sobota, 17 sierpnia 2019

Beatrix Gurian: Roziskrzone noce

Autor: Beatrix Gurian
Tytuł: Roziskrzone noce
Stron: 368
Wydawca: Jaguar








Nie ma to jak rozpocząć nowe życie w odległym, nadmorskim kraju i zamieszkać w pałacu. Wspaniała perspektywa, prawda? Ze zwykłej śmiertelniczki przemienić się w księżniczkę. Phila dzięki powtórnemu małżeństwu mamy z bogatym hrabią, zyskuje taką właśnie możliwość. Bohaterowie przyjeżdżają do Danii, gdzie za kilka dni ma się obyć uroczystość weselna. 
W krótkim czasie życie Phili i jej rodziny mocno się zmienia, nie tylko pod względem statusu finansowego. Phila, która do tej pory miała tylko mamę i małego braciszka, nagle zyskuje ojczyma, całą masę służby oraz przyrodnią siostrę, a nawet brata. Tego ostatniego jednak otacza nimb kłopotliwego milczenia. W ogóle cała rodzina, a zwłaszcza jej przeszłość dają więcej pytań i wątpliwości niż odpowiedzi. Phila, która sprawiała wrażenie dość rozumnej i rozważnej dziewczyny, po przybyciu do Ravensholm zmienia się w kłębek nerwów i na każdym kroku widzi rzeczy, które dostrzega tylko ona. Jaką tajemnicę skrywają mury zamku? 

Zaczęło się całkiem dobrze. Zresztą już sama okładka, mocno przykuwająca wzrok, trochę obiecuje. Wcześniej przeczytałam Blask nocy letniej tej autorki i książka wypadała zdecydowanie na plus. Miałam podobne oczekiwania wobec Roziskrzonych nocy. Niestety im dalej, tym gorzej. 

Bardzo znane literackie motywy, czyli milczący zamek, piękna bohaterka, rodowa tajemnica i skomplikowana historia miłosna, właściwie wykorzystane przez autora mogą się złożyć na naprawdę dobrą powieść gotycką. I mam wrażenie, że początkowo taki właśnie był zamysł autorki. Jednak już po kilku początkowych rozdziałach lektura  robi się trudna w odbiorze. 
Phila zaczyna widzieć rzeczy, których inni nie dostrzegają, wychodzi zatem na histeryczkę, ponieważ jest jednak pewna tego co widziała, decyduje się odkryć sekrety mieszkańców zamku. Dodatkowo obawia się o bezpieczeństwo mamy i brata. Dostrzega nieszczerość nowej rodziny i tym bardziej chce dowiedzieć się, co ukrywają. W międzyczasie poznaje Nielsa, swojego przybranego brata, który w rodzinie ma reputację czarnej owcy i człowieka niestabilnego psychicznie. Od tej pory Phila przestaje myśleć rozsądnie. Obdarza chłopaka kompletnym zaufaniem, a rozsądek i rozwagę chowa głęboko w kieszeni. W tej chwili, takie odniosłam wrażenie, koncept powieści ulega zmianie i zamiast obiecanej powieści z elementami thrillera gotyckiego, dostajemy zwyczajny nastoletni romans, bez ładu i składu. Phila gubi się w uczuciach i domysłach, często nawet w pokojach, a ja, jako czytelnik razem z nią. Rozwiązanie zagadki okazuje się banalne i łatwe, a najważniejsze jest, by księżniczka uratowała swojego księcia, bo przecież to złoty chłopak, prawda?

Mało kiedy mam tak, żeby książka zupełnie mi się nie spodobała. Zawsze jest jakiś bohater, ciekawe miejsce, intrygujące rozwiązanie, które czynią lekturę lepszą. Potrafię się przestawić na powieść dla nastolatków, jak i dla starszych czytelników. Jestem otwarta i tolerancyjna, o ile to co czytam ma logikę i sens. Jednak w przypadku tej powieści odczuwam spory zawód. Wyglądało to tak, jakby autorka nie mogła się zdecydować dla jakiej grupy wiekowej pisze. Język, jakim posługuje się niekiedy Phila, sugeruje, że do nastolatków. Burza uczuć jakie kieruje w stronę Nielsa, także. Jednak początkowe budowanie intrygi, dorośli bohaterowie i ich dążenia, że do nieco starszych. I to dałoby się znieść, w końcu wolno autorowi mieszać style. Tym, co mi się najbardziej nie podobało, były nagłe zmiany w narracji, gdy Phila poznawała cudze wspomnienia, a potem nie pamiętała co się z nią działo ani gdzie była. Fragmenty te były wprowadzane tak nagle, że kilka razy sprawdzałam, czy nie brakuje jakiejś strony i czy aby to nie błąd w druku. Miałam poczucie braku. 

Nie chodzi o to, żeby się nad książką pastwić. Być może znajdą się czytelnicy, którym ta historia się spodoba, jeśli nie będą mieli zbyt dużych oczekiwań. Jednak jak dla mnie, po  całkiem dobrych Stigmatach (Recenzja tutaj) i całkiem przyjemnym Blasku nocy letniej, Roziskrzone noce (swoją drogą tytuł nijak nie ma się do fabuły) są po prostu słabe. Okładka i opis obiecują czytelnikowi dużo więcej niż to się okazuje po zajrzeniu do środka. 
Dlatego decyzję, by Czytać lub  nie czytać, oto jest pytanie, pozostawiam do indywidualnego rozpatrzenia.

środa, 14 sierpnia 2019

Danielle L. Jensen: Mroczne Wybrzeża. Przedpremierowo!

