środa, 6 listopada 2013

Wiktor Noczkin: Ślepa plama

Autor: Wiktor Noczkin
Tytuł: Ślepa plama
Uniwersum S.T.A.L.K.E.R.
Stron: 464
Wydawca: Fabryka Słów
Data premiery: 08. 11. 2013
Moja ocena: 5-6/10

Jestem  wiernym fanem książek z projektu Uniwersum Metro 2033, dlatego gdy tylko dowiedziałam się o książce Ślepa plama, tematycznie nawiązującej do wątku świata po wybuchu, od razu wiedziałam, że muszę ją przeczytać.
Książek z projektu Metro 2033 nikomu przedstawiać nie trzeba; sądzę, że zdążyły one wyrobić sobie mocną pozycję w sercach czytelników tego typu powieści. Twardzi, bezkompromisowi stalkerzy, bezlitosna, zniszczona radiacją planeta, mrożące krew w żyłach mutanty krążące po powierzchni i ludzie, którzy uczą się żyć na nowo w podziemiach metra. Te historie mają w sobie to coś, co przyciąga i fascynuje czytelnika i mimo że raczej nie kończą się one happy endem, a jedynie gorzką refleksją na temat otaczającej bohaterów rzeczywistości, to książki czyta się po prostu jednym tchem. Tak zresztą powinno być. 
Powieść Ślepa plama autorstwa Wiktora Noczkina to pierwsza rosyjskojęzyczna, a druga w ogóle książka z cyklu Uniwersum S.T.A.L.K.E.R. wydana w Polsce. Nie czytałam Ołowianego świtu M. Gołkowskiego, ale w zasadzie niczemu to nie szkodzi, bo na pierwszy rzut oka widać, że są to dwie różne historie, które łączy tylko jedno. A mianowicie miejsce akcji. Jest nim tajemnicza Zona. Co to takiego ta Zona? To sektor, który już dawno opuścił Bóg, a w którym rządzą korupcja i brutalna siła. To miejsce, gdzie stężenie radiacji przybiera przeróżne formy i postaci, gdzie polowanie na "mutasy" może być sportem ekstremalnym, a ogon kabana - talizmanem lub towarem, za który można sobie bardzo drogo policzyć.
Głównym bohaterem i narratorem książki jest stalker przezywany przez wszystkich Ślepym, ze względu na to, że nasz bohater jest daltonistą czyli po prostu nie rozróżnia kolorów, a konkretnie czerwonego, pomarańczowego, żółtego i zielonego. Z tą wadą, jak mówi sam bohater, da się żyć, choć bywa trudno,  bo większość sygnałów lub rozmaitych przycisków opiera się właśnie na tych kolorach. Pomimo wady wzroku Ślepy jest człowiekiem dość optymistycznie nastawionym do życia; nie ma wrogów, z każdym umie się dogadać i stara się radzić sobie jak się da. Pewnego dnia trafia mu się zlecenie, którego żal mu odpuścić. Zostaje przewodnikiem wybitnego uczonego Dietricha van de Meera, który na zlecenie zgromadzenia Poszukujących, ma w anomaliach Zony i rozmaitych mutacjach, odnaleźć przejawy boskości lub też anioły. Jakby to dziwnie nie brzmiało, Ślepy nie marudzi i, mimo że klient jest dość kłopotliwy i trochę narwany, zgadza się.
Niedługo potem w trakcie swojej wyprawy, w pogoni za złodziejem, bohaterowie trafiają na zagadkę tajemniczych zniknięć stalkerów  w jednym i tym samym miejscu Zony. W ten oto sposób zaczyna się przygoda ich życia, w której przyjdzie im zmierzyć się z hordą krwiożerczych mutantów, trudami podróży, ograniczeniami własnego organizmu oraz śmiertelną barierą jaką jest promieniowanie. Czy osiągną swój cel?  Czy złapią złodzieja oraz czy uda się im rozwiązać zagadkę śmierci stalkerów? Okaże się. Powiem tylko, że nie będzie łatwo. 
Od razu powiem, że w przeciwieństwie do książek z serii Metro 2033, Ślepej plamy nie czytało mi się łatwo. Zadecydowało o tym kilka rzeczy, o których poniżej. 
Pierwszą jest język, jakim książka została napisana. Jest to język jak najbardziej współczesny, z dużą ilością słownictwa potocznego. Być może miało to na celu przyciągnięcie czytelnika, ale odniosłam wrażenie, że nie do końca się to autorowi udało. Z językiem jest jeszcze jeden problem, a mianowicie nadużywanie przez bohaterów w dialogach wtrętów, a często i całych zdań, w języku ukraińskim, ale "spolszczonym". Są to kwestie, pisane polskim alfabetem, czyli tak jak się te słowa wymawia. Część z nich da się zrozumieć, czy domyśleć, ale części nie. Nie ma do tych fragmentów dodatkowego tłumaczenia, np. w nawiasach, co powoduje, że są one zwyczajnie niezrozumiałe. Moja znajomość z rosyjskim zakończyła się na etapie liceum i pamiętam raczej mało, a z językiem ukraińskim styczności nigdy nie miałam. W dobie popularności języków niemieckiego i angielskiego, dla dużej grupy czytelników te fragmenty będą nie tylko niejasne, ale i zniechęcające. Ze mną właśnie tak było.
Druga sprawa to pewna, trudno mi było na to znaleźć właściwe określenie, rubaszność, czy gawędziarskość fabuły. Bohaterowie podróżują, od czasu do czasu zabijają jakieś mutanty, a cała zagadka rozwiązuje się jakby przypadkiem. Zabrakło mi w tym wszystkim napięcia i klimatu, które trzymałyby czytelnika w niepewności i kazały mu zastanawiać się, co też tak naprawdę się stało.
Ślepy bardzo często okrasza opowiadaną czytelnikowi historię anegdotami o stalkerze Pietrowie, który, jak sam  przyznaje, jest jego lepszą, bardziej udaną wersją.  Anegdoty te mało kiedy były śmieszne. Sądzę, że ich zadaniem było raczej ukazanie szarej i w sumie dość przeciętnej rzeczywistości Zony, bo świat po katastrofie jest właśnie taki: szary, bez kolorów, bez bohaterów, którzy znienacka ratują całą sytuację. Kiedyś mieszkali tu zwykli ludzie, fakt katastrofy niczego w nich nagle nie zmienił, nie zrobił super herosów.
Tak naprawdę największymi plusami tej książki są sympatyczny bohater i właśnie owa zwyczajność. Ale czy to wystarczy?
Zdaję sobie sprawę, że znajdą się tacy, którym książka przypadnie do gustu i ich zachwyci. Sama zdecydowanie wolę pozostać przy kręgu Uniwersum Metro 2033, zaś decyzję o przeczytaniu Ślepej plamy pozostawiam Wam.
Recenzja napisana dla portalu Secretum




