poniedziałek, 24 czerwca 2013

Anne Bishop: Most marzeń

Autor: Anne Bishop
Tytuł: Most marzeń
Seria: Efemera, t.3.
Wydawca: Initium
Stron: 463
Moja ocena: 8/10




Na finałową część trylogii Efemera czekało mi się nieznośnie długo, a kiedy już książka trafiła w moje ręce standardowo obchodziłam ją dookoła niczym świętą krowę. Już tak mam z książkami tej autorki.
Wykreowany przez autorkę świat, w którym każde, najdrobniejsze pragnienie serca może zmienić rzeczywistość przemówił do mnie z dużą siłą. Bohaterowie, tak oryginalni i prawdziwi w swoich namiętnościach, od razu zdobyli  moją sympatię. Do gustu przypadli mi zwłaszcza inkub Sebastian, jego przyjaciel Kpiarz oraz oczywiście kuzynka Sebastiana, Glorianna Belladonna, wojowniczka światła i mroku, najprawdziwsza Przewodniczka Serca.
Najlepszy przyjaciel Belladonny, a zarazem jej brat, mostowy Lee, był do tej pory traktowany w trylogii trochę po macoszemu, dlatego bardzo ucieszyłam się, że to właśnie on będzie głównym bohaterem trzeciej części cyklu. 
W finale drugiej części Belladonna pokonała Zjadacza Światów, ryzykując rozpadem własnej osobowości. Wróciła do domu i bliskich dzięki ukochanemu Michaelowi, który odnalazł ją i skłonił do powrotu. Wróciła jednak odmieniona. Odmieniona, bo od tamtej pory już nie jest Glorianną Belladonną. Bywa Glorianną, a czasem bywa Belladonną. Leczenie ran jest procesem powolnym i długim i czarodziejce trudno jest połączyć ze sobą na nowo te dwie tak skrajnie różne strony swojej osobowości. Jej przemiana najbardziej zabolała Lee. Mostowy nie umie się pogodzić z tym, że nie pomógł siostrze tak, jak w swoim mniemaniu powinien. Pozostali członkowie rodziny jakoś pogodzili się ze zmianami w osobowości jego siostry, Lee niestety tego nie potrafi. Rodzeństwo do tej pory tak mocno ze sobą zżyte zaczyna się od siebie oddalać.
Osłabiony i osamotniony Lee zostaje napadnięty i porwany przez wrogich Belladonnie czarowników, którzy chcąc dotrzeć do czarodziejki torturują i oślepiają Lee, a następnie umieszczają go w zakładzie dla umysłowo chorych, zwanym tu Azylem.
Azyl znajduje się w mieście o nazwie Wizja i szybko okazuje się, że mieszkańcom Wizji oraz Azylu grozi niebezpieczeństwo, z którym rozprawić się może tylko Glorianna Belladonna. Czy jednak Lee tak okrutnie okaleczony przypomni sobie skąd pochodzi i skontaktuje się z rodziną? Czy odnajdzie w sobie akceptację i zrozumienie dla odmienionej siostry?
Trzeci tom zaczyna się rewelacyjnie. Rozterki Lee, a potem jego nagłe porwanie i zniknięcie zwiastują ciekawą i intrygującą opowieść.
Bardzo intrygującym miejscem jest Azyl, a jego mieszkańcy - pacjenci, często zagubieni przez niemożność odnalezienia swojego miejsca w świecie, przypominali mi ludzi, którzy niekiedy całe życie gonią za czymś nieuchwytnym, by, niestety, nigdy tego nie odnaleźć i z bólem, przez całe życie tęsknić.
W trzeciej części autorka wprowadza także nową rasę, potocznie uważaną tutaj za demony. Są to Triady; trzy aspekty, dzielące jedną fizyczną powłokę, która zmienia się zależnie od tego, która z sióstr czy braci (w przypadku męskiej triady) się ujawnia.
Mieszkańcy Triadnei przypominają trochę pacjentów Azylu. Nieakceptowani, zmuszani do ukrywania swej prawdziwej tożsamości, swoim rozgoryczeniem i brakiem akceptacji dla samych siebie, doprowadzili swoją ojczyznę na skraj zagłady. Próbują co prawda jakoś temu zapobiec, ale pogarda dla jednolicych i wszystkich, którzy Triadami nie są, powoduje że nie umieją się otworzyć na innych i zbudować głębokich i szczerych relacji.
Do tego momentu cała historia napawała mnie nadzieją i zapowiadała się super. Z biegiem czasu i całej historii odnosi się jednak wrażenie, że autorka jakby zgubiła po drodze pomysł na to, co ze swoimi bohaterami zrobić. Zupełnie jakby kilkoma rozwiązaniami fabularnymi zagoniła się w ślepą uliczkę bez wyjścia. Mam tu na myśli nie tylko niemożliwą miłość Lee i Zhahar, ale też losy mieszkańców Triadnei. Jakoś trudno było mi zaakceptować takie zakończenie ich wątku.
Oczywiście cała historia ma także wiele pozytywów: piękne opisy, zabawne, błyskotliwe dialogi, bohaterów, których już się zna i lubi. Jednak jak na finał trylogii takie rozwiązania jakie autorka zastosowała, to dla mnie za mało. No chyba, że był to zabieg celowy, tzw. zostawienie sobie furtki, gdyby jednak nie miała to być trylogia, a coś więcej.
W lipcu wydawnictwo Initium wydaje opowiadanie Głos, które ma być dodatkiem, uzupełnieniem do cyklu Efemera. Żywię głęboką nadzieję, że to w nim właśnie znajdę odpowiedzi na dręczące mnie wątpliwości i rozwiązania, które tu mnie nie zadowoliły.
Książkę polecam miłośnikom twórczości A. Bishop. Ci, którzy pokochali pisarkę za świat Czarnych Kamieni, z pewnością zasmakują także i w trylogii(?) Efemera.

4 komentarze:

  1. Tak czytam Twoje recenzje tej trylogii i chyba się na nią w końcu skuszę ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli tak dobrze wypowiadasz się na temat książek tej autorki, to może nawet ja, tak zagorzały przeciwnik fantasy, zabiorę się z chęcią za ten cykl?:)

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja idę popłakać do kąta, bo gdy miałam pieniądze i miałam już tę książkę zamówioną, to jednak okazało się, że jeszcze jej nie ma i nie przyślą. A teraz forsy brak :(

    OdpowiedzUsuń

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.