Autor: Danielle L. Jensen
Tytuł: Mroczne Wybrzeża, t.1
Stron: 408
Wydawca: Galeria Książki
Data premiery: 14.08.2019 r. 








Istnieją takie motywy w literaturze, które nigdy się czytelnikom nie znudzą i sięgną po nie oni zawsze. Jest tak być może dlatego, że kojarzą się one z dobrą literacką przygodą, gwarantując rozrywkę na poziomie. Jednym z moich ulubionych są piraci, bo kojarzą mi się z morskimi wypadami i widowiskowymi scenami. Bardzo także lubię starożytność ze względu na realia epoki, styl życia, ubiór, itp. Wygląda na to, że Danielle L. Jensen także bardzo je lubi, czego dowodem jest jej najnowsza powieść, otwierająca cykl zatytułowany Mroczne Wybrzeża. 

Autorka zdążyła już zaskarbić sobie serca czytelników Trylogią Klątwy o świecie ludzi i trolli. O przygodach Cecile i Tristana czytałam z wypiekami na twarzy i kiedy nadarzyła się okazja zapoznania się z nową powieścią D. L. Jensen, nie wahałam się ani chwili. 

Akcję swojej nowej historii umiejscowiła autorka w starożytności przypominającej czasy Imperium Romanum. Struktura państwa, jego ekspansywność, nazwy stopni woskowych zaczerpnęła autorka z tej epoki. Przystosowała je jednak do własnych potrzeb i jak sama przyznaje w Posłowiu, pozwoliła sobie na swobodę typową dla powieści fantasy. Mamy tu dwoje, skrajnie różnych bohaterów. 

Młoda piratka Teriana należy do ludu morskich nomadów Maarinów i jest pierwszym oficerem na statku Quincesne należącym do jej matki. Maarinowie handlują z Imperium i jako jedyni swobodnie przemierzają bezkresne morza i oceany, strzegąc pewnej tajemnicy, która oddziela Wschód od Zachodu.
Dowódca 37 legionu Marek Domicjusz także ma swoje sekrety, od których zależy życie jego całej rodziny. Ten młody żołnierz umożliwił Imperium  Celendoru podbicie całego Wschodu.
Gdy wybory pozwalają dojść do władzy ambitnemu senatorowi Kasjuszowi, ten sprytnym szantażem zmusza Terianę i Marka do współpracy, początkując wyprawę na Zachód, o którym do tej pory jedynie szeptano jako o mitycznej pogłosce. Tak rozpoczyna się wielka przygoda, której przebieg zmieni losy całego świata. 

Jak można się spodziewać Teriana i Marek nie od razu zapałają do siebie sympatią. Połączy ich jednak przymus oraz wspólny interes czyli troska o los bliskich i wtedy zdecydują się na współpracę. Tylko czy w starciu z interesem żarłocznego Imperium mają jakąkolwiek szansę? Na Zachodzie nad światem śmiertelników unoszą się bóstwa, które lubią ingerować w działania ludzi; sześciu z nich jest w miarę przyjaznych lub znośnych, ale siódmy to ojciec wszelkiego zepsucia. Ten ostatni także ma swoich zagorzałych wyznawców.
Historia jest opisana brawurowo. Bardzo lubię styl pisania Danielle L. Jensen. Pisze w prosty, ciekawy sposób. Głos oddaje dwójce głównych bohaterów; naprzemiennie narratorami są Teriana i Marek. Są to wyraziści i wpadający w pamięć bohaterowie, pełni wewnętrznych sprzeczności i dylematów. Uwikłani w sieć sprzecznych zależności próbują przetrwać i jakoś, bo graniczy to z cudem, zachować swoje zasady. 

Bardzo barwny i efektowny jest cały świat przedstawiony. Z fascynacją czytałam nie tylko o meandrach żeglarstwa, ale też o strukturze legionów oraz o tym, jak sobie one radzą w bitwie. Słowem, nowa powieść autorki robi czytelnikowi niezłego smaczka na więcej.
Pierwsza część nowej serii dopiero się tak naprawdę zaczyna. Wspólnie z Terianą i Markiem poznajemy tajemnice Zachodu i Siódmego boga, którego wyznawcy są bardzo groźni. Być może podbój tej części świata wcale nie przyniesie intruzom spodziewanych korzyści? Kto kogo podbije? Odpowiedź może się okazać zaskakująca. 

Mroczne Wybrzeża to powieść przygodowa adresowana do czytelników lubiących odważne, niezwykłe ekspedycje, szalone, namiętne romanse i zaskakujące połączenia motywów literackich. Danielle L. Jensen napisała naprawdę świetną powieść, która mnie porwała. Teraz nie pozostaje mi nic innego jak tylko czekać na kontynuację.
Polecam. Naprawdę warto. 



 Dziękuję!

poniedziałek, 12 sierpnia 2019

Michał Bergel: Kryształowe serce. Przedpremierowo!

Autor: Michał Bergel
Tytuł: Kryształowe serce, t.1
Seria: Iris McBlack
Stron: 380
Wydawca: Jaguar
Data premiery: 14.08.2019 r.







Całkiem współcześnie i zupełnie blisko, bo na Zielonej Wyspie żyły sobie dwie siostry. Jedna, Oliwia, była bardzo piękna i miała tłumy adoratorów. Druga, całkiem zwykła, w dodatku, rudowłosa i piegowata Iris, obserwowała tę sytuację z pewnym znudzeniem. No bo ileż można znosić te tłumy i obrastające dom suweniry? Brzmi jak początek romantycznej historii? Być może, ale nic bardziej mylnego. To nie będzie romans, tylko szalona, magiczna przygoda. 




