piątek, 31 lipca 2015

Jennifer L. Armentrout: Origin

Autor: Jennifer L. Armentrout
Tytuł: Origin
Seria: Lux t. 4
Stron: 464
Wydawca: FILIA




Są takie serie książkowe, które się lubi, albo nie. Jeśli się je polubi, to czyta się je jednym tchem z wypiekami na policzkach i choćby obok się waliło i paliło, nic nie jest w stanie odciągnąć człowieka od książki. Tak jest w przypadku serii Lux, którą darzę ogromnym sentymentem, nie tylko dlatego, że jest zabawna, ciekawa i dobrze poprowadzona fabularnie, ale też dlatego, że ma wiele punktów wspólnych z serialem Roswell: W kręgu tajemnic o tej samej tematyce. 
Na kolejne tomy Lux czekam z utęsknieniem, a gdy już się pojawiają pożeram je, niczym dziecko najlepszy deser. Gdy pojawiła się część 4, moja ciekawość była tym większa, że część trzecia naprawdę zostawiła czytelnika z ogromnym niedosytem. To prawdziwe (ale i genialne) autorskie okrucieństwo, by zostawić pożeraczy tej historii w tak dramatycznym momencie, gdy pytań i wątpliwości jest więcej niż odpowiedzi.

Niebezpieczna wyprawa do rządowego ośrodka w Mount Weather okazała się katastrofalna w skutkach. Blake po raz kolejny zdradził bohaterów, kierując się osobistymi pobudkami. Odzyskano co prawda Beth, ale tym samym uwięziona została Katy. Trzecia część zakończyła się zatem bardzo nieciekawie i jeśli wziąć pod uwagę budowę ośrodka oraz wykorzystanie minerałów, by kontrolować kosmitów i ludzkie hybrydy, od razu widać, że ewentualna akcja odbicia Katy nie będzie łatwa, o ile w ogóle będzie możliwa. 
Zastanawiałam się także, jakie pomysły tym razem autorka wcieli w fabułę i muszę przyznać, że znowu zdołała mnie mile zaskoczyć, a niekiedy, jako beznadziejną fankę natychmiastowych happy endów, zirytować. Ale to oczywiście bardzo dobrze. 

Tym razem z racji rozdzielenia bohaterów dostajemy podwójną narrację. O wydarzeniach opowiada nie tylko Katy, ale i Deamon. Wreszcie możemy się dowiedzieć, co się kryje w głowie tego irytującego, bezczelnie przystojnego i niesamowicie magnetycznego kosmity, choć nie łudźmy się, wcale nie chodziło o to, byśmy go lepiej poznali, ale o to, by świat przedstawiony nie wypadł jednostronnie. Jakby to wyglądało, gdybyśmy poznawali fabułę, tylko z perspektywy więzionej z ośrodku Katy. 

Katy budzi się w osławionej Strefie 51 w Nevadzie. Dziewczyna jest załamana i przerażona i trudno się jej dziwić. Znajduje się z dala od ukochanego, przyjaciół i mamy, a rządowi agenci wcale nie mają wobec niej dobrych zamiarów. Wiadomo już, że nie każda ludzka hybryda dobrze znosi mutację. Katy jest więc dla badaczy idealnym okazem, egzemplarzem pokazowym. 
Dzielna blogerka nie byłaby jednak sobą, gdyby się nie zawzięła i nie postanowiła przetrwać. Nie będzie to jednak łatwe. Nie zostaje poddana typowemu procesowi prania mózgu, ale fakty, które tak chętnie podają jej na tacy agenci, są dla niej zaskakujące. Okazuje się, że jest jeszcze trzecia strona tej całej historii. Wojna Luxenów z Arum to jedno, ich przybycie na Ziemię, to drugie, a cel, z którym przybyli to trzecie. Katy jest tym zaszokowana i już sama nie wie, w co wierzyć. Kto mówi prawdę, a kto kłamie? Rzeczy, które będzie dane Katy zobaczyć w tajnych laboratoriach, zmienią wszystko. 

