chęć rywalizacji na polu literatury. 
Ogromną zaletą powieści jest język, jakim została napisana. Słownictwo i zwroty  typowe dla wiktoriańskiej Anglii oraz swojski, nieco gawędziarski styl sprawiły, że powieść wciągnęła mnie bez reszty. Autor bardzo sugestywnie odmalował słowem wszystkie odwiedzane przez bohaterów miejsca. W oparciu o prawdziwe wydarzenia stworzył niezwykłą opowieść pełną niedomówień i dwuznaczności.
Bardzo przyjemnie było "poznać" Dickensa i obserwować go oczami kogoś, kto miał z nim do czynienia niemal na co dzień.  Autor mojego ukochanego "Klubu Pickwicka", (po którym zawsze robię się głodna,) został ukazany jako człowiek z niesamowitą charyzmą i energią, ale też kapryśny i humorzasty. Prawdziwy artysta.
Literackim majstersztykiem jest jednak Wilkie Collins, snujący dla czytelnika całą tę historię, w zasadzie z zaświatów, ponieważ życzeniem narratora było, by jego wspomnienia ujrzały światło dzienne wiele lat po jego śmierci. Początkowo wydawał mi się dość wiarygodny i łagodny, z czasem zatracił obie te cechy, a potem akcja przybrała taki obrót, że już trudno był dociec, co jest prawdą, a co narkotyczną wizją, schorowanego i odurzonego człowieka, w którym podziw walczył z zawiścią i zazdrością.
Tajemnica, której pozornie nie ma. Sekret, który nie istnieje, a jednak trudno pozbyć się wrażenia, że coś jest na rzeczy. Pisarska maniera, narkotyczna wizja, zatarta granica między jawą a snem, tym co namacalne, a tym co nierealne. Przyjacielska rywalizacja, głęboko schowane urazy i podejrzenia. Co jest prawdą, a co wymysłem i efektem manipulacji? I kto tu właściwie kim manipuluje? 
Takiej czytelniczej uczty, szaleńczego maratonu snucia domysłów i stawiania hipotez, już dawno nie zaserwował mi żaden autor. Jestem pod wrażeniem. Jestem zachwycona i tak cudownie zagubiona w gąszczu tej historii, że ledwo odłożyłam ją na półkę, już mam ochotę sięgnąć po nią ponownie. Dawno nie czytałam równie niejednoznacznej książki, tak sprytnie wymykającej się jednoznacznej ocenie i zakwalifikowaniu do jednego gatunku. Bo Drood to po trosze wszystko: kryminał, horror, sensacja, a wszystko okraszone szczyptą groteski i makabry. Każdy, nawet najbardziej wymagający czytelnik znajdzie tu coś dla siebie.
I to właśnie stanowi o sile Drooda. Ta cudowna, niesamowita jednoznaczność. Zostawienie czytelnika w niepewności.
Powieść Simmonsa skłoniła mnie również do sięgnięcia po ostatnie, niedokończone dzieło Ch. Dickensa Tajemnica Edwina Drooda. Myślę, że będzie to wspaniałe uzupełnienie całej historii. Już nie mogę się doczekać.
Polecam gorąco wszystkim, którzy jeszcze po tę książkę nie sięgnęli. Koniecznie musicie przeczytać. Niech i Was porwie tajemnica Drooda.
Za możliwość zagubienia się
w tajemniczym i niebezpiecznym labiryncie
pisarskich wizji Wilkiego Collinsa
serdecznie dziękuję pani Katarzynie
z Wydawnictwa MAG.
Pozdrawiam ciepło!

19 komentarzy:

  1. Nie no weź, jak możesz... ta książka jest taka droga! Inaczej kupiłabym ją natychmiast!!! Boszeeeeeee, umieram!!! Też chcę poucztować z wyobraźnią noo! :(

    No dobra, już nie będę marudziła. Wspaniale, że książka okazuje się godna swojej ceny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś przesłodka w tym, jak okazujesz uczucia ;)

      Usuń
    2. Haha, czy ja wiem :P Takie tam ekspresyjne wybryki :D

      Usuń
  2. Aż tak Ci się podobało? No to dobrze świadczy o tej książce, naprawdę :) Chociaż Dickensa jakoś nie wielbię, to tę książkę chętnie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetna recenzja. Juz dawno o niej słyszałam i chętnie bym ja posiadła.)

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię wchodzić i czytać, co ludzie sądzą o "Droodzie". A tym bardziej mi się podoba, gdy widzę, że są nim podobnie jak i ja zachwyceni :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Po takiej opinii nie sposób nie zainteresować się książką! Już wcześniej intrygował mnie ten tytuł, ale to pierwsza recenzja, którą o niej przeczytałem i już więcej nawet nie muszę czytać! Tylko najpierw się trochę przygotuję, czytając książki Dickensa, bo chyba by wypadało ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja się w pełni zgadzam z pierwszym komentarzem!
    Uwielbiam MAGa, uważam, że wydaje wspaniałe książki i bardzo chciałabym mieć je wszystkie, ale niestety są strasznie drogie.
    W każdym razie, książka zapowiada się niezwykle interesująca i już nie mogę doczekać się, żeby ją przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam wielkie chęci na tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj po takiej zachęcającej recenzji to trzeba przeczytać

    OdpowiedzUsuń
  9. Też jestem pod wrażeniem tej powieści. Takiego stylu już dawno nie uświadczyłam, podczas obcowania z beletrystyką. Moim zdaniem, genialna!

    OdpowiedzUsuń
  10. Sporo dobrego czytałam już na temat tej książki, zatem chętnie przeczytałabym :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Tak entuzjastycznej recenzji nie sposób się oprzeć :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ciekawa recenzja, już od dłuższego czasu zastanawiałem się, czy sięgnąć po książkę Simmonsa ale chyba utwierdziłaś mnie w tej myśli :)

    OdpowiedzUsuń
  13. UWAGA UWAGA!
    PODPISUJĘ SIĘ RĘKAMI I NOGAMI POD RECENZJĘ EDYTKI :)
    Książka jest rewelacyjna.

    OdpowiedzUsuń
  14. Recenzja zachęca do czytania, ale jak bym miał wybierać jakaś książkę Simmonsa to chyba zakupiłbym sobie Hyperion.

    OdpowiedzUsuń
  15. Kurde! Kobieto! Zejdę przez Ciebie na zawał :P Jak tak jak Tirindeth chcę tą książkę! A tu klops! Portfel pusty :)

    OdpowiedzUsuń
  16. No nie, normalnie słabo mi, bo jeszcze nie mam tej książki, ale może już niedługo moje marzenie odnośnie jej przeczytania się ziści.

    OdpowiedzUsuń

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.