sobota, 15 czerwca 2019

Brandon Mull: Smocza straż. Gniew króla smoków

Autor: Brandon Mull
Tytuł: Gniew króla smoków, t.2
Stron: 416
Wydawca: Wilga







Powieść Gniew króla smoków to druga część nowej serii autorstwa Brandona Mulla powiązanej z Baśnioborem. Czytelnicy zyskują szansę ponownie spotkać ulubionych bohaterów, odwiedzić magiczne, unikalne miejsca i wciągnąć się w wir nowych przygód. 

Rodzeństwo Kendra i Seth Sorensonowie zostali opiekunami Smoczego Azylu. Obudziło to gniew króla smoków Celebranta, który gardzi młodymi ludźmi, a oprócz tego chce, by smoki wydostały się z azylów. Stanowi tym samym zagrożenie dla zwykłych ludzi, nieświadomych ich istnienia. Ale nie tylko dla ludzi. Zagrożone są także inne magiczne stworzenia, dla których smoki nie znajdą litości ani zrozumienia. 

Aby plany Celebranta mogły się udać potrzebny jest Czarkamień, magiczny artefakt ukryty od wielu lat w twierdzy owianej złą sławą klątwy, Burzowej Stanicy. Gdy nadchodzi noc przesilenia letniego i wszystkie bariery ochronne przestają działać, rozpoczyna się dramatyczny wyścig, u którego mety znajduje się Czarkamień. Aby go jednak zdobyć, należy przejść szereg prób, które nie należą do łatwych i bywają dosłownie zabójcze. Seth i Kendra mają jednak wiernych sojuszników i mnóstwo dobrych pomysłów, więc ich szanse  w walce z Celebrantem wydają się w miarę wyrównane. 
Szybko okaże się jednak, że cała sprawa to dopiero wierzchołek góry lodowej większej intrygi i być może wcale nie smoki są tu prawdziwym zagrożeniem, a coś znacznie gorszego, bardziej pradawnego i przebiegłego?

Jak każdą powieść Brandona Mulla, także i tę, czyta się lekko i przyjemnie. Naturalny talent autora do snucia ciekawych opowieści sprawia, że lektura jest interesująca, barwna i działa na wyobraźnię czytelnika. Książka posiada wszystko co powinna mieć dobra opowieść fantasy: intrygujących bohaterów, zaskakujące zwroty akcji, zagadki i fascynujące lokalizacje z masą tajemnic. Każdy miłośnik tego typu historii będzie zadowolony, mogąc wyruszyć w niezwykłą przygodę, w której może go spotkać cała masa niespodziewanych kłopotów, tarapatów i pułapek. 

Zaskoczyło mnie także zakończenie, jakie zaserwował nam autor. Co prawda trochę mnie ono zabolało jako czytelnika i obudziło  mój niepokój, co do dalszych losów bohaterów, ale też trzeba przyznać autorowi, że taki zwrot akcji gwarantuje kolejne ciekawe i intrygujące przygody. Mówiąc jednym słowem; nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. 

Polecam gorąco. Było super i naprawdę warto.

Dziękuję!

sobota, 8 czerwca 2019

Jeffrey Archer: Dzieło przypadku

Autor: Jeffrey Archer
Tytuł: Dzieło przypadku (zbiór opowiadań)
Stron: 352
Wydawca: Rebis








Na lekturę książki pt. Dzieło przypadku zdecydowałam się, gdy okazało się, że jest to zbiór opowiadań. Lubię czasem sięgnąć po ten gatunek, po części, by odpocząć od powieści, a po części dlatego, by sprawdzić, co to za autor. Nie miałam do tej pory do czynienia z twórczością tego pisarza. Gdy patrzy się na jego biografię, odczuwa się coś w rodzaju podziwu.
Jeffrey Archer jest Anglikiem i ma arystokratyczne pochodzenie. Na przełomie lat 70. i 80. pełnił ważne funkcje w rządzie, typowano go nawet na następcę Żelaznej Damy. Jego pisarska kariera zaczęła się w latach 70 książką Co do grosza. Obecny nakład wszystkich książek Archera przekroczył 100 milionów egzemplarzy i na stałe ugruntował jego pozycję we współczesnej literaturze.

Dzieło przypadku, jak już wcześniej wspomniałam, jest zbiorem opowiadań i trzeba pisarzowi przyznać, że bardzo udanym. Nie są to długie teksty; ich objętość, z wyjątkiem jednego czy dwóch,  nie przekracza kilkunastu stron, dzięki czemu czyta się szybko i sprawnie. Nie ma tu niepotrzepanych dłużyzn czy odwlekania zakończenia. Jednak najlepsze w tych historiach jest to, że wspomniane wcześniej zakończenie, trudno przewidzieć. Bywa, że niekiedy autor tworzy kilka alternatywnych wersji zakończenia, pozwalając czytelnikowi wybrać to najlepiej pasujące. Akcja opowiadań toczy się współcześnie, choć zdarza się, że cofa się do lat II wojny światowej i przeważnie dzieje się na terenie Wielkiej Brytanii, choć czasami też przeskakuje do Włoch. 

Tematyka opowiadań jest różnoraka. Oto czterej przyjaciele od pokera czynią tytułową Spowiedź z całego życia, nie mając tym samym pojęcia, że to ostatnia szansa na zmianę. Dlaczego młody dziedzic rodzinnego majątku nagle decyduje się wstąpić do seminarium duchownego? Przyznam, że tekst Droga do Damaszku nie tylko mnie najbardziej zaskoczył, ale też i poruszył. Zapamiętam go na długo. Równie pomysłowym i wartym uwagi okazało się opowiadanie Pierwszy zastępca dyrektora banku, bardzo przyjemnie się je czytało i zabawna ioraz przemyślana była cała jego koncepcja. 

Jefrrey Archer nie pomija żadnego z popularnych motywów. Mamy tu więc zabójstwo, nieuczciwe wzbogacenie się, kosztem cudzej krzywdy, niespodziewane spotkanie z pisarskim idolem, a nawet zdradę i romans. Autor, rasowy gawędziarz, naprawdę potrafi ciekawie opowiadać i chce się go czytać.

Zbiór Dzieło przypadku to lektura dobra dla czytelników mających niewiele czasu na czytanie. Ot, jedno, dwa opowiadania przed snem. Wystarczająco, żeby coś przeczytać i żeby się za bardzo nie zmęczyć. To mądre i pomysłowe teksty, które rozbawią, wzruszą, pozostawią w głębokiej refleksji. Polecam. Dobra pozycja, nie tylko dla fanów autora.



Dziękuję!

sobota, 1 czerwca 2019

Sheryl Browne: Opiekunka. Przedpremierowo!

Autor: Sheryl Browne
Tytuł: Opiekunka
Stron: 364
Wydawca: WAB
Data premiery: 5.06.2019 r. 








W starożytności uważano, że to co piękne, musi być dobre i prawdziwe. Z czasem ten pogląd uległ zmianie. Okazało się bowiem, że pod lukrowaną warstwą fizycznej i kuszącej ponęty mogą się kryć zepsucie i zgnilizna moralna. Zło w takiej szacie może wyrządzić znacznie więcej krzywd i szkód niż nam się wydaje. Niemniej jednak ludzkość nadal zamiast sercem, kieruje się wzrokiem i nie dość, że nie jest wystarczająco ostrożna, to w zasadzie w ogóle zdaje się nie dostrzegać, jakie zagrożenia mogą się pod tym kryć. 

Mark i Melissa to zwyczajni ludzie, choć w życiu już sporo przeszli. Śmierć ich pierwszego dziecka oraz demon depresji wciąż wiszący nad Melissą, kładą się cieniem na ich codziennym życiu. Jednak dzięki wzajemnej miłości i cierpliwości małżonkowie tworzą zgodne stadło i kochających rodziców dla swoich dwóch córek, Poppy i Evvie. Mark jest oddanym swojej pracy policjantem, a Melissa zyskującą coraz większe uznanie rzeźbiarką. Gdy obowiązki domowe przechodzą w stan zwany nawałem, niezwykłym zrządzeniem losu w domu Caine'ów pojawia się idealna opiekunka do dzieci. Jade jest cierpliwa, pomocna, ma świetny kontakt z dziećmi, słowem jest niezastąpiona. Jest także piękna, słodka i kochana. Kto by nie chciał mieć w swoim domu takiej osoby?
Od teraz już wszystko powinno układać się wzorcowo. Mark i Melissa mogliby się skupić na swojej pracy, a wykonując ją szybciej i efektywniej, mieliby więcej czasu dla siebie i dzieci. Dlaczego zatem nagle kłopoty zamiast znikać mnożą się niczym drożdże? Dlaczego w domu wszystko się psuje, w praca nie idzie tak jak powinna, dzieci są poddenerwowane, a pies zaczyna warczeć? Mark, dobry policjant i fachowiec szanowany przez kolegów, nagle traci dobrą reputację, a wyleczona z depresji Melissa ponownie wpada w sidła choroby, która izoluje ją od najbliższych i zaciemnia jej zdrowy osąd. Dom i wszystko co Caine'owie zbudowali, rozpadłby się jak domek z kart, gdyby u steru nie stała Jade. Tylko dzięki niej wszystko jakoś się kręci. No właśnie... Czyżby?