Tymczasem Deamon zrywa z zasadami narzuconymi przez starszych i rusza Katy na odsiecz. Rozdziały prowadzone z jego perspektywy ujawniają nie tylko głębię jego uczuć do Katy, ale też rozmiar poświęcenia, które jest gotów ponieść, byle tylko ją uratować. 
Pobyt obojga w ośrodku i eksperymenty, którym są poddawani uświadamiają nam także, co musieli znosić Dawson i Beth, bo w sumie jest to identyczna sytuacja. Wykorzystywanie więzi, jaka łączy dwoje ludzi, dla dobra nauki, czy ludzkości, a  co za tym idzie tworzenie zupełnie nowych rzeczy (nie napiszę jakich, by nie zdradzać za dużo), stawia pod znakiem zapytania intencje rządu. A z drugiej strony, co jeśli podejrzenia agentów są słuszne i zagrożenie, o którym mówią jest całkiem realne? 

Przyznam, że początkowo była nastawiona sceptycznie do niektórych pomysłów autorki. Z czasem jednak bardzo się wciągnęłam i resztę powieści pochłonęłam w jedno popołudnie. 
Katy i Deamon po raz kolejny wchodzą na nowy poziom związku, podejmując decyzje, które zmienią ich życie. Znowu jest zabawnie i pikantnie. I bez niepotrzebnego wzdychania, bo to jakoś trudno mi znieść, a książkowe bohaterki jakoś nie umieją się tego wyzbyć w starciu z charyzmą tego jedynego. Może to ta wewnętrzna bogini tak się musi ujawniać :p. W każdym razie tego tutaj nie ma, a relacja Deamona i Katy jest budowana na kontrastach i wzajemnym docieraniu się.
Autorka wprowadza także nową postać Archera, który może bardzo bohaterom pomóc. Zupełnie niespodziewanie okazuje się też, że zdrajca jest bardzo blisko i z zaskoczeniem dowiedziałam się, kim jest. Tego bohatera w ogóle bym nie podejrzewała. 
Dostajemy także  niebezpiecznych i fioletowookich Originów, którzy początkowo mi się w ogóle nie podobali, ale teraz, jak o nich myślę, to widzę w tym pewien sens. Jestem ciekawa, czy moja teoria się sprawdzi.

Finał znowu jest dramatyczny i mam nadzieję, że zgodnie z obietnicą zawartą między wersami, w części piątej będzie się działo.
Krótko mówiąc jestem zachwycona i naprawdę nie wiem, jak jak wytrzymam do czasu pojawienia się części piątej. Teraz to moja wewnętrzna bogini czytelnicza będzie wzdychać i zalewać się łzami tęsknoty za nowymi wrażeniami z Luxenami w roli głównej. 

Polecam! Super miodzio!


Seria Lux 
Obsydian | Onyx | Opal | Origin| Opposition

5 komentarzy:

  1. Słyszałam o tej serii, zbiera i pochlebne i negatywne opinie, ja sama jeszcze po nią nie sięgnęłam, na razie nie szukam historii z romansem w tle, raczej mam ochotę na historię zupełnie pozbawioną miłości :) Ale jak już mi przyjdzie chęć, to pewnie się z tymi książkami zapoznam, skoro tak wciągają.

    http://leonzabookowiec.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie mogę się już doczekać, aż Origin trafi do biblioteki, ale na to poczekam jeszcze... trochę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Również niecierpliwie wyczekuję kolejnej części - zakończenie "paskudne"!

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam całą serię! Uzależniłam się od niej! Zakończenie tak wyprowadziło mnie z równowagi, że zaczęłam czytać piąty tom po angielsku. Nie mogę czekać na wydanie polskie! Muszę dowiedzieć się jak to wszystko się skończy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak ja ci zazdroszczę !! Seria Lux wymiata ;)
    Muszę zabrać się za 3 tom, mam nadzieję że będzie równie zadowalający jak drugi ;)
    I nie mogę się doczekać aż Origin wpadnie w moje ręce ;)

    zapraszam http://secondlife-books.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.