sobota, 12 października 2013

Zobacz, ile jesieni...

Dziś przyszła mi do głowy myśl, że skoro człowiek jest w sumie istotą zmysłową (czytaj: posługującą się zmysłami), to każdą porę roku powinien odbierać inaczej. 
Jeśli idzie o mnie, wiosnę odbieram jak wzrokowiec, bo największą wagę przykładam do soczystej, dziewiczej zieleni traw i drzew oraz czerwieni i żółci tulipanów. 
Lato odbieram głównie węchem, bo uwielbiam zapach lilii i groszku pnącego. 
Zimę, niestety lub na szczęście (zależnie od tego, czy przebywam w pomieszczeniu czy na zewnątrz), odbieram przez dotyk, a konkretnie przez skórę. W ostatnich latach zrobił się ze mnie zmarźluch straszny. 
A jesień? 
Jesień odbieram chyba wszystkimi zmysłami i dziś stwierdzam jednoznacznie i stanowczo, że do dnia dzisiejszego tej pory roku zdecydowanie nie doceniałam. 
Oczywiście wszystko zależy od tego, czy jest "polska złota" czy "pluchowato deszczowa". 
Jeśli jest taka jak dziś, czyli lekko wietrzna, ale sucha i w miarę ciepła, to jest jak dla mnie rewelacyjna. 
Myślę, że na moją dzisiejszą ocenę jesieni wpłynął głównie fakt, że cały wrzesień spędziłam tonąc w papierach. Drukowanie, kserowanie, tworzenie planów, rozkładów, teczek. Biurokracja nie ma końca, a z każdym rokiem jej przybywa. Ostatnio wyszłam już z dokumentacją na prostą, co mnie cieszy.
Dziś, na początku mojego pierwszego w tym roku długiego weekendu, zabrałam się za prace ogrodowe.  Porządki po lecie, wyrywanie chwastów, przekopywanie grządek, wkładanie do ziemi cudownych cebul tulipanów, hiacyntów i irysów. 
Po tylu dniach spędzonych w murach i z musu przed ekranem komputera, dopiero dziś doceniłam zapach przekopanej ziemi oraz jesiennego powietrza, które na wsi (już po robotach polowych :) ) pachnie naprawdę unikalnie. Jest rześkie i trochę ostre, bo ciepłe już raczej nie jest, wiadomo. 
Jesień cechuje się też pewnym spokojem, jakby wszystko dookoła wyciszało się już do zimowego odpoczynku i tylko w powietrzu "krzyczą" ptaki, które wykonują na niebie albo płynne szybowanie, albo kierowane jakimś wewnętrznym instynktem  tworzą klucze. 
Co takiego jest w pracy fizycznej, że choć męczy, to daje takie pozytywne poczucie spełnienia? Może pozwala zejść z obrotów, docisnąć parę, zniwelować buzującą w żyłach negatywną adrenalinę? A może widok uporządkowanego, zapadającego w sen ogrodu, namacalny efekt moich dzisiejszych wysiłków, dał to, czego nie dał stos wydrukowanych, gorliwie wystukanych w klawiaturze dokumentów? 
Tak, myślę, że to było to. 
Po prostu kocham jesień.

3 komentarze:

  1. Mogłabym podpisać się po Twoimi słowami o niedawno odkrytej magii jesieni :) Jeszcze rok temu uważałam, że to najbrzydsza pora roku, ale taka sucha i kolorowa jesień ma swój urok :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam wczesną jesień, zanim liście opadną z drzew jest tak kolorowo! Pięknie!

    OdpowiedzUsuń
  3. ja się urodziałam na jesien wiec zawsze doceniałam tą pore roku./ Jesien jest piękna choć każda pora roku ma swój urok. :)

    OdpowiedzUsuń

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.