Powieść Sheryl Browne to rasowy thriller z umiejętnie budowanym klimatem. Od początku wiemy, że to Jade jest źródłem i przyczyną wszystkich kłopotów rodziny, w której pracuje, autorka powieści wcale tego przed czytelnikiem nie kryje. Istotnym jest fakt, dlaczego tak się dzieje. Co takiego ci, zgoła normalni i nie wadzący nikomu ludzie, zrobili, aby narażać ich na takie nieprzyjemności i niebezpieczeństwo? Uważny czytelnik, już po lekturze prologu, może wysnuć wnioski, które wyjaśnią mu pewne sprawy. Niemniej jednak przeraża fakt, że tak blisko nas może zagnieździć się zło i tak długo go nie dostrzegamy. Ślepota Marka i Melissy jest zatrważająca, a najgłupszym błędem jest to, że, pomimo zamiarów, Melissa nie sprawdziła referencji Jade. Na przykładzie Marka widzimy, jak łatwo i bez wysiłku można zszargać czyjąś reputację i to budowaną latami. Kilka linków w historii komputera, komplet zdjęć  na dysku i wzorowy policjant spada do rangi dewianta i przestępcy. 

To dlatego Opiekunkę czyta się tak dobrze. Z drżeniem serca przewracałam kolejne strony i wyczekiwałam katastrofy. W którejś chwili już nawet zwątpiłam, czy bohaterom uda się wyjść z tego cało. Równie przyjemna, czego można się było po thrillerze spodziewać, jest puenta. Jednym słowem, Opiekunka to dobra lektura na wiosenne popołudnie, gdy szukamy czegoś lekkiego, co od razu nas wciągnie w swój świat. Jeśli o mnie idzie, to jestem bardzo na tak. Polecam.

Dziękuję!

sobota, 25 maja 2019

Joel Levy: Niewyjaśnione tajemnice

Autor: Joel Levy:
Tytuł: Niewyjaśnione tajemnice
Stron: 224
Wydawca: Alma- Press









Wyjaśniona tajemnica nikogo nie elektryzuje ani nie inspiruje. Jej najlepszą cechą jest owa niewyjaśnioność, otwierająca drogę spekulacjom, domysłom, sprawiająca, że zajmują się nią kolejne pokolenia badaczy i fanów. Słowo, które, na potrzeby tej recenzji ukułam, oznacza pewien trwający  stan, który sprawia, że wciąż powstają nowe teorie i co lepsze, nie ustają domysły na dany temat. Niemniej jednak bardzo chciałoby się mieć pewność w takim czy innym temacie. Obecnie namiętnie oglądam program o obłożonej klątwą Wyspie Dębów i nie raz nie dwa irytuję się brakiem postępów w poszukiwaniach skarbów. To dlatego tym chętniej sięgnęłam po pozycję Niewyjaśnione tajemnice. Książka okazała się sympatycznym i bardzo poręcznym kompendium wiedzy na tematy, o których już od dawna słyszałam w programach popularnonaukowych.

Książka ma bardzo przejrzysty układ, co tylko pomaga w czytaniu. Autor pogrupował omawiane przez siebie tematy w cztery działy. Pierwszy to  Tajemnicze Miejsca, takie jak Stonehenge, Wyspa Wielkanocna, Nazca, Eldorado, czy Atlantyda. Drugi dział opisuje Tajemnicze Zdarzenia związane z Kolonią Roanoke, Amelią Earhart, Trójkątem Bermudzkim czy Bursztynową Komnatą. Trzeci rozdział dotyczy Dziwnych Doniesień, takich jak potwór z Loch Ness, Strefa 51, krwawiące posagi czy kręgi w zbożu. Czwarty i ostatni rozdział opowiada o Zagadkowych Artefaktach, jak na przykład Arka Przymierza, Dysk z Fajstos czy Całun Turyński. 

Każdy rozdział został napisany zgodnie z ustalonym schematem. Zaczyna się zatem od ogólnego opisu i odniesień źródłowych. Załączono także przedruki dzieł malarskich, rysunków, map,  wyobrażeń artystów i kolejnych pokoleń. Na końcu mamy obiektywną informację popartą naukowymi teoriami. A zupełnie na koniec, tak dla smaczku Odlotowe teorie czyli wszystkie najpopularniejsze domysły i to jak wpływały one na ludzką zbiorową świadomość.

Przyjemne jest to,  że nie ma tu obowiązku czytania po kolei. Po prostu zagląda się do spisu treści, trochę jak do menu, i wybiera się to na co akurat ma się ochotę. Autor w prosty i przystępny sposób opisuje kolejne zagadnienia, dbając o to, by nie przeciążyć czytelnika faktami i nie wpaść w naukowe przynudzanie. Nie ma tego tutaj. To taka najistotniejsza wiedza podana w pigułce, w takiej ilości, by nie znudzić, ale wystarczająca, by zaciekawić. 
Na koniec dodano bibliografię oraz indeks nazwisk i ilustracji. 

Niewyjaśnione tajemnice to bardzo dobra pozycja na leniwą majówkę. Zapewni trochę dreszczyku i zaciekawi. A może zachęci do samodzielnych poszukiwań i badań? 
Polecam. Bardzo wartościowa pozycja.



Dziękuję!

niedziela, 19 maja 2019

Mindee Arnett: Onyx & Ivory

Autor: Mindee Arnett
Tytuł: Onyx & Ivory, t. 1
Stron: 476
Wydawca: Jaguar







Książka kusi z każdej strony. Uwagę czytelnika przykuwa okładka z ilustracją dziwacznego drzewa bez liści. Wygląda ono jak wyrzeźbione z wypolerowanej kości słoniowej. Równie intrygujący jest tytuł, który w polskim tłumaczeniu mógłby oznaczać czerń i biel, jednak w oryginale brzmi dużo lepiej. O czym jest ta historia? 

Królestwo Rime. Dotychczasowy władca, król Orwin, po zamachu dokonanym na jego życie kilka lat temu, pozostaje chory i niezdolny do rządzenia. Póki co władzę sprawują jego dwa synowie: Edwin i Corwin. Tutaj władza nie przechodzi z ojca na najstarszego syna. Gdy nadchodzi właściwy moment, bogowie zsyłają uror, znak w postaci niesamowitej maści zwierzęcia. Może to być wilk, orzeł lub koń. Wtedy można rozpocząć serię prób, które pozwolą wyłonić nowego arcykróla. Jak dotąd uror nie pojawił się, wszystko trwa więc w zawieszeniu. Zresztą królestwo ma większe zmartwienia. Gdy nastaje zmrok ziemię atakują krwiożercze potwory, zwane gadźcami. Jednak zupełnie niespodziewanie bestie zaczynają atakować także i za dnia. Młody książę Corwin, niekwestionowany faworyt do tronu ma zatem nie lada zmartwienie. Jak powstrzymać potwory?  Czy towarzyszka dziecięcych zabaw, a obecnie okrzyknięta zdrajczynią królestwa, Kate Brigthon pomoże mu w tym? 

Los nie oszczędzał młodej Kate. Po haniebnej śmierci ojca, królewskiego koniuszego, który próbował targnąć się na życie swojego króla, Kate utraciła pozycję społeczną, wszelkie towarzyszące temu przywileje oraz dobre imię. Ponieważ jedyne co umie robić dobrze, to obchodzenie się z końmi, zostaje więc kurierem pocztowym. Praca jest ciężka i ryzykowna, przodują w niej zdecydowanie mężczyźni. Piętno zdrajczyni dodatkowo sprawę utrudnia. 
Zrządzeniem losu drogi Kate i Corwina ponownie się krzyżują. Ona ratuje mu życie, ryzykując ujawnieniem swoich skrywanych głęboko umiejętności. Być może tylko działając wspólnie książę i dzikunka mają szansę na odkrycie prawdy i pokonanie kryjącego się za plecami gadźców wroga. 
Za kulisami objawiającego się uroru, zło podnosi łeb, aby posiąść siłę magii oraz sekret tworzenia prochu. Wróg wydaje się być odległy, a może jest bliżej niż się wydaje? 

Bardzo przypadła mi do gustu powieść Mindee Arnett. Jej jedyną wadą jest to, że szybko się kończy i na razie nie ma kontynuacji w języku polskim. Zalet jest znacznie więcej. 
Bardzo ciekawy i oryginalny jest świat przedstawiony. Przypomina europejskie średniowiecze, wszak są zamki i królowie. Jednak młody kowal opracowuje rewolwer, który zmieniłby oblicze walki z gadźcami, a na porządku dziennym jest magia, która jest praktycznie wszędzie. Legalną magię kontroluje bractwo zwane Inkwizycją. Jest jednak i nielegalna dzika magia, z którą może się urodzić każdy człowiek i może się to objawiać panowaniem nad żywiołami, takimi jak ogień, woda czy powietrze lub wpływaniem na zachowanie zwierząt lub nawet umysły ludzi.  Takich ludzi zwie się tutaj dzikunami i traktuje jak zagrożenie. Kate, podobnie jak jej ojciec, potrafi porozumiewać się ze zwierzętami. Początkowo traktuje tę umiejętność jako drobną pomoc w pracy. Z czasem jednak przekonuje się, że gdyby się poduczyła, mogłaby wpływać na umysły gadźców, a prawdopodobnie i na ludzkie. Być może mogłaby odkryć prawdę na temat ojca, a może zmienić losy kiełkującej rewolucji? 

Pierwsza część Kronik Rime to dopiero początek. Historia ma duży potencjał i naprawdę sporo wątków można tu rozwinąć, co mam nadzieję, autorka uczyni w drugim tomie. Jedno jest pewne. Zwykli ludzie władający magią żywiołów mogą odmienić oblicze tego świata, są ogromną siłą, której grzech byłoby nie wykorzystać. Zaintrygował mnie także wątek uroru czyli magicznego zwierzęcia zwiastującego rychły wybór następcy tronu. Mam nadzieję, że jeszcze będzie dane nam spotkać tego niezwykłego źrebaka. 

