czwartek, 16 lipca 2015

K. Bromberg: Namiętność silniejsza niż ból

Autor: K. Bromberg
Tytuł: Namiętność silniejsza niż ból
Cykl: Driven, t.1
Stron: 376
Wydawca: Helion




Niesamowite, jak jednostkowy twór kultury masowej, może w pewnym momencie stać się początkiem trendu. Chwytliwy, atrakcyjnie przedstawiony motyw może spowodować, że na tej samej fali powstanie wiele innych podobnych lub inspirujących się pierwowzorem utworów. W bardzo krótkim czasie rynek zostanie nimi wręcz zalany i w tym natłoku trudno będzie znaleźć coś, co jest zwyczajnie fajne, przyjemne w odbiorze i nie idzie tą samą drogą, co reszta.
Nie wiem, czy to z tego powodu że czytelnicy są mało wymagający, albo tworzący pisarze tak o nich myślą, ale większość tego co ostatnio proponuje nam literatura romansowa dla dorosłych, opiera się głównie po pierwsze na dominacji seksualnej, a po drugie na zasadzie, że im bardziej wyuzdane sceny seksu, tym lepiej. Szybko dochodzi do pewnego odwrócenia wartości i to co do tej pory było przeciwieństwem związku opartego na miłości i zaufaniu, bo bazującego głównie na toksycznym kontrolowaniu drugiej osoby (głównie kobiety), staje się obiektem marzeń i pragnień bohaterek. Inaczej mówiąc, im bardziej zwichrowany bohater męski, im bardziej uległa i naiwna bohaterka kobieca, tym lepiej dla całej historii. Przyszło mi do głowy, że takie historie powinny się podobać głównie mężczyznom, bo co może być przyjemnego dla czytelniczek płci żeńskiej w poznawaniu historii o tym, jak bohaterka znosi kolejne upokorzenia, robi rzeczy, na które wcześniej by się nigdy nie zdobyła, i połykając gorzkie łzy, wybacza raz za razem. A wszystko niby dlatego, że kocha i świecie wierzy, że on przecież z gruntu rzeczy jest dobry, a traktuje ją jak najgorszą, bo musi i nie umie inaczej. Ten trend w romansowych historiach zapoczątkowała rzecz jasna trylogia o Szarym, a potem to, jak już wszyscy wiemy, potoczyło się lawinowo.
W centrum moich czytelniczych zainteresowań znajduje się głównie fantastyka, ale jak każda kobieta, zwłaszcza w urlopowy czas, lubię czasem przeczytać jakiś romans. Po pierwszy tom trylogii Driven sięgnęłam pod wpływem wielu pochwał, które pod adresem serii kierowała Wiola z bloga Subiektywnie o książkach. Pomyślałam, a co mi tam, zobaczę i oto jestem już po pierwszym tomie. 

