wtorek, 2 czerwca 2015

Stephen King: Pan Mercedes

Autor: Stephen King
Tytuł: Pan Mercedes
Stron: 573
Wydawca: ALBATROS








Odejście na emeryturę jest dla każdego pracownika jak przysłowiowy gwóźdź do trumny. I to ten ostatni. Mimo że człowiek odchodzi w blasku chwały i pozostają mu pewne kontakty, to już zawsze będzie tylko emerytowany. Dla jednych będzie żałosny, dla innych niezdrowo wścibski, dla jeszcze innych zupełnie bez znaczenia. Jednym słowem będzie zupełnie poza obiegiem i jedyne co mu pozostanie to długie spacery, jeszcze dłuższe samotne dni i tycie spowodowane brakiem ruchu i niezdrowym jedzeniem. 
Bill Hodges przekonuje się o tym bardzo boleśnie. Bycie na emeryturze, dla człowieka czynu i pracy, jest zwyczajnym, powolnym samobójstwem. Jeśli w dodatku jest się samotnym i rozwiedzionym, jest jeszcze gorzej. Człowiekowi nie pozostaje nic innego, jak piwo, kawa, pączki i ogłupiające programy w kablówce. Jest to okropne, przygnębiające i uwsteczniające. I tak już byłoby każdego dnia, do śmierci bohatera, być może nawet samobójczej, gdyby nie pewien list.

Rok temu na Targach Pracy jakiś szaleniec w błękitnym mercedesie wjechał w tłum ludzi zabijając ponad 20 osób. Sprawcy masakry nie złapano, bo sprytnie zatarł po sobie wszystkie ślady. Była to jedyna w karierze Hodgesa, nie rozwiązana sprawa. Z braku poszlak i jakichkolwiek śladów, zwyczajnie utknęła ona w martwym punkcie. 
Teraz, po roku od tamtych wydarzeń Hodges otrzymuje list od zabójcy z mercedesa. Szaleniec bardzo dobrze zna naszego bohatera i w zasadzie list ma jeden cel: zdołowanie eks policjanta na tyle, by targnął się na swoje życie. Jednak arogancki i pełen przechwałek ton listu odnosi skutek wręcz przeciwny: Bill nagle dostaje energii do działania i czuje, że mimo iż jest już emerytowany, to może właśnie dostał od losu szansę na dokończenie sprawy, która mogła być ukoronowaniem jego policyjnej kariery. 
Tym, co od pierwszej chwili spodobało mi się w bohaterze, był rozsądek i powolność w działaniu. Hodges niczego nie robił pod wpływem emocji ani gniewu. Wolał odczekać, przespać się z tym, a potem dopiero zadziałać.
Ciekawie skonstruowany jest także sam tytułowy szaleniec, którego tożsamość znamy niemal od początku. W tej książce nie chodzi bowiem o odkrycie kto zabił, ale o złapanie i ukaranie zabójcy, który tak delektuje się własnym ego i wyczynianymi krzywdami, że nawet nie dostrzega popełnianych przez siebie kardynalnych błędów.
Brady Hartsfield to osobowość psychopatyczna, to ktoś tak typowy, że gdy szukamy podejrzanych, na niego nigdy w pierwszej kolejności nie zwrócilibyśmy uwagi. Wielką gratką dla mnie, jako czytelnika, było odkrywanie kolejnych pokładów jego zepsucia, którego źródeł można doszukiwać się we wczesnym dzieciństwie. Więcej nie powiem, bo musiałabym za dużo zdradzić, powiem tylko, że kolejne działania Brady'ego mimo że straszne i świadczące tylko o jego niezrównoważeniu, często mnie śmieszyły, bo wyglądało to tak, jakby jakieś licho sprzysięgło się przeciw niemu i zupełnie na opak sterowało jego poczynaniami. 

Pan Mercedes to swoisty pojedynek między dobrem a złem i właściwie do samego końca trudno przewidzieć jaki będzie wynik tego pojedynku. Wprawdzie u Kinga, zazwyczaj, podkreślam, zazwyczaj wygrywa dobro, ale często musi to okupić licznymi ofiarami i bliskie jest bardziej pyrrusowemu niż takiemu prawdziwemu.
Pojedynek, zarówno dla Hodgesa, jak i dla Hartsfielda, będzie życiowym zakrętem i obaj wiedzą, że od tej decydującej chwili już nic nie będzie takie samo. 
Fabuła rozwija się powoli i niespiesznie. Poznajemy szczegóły śledztwa prowadzonego przed rokiem przez Hodgesa i jego partnera, zgłębiamy tajniki działania Brady'ego, który, nie ma co ukrywać, ma bardzo skomplikowane życie i podejście do niego. 
Świetnym dopełnieniem całości jest zwłaszcza postać Jerome'a, sąsiada i przyjaciela Hodgesa, który nie tylko służy mu radą odnośnie komputerów, ale też jest niesamowicie inteligentny i dowcipny. 

Początkowo miałam co do tej książki pewne obawy i chyba właśnie dlatego czekała ona na regale blisko rok. Z Kingiem jest tak, że trudno przewidzieć, co tym razem zaserwuje. Jako zagorzały miłośnik prozy Kinga zniosę, wybaczę i przyjmę wszystko, ale rzecz jasna wolę, gdy mnie zachwyca i porywa niż gdy muszę go we własnym wnętrzu rozgrzeszać i tłumaczyć. 
Pan Mercedes podobał mi się głównie dlatego, że mnie zaciekawił i to już od samego początku. Z ogromnym zaangażowaniem kibicowałam poczynaniom Hodgesa i drżałam, aby plany Brady'ego nie wypaliły. Miło też po raz kolejny przekonać się, że z upływem lat King nadal trzyma poziom i tak buduje swoje historie, że czytelnik wychodzi z tej literackiej podróży usatysfakcjonowany. Interesują losy bohaterów, wciąga fabuła, pewne spostrzeżenia dają do myślenia. Jestem naprawdę zadowolona i już odliczam dni do premiery Znalezione nie kradzione
Polecam.

6 komentarzy:

  1. Jestem na tak! Widziałam tę książkę chyba u siebie w bibliotece i muszę pójść się za nią rozejrzeć i to jak najszybciej!

    OdpowiedzUsuń
  2. Fakt - mam problem z Kingiem (jakąś niewytłumaczalną blokadę), ale z tą pozycją chętnie bym spróbowała go rozwiązać! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeszcze nie miałam okazji zapoznać się z twórczością Kinga, aczkolwiek mam nadzieję to z czasem zmienić! Być wierną czytelniczką, a nie znać jego twórczości, to jakiś szok! Mam nadzieję, że jednak szybko pozwolę sobie na przeczytanie prozy tego autora, zwłaszcza, że zaciekawiłaś mnie tą jego konkretną pozycją! ;]
    Pozdrawiam Serdecznie,
    Natalia Zdziebłowska

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie zdałam sobie sprawę, jak niewiele nowych powieści Kinga znam. To znaczy oczywiście kojarzę tytuły, jednak wolę nadrabiać te wcześniejsze...

    OdpowiedzUsuń
  5. Muszę w końcu przeczytać jakąś książkę tego autora... Jednak zacznę od książek, które już czekają na półce :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kinga sobie powolutku poznaje i często mnie zaskakuje. "Pan Mercedes" czeka sobie u mnie na półce już dosyć długo, ale co się odwlecze... Z tego co piszesz wnioskuje, że powinna mi się ta odsłona Kinga spodobać.:)

    OdpowiedzUsuń

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.