Jednym słowem propozycja Midee Arnett to dobry pomysł na leniwe popołudnie. Każdy miłośnik pościgów, magicznych rozwiązań, niezwykłych stworzeń i intrygujących spisków będzie z lektury zadowolony. Polecam. 

Dziękuję!

niedziela, 12 maja 2019

Valentina Fast: Royal. Przysięga ze złota. Przedpremierowo!

Autor: Valentina Fast
Tytuł: Royal. Przysięga ze złota
Tom 5
Stron: 336
Wydawca: Media Rodzina

Data premiery: 13.05.2019 r.





Dopóki człowiek nie wyrośnie z bajek, wydaje mu się, że poza nimi nic nie ma. To znaczy mam na myśli to, że lubimy o tych historiach myśleć w kategoriach długo i szczęśliwie, nie zastanawiając się, co może kryć się pod tą cudowną i olśniewającą oprawą. Pozornie wszystko wygląda tak pięknie i  jasno. Książęta są przystojni, księżniczki z wdziękiem pełnią rolę dam u ich boku. Uwieczniani na licznych zdjęciach wyglądają na tak nieziemsko szczęśliwych. Myślisz sobie: ci to mają życie. Zero trosk, tabuny służących, spełniających każde ich życzenie, niesamowite wnętrza pałaców, słowem, mogą mieć wszystko, czego dusza zapragnie. Żyją jak w bajce, odcięci od trosk i zmartwień typowych dla zwykłych śmiertelników. Jednak, gdy się temu dokładniej przyjrzeć, zaczyna się dostrzegać także tę drugą stronę medalu. Świat nie spuszcza z nich oczu nawet na chwilę, nieustannie spekuluje się na temat ich samopoczucia, życiowych decyzji, publicznych wystąpień, a media wciąż tylko węszą, czy aby gdzieś nie szykuje się jakiś romans lub rozwód. Czy łatwo im to znosić? Być może trochę już się do tego przyzwyczaili przez lata, ale czy faktycznie mają łatwiej? Nie jestem wcale o tym przekonana. 

Biorąc udział w Eliminacjach, Tania nie obiecywała sobie zbyt wiele. Właściwie chciała tylko ulec ciotce, by po wszystkim móc wybrać, co będzie robić w życiu. Nie przewidziała, że dworskie życie tak ją wciągnie, że znajdzie tu zarówno przyjaciół jak i wrogów, a przede wszystkim, że się beznadziejnie zakocha. Co więcej nie miała w ogóle pojęcia, że cudowna Vittera, królestwo pod szklaną kopułą, skrywa przed obywatelami tyle tajemnic. Och, błogi stanie niewiedzy...

Tom piąty serii. Zmagania kandydatek weszły w fazę końcową; na placu boju pozostały tylko Tania oraz Charlotte. Gołym okiem widać, że Phillip wyraźnie faworyzuje tę drugą, jednocześnie nieustannie mamiąc Tanię słodkimi słowami i obietnicami bez pokrycia. Dziewczyna jest rozbita i rozdarta wewnętrznie. Rozsądek podpowiada jej, że nie jest jej pisane szczęśliwe zakończenie u boku Phillipa. Młody następca tronu co prawda wciąż wodzi za naszą bohaterką wzrokiem, ale u jego boku panoszy się kapryśna Charlotte, ostentacyjnie pewna wygranej. Tania stara się kierować rozumem. Jednak to słabe, podatne na emocje serce wciąż naiwnie wierzy, że skoro są pocałunki, kradzione namiętne chwile zapomnienia i kolejne wyznania, to przecież jest i miłość, a co za tym idzie, wybór może być tylko jeden.

Tak w wielkim skrócie przedstawia się mniej więcej połowa powieści. Ale przecież nie może być za prosto, prawda? W pewnym momencie Tania, niespodziewanie dla siebie samej i czytelnika także (och, jak mnie to uradowało!) zostanie postawiona przed zupełnie nowym wyzwaniem. Ta nowa rola może zmienić wszystko, wpłynąć na losy całej Vittery. Taki zwrot akcji bardzo mi przypadł do gustu. Poczułam się trochę tak, jakby podarowano mi możliwość wyboru alternatywnego zakończenia. Oto nasza bohaterka ma szansę wyłamać się z narzuconej jej roli słodkiej księżniczki i zacząć wreszcie dyktować warunki. Jest duża możliwość, by uleczyć złamane serce i wyjść z twarzą z tego całego galimatiasu.

Czy piękna i nieskazitelna Vittera jest kolosem na glinianych nogach? Czy to ostatni bastion, schronienie, a może więzienie? Tania i jej przyjaciele mogą wpłynąć na bieg historii i wszystko zmienić. Jednego możemy być pewni. Po finale części piątej już nic nie będzie takie jak dawniej.

Przysięga z aksamitu bardzo mile zaskakuje. Z klimatu słodkiego romansu zostajemy wrzuceni prosto w meandry powieści przygodowej, co z całej historii wychodzi zdecydowanie na lepiej niż dobrze. Księżniczka może zamienić się w wojowniczkę. Teraz trzeba tylko trzymać kciuki, aby wykorzystała zdobyte umiejętności i dokonała właściwych wyborów. 

Polecam lekturę Przysięgi... nie tylko miłośniczkom serii. To także idealna lektura na wietrzne popołudnie. Gdy za oknem wiatr i plucha, mamy możliwość przenieść się do świata, w którym mężczyźni zabiegają o kobiety, te błyszczą i czują się pożądane, a za każdym rogiem ukrywają się tajemnice mogące dodać słodkiemu romansowi szczyptę pikanterii i dreszczyku.

Na koniec, jako zadeklarowana od dawna fanka, powiem tylko jedno. Henry. Tylko Henry. Nie przyjmuję do wiadomości innej opcji.
Dziękuję!

środa, 1 maja 2019

Sanjida Kay: Skradzione dziecko

Autor: Sanjida Kay
Tytuł: Skradzione dziecko
Stron: 368
Wydawca: WAB






Zoe i Ollie od dawna marzą o dziecku i wygląda na to, że niedługo ich marzenia się spełnią. Poród już blisko, pokój dla maleństwa gotowy. Zoe, jako przyszła mama, jest pełna obaw, tak bardzo chce, aby wszystko się udało. I wtedy na świat przychodzi mała Evie, o ciemnej karnacji i buzi naznaczonej piętnem Zespołu Alkoholowego FAS. Przyszli rodzice są przerażeni, co nie przeszkadza im z miejsca zakochać się w noworodku. Tak długo czekali na adopcję.
To pierwsze zaskoczenie, jakie serwuje nam autorka. Mała Evie jest dzieckiem młodocianej, anonimowej narkomanki, która tuż po porodzie zrzeka się wszelkich praw do dziecka. 

Mija siedem lat. 
Zoe i Ollie osiągnęli życiową stabilizację. On ciężko pracuje jako księgowy w dużej firmie i liczy na awans, który zapewni mu wyższe wynagrodzenie. Ona zajmuje się domem oraz dwójką dzieci, bo dwa lata temu urodził im się także syn, Ben. W nielicznych wolnych chwilach maluje obrazy - pejzaże; kilka lat temu zdobyła sobie opinię uznanej artystki. Generalnie wszystko jest w porządku, jednak, jak to w życiu bywa, codzienne obowiązki i natłok spraw bywają przytłaczające. Zapracowany Ollie zaniedbuje rodzinę i wszystkie domowe obowiązki zrzuca na Zoe. Pozostawiona samej sobie i coraz bardziej sfrustrowana Zoe, dwoi się i troi, by wszystko funkcjonowało jak należy. Dwuletni Ben wymaga ciągłej uwagi i coraz głośniej się o to upomina. Obrazy same się nie namalują, a przecież potrzebne jest do tego minimalne skupienie i natchnienie. Dom sam się nie posprząta, zakupy same się nie zrobią, itd. itp. No i jest jeszcze 7-letnia Evie. Uzdolniona artystycznie dziewczynka, zdradza objawy FAS-u i nie jest, mówiąc kolokwialnie, prosta w codziennym współżyciu. Ma duże kłopoty z koncentracją, łatwo wpada w złość, często się obraża, czemu sprzyja dodatkowo obecność braciszka. Oprócz tego wyraźnie widzi, z racji swojego koloru skóry, własną odmienność. Co prawda adopcyjni rodzice nie ukrywają przed nią faktu samej adopcji i na każde żądanie dziewczynki wciąż na nowo opowiadają jej całą historię, oczywiście w łatwych do zrozumienia dla dziecka słowach.  Ponadto gołym okiem widać, że Zoe i Ollie naprawdę kochają Evie; Zoe wciąż ze zdumieniem zdaje sobie sprawę, jak niezwykła i cudowna jest ich córka. Nie ma dla niej znaczenia jej kolor skóry, ani prawdziwe pochodzenie. Zoe patrzy na Evie zachwytem matki, która widzi tylko piękno własnego dziecka, obojętnie jakie by nie było. Przyznam, że ten wielokrotnie podkreślany wątek bardzo mi się podobał. 

