niedziela, 22 września 2013

Lucy Maud Montgomery: Błękitny Zamek

Autor: Lucy  Maud Montgomery
Tytuł: Błękitny zamek
Stron: 249
Wydawca: EGMONT
Moja ocena: 10/10






Lucy Maud Montgomery należy do tych pisarzy, których książkami zaczytywałam się w mojej wczesnej młodości. Najpierw przeczytałam całą serię książek o Ani, potem dylogię o Pat, aż wreszcie zakochałam się w trylogii o Emilii. Kibicowałam Jane próbującej pogodzić rodziców, zaśmiewałam się ze starań krewnych ciotki Becky, ale szczególnie mocno zapadła mi w pamięć historia zatytułowana Błękitny Zamek. Czytałam ją kilka razy, ale jakoś nigdy nie nabyłam własnego egzemplarza. Gdy więc w zapowiedziach wydawnictwa zauważyłam Błękitny Zamek w odnowionej szacie, nie mogłam przejść obok tej książki obojętnie. W starych wydaniach Naszej Księgarni główna bohaterka miała na imię Joanna, a jej ukochany - Edward. W nowym wydaniu trochę to zmieniono, ale nie utrudnia to w żaden sposób ani czytania, ani nie wpływa na odbiór książki. 
Książki L.M. Montgomery są niezwykłe w swojej zwyczajności. Z ich kart bije tyle ciepła i miłości do świata, że trudno się im oprzeć. Niesamowitym dla mnie jest, jak skromna i zapracowana żona pastora, którą Lucy Maud była, potrafiła tyle z samej siebie dać swoim kobiecym bohaterkom. Nietrudno się bowiem domyślić, że trudne dzieciństwo, poszukiwanie swojego miejsca w świecie i miłości, walka o uznanie jako pisarka; wszystko to możemy znaleźć w losach Ani, Patrycji, czy Emilii. Zapewne wielu bliższych i dalszych znajomych pisarki także zyskało swoje miejsce w kreowanych przez nią społecznościach, trudno byłoby bowiem uwierzyć, że postaci tak wyraziste, obdarzone temperamentem i humorem, mogłyby powstać bez rzeczywistego pierwowzoru. W każdej z tych społeczności wszyscy znają wszystkich i uważają, że wszystko o sobie nawzajem wiedzą. Kwitną tu przyjaźnie, trwają zadawnione zatargi i spory, życie toczy się swoim, ustalonym trybem. W każdej z takich społeczności żyją marzycielki, dziewczyny, a potem kobiety, obdarzone większą wrażliwością, o bogatym życiu wewnętrznym, które mimo różnych przeszkód i niezrozumienia innych, podążają własną, często trudną drogą. Często kierowane rodową dumą lub ambicją odrzucają szansę na miłość, by dopiero po latach zrozumieć, że popełniły błąd. Na szczęście na naprawienie tego co się prawie zniszczyło, Montgomery  zawsze daje swoim bohaterkom drugą szansę.
Znakiem rozpoznawczym książek Montgomery są także błyskotliwe dialogi, humor skrzący się z każdej rozmowy, opisu postaci czy sytuacji, przepiękne, marzycielskie opisy przyrody i bardzo wnikliwa satyra obyczajowa, piętnująca obłudę, fałsz i chciwość.
Błękitny Zamek porusza większość kwestii wspomnianych w poprzednim akapicie. Cała powieść aż kipi od ukrytych emocji, niewymówionych nigdy na głos prawd. W osobie głównej bohaterki autorka zawarła pragnienia, myślę, wielu kobiet żyjących wówczas, ale także i dziś. Są to marzenia pozornie zwykłe, ale bardzo istotne; by kochać i być kochaną, by móc decydować o samej sobie i nie słuchać toksycznej, uciążliwej krytyki krewnych i znajomych, by zrobić wreszcie coś, co da człowiekowi poczucie spełnienia i bycia potrzebnym.
Dobiegająca trzydziestki Valancy Stirling, przez swoją rodzinę, już dawno została uznana za straconą, starą pannę. Cicha, zakompleksiona, zahukana przez despotyczną matkę i licznych krewnych, Valancy nie ma prawa ani do własnego zdania, ani do decydowania o swojej osobie w jakiejkolwiek dziedzinie życia. Mieszka w wielkim smutnym domu z owdowiałą matką i ciotką, żyje według ustalonego przed wieloma laty harmonogramu, który jest nie tylko bzdurny i nudny, ale przede wszystkim skostniały i często bezsensowny. W domu Sterlingów od lat niczego nie zmieniano, nikt tu nikomu nie okazuje ciepła, zrozumienia ani czułości. 30- letnia, dorosła już przecież i niegłupia kobieta nie może wyjść do miejscowej biblioteki nie poprosiwszy przedtem matki o pozwolenie i nie wysłuchawszy steku narzekań. Nie może czytać powieści, a jedynie książki przyrodnicze, nie może wyjść bez ciepłej halki, ciągle nie może, nie może, nie może. Valancy ma co prawda bardzo bogate życie wewnętrzne, ale na zewnątrz jest całkowicie podporządkowana klanowym relacjom i rytuałom kultywowanym przez liczne ciotki, wujów i kuzynów.
Jednak któregoś dnia zdarza się coś, co spowoduje, że śpiące dotąd kamiennym snem charakter i temperament Valancy obudzą się i ruszą do działania. Przyjdą zmiany i to na tyle poważne, że klan Stirlingów, zacznie posądzać małą, biedną Dos (rodzinne przezwisko) o chorobę umysłową. Tymczasem bohaterka po uczynieniu pierwszego kroku, zrobi kolejne i diametralnie zmieni swoje życie. Zacznie żyć, tak jak zawsze chciała, robić rzeczy, o których skrycie marzyła, zyska szacunek i pokaże, że potrafi być przydatna, zaradna, a co najważniejsze odnajdzie swój wymarzony Błękitny Zamek, a w nim spokój i miłość mężczyzny, którego przez całe życie szukała.
Powieść Błękitny Zamek przeczytałam w ciągu jednego popołudnia, bo nie potrafiłam się od niej oderwać. Jest tak dobra, jak ją zapamiętałam, a nawet lepsza, bo inaczej odbiera się pewne rzeczy z perspektywy lat nastu, a inaczej z perspektywy lat 30. Książka jest dowcipna, zawiera znakomity portret obyczajowy całej rodziny Sterlingów, a także innych mieszkańców. Oprócz tego pełno tu pięknych opisów dzikiej przyrody, zabawnych sytuacji i powiedzeń, które skłaniają do refleksji. Osoba Valancy jest świetnym dowodem na to, że warto nawet najzwyklejsze marzenia spróbować przekuć w rzeczywistość, a przede wszystkim nie można tego odkładać w nieskończoność, bo człowiek nie jest wieczny, a samymi marzeniami, choćby były najcudniejsze, żyć się nie da.
Polecam Błękitny Zamek wszystkim marzycielom obu płci. W tej zwykłej niezwykłej, mającej już blisko 100 lat książce, każdy z pewnością znajdzie coś dla siebie. Teraz powieść czyta mój M. i także bardzo mu się podoba, myślę więc, że w swoim czytelniczym zadowoleniu nie jestem osamotniona.
Polecam, bo naprawdę warto!
Za możliwość przeczytania Błękitnego Zamku serdecznie dziękuję pani Katarzynie z Wydawnictwa EGMONT .
Pozdrawiam ciepło!





