piątek, 4 lipca 2014

Cornelia Funke: Rycerz widmo

Autor: Cornelia Funke
Tytuł: Rycerz widmo
Stron: 341
Wydawca: EGMONT






Książek autorstwa Cornelii Funke nikomu specjalnie zachwalać ani przedstawiać nie trzeba. Kogo nie przekona genialna Atramentowa trylogia, tego z pewnością zachwyci pomysłowa i błyskotliwa Reckless. Nie można zapomnieć o Królu złodziei. Tego lata zaś warto zapoznać się z Rycerzem widmo i duchami zamieszkującymi opactwo w Salisbury. 
Głównym bohaterem i jednocześnie narratorem całej historii jest 11-letni Jon, który z początkiem nowego roku szkolnego wyjeżdża do szkoły z internatem. Opowieść swą snuje jednak z perspektywy czasu, czego dowodem jest nie tylko duża wiedza na temat wszystkich wydarzeń, ale też duża dawka samokrytycyzmu odnośnie siebie samego. 
Wyjeżdżając do szkoły, Jon jest najnieszczęśliwszym z chłopców.  Uparcie wmawia sobie, że wyjazd do szkoły jest karą za to, że nie akceptuje nowego partnera matki, mało tego, był wobec niego niegrzeczny i złośliwy. Uważa, że wysyłając go do szkoły, matka chce się go zwyczajnie pozbyć i skupić na nowej miłości. To dlatego początkowo w ogóle nie stara się zaklimatyzować w nowym miejscu i za nic ma starania dwóch kolegów z pokoju. Jon jest pełen gniewu i ma nadzieję, że wiedziona tęsknotą i wyrzutami sumienia mama wkrótce zabierze go do domu. Szybko jednak te humory wypadają mu z głowy, gdy któregoś dnia zupełnie niespodziewanie chłopiec staje się obiektem drwin i pościgu kilku groźnych duchów, które najwidoczniej mają wobec niego bardzo złe zamiary. Ku zaskoczeniu chłopca przywódca tej niematerialnej bandy zwraca się do niego nazwiskiem, które za czasów panieńskich nosiła mama chłopca. 
W ten oto sposób zaczyna się wielka przygoda Jona. Dzięki duchom chłopiec nie tylko pozna Ellę, która stanie się jego najlepszą przyjaciółką, ale też będzie miał okazję poznać przeszłość własnej rodziny, odkryć tajemnicę morderstwa sprzed lat, stać się giermkiem prawdziwego rycerza oraz przekonać się, że przyszły ojczym być może nie jest taki zły, jak wcześniej o nim myślał. 
Od samego początku dzięki błyskotliwemu językowi i przesympatycznemu bohaterowi książkę czyta się nie tylko z dużym zaciekawieniem, ale przede wszystkim lekko i przyjemnie. Jon jest chłopcem bystrym i ciekawskim, choć, jak przystało na jedynego mężczyznę w rodzinie, widać, że ma typowy syndrom małego pana domu i zazdrośnika, w którym budzą się brzydkie odruchy, gdy tylko na horyzoncie rodzinnym pojawi się domniemany rywal. Na szczęście nie jest zawzięty, dzięki czemu po pewnym czasie nawet się z Brodaczem zaprzyjaźni. 
Sympatię budzą także w powieści Ella i jej babcia oraz duch zdradziecko zabitego rycerza Williama Longspee. Autorka w tak barwny i intrygujący sposób przedstawiła całą intrygę, że trudno się od tej książki oderwać. 
Na końcu książki umieszczono także mały Glosariusz wyjaśniający, kto jest kim i jakie miejsce zajmował w historii Anglii.  Pozwala to usystematyzować posiadane już informacje lub, jeśli wcześniej się takowych nie miało, zwyczajnie dowiedzieć się czegoś nowego.
Na uwagę zasługuje też przyjazne wydanie książki. Ilustracja okładkowa utrzymana jest w ciemnej kolorystyce, a postać rycerza ukrywającego twarz pod przyłbicą od razu budzi ciekawość czytelnika. Czcionka jest dość spora, a co jakiś czas pojawiają się nawet zabawne ilustracje. Co prawda są czarno-białe, ale w niczym nie psuje to przyjemności z ich oglądania.
Rycerz widmo do bardzo dobra pozycja książkowa dla młodszego czytelnika. Powieść świetnie nawiązuje do tradycji książek przygodowych z sympatycznym, młodym bohaterem w roli głównej, tajemniczym miejscem, kryjącym w sobie mnóstwo zapomnianych ludzkich historii i dramatów oraz ciekawą fabułą. Gdybym miała polecać młodszemu czytelnikowi jedną powieść do przeczytania na wakacje, to byłby to właśnie Rycerz widmo. Nie znaczy to jednak, że starszy czytelnik lubiący tego typu historie nie może po tę powieść sięgnąć. Może, a nawet powinien. Takie książki chciałam czytać, gdy byłam dziewczynką. Ale ponieważ czasy były wtedy takie, a nie inne, to czytam je dziś, bo czuję, że powinnam nadrobić braki. 
Polecam. Naprawdę fajna lektura na wakacyjne popołudnie.



Za książkę dziękuję Wydawnictwu EGMONT.
Pozdrawiam ciepło!

3 komentarze:

  1. Jon... dlaczego znów Jon? Jon i jego loczki są na Murze w sadze G.R.R Martina, Jon jest u Terakowskiej. A co do Autorki, to Króla Złodziei widziałam na DVD i raczej książki nie strawie, a Atramentowej Trylogii nie czytalam. Zobaczymy.
    http://zakurzone-stronice.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam dwa tomy Atramentowej Trylogii, także autorka nie jest mi obca :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Obecnie czytam trzeci tom "Wiedźmina", a wydaje mi się, że książka z tej recenzji będzie tak dobra, jak "Wiedźmin", więc z chęcią się zapoznam. :)

    OdpowiedzUsuń

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.