Nadchodzą jednak trudne dni. Ktoś przysyła małej Evie prezenty i listy, co tylko pogłębia poczucie wyobcowania dziewczynki we własnej rodzinie. Dodatkowo mamy możliwość wglądu w myśli biologicznego rodzica, który chce odzyskać dziecko, bo uważa, że mu je ukradziono. Szybko okazuje się, że ta osoba nie cofnie się przed niczym, nawet przed wyrządzeniem krzywdy innemu dziecku, byle tylko osiągnąć zamierzony cel. I ten właśnie wątek sprawił, że książkę tak dobrze się czytało. Jeśli idzie o tożsamość rodzica Evie, podejrzanych było kilku, dzięki czemu było jeszcze ciekawiej. Niemniej jednak trochę irytowała mnie Zoe, która, wiedząc o niepokojących próbach kontaktu z małą Evie, bez żadnych podejrzeń wpuściła do rodzinnego życia, potencjalnego ojca Evie. To znaczy, rozumiem, że nie każdy człowiek o innym kolorze skóry, musi być tym właśnie podejrzanym, ale ten totalny brak podejrzliwości, ta naiwność, bardzo mi się nie podobały. Gdyby Zoe była uważniejsza, pewnych kłopotów mogłaby uniknąć. 
Do samego końca historii nie wiemy, jak się sprawa rozwiąże. Autorka zbudowała klimat pełen napięcia i dramatyzmu. Bardzo wyraźnie odmalowała także postać Evie i przeżycia  dziewczynki, która, widząc i czują własną odmienność, wciąż bada granice, zwłaszcza te dotyczące adopcyjnych rodziców.

Skradzione dziecko to poruszająca historia o macierzyństwie i jego meandrach. Książka wyraźnie pokazuje, że rodzina jak z obrazka, jest błędnym stereotypem. W rzeczywistości jest dużo trudniej i nie raz nadchodzi pokusa, by się poddać i to rzucić. Decyzja, by zachować spokój i, mimo problemów, wykazywać cierpliwość i spokój, jest trudna, ale świadczy o sile charakteru i dojrzałości. 
Powieść jest lekturą na jeden wieczór. Zaczęłam ją czytać z zamiarem tylko kilku rozdziałów, a potem nie mogłam się od niej oderwać. Książka naprawdę wciąga. 
Dobra lektura na majówkę. Polecam gorąco.



Dziękuję!

wtorek, 30 kwietnia 2019

Mona Kasten: Save me

Autor: Mona Kasten
Tytuł: Save me
Seria: Maxton Hall, t.1
Stron: 384
Wydawca: Jaguar








Na książkę Save me trafiłam zupełnie przypadkiem, przeglądając nowości. Z twórczością Mony Kasten nie miałam do tej pory do czynienia, choć dowiedziałam się, że w Polsce wydano też inną jej trylogię ze słowem again w tytule. 
Jeśli idzie o opis, to zainteresowała mnie głównie informacja, że główni bohaterowie pochodzą z dwóch różnych środowisk. Bardzo lubię takie motywy. Obecnie stają się one coraz bardziej ograne i trudno o dobrą realizację, więc z tym większą nadzieją podeszłam do lektury. I muszę przyznać, że zostałam bardzo miło zaskoczona. 

Jamesa i Ruby dzieli wszystko: podejście do życia, plany na przyszłość, a przede wszystkim status społeczny. On jest bajecznie bogaty, a jego rodzina znana w całej Anglii dzięki sieci domów handlowych z odzieżą dla mężczyzn. Jeszcze nie wie, kim chciałby zostać w przyszłości, choć rzecz jasna, ojciec chłopaka postanowił to już dawno. Jego odskocznią od rzeczywistości są imprezy, alkohol i narkotyki, a pieniądze środkiem, za pomocą którego można kupić i załatwić wszystko.  Ona pochodzi z ubogiej rodziny i jest skupiona na realizacji swojego życiowego marzenia: dostania się na studia w Oxfordzie. Z obsesją godną maniaka wszystko zapisuje w swoim notesie i z determinacją dba o to, aby jej dwa życia: domowe i szkolne nie miały ze sobą ani jednego punktu stycznego. 

W pewnym momencie drogi Ruby i Jamesa krzyżują się i życie obojga zmienia się diametralnie. Ruby wbrew sobie poznaje sekret, który bardzo mógłby zaszkodzić wizerunkowi rodziny Jamesa. Początkowo żadne z nich nie jest zachwycone koniecznością współpracy i obracania się w tych samych kręgach. Z czasem jednak poznają się coraz  lepiej i okazuje się, że przeciwieństwa  nie tylko się przyciągają, ale też mogą się dobrze uzupełniać.

Dużym plusem historii jest to, że, w przeciwieństwie do innych powieści tego typu, bohaterowie na początku nie myślą o sobie w kategoriach erotycznych. Nie ma więc wzdychania, kontemplowania bicepsów czy biustu, opisów pieszczot. Poznajemy bohaterów w ich naturalnym środowisku, widzimy sprawy, z którymi  muszą się zmagać. Bardzo dokładnie odmalowała autorka rodzinę Ruby oraz starania dziewczyny, by dostać się na wymarzone studia. Uczucie i wyznania pojawiają się nieco później, ale nawet wtedy nie dominują one nad fabułą. Interesujące są także wątki drugoplanowe; siostry Jamesa Lydii oraz Alastaira, skrywającego swą orientację seksualną przed przyjaciółmi. Mam nadzieję, że autorka będzie to kontynuować w drugiej części, bo aż żal byłoby to zostawić.
Jedyne co mi się nie podobało, to zakończenie. Miałam wrażenie, że to co spotkało Jamesa było nieco na siłę, zwłaszcza jego zachowanie w finale. Ale może faktycznie musi do pary spraw dorosnąć? Bo, że zachowuje się jak pętak, to fakt.

Tak jak pisałam wcześniej, mile się zdziwiłam i czekam na kontynuację perypetii Ruby i Jamesa. Mam także zamiar sięgnąć po inne powieści tej autorki. Tworzy ona naprawdę ciekawe historie młodzieżowe.

wtorek, 23 kwietnia 2019

Sabrina Jeffries: Występna miłość

Autor: Sabrina Jeffries
Tytuł: Występna miłość
Stron: 400
Wydawca: BIS







Od wydarzeń z pierwszej części minął niespełna rok. Kłopoty panien Swanlea pozornie się skończyły, finansowo są zabezpieczone. Wszystko się jednak komplikuje, gdy najmłodsza z sióstr, Julliett ucieka z nowopozonanym mężczyzną. Helena, przerażona, że reputacja rodziny legnie w gruzach, wyjeżdża do Londynu i prosi o pomoc Daniela Brenanna. Robi to, rzecz jasna w tajemnicy, mając nadzieję, że zanim Rosalind i Griff wrócą z podróży, Juliett będzie już bezpieczna w domu. 

Tak, w skrócie, zaczyna się druga powieść z cyklu Stare panny Swanlea. Tym razem bohaterami wiodącymi są najstarsza z sióstr Helena oraz dobry przyjaciel i wspólnik Griffina, Daniel Brenann, mający powiązania ze środowiskiem przemytniczym. W części pierwszej między bohaterami zaiskrzyło, niestety na przeszkodzie ich relacji stanęło kłamstwo, jakim obydwaj panowie uraczyli siostry. Griffinowi upiekło się łatwiej, ale Danielowi, nawet teraz po roku, Helena nie może tego zapomnieć. Nie ma jednak wyjścia, bo nikogo w Londynie nie zna, a czas nagli. To dlatego prosi o pomoc Daniela i tak zaczyna się pełna przygód i niespodzianek podróż.

Druga część cyklu jest dużo lepsza niż pierwsza. 
Przede wszystkim dlatego, że jest prawdziwą powieścią przygodową. Akcja toczy się w drodze i nieustannie coś się dzieje i tak właściwie jest od samego początku. Helena prosi o pomoc Daniela i akcja od razu się zawiązuje. Dalej mamy trudy podróży, zgłębianie środowiska przemytników, ciekawą przeszłość Daniela oraz poszukiwania Juliett. Są też pościgi, niebezpieczeństwo i chwile grozy. A wszystko to w scenerii rozwijającego się romansu, który jest zabawny, namiętny i prawdziwy. 
Znacznie lepiej wypadli także główni bohaterowie. Helena, pozornie sztywna i chłodna dama, a tak naprawdę pełna kompleksów związanych z chromą nogą, dzielnie znosi trudy i niewygody podróży. Jednocześnie zmienia swój pogląd na wiele spraw, staje się odważniejsza i bardziej wygadana. Daniel, mężczyzna o ogromnej posturze, ma serce i maniery naprawdę szlachetnego człowieka, który ma co prawda niskie pochodzenie, ale zrobił w swoim życiu wszystko, by wyjść na prostą i osiągnąć stabilizację. W porównaniu z Rosalind i Griffem, Helena i Daniel wypadają znacznie lepiej. Są nie tylko bardziej prawdziwi, ale też zabawni, z wadami i pragnieniami, których, jak sądzą, nie uda im się w życiu spełnić. 
Jest tu także sporo zabawnych dialogów i sytuacji. Słowem związanie ze sobą bohaterów z różnych sfer społecznych było bardzo dobrym pomysłem. 
Sama kwestia ucieczki Juliett z Morganem, także jest bardziej złożona niż się wydaje i ładnie łączy się z całą, wymyśloną przez autorkę intrygą.

To dlatego tę część znacznie lepiej się czytało i mogę ją zdecydowanie polecić szukającym dla siebie dobrego romansu. Gdyby się uprzeć, można by tę część czytać bez znajomości części pierwszej, choć w pojawiły się w niej drobne przesłanki świadczące o tym, że między tą dwójką iskrzy. 

