wtorek, 29 września 2015

Kathrin Lange: Serce ze szkła

Autor: Kathrin Lange
Tytuł: Serce ze szkła, t.1
Stron: 447
Wydawca: MUZA






Kiedy ojciec proponuje Juli, by przerwę świąteczną spędzili na odciętej od lądu wyspie Martha's Vineyard, dziewczyna nie jest zachwycona, tym bardziej, że jej rola polegałaby na dotrzymywaniu towarzystwa synowi pana domu, prywatnie szefa jej taty. Chłopak niedawno przeżył śmierć narzeczonej i przyda mu się jakaś przyjazna dusza u boku. 
Nie chcąc sprawić przykrości ojcu, Juli zgadza się i w ten sposób wkracza do świata, gdzie przeszłość nadal jest bardzo żywa, a miejscowa legenda żyje w świadomości mieszkańców wyspy. 

Do napisania Serca ze szkła, będącego pierwszą częścią trylogii, zainspirowała autorkę słynna powieść Daphne de Maurier Rebeka. Ta licząca dziś blisko 80 lat powieść, utrzymana w mrocznym gotyckim stylu, nadal zachwyca twórców filmowych i teatralnych. 
W bardzo podobnym klimacie jest utrzymana powieść Kathrin Lange. Piękna wyspa, o skalistym wybrzeżu, na którym dawno temu rozbił się statek. Samotny w swej żałobie David, który po tragicznej śmierci narzeczonej zamknął się w sobie i nie pozwala sobie pomóc, a nawet podsyca wrogość otoczenia wobec własnej osoby. Indiańska pokojówka, która wciąż mówi o starych przesądach. I nieświadoma zagrożenia dziewczyna z zewnątrz, z miejsca dająca się zauroczyć głównemu bohaterowi. 

Przede wszystkim od razu przypadł mi do gustu klimat tej historii. Piękne stare domostwo, z mnóstwem tajemnic, wyspa odcięta od świata w czasie śnieżycy, samotny w swym bólu David i pragnąca poznać sekrety tego miejsca Juli. Nad wszystkim zaś unosi się, trochę jakby kpiąco, duch zmarłej Charlie, która była po prostu naj, jednak przy bliższym poznaniu jej życia, okazuje się, że może jednak nie do końca i nie we wszystkim. Te wszystkie sekrety i niedomówienia są elektryzujące.
Sceptyczna i trzeźwo patrząca na świat Juli, zostanie poddana ciężkiej próbie, gdy okaże się, że w starciu z otoczeniem, zaczyna tracić zmysły. Słyszy szepty, ma coraz większy mętlik w głowie i luki w pamięci. Czy to żądny zemsty duch zmarłej dziewczyny? Czy może stara klątwa Madelaine? A może jeszcze coś innego? 
Rozwiązanie tej zagadki okaże się dość trudne i właściwie do samego końca trudno stwierdzić ile w tym działań nadnaturalnych, a ile ludzkich. 

O ile klimat powieści jest wręcz wzorcowy, jak dla tego gatunku, o tyle sam wątek romansowy wzbudził pewne moje wątpliwości. Jakoś nie byłam do końca przekonana o sile uczucia Juli do Davida. Chodzi mi o to, że początkowo bohaterka jest zirytowana grubiaństwem chłopaka i złości ją to, a niedługo potem przyznaje, że się w nim zakochała. Poczułam się trochę, jakby mi coś umknęło, bo o rozwoju uczuć bohaterki mamy tu naprawdę mało. 
Mimo tego drobnego mankamentu, książkę czytało mi się świetnie i w sumie cieszę się, że to jeszcze nie koniec. Nie wyjaśniono wszystkich tajemnic bohaterów, nie zażegnano niebezpieczeństwa na amen. Chętnie wraz z bohaterami wrócę na Martha's Vineyard i odkryję kolejne sekrety mieszkańców. 

Serce ze szkła to dobra lektura na jesienną pluchę. Przyjemna mieszanka tajemnicy, grozy i romansu rozgrzeje i pozwoli się rozmarzyć. Polecam!

Dziękuję!

piątek, 25 września 2015

J. K. Rowling: Harry Potter i książę Półkrwi

Autor: J. K. Rowling
Tytuł: Harry Potter i książę Półkrwi
Cykl: Harry Potter, t.6
Stron: 702
Wydawca: Media Rodzina







Prawda stała się powszechnie uznanym faktem. Uważany od 15 lat za nieżyjącego Voldemort wrócił i stojąc na czele wiernych śmierciożerców chce przejąć władzę nie tylko nad społeczeństwem czarodziejów. Ogromną przyjemność sprawia mu także dręczenie mugoli. Po wydarzeniach w Departamencie Tajemnic, ministerstwo już nie może iść w zaparte i musi zawiadomić o tym opinię publiczną.


Tymczasem Harry pogrążony w żałobie po śmierci Syriusza, jednocześnie próbuje oswoić się z rewelacją, którą zawierała dotycząca go przepowiednia. Ku jego zaskoczeniu, niespodziewanie w domu Dursleyów pojawia się sam profesor Dumbledore, z którym Harry uda się w pewną podróż. 
Niedługo potem bohaterowie rozpoczynają szósty rok nauki w Hogwarcie. W szkole zaostrzono środki bezpieczeństwa, a uczniom nie wolno opuszczać zamku bez opieki i po zmroku.

Po części tom szósty bardzo przypomina tomy początkowe, głównie samym klimatem i atmosferą. Przez bardzo długi czas odnosi się wrażenie, jakby nic złego nie miało się wydarzyć. O kolejnych atakach na mugoli, czy tajemniczych wydarzeniach, słyszy się jedynie z gazet i plotek. Pojawiają się co prawda kolejne tajemnice i w samym Hogwarcie dochodzi do kilku groźnych wypadków, ale niebezpieczeństwo szybko zostaje zażegnane. 
Bohaterowie chodzą na lekcje, odrabiają tony prac domowych, przeżywają pierwsze porywy serca, co często przyczynia się do wielu zabawnych sytuacji. 
Harry, jako kapitan drużyny quiditcha będzie miał pełne ręce roboty. Zechce nie tylko doprowadzić drużynę do zwycięstwa.  Zmartwień przysporzą mu Ron i Hermiona, którzy zaczną się kłocić jak nigdy wcześniej, ale też Draco Malfoy, który wyraźnie coś ukrywa i znika nie wiadomo gdzie, a także profesor Slughorn, który ukrywa pewne bardzo cenne wspomnienie. Jest jeszcze pewna książka i książę półkrwi. Kto to taki? 

