niedziela, 8 listopada 2015

Sophie Kinsella: Noc poślubna

Autor: Sophie Kinsella
Tytuł: Noc poślubna 
Stron: 448
Wydawca: Sonia Draga





Sophie Kinsella nie przestaje mnie zadziwiać. Jeszcze nie zdążyły zatrzeć się wspomnienia o historii z przywłaszczonym telefonem Poppy i zbytnim gadulstwem Emmy, a już wspomniane bohaterki mają dwie rywalki w konkursie na najzabawniejszą, marzącą o zamążpójściu kobietkę.

Zaproszona do restauracji przez swojego chłopaka Richarda Lottie, ma ogromne oczekiwania. W duszy gra jej przepiękna muzyka, do oczu cisną się łzy radości i wzruszenia, a nogi same rwą się do tańca, bo oto zaraz, już za moment, po trzech latach związku Richard się oświadczy. Podekscytowana Lottie ledwo może wytrzymać to napięcie, a w duchu nie przestaje sobie gratulować, że była taka wytrwała, cierpliwa i nie nagabywała Richarda o małżeństwo, dzieci i inne stałe elementy w związku.
Nietrudno się domyślić, że Richard wcale nie miał zamiaru się oświadczać. Zawód i rozczarowanie Lottie są tak wielkie, że nie myśląc wiele, zrywa z narzeczonym i po krótkiej chwili rozpaczy, postanawia poślubić Bena, swoją wakacyjną miłość poznaną w Grecji przed 15 laty. 
I tu do akcji wkracza starsza siostra Lottie Fliss, która będąc w trakcie bardzo przykrego dla niej rozwodu, postanawia zrobić wszystko byle tylko uchronić siostrę przed popełnieniem największego, jej zdaniem, życiowego błędu, a mianowicie przede skonsumowaniem małżeństwa. Bo przecież małżeństwo nieskonsumowane jest nieważne, prawda? 

Historia kreowana przez Sophie Kinsellę, to istne szaleństwo. Jeden szalony pomysł goni drugi i kolejne. Siostry, zupełnie niezależnie od siebie, wręcz prześcigają się w staraniach: Lottie, by noc poślubna wreszcie doszła do skutku, Fliss, by jednak do tego nie doszło. Na dokładkę mamy w całej tej ferajnie byłego narzeczonego, który jako typowy Anglik, okazuje się jednak nie pozbawiony poczucia humoru, a nawet pędu do działania, przesłodkiego synka Fliss, Noaha oraz pozornie nieco sztywnego, ale też całkiem zabawnego przyjaciela Bena, Lorcana. 

Muszę przyznać, że już dawno się tak nie uśmiałam w trakcie czytania. Zabawne są nie tylko dialogi, zwłaszcza te, gdy bohaterowie w obecności dziecka mówią szyfrem (bezprecedensowe rozmowy o idealnie działającej maszynerii czy też o parówce i babeczce), ale nie tylko. Prześmieszni i do bólu prawdziwi są bohaterowie, którzy może i pobudzają do śmiechu, ale gdy się im bliżej przyjrzeć, skrywają w sobie obawy podobne wielu zwykłym ludziom. 

Jak zwykle książka skrywa w sobie pewną mądrość na temat relacji między ludzkich. Jak daleko wolno się nam posunąć, gdy kierujemy się niby dobrem drugiej osoby? Czy własne przeżycia są dobrym motorem napędowym, czy może zaciemniają nam obraz całej sytuacji? 
Odpowiedź jest prosta i nietrudno ją odgadnąć: każdy musi popełniać własne błędy, by móc je potem naprawić, a jedyną rolą bliskich jest wsparcie, którego zawsze powinni tej osobie udzielić. Jedno jest pewne: nie da się przeżyć życia za kogoś, kogo kochamy. To już jego własna rola. 

Noc poślubna to przezabawna, mądra i odprężająca lektura i kolejne potwierdzenie mojej tezy, że Sophie Kinsella jest genialna, jeśli idzie o skomplikowane realizacje prostych pomysłów. 
Super. Polecam!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.