A tak wyglądał Błękitny Zamek, gdy go czytałam po raz pierwszy dość, już dawno temu.

11 komentarzy:

  1. Wczoraj w nocy skończyłam czytać 'Błękitny Zamek', właśnie w tym starszym wydaniu, z Joanną (Bubą) i Edwardem. Piękna opowieść, cudowna w swojej prostocie. Na pewno jeszcze do niej wrócę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiałam Anię, kilka innych książek też przeczytałam, więc i za tą pewnie się zabiorę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Autorka pobiła moje serce Anią, o tej powieści nie czytałam, ale to nic starconego

    OdpowiedzUsuń
  4. Również i ja kiedyś zaczytywałam się w książkach Lucy Maud Montgomery, ale "Błękitnego Zamku" nie znam. Muszę nadrobić, chociażby ze względu na sentyment do twórczości tej pisarki :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękna okładkę zrobili do tego nowego wydania :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie słyszałam jeszcze o tej książce bardzo chętnie bym przeczytała ! Prześliczne obie okładki :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Troszkę nie zrozumiem fenomenu Montgomery. Przeczytałem i oprócz tego, że miałem dosyć oświadczyn co pół książki (to i tak mała częstotliwość jak na Montgomery), nie przeczytałbym tych książek po raz drugi. W tym wypadku jestem nawet skłonny stwierdzić, że filmy są o wiele lepsze. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Chyba moja ukochana książka Montgomery. Oczywiście w starym wydaniu (jeszcze starszym niż to twoje), oczywiście z NK, oczywiście z Joanną i Edwardem. Mam zaczytany egzemplarz, przypomnę sobie niedługo. :) Tak się zawsze zastanawiałam tylko - to wydanie z NK ze spolszczonymi imionami zawsze mówiono, że niepełne. Zauważyłaś w tym z Egmontu jakieś pominięte rozdziały, czy może inne zmiany? (jak to się już wcześniej zdarzało w przypadku Ani?)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie posiadam niestety tamtego wydania, a jako że czytałam je dość dawno temu, nie potrafię dokonać takiego porównania. Co prawda na tylnej stronie okładki jest uwaga, że to wydanie jest uzupełnione, ale jakichś znaczących różnic nie udało mi się znaleźć.

      Usuń
  9. Ja tak wysoko jej nie oceniam, niemniej podobała mi się. Początek trochę tak mnie... znużył :)

    OdpowiedzUsuń
  10. ja muszę chyba wrócic do ANi, filmy widziałam ale ksiązki nigdy nie przeczytałam. Może przekonam sie do tej autorki. Tej tez nie czytałam choć już 2 recenzję widzę tej ksiązki

    OdpowiedzUsuń

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.