6 komentarzy:

  1. Nie czytałem żadnej książki z tego cyklu i widzę, że muszę to jak najszybciej zmienić. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Polecam. A to, co p. autorka bloga wzięła za rosyjskie wtręty, to język ukraiński - co zresztą stoi w tekście czarno na białym jak wół napisane... pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za uwagę, poprawiłam. Dla mnie nie zmienia to jednak faktu, że fragmenty w tym języku były niezrozumiałe i utrudniały czytanie książki. Kto wie, może gdyby trudniejsze wyrazy miały swoje tłumaczenie, to i wrażenia z lektury byłyby lepsze?

      Usuń
  3. Dlaczego wszyscy z uporem maniaka próbują porównywać Stalkera do Metra 2033. Nie ma powodu by tak liniowo rozpatrywać funkcjonowanie obu universów. Co to jest "ogon kabana"? Słyszałem o Ogonie nibypsa i Kopycie kabana, ale Ogon kabana to przedmiot o nieznanych mi właściwościach. Co do języka, jaki powinien być? Staropolski z kaszubskimi wstawkami? Sam rosyjskiego nigdy nie uczyłem się w szkole, ale jakoś będąc fanem Stalkera poznałem podstawowe zwroty i ich zrozumienie nie sprawa mi problemu. To samo dotyczy miażdżącej większości fandomu i mam przekonanie graniczące z pewnością, że nikomu Rosyjskie czy Ukraińskie wstawki nie popsuja zabawy.

    OdpowiedzUsuń
  4. ,,Nie czytałam, ale nie szkodzi"... nie czytałaś, ale się wypowiesz? :P
    ,,Ślepa plama" jest moim zdaniem jedną z najlepszych książek z tego uniwersum. Niestety, w Polsce do czasu nie było możliwości, żeby zapoznać się z książkami sygnowanymi przez S.T.A.L.K.E.R.a. Pokładam wielkie nadzieje w Fabrycznej Zonie.
    Co do ukraińskich i rosyjskich zapożyczeń i wstawek językowych, nadają one klimatu i są świetnym dopełnieniem budowanego świata i konstrukcji bohaterów. Problem w Polsce jest taki, że wydaje się za mało pozycji europejskich, z krajów słowiańskich. To nasi najbliżsi sąsiedzi, warto poznać literaturę ukraińską, białoruską, rosyjską, słowacką. Jakoś anglizmy nikogo nie straszą w książkach... a to dla tego, że polski czytelnik przyzwyczajony jest do popkultury zachodu. Bad idea.
    STALKER to post apo lokalna, Metro to post apo sensu stricto. Nie można z tego powodu porównywać obu pozycji jako równe sobie, a należy rozpatrywać je w innych kategoriach.
    Porównywanie każdej książki z wątkiem postapo i Zony do Strugackich to tylko przykład, że osoba recenzująca nie ma zielonego pojęcia o literaturze rosyjskojęzycznej i postapo ogólnie. A ,,Ślepa plama" to po prostu wypas rozrywka w klimatach stalkera ;)
    Pozdrawiam, dobrej Zony!

    OdpowiedzUsuń
  5. "Nie czytałam Ołowianego świtu M. Gołkowskiego, ale w zasadzie niczemu to nie szkodzi, bo na pierwszy rzut oka widać, że są to dwie różne historie, które łączy tylko jedno." Jeśli nie czytałaś, to skąd wiesz co łączy te dwie różne historie? :<
    Brakuje mi odniesienia do "Pikniku na skraju drogi" , nie można nie zauważyć związku stalkera-przewodnika i naukowca, którego prowadził Rudy. Jeśli ktoś bierze się za pisanie recenzji czegokolwiek z uniwersum S.T.A.L.K.E.R'a bez znajomości książki Strugackich to popełnia duży błąd. Tak samo jak porównując uniwersum STALKERA do Metra2033 - jedyne co się zgadza to Ruscy, promieniowanie i mutasy :)
    Co do spolszczonych rusycyzmów to niestety się zgodzę, mimo znajomości języka rosyjskiego w stopniu niezłym i ciągłej nauki, a także rozumienia bez większych problemów ukraińskiego, ciężko czyta mi się tego typu książki. Ale 1. Pół ŚP przeczytałem w oryginale, 2. Przyzwyczaiłem się już dzięki Ołowianemu Świtowi (choć tam w dużej mierze miało to uzasadnienie w fabule - główny bohater jest Polakiem, który rosyjski rozumie "piąte przez dziesiąte").

    OdpowiedzUsuń

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.