środa, 15 lutego 2017

O genialnym chłopcu i wiernym Korku czyli Frankenweenie

Tytuł: Frankenweenie
Reżyseria: Tim Burton
Scenariusz: John August, Leonard Ripps
Czas trwania: 87 min.
Wytwórnia: Disney








Na początku chciałam zaznaczyć, że od czasów lektury Cmętarza zwieżąt S. Kinga nie jestem zwolennikiem ożywiania jakichkolwiek istot żywych do ponownej egzystencji. 
Krótka znajomość z Mumią Dummie jeszcze sprawę pogorszyła. Nie chodzi nawet o to, że to takie niewłaściwe, a raczej o ten niesmak, który budzą we mnie tego typu historie.  To dlatego początkowo nie byłam przekonana do krótko opisanej w gazecie fabuły filmu Tima Burtona. 
Jak się okazało, niesłusznie. Jeśli ktoś umie robić takie historie i to z wdziękiem, a na dodatek ze zdolnością pobudzenia widza do płaczu, to tylko Tim Burton. I co najlepsze: za pomocą genialnego, wyważonego i wysmakowanego połączenia groteski, makabry i czarno-białej scenerii. 
Jednym słowem Frankenweenie to piękna i wzruszająca historia, której nie da się nie kochać.  

Od pierwszego wejrzenia da się poznać styl Tima Burtona. Postaci mają duże głowy, zaś ich ręce i nogi są cienkie. Mimika twarzy jest praktycznie żadna. Utrzymany w czarno-białej kolorystyce film dziś może się oglądać nieco dziwacznie, ale też niezaprzeczalnie ma ogromny urok, tej inności właśnie. Nie bije po oczach kolorami spod znaku heloł Kitty, pozwala bardziej skupić się na tym, co się dzieje. 

Obraz jest ukłonem w stronę Frankensteina Mary Shelley. Miasteczko nazywa się New Holland, na wzgórzu za miastem znajduje się wiatrak, a główny bohater to nastolatek, nazwiskiem Victor Frankenstein. Najlepszym przyjacielem chłopca, jest baryłkowaty kundelek Sparky, w polskiej wersji zwany Korkiem. Inteligentny Victor nie potrzebuje towarzystwa kolegów:  ma swoje pasje, jakimi są kręcenie filmów i robienie doświadczeń na strychu własnego domu, w czym Korek wiernie mu asystuje. 
Na skutek nieszczęśliwego wypadku Korek ginie pod kołami samochodu. Zrozpaczony Victor postanawia ożywić psa. Co z tego wyniknie? 

Muszę przyznać, że bardzo spodobała się nam (oglądałam z małżonkiem) droga, którą poszedł reżyser.  Co prawda ożywiony Korek wygląda i funkcjonuje jeszcze gorzej niż przedtem, ale ocalało w nim to, co czyni go najpiękniejszym psem na świecie: mianowicie wierność i oddanie swojemu chłopcu. Być może dlatego właśnie sam proces się powiódł, czego nie można powiedzieć o rybce, żółwiu, czy kocie. Liczą się więc przede wszystkim pobudki, którymi się kierujemy. 

Frankenweenie to piękna i bardzo oryginalna historia. Tym razem kochać oznacza nie tylko pozwolić komuś odejść, ale wręcz przeciwnie: walczyć o niego do końca i wbrew wszystkiemu. 

Film zdecydowanie zasługuje na uwagę. Miluśińskim bym go raczej nie poleciła, ale dorosłym lubiącym tego typu historie, jak najbardziej.

2 komentarze:

  1. Faktycznie przy tej historii nie sposób się nie wzruszyć - byłam na tym filmie w kinie i obie z koleżanką wyszłyśmy absolutnie zapłakane.

    OdpowiedzUsuń

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.