W tomie szóstym Amor szaleje po Hogwarcie, a więc i Harry nie będzie odporny na jego strzały. Kim będzie wybranka serca Pottera? Chyba żadna tajemnica i wiem, że wielu czytelników nie jest z tego zadowolonych, ale jak obserwuję na co dzień gimnazjalistów, to takie rozwiązanie wydaje mi się całkiem logiczne. Jest czas, że kogoś zupełnie nie dostrzegamy lub patrzymy na niego zupełnie inaczej. A przychodzi ten etap w życiu nastolatka i bliska, ale ignorowana do tej pory osoba, jawi się nam w zupełnie innym świetle. To dlatego rodzące się stopniowo uczucia Harry'ego do Ginny, wcale mnie nie zdziwiły. 

Tom szósty czyta się bardzo przyjemnie i więcej tu powodów do śmiechu niż lęku przed złem, które póki co ukrywa się przed światem.
Sam Harry ma co prawda świadomość, że zbliża się czas starcia z Voldemortem, ale i on nie może przewidzieć wydarzeń, które nadejdą. Co prawda wspólnie z Dumbledorem zgłębia kolejne tajemnice Voldemorta, ale i on nie domyśla się, jaka tragedia spotka go w finale tomu szóstego. Jak sobie tak dłużej nad tym rozmyślam, to dochodzę do wniosku, że był to celowy zabieg autorki. W prawdziwym życiu też często tak jest, że jeśli coś nas bezpośrednio nie dotknie, nie wiemy, jak to mocno boli. Oprócz tego, mogło też chodzić o to, żeby pokazać (to już w kolejnym tomie), co się stanie, gdy zniknie ten ostatni bastion prawości, ten jedyny, którego Sam Wiesz Kto zawsze się bał. 

Finał powieści, rozegrany bardzo dramatycznie, wstrząsa czytelnikiem. Pod znakiem zapytanie staje lojalność Snape'a, przyszłość Hogwartu i losy całej społeczności czarodziejów. 
Nastaje wojna. Już nie ma stron pomiędzy: jest tylko za lub przeciw Voldemortowi. Przed Harrym trudne zadanie. Czy sprosta roli Wybrańca? To się okaże.

poniedziałek, 21 września 2015

Sarah Waters: Złodziejka

Autor: Sarah Waters  
Tytuł: Złodziejka 
Stron: 728
Wydawca: Prószyński i S-ka 






Bywa, że opis z tyłu okładki obiecuje czytelnikowi coś zupełnie innego i często czytelnik czuje się oszukany i zawiedziony. Dziś zakończyłam lekturę Złodziejki i jeszcze nigdy nie byłam tak zadowolona, że otrzymałam coś innego niż oczekiwałam. Książka jest niepozorna zarówno z okładki, jak i z opisu treści i w sumie trochę szkoda, bo wielu może ją minąć obojętnie. Z drugiej jednak strony, nie można zdradzić więcej, bo zepsułoby to przyjemność z czytania i poznawania historii. 


Wiktoriańska Anglia roku 1862. Epoka gorsetów, które ściskały nie tylko damskie kibici, ale też umysły mężczyzn, mających kobiety jedynie za narzędzie lub ładną ozdobę. Uzależnione od woli i pieniędzy ojców, mężów czy wujów, kobiety wiodły nudne, pozbawione rozrywek życie. Ich egzystencja polegała głównie na przebieraniu się do kolejnych posiłków, szyciu lub haftowaniu i patrzeniu przez okno. Miłą odmianą mógł być spacer po parku lub odwiedziny grobu zmarłych krewnych, oczywiście w towarzystwie pokojówki. To było możliwe, jeśli panna urodziła się w zamożnej rodzinie lub miała zamożnych krewnych. Jeśli zaś była sierotą, jej życiowe koleje zależne były od ludzi, pod opiekę których trafiła. 
Wyżej wspomniane losy przypadły w udziale dwóm dziewczętom, których z pozoru nic nie łączy. 
Maud Lilly jest sierotą, wychowującą się pod opieką ekscentrycznego wuja. Teoretycznie jest dziedziczką sporego majątku. W praktyce wiedzie smutne, nudne życie w zimnym, pozbawionym rodzinnego ciepła wielkim domu. 
Sue Tinder, także sierota, jest córką straconej na placu złodziejki. Paradoksalnie dziewczynka miała dużo szczęścia, gdyż trafiła pod opiekę pani Suckeby, która mimo podejrzanych kontaktów i interesów, okazała dorastającej Sue wiele dobroci i troski. 

Któregoś dnia losy dziewcząt krzyżują się, w wyniku misternie uknutego planu. W grę wchodzą ogromne pieniądze, a ceną jest czyjeś życie. Nic jednak nie jest takie, jak się na początku wydaje. 

Złodziejka to moje pierwsze spotkanie z twórczością Sarah Waters i wiem już, że na pewno nie ostatnie. Tak dopracowanej w szczegółach historii, w której zwroty akcji następują jeden po drugim, nie czytałam już dawno. Ledwo zdążyłam pomyśleć, że już chyba wiem, jak się to skończy, a już dochodziło do czegoś, co szybko burzyło wszystkie moje spekulacje. Ta powieść aż kipi od namiętności i to nie tylko tych cielesnych. Postaci są głębokie i niejednoznaczne. Ktoś moralnie podejrzany, może mieć wielkie serce i zdolny będzie do największych poświęceń, a ktoś pozornie kryształowy, okazać się może ostatnim draniem. 

Powieść jest podzielona na trzy części. Narratorką pierwszej i trzeciej jest Sue, w części drugiej poznajemy historię oczami Maud. Początkowo akcja toczy się wolno i leniwie i nic nie zapowiada tego, co dzieje się potem. Część pierwsza kończy się takim bum, że jeśli ktoś nieco przysnął delikatnie ukołysany wolno toczącą się fabułą, to w finale szóstego rozdziału, trzeba się będzie gwałtownie obudzić. Tak właśnie było ze mną. Po rozdziale szóstym już nie mogłam się od książki oderwać. Jestem zachwycona i oczarowana. Lubię książki, w których autor nie boi się śmiałych rozwiązań, mocno doświadcza swoich bohaterów i zaskakuje czytelnika raz za razem. Tak naprawdę to wyraz najwyższego szacunku wobec czytelnika i Sarah Waters udaje się to doskonale. 
Idealnie i z wielką wprawą połączyła realia i detale epoki z ciekawą intrygą, w której bohaterowie kręcą się niczym w kalejdoskopie. Całość okrasiła błyskotliwym dowcipem i nietuzinkową historią miłosną.

