czwartek, 2 stycznia 2014

Aimee Agresti: Olśnienie

Autor:Aimee Agresti
Tytuł: Olśnienie, t. 1
Stron: 478
Wydawca: REMI
Moja ocena: 7-8/10


Podobno we wszechświecie nieustannie trwa walka między siłami dobra i zła. Na ogół panuje równowaga, ale jak to w walce bywa, raz szala się przechyla na korzyść sił dobra, a raz na korzyść sił zła. Zazwyczaj zdarza się to, gdy w centrum konfliktu pojawi się ktoś w rodzaju wybrańca, o wyjątkowej sile, ktoś kto może zmienić losy tej walki. To także wtedy i jedna i druga strona musi się sporo natrudzić, aby owego wybrańca mieć dla siebie. Wybraniec oczywiście będzie targany mocami i namiętnościami, o których istnieniu dotąd nie miał pojęcia, przeżyje rzeczy, o których dotąd nawet mu się nie śniło i pozna istoty, które do tej pory tylko wkładał między bajki. Z czasem wybraniec nabierze sił, doświadczenia i oczywiście dokona znamiennego wyboru. Mówi Wam to coś, albo z czymś się kojarzy? Dziś to pomysł dobrze znany i wykorzystywany co rusz w literaturze i filmie. Sporo już tego było, drugie tyle zapewne jeszcze będzie, a mimo to sam motyw jakoś nigdy mi się nie nudzi. 
Na podobnym pomyśle oparła A. Agresti swoją debiutancką powieść pod tytułem Olśnienie
Główna bohaterka spełnia wszystkie warunki typowego literackiego wybrańca; jest młoda, jej wczesne dzieciństwo okrywa mgła niepamięci, a ciało znaczą dziwne szramy, które w chwilach lęku - bolą. Bohaterka jest samotnikiem, osobą niepozorną i przeciętną; trudno jej nawiązywać nowe kontakty. Teraz więc wystarczy tylko prawidłowy bodziec, by Haven się rozwinęła. Jest to więc bohaterka, którą łatwo polubić, a potem kibicować jej w jej poczynaniach. Jedyną rzeczą, która już na pierwszy rzut oka wydaje się dziwna, jest jej imię. Nieustannie kojarzyło mi się ono ze słowem niebo, choć z moich poszukiwań wynikło, że samo haven może też oznaczać spokój, oazę. Jeśli więc teraz połączyć słowo oaza ze słowem ziemia, bo to oznacza jej nazwisko Terra, to zyskujemy dość niezwykłe zestawienie. Czy w przyszłości, to okaże się znaczące? To się okaże. 
Zupełnie niespodziewanie Haven trafia się niezwykła życiowa okazja; mianowicie propozycja stażu - pracy w nowo otwartym hotelu Lexington w Chicago. Jest to miejsce, cieszące się atrakcyjną złą sławą, gdyż w latach 30. XX wieku swoje brudne interesy prowadził tam sam Al Capone. Haven wspólnie z dwoma kolegami ze szkoły: ekstrawaganckim kucharzem Dantem i spokojnym molem książkowym Lance'm, pakuje manatki i rusza, by przeżyć przygodę życia. Ekipa hotelu składa się z młodych i wręcz idealnie, nieziemsko pięknych ludzi, którym przewodzi nienaganna pod każdym względem Aurelia Brown. Już od samego początku Haven wszystko wydaje się dziwne. Hotel jest co prawda dopiero przygotowywany do oficjalnego otwarcia, ale i tak wydaje się dziwnie pusty, choć przecież wciąż ktoś się po nim kręci. Nowa szefowa jest tyle piękna co tajemnicza, a jej wspólnik (podwładny?) Lucian jednakowo dziewczynę pociąga i przeraża.
Pierwszym zadaniem Haven jest obfotografowanie wszystkich pracowników hotelu, a z powstałych w ten sposób zdjęć ma powstać wielki kolaż. Ponieważ każdy wygląda tu jak młody bóg, to i zdjęcia wychodzą idealnie. Do czasu. W dniu wystawy na zdjęciach pojawiają się ogromne skazy, deformujące wygląd znajdujących się na nich osób. Zdjęcia co prawda zostają szybko usunięte, ale gdy Haven je znajduje, okazuje się, że deformacja fotografii postępuje. Blizny coraz bardziej zaczynają bohaterce dokuczać, a jakby tego było mało, znaleziony przypadkiem czarny notes, za pomocą pojawiających się w nim wpisów, mówi Haven co ma robić i jak się przygotować, do tego co ją czeka. 
Trzeba przyznać bohaterce, że na wieść o czekających ją niebezpieczeństwach, nie załamuje rąk ani nie wypłakuje oczu. Zabiera się do pracy nad własną kondycją oraz do zdobywanie informacji na temat prawdziwej natury pracowników hotelu. Tą zaradnością i aktywnością Haven bardzo mu mnie zaplusowała.
Miała co prawda chwile, gdy wzdychała do Luciana, ale ponieważ był on tak magnetyczny i kuszący, jestem w stanie ją zrozumieć. 
Wątek deformujących się portretów wyraźnie został zaczerpnięty z książki O. Wilde'a Portret Doriana Graya i trzeba przyznać, że bardzo fajnie go autorka wykorzystała, choć nie do końca przekonała mnie teoria, że obrazy można zniszczyć dopiero, gdy zostanie się zaatakowanym. Bez sensu, choć gdyby Haven i jej przyjaciele mogli zrobić to od razu, to cała historia skończyłaby się w połowie książki. 
Klimatycznie i niezwykle barwnie odmalowała autorka cały hotel i jego niezwykłość. Miejsce to jest pełne niezwykłych korytarzy, ukrytych pokoi i uśpionych sekretów tych sprzed lat i tych budzących się obecnie do życia. Czytelnik poznaje je wraz z Haven, która z uporem szuka odpowiedzi na dręczące ją wątpliwości i lęki. 
Bardzo polubiłam również Lance'a, który początkowo sprawiał wrażenie, jakby miał być postacią drugoplanową, a z czasem jakby samoczynnie zepchnął egocentrycznego Dante, na drugi plan, by okazać się przedsiębiorczym i sympatycznym chłopakiem, kimś w stylu Clarke'a Kenta.
Olśnienie jest więc dobrą pozycją na leniwe, świąteczne popołudnie.  Zmożeni przez pyszne i sycące jadło, możemy zasiąść w fotelu i oddać się niezobowiązującej lekturze. Cała historia nie jest może wielce ambitna, ale sympatycznie opowiedziana i jeśli się tego trzymać, będzie się z lektury zadowolonym.