Pierwszy tom trylogii fantasy dla młodzieży zatytułowany Kryształowe serce wyszedł spod pióra Michała Bergela, wielbiciela podróży i herbaty.  Historia zaczyna się zupełnie zwyczajnie i czytelnik nawet nie podejrzewa, co czeka go w dalszej części lektury. Mamy zatem dwie siostry  zmagające się z  natrętnymi wielbicielami tej pierwszej, Oliwii. W wyniku bardzo podstępnego i magicznego zaklęcia siostry trafiają najpierw do więzienia pewnego czarodzieja, a potem  do niezwykłego świata Czajniczka, gdzie wszystko jest zupełnie inne niż w świecie ludzi. To znaczy Iris trafia. Gdy uda się jej uciec z niewoli, postanowi zrobić wszystko, by doprowadzić do uwolnienia siostry. W tym celu będzie musiała odbyć długą i bardzo zwariowaną podróż, podczas której pozna nowych przyjaciół i doświadczy wielu nowych przeżyć. Świat Czajniczka (tak nazywa się ta kraina, zresztą na mapie ma też taki właśnie kształt) jest bardzo różnorodny i barwny. Zamieszkują go niesamowite, oryginalne istoty, rodem z baśni, wszędzie panoszy się magia, a każda decyzja ma potężne konsekwencje. Czy młodziutka Iris osiągnie swój cel i uratuje Oliwię? A może w świecie, w którym magia powoli umiera, już nie ma miejsca dla bohaterów?

Lektura Kryształowego serca obudziła we mnie kilka skojarzeń z innymi tekstami kultury.  W ogóle im dłużej nad tym myślę, tym więcej przychodzi mi ich do głowy. Skupię się jednak tylko na tych najważniejszych.
Tak jak Carrolowska Alicja pobiegła za Królikiem i wpadła do jego Nory, tak Iris wpadając do kielicha olbrzymiego tulipana, przekracza barierę światów. Żadna ze spotkanych tu postaci nie jest taka, jak się spodziewamy. Złośliwa wiedźma Jemiołuszka cierpi na poważną amnezję, która utrudnia jej życie. Prześliczny świerszcz Fabili, fałszuje jak sto szalonych kotów, a okrutna królowa Ismela myśli tylko o swojej urodzie i jest dla niej w stanie zrobić wszystko. Ta ostatnia bohaterka i jej obsesja na punkcie wyglądu to wyraźny, moim zdaniem ukłon w stronę Złej Królowej, macochy Snieżki. Mieszkańcy Czajniczka często korzystają z ludzkich przedmiotów i tu do głowy przyszła mi rodzina Pożyczalskich.

Jedną z moich ulubionych animacji komputerowych jest film Tajemnice Zielonego Królestwa. Gdy bohaterowie tam trafiają, ulegają zmniejszeniu i tylko w ten sposób mogą dostrzec co dzieje się w maleńkim świecie. Podobnie jest z Iris. Zmniejszona do rozmiarów myszki, brana przez wszystkich za żywiołową wiewiórkę, dziewczyna zdaje sobie sprawę, że bardzo trudno jest być małym stworzeniem. Wszystko staje się wtedy poważnym zagrożeniem, a każdy plan czy inicjatywa nie lada wyzwaniem. 

Przywiązani do tradycji i działający jak jeden stadny umysł Hufronowie ze swoimi srebrzystymi ciałami i misternie zaplatanymi włosami bardzo kojarzyli mi się z plemieniem Naavi z filmu Avatar.
Pomysłowość autora nie ma granic. Żeby dotrzeć do celu swojej podróży Iris będzie musiała wykazać się pomysłowością i odwagą. Bardzo podobało mi się, że bohaterka zamiast jęczeć i marudzić, po prostu brała sprawy w swoje ręce i niewielkie gabaryty nie były tu wymówką. Kryształowe serce to dopiero pierwsza część planowanej trylogii i dobrze to widać po pewnych rozwiązaniach, które serwuje nam autor. Porwanie sióstr McBlack było tylko początkiem i elementem większej intrygi i to naprawdę jeszcze nie koniec wielkiej przygody. To dopiero preludium. 

Kryształowe serce to zabawna, pomysłowa i dowcipna powieść, która zabiera czytelnika do świata, w którym buty mogą stanowić świetny środek lokomocji, a psotne sztućce mieć romantyczne zapędy. Bystry kot wcale nie musi być tym, za kogo się podaje, a Gruchawka może być groźnym potworem.
Zachęcam do lektury młodych i nieco starszych czytelników. Powieść daje czytelnikowi solidną porcję dobrej zabawy i pozostawia trochę w niedosycie. Mam ogromną nadzieję, że na drugą część nie trzeba będzie czekać jakoś specjalnie długo. Przywiązałam się do świata Czajniczka i chętnie odwiedzę go ponownie. 


 Dziękuję!

sobota, 10 sierpnia 2019

Elle Kennedy: Pościg

Autor: Elle Kennedy
Tytuł: Pościg
Seria: Briar U, t.1
Stron: 424
Wydawca: Zysk i S-ka







Rety, jak dobrze było znowu zanurzyć się w klimacie Briar! Książki z tej serii to coś wspaniałego i gdy już mi się wydaje, że nie da się wykreować nikogo sympatyczniejszego od..., autorka zawsze przekonuje mnie, że jednak tak, da się. 

Powieść Pościg rozpoczyna nową serię o miłosnych perypetiach studentów uniwersytetu Briar. Czwórka przyjaciół z serii Off-Campus weszła w dorosłe życie i czas teraz oddać pałeczkę młodszym. Fabularnie jednak nie rozstajemy się ostatecznie z naszymi bohaterami; mamy możliwość śledzić ich dalsze losy w migawkach, które autorka nam serwuje. 