Złodziejka to świetna powieść i gorąco polecam ją każdemu, bez względu na płeć i czytelnicze gusta. Zaskoczy, zapadnie w pamięć, kiedy trzeba rozśmieszy, a kiedy trzeba wyciśnie łzę wzruszenia. Jest niesamowita. Polecam, bo naprawdę, naprawdę warto!


Dziękuję!


sobota, 19 września 2015

Susan Ee: Angelfall. Penryn i kres dni

Autor: Susan Ee
Tytuł: Angelfall. Penryn i kres dni
Seria: Angelfall, t.3
Stron: 362
Wydawca: FILIA



Podobnie jak wielu innych czytelników na finałowy tom Angelfall czekałam niecierpliwie i skrupulatnie odliczałam dni. Spekulowałam sobie po cichu, jak zakończy się cała historia i jak ułożą się losy bohaterów. Kiedy wreszcie książka trafiła w moje ręce, czytałam dopóki nie dotarłam do ostatniej strony. Po mocnym, wręcz epickim zakończeniu drugiego tomu, w którym Penryn archanielskim mieczem dokonała niemożliwego, a mała Paige stała się przywódczynią piekielnego roju szarańczaków, spodziewałam się równie mocnej kontynuacji. Czytać skończyłam wczoraj i muszę przyznać, że mimo iż emocje opadły, uczucia co do finałowych rozwiązań nadal mam mieszane.
Po opuszczeniu Gniazda, Penryn, Raffe i Paige szukają schronienia, w którym mogliby się zastanowić co dalej i odsapnąć chwilę po tym, co niedawno przeszli. Bohaterowie chcą się udać do kryjówki ruchu oporu, by tam przy pomocy człowieka zwanego Doktorkiem, spróbować cofnąć skutki operacji przeprowadzonych na małej Paige i Raffem. Doskonale zdają sobie też sprawę, że ostateczna walka z chorobliwie ambitnym Urielem i jego podwładnymi, dopiero ich czeka i że nie będzie łatwa. Co zrobić, by anioły wróciły tam, gdzie ich miejsce, a ludzie mogli znowu żyć bezpiecznie i spokojnie? Czy w zniszczonym Świecie Po, jest jeszcze miejsce na planowanie przyszłości, nadzieję i miłość? Czy drogi córy człowieczej i archanioła rozejdą się na zawsze, czy może przypadkiem znajdzie się jedna wspólna?
Powieść zaczynałam czytać z wielkim entuzjazmem, bo jak już mówiłam, świat wykreowany przez Susan Ee zachwycił mnie, a historia Penryn i Raffego nie pozwoliła o sobie zapomnieć. Spodziewałam się spektakularnych walk, dramatycznych wyborów, tragicznych rozwiązań, słowem myślałam, że jedno bum, będzie gonić kolejne. 
Jednak już sam początek książki jest dość statyczny. To można jeszcze zrozumieć, bo wiadomo, że po walce trzeba odpocząć i zebrać na nowo siły, ale z biegiem kolejnych rozdziałów wcale nie robiło się ciekawiej. Początkowo bohaterowie nie mają pomysłu, jak pokonać Uriela. Penryn, jako zwykłej dziewczynie można to wybaczyć, bo jest przecież młoda, ale Raffemu, który jest tak zaprawionym w bojach wojownikiem, trochę się dziwiłam. W końcu, jakby przypadkiem, pomysł się pojawia, ale też nie wychodzi on od anioła.
Sama wyprawa do Otchłani i to co tam się dzieje, to najlepsze fragmenty książki i w tym miejscu naprawdę można pogratulować autorce wyobraźni. Piekło w jej wydaniu jest przerażające i wreszcie widać, że najbardziej niszczy od środka i psychicznie, a nie tylko pod kątem zadanych razów, czy przebytych tortur. Tą samą pomysłowość widać w tworzeniu apokaliptycznych bestii.
Drugim plusem są byli członkowie oddziału Raffego. Ich dialogi i wzajemne relacje przyjemnie się obserwuje i o nich czyta.
Z resztą powieści jest już nieco gorzej. 
Przede wszystkim zawiodła mnie oszczędność opisów relacji Penryn/Raffe. W części drugiej ich stosunki uległy zmianie i gołym okiem było widać, że tych dwoje ma się ku sobie. W finałowej części Raffe na nowo się dystansuje, a potem tych wspólnych chwil jest bardzo mało. Wyglądało to trochę tak, jakby autorce zabrakło pomysłów, jak pokierować tą relacją, bo jak wymyślić niebanalne zakończenie dla śmiertelniczki i anioła, nie unikając przy tym kiczowatości i nadmiernego słodzenia? W rezultacie otrzymujemy kilka pocałunków i parę zabawnych dialogów, prawda jest jednak taka, że jak na tego typu historię, to o wiele za mało. Z drugiej strony, gdyby miłość mierzyć wagą czynów, a nie słów, finałowa decyzja bohatera faktycznie byłaby niezłym miernikiem jego miłości.
Zaskakuje samo rozwiązanie konfliktu. Spodziewałam się wielkiej, krwawej bitwy, a wyszło jak wyszło. Nie wiem, skąd wzięły się ten pośpiech i skrótowość, ale jak na zakończenie trylogii, powinno być tego dużo więcej, dokładniej, z większą głębią. 
To dlatego po zakończeniu lektury, odczuwam spory niedosyt. Ta historia jest przecież super i ma potencjał. Sam motyw aniołów przeciwko ludziom elektryzuje, gdy tylko się o nim pomyśli. A jednak nie jest to takie zakończenie losów bohaterów, jakiego oczekiwałam. Odebrałam to trochę tak, jakby autorka bała się ubrudzić swoim bohaterom ręce. Kilka razy było tak, że już coś mają zrobić, ale w ostatniej chwili się wycofują. W świecie spełnionej apokalipsy trudno przecież o zachowanie żelaznych zasad i sedna człowieczeństwa. Gdy wychodzi na wierzch wola przetrwania, czasem robi się coś wbrew zasadom. Tutaj niestety tego zabrakło.
Dlatego choć cieszę się, że to już koniec, to trochę mi żal, że akurat taki to koniec. Za słabo zaakcentowany i taki jakby blady. Żeby była jasność, ta trylogia zasługuje na uwagę, ale sam finał takim, jakim go przedstawia autorka, jest dla mnie zbyt powierzchowny. A szkoda, bo mogło to być naprawdę widowiskowe i głośne bum. 


