czwartek, 12 maja 2016

Ed Stafford: Poza cywilizacją

Autor: Ed Stafford
Tytuł: Poza cywilizacją
Stron: 360
Wydawca: Vesper





Kiedyś czytelnicy powieści przygodowych zachwycali się postacią Robinsona Crusoe, sama zresztą należałam do tej grupy. Z drżeniem serca i ogromnym zapałem zaczytywałam się w perypetiach bohatera, który trafił na bezludną wyspę i rozpoczął mozolną walkę o przetrwanie i zachowanie człowieczeństwa. 

Dziś na kanałach przyrodniczo-edukacyjnych triumfy święcą programy, w których wątkiem głównym jest przetrwanie w dziczy. Im trudniejszy start, tym większy dramatyzm kolejnych dni, gdy bohaterowie muszą się zmierzyć z brakiem wody, chłodem i upałem, brakiem jedzenia i wszelkimi innymi niedogodnościami. Zazwyczaj krzywimy się, oglądając, jak bohaterowie jęczą z głodu, polują na kraby czy jaszczurki lub walczą z biegunką czy szokiem termicznym. A mimo to oglądamy. Dlaczego? Chyba głównie dlatego, że chcemy wiedzieć, czy dana osoba sobie poradzi i jak długo będzie w stanie wytrzymać. A może roniąc łzy, z bólem serca zrezygnuje, twierdząc, że nie wytrzymuje tęsknoty za rodziną? 

Eda Stafforda chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. To były kapitan armii brytyjskiej, który zasłynął głównie tym, że pokonał pieszo szlak wzdłuż całej długości Amazonki. To mu jednak nie wystarczyło. Jak sam wyjaśnia we wstępie do książki, będąc na fali popularności i podziwu, postanowił zrobić coś jeszcze bardziej spektakularnego. Tym samym narodził się pomysł, by spędzić na bezludnej wyspie 60 dni. Jak zrobił tak powiedział i oto uzbrojony tylko w kamerę, bez ubrania, narzędzi, o wodzie i jedzeniu nie wspomnę, bohater w roku 2012  ląduje na jednej z wsyp Fidżi, gdzie rozpoczyna się jego robinsonada. 

Książka Poza cywilizacją jest zapisem jego przeżyć i starań, by zrobić to, co sobie założył i ukazuje nam rzeczy, których wyprodukowany na tej podstawie program nie miał. Jak przyznaje Stafford, do kamery często starał się robić dobrą minę do złej gry, oprócz tego w żadnym programie nie da się pokazać rozterek wewnętrznych bohatera, wątpliwości, które raz po raz go nawiedzały oraz tysiąca drobiazgów, które przelatywały mu przez głowę. Szczerze i bez fałszywej skromności, a często nawet ze sporą dawką krytycyzmu, Stafford opowiada o swoich lękach, obawach i staraniach, mając do dyspozycji tylko własną pomysłowość i dwie ręce. W kolejnych rozdziałach opisuje poszukiwania wody i jedzenia, organizowanie sobie schronienia oraz starania o to, by jego pobyt na wyspie był nie tylko walką o przetrwanie, ale też o zachowanie pewnego poziomu ewolucyjnego wspomnianej już bytności w dziczy. 

Nie wiem, czy to przygotowanie wojskowe, czy wrodzony upór, ale biorąc pod uwagę okoliczności, Ed radzi sobie całkiem nieźle. Oczywiście nie obywa się bez porażek, poważnych uszczerbków na zdrowiu fizycznym, jak i psychicznym, ale generalnie bohater daje sobie radę, by pod koniec wyprawy stwierdzić, że za nic w świecie nie powtórzyłby tego po raz drugi. Nie przeszkodziło mu to w następnych latach zabrać się za kolejne projekty dotyczące głównie przetrwania w najtrudniejszych i najmniej przyjaznych dla człowieka miejscach świata. Jak widać weszło mu to w krew i stało się sposobem na życie. 

Książka z pewnością spodoba się fanom samego Stafforda, Beara Gryllsa czy Gadiela Sancheza Riviery. Zawiera wiele ciekawostek i  udowadnia, że faktycznie tego typu wyczyny są możliwe, aczkolwiek wymagają odpowiedniego przygotowania zarówno fizycznego, jak i psychicznego, na co uwagę zwraca nam sam już epilog książki. 
Poza cywilizacją to taka współczesna wersja Robinosna Crusoe z tym, że mamy pewność, że po pierwsze wydarzyła się ona naprawdę, a po drugie nie zawiera żadnych ubarwień, złagodzeń czy banałów. Po jednej stronie mamy dziką przyrodę, w gruncie rzeczy bardzo nieprzyjazną człowiekowi, a po drugiej owego człowieka, który z uporem godnym maniaka pokonuje własne ograniczenia i stara się choć w małej części tę przyrodę poskromić. 



Dziękuję!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.