środa, 16 lipca 2014

Liane Moriarty: Sekret mojego męża

Autor: Liane Moriarty
Tytuł: Sekret mojego męża
Stron: 504
Wydawca: Prószyński i S-ka


Wspaniale byłoby gdyby życie człowieka było jak prosta linia ciągła. Bez żadnych supłów, zawijasów, zaplątań w postaci przeróżnych życiowych spraw, kłopotów i zawirowań. Idąc przez życie, człowiek po prostu szedłby wzdłuż tej linii, od punktu A do punktu B, a po przejściu całej drogi mógłby spojrzeć na przebytą ścieżkę z satysfakcją i zadowoleniem. Tak idealnie jednak nie ma, bo powszechnie wiadomo, że każda decyzja nawet najdrobniejsza wpływa na ciągłość i równość tej naszej linii. Każda relacja, poznana czy spotkana w życiu osoba, mniej lub bardziej dramatyczne wydarzenie kształtują linię naszego życia w sposób, którego nawet byśmy nie podejrzewali. 
Czy dokonamy wyboru czy nie, i tak będzie to przecież wybór.
Przed takimi dylematami stawia Liane Moriarty bohaterki swojej najnowszej powieści zatytułowanej Sekret mojego męża. 
Są to kobiety już dojrzałe, po przejściach, można rzec, życiowo ustabilizowane. Są żonami, matkami, paniami domu, prowadzą świetnie prosperujące (mniejsze lub większe) interesy.
Cecilia jest tak zorganizowana i ułożona, że perfekcyjna pani domu nie sięga jej do pięt. Wspólnie z mężem wychowuje 3 dorastające córki, jej dom jest zawsze czysty, lśniący i dobrze zaopatrzony, a sama Cecilia  nigdy niczego nie zaniedbuje. Przypomina ten typ kobiety, która im więcej ma zajęć, tym lepiej sobie ze wszystkim radzi. Całe jej życie przypomina misterną machinę, która wprawiona w ruch, działa, niczym perpetuum mobile. Kiedy jednak przestaje działać choćby jedna śrubka, czy przekładnia, wtedy sypie się kompletnie wszystko. 
Tess ma dobrze prosperującą firmę, męża i synka. 
Rachel jest już babcią, ale nadal pracuje jako sekretarka w miejscowej podstawówce.
W chwili, gdy poznajemy główne bohaterki, każda z nich znajduje się na życiowym zakręcie, który będzie od nich wymagał nie tylko podjęcia decyzji, ale też wejrzenia w siebie i odpowiedzi na pytanie, czy potrafią wybaczyć, zrozumieć, zaakceptować i  żyć dalej. 
Poniedziałek, początek Wielkiego Tygodnia. Sydney, Australia.
W momencie gdy Tess myśli, że wszystko układa się dobrze, ukochany mąż i najlepsza przyjaciółka (także kuzynka) oświadczają jej, że się w sobie zakochali. Wstrząśnięta Tess, nie jest pewna co to tak do końca ma znaczyć, dlatego kierowana impulsem i urażoną ambicją, zabiera synka i wyjeżdża do matki, która po złamaniu nogi potrzebuje opieki.
Rachel od syna i synowej dowiaduje się, że planują oni przeprowadzkę do Nowego Jorku. W praktyce będzie to oznaczało sporadyczne rodzinne spotkania i rozstanie Rachel z ukochanym dwuletnim wnuczkiem. Kobieta jest zasmucona, tym mocniej, że zbliża się kolejna rocznica śmierci jej córki, która przed laty została zamordowana w dość niejasnych okolicznościach.
Cecilia natomiast znajduje na strychu list, którego nie powinna otwierać, ale jak to w takich  sytuacjach bywa, otworzy go. Zawartość listu i uzyskana wiedza zmienią życie nie tylko całej rodziny kobiety. Po części staną się także katalizatorem przyszłych wydarzeń, które, jak nietrudno się domyślić, doprowadzą do tragedii. 
Co takiego mąż Cecilii napisał w liście? Czy Tess uratuje swoje małżeństwo? Czy Rachel pojedna się z synową i zadba o syna, zamiast pogrążać się w żalu po śmierci córki, która nie żyje od wielu lat? Czy może raczej zapamięta się w nienawiści i zrobi coś desperackiego? 
Świadkiem jakich wydarzeń będzie ten Wielki Piątek? Przed jakimi wyborami staną bohaterki i ich rodziny? Co okaże się silniejsze; zrozumienie i wybaczenie czy upór i nienawiść?
Przez pierwszych kilka rozdziałów trudno było mi zorientować się w bohaterach i powiązaniach. Fabuła jest bowiem zbudowana w taki sposób, że rozdziały naprzemiennie, raz z punktu widzenia Cecilii, raz Tess, a także Rachel, opisują sytuację. Z rozdziału na rozdział jest jednak coraz łatwiej, a i jasne okazuje się, że autorka zrobiła tak dlatego, by napięcie było większe. 
Z perspektywy jednego tygodnia, który prowadzi bohaterów ku świętom Wielkiej Nocy, będziemy obserwować rodzące się lub zrywane więzi, kibicować przemyśleniom i rozterkom, krytykować za takie, a nie inne zachowania. Słowem, wciągniemy się w lekturę i zanim się obejrzymy, będziemy już w finale. 
Sekret mojego męża to moje pierwsze spotkanie z twórczością L. Moriarty i muszę przyznać, że nadzwyczaj udane. Powieść czyta się dobrze, bywa zabawnie, bywa pikantnie. Kwestii, które autorka porusza w swojej książce jest tak wiele, że trudno byłoby je wszystkie wymienić, na dodatek zazębiają się one, bo wiadomo, że nie ma zdrady bez pożądania, a winy bez kary. 
Historia zmusza do przemyśleń i głębszej refleksji, bo wiadomo, że co innego o czymś czytać czy słuchać, a co innego samemu znaleźć się w danej sytuacji.
Czy to, że z kimś się wspólnie żyje od lat oznacza, że wie się na jego temat wszystko? Czy wspólne życie i zobowiązania to wszystko co trzyma małżonków przy sobie? Czy to znaczy, że skoro jesteśmy razem, to już nie mamy się o siebie starać i zabiegać? Jak dalece można się zapamiętać w nienawiści do drugiej osoby? 
I wreszcie: czy stare sekrety powinny ujrzeć światło dzienne? A może lepiej, żeby zostały tam gdzie są? W starych zakurzonych pudłach na strychu i ludzkich, wrażliwych sercach? Na te i wiele innych pytań próbuje odpowiedzieć autorka powieści Sekret mojego męża.
Zapewne każdy z nas będzie miał odmienne zdanie na ten temat. I właśnie to jest w tym najlepsze. 
Sekret mojego męża to wzruszająca i mądra książka warta, by się nad nią na chwilę zatrzymać. 
Polecam!

3 komentarze:

  1. Coś dla mnie :)
    Pozdrawiam,
    Natalia :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Takie obyczajówki są najlepsze, więc z chęcią się zapoznam. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem po lekturze ale przeczytałam Twoja recenzję z przyjemnością,pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.