Seria Stare panny Swanlea to dobra propozycja na wiosenne popołudnie. Polecam!

piątek, 12 kwietnia 2019

Kate Morton: Córka zegarmistrza

Autor: Kate Morton
Tytuł: Córka zegarmistrza
Stron: 544
Wydawca: Albatros






Okazuje się, że w dzisiejszych czasach znalezienie zegarmistrza z prawdziwego zdarzenia graniczy z cudem. Skąd to wiem? Ponieważ ostatnio mój stary (pamiątka po dziadkach) zegar bijący zatrzymał się i ani myślał ruszyć ponownie. Gdy zabrałam się za poszukiwania kogoś, kto do zegara zajrzy i go wyleczy, okazało się, że osoba najlepiej się do tego nadająca, mieszka blisko 60 km stąd. A przecież jeszcze 50 lat temu taki fachowiec był w każdej większej miejscowości. 

Najnowsza powieść Kate Morton Córka zegarmistrza najpierw uwodzi czytelnika okładką. Gustownie, ale i skromnie zdobiona, tarcza zegara kojarzy się z ginącym już zawodem, a także ludzkim pojmowaniem czasu i jego ciągłości.

Bardzo lubię powieści Kate Morton. Tworzone przez nią historie toczą się na kilku płaszczyznach czasowych, a sympatyczni i bardzo wiarygodni bohaterowie, mają ze sobą więcej wspólnego niż się początkowo wydaje. Polecając znajomym książki tej autorki określam ich fabułę jednym zdaniem: to intrygująca tajemnica rodzinna sprzed stu lat, którą odkrywa późny wnuk. Tym razem jest podobnie, choć autorka trochę zagrała czytelnikowi na nosie. 
Początkowo wydaje się, że główną bohaterką jest Elodie, młoda londyńska archiwistka, która zamiast szykować się do ślubu, woli odkrywać tajemnice starych przedmiotów i dokumentów. Gdy przypadkowo odnajduje starą skórzaną torbę, przekonuje się, że jej zawartość, może ją doprowadzić do poznania prawdy o przedwcześnie zmarłej matce, znanej i cenionej wiolonczelistce. 
Stara, opowiadana na dobranoc historia o bezpiecznym domu w zakolu rzeki łączy na zawsze  losy kilku kobiet, a ów magiczny, niezwykły dom staje się świadkiem tragicznych wydarzeń, które na długie lata przykryje kurz zapomnienia. 

Tytułowa córka zegarmistrza to Birdie, najpierw ukochane dziecko taty, potem uliczna złodziejka, aż wreszcie muza jednego z najpopularniejszych, angielskich malarzy drugiej połowy XIX wieku. 
Co się stało z Błękitem Radcliffów i czy Lilly Millington naprawdę uciekła do Ameryki i zdradziła miłość swojego życia? Co wspólnego z tym wszystkim ma matka Elodie? 

Córka zegarmistrza porusza wiele problemów. Pierwszym jest tęsknota za poznaniem swoich korzeni, a co za tym idzie prawdy o sobie, na którą składa się między innymi prawda o naszych rodzicach. Czy żywa legenda Lauren Adler, stanie się dla swojej swojej córki, Elodie, po prostu matką, którą można wspominać z miłością?
To także historia o płynności czasu, który lubi zataczać pętle i łączyć ze sobą ludzi, o miłości i zawiści, o prawdzie, która powinna i musi ujrzeć światło dzienne. Ale też o pięknie przyrody, która fascynuje i  inspiruje do tworzenia przepięknych dzieł, stanowiących źródło inspiracji dla kolejnych pokoleń. 

Powieść ma urokliwy, sielski klimat, do czego Kate Morton już zdążyła przyzwyczaić swoich czytelników. Ten ulotny, trudny do zatrzymania urok sprawia, że książkę czyta się z wielką przyjemnością i bardzo kibicuje się bohaterom w ich działaniach. Wzruszenie chwyta za serce, gdy pewnych spraw nie udaje się dokończyć, gdy miłość nie ma szansy na spełnienie, a prawda wychodzi na jaw tak późno. 
Polecam Córkę zegarmistrza miłośnikom dobrych powieści dla kobiet, lubiącym poczuć klimat odległej epoki, gdy wszystko wydawało się znacznie prostsze niż dziś. To dobra lektura na wiosenne, acz chłodne popołudnie. Fanów Kate Morton nie muszę zbytnio zachęcać. Powiem tylko, że to taka Kate Morton, jaką już zdążyliście pokochać. Tym razem także będziecie zadowoleni.




Dziękuję!

sobota, 6 kwietnia 2019

Erin Hunter: Ukryty wróg

Autor: Erin Hunter
Tytuł: Ukryty wróg
Seria: Sfora, t.2
Stron: 308
Wydawca: Nowa Baśń






Powieść Ukryty wróg to druga część cyklu Sfora. Jej akcja zaczyna się dokładnie w momencie, w którym zakończyła się część pierwsza. 
Mieszaniec goldena i szetlanda, Fuks już myślał, że od teraz może wreszcie być sam. Nauczył sforę swojej siostry  Belli podstawowych umiejętności i pomógł im znaleźć dobre miejsce do zamieszkania. Szybko się jednak okazało, że te tereny już ktoś dla siebie zajął i absolutnie nie chce się dzielić. Fuks musi wrócić do grupy i znowu wesprzeć ją w kłopotach. Co z tego wyniknie?

Dla przypomnienia. Cykl stworzony przez Erin Hunter zabiera czytelnika do świata, w którym psy muszą sobie radzić same. To z ich perspektywy obserwujemy świat. Ludzie, w mniemaniu psów, Długonodzy, uciekli przed skutkami Wielkiego Warczenia czyli niespodziewanej katastrofy, która kojarzy się z trzęsieniem ziemi, ale też ze skażeniem chemicznym, zwłaszcza wody. Porzucone czworonogi stają przed trudnym wyzwaniem. Muszą zapomnieć o tym, że do tej pory ludzie się nimi opiekowali i karmili. Od teraz uczą się polować, znajdować schronienie, orientować w terenie, lizać rany, a nawet, gdy przyjdzie taka potrzeba, walczyć. Psom, które były przywiązane do swoich ludzi, trudno zapomnieć o starych nawykach. Wychowane przez ludzi, w dziczy są praktycznie bezbronne. Nie wiedzą na co powinny uważać, ani czym się kierować. To dlatego Fuks, który przez większość swojego życia był samotnikiem, jest dla sfory tak cenny. Ten jednak marzy o samotniczym życiu. Jak widać na razie, daremnie. Kiedy już wydawało się, że bez obaw o los stada, może odejść, musiał wrócić i postawić się w nowej roli. 

W drugiej części cyklu Fuks zostanie szpiegiem. Dosłownie. Dla dobra swojej sfory i za namową siostry Belli, bohater przystanie do innej psiej grupy, kierowanej twardą łapą psowilka. Celem naszego dzielnego czworonoga będzie przekonanie obcego stada, by zechciało się podzielić miejscem do polowań, a przede wszystkim wodą pitną. Wilczy alfa nie wygląda na chętnego do ustępstw, a pozostałe psy są nieufne. Czy misja Fuksa się powiedzie? 

O ile pierwsza część była powieścią drogi, o tyle druga zmienia perspektywę, gdyż jej fabuła toczy się w jednym miejscu. Autor chciał tym razem pokazać inny aspekt psiego życia. 
Pierwszą kwestią są uczucia Fuksa. Nigdy nie chciał być członkiem stada, jednak zdaje sobie sprawę, że ma to swoje plusy i uroki. Przede wszystkim bohater czuje się częścią większej całości, ulega magii zespolenia z przyrodą, a może nawet z duchami Wielkich Psów. Granica pomiędzy tym, kim jest naprawdę i po co się tu znalazł, stopniowo mu się zaciera i z zaskoczeniem zdaje sobie sprawę, że bycie trybikiem w dobrze zorganizowanej machinie nie jest takie złe jak myślał.  Nie wszystko mu się jednak podoba i tu ujawnia się kwestia druga. 
Stado w Obrożach to taka namiastka demokracji. Psy domowe o wszystkim decydowały wspólnie i choć Bella czy Fuks byli dla nich autorytetami, nikomu nie przyszło do głowy, że można by kogoś poniżać czy odmawiać mu posiłku, bo jest mniejszy lub słabszy. Dobro jednostki było dobrem ogółu, a wzajemna troska podstawą. 
Dzikie stado przypomina wilczą watahę, w końcu przewodzi jej półwilk. Każda słabość jest tu surowo karana, nie ma współczucia dla przewinień, każdy dobrze zna swoje miejsce i obowiązki. Nie ma też demokracji, jest dyktatura. Teoretycznie wszystko działa jak w zegarku, jednak w praktyce okaże się, że w funkcjonowaniu stada są pewne usterki, których nie da się nie dostrzec.
Gdzie leży złoty środek? Zapewne jak zwykle gdzieś po środku, jednak zanim bohaterowie go znajdą musi minąć jeszcze sporo czasu.

Powieść Ukryty wróg przedstawia kolejny etap dojrzewania Fuksa do roli przywódcy stada. Bohater tak bardzo chciałby być sam, a jednocześnie coraz mocniej przywiązuje się do nowych przyjaciół. Funkcjonując w dwóch grupach ma możliwość porównania, dostrzeżenia różnic oraz wad obu systemów. To byłaby doskonałość do wypracowania czegoś własnego, ale czy Fuks zechce?

Cykl polecam miłośnikom psów, ale nie tylko. Pod przykrywką ras kryją się typowo ludzkie postawy i zachowania. Bytność w grupie z każdej jednostki wyzwala coś innego, niespodziewanego. Tej symboliki nie da się nie dostrzec. Logiczna i prosta fabuła aż kipi od emocji, które niby psie, a tak ludzkie. To historia o dorastaniu i podejmowaniu odpowiedzialności. Odpowiedzialności za przyjaciela, a czasem nawet za kogoś mniej lubianego. Bo tak to już w życiu jest. Gdybyśmy w życiu kierowali się wyłącznie sympatiami, nie doszlibyśmy do miejsca, w którym jesteśmy. 