Dziękuję!

środa, 16 września 2015

J. K. Rowling: Harry Potter i Zakon Feniksa

Autor: J. K. Rowling
Tytuł: Harry Potter i Zakon Feniksa
Cykl: Harry Potter t.5
Stron: 959
Wydawca: Media Rodzina




Wszystko poszło nie tak. Zwycięstwo w Turnieju Trójmagicznym mogło oznaczać wszystko, ale nie śmierć jednego z uczestników, a już na pewno nie powrót Sami Wiecie Kogo czyli Lorda Voldemorta. 
Harry spędzający kolejne wakacje u Dursleyów nie może zapomnieć o tym, co wydarzyło się na starym cmentarzu. Z napięciem oczekuje też jakiegoś znaku lub drobnej choćby informacji, że Voldemort wrócił, że on Harry Potter nie wymyślił sobie tego wszystkiego tylko po to, by znowu o nim mówiono i by stał się popularny. Jednak nic takiego się nie dzieje; w mugolskich wiadomościach nie pojawia się choćby słowo, na tak wyczekiwany przez Harry'ego temat. Dodatkowo chłopak czuje się odcięty od nurtu wydarzeń i przyjaciół, którzy, ma takie wrażenie, odzywają się do niego w tonie bardzo ogólnikowym. 

Zupełnie jakby na złość, kolejne wydarzenia tylko utwierdzają bohatera w przekonaniu, że coś jest nie tak. Oto na Privet Drive pojawiają się Dementorzy! Harry działający w obronie własnej i Dudleya zostaje oskarżony o nieuzasadnione użycie czarów. Czy naprawdę zostanie wyrzucony z Hogwartu, a jego różdżka zostanie złamana?

Piąty tom przygód Harry'ego zaczyna się poważnym i niebezpiecznym akcentem, ale w zupełnie innym stylu niż czytelnik mógł oczekiwać. Podobnie jak główny bohater mogliśmy myśleć, że skoro Voldemort wróci, to zacznie się wojna, a tymczasem, póki co, trwa cisza. Dlaczego? Tego na razie nie wiemy i jeszcze przez jakiś czas pozostanie to tajemnicą. 
Po przesłuchaniu w Ministerstwie Magii Harry wraca do szkoły, ale i tam z gorzkim uczuciem zawodu spotyka same zmiany. 
Przede wszystkim profesor Dumbledore ignoruje Harry'ego, co po kilku latach życzliwego traktowania, bardzo chłopca boli. Przedłuża się nieobecność Hagrida, który nie wiadomo dokąd pojechał. Jednak najgorszy jest nowy nauczyciel obrony przed czarną magią. Tak, profesor Dolores Jane Umbridge na mnóstwo sposobów zalezie za skórę nie tylko uczniom, ale też nauczycielom i innym mieszkańcom zamku. 
Harry będzie doświadczał tajemniczych wizji oraz mocniej odbierał nastroje i emocje Czarnego Pana. Znajdzie się też nieoczekiwanie w roli nauczyciela i okaże się w tym całkiem niezły.

Co fajnego i godnego pochwały jest w tomie piątym? 
Po pierwsze genialna kreacja postaci Umbridge, która to jest synonimem złośliwości, wredności, rasizmu  i szowinizmu. Czytelnik nie cierpi jej od samego początku, od różowych sweterków począwszy, przez zdjęcia kotków, aż po ropusze oczy. Jednak jak paskudna by nie była, jest tak prawdziwa i rzeczywista, że aż wspaniała. Mamy takich ludzi wśród nas, przekonuję się o tym czasami, być może dlatego tym razem tak ją odebrałam. 
Po drugie nastawienie ministerstwa i manipulowanie opinią publiczną. Robi się wszystko, byle tylko nie przyznać, że Voldemort wrócił, w efekcie Harry wychodzi na chorego psychicznie lub z chorobliwymi tendencjami do zwracania na siebie uwagi. Z jednej strony obnaża to miałkość systemu i kierowanie się osobistymi pobudkami przez rządzących. Z drugiej strony w takiej postawie jest sporo logiki. Voldemort uosabiał wszystko, czego się bano, trudno teraz, opierając się na słowach jednego piętnastolatka, uwierzyć, że ktoś, kogo uznawano za nieżyjącego, nagle ożył i wrócił. Tym bardziej, że Harry nie wygląda na wiarygodne źródło. 
Oprócz tego w ciekawy i dobitny sposób pokazano, jak ministerstwo miesza się w sprawy Hogwartu, nie mając zielonego pojęcia o tym, jak szkoła działa od wewnątrz i że uczniowie, nauczyciele i cala reszta, to nie fabryka guzików, ale ludzie z krwi i kości. Krótkowzroczność i obłuda Umbridge doskonale to pokazuje. 

Ponadto postaci poznane w poprzednich tomach zyskują nowy wymiar. Ponownie spotkamy Syriusza, Lupina, Moody'ego. Hermiona i Ron dadzą się poznać w nowych dla nich rolach. Nowy poziom odjechania zaprezentuje Luna Lovegood. Pewnie już nadużyję tu słowa genialna, ale kreacja Luny, nieco zamyślonej, błądzącej w chmurach dziewczyny, bardzo mocno zapadła mi w pamięć, raz, że dzięki niej wiele razy się śmiałam, a dwa, że udowodniła, że co jak co, ale serce ma na właściwym miejscu. 
Harry tymczasem przeżyje poważne rozterki miłosne i przekona się, że dziewczyny są naprawdę trudne. 

Ku mojej wielkiej uciesze, w książce dwa razy pojawił się akcent polski. Raz, gdy Hagrid mówi o przekraczaniu polskiej granicy, a dwa, gdy wspomina się wybitnego gracza w quiditchu Władysława Zamojskiego. 
Co jeszcze? 
Bliźniacy Weasleyowie dadzą czadu i to nie raz. Irytek wespnie się na wyżyny złośliwości, a profesor Snape ujawni nieco ze swojej młodzieńczej szkolnej przeszłości.
Wreszcie, po długim okresie sekretów, dowiemy się, co łączy Harry'ego z Czarnym Panem i co na ich temat mówi, wygłoszona przed laty przepowiednia. Prawda ta okaże się dla głównego bohatera zatrważająca.