Tym razem wiodącą parą są Summer Heyward di Laurentis, młodsza siostra Deana, i Colin Fitzy Fitzgerald, między którymi iskrzyło już wcześniej. Ta dwójka to swoje skrajne przeciwieństwo. 
Summer, królowa dramatu, jak sama siebie określa, to z pozoru rozpuszczona księżniczka, której w głowie tylko zakupy i imprezy. Bo co innego miałaby sobą reprezentować blondynka o idealnych kształtach, córeczka bogatych rodziców - prawników, która zawsze dostawała to co chciała. W sumie nawet nie musi być zbyt mądra, prawda? Bo jeśli ma się tyle pieniędzy, to po co?
Dlatego gdy Summer zagina parol na Fitzy'ego przypomina to trochę kolejny kaprys. Możliwe, że tak bardzo Colina chce, bo on się jej skutecznie opiera?
Przystojny, mrukowaty hokeista, komuputerowy nerd, jak sam o sobie mówi, Fitzy nie lubi być w centrum uwagi, ani za dużo mówić, bo życiowe doświadczenie nauczyło go, że wszystko co człowiek powie, może być wykorzystane przeciwko. Summer bardzo mu się podoba, bo jest piękna, sexy i tak dalej, ale ten cały chaos, który wokół siebie generuje, nie jest chłopakowi na rękę. Tylko czy da się walczyć z takim żywiołem? 

Jak już wcześniej wspomniałam, kocham ekipę z Briar. Moi niekwestionowani ulubieńcy to Garrett i Hannah oraz Allie i Dean, teraz czas rozszerzyć to grono o Summer i Fitza.
Fitza polubiłam, bo jest mądry i myślący. Swoją drogą na plus autorce trzeba przyznać, że hokej nie jest dominującą kwestią w życiu chłopców i że poza nim mają inne zainteresowania i plany. Podobnie jest z Colinem. Chłopak nie tylko pięknie rysuje, ale też projektuje gry komputerowe. Plany na przyszłość ma zatem bardzo konkretne. 
W przeciwieństwie do niego Summer nie ma bladego pojęcia, co chciałaby robić w życiu. Dziewczyna ma typowe objawy nadpobudliwości psycho-ruchowej i ADHD; szybko się do czegoś zapala i jeszcze szybciej tym nudzi. Kłopoty w czytaniu i pisaniu sprawiają, że nie przepada za nauką, bo sprawia jej ona sporo trudności, a tym samym wizerunek głupiej blondynki tylko się pogłębia. 

Podobieństwa nie tylko się przyciągają, ale też doskonale uzupełniają i właśnie dlatego Summer i Fitz tak dobrze do siebie pasują, choć droga do bycia razem nie będzie szybka ani łatwa. 
Fabuła i bohaterowie są typowe dla tej autorki. Gdybym nie wiedziała, że to jej dzieło, dałabym radę je rozpoznać, bo lubię jej dowcip, sposób opowiadania, proste, lecz zaskakujące rozwiązania i bezpośredniość w prezentowaniu pewnych kwestii. Mam jednak świadomość, że osoby mające się za skromne lub pruderyjne mogą uznać powieść za sprośną, prostacką lub nawet momentami wulgarną. Być może nie dla nich powstają takie historie. 

Bohaterowie nowej serii są wybuchowi, obcesowi i bez skrupułów mówią, co myślą. Przyjacielskie rozmowy, te dziewczyńskie już nie dotyczą błyszczyków i makijażu, a męskich organów płciowych i ich możliwości i nasze bohaterki: Summer i Brenna są w tym zupełnie bezpośrednie. Nie ma tu miejsca na wstyd czy rumieńce. Nie wiem, czy to kwestia czasów czy autorka się rozkręca, bo początkowe części cyklu Off-Campus były bardziej wyważone. Teraz znikają kolejne osłonki i momentami jest naprawdę pikantnie i ostro.
Jednocześnie w tle akcji właściwej toczą się już przygotowania do drugiej. Brennę Jensen, córkę trenera, poznajemy lepiej już na początku, gdy zaprzyjaźnia się z Summer, Jake'a Connelly'ego mamy tu na razie naprawdę niewiele, jednak, obserwując ich słowne przepychanki, już nie mogę się doczekać drugiej części. Chętnie przeczytałabym też oddzielną powieść o Hunterze, którego bardzo polubiłam. Szukałam informacji w sieci i być może trzecia część cyklu będzie poświęcona właśnie jemu. A i jest jeszcze przezabawny i zakręcony Hollis. O, Briar-U to wiele, wiele możliwości!

Pościg to zabawna i spójna opowieść o dojrzewaniu do miłości i pokonywaniu własnych obaw. Warto czasem wyjść ze swojej strefy komfortu, żeby przeżyć coś naprawdę fajnego. W przeciwnym razie może nas wiele ominąć. A szkoda by było.

środa, 7 sierpnia 2019

Sarah Hilary: Smak strachu

Autor: Sarah Hilary
Tytuł: Smak strachu
Seria: Inspektor Marnie Rome, t. 3
Stron: 520
Wydawca: Czwarta Strona







Od wydarzeń z części drugiej minęło pół roku, jednak inspektor Marnie Rome i jej partner Noah Jake nie mają czasu na odpoczynek.  Pracują nad sprawą zaginięcia 16-letniej May, ale sprawa tkwi w martwym punkcie. Dopiero wypadek drogowy na ulicach Londynu sprawia, że śledztwo wkracza na nowe tory. 