Ukryty wróg to mądra i wartościowa książka, którą poleciłabym młodym czytelnikom. Dziś, gdy wszędzie panoszy się łatwizna, przygody Fuksa i jego przyjaciół, dobitnie pokazują, że do wielkości i sukcesu dochodzi się drogą wyrzeczeń i krętą. Wysiłek jednak wart jest zachodu. 


Dziękuję!

piątek, 29 marca 2019

Krista & Becca Ritchie: Addicted. Podwójna pokusa.

Autor: Krista & Becca Ritchie
Tytuł: Addicted. Podwójna pokusa.
Seria: Addicted, t.2
Stron: 557
Wydawca: WAB








Addicted, w polskim tłumaczeniu uzależniony, to druga część trylogii, dość nietypowej, powiedziałabym. 
Jej tematem bowiem są, jak sam tytuł mówi, dwa nałogi, które mogą zniszczyć człowieka doszczętnie. Dwójka przyjaciół z bogatych sfer, Loren i Lily, do pewnego momentu wspierała się w pogłębianiu swoich nałogów. Ważniejsze było dla nich upajanie się stanem, który chcieli osiągnąć, niż przyjęcie do wiadomości, że niszczą tym życie nie tylko własne, ale też bliskich. W finale części pierwszej dzięki naciskom rodziny i przyjaciół, bohaterowie zdecydowali się wreszcie podjąć walkę z nałogiem. Lo udał się na odwyk w zamkniętym ośrodku,  a Lily rozpoczęła terapię. Jak dalej potoczą się ich losy i przede wszystkim, czy uda im się pokonać własne demony? 

Druga część cyklu zaczyna się spokojnie. Loren wraca z odwyku. Jest silniejszy i stanowczy. Widać, że pobyt w ośrodku dużo mu dał. Lily czeka na niego z niepokojem. Sama uczęszcza na terapię i dużo kosztuje ją poskromienie starych nawyków. Szybko okazuje się, że bohaterom nie jest pisane sielskie życie. Po pierwsze życie toczy się dalej, a pragnienie wciąż podnosi głowę w oczekiwaniu zaspokojenia. Odwyk to tak naprawdę początek drogi. Kolejnym etapem jest odnalezienie w codzienności, a to już znacznie trudniejsze. Pomimo zażywanych lekarstw, Lo zewsząd czuje pokusy. Tym bardziej, że jest lato i alkohol leje się szerokim strumieniem. Podobnie jest z Lily lato sprzyja nagości, a ta jak wiadomo, wznieca pragnienia. 
Po drugie ktoś zna brudny sekret Lily i grozi jego ujawnieniem do mediów, a to przysporzyłoby rodzinie dziewczyny wiele kłopotów z wizerunkiem. Rozpoczyna się desperackie poszukiwanie Anonima, który wydaje się być bliżej niż można by przypuszczać. Tożsamości szantażysty trudno się domyślić; może to być jeden z byłych kochanków dziewczyny, albo ktoś z kręgu nowych przyjaciół. Muszę powiedzieć, że mnie udało się to dopiero pod koniec, co tylko dowodzi, że autorki zmyślnie uknuły całą intrygę.

Autorkom znowu należy się bardzo duży plus. W barwny i wiarygodny sposób pokazały, że codzienność dla osoby uzależnionej jest trudnym wyzwaniem. Podjęcie leczenia to dopiero początek, a przecież wokół masa pokus, a największym wrogiem człowieka jest jego własny umysł. Wszyscy dookoła piją alkohol lub uprawiają seks. Lo i Lily są tego świadomi i tym trudniej im jest znosić narzucone przez terapię ograniczenia. Oprócz tego to że się walczy z nałogiem już nie oznacza, że nie pojawią się chwile załamania czy zwątpienia. i tego także autorki nie boją się pokazywać. 

Kolejnym dobrym i wartościowym aspektem powieści jest rozbudowanie innych postaci, ważnych dla fabuły, bo gdyby akcja toczyła się tylko wokół dwojga głównych bohaterów, to byłoby trochę nudno. W tomie drugim mamy okazję lepiej poznać Rose i Connora, a przede wszystkim Daisy i Ryke'a, których to związek póki co ma status zakazanego z powodu młodego wieku dziewczyny. Bohaterowie mają jednak oddzielną powieść i mam ogromną nadzieję, że szybko zobaczymy ją w polskim przekładzie. Równie sympatycznym aspektem jest to, że łatwiej radzić sobie z nałogiem, jeśli ma się tak oddanych przyjaciół. Oczywiście nie znaczy to, że od razu jest super różowo, jednak ludzie będący obok, w każdej chwili okazujący realne wsparcie, to naprawdę bezcenny skarb. 

Druga część trylogii okazała się równie dobra jak pierwsza, a może nawet lepsza. Czyta się przyjemnie i z zainteresowaniem. Z dwóch uzależnień ciekawsze wydało mi się to związane z Lily. bohaterowie próbują nie tylko dociekać przyczyn jej stanu. Ważnym zadaniem Lo jest takie narzucenie ograniczeń ich pożyciu intymnemu, aby seks nie zdominował życia Lily ani nie zagroził jej zdrowiu i życiu. To wykonalne oczywiście, ale bardzo trudne. 
Przywiązałam się do bohaterów Addicted, dlatego niecierpliwie czekam na kolejne książki opisujące perypetie sióstr Calloway.

Dziękuję!

piątek, 22 marca 2019

Peternelle van Arsdale: Bestia

Autor: Peternelle van Arsdale
Tytuł: Bestia
Stron: 315
Wydawca: Poradnia K








W pewnej wiosce kobieta rodzi dwie identyczne córki: Angelicę i Benedictę. Ich przyjście na świat zbiega się z czasem nieurodzaju i głodu, co skłania mieszkańców Gwenith do podejrzeń, że to one są przyczyną zła. Decyzją ogółu kobieta z córkami zostaje wypędzona do lasu. Niedługo potem matka umiera, a bliźniaczki, mając już tylko siebie, stopniowo tracą człowieczeństwo. Rodzą się w nich bestie złaknione ludzkich emocji, które stają się ich pokarmem. Rodzą się? A może zawsze w nich były? Nie mamy pewności i chyba one same też nie. Odczłowieczone Pożeraczki dusz uśmieracją całe osady. Nie mają względu na wiek, płeć, stanowisko. W swojej rodzimej wiosce, zabijają wszystkich dorosłych, oszczędzając dzieci. Jest wśród nich młodziutka Alys, która jako jedyna wtedy nie spała i widziała demoniczne siostry. Alys czuje, że jest inna. Czuje dziwną więź z Pożeraczkami dusz. Czy jest taka jak one? A może ta więź odmieni losy wszystkich powiązanych z Alys? Czas pokaże.

Świat przedstawiony w powieści od razu obudził we mnie dwa skojarzenia. Zamknięta społeczność, żyjąca tak jak pierwsi osadnicy, rygorystyczny styl życia, surowe zasady eliminujące każdą odstającą od normy odmienność przypominały mi losy Hester Prynne, głównej bohaterki powieści "Szkarłatna litera" N. Hawthorne'a. Alys bardzo stara się wpasować, a jednocześnie nie umie przymykać oczu na fałsz i obłudę panujące wśród ludzi, z którymi przyszło jej żyć. Oprócz tego coraz dobitniej zdaje sobie sprawę, że mimo starań, nie jest i nie będzie taka jak inni. Czy powinna za to cierpieć, ponosić karę, czuć się winna? Jednocześnie pojawia się pytanie, czy potwory tkwiące w naszym wnętrzu budzą się same i nie mamy na to wpływu, czy podburzają je inni, zwyczajnie chcąc je w nas widzieć, czy też może my sami, kierując się jakimś skomplikowanym mechanizmem obronnym, dopuszczamy do głosu tę bestię, by walczyła ze światem w naszej obronie?  Odpowiedź nie jest tak prosta, jakby się wydawało. Jedno jest pewne, zawsze mamy wybór. 

Drugie skojarzenie  związane z zamkniętą osadą i czającym się na zewnątrz krwiożerczym zagrożeniem to film Osada w reżyserii Nighta Shyamalana, obraz z 2004 roku. Prości mieszkańcy wioski panicznie boją się Bestii i nie potrafią jej zwalczyć ani pokonać. Wszak trudno walczyć z nadprzyrodzonym. Strach jest jednak tak wielki i ogłupiajacy, że Starsi osady podejmują kontrowersyjną decyzję, aby w zamian za mieszkanie i jedzenie, chroniły je przyjęte do wioski obce dzieci. W razie zagrożenia to one właśnie, jako pierwsze, padną ofiarami potworów. A jeśli to dzieci będą pierwsze, to może Bestia się nasyci i zostawi mieszkańców przy życiu? Pierwotna chęć ocalenia budzi w ludziach paskudne instynkty, chronić się nawet kosztem drugiego człowieka. Byle przeżyć. Oni, nie my. I znowu pojawia się pytanie; czy to nie sami ludzie, mający się za pobożnych i bogobojnych, generują większe zło i wpuszczają je między siebie?

Historia ocalałej Alys, walczącej z kłębiącym się w niej mrokiem, budzi wiele pytań i wątpliwości. Czy nasz los jest z góry przesądzony i nie mamy szansy okiełznać monstrum? A może decyzja należy do nas i wystarczy tylko, by ktoś w nas uwierzył i byśmy my sami uwierzyli? Może musi w końcu znaleźć się ktoś, kto powie dość i wpuści w ten zabobonny mrok nieco światła rozsądku? Może wtedy pojawi się szansa na ocalenie? 