9 komentarzy:

  1. Gdy zobaczyłam tę książkę w księgarni, to opis mnie nie zaciekawił, ale po Twojej opinii jednak chcę tę książkę przeczytać - motyw z deformowaniem portretów, choć pojawił się w już innej powieści, dla mnie jest czymś nowym i intrygującym
    Pozdrawiam :)
    izkalysa

    OdpowiedzUsuń
  2. raczej poszukuje lekkich i przyjemnych książek - niekoniecznie ambitnych więc być może się skusze :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedyś czytałam bardzo negatywną recenzję tej książki i tak się zraziłam, że nie jestem w stanie się przekonać

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiem, czy czuję się przekonana do tej książki. Z jednej strony mam ostanio ochotę na lekkie lektury, z drugiej (oprócz kilku) czytałam same cieżkie książki, które robią dziurę w głowie. Być może zakupię, dla relaksu. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam w wakacje i choć zakończenie miło mnie zaskoczyło (sekret tego pocałunku w ciemnościach - czego nie przewidziałam w czasie lektury) to jednak cały czas miałam wrażenie, że opowieść można przedstawić w książce o połowie mniejszej objętości. Bohaterkę polubiłam - jak i miejsce akcji, niezwykły hotel :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Książka ciągle stoi na półce i czeka na lepsze czasy :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja przeczytałam tę książkę już dawno, chyba w wakacje, i byłam nią zachwycona. Wyróżnia się wśród paranormali. Język powieści taki barwny, że ani przez chwilę się nie nudziłam i nie mogłam się oderwać od książki. Poza tym fabuła również się wyróżnia i byłam zachwycona, że nie próbowała autorka zrobić kogoś dobrego z Luciana.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie wiedzieć czemu,jakoś tak całkiem mnie do tej książki nie ciągnie... Na początku chciałam ją przeczytać, ale potem spotkałam się z takim ogromem negatywnych recenzji, że moje chęci poszły w diabli. Ale kto wie, może kiedyś jak będzie okazja to wpadnie mi w łapki, a wtedy na pewno przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.