Piaty tom serii jest utrzymany w dojrzałym, poważnym tonie powieści już dla nieco starszych czytelników. Srogie są kary dawane uczniom przez Umbridge, okazuje się też, że pewnych rzeczy mimo chęci, przeskoczyć się nie da. Giną też jeden z głównych bohaterów, co dla Harry'ego będzie wielkim ciosem. Jest poważnie, groźnie, co raz się wydarzy, nie może się odstać. Mało tego, zbliżająca się wojna pochłonie kolejne ofiary, a naszych bohaterów zmusi do trudnych wydarzeń.
Mimo wyżej wspomnianych poważnych wątków, autorka umiejętnie przeplata je z wątkami zabawnymi lub błahymi. Nadal będzie dużo śmiechu z drobiazgów i zaskakujących sytuacji, w czym dużą rolę odegrają przebojowi bliźniacy, a nawet sama Hermiona.
Czym jest tytułowy Zakon Feniksa? Co to takiego Gwardia Dumbledora? Jakie sekrety kryją się w Departamencie Tajemnic? Na te i inne pytania odpowiedź da piąty tom serii. 
Harry Potter i Zakon Feniksa zapewnia czytelnikowi godziwą porcję rozrywki, trzyma w napięciu, kiedy trzeba bawi, a kiedy trzeba wyciska łzę z oka. Powieść trzyma poziom swoich poprzedniczek, dlatego jestem bardzo zadowolona z lektury.

sobota, 12 września 2015

Scott Westerfeld: Śliczni

Autor: Scott Westerfeld
Tytuł: Śliczni
Cykl: Brzydcy, t.2.
Stron: 384
Wydawca: Egmont





Pysznie jest być ślicznym. Gwarantuje to spełnienie każdej, nawet najdziwniejszej zachcianki. Nie dość, że taki człowiek dysponuje niesamowicie, idealnie magnetyczną urodą, to jeszcze może jeść, na co tylko ma ochotę, imprezować do białego rana, w równie niezwykle pięknym towarzystwie i wycinać tak szalone numery, jakie mu tylko przyjdą do głowy. Każde zranienie czy złamanie, jest natychmiast leczone przez wykwalifikowanych lekarzy, a jeśli chce się nowy błyskotatuaż lub modyfikację oczu, twarzy czy czegokolwiek innego, wystarczy tylko poprosić. 

Można pomyśleć, że od czasu przebytej operacji Tally ma wszystko, o czym tylko marzyła, będąc brzydką. Jest  śliczna, w swoim otoczeniu ma Perisa i Shy, niebawem ma zostać przyjęta do kliki zwanej Krimami. Może jeść, ile chce, bo i tak nie utyje, nie nękają jej choroby, ani żadne poważne myśli. Jest tu, gdzie chciała być i ma wszystko, o czym tylko zamarzy. Skąd zatem ten niepokój, uczucie, że ktoś ją obserwuje, lęk przez legendarnymi Wyjątkowymi, jakiś dziwny dyskomfort? 
Kto czytał pierwszą część, wie, dlaczego Tally zdecydowała się wrócić do Miasta Nowych Ślicznych. Chodziło o sprawdzenie, czy wynalezione przez Maddy antidotum na przemianę zadziała, a w związku z tym potrzebny był ochotnik. Niebawem w ręce Tally trafi lekarstwo. Czy bohaterka zdecyduje się je zażyć? Czas pokaże, wszak trudno podjąć taką decyzję, gdy nie pamięta się, dlaczego wolało się pozostać brzydkim. 

Część druga trylogii autorstwa Scotta Westerfelda, który na warsztat wziął motyw zewnętrznego piękna i skutków dążenia do niego, skupia się na aspektach bycia ślicznym, odsłania też kolejne sekrety związane z funkcjonowaniem tego utopijnego świata. 
Gołym okiem widać, że śliczni żyją jak pączki w maśle, jednak z krytycznym myśleniem, wspominaniem dawnego życia, czy jakimkolwiek zainteresowaniem światem zewnętrznym, jest miernie. Śliczni umieją się tylko bawić i upajać cudownością swojego życia, co zresztą jest bardzo wygodne dla elit władzy. Społeczeństwo Ślicznych to  świat, w którym pozbawieni umiejętności myślenia, rozleniwieni i rozpieszczeni obywatele, nie wszczynają wojen, nie kłócą się, nie są agresywni, nie niszczą przyrody, a co za tym idzie nie doprowadzą planety do zagłady. To według słów jednej z Wyjątkowych, miał być powód wprowadzenia upiększających operacji. Okazuje się jednak, że to nie koniec sekretów Wyjątkowych i społeczności Ślicznych, o czym Tally przekona się naocznie, podczas eksploracji terenów poza miastem. 
Oprócz tego główna bohaterka będzie miała ręce pełne roboty, gdy dowie się, że istnieją metody pozwalające zachować trzeźwość umysłu. Zmianie ulegną także jej relacje z Shy, a w jej pobliżu pojawi się czarujący Zane. Co z tego wszystkiego wyniknie?

Początkowo akcja toczy się trochę wolniej niż w pierwszym tomie, ale nie umniejsza to przyjemności z czytania. Świat, w którym najważniejszym elementem jest uroda i jej nieustanne "doślicznianie", a także zachowanie młodych Ślicznych daje do myślenia. Pomimo balansowania po radosnej stronie życia, tak naprawdę obywatele pozbawiają się wielu ważnych i cennych dla człowieka doświadczeń i w którymś momencie to może przestać wystarczać, czego dowodem są Shy i jej Nacinacze. 

Tom drugi znowu kończy się w sposób, który nie jest dla bohaterki dobry, choć każda z tych sytuacji/ról, pozwala jej dojrzeć i dorosnąć. 
Co wyjątkowego może być w byciu Śliczną? Sięgam po tom trzeci głodna odpowiedzi. 
Polecam.