Trzecia część przygód rudowłosej inspektor policji, podobnie jak jej poprzedniczki, oscyluje w temacie rodziny i relacji między jej członkami. Relacji albo ich braku. 

Kolizję drogową powoduje dziewczyna, która nagle wchodzi na jezdnię. Wygląda na ranną i wzburzoną i być może jest zaginioną przed trzema miesiącami May albo może ją zna. Idąc tym tropem, Marnie i Noah wpadają na trop zaginięć kilku dziewcząt nieprzystosowanych społecznie i  sprawiających problemy rodzicom. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że są to dziewczęta z domów, w których pozornie niczego nie brakuje. Jest piękny dom, dobra szkoła, odpowiedni poziom finansowy, pracujący ciężko rodzice. I nagle dorastające dziecko zaczyna sprawiać problemy. Opuszcza szkołę, wchodzi w podejrzane towarzystwo i zaczyna robić rzeczy, na wspomnienie których włos jeży się na głowie. Uzależnienia, prostytucja, narkotyki, samookaleczenia. Dlaczego? 
Autorka powieści, każąc swoim bohaterom prowadzić śledztwo, próbuje odpowiedzieć na to pytanie, co jednak nie jest łatwe. Być może dlatego, że nie ma dwóch identycznych przypadków, a zespół czynników się na to składających za każdym razem jest inny. U kogoś może to być porzucenie przez rodzica we wczesnym dzieciństwie, nowy partner matki lub ojca, ciągła nieobecność rodziców w domu, bo przecież ciężko pracują. 

Marnie i Noah podwajają wysiłki, by odnaleźć owo bezpieczne miejsce, do którego trafiają nastolatki. Kim jest tajemniczy Harm, który je przygarnia i co nim kieruje? Czasu jest coraz mniej, bo właśnie policja odnalazła kolejne ciało...

Obraz społeczeństwa i dzielnic Londynu w powieści jest przygnębiający. Ten brak perspektyw i rodzina, która uległa takiemu rozpadowi jest zatrważający. Jeżdżący po osiedlu 11-latek już jest cyniczną czujką handlarzy narkotyków, a najlepszą walutą w tym środowisku jest młode ciało, które w krótkim czasie plugawi się i sięga moralnego dna. 

Marnie potrafi się wczuć w los i uczucia tych dziewcząt, bo dobrze pamięta, że sama była trudna w okresie dojrzewania. Dziś wyszła na prostą, jednak patrząc w przeszłość, a miała naprawdę normalnych rodziców i dom, nie bardzo umie powiedzieć, dlaczego tak się kiedyś zachowywała i co było przyczyną jej buntu i dążenia do destrukcji.
Jednocześnie cały czas nie potrafi rozliczyć się ze swoją przeszłością. Sprawa brutalnego morderstwa rodziców dokonanego przez jej przybranego brata Stephena wciąż pozostaje nierozwiązana.  Sprawca co prawda przebywa za kratami, ale jego motywy i stosunek do Marnie wciąż są niejasne. Tajemniczość tej sprawy tylko podsyca ciekawość czytelnika. Przyznam, że gdy doszło do spotkania Marnie z jej bratem, byłam, tak samo jak bohaterka, porażona przemianą, jaka się w nim dokonała. Jednocześnie, biorąc pod uwagę wpływ, jaki Stephen ma na inne, słabsze i bardziej uległe jednostki, zaczęłam się obawiać tego co jeszcze może zrobić. Jeśli ktoś, pozostając w więzieniu, tyle może, to co by się stało, gdyby zdołał uciec? 

Podobało mi się także rozbudowanie postaci Noaha, o którym mogłam się więcej dowiedzieć. Nie ukrywam, że darzę dużą sympatią tego bohatera. 

Trzecia część losów inspektor Rome trzyma poziom i wciąga w swój świat. Co za szczęście, że od razu można sięgnąć po kolejną, czwartą. Polecam czytelnikom szukającym dobrego thrillera, jednak zalecałabym zacząć od pierwszej części, bo pewne wątki przewijają się przez cały cykl. 

Seria Inspektor Marnie Rome to historia z mrocznym, psychodelicznym klimatem. Polecam.

poniedziałek, 5 sierpnia 2019

Mona Kasten: Save you/Save us

Autor: Mona Kasten
Tytuł: Save you
Seria: Maxton Hall, t.2
Stron: 400
Wydawca: Jaguar









Druga wizyta w Maxton Hall zabiera nas do momentu, w którym się z bohaterami rozstaliśmy. Po wspólnie spędzonej nocy, gdy już wydawało się, że James i Ruby doszli do porozumienia i nic nie jest w stanie ich rozdzielić, nagła wiadomość o śmierci matki chłopaka popycha go do lekkomyślnego kroku. Zrozpaczony James odpycha Ruby i zaczyna topić swoje smutki w alkoholu. 
Zraniona Ruby decyduje, że między nią a Jamesem koniec. Zresztą w jej życiu nie ma przecież miejsca na takie zawirowania. Powinna się skupić na nauce, bo przecież Oxford to jej najważniejszy życiowy cel.
Czy to faktycznie koniec czegoś, co tak pięknie się zaczęło?



Autor: Mona Kasten
Tytuł: Save us
Seria: Maxton Hall, t.3
Stron: 380
Wydawca: Jaguar


Po dramatycznym finale części drugiej wydaje się, że już gorzej być nie może. Ruby zostaje zawieszona w prawach ucznia, co faktycznie równa się wyrzuceniu ze szkoły. Rysująca się świetlanie przyszłość dziewczyny staje pod znakiem zapytania. Sprawy mają się źle i wygląda na to, że winnym wszystkiego znowu jest James. Może tych dwoje naprawdę nie powinno być razem? 









