wtorek, 12 sierpnia 2014

Antonia Michaelis: Baśniarz

Autor: Antonia Michaelis
Tytuł: Baśniarz
Stron: 398
Wydawca: Dreams






Podobno, gdy kogoś mocno i naprawdę głęboko kochamy, jesteśmy w stanie zrobić dla ukochanej osoby wszystko, łącznie z poświęceniem samego siebie.  Taka miłość nie ma granic i jest naprawdę wielka. Tak kochać mogą małżonkowie, matka swoje dzieci, a nawet brat siostrę. 
Tytułowy bohater powieści Antonii Michaelis, Abel dla swojej 6-letniej siostry zrobiłby wszystko. I jak pokazuje fabuła powieści, robi. 
Początkowo poznajemy Abla z rozmów jego szkolnych kolegów, którzy uważają go za odludka, dziwaka, śmieją się z jego czapki, przydługich włosów, niemodnej kurtki, ale gdy szykuje się impreza uderzają właśnie do "polskiego handlarza pasmanterią".
Potem zaczynamy poznawać Abla oczami Anny, drugiej głównej bohaterki. Młodych dzieli wszystko; status społeczny, plany życiowe, spojrzenie na otaczającą rzeczywistość, wizja przyszłości, doświadczenie. Właściwie porównanie to jest bardzo proste, bo w przypadku Anny wystarczyłoby tylko odhaczyć powyższe pozycje jako zaliczone, a w przypadku Abla napisać obok brak. No może z wyjątkiem tego ostatniego, bo o ile Anna doświadczenie i to gorzkie, dopiero zdobędzie, o tyle Abel, będąc tak młodym, ma tego doświadczenia aż za dużo.
Mimo złej reputacji i niezbyt przyjaznego zachowania Abla, Anna stara się wkroczyć w życie chłopaka, a  siła, która ją do niego przyciąga jest coraz silniejsza. Dziewczyna ulega magii snutych przez Abla opowieści, jednak z czasem dostrzega, że ta opowieść jest tak naprawdę tym co się dzieje teraz. Każde wydarzenie i każda postać mają swoje odpowiedniki w rzeczywistym świecie, jednak ze względu na to, że jest to przecież baśń dla młodszej ukochanej siostry, wszystko ubrane jest w łagodną otoczkę bajkowych stworów i rozwiązań. Wytrawny słuchacz tej baśni dostrzeże jednak, że pozornie piękna i łagodna historia ma drugie gorzkie i bolesne dno. W tej baśni nikt nie jest tym, za kogo się podaje; biały kot może jest i piękny, ale jest przecież ślepy, róże są cudne, ale mają kolce, mors jest wierny i opiekuńczy, ale i on ma swoje tajemnice; nawet latarnik nie jest całkiem bezinteresowny. Czy ta baśń ma swoje szczęśliwe zakończenie i czy Mała Królowa uratuje swoje diamentowe serce przed łowcami cennych klejnotów? 
Początkowo powieść czytało mi się ciężko, głównie ze względu na te baśniowe rozwiązania w snutej opowieści. Dla dziecka, nawet jeśli coś nie ma logiki, to po prostu tak jest i już. Jako osoba w miarę dorosła, momentami gubiłam się w gąszczu metafor i personifikacji. Gdy jednak w rzeczywistym świecie zaczynają ginąć osoby powiązane z Ablem i Michi, atmosfera się zagęszcza, a czytelnik mocniej skupia się na snutej opowieści, starając się z niej wyłowić aluzje do rzeczywistych wydarzeń. Prawdziwa historia, która wyłania się z opowiadanej baśni jest straszna i mocno mną wstrząsnęła, a potem zasmuciła. Jak bardzo trzeba kogoś kochać, żeby przekroczyć dla niego wszelkie granice moralności i człowieczeństwa?
Klimat powieści jest smutny i przytłaczający. Mimo że autorka pisze przecież także o dobrych rzeczach i miłych chwilach, to wciąż odczuwamy dojmujący smutek i życiową beznadzieję, która wrosła w życie Abla, niczym najbardziej uparty chwast i trudno ją wypielić. Na usta ciśnie się pytanie, czy Abel nie mógł zmienić swojego życia, zerwać z tym co robił do tej pory? Nie wiem i naprawdę trudno na to pytanie jednoznacznie odpowiedzieć. Możliwe, że gdy człowiek w tak młodym wieku ma już za sobą tyle przeżyć i jest nimi tak złamany, to nie widzi innych możliwości, jak tylko te, które ma teraz.
Mądre przysłowia mówią, że szewc nie zrobi dla siebie butów, a lekarz sam się nie uleczy. W myśl tej dziwnej zasady baśniarz, choćby nie wiem jak utalentowany, nie opowie dla siebie szczęśliwego zakończenia. Wiadomo też, że szczęśliwe zakończenia są tylko w bajkach dla dzieci. Gdy dorastamy i musimy zmierzyć się z dorosłym światem, często trudno o happy end. Ponoć wszystko zależy od nas samych, jednak często wokół nas tyle się dzieje, że na niektóre sprawy po prostu nie mamy wpływu. Baśniarz to właśnie historia o tym, że w dorosłym życiu nie wszystko układa się tak pięknie i łatwo, jakbyśmy chcieli. Czasem poświęcenie jednego życia gwarantuje szczęście dla kogoś innego i w tym właśnie ukryte jest prawdziwe, choć bolesne piękno.

8 komentarzy:

  1. "aluzje to rzeczywistych" - do
    "Mimo, że" - nie ma przecinka przed że w tym sformułowaniu
    Cóż, "Baśniarz" zapowiada się ciekawie, pewnie po niego sięgnę, ostatnio mam ochotę na taką... magię słów :)


    http://dzikie-anioly.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Ta historia była wzruszająca i pouczająca...

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie wczoraj wypożyczyłam. Niedługo do niej siadam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dużo się naczytałam o tym "Baśniarzu" i chyba w końcu sama muszę po niego sięgnąć. Chociaż nie wiem jak przebrnę przez ten początek :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Od dawno chcę ją upolować, muszę się zapytać w bibliotece wreszcie albo sama kupić! <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię książki z przesłaniem.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeśli podobają Ci się taki książki, to poleam Ci tej samej autorki "Tygrysi księżyc". "Basniarza" mam w planach :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Książka bardzo mi się podobała, mimo dość ciężkiej tematyki, ale nie wiem czy chcę przeczytać coś jeszcze autorstwa Antonii Michaelis...

    OdpowiedzUsuń

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.