niedziela, 4 stycznia 2015

Cassandra Clare: Miasto niebiańskiego ognia

Autor: Cassandra Clare
Tytuł: Miasto niebiańskiego ognia
Seria: Dary Anioła, t.6. 
Stron: 702
Wydawca: MAG





Finałowa część cyklu zawsze stanowi dla autora wielkie wyzwanie podyktowane oczekiwaniami czytelników i fanów. Jak zakończyć, by zadowolić wszystkich, a ostatnia część serii udźwignęła brzemię, jakim jest to ostateczne zakończenie? Nie każdy autor potrafi temu zadaniu sprostać, tym bardziej, że  obecnie cykle drastycznie się rozrastają. Skąd wiedzieć, kiedy skończyć, tak by historia bohaterów, których zdążyliśmy pokochać (bądź znienawidzić), nie pogubiła rąk, nóg, ani fabularnej spójności? Czy udało się to Cassandrze Clare? O tym poniżej. 
Zacznę od tego, że po przeczytaniu kilku pierwszych rozdziałów Miasta niebiańskiego ognia książkę odłożyłam, by najpierw przeczytać trzecią część trylogii Diabelskie maszyny Mechaniczną księżniczkę. Autorka w dość sprytny i zawikłany sposób (co tak w ogóle jest strasznie fajne) powiązała ze sobą losy niektórych bohaterów oraz wiele kwestii wyjaśniła. To dlatego dopiero po zakończeniu przygody z Mechaniczną księżniczką wróciłam do czytania  Miasta niebiańskiego ognia. 
Szósta część Darów Anioła zaczyna się, podobnie jak jej poprzedniczki, tam gdzie zakończyła się część piąta. 
Świat Nocnych Łowców i to wszystko co tak pieczołowicie budowali przez setki lat; społeczność, zwyczaje, tradycja, styl bycia i życia, teraz staje na skraju zagłady. Sebastian Morgerstern wrócił i za pomocą demonicznego kielicha tworzy swoją armię demonów i potępieńców. Młodzieniec nie przebiera w środkach, wierząc, że każdy doprowadzi go do celu, który sobie wyznaczył; stworzy własne królestwo i będzie nim rządził ... z Clary u boku. 
Jak to zwykle w takich przypadkach bywa Clave niechętnie myśli o podejmowaniu jakichkolwiek działań; tak naprawdę starsi wolą się ociągać i zasłaniać koniecznością poszukiwania antidotum na diabelską przemianę niż podjąć zdecydowane działania. 
Dlatego, gdy w dramatycznych okolicznościach porwani zostają Jocelyn, Luke, Magnus Bane oraz Raphael, a królowa faerii ani myśli pomóc, na ratunek ukochanym ruszają młodzi Nocni Łowcy wspierani przez wampira Simona. Ponieważ Sebastian ukrył się nie byle gdzie, a w samym piekle, podróż ta będzie dla Clary, Jace'a, Aleca, Isabelle oraz Simona, czasem osobistych rozrachunków, ważnych decyzji oraz wyborów.
Jace, w którego żyłach płonie niebiański ogień, będzie musiał się zmierzyć z tkwiącą w nim mocą oraz raz na zawsze ustalić sam ze sobą, kim jest: Morgersternem, Herondalem czy Lightwoodem, a także jaka jest jego rola w tej całej wojnie. 
Clary w zasadzie niewiele się zmienia. O ile na początku była zdecydowaną, trochę pyskatą śmiertelniczką, o tyle potem coraz trudniej było jej nie postrzegać wyłącznie przez pryzmat Jace'a, z którym obojętnie co by się nie działo, Clary wiązała wszystkie swoje decyzje. Z jednej strony to było piękne, bo walczyła o niego i kochała go, ale z drugiej trochę mi w tej postaci czegoś brakowało. 
Rodzeństwo Lightwoodów będzie się mierzyć ze swoimi uczuciami do czarownika (Alec) i wampira (Isabelle) i być może wreszcie zrozumieją, że okazanie komuś uczucia czy wyznanie miłości, nie jest słabością, a wręcz przeciwnie. 
Najciekawszy, jak dla mnie, znowu był Simon. Przypadkiem przemieniony w wampira przyjaciel głównej bohaterki, okazał się postacią z potencjałem i plus należy się autorce za wykorzystanie tego potencjału. Simon okazał się nieodzowny dla Nocnych Łowców, czasami miałam wrażenie, że bez niego wręcz nie daliby sobie rady. Samo zakończenie, które Simon otrzymał, jest może i dobre naszym ludzkim rozumieniu, ale nie wiem, czy nie ambitniej byłoby, gdyby zostawić go taki, jakim był. To raczej jest kwestia dyskusyjna.
Jeśli idzie o fabułę, to odniosłam wrażenie, że niektórych rozdziałów mogłoby nie być, a historia nic by na tym nie straciła. Finałowe starcie z Sebastianem jest odwlekane do granic cierpliwości, a gdy już do niego dochodzi, odbywa się dość nieudolnie, zaś sama nagła (zbyt nagła) przemiana Sebastiana nie jest przekonująca. Wolę, gdy czarny charakter pozostaje czarny i jest stały w tym swoim oddaniu złu, a nie nagle pod wpływem nie wiadomo czego zaczyna prosić o wybaczenie. 
W początkowych rozdziałach ginie kilku drugoplanowych bohaterów i to było ciekawe, potem jednak autorka chyba zarzuciła pomysł zabijania bohaterów i w zasadzie mało kto ucierpiał, a już na pewno nie ktoś, kogo należałoby żałować. 
Całość czyta się dość dobrze, ale nie jest to to tempo i polot, które garściami dostawaliśmy w tomach 1-3. 
Z czytanych w Sieci opinii wiem, że wielu czytelnikom książka się podobała. Mnie osobiście jednak zabrakło tego czegoś. Z jednej strony wszystko tak wygładzono, że nie zostało już miejsca na żadne domysły, a z drugiej tak wiele wyjaśniono w tomie piątym, że w sumie mało co już mogło mnie zaskoczyć. 
Najważniejsze jednak, że przygoda z Nocnymi Łowcami pomyślnie dobiegła końca, a cały cykl śmiało mogę nie tylko polecać nastoletnim czytelniczkom, ale i tym nieco starszym. 
Cykl Dary Anioła 
|Miasto Niebiańskiego Ognia |