Zdecydowałam się na recenzję zbiorczą dwóch tomów, bo w moim odczuciu, drugi tak naprawdę niewiele wnosił do fabuły i zbyt nagle się urywał. Akcja zwolniła, gdyż autorka oddała narrację pozostałym bohaterom, co z jednej strony wyszło historii na korzyść, ale z drugiej strony rozciągnęło ją. Zastanawiałam się, czy faktycznie nie byłoby lepiej zespolić drugiego i trzeciego tomu w jeden większy? No, ale jest jak jest. 

Tak jak wspomniałam wyżej, w drugim i trzecim tomie narratorami zostają także Ember, siostra Ruby, która wchodzi w towarzystwo Maxton Hall; Lydia, siostra bliźniaczka Jamesa, która okazuje się całkiem sensowną osobą, a także Alastair i Graham. Ten pierwszy, to kolega Jamesa i zostaje dopuszczony do głosu z racji wprowadzenia przez autorkę wątku homoseksualnego. Drugi to były nauczyciel Maxton Hall i ukochany Lydii. 
Taki zabieg spowodował, że fabuła uniknęła łzawości. Autorka oszczędziła czytelnikowi dramatów w stylu wielka awantura i ckliwe godzenie się, od miłości do nienawiści. To wielka ulga. Związek Ruby i Jamesa dojrzewa, a jednocześnie decyzje bohaterów mają wpływ na ich bliskich i znajomych.
Przykładowo już w pierwszym tomie pojawiały się przesłanki, że Alastaira i Kesha łączy coś więcej, przy czym ten pierwszy już miał swój coming out, natomiast Kesh póki co się ukrywa. 
W osobie Lydii autorka ukazała wątek wczesnego macierzyństwa, w końcu dziewczyna ma 18 lat i wygląda na to, że we współczesnym świecie nie jest to żaden dramat, który kończy na starcie życie młodej kobiety. Zmienia je na pewno, ale nie kończy. 
Bardzo ciekawy był wątek Wrena Fitzgeralda, którego rodzina na skutek bankructwa musiała się przeprowadzić do tańszej dzielnicy. Bohater, który w pierwszym tomie wydawał się podły i wredny, także pokazał się z innej, lepszej strony i muszę przyznać, że był to mój ulubiony wątek. 

Trylogia Maxton Hall znakomicie pokazuje kulisy dojrzewania i wchodzenia w dorosłe życie. Każdy z bohaterów robi to w innym tempie. Są tacy, jak Ruby czy Lin, którzy już wiedzą co będą robić i kim zostaną w przyszłości. Ale są też i tacy, którzy pomimo zaplanowanej przyszłości, oczywiście zaplanowanej przez rodziców,  nie są pewni wyznaczonej im drogi. Świetnie to autorka pokazała w osobie Jamesa. Nie spotkałam dotąd bohatera, który teoretycznie mając wszystko w zasięgu ręki, byłby tak bardzo niepewny i zagubiony. 

Powieści Mony Kasten czyta się naprawdę dobrze i chętnie do nich wraca myślami. Bohaterowie są sympatyczni, mają swoje wady i zalety, zabawne nawyki, z których możemy się serdecznie podśmiewać. Już samo to sprawia, że chce się czytać o ich perypetiach i im kibicować. 
Seria Maxton Hall to dobra pozycja na wakacje. Lekka, zabawna, optymistyczna, bo nic tu raczej nie może skończyć się źle. Błędy da się naprawić, a z każdej sytuacji można wyjść cało z pomocą oddanych przyjaciół i rodziny. Czegóż więcej wymagać od lektury na urlop?

sobota, 27 lipca 2019

Rick Riordan: Statek umarłych

Autor: Rick Riordan
Tytuł: Statek umarłych
Stron: 436
Wydawca: Galeria Książki








Stało się najgorsze. Albo to, co je poprzedza. Bóg kłamstwa i iluzji, Loki uwolnił się ze swojego więzienia. Zebrał armię olbrzymów i zombi i na statku Naglfar przygotowuje się do rozpoczęcia Ragnaroku, ostatecznej wojny bogów. 

Magnus i jego przyjaciele: elf Hearthstone, kransolud Blitzen, walkiria Samira oraz einherjarzy: TJ, Alex, Mallory oraz Halfborn mogą to wszystko powstrzymać, ale oczywiście, jak to w tych historiach bywa, muszą najpierw odbyć długą, zwariowaną  i pełną jeszcze bardziej zwariowanych spotkań podróż z olbrzymami, bóstwami morskimi i lodu, a nawet smoka, który psychiką przypomina Smeagola z Władcy Pierścieni! Czy im się to uda? Trudno powiedzieć. W końcu każdy z nas sam kształtuje swoje przeznaczenie. 

