niedziela, 15 lutego 2015

Kai Meyer: Przebudzenie Arkadii

Autor: Kai Meyer
Tytuł: Przebudzenie Arkadii
Trylogia Arkadyjska
Stron: 448
Wydawca: Media Rodzina







Na przygodę z mityczną Arkadią odmalowaną na kartach książki przez Kai Mayera, od dawna miałam ochotę. Fascynowały mnie nie tylko oszczędne ilustracje okładkowe, ale też kilka drobiazgów z opisów treści.
Połączenie nawiązań do mitu arkadyjskiego z sycylijską mafią wydawało mi się pomysłem - strzałem w dziesiątkę. Jednak już początkowe rozdziały pierwszej części oraz powolna narracja trochę mój zapał ostudziły. Co z tego wynikło? O tym poniżej.
17-letnia Rosa przyjeżdża z Nowego Jorku na Sycylię, gdzie mieszkają jej siostra i ciotka. Ciotka jest głową rodziny Alcantara i ma mafijne powiązania, zresztą już sama Sycylia powinna dać czytelnikowi pewne wskazówki. Jeszcze w samolocie Rosa przypadkowo poznaje Alessandra, który, podobnie jak ona, skrywa własne tajemnice. 
Po przyjeździe Rosa spotyka ciotkę i ma szansę na odnowienie więzi z siostrą, której nie widziała przez dwa lata. Rodzinny dom i otoczenie wydają się Rosie dziwne i jakby na wymarciu. Każdy, kogo tu spotka ma swoje sekrety, nad rodziną ciąży wizja upadku, a inne rodziny tylko na to czekają. 
Rosa podskórnie przeczuwa co się dzieje, ale bardzo długo nie chce tej myśli do siebie dopuścić. 
Główna bohaterka, mimo młodego wieku, jest już osobą po przejściach. Nie zdradzę tutaj jej przeżyć, ale przyznam, że była to jedna z nielicznych rzeczy, która mnie w tej książce zaskoczyła.  Rosa jednak nie wzbudziła mojej sympatii; nie jest niesympatyczna, ale tak do końca lubić się nie daje. Bohaterka miota się, przeczuwa, że z nią samą także coś się dzieje, ale zupełnie nie chce przyjąć tego do wiadomości. 
Podobnie jest z wątkiem miłosnym. Wiadomo, że między Rosą i Alessandro ma się ten wątek rozegrać, ale nie czuć tu ani chemii, ani przyciągania. Mówi się o uczuciach, ale bohaterowie ani ich nie okazują, ani tego po nich nie widać. 
Pewien potencjał ma w sobie rodowa tajemnica, która sugeruje, że rodziny Alcantarów i Carnevarów łączyło w przeszłości więcej niż niektórzy chcieliby dziś przyznać. Obawiam się jednak, że jeśli autor za długo będzie jej odkrycie przeciągał w czasie, to i ona starci na atrakcyjności.
Kardynalny błąd popełnił także autor w samym finale, kiedy to bohaterka stoczyła swoją pierwszą poważną walkę w odmiennej postaci. Niemal cała książka została oparta na narracji pierwszoosobowej, a tu na ten jeden moment zmienia się w trzecioosobową. Jako czytelnik poczułam się zdradzona. Pozbawienie mnie opisu uczuć Rosy, gdy walczyła i się zmieniała, było okrutne. To właśnie przez to cały finał stracił swoją moc.
To dlatego lektura Przebudzenia Arkadii nie była do końca tym czego oczekiwałam.
Finał części pierwszej sugeruje, że Rosa i Alessandro staną na czele swoich rodzin. Jak dalej potoczą się ich losy i czy odkryją tajemnicę z dna morza? 
Z wiarą, że będzie lepiej sięgam po tom drugi.

3 komentarze:

  1. Chętnie bym przeczytała! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wizualnie cudowna, wewnętrznie już niekoniecznie, ale jednak dam jej szansę ;)

    OdpowiedzUsuń

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.