Spokojna i raczej uporządkowana życiowo Rylee ma pracę, którą lubi i dzięki której czuje się potrzebna, przyjaciół, na których wsparcie może liczyć i w zasadzie niczego więcej od życia nie oczekuje. Swoją miłość, jak się jej wydaje, już przeżyła i bezpowrotnie straciła, dlatego nie szuka ani chłopaka, ani nowych, przelotnych znajomości. Dlatego kiedy zupełnie nieoczekiwanie zatrzaskuje się w małej komórce i niemal umiera na atak klaustrofobii, nagły ratunek ze strony aroganckiego nieznajomego, który najpierw ją obraża, a potem namiętnie całuje, przewraca cały jej uporządkowany świat do góry nogami. Od tej pory już nic nie będzie takie jak dotąd.
W ten sposób zaczyna się płomienna, pełna pikanterii znajomość Rylee z Coltonem Donovanem. Ona jest tą dobrą, choć, gdy trzeba pyskatą i stanowczą, z oddaniem zajmuje się porzuconymi dziećmi, pełniąc w Domu rolę opiekunki i nauczycielki.  On to typowy bad boy skrywający w duszy bolesne rany zadane mu w dzieciństwie. Jak sam o sobie mówi, niszczy ludzi, a zwłaszcza kobiety, w związki nie wierzy,  a wyżywa się w sypialni lub na torze wyścigowym. Zauroczona Rylee angażuje się w znajomość z Donovanem, choć wie, że przyszłości to nie ma i z pewnością nie skończy się ślubem i domkiem z ogrodem. Przyciąganie jest jednak tak silne, że bohaterowie nie potrafią się sobie oprzeć.
Tym co mi się podobało w budowie fabuły, było po pierwsze to, że bohaterowie nie wzięli się znikąd. Zanim się poznali mieli inne życie, doświadczenia, często bolesne, które teraz odciskają na nich piętno. 
Druga sprawa jest taka, że z chwilą, gdy się poznają i zaczynają spotykać, nie zamiera ich życie prywatne ani towarzyskie i tutaj mam na myśli głównie Rylee, bo to z jej perspektywy śledzimy bieg akcji. Bohaterka nadal chodzi do pracy, zajmuje się zagubionymi chłopcami, pielęgnuje przyjaźń z Haddie. Jej życie nie zatrzymało się, ani nie zogniskowało jedynie na Coltonie. Próby zachowania przez  Rylee odrębności oraz własnych zasad są naprawdę godne podziwu. 
Po trzecie relacja między dwojgiem bohaterów nie ogranicza się tylko do igraszek łóżkowo - sypialnianych. Po pierwszym spotkaniu bohaterowie nie pędzą od razu do sypialni, by tam oddawać się wymyślnym, bolesnym pieszczotom, a ich znajomość nie polega tylko na wzajemnym spotykaniu się i świntuszeniu do ucha. Są spotkania, wspólne wyjścia, spacery i, co ważne, rozmowy na różne tematy.  Jest zabawnie, muzycznie, bo często teksty ulubionych piosenek bohaterów mówią wyraźniej niż słowa, pikantnie i romantycznie. 
Zarówno Rylee i Colton mają swoje bagaże, jak to nazywają i właśnie te bagaże utrudniają im zawarcie normalnej i zdrowej relacji. Oczywiście od razu wiadomo, że w gorszej sytuacji znajduje się Colton i przeżycia z dzieciństwa uczyniły go takim człowiekiem, jakim jest teraz. Nie jest jednak maniakiem z przesadną potrzebą kontroli i inwigilacji, a raczej bananowym, złotym dzieckiem sławnych rodziców Hollywoodu, o czym sam szczerze mówi.

Rylee, jak już wspomniałam, decyduje się na romans, który nie będzie dla niej korzystny i bohaterka dobrze o tym wie, ale się łudzi, o czym też dobrze wie. Co z tego wyniknie? Czy zapłaci cenę, podobną innym blondwłosym chudzielcom, z którym publicznie pokazywał się Colton? A może...? 

Na koniec dodam jeszcze, że książka nie jest gruba, co tego typu historiom wychodzi zdecydowanie na dobre. 700-stronicowe tomiszcza dobrze sprawdzają się tylko w przypadku sag rodzinnych lub romansów historycznych. 
Trochę nie przypadło mi do gustu polskie tłumaczenie tytułu oraz opis wydawcy odnośnie Rylee. Czytając go, wzięłam Rylee za nie wiadomo jakiego wampa, a bohaterka zdecydowanie taka nie jest, ten opis jest więc nieco krzywdzący. 
Tak, czy siak, pierwsza część Driven umiliła mi deszczowe popołudnie i chętnie dowiem się co dalej.

6 komentarzy:

  1. Cała trylogia właśnie czeka na półce. Ciekawe jak mi się spodoba :)
    Moje-ukochane-czytadelka

    OdpowiedzUsuń
  2. O, z Twojej recenzji wnioskuję, że to wreszcie coś innego! Zapiszę sobie tytuł :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ta okładka jest okropna :x Ech, nie wiem sama czy się do niej przekonałam, czy nie, chyba mimo wszystko mam lepsze tytuły do przeczytania.

    http://leonzabookowiec.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Chętnie od czasu do czasu sięgam po takowe powieści, więc na pewno przeczytam "Driven".

    OdpowiedzUsuń
  5. Omijam z daleka takie książki, jak na początku zauważyłaś, wszystkie książki są na jedno kopyto. Ci bohaterowie powinni leczyć się psychicznie i uważam, że w tego typu historiach powinno być to podkreślone.

    OdpowiedzUsuń
  6. Okładka strasznie mi się nie podoba, ale jak to mówią nie ocenia się książki po okładce :D

    Zapraszam również do siebie :)
    http://poczytajmycos.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.