Gdy porównuję wrażenia z lektury tomu pierwszego i trzeciego, dochodzę do wniosku, że, o ile przy pierwszym miałam pewne wątpliwości, tak po finale jestem zdania, że trylogia nordycka jest bardzo udanym projektem. Autor wycisnął z mitologii północnej naprawdę maksimum, tworząc ciekawy, intrygujący, choć miejscami brutalny i makabryczny, świat pełen oryginalnych bohaterów z krwi i kości: bogów, olbrzymów, elfów i krasnoludów. Znakomicie opisał Riordan zwyczaje prastarych Wikingów, ich mentalność, podejście do takich spraw jak walka, kwestie gościnności czy dotrzymywanie słowa. Mitologia grecka pod wieloma względami sprawia wrażenie jakby wygładzonej. Co prawda nie brakuje w niej krwawych chwil, ale nordycka jest od niej o wiele bardziej groteskowa, żeby nie rzec obrzydliwa. Statek zrobiony z samych paznokci, miód z boskiej śliny, radośnie co rusz pierdzący bóg? Takie rzeczy tylko tutaj i tylko w wydaniu Ricka Riordana.
Bardzo podobało mi się także konsekwentne poruszanie przez autora kwestii tożsamości, głównie w postaciach Samiry i Alex. Samira stara się być dobrą, pobożną muzułmanką. Modli się, przestrzega praw Ramadanu, nosi hidżab,  swojego ukochanego, którego niebawem poślubi nawet nie dotknęła, bo takie są zwyczaje. A jednocześnie chce się realizować jako wojowniczka i walkiria. Emancypacja na miarę XXI wieku. Drugą, nieco bardziej kontrowersyjną bohaterką (bo moim zdaniem to jednak dziewczyna) jest Alex. Dwoistość jej natury zagwarantował jej oczywiście  boski rodzic Loki, co nie zmienia faktu że Alex jest niezwykła. Przy jej nieustannej zmienności, sprawa Nica di Angelo, to był pikuś. Riordan z dużym wyczuciem i ciepłem poprowadził ten wątek.

Podsumowując. Trylogia nordycka jest zaskakująca i inna od perypetii greckich i rzymskich herosów, ma jednak swój niezaprzeczalny urok i jeśli tylko zachowa się otwarty umysł i wykaże aprobatą, lektura będzie  ogromną przyjemnością. Oprócz tego znajdziemy tutaj wiele podobnych rozwiązań, jak w innych książkach autora. Ten sam błyskotliwy dowcip, zabawne niedopasowanie bóstw do wynalazków XXI wieku (lub zbyt mocne dopasowanie) oraz nieoczekiwane rozwiązania.
Jest oryginalnie, śmiesznie i bardzo bardzo pasjonująco. Polecam.

czwartek, 25 lipca 2019

Rick Riordan: Młot Thora

Autor: Rick Riordan
Tytuł: Młot Thora
Seria: Magnus Chase i bogowie Asgardu, t.2
Stron: 480
Wydawca: Galeria Książki







Od chwili, gdy Magnus Chase i jego kompani na nowo spętali groźnego wilka Fenrira, w krainie dziewięciu światów nastała krucha równowaga. Krucha, bo bóg oszustwa Loki wcale nie zaprzestał knowań, które umożliwią mu wydostanie się na wolność ze straszliwego więzienia, jakie zgotowali mu inni bogowie. Z pomocą wujka Magnusa, Randolpha oraz magnetycznego wpływu na inne osoby, Loki wprowadza w życie skomplikowany plan, który utrudnia życie naszych bohaterów i zmusza ich do podejmowania morderczych wyzwań z wynikiem nie do przewidzenia. 

Już w finale części pierwszej dowiadujemy się, że zaginął magiczny młot boga Thora, Mjollnir. Póki co były to tylko pogłoski, jednak te szerzą się w zastraszającym tempie, a stąd już tylko krok do buntu olbrzymów. Sam Thor nie wydaje się szczególnie przejęty faktem, że młot gdzieś się zapodział. Przecież wciąż się gubi, a potem się odnajduje, prawda?
Gdy jednak okazuje się, że sprawa młota ma bezpośredni związek z przyszłością Samiry, walkirii i przyjaciółki Magnusa, nasi bohaterowie muszą się wziąć do roboty. 

Lubię drugie części. Jakościowo bywają one różne, ale dają czytelnikowi to poczucie swojskości i obeznania w otoczeniu. Myślisz sobie: już ich znam i orientuję się w temacie. I jakoś ci lepiej. Tak też czułam się podczas czytania tym razem. 
Magnus zadomowił się w Walhalli. Przyszło mu to tym łatwiej, że dzięki błogosławieństwu Odyna ma możliwość odwiedzania świata śmiertelników, tym samym zyskuje pozór normalnego życia z bonusem w postaci miejscówki w nordyckim niebie dla poległych bohaterów. Sprawy jednak szybko zaczynają się komplikować. 
Samira, córka Lokiego, za kilka dni ma, zgodnie z wolą ojca, poślubić olbrzyma Thryma, który w posagu ofiaruje jej właśnie Mjollnir. Magnus wspólnie z nieszczęsną narzeczoną, elfem Hearthstonem, krasnoludem Blitzenem oraz nową członkinią grupy, Alex, musi zapobiec ceremonii i jednocześnie uratować siedziska, nieskorych do działania bogów. Nie można zapomnieć o Mieczu Lata, obecnie Jacku, który ma własną osobowość, umawia się na randki oraz posiada wiele różnych umiejętności.

W drugim tomie lepiej poznajemy przeszłość głuchego elfa Hearthstone'a. Wizyta w Alfheimie obfituje w wiele wydarzeń i pokazuje elfy jako istoty zimne emocjonalnie oraz chciwe na wszelkiego rodzaju błyskotki. 
Równie ciekawym i intrygującym wątkiem, który, takie mam wrażenie, jeszcze przyniesie nam niejedną niespodziankę, jest historia Alex Fierro. Bardzo mi się podobała kwestia, którą autor poruszył  w związku z jej/jego osobą, a mianowicie tożsamość płciowa. Wiąże się to bezpośrednio z Lokim, który jest najbardziej intrygującym z bogów. Ma płynną formę, a stosowane przez niego metody, na przykład uwodzenia śmiertelników, są niezmiernie pomysłowe. 
W ogóle północni bogowie i świat dziewięciu światów są o wiele bardziej brutalni i dziwaczni niż grecki. Momentami nasuwało mi się skojarzenie z filmami Quentina Tarantino, gdzie poważne tematy przedstawiano w groteskowy i teatralny sposób. Trudno traktować poważnie pierdzącego boga z fryzurą w dwa kucyki, czy takiego, który zamiast pilnować tęczowego mostu, nieustannie robi sobie selfie z kim tylko się da. Nie traktuję tego jako wady, rzecz jasna. Chcę tylko powiedzieć, że tworząc nordycką sagę, Rick Riordan wykazał się ogromną wiedzą, którą potrafił ubrać w piękną i porywającą fabułę, tak aby czytelnik nie chciał się od książki odrywać. 