8 komentarzy:

  1. Nie mam czasu, by zaczynać kolejny cykl, więc nie będę sięgała po ten. A pozatym, bardzo dobra recenzja, świetnie się czyta! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Skończyłam na czwartym tomie, ale odświeżam sobie tę serię i znów będę czytać trzeci. Chociaż seria podoba mi się już nieco mniej niż jak czytałam ją po raz pierwszy w gimnazjum, to naprawdę nie mogę się doczekać zakończenia "Darów Anioła".

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam każdą książkę Cassandry Clare, po prostu mam słabość do Nocnych Łowców ;) Jednak według mnie Diabelskie Maszyny są znacznie lepsze :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja ciągle utknięta na "Mieście kości". Ciągle sobie obiecuję, że ruszę z serią, która zachwyca tak wiele osób, ale ciągle nie mogę się zebrać.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam zaraz po premierze, ale kupiłam z amerykańską okładką - za nic nie zdecydowałabym się na tą, którą masz zamieszczoną obok recenzji ;) Dla mnie także tomy 1-3 (ta pierwotna w zamyśle trylogia) mają lepszą akcję niż te dodane (4-6), ale przygody z Nocnymi Łowcami jeszcze wcale nie koniec ;) Szykuję się jeszcze aż dwie serie: jedna między Diabelskimi Machinami a Darami Anioła, a kolejna jako dalsze wydarzenia po tomie 6 :D Ta właśnie seria to The Dark Artifices, a tom 1 (Lady Midnight) opowie o losach Emmy Carstairs i Julian Blackthorna - których poznaliśmy w tym tomie. Nie mogę się doczekać Los Angeles i tamtego instytutu - choć troszkę opisu było już tutaj w tomie 6 :D Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Zatrzymałam się na piątym tomie i to mi na razie wystarczy ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ta seria chodzi za mną już od dłuższego czasu...A jednak ilość tomów troszkę mnie przeraża.

    OdpowiedzUsuń
  8. Kocham Dary Anioła, ale rzeczywiście samo zakończenie tego tomu jest ciut pozbawione ikry. Liczyłam na coś bardziej spektakularnego :P

    OdpowiedzUsuń

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.