piątek, 19 września 2014

Jennifer L. Armentrout: Onyx

Autor: Jennifer L. Armentrout
Tytuł: Onyx
Seria: Lux, t.2
Stron: 448
Wydawca: FILIA




Pierwsza część cyklu o dziewczynie-blogerce-ogrodniczce i jej kosmicznym ukochanym zauroczyła mnie na maxa. 
W recenzji części pierwszej tłumaczyłam już powody tego zauroczenia, dlatego nie będę się powtarzać, powiem tylko, że za lekturę części drugiej zabrałam się tak szybko, jak tylko się dało.
W finale części pierwszej Deamon uleczył Katy, ratując ją od śmierci. Tym samym między nimi wytworzyło się niezwykłe połączenie, które raczej zostanie im na zawsze. W praktyce polega ono na tym, że wyczuwają własne emocje, uczucia i z dnia na dzień wiążą się ze sobą coraz mocniej. Z czasem okaże się, że jeśli jednemu dzieje się krzywda, to cierpi i drugie. Katy i Deamon decydują się zachować to w sekrecie, z obawy by DOD nie wmieszało się w ich sprawy. Niedługo potem okaże się, że przed takimi firmami nic się nie ukryje, ale póki co bohaterowie będą mieli inne sprawy na głowie. 
Wytworzona między Katy i Deamonem więź przysporzy głównej bohaterce niemało kłopotów. Dziewczyna nadal jaśnieje, co naraża ją i otoczenie na niebezpieczeństwo ze strony Arum. To dlatego Deamon wciąż kręci się wokół Katy, na lekcjach, ku jej irytacji, dźga ją długopisem w plecy, a także coraz bardziej otwarcie okazuje jej swoje zainteresowanie. Katy jednak jest przekonana, że uczucia chłopaka są spowodowane przez więź, a więc nie są prawdziwe i opiera się przystojnemu kosmicie jak tylko może. To jednak nie wszystko. Nastolatka będzie musiała się zmierzyć z faktem, że jej mama się z kimś spotyka, a oprócz tego, w szkole pojawi się nowy całkiem sympatyczny chłopak, który wydaje się Katy szczerze lubić. Ale i to nie wszystko. Katy bowiem odkryje w sobie zdolności, które będą się nasilać i wymagać wzięcia w karby, słowem bohaterka będzie miała pełne ręce roboty. 
Z przyjemnością stwierdzam, że druga część cyklu jest równie zabawna i urocza, jak pierwsza. Deamon w roli uwodziciela nie traci nic ze swojej ostrości i nadal jest trudny, a nawet niekiedy chamski. On i Katy nadal się ścierają, walczą ze sobą i wzajemnym przyciąganiem, a także coraz więcej dowiadują na swój temat, co w przyszłości mocno wpłynie na ich związek. Oprócz tego na dokładkę mamy Blake'a, choć na szczęście autorka nie zrobiła tu trójkąta. Od razu widać, że pod tą miłą aparycją coś się kryje i bohater nie ma dobrych zamiarów. Czytelnik może jedynie trzymać kciuki, by Katy i inni nie dowiedzieli się o tym, gdy już będzie za późno. Coraz więcej dowiadujemy się także na temat działań DOD oraz ich powiązań z Arum i hybrydami. Okazuje się, że instytucja ta ma sporo na sumieniu, tym bardziej, że Katy zaczyna widywać osoby, które oficjalnie uznano za zmarłe, a tymczasem są całkiem żywe. Firma ukrywa więc więcej niż początkowo myślano i ma wobec kosmitów własne plany. 
Drugi tom wraca do tematu zaginionego brata Deamona i Dee, pojawiają się kolejni Arum, dostajemy także garść informacji na temat tego, jak w ludziach uleczonych przez kosmitów ujawniają się nowe umiejętności. Czytając te rozdziały, miałam przed oczami jedną z końcowych scen Roswell: W kręgu tajemnic, gdy odmieniona Liz wparowuje do pokoju, w którym Max rozmawia z przybyłą niedawno na Ziemię Tess. Moment, kiedy drzwi się otwierają, niczego nie spodziewająca się Tess leci na ścianę, a Liz z rozwianym włosem i jarzącą się dłonią mówi "Get up bitch!" to moja ulubiona scena całej serii.
Początkowo, podobnie jak w tomie pierwszym, nie dzieje się zbyt wiele. Autorka buduje napięcie stopniowo. Śledzimy postępy Katy w nauce opanowywania mocy, kibicujemy jej i Deamonowi, choć podskórnie podejrzewamy, że lada chwila zacznie się dziać coś poważniejszego. I faktycznie. Finałowe rozdziały dostarczają całą masę emocji i do samego końca trzymają w niepewności. A scena końcowa w bardzo okrutny sposób podsyca czytelniczy apetyt. 
Jak już mówiłam wcześniej, cykl znajdzie tyle samo miłośników co i krytyków. Dla mnie liczy się to, że jest zabawny, lekki i tak zajmuje moją uwagę w czasie czytania, że wszelkie inne czynności wykonuję pędem, byle tylko wrócić do książki. To chyba coś znaczy. Albo może jestem beznadziejną romantyczką. A jeśli nawet, co mi tam.

5 komentarzy:

  1. Aj, trochę mi zaspoilerowałaś pierwszy tom na samym początku, więc przeszłam do opinii. Cieszę się, że autorka stopniuje napięcie i że jest zabawnie :) I zazdroszczę, że już przeczytałaś oba tomy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie poznałam jeszcze pierwszej części, a u Ciebie tak zachęcająca recenzja drugiego tomu...

    OdpowiedzUsuń
  3. Na pewno po nią sięgnę, no bo kurde - nie mogę sobie odpuścić mojego romansu z Blackiem :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Wybacz, ale planuje juz niedlugo przeczytac pierwsza czesc wiec tylko po lebkach przeczytałam twoja recenzje zeby zbyt wiele się nie dowiedzieć.

    pokolenie-zaczytanyc.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie patrzę za dokładnie, gdyż lektura jeszcze przede mną - choć tom 1 troszkę mnie zawiódł, to widzę w tej opowieści potencjał i czekam aby się przekonać sama czy tam jest ;)

    OdpowiedzUsuń

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.