Polubiłam świat Walhalli i perypetie Magnusa. Bardzo jestem ciekawa, czy autor zaskoczy mnie w tomie trzecim. Zapowiada się morska podróż, a więc, mam nadzieję, dzika jazda bez trzymanki.Super lektura.

wtorek, 23 lipca 2019

Rick Riordan: Miecz Lata

Autor: Rick Riordan
Tytuł: Miecz Lata
Seria: Magnus Chase i bogowie Asgardu, t.1
Stron: 520
Wydawca: Galeria Książki








Zupełnie niedawno moja przygoda z Olimpijskimi herosami zakończyła się. Pomyślałam, że przyda się zmiana klimatu na skandynawski i rozpoczęłam lekturę pierwszej części trylogii nordyckiej o przygodach Magnusa Chase'a, młodego półboga. 

Magnus ma 16 lat i jest bezdomnym sierotą. Od tragicznej śmierci mamy, jego domem są ulice Bostonu. Chłopak ma co prawda dwóch wujów, ale mama nie darzyła ich zaufaniem, więc nasz bohater nie pali się do kontaktu z nimi. W dniu 16 urodzin Magnusa sprawy przybierają dramatyczny obrót. Pojawia się ognisty, dosłownie, nieznajomy, który domaga się oddania miecza, a potem obiecuje młodzieńca spalić. Ponieważ wszystko dzieje się na moście bostońskim, zagrożone jest życie wielu obecnych na nim ludzi. Dlatego Magnus, kierowany altruistycznym odruchem, staje do walki i... ginie. Z takim przypadkiem spotykam się po raz pierwszy w mojej czytelniczej karierze. Główny bohater umiera na 51 stronie! Ale w tym szaleństwie jest metoda. Za swoje bohaterstwo Magnus trafia do Walhalli, nordyckiego nieba dla wojowników Odyna, teoretycznie więc raczej awansuje niż spada w ludzkiej hierarchii. 

Hotel Walhalla jest specyficznym miejscem. Wojownicy są podzieleni na grupy wiekowe, czas spędzają na walkach, ucztach i różnych hobby. Regularne turnieje bitewne mają za zadanie utrzymać ich w ciągłej sprawności, na wypadek rozpoczęcia się Ragnaroku, czyli specyficznego końca świata. Magnus początkowo czuje, że nie pasuje do tego miejsca, rezydenci Walhalli też nie przyjmują go z otwartymi ramionami. 

Miłośnicy twórczości Riordana zapewne dopatrzą się wielu podobieństw do losów Percy'ego Jacksona oraz używania podobnych schematów przy budowaniu fabuły.  Jednym się to spodoba, bo poczują się swojsko, innym wyda się wtórne. Ale w końcu każdy bohater, by nim zostać, musi od czegoś zacząć, prawda? Bo bohaterem nikt się nie rodzi, tylko do tego bohaterstwa dąży. 

Przyznam, że na początku lektury miałam poczucie obcości. Trudno było mi przestawić się ze świata Greków i Rzymian na świat Skandynawów. Być może odstęp między lekturami powinien być większy. Z czasem jednak zaangażowałam się w przygody Magnusa i jego towarzyszy, tym bardziej, że autor zawarł tu wiele atrakcyjnych dla czytelnika smaczków. 
Miecz, który mówi i ma manię wielkości. Ambitna walkiria-muzułmanka i nieślubne dziecko swojej mamy, głuchy elf bez magii i krasnolud, który nie chce wykuwać broni tylko projektować ubrania. Dziwniejszej ekipy nie mógł sobie Magnus zgromadzić. A jednak właśnie te pozorne wady staną się siłą grupy i uratują ich w trudnych okolicznościach. 

Nordyccy bogowie i stworzenia są przedstawieni równie dowcipnie, jak w poprzednich seriach. Do najciekawszych należy zaliczyć Thora, który jest miłośnikiem ludzkich seriali, Ran, która chomikuje ludzkie śmieci oraz Hel, podobną do Harveya Dwie Twarze. Równie interesujące są lodowe i ogniste olbrzymy, złośliwe krasnoludy oraz legendarny wilk Fenrir. 
A teraz najlepsze. 
Magnus nazywa się Chase. (niczego nie skojarzyłam)
Magnus ma kuzynkę Annabeth o szarych oczach i zainteresowaną od dziecka Partenonem. (nie skojarzyłam)
Annabeth nazywa się Chase. (nie skojarzyłam). 

Najciemniej jest pod latarnią. 
Annabeth Chase to dziecię Ateny przecież! To ci Chase'owie! 
To olśnienie - bezcenne. 

Podsumowując. Miecz Lata to dobry początek trylogii. Jako miłośnik książek Ricka Riordana znalazłam tu wszystko, czego oczekiwałam, a nawet więcej. Może to być continuum po zakończeniu przygody z Grekami i Rzymianami. A może też być początkiem dla tych, którzy jeszcze po książki tego autora nie sięgnęli, a wolą zimne, północne klimaty. Polecam. Warto.