środa, 6 lipca 2016

Dean Koontz: Dom śmierci

Autor: Dean Koontz
Tytuł: Dom śmierci
Stron: 512
Wydawca: Albatros





Każdy szanujący się twórca grozy powinien mieć w swoim dorobku historię o nawiedzonym domu. W końcu jest to tak szeroki motyw, dający tyle możliwości, że głupotą byłoby z niego nie skorzystać. 
Do lektury Domu śmierci skłoniła mnie ilustracja okładkowa oraz rekomendacja jednego z domowników. 

Pendleton dziś, kiedyś Belle Vista, to imponujący gmach, który najpierw był prywatną rezydencją, godną Rockefellera, a dziś jest równie imponującym apartamentowcem. Przebudowany na kompleks prywatnych mieszkań, unowocześniony, góruje nad miastem, dając swoim lokatorom wszystko, czego mogą wymagać od życia w tak wielkim i drogim budynku, czyli bezpieczeństwo, prywatność i wszelkie udogodnienia. 
Długa i zawiła historia domu nie jest jednak taka sielankowa. Pendleton ma w sobie coś mrocznego, trudnego do określenia; budzi niepokój, bo działy się w nim rzeczy, które trudno wytłumaczyć ludzką logiką. Kiedy poznajemy poszczególnych lokatorów, swoją drogą to naprawdę niezwykła mieszanina dziwaków i ekscentryków, jest końcówka roku 2011 i niezaprzeczalnie coś zaczyna się dziać. Zaczyna się od zniknięcia senatora, który wszedł do windy i nie wiadomo gdzie się podział. Potem następuje seria dziwnych zjawisk z udziałem poszczególnych lokatorów. Ktoś widzi dziwne cienie prześlizgujące się po ścianach i suficie, ktoś inny słyszy szepty, mlaskania i przyprawiające o dreszcze skrobanie, jakby pazurów, wreszcie ktoś inny widzi demona w kuchennym kredensie lub tutejszym basenie. Jakby tego było mało, nad miastem zbiera się ogromna burza, a cały budynek drży w posadach, choć podczas renowacji był tak wzmocniony, że teraz jakiekolwiek wstrząsy są wręcz niemożliwe. W niektórych momentach w budynku pojawiają się nieznajome dziwnie ubrane osoby, a wygląd poszczególnych pomieszczeń ulega drastycznej zmianie. 

Zainteresowany historią domu emerytowany prawnik Silas Kinsley, z niepokojem obserwuje serię dziwnych wydarzeń, a rozmowa z człowiekiem, który osobiście nadzorował remont budynku, tylko utwierdza go w przekonaniu, że kolejny cykl przemocy i śmierci, powtarzający się co 38 lat, właśnie się zaczyna.Kiedy burza osiągnie swoje apogeum, grupka lokatorów, w tym były komandos, zawodowy zabójca, dziewczynka z autyzmem i jej matka oraz naukowiec, będzie musiała walczyć o przetrwanie z hordą  krwiożerczych monstrum, jadowitymi roślinami oraz wytworami, które przez lata bytności w domu, urosły do rangi mocy z najczarniejszego jądra ciemności. 

Zazwyczaj historie o nawiedzonych domach idą w stronę tragicznych wydarzeń, których energia kumuluje się i szkodzi innym bohaterom. W przypadku powieści Koontza jest trochę inaczej. Pasmo tragicznych zgonów, przypadków obłędu, zniknięć ma swoje źródło zupełnie gdzie indziej. To, że w Pendletonie giną ludzie, jest raczej skutkiem niż przyczyną. Dziwne zjawiska, jakie mają tutaj miejsce są uwarunkowane zupełnie czymś innym. Można by powiedzieć, że dom nawiedzany przez duchy przy Pandletonie, to betka. Klasyczne nawiedzenie Koontz wzbogacił tutaj o motyw podróży czasoprzestrzennej i polał go trochę naukowym sosem.
Koontz buduje napięcie stopniowo. Przedstawia czytelnikowi poszczególnych lokatorów, jak już wspomniałam, niezłych dziwaków i konfrontując ich z nasilającą się serią dziwnych przypadków. Nie zapomina przy tym o poczuciu humoru, które trochę rozładowuje napięcie i sprawia, że atmosfera nie jest taka pompatyczna. Osobiście najbardziej bawiły mnie przemyślenia zabójcy z manią wielkości oraz dywagacje dwóch starych panien, które zbiły fortunę na przepysznych wypiekach, a także lokator żyjący w przekonaniu, że cały świat to wytwór szeroko rozbudowanej teorii spiskowej Elit Władzy.

Powieść czyta się naprawdę dobrze, autor bardzo ciekawie opowiada, co sprawia, że chce się sięgnąć po kolejne jego powieści. 
Dom śmierci to dobra lektura na deszczowe popołudnie. Polecam!

1 komentarz:

  1. Ostatnio do maratonu Bookathonu wybrałam jedną z książek Koontza, bo mój tata ma naprawdę dużo jego książek a ja jeszcze nic nie przeczytałam. Postanowiłam to zmienić w końcu uwielbiam książki grozy, i była naprawdę ciekawa. Na pewno będę chciała kiedyś sięgnąć po Dom Śmierci, bo mimo iż w swym dorobku mam kilka horrorów to nigdy nie czytałam książki o nawiedzonym domu.
    Pozdrawiam.
    In my different World

    OdpowiedzUsuń

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.