poniedziałek, 24 października 2016

Sekretne życie zabawek czyli Toy story

Tytuł: Toy story
Reżyseria: John Lasseter
Scenariusz: Joss Whedon, Andrew Stanton,  Joel Cohen, Alec Sokolow
Czas trwania: 80 min.
Wytwórnia: Disney - Pixar






Toy story znają chyba wszyscy, ale założę się, że mało kto zdaje sobie sprawę, że animacja ta ma już 21 lat.  Niezły wynik, co? 
Dziś Toy story to już klasyk w swojej dziedzinie. Dziedzinie, która niesamowicie się rozrosła i wyewoluowała. Stworzony techniką animacji komputerowej film otworzył worek, z którego zaczęły się wysypywać inne animacje. Jedni je lubią, (tak jak ja), inni nie mogą na nie patrzeć (jak np. pokolenie mojej Mamy). Nie da się jednak zaprzeczyć, że w przypadku tego gatunku nie ma mowy o limicie wiekowym, tym bardziej, że animacje nie stoją w miejscu i nie mam tu na myśli tylko osiągnięć techniki, ale przede wszystkim podejście do tematu. Powstające filmy mają coraz lepsze intrygi, mogące się równać z tymi w filmach fabularnych, że już nie wspomnę o całej masie nawiązań do kultury popularnej. 

Przyznam, że akurat Toy story nigdy mnie specjalnie nie pociągało, ale skoro ostatnio zajęłam się tematem animacji na serio, nie mogłam przegapić okazji obejrzenia filmu, skoro wyemitowała go telewizja. 
Bohaterami filmu są zabawki małego chłopca o imieniu Andy i to z ich perspektywy śledzimy całą fabułę. To dlatego pojawiający się w tej historii ludzie są najczęściej widziani tylko do kolan. Widać wtedy wyraźnie, jakimi olbrzymami są ludzie, a jak małe i kruche są zabawki. Grupie zabawek przewodzi kowboj Chudy, ulubiona zabawka chłopca i niekwestionowany lider tej grupy. Oprócz tego mamy tu jeszcze zielonego tyranozaura o małej pewności siebie, pana Bulwę stale gubiącego oczy i wąsy, pasterkę z trzema owieczkami, pieska, którego ciałko rozciąga się dzięki sprężynie, samochodzik na baterie, zielone żołnierzyki i kilka innych pomniejszych. Wszystko układa się dobrze do momentu, gdy Andy dostaje na urodziny najnowszy model robota Buzza Astrala. Naturalnie, że od teraz to on będzie ulubieńcem chłopca. Chudy nie może się z tym pogodzić i próbując pozbyć się rywala, powoduje, że obaj z Buzzem trafiają w ręce małego Sida, który lubi poddawać swoje zabawki nieprzyjemnym eksperymentom. Zabawki muszą wrócić do domu Andy'ego, ale jak to zrobić?

Podczas seansu widać różnice pomiędzy animacjami współczesnymi a tym, co stało się dla nich początkiem, choć jak na debiut, to i tak niezły start. Nie uświadczymy tu tylu zabawnych powiedzonek, których obecnie jest cała masa, ale trochę ich już tu mamy. Opowiedziana historia jest zabawna i do samego końca trzyma w napięciu, bo nie mamy pewności, czy Chudemu i Buzzowi uda się dogonić chłopca. Wszystko zależy od ich własnej pomysłowości, a tej, jak na ich małe możliwości, im nie brakuje. Prowodyrem jest tu oczywiście Chudy, bo Buzz, co jest akurat bardzo zabawne, bardzo długo żyje w przekonaniu, że nie jest zabawką, a prawdziwym Buzzem Astralem. 

Toy story to historia o przyjaźni, która przychodzi trochę znienacka, a wzmacnia się pod wpływem wspólnych przeżyć. Kibicujemy bohaterom w ich staraniach, śmiejemy się z ich obaw i życia uczuciowego, które jak na zabawki, mają bardzo bogate. Grunt to trafić do rąk odpowiedniego dziecka bez sadystycznych skłonności, a wtedy wszystko się jakoś ułoży.

3 komentarze:

  1. Może nie jestem ogromną fanką "Toy Story", ale widziałam wszystkie części. Niedawno nawet oglądałam którąś z mężem - miłośnikiem tej bajki. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja właśnie najbardziej lubię tę część, pierwszą. Świetnie jest do niej wracać do latach. Dialogi nadal bawią. :) Pozdrawiam! :)

    www.majuskula.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.