środa, 9 września 2015

David Levithan: Każdego dnia

Autor: David Levithan
Tytuł: Każdego dnia
Stron: 264
Wydawca: Dolnośląskie






A jest niezwykłym, bardzo unikalnym 16-latkiem. Nie ma stałego miejsca zamieszkania ani pobytu.
Każdego dnia zmieniają się jego upodobania i nawyki. Każdego dnia wygląda inaczej i mieszka gdzie indziej. Każdego dnia budzi się w innym ciele, by przeżyć w nim jeden dzień.
Gdy obudzi się następnego dnia, będzie już kimś innym. Może się obudzić jako piękna, ciemnoskóra dziewczyna o idealnych kształtach. Może też być nastolatkiem tak otyłym, że będzie ledwo chodził. Może mieć rodzinę jak ze zdjęcia katalogowego, a może być całkiem sam.
Nie da rady tego przewidzieć, ani kontrolować. Nie zatrzyma tego procesu, ani go nie przedłuży. Nie znajdzie się w ciele tej samej osoby dwa razy. Przez jeden dzień żyje cudzym życiem innych nastolatków i tak jest, odkąd pamięta. Nie wie, czy jest jedyny, czy są inni mu podobni. Nie zastanawia się nad tym. Do czasu, gdy ląduje w ciele Justina i poznaje jego dziewczynę Rhiannon. Spędza z nią dzień i odczuwa wszystko tak intensywnie, że nie potrafi zapomnieć ani zerwać kontaktu. 

Powieść współautora Will Grayson, Will Grayson oparta jest na bardzo oryginalnym pomyśle. Bezcielesny, nastoletni byt każdego poranka wciela się w ciało innej osoby. Zachowuje jej wspomnienia, dba o to, by nie naruszyć planu dnia, ani relacji z otoczeniem, a następnie zasypia, by kolejnego ranka obudzić się w ciele innej osoby. Czy ma wyrzuty sumienia? Nie, bo wie doskonale, że nie ma nad tym kontroli. Ma za to skrupuły wobec swoich nosicieli, dlatego dokładnie przeszukuje ich wspomnienia, aby nie narazić ich na kłopoty czy uszczerbek na zdrowiu. Zresztą oni i tak niczego lub niewiele pamiętają. Dopiero kiedy poznaje Rhiannon, zaczyna marzyć o byciu z nią nie przez jeden dzień, a zawsze. 

Przyznam, że pomysł fabuły zaciekawił mnie bardzo, dlatego książkę pochłonęłam w jedno popołudnie. Z ciekawością śledziłam kolejne przeskoki bohatera, który całkiem nieźle odnajdywał się w życiu kolejnych osób. Z czasem stało się to dla niego trudniejsze, bo wszystko zaczął podporządkowywać kontaktom z Rhiannon. Dodatkowym utrudnieniem stanie się niejaki Nathan, który jako jedyny ma świadomość tego, co się z nim stało. 

Książkę czyta się dobrze, krótkie rozdziały opatrzone numerami kolejnych dni, nie nużą, a opisywana relacja z Rhiannon przedstawiona jest wiarygodnie. Czy kocha się kogoś ze względu na to kim jest w środku, czy ze względu na to jak wygląda? Czy taka miłość w ogóle jest możliwa? A może największy dowód uczucia, to decyzja, by osoba, którą kochamy była szczęśliwa bez nas? 

Każdego dnia to mądra i nieprzegadana historia, warta poznania. Chętnie poznam część drugą, która, jak udało mi się dowiedzieć jest relacją Rhiannon, a więc tą z innej perspektywy. 
Polecam. Dobra lektura na deszczowe popołudnie.

Dziękuję!

niedziela, 6 września 2015

Leigh Bardugo: Szturm i Grom

Autor: Leigh Bardugo
Tytuł: Szturm i Grom
Seria: Trylogia Grisza, t.2
Stron: 464
Wydawca: Papierowy Księżyc






Ravka, usytuowana w carskiej Rosji. Jest to kraina pełna czarów, magicznie uzdolnionych arystokratów zwanych Griszami  oraz straszliwej ciemności, w której czyhają potwory. Kraj otacza gęsty pas ciemności zwany Fałdą Cienia. Ciemność ta stopniowo się rozszerza, a żyjące w niej wilkory zabijają każdego śmiałka, który tam wejdzie.
Zupełnie niespodziewanie w społeczności Griszów pojawi się ktoś, kto wywróci całą tradycję do góry nogami. Sierota znikąd, bez wspomnień i świadomości, kim byli jej rodzice, odkryje że dysponuje ogromną mocą przyzywania światła, które może nie tylko rozproszyć ciemność, ale też ciąć lepiej niż najlepsza stal. W ten sposób, Alina, która kształciła się na kartografkę, z dnia na dzień trafia na królewski dwór w sam środek intryg, sprzecznych interesów i griszowskiej magii. Naiwna i łatwowierna dziewczyna bardzo szybko staje się marionetką w rękach dowódcy Drugiej Armii magnetycznego Darklinga, który ma wobec dziewczyny własne plany i szybko zaczyna je  wprowadzać w życie.
Alina bardzo późno zdaje sobie sprawę, że mężczyzna ją zmanipulował i że wcale nie miał na celu zniszczenia Fałdy Cienia, wręcz  przeciwnie ma zamiar ją powiększyć i za jej pomocą przejąć władzę nad krajem.  

Po tragicznych wydarzeniach z tomu pierwszego, Alinie z pomocą Mala udaje się uciec przed  Darklingiem. Bohaterowie stają się uciekinierami, żyją na marginesie, jak najgorsze wyrzutki, karmiąc się nadzieją, że wreszcie gdzieś znajdą swoje miejsce na ziemi. Nietrudno odmówić obojgu sprytu i zaradności, dlatego ręce same się załamują, gdy bardzo szybko ponownie wpadają w ręce Darklinga i jego ludzi. Bardzo mądrze: nie chcesz zwracać na siebie uwagi, to sprzedaj rzadką, złotą spinkę. 
Zrozpaczona Alina widząc, że nie ma szans w starciu bezpośrednim, poddaje się i razem z Malem trafiają na korsarski statek osławionego pirata Stormhonda. 
Szybko staje się jasne, że Darkling, po tym, jak wyszedł cało z potyczki w Fałdzie Cienia, nie tylko diametralnie się zmienił, ale też ma bardzo dalekosiężne plany. Celem wyprawy jest upolowanie legendarnego morskiego węża, którego moc, mogłaby zwiększyć umiejętności Aliny. Dziewczyna posiada już jeden wzmacniacz i jest tym zaskoczona. Już teraz jest bardzo potężna, oprócz tego uczono ją, że na jednego Griszę przypada jeden wzmacniacz. Morska wyprawa szybko każe jej zweryfikować poglądy.
Pierwszą część trylogii Cień i kość przeczytałam ponad dwa lata temu i sporo szczegółów już zatarło mi się w pamięci. Pozostała jedynie świadomość, że historia była obiecująca. Dlatego do lektury części drugiej podchodziłam z pewnymi obawami, na szczęście w trakcie czytania pewne rzeczy sobie przypomniałam i cała historia była dla mnie dość czytelna. 

W części drugiej bohaterowie ponownie trafiają w sam środek intryg i walki o wpływy, tym razem między dwoma synami cara, Vasylem i młodszym Mikołajem. Alina postanawia podjąć walkę z Darklingiem, co będzie wymagało przejęcia dowództwa nad Drugą Armią. Czy griszowska arystokracja zechce przyjąć jej rozkazy? Czy żyjące dotąd w pewnym odosobnieniu zakony, zaczną ze sobą współpracować?
Akcja drugiej część trylogii, w moim odczuciu, toczy się dość statycznie. Właściwie spodziewałam się, że będzie się działo więcej i bardziej spektakularnie, a tymczasem po krótkiej morskiej podróży, wszystko zwalnia na większą część książki, aby pod koniec znowu przyśpieszyć. 
Najwięcej zmienia się w głównej bohaterce. Oszołomiona rosnącą w niej mocą, odkrywa w sobie emocje i uczucia, których wolałaby nie znać i nie chodzi tu tylko o magnetyzm Darklinga, który nawiedza bohaterkę w snach. Alina dochodzi do przekonania, że tylko posiadanie trzech wzmacniaczy, pozwoli jej go pokonać. Opętana tą myślą, nie potrafi jej przezwyciężyć, co sprawia, że coraz mocniej oddala się od Mala, który z kolei nie do końca potrafi zrozumieć moce, którymi posługuje się jego ukochana. Oprócz tego bohaterka będzie musiała się zmierzyć z rozprzestrzeniającą się na jej temat opinią, jakoby była świętą, mogącą zaradzić na każdą bolączkę biedoty, od głodu począwszy na chorobach i nieszczęściu skończywszy. Jest to naprawdę wielki ciężar i widać, że Alina nie umie sobie z nim radzić. 

Książkę czyta się dobrze. Leigh Bardugo ma lekkie pióro, a sam pomysł na powieść ma potencjał. Należy też pamiętać o zasadzie, która często odnosi się do środkowych części trylogii. Często w drugiej części dzieje się mniej, by w trzeciej, akcja znowu mogła przyśpieszyć. Jak będzie w tym przypadku, zobaczymy.
Przyjemnie spędziłam czas z lekturą Szturmu i Gromu i chętnie poznam zakończenie tej historii. 
Polecam wielbicielom wschodnich klimatów oraz miłośnikom historii, w których bohaterowie władają różnego rodzaju żywiołami i mocami. Spodoba się Wam!

 Dziękuję!

czwartek, 3 września 2015

J. K. Rowling: Harry Potter i Czara Ognia

Autor: J. K. Rowling
Tytuł: Harry Potter i Czara Ognia
Seria: Harry Potter t.4
Stron: 768
Wydawca: Media Rodzina





Czas biegnie bardzo szybko. Jeszcze nie tak dawno Harry myślał o sobie, że jest najzwyklejszy w świecie, do czasu, gdy poznał prawdę o sobie i dowiedział się, że jest czarodziejem, tak jak jego zmarli rodzice. 
Ale to nie wszystko. Po tym, jak  bohater otrzymał listowne wezwanie do szkoły w Hogwarcie, poznał inne szczegóły ze swojej przeszłości, które pozwoliły mu zrozumieć, jakim sposobem stał się sławny, zanim nauczył się chodzić.
W ciężkich czasach dla społeczności czarodziejów, gdy najpotężniejszy z nich tak urósł w siłę, że zaczął zagrażać innym, Harry, który był wówczas niemowlęciem, ocalał, gdy Voldemort próbował go zabić. Pamiątką po tamtym wydarzeniu jest blizna na czole, ale jak to się stało, że tak potężny czarodziej, nie mógł zabić małego chłopca, nikt nie wie. A zwłaszcza sam Harry. 

Podczas trzech lat nauki i bytności w Hogwarcie, Harry i jego wierni przyjaciele Ron i Hermiona, przeżyli sporo przygód i wplątali się w niejedną awanturę. 
W pierwszym tomie cyklu odkryli tajemnicę kamienia filozoficznego, a Harry po raz pierwszy spotkał się z Voldemortem osobiście. 
Tom drugi pozwolił odkryć młodym czarodziejom tajemnicę ukrytej w szkole komnaty, której otwarcie groziło ogromnym niebezpieczeństwem. 
W tomie trzecim bohaterowie stanęli oko w oko ze zbiegłym z Azkabanu groźnym czarodziejem. 
Było groźnie i tajemniczo, ale zawsze kończyło się dobrze. Jak wspomniałam w poprzedniej recenzji, klimat historii w tomach 1-3 bardziej przypominał powieść przygodową, nikt poważnie nie ucierpiał, nikt nie zginął. Dlatego uważam, że kolejne tomy 4-7 to już zupełnie inny etap nie tylko w życiu dorastającego Harry'ego i jego przyjaciół, ale też całej społeczności czarodziejów. 

Harry Potter i Czara Ognia to pierwszy tak opasły tom przygód Harry'ego. Pamiętam dobrze, jak jego pojawienie się i treść budziły liczne kontrowersje, przy czym nie powstrzymano się przed zarzucaniem autorce propagowania satanizmu i kreowania dla młodych czytelników świata, w którym nie ma Boga. To chyba właśnie te dyskusje skłoniły mnie do przeczytania cyklu. Pomyślałam, że muszę wiedzieć z czym mam do czynienia i co w tych książkach takiego jest, że budzi tyle sprzecznych uczuć i opinii. 

Czwarty tom serii ma dość długi wstęp. To znaczy, że nie od razu razem z bohaterem wracamy do Hogwartu. Lepiej. Najpierw jedziemy na finałowy mecz mistrzostw świata w quiditchu między Irlandią a Bułgarią. Dzięki temu poznamy nowe sposoby podróżowania oraz wtapiania się w społeczność mugoli czyli niemagicznych, zwykłych ludzi. Wszystko to pięknie, ale sam koniec tej przygody sugeruje, że tematyka kolejnego tomu będzie znacznie poważniejsza od poprzednich. 

Głównym wątkiem czwartej części jest Turniej Trójmagiczny, w którym wezmą udział specjalnie wytypowani uczniowie. W związku z tym do Hogwartu przybędą delegacje z innych magicznych szkół: Bułgarii i Francji. Zupełnie niespodziewanie, dla wszystkich, czwartym uczestnikiem turnieju ma być Harry Potter. Jak do tego doszło, nie wiadomo, ale co magiczny kontrakt, to kontrakt: wiąże, a więc Harry nie ma wyjścia i musi wziąć z nim udział. Uczestników czekają trzy trudne zadania, które sprawdzą ich umiejętności, nie tylko te magiczne. 
W tej części klimat historii jest zupełnie inny. Nasi bohaterowie zaczynają dorastać i to widać. Po raz pierwszy nierozłączny team Potter/Weasley ulegnie rozpadowi, gdy chłopcy pokłócą się i przestaną ze sobą rozmawiać. Po raz pierwszy także na tapecie pojawi się burza hormonów i nagle okaże się, że zaproszenie dziewczyny na szkolny bal wcale nie jest takie łatwe. 
Tradycyjnie już, pojawi się nowy nauczyciel obrony przed czarną magią i co kolejny, to bardziej ekstrawagancki. Alastor Szalonooki Moody bije na głowę wszystkich dotychczasowych nauczycieli. 
Żeby było jeszcze ciekawiej w szkole zacznie grasować wścibska reporterka Rita Skeeter, której artykuły podniosą naszym bohaterom ciśnienie. 
Ale na tym nie koniec. Poznamy kolejne szczegóły z przeszłości Voldemorta, dowiemy się kim jest śmierciożerca i poszukamy szpiega w Hogwarcie. Jakie tajemnice ukrywa były gracz w quiditcha, a obecnie pracownik ministerstwa Ludo Bagmann? Dlaczego pan Crouch tak nagle zachorował? Podejrzenia i poszlaki będą się mnożyć. 

Przygoda głównego bohatera tym razem kończy się tragicznie. Tak naprawdę to koniec dzieciństwa, a początek dorosłości i poważnej walki ze złem. To już nie jest książka dla małych dzieci, a przynajmniej nie do czytania samodzielnie. To poważna powieść zawierająca sceny, od których faktycznie można dostać dreszczy. 
Czyta się świetnie i z zapartych tchem. Zagadka goni zagadkę, dla rozluźnienia często zbyt groźnej atmosfery mamy też sceny zabawne, ale generalnie robi się coraz poważniej i coraz groźniej.
 
Na piątą część musiałam czekać ponad pół roku. Ależ to była dla mnie męka!

wtorek, 1 września 2015

Sophie Kinsella: Mam twój telefon

Autor: Sophie Kinsella
Tytuł: Mam twój telefon
Stron: 416
Wydawca: Sonia Draga








W świetle moich ostatnich perypetii z nową kartą SIM do telefonu, powyższy tytuł wydał mi się idealną pozycją na zakończenie urlopu. I nie pomyliłam się. 
Co prawda nie do końca wiedziałam, czego mam się spodziewać, a nazwisko autorki dopiero potem skojarzyłam z nałogową zakupoholiczką, co nie zmienia faktu, że świetnie się bawiłam, czytając książkę. Poza tym już wiem, że na pewno sięgnę po kolejne pozycje tej autorki.

Główna bohaterka Poppy (imię trochę mi się kojarzyło ze szczeniaczkiem, ale dobra), za kilka dni wychodzi za mąż za faceta idealnego. Magnus jest nie tylko przystojny i dobrze sytuowany, ale też niesamowicie mądry. Przygotowania do ślubu idą pełną parą i oto, ku własnemu przerażeniu Poppy gubi pierścionek zaręczynowy. I to nie byle jaki. To cacko jest w rodzinie narzeczonego od 3 pokoleń, a warte jest tyle co małe mieszkanie. Jakby nie dość nieszczęść, chwilę potem uliczny złodziejaszek kradnie telefon komórkowy bohaterki. Jeśli założymy, że dla wielu osób telefon to nie tylko narzędzie do prowadzenia rozmów, ale też do załatwiania wielu innych spraw, można zrozumieć rozpacz Poppy. 
W całym tym nieszczęściu jest też odrobinę szczęścia, bowiem w koszu na śmieci bohaterka znajduje inny telefon. Jest on zupełnie sprawny, więc Poppy sobie do przywłaszcza. W końcu znalezione mienie, jest niczyje, a więc można je sobie wziąć. Prawda?  Dość szybko znajduje się właściciel telefonu, ale bohaterka daje radę uprosić go, by pożyczył jej go na krótki czas. 

I w ten oto sposób zaczyna się cała historia. Posiadanie cudzego telefonu, daje niezły wgląd w cudze sprawy i  Poppy rozwiązując własne problemy, coraz mocniej angażuje się w firmowe sprawy opryskliwego i odludkowatego Sama. 

Książka napisana w narracji pierwszoosobowej, już od pierwszych stron wciąga w wir drobnych wydarzeń i zabawnych omyłek. Choć główna bohaterka jest dość trzpiotowata i często szybciej robi, niż myśli, nie da się jej nie lubić. Jej zabawne i trafne spostrzeżenia na temat ludzkich relacji, czy to w rodzinie czy to w pracy, są bardzo przekonujące. Jakby dla kontrastu autorka wprowadziła dwie postaci męskie, które są kompletnie inne od impulsywnej i roztrzepanej Poppy. 
Mądraliński Magnus, to typowy celebryta i człowiek dusza towarzystwa, gdzie nie pójdzie, tam już go lubią. 
Zapracowany i zaganiany Sam, nigdy nie odpisuje na maile i nie ma życia poza pracą. 
Który z nich będzie lepszym partnerem dla głównej bohaterki? 

Ma twój telefon czyta się szybko i z wielką przyjemnością. Jest zabawnie, sympatycznie, ale nie tylko. Autorka wprowadziła też pewną intrygę, która nieco pokomplikuje losy bohaterów. 
Zakończenie też zaskakuje, przyznam, że się nie spodziewałam. 
Polecam. Gwarancja dobrej zabawy.