Powieść Bestia to mroczna i skłaniająca do refleksji historia. Klimatyczna i intrygująca nie podaje gotowych odpowiedzi, lecz zmusza do ich dostrzeżenia samodzielnie. Tym samym na długi czas pozostawia w czytelniku tę drobinę niepokoju i nie pozwala o sobie zapomnieć. 
Mocna i mądra opowieść. Polecam.



Dziękuję!

niedziela, 17 marca 2019

Niania Matylda w akcji


Na cykl o znanej niani składają się trzy, niewielkie objętościowo książki: Niania Matylda (128 str.), Niania Matylda idzie do szpitala (122 str.) i Niania Matylda w mieście (122 str.). Ich autorką jest brytyjska pisarka Christianna Brand, która także pisała historie kryminalne. Filmowa adaptacja przygód niezwykłej niani, każe ją nazywać Nianią McPhee i taką pozostała ona w mojej pamięci. 

Państwo Brown mają dużo dzieci. Właściwie to mają ich tak wiele, że nie są w stanie się ich doliczyć i dla ułatwienia dzielą je na grupy wiekowe: Starszaki, Średniaki, Maluchy i Szkraby. Jest jeszcze Bobas, który, paradoksalnie, jest najbardziej spostrzegawczy ze wszystkich dzieci. 
Powiedzieć, że Browniątka są łobuzami, to stanowczo za mało. To diabły wcielone, których obawiają się wszyscy. Żadna niania nie utrzyma się w tej pracy zbyt długo i powoli  kończy się lista możliwych kandydatek. 

Wtedy do akcji wkracza Niania Matylda. Jest brzydka: ma wystający ząb, kartoflowy nos, brodawki i zaniedbaną suknię. Niania zawsze zachowuje spokój i tylko obserwuje rozwój wypadków. Nie krzyczy, nie biega, nie zapobiega, stoi z boku i patrzy. Oczywiście jest czarodziejką, która, gdy stuknie laską, zaprowadza porządek. Wkracza, gdy sytuacja osiąga katastrofalne rozmiary. Jej misją jej nauczyć dzieci proszę i dziękuję, grzecznego jedzenia, kładzenia się spać i prostego posłuchu. Gdy się jej to udaje, stopniowo pięknieje. A wtedy odchodzi. Gdy dzieci się do niej przywiązują, tak naprawdę już nie jest im potrzebna, bo swoją rolę spełniła. 

Liczebność dzieci była dla mnie dodatkową zagadką podczas czytania części pierwszej; spisywałam sobie imiona dzieci na ostatniej, wolnej stronie. Doliczyłam się 40 gagatków. 
Bardzo podobał mi się układ części pierwszej; dzieci łobuzowały, niania obserwowała i wkraczała w odpowiednim momencie. Gdy łobuzy pojęły lekcję, wtedy wszystko wracało na swoje miejsce. 
Mój odbiór drugiej i trzeciej części nie był już tak entuzjastyczny. W drugiej części dzieci trafiają do szpitala, który stawiają na głowie,  a w trzeciej jadą nad morze i też je wywracają do góry nogami. Nianię mgliście pamięta już tylko Bobas, który wie, że trzeba powiedzieć proszę; pozostałe dzieci już o niej zapomniały. Odniosłam wrażenie, że w kontynuacjach autorka zrezygnowała z pierwotnej koncepcji. Dzieci psocą na potęgę, ocierając się o złośliwość i i czasem okrucieństwo. Zajmuje się nimi panna Krewetka, guwernantka ich kuzynki Eweliny, a niania pojawia się sporadycznie. Przyznam, że bez niej historia traciła swój urok, a sama lista dziecięcych wyskoków nabierała cech bezsensownego bałaganu. 
Nie podobało mi się także, że Ewelina zaadoptowana przez ciotkę Adelajdę, niegdyś skromna i miła, zmieniła się w  złośliwą i paskudną dziewczynę, której dzieci tylko stale robiły na złość. 

Podsumowując. Pierwsza część o niani Matyldzie jest ciepłą, mądrą historią i czyta się ją bardzo przyjemnie. Przy pozostałych dwóch miałam już przesyt i miejscami żałowałam, że zaczęłam je czytać. Za mało było niani, a za dużo dzieci psujących wszystko, co spotkają na swojej drodze.
Niemniej jednak jest to klasyk literatury dziecięcej i warto mieć tę świadomość. 

piątek, 8 marca 2019

Kasie West: Dziewczyna, która wybrała swój los

Autor: Kasie West
Tytuł: Dziewczyna, która wybrała swój los
Seria: Pivot Point, t.1
Stron: 376
Wydawca: Feeria Young








Życie  ludzkie składa się z decyzji; takich mniejszych i takich większych. Rozum podpowiada, by przed podjęciem każdej zastanowić się choć chwilę i pomyśleć o konsekwencjach. Codzienność pisze jednak różne scenariusze i bywa, że nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkich skutków swoich decyzji. To trochę tak jak z teorią, że ruch skrzydeł motyla w Ohio może wywołać burzę w Teksasie. Czynników zewnętrznych jest tyle, że nigdy na sto procent nie wiemy, czy dobrze postąpiliśmy. A gdyby tak można na próbę zajrzeć w swoją przyszłość i pomóc sobie w podjęciu decyzji?  Czy byłoby łatwiej czy trudniej? 

Powieść Dziewczyna, która wybrała swój los to moje pierwsze spotkanie z twórczością Kasie West. Główna bohaterka jest częścią świata, w którym może takiego sprawdzenia dokonać. Kolonia to miasto zamieszkiwane przez ludzi o nadnaturalnych zdolnościach. Są tu więc tacy, którzy wpływają na nastrój człowieka, na jego przekonania, na pamięć, a nawet na masę przedmiotów. Addison ma dość rzadką zdolność. Ma możliwość zajrzeć w swoją przyszłość, zobaczyć różne jej wersje i wybrać tę najlepszą dla siebie. Ponieważ jest dość uporządkowaną osobą i takie ma życie, rzadko z tej zdolności korzysta. Gdy jednak jej rodzice podejmują decyzję o rozwodzie, Addie staje przed jeszcze poważniejszą. Musi wybrać z kim zamieszka; z mamą czy z tatą. Jeśli wybierze mieszkanie z mamą, pozostanie w Kolonii, nie będzie musiała zmieniać szkoły i nadal będzie miała pod ręką najlepszą przyjaciółkę Lailę. Jeśli wybierze tatę, z którym dogaduje się lepiej, będzie musiała wyjechać i rozpocząć wszystko od nowa w świecie bez parapsychicznych umiejętności, w świecie Naturalsów. 

W kolejnych rozdziałach powieści naprzemiennie śledzimy skutki obu prawdopodobnych decyzji. Kojarzyło mi się to trochę z alternatywną wersją rzeczywistości, bo choć oba życia Addison były różne, to miały też sporo punktów wspólnych, zupełnie jakby dwie połówki dążyły do tego, aby się na nowo połączyć w całość. 
Wyjeżdżając z tatą, bohaterka zaczyna życie w zwykłym świecie, bez udogodnień. Poznaje nowych znajomych, w tym sympatycznego Trevora. Przekonuje się też, że jej życie w Kolonii ma wpływ na obecne wydarzenia. 
Pozostając z mamą Addie też nie może narzekać na nudę. Staje się obiektem zalotów czarującego Duke;a oraz próbuje pomóc przyjaciółce, której ojciec uwikłał się w długi. 
Która z tych opcji będzie lepsza i co wybierze Addison?

Gdyby powieść opierała się tylko na wątku romansowym, byłoby nudno. Autorka wprowadza jednak motyw rodem z fantastyki. Stworzenie świata, ukrytego przed wiedzą i wzrokiem zwykłych ludzi,  z nadnaturalnymi mieszkańcami, było bardzo dobrym pomysłem. Addie wrzucona do zwykłego świata popełnia czasem zabawne gafy, co dodatkowo zwiększało kontrast między dwoma rzeczywistościami.  Oprócz tego autorka zgrabnie wprowadza wątek sensacyjny, który spaja oba światy i nadaje fabule klimatu niepokoju i zagadki. 

Przygody Addie i jej przyjaciół nie kończą się na jednym tomie. Trochę podchodzę do tego faktu z obawą, jednak bardzo polubiłam jednego z bohaterów i liczę, że autorka da mu szansę w kontunuacji. 
Dziewczyna, która wybrała swój los to lekka i oryginalna historia. Czyta się szybko i przyjemnie, a po zakończeniu lektury pozostaje z przyjemnym uczuciem czytelniczego spełnienia.

wtorek, 5 marca 2019

Jay Kristoff: Głosząca kres

Autor: Jay Kristoff
Tytuł: Głosząca kres
Seria: Wojna lotosowa, t. 3
Stron: 608
Wydawca: Uroboros






Od momentu, gdy nikomu nieznana dziewczyna oswoiła legendarnego Tygrysa Gromu i zabiła despotycznego  cesarza Yoritomo, nie minęło wcale tak wiele czasu.  Niespełna dwa lata wystarczyły, aby rebelia ogarnęła całe wyspy Shima. Czy spełnią się stare przepowiednie? Czy świat zatruty czarnym lotosem jeszcze zobaczy błękitne niebo? A może Gildia zwycięży i nastąpi koniec wszystkiego? 

Trzecia część trylogii o Wojnie Lotosowej nosi intrygujący tytuł Głosząca Kres. W świecie Wysp Shima jest to bogini Izanami, uwięziona w podziemiach, opuszczona przez swego małżonka i nienawidząca wszystkiego co żywe. Co ta bogini ma wspólnego z walką o niepodległość? 
Przyznam, że początkowo założyłam, że to Yukiko będzie ramieniem tej bogini, że pokona uzurpatora Hiro i rozgromi Gildię, w której panoszy się dewocja i zakłamanie. Myliłam się. Okazało się, że autor miał znacznie głębszy zamysł i nawet jako zadeklarowany miłośnik tej historii, nie byłam w stanie przewidzieć jej zakończenia. 

Tom trzeci jest naprawdę epicki. Walka o wolność toczy się tutaj na tylu obszarach, że przy nieuważnym czytaniu łatwo się pogubić. 
Członkowie rebelii Kage podzielili się. Yukiko uznając, że należy wejść we współpracę ze spiskowcami w Gildii, zabrała wszystkich którzy przyjęli jej wizję. Postanowiła też, że skłoni do pomocy ludziom pozostałe Tygrysy Gromu. Będzie to wiązać się z powrotem do ojczyzny Buruu. Stado początkowo nie jest chętne do współpracy, a do pomocy ludzkim małpom już w ogóle. Okazuje się, że są czarne i białe Tygrysy, co jest zasadniczą linią podziału, zaś sama ich historia i rola Buruu są bardzo interesujące. 

Yukiko nie jest obecnie jedyną Tancerką Burzy. W tej roli świetnie sprawdza się młodziutka Hana, a dorasta do niej buntowniczy Yoshi. Pochodzenie rodzeństwa i ich pokrewieństwo z gajinami też znacząco wpłynie na losy tej wojny. 

Równie interesujący, co dramatyczny jest wątek Kina, który wrócił do Gildii, z piętnem zdrajcy Kage, do którego na chwilę przystąpił. Obecnie chłopak znajduje się w sercu Inkwizycji i ma konkretne plany co do machiny zwanej Miażdżycielem. 

Mnogość wątków wpływa znacząco na długość książki; jest to najgrubsza część z całej trylogii. Jednocześnie zwyciężenie armii Hiro nie jest największym z kłopotów rebeliantów. Wychodzi na jaw, że Gildia, a konkretnie ród Węży, miał zupełnie inne plany wobec Wysp Shima, a bogini Izanami ma w tych planach odegrać znaczącą rolę. 

Jedno trzeba Jayowi Kristoff przyznać. Nie tylko wykonał ogrom pracy nad fabułą, ale celująco zrealizował pomysł na intrygę. Gdyby tylko chodziło o wygranie wojny, historia przypominałaby wszystkie inne, podobne tematycznie. On zaś poszedł znacznie dalej, dramatyzując tym akcję. Muszę przyznać, że finałowe rozwiązania doprowadziły mnie do łez i chyba nigdy się z nimi nie pogodzę. A potem, na samym końcu, autor znowu zrobił coś i ponownie się popłakałam. 

Co tu dużo mówić. Trylogia Wojna Lotosowa utrzymana w klimacie azjatyckiego steampunku jest prześwietna. To intrygujące i niekiedy pozytywnie irytujące połączenie magii i nauki, świata ludzi i pradawnych stworzeń, wciąga i nie pozwala się od siebie oderwać. Chce się po prostu więcej. To przepiękna historia o wierności danym przyrzeczeniom i walce o lepszy świat, o więziach na całe życie i o miłości, która każe dokonywać trudnych wyborów. 
Polecam gorąco lekturę powieści Jaya Kristoff. To prawdziwa perełka literatury fantasy.

piątek, 1 marca 2019

Jessica Sorensen: Niepewność Violet i Luke'a

Autor: Jessica Sorensen
Tytuł: Niepewność Violet i Luke'a
Seria: Coincidence, t.5
Stron: 260
Wydawca: Zysk i S-ka






Piąta część serii Coincidence to jednocześnie zakończenie historii Violet i Luke'a. Tych dwoje połączonych tragicznym i dziwacznym zbiegiem okoliczności odnalazło w sobie wsparcie i miłość. Były chwile, że było krucho i z nimi i z tym, co ich łączy. Dzięki uporowi i wsparciu oddanych przyjaciół  na szczęście Luke'owi i Violet  udało się przetrwać. 

Pamiętam, że gdy zaczynałam czytać pierwszą część dotyczącą tej dwójki, byłam oczarowana. Było to tuż po zachłyśnięciu się Callie i Kaydenem i mam takie wspomnienie, że Luke' którego już zdążyłam polubić, bo wydał mi się w porządku i ta dziwaczna, tajemnicza Violet to była zupełnie nowa jakość. Ich historia wydawała mi się  taka niepokojąca i mroczna. Luke miał wiele problemów, których źródłem była po części jego własna matka. Chłopak zmagał się z alkoholizmem, co przy cukrzycy jest ogromnym narażeniem zdrowia i życia. Do tego należy dodać skłonność do agresji oraz upodobanie do hazardu. Rozchwiana emocjonalnie i niepozbierana życiowo Violet, uzależniona od adrenaliny i zaplątana w narkotykowe sprawki z bagażem rodzinnej tragedii pojawiła się w jego życiu dość nagle. To znaczy znali się wcześniej, przez Callie i Kaydena, ale nic nie zapowiadało, że połączy ich coś więcej. Byłaby to para antyidealna. 

Tymczasem okazało się, że dwoje życiowych rozbitków dryfuje w podobnym kierunku i może sobie nawzajem pomóc. 

W tomie trzecim historia naszych bohaterów zmierza do finału. 
Co do Luke'a to widać, że się pozbierał. Założył, że już nie będzie pił i skupi się na sporcie. Chłopak odnawia także kontakty z tatą oraz troskliwie trwa przy Violet. 
Jeśli idzie o Violet, to jeszcze nie do końca pogodziła się że śmiercią rodziców, co w jej przypadku jest kluczowe. Dziewczynę męczą koszmary, co utrudnia jej otworzenie się przed Lukiem. Bohaterka sama nie wie, czy nie lepiej byłoby samej męczyć się ze wszystkim. Niepokoi ją też fakt, że przy każdym problemie i lęku chce się zwrócić właśnie do Luke'a. Obawia się też zależności. Jakby tego było mało aresztowana zostaje matka Luke'a, a Preston wciąż nie pozwala  sobie zapomnieć. 

Myślę, że tę część najlepiej traktować jak nowelę, nie jak powieść. Jest krótka i niewiele się tu dzieje. Momentami miałam wrażenie, że historia bohaterów jakby nieco straciła pazur. Czytało się przyjemnie, nie przeczę, ale nie było takich fajerwerków, jak przy części pierwszej. Mimo to dobrze było poznać historię do końca. Miło było także ponownie spotkać Callie oraz Setha i Greysona. 
Książka dla fanów zaznajomionych z poprzednimi częściami.

środa, 27 lutego 2019

Holly Black: Zły król

Autor: Holly Black
Tytuł: Zły król, t. 2
Stron: 388
Wydawca: Jaguar




Książkę przeczytałam wczoraj. Wciągnęła mnie w swój świat na całe sobotnie przedpołudnie. Gdybym od razu po skończeniu lektury zabrała się za pisanie recenzji, wyglądałaby ona tak:

Zaszokowana. 
Roztrzęsiona. 
Zauroczona. 
Rozbita. 
Zaczarowana. 
Z niedosytem. 
Rozgoryczona. 
Pragnąca więcej. 
Zła. 
Z natłokiem myśli w głowie. 

No cóż. Moje wrażenia zawierałby się tylko w takiej formie, bo, uwierzcie, naprawdę już dawno, żadna książka tak nie wstrząsnęła mną jako czytelnikiem jak to zrobił Zły król. Ostatnio czułam się tak chyba w roku 2003, gdy przyszło mi czekać na 5 i kolejne tomy przygód Harry'ego Pottera. Ukazywały się one rok po roku i czekanie oraz towarzyszące mu spekulacje były istną torturą, tym większą, że kolejny tom, dopóki nie ukazał się ostatni, pozostawiał czytelnika w jeszcze większym niedosycie, niż przed jego przeczytaniem. Teraz jest tak samo. Zasiadłam do czytania i początkowo wszytko wydawało się iść dobrze. 

W królestwie Elfów doszło do przewrotu na szczeblach władzy. Cała rodzina królewska została brutalnie zamordowana na oczach dworu. Ocalał jedynie książę Cardan oraz małoletni Dąb, syn króla z nieprawego łoża. Główna bohaterka powieści, śmiertelniczka Jude, dokonała niemożliwego. Z ogromną determinacją wprowadziła w życie bardzo karkołomny plan. Spętała zaklęciem posłuszeństwa księcia Cardana i uczyniła go królem. Tylko tymczasowo. Plan Jude zakłada bowiem, że na tronie faerie zasiądzie jej młodszy braciszek Dąb, gdy dorośnie. Póki co władzę ma sprawować arogancki i lekkomyślny Cardan, który przez rok i jeden dzień ma być posłuszny Jude. Co po upływie roku? Tego jeszcze nasza bohaterka nie dopracowała.

Rzadko się zdarza, aby drugi tom trylogii był tak spektakularny i poruszający. Zazwyczaj trzyma poziom, bywa, że jest słabszy, jakby miał wziąć czytelnika na przetrzymanie, bo kulminacja ma nastąpić w tomie trzecim. Tym razem jednak Holly Black zrobiła coś naprawdę niezwykłego. I doprawdy nie mogę sobie wyobrazić, po pierwsze jak się jej to udało, a po drugie, jak z tak wysoką poprzeczką poprowadzi fabułę tomu trzeciego. 

Tom drugi wprowadza czytelnika w kulisy władzy w królestwie zamieszkałym przez elfy. Po koronