niedziela, 23 listopada 2014

Cassandra Clare: Mechaniczna księżniczka

Autor: Cassandra Clare
Tytuł: Mechaniczna księżniczka
Seria: Diabelskie maszyny, t.3.
Stron: 400
Wydawca: MAG



Niedawno zabrałam się za czytanie 6 i finałowej części serii Dary Anioła, Piekło niebiańskiego ognia. Doczytałam do pewnego momentu związanego z postacią Cichego Brata Zachariasza i doszłam do wniosku, że chyba jednak najpierw powinnam przeczytać Mechaniczną księżniczkę. Dwa pierwsze tomy serii, a i wcześniejsze Darów Anioła nie sugerowały czytelnikowi, że są aż tak mocno ze sobą związane. Dlatego czułam, że kolejność czytania powinna być właśnie taka. 
Finałowe wydarzenia części drugiej nie tylko zagęściły fabułę i uczyniły ją znacznie ciekawszą. Spowodowały także, że w londyńskim Instytucie zrobiło się tłoczno, jak nigdy jeszcze. 
A wiadomo, że gdy tłoczno, to i ciekawie. 
Już sam początek jest ciekawy, gdy cofamy się kilkanaście lat wstecz i jesteśmy świadkami rytuału przeprowadzanego przez Cichych Braci. Wszystko idzie źle, a tożsamości dziewczynki możemy się na razie tylko domyślać. 
Kolejne rozdziały rzucają nas na głęboką wodę, oto bowiem w drzwiach Instytutu pojawia się zdesperowany Gabriel Lightwood, prosząc o pomoc w sprawie ojca, który uległ strasznej przemianie. Bohaterowie udają się do rodowej posiadłości Lightwoodów, gdzie przyjdzie stoczyć im walkę balansującą na pograniczu horroru i groteski. To jednak dopiero zwiastun dalszych wydarzeń. 
Trzeci tom, moim zdaniem, jest najlepszym z całej trylogii i czyta się go jednym tchem. Cały czas coś się dzieje, mamy klika wątków miłosnych, a co najważniejsze tajemnica goni tajemnicę. Mechaniczna księżniczka  jest naprawdę dopracowana i widać, że autorka starała się wszystko tak opowiedzieć, żeby nie ominąć żadnego z bohaterów, a tym samym uczynić czytelnika zadowolonym. Moja czytelnicza satysfakcja jest bardzo podobna do tej, która mnie dopadła podczas lektury pierwszej części Darów Anioła.
Pełnię szczęścia Tessy i Jema, mąci pogarszający się stan zdrowia chłopaka. Jego bliscy, a najmocniej Will, nie poddają się jednak i z wielkim zaangażowaniem poszukują lekarstwa, bądź sposobu, który przedłużyłby mu życie. W poszukiwania angażują się także nowi mieszkańcy Instytutu czyli Gedeon (mrrrr!), jego brat Gabriel oraz niedawno przybyła do Londynu Cecily, siostra Willa.
Brak lekarstwa dla Jema jest ściśle powiązany z działaniami Mortmaina, który w ukryciu szykuje swoją armię maszyn, by z ich pomocą  zniszczyć Nocnych Łowców. By jego plan się udał, potrzebuje do tego Tessy, którą niebawem spróbuje porwać. 
Plus należy się autorce nie tylko za sam pomysł na postać Tessy, której tożsamości nie domyśliłam się aż do momentu, w którym ją wyjawiono, ale też za umiejętne przeprowadzenie wątku romansowego między Willem, Tessą i Jemem. Udało się uniknąć nie tylko płaczliwego wzdychania bohaterów, choć przyznam, że niektóre sceny były bardzo wzruszające. Udało się także tak cały romans poprowadzić, by nikt z naszej trójcy nie został pokrzywdzony, nikomu nie złamano serca i by każdy otrzymał swoją porcję (albo może czas) szczęścia. To jest naprawdę coś i co ważne, jest w tym świecie całkiem logiczne. Jak do tego doszło, nie zdradzę, ale bardzo mi się to podobało. 
W kilka zabawnych scen obfitowały także sceny z udziałem Gedeona i Sophie oraz Gabriela i Cecily, którym zawzięcie kibicowałam i muszę przyznać, że bez braci Lightwoodów cała historia byłaby o wiele uboższa. 
W tomie 3 życie w Instytucie aż kipi od wydarzeń. Od nowej strony poznamy nie tylko Sophie, Henry'ego i Charlotte. Obrazu dopełni także postać Magnusa Bane'a oraz powracająca z aresztu w Idrisie Jessie, dla której niestety autorka nie przewidziała szczęśliwego zakończenia. 
W między czasie, za pomocą prowadzonej przez starszych korespondencji możemy śledzić przetasowania w Clave, które szykuje dla Charlotte nową, nieoczekiwaną rolę. Dodam, że jak najbardziej zasłużoną. 
Poznajemy także wreszcie tajemnicę mechanicznego aniołka, stróża Tessy oraz zgłębiamy całą historię i związaną z nią motywację do działania Mortmaina. 
W scenach walki z armią Mortmaina widać pewne podobieństwa do rozprawy współczesnych Nocnych Łowców z armią demonów Valentine'a. Jednak ja, wolałabym to uznać, nie za powielenie motywów, ale bardziej za powtarzającą się historię lub pewną zasadę działania.W końcu wielkie anioły odgrywają w świecie Nocnych Łowców niepoślednią rolę.
Finałowa część trylogii jest naprawdę dopracowana, wszystko się wyjaśniło, jestem bardzo zadowolona i wreszcie z czystym sumieniem mogę się zabrać za czytanie ostatniej części Darów Anioła

Mechaniczny anioł | Mechaniczny książę | Mechaniczna księżniczka

7 komentarzy:

  1. Uwielbiam Diabelskie Maszyny! Co prawda zakończenie rozdarło mi serce, ale mimo wszystko byłam zachwycona :). Na szczęście w Mieście Niebiańskiego Ognia pojawiły się wątki z DM, więc ostatecznie jestem usatysfakcjonowana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie dlatego najpierw zdecydowałam się przeczytać ostatnią część DM, a dopiero potem zabiorę się za DA cz. 6. :)

      Usuń
  2. Uwielbiam całą serii, tak jak wszystkie inne książki autorki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Trochę się boję tego ostatniego tomu - co spotka moich ulubionych bohaterów... wciąż zwlekam z lekturą Mechanicznej Księżniczki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niepotrzebnie. Każdy dostał to, na co zasłużył, a niektórzy nawet więcej. :) Według mnie zakończenie jest naprawdę zadowalające. :)

      Usuń
  4. Ach! Kolejna seria do pokochania! :)

    naczytane.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  5. Diabelskie Maszyny to jedna z tych serii, na które nigdy nie będę za stara :D
    zrecenzowana.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.