wtorek, 2 lipca 2013

Stephen King: Joyland

Autor: Stephen King
Tytuł: Joyland
Wydawca: Prószyński i S-ka
Stron: 336
Moja ocena:8/10



Wczoraj skończyłam czytać najnowszą powieść Stephena Kinga  i teraz zastanawiam się, jak w ogóle zacząć tę refleksję. Tworząc swoje historie (powieści, opowiadania, nowelki, scenariusze, a nawet komiksy) od 40 lat pisarz ten wyrobił sobie nie tylko swoistą markę i styl, ale też zapracował na sławę, miano mistrza pióra i liczne rzesze fanów, które z utęsknieniem czekają na każdą jego książkę.  Oczywiście przez lata pisania warsztat pisarza się zmieniał, ewoluował i rozwijał. Jednak ten, kto Kinga czyta stale i na bieżąco, wie  że są w jego twórczości pewne stałe tematy i motywy, dzięki którym mimo upływu lat i zmieniających się czasów, każdy czytelnik znajdzie coś dla siebie.  
Książki Kinga zaczęłam czytać pod koniec studiów, korzystając z dobrodziejstw biblioteki uczelnianej  i w najbliższych latach udało mi się przeczytać niemal wszystko co napisał. Siłą rzeczy w dziedzinie horroru i książkowej sensacji doszło u mnie do tego, że już po żadnego innego autora sięgnąć nie mogę. Książki Kinga nałożyły na mój czytelniczy gust coś w rodzaju blokady. Po Kingu wszystko jest dla mnie po prostu gorsze. Gdybym zaczęła od innych autorów, a potem sięgnęła po jego książki, może byłoby inaczej. A tak zatrzymałam się na Kingu i jestem mu wierna. 
Joyland to najnowsza powieść tego autora wydana tej wiosny w Polsce nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka. Kusi, by rzec minipowieść, bowiem książka jest niewielka objętościowo i bardziej przypomina niektóre z dłuższych opowiadań tego autora niż normalną, wielgachną powieść. 
Refleksyjny i gorzki w swej wymowie Joyland ma jednak swój niezaprzeczalny urok oraz sugestywny klimat, dzięki czemu na długo zapada w czytelniczą pamięć.
W swojej książce King porusza wiele tematów. Pisze o młodości, która mija tak szybko, a jednak zostawia wiele długo gojących się ran i wspomnień pod tytułem pierwsze. Pierwsza praca, pierwsza miłość, pierwszy seks, pierwsze poważne decyzje i zmagania się  z życiem. Niekiedy bywają to rzeczy drobne, kiedy indziej duże, ale zawsze w znaczący  sposób wpływają one na nasze dalsze życie, sprawiają, że dojrzewamy, zyskujemy krzepę do dalszego zmagania się z naszym losem i pragnieniami, które chcielibyśmy urzeczywistnić. Autor mówi też o śmierci, która często, zwłaszcza w przypadku dzieci, przychodzi zbyt szybko.
Głównym bohaterem książki jest 21-letni student Devin Jones, który na okres wakacji, a potem na nieco dłużej, zatrudnia się w lunaparku o tytułowej nazwie Joyland. Akcja powieści toczy się w roku 1973 w cieniu afery z prezydentem Nixonem, śmierci jednego ze słynnych aktorów Hollywood E. G. Robinsona oraz dramaturga N. Cowarda. Narratorem całej historii jest starszy o 40 lat Devin, często dokonujący porównań między latami swojej młodości, a czasami, w których przyszło mu się zestarzeć.
Ponieważ Devin groszem nie śmierdzi, postanawia poszukać pracy. Finansowo wspiera go co prawda jego ojciec, ale młodzieniec chce sobie choć trochę dorobić. Pracę w Joylandzie otrzymuje nadspodziewanie łatwo i w zasadzie jest pełen dobrych przeczuć. Jak sam wspomina po latach rok ten okazał się dla niego przełomowy. Był to rok, w którym jego dziewczyna (co do której miał poważne plany, nie tylko w zakresie utraty dziewictwa) złamała mu serce. W tym też roku Devin podjął decyzję, by zrobić sobie rok przerwy w studiowaniu, uratował życie trzem osobom, a największą sławę zyskał, jako ukochany przez dzieci pies Howie, maskotka i znak firmowy Joylandu.
Tytułowy Joyland, kraina radości to także firmowy znak tamtej epoki. Dziś taki lunapark zamknęliby już na samym początku inspekcji za brak zabezpieczeń, niewykwalifikowanych pracowników, łamanie przepisów bhp itd. O dziwo pomimo tych wszystkich braków wesołe miasteczko funkcjonowało nadzwyczaj dobrze, dając odwiedzającym masę rozrywki, a z zatrudnionej załogi czyniąc jedną wielką rodzinę, co w czasach dzisiejszych jest raczej rzadkością. 
Devin szybko poznaje także lokalną legendę o duchu zamordowanej dziewczyny i jest to jedyny mroczny akcent Joylandu. W dramatycznym finale okaże się jednak, że wszystko co się do tej pory bohaterowi zdarzyło,  drobnymi krokami prowadziło go od odkrycia prawdy na temat tożsamości zabójcy, który, jak to często w takich historiach bywa, ukrywał się tuż tuż pod nosem wszystkich, drwiąc z nich w żywe oczy.
Pewnym novum  w tej książce są bardzo krótkie rozdziały, często nawet na pół strony, dzięki czemu książkę czyta się naprawdę szybko i łatwo. Ponieważ King kocha detale i powolne, niekiedy wręcz ślamazarne rozwijanie się akcji, nie może tego zabraknąć także i tutaj. Przeżycia głównego bohatera stopniowo, jakby mimochodem doprowadzą go do odkrycia strasznej prawdy i konfrontacji w mordercą, stanie się to jednak naprawdę przypadkiem. Dev bowiem zajmuje się pracą i samym sobą. Nigdy nie stawiał sobie za cel rozwiązania zagadki sprzed lat. Dzięki temu bohater jest bardziej wiarygodny i zwyczajnie prawdziwy. 
Joyland pomimo radosnej wymowy tytułu jest historią gorzką i skłaniającą do refleksji. Nie wszystko w życiu układa się tak jakbyśmy tego chcieli i nie zawsze jest to nasza wina. Po prostu często składa się na to wiele rożnych okoliczności, na które nie mamy wpływu. Naszą rolą jest robić wszystko, by ziścić nasze marzenia i zrealizować plany, los bywa jednak przekorny i to jest lekcja, którą wynosi z tej historii nie tylko Dev, ale też i czytelnik.
Joyland na pewno spodoba się miłośnikom twórczości tego autora (tak jak mnie). Każdy kto szuka czegoś innego, refleksyjnego, z nutką mrocznego klimatu zagadki sprzed lat i nostalgicznej tęsknoty za tym co minęło, za kompletnie inną epoką, powinien sięgnąć po tę książkę. 
Polecam.
Za książę serdecznie dziękuję 
pani Annie z Wydawnictwa Prószyński i S-ka. 
Pozdrawiam ciepło!



Recenzja opublikowana także na:
Empik

9 komentarzy:

  1. Widzę strasznie dużo cytatów z tej książki gdzieś w internecie i strasznie kuszą. Kinga tak średnio lubię, ale tą powieść chyba bym przeczytała :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam, ale trochę się zawiodłam na tej książce, gdyż byłam przekonana, że będę miała do czynienia z horrorem a nie z powieścią obyczajową.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kinga dopiero zaczęłam czytać. Z pewnością kiedyś sięgnę

    OdpowiedzUsuń
  4. Chyba takiego Kinga lubię najbardziej:) Oczywiście nie pogardziłabym większą dawką horroru, ale i bez tego zaufam twojej recenzji i w wolnej chwili sięgnę po Joyland:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Kinga czytam od czasu do czasu, ostatnio właściwie bardzo rzadko, więc może na tą świeżynkę się skuszę? A jak nie, to co innego wpadnie mi w łapki, King to King :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja muszę wreszcie wziąć się za czytanie Joyland...

    OdpowiedzUsuń
  7. Mogę powiedzieć że Konga nie czytam, ale jego książki goszczą w naszym domu, bo mój mąż jest jego wielbicielem i tą na pewno też będzie chciała przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  8. Książkę tę próbowałam wygrać dla brata, sama bym nie przeczytała. King w większości nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.