czwartek, 23 kwietnia 2015

John Grogan: Marley i ja

Autor: John Grogan
Tytuł: Marley i ja
Stron: 344
Wydawca: Wydawnictwo Pierwsze







Ponad trzy lata temu zaczęliśmy się zastanawiać nad wzięciem szczeniaka. Kluczowym było to, aby był łagodny i do kochania. Wybór padł na labradora i choć wtedy mało wiedzieliśmy na temat psów tej rasy, dziś z pełnym przekonaniem mogę rzec, że był to najlepszy wybór, jakiego mogliśmy dokonać.
Zanim Rufi trafił do nowego domu, przypadkiem obejrzałam film Marley i ja i przyznam, że trochę się wtedy przestraszyłam. Labrador niszczyciel, pomyślałam, że oby nam się taki nie trafił. Na szczęście nie było tak źle. 
Ostatnio przypadkiem w moje ręce trafiła książka, na podstawie której powstał film i z chęcią ją przeczytałam. 
Książka nie jest poradnikiem, ani wynurzeniami kogoś, kto na podstawie wychowania jednego psa, uważa się za mistrza i osobę kompetentną w dziedzinie kynologii. Nie, to nie to. 
Jest to raczej coś na kształt kroniki rodzinnej, w której dużo miejsca poświęcono biszkoptowemu labradorowi  o imieniu Marley. 
Wszystko zaczyna się w momencie, gdy młode małżeństwo John i Jenny Groganowie postanawia wziąć szczeniaka. Ma to być takie ich przygotowanie do posiadania i opieki nad dziećmi, które w przyszłości przecież będą mieli. Wybierają żółtego szczeniaka, który co prawda jest słodki, ale bardzo ruchliwy i krnąbrny. I tak to się zaczyna. Mijają miesiące i lata. Groganom rodzą się dzieci, najpierw dwa synowie, potem córka. Zmieniają pracę, przeprowadzają się, zmienia się ich tryb życia, priorytety, poglądy. A Marley zawsze jest z nimi. 
John Grogan z przesympatyczną swadą opowiada o wpływie Marleya na ich życie rodzinne, dotykając tematów, z którymi z pewnością zetknął się każdy właściciel psa tej rasy. W kolejnych rozdziałach zaśmiewałam się do łez, czytając o wyrzuceniu ze szkoły manier, robieniu kupy do oceanu, pożeraniu wszystkiego, co wygląda na jadalne i niszczeniu wszystkiego, nawet tego, co wygląda na niezniszczalne. 
Groganom trafił się naprawdę wyjątkowy pies, pod względem wad, które przecież posiada każdy pies. Marley panicznie boi się burzy, zniszczy nawet najtrwalszą klatkę,  zje cenny złoty łańcuszek, na smyczy zawsze będzie się ciągnął charcząc i dusząc się, narobi bałaganu za całe stado psów. 
Jednocześnie nie przestanie być energiczny, kochający, wesoły i lojalny wobec właścicieli. Będzie zwyczajnie sobą. Marley to niezwykły pies, ale myślę, że równie niezwykłych miał właścicieli. Podejrzewam, że nie każdy byłby w stanie znieść zniszczenia, bałagan i utrudnienia, jakie niosło za sobą wychowanie tak dużego i niesubordynowanego psa. W czasach, gdy tak łatwo ludzie pozbywają się pupili, bez żalu i najdrobniejszej empatii, Groganom naprawdę należy się duży szacunek. Do serca przypadło mi zwłaszcza stwierdzenie, że cokolwiek zrobi w domu pies; coś zniszczy, pogryzie, rozwali, nie robi tego złośliwie czy na przekór swojemu państwu. Robi tak, bo już taki jest, bo ma taki charakter, a przede wszystkim dlatego, że postrzega świat zupełnie inaczej niż my ludzie. Dlatego nie należy go oceniać i karać z naszej ludzkiej perspektywy.
Książka z pewnością spodoba się wszystkim, którzy mają labradory, a wiem, że jest to całkiem liczna grupa. Czytanie o czymś, czego samemu się doświadcza, daje człowiekowi dziwne poczucie więzi i świadomość, że inni też tak mają. 
Szaleńczy taniec przed zrobieniem kupy, ciągły głód i żebranie przy jedzeniu, zjadanie rzeczy, co najmniej obrzydliwych, wybiórcza głuchota, gdy mu wygodnie, niespożyta energia, potrzeba bliskości i czułości, nawet kosztem zgniecenia pani/pana, ogromna troskliwość i radar na nastrój właściciela. Oto labs w całej swej okazałości. 
Polecam! Fajna lektura na każdą chwilę. 

Rufi :)

5 komentarzy:

  1. Uwielbiam tą pozycje,dzięki niej mój psiak wabi się Marley ;)
    Czasem się zastanawiam czy to, że zyskał to imię jest powodem, że ma ADHD czy po prostu czułam, że będzie miał tyle energii ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Książki nie miałam okazji czytać (mam zamiar to nadrobić). Jednak ostatnio oglądałam film razem z córeczką, która była nim zachwycona :) Na sam koniec obie się popłakałyśmy - ja tym bardziej, że sama mam podobne wspomnienia jeżeli chodzi o podjęcie tej trudnej decyzji :(

    OdpowiedzUsuń
  3. "Marley i ja" czy to książka, czy film - UWIELBIAM! Ale jeśli chodzi o film, to wyłączam go na długo przed końcem, bo po prostu jest dla mnie za smutny. Zakończenie widziałam może 3-4 razy i za każdym razem płakałam. Książka też mnie wzruszyła ale nie aż tak...
    Sama też mam labka -biszkoptowego i wabi się Grey (od Gandalf the Grey, a nie 50 twarzy, z resztą nazywał się tak zanim jeszcze stało się to modne :D). Grey jest bardzo grzecznym psem w domu, jednak na dworze nonstop coś broi... zjada jakieś śmieci, albo się w nich tarza :P i potem męczymy się z objawami alergii (na kurczaka)... Twój Rufi wygląda przeuroczo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. https://instagram.com/p/sH0SNsN0FL/?taken-by=zuz__ - to Grey :)

      Usuń
  4. Mam 5miesięcznego laba i nie dawno wypożyczyłam z biblioteki właśnie tę książkę ale jakoś tak co po chwili miałam coś lepszego do czytania. Teraz wiem, że muszę ją przeczytać natychmiast:D
    Film był swietny dopiero właściciel Laba zrozumie ;)

    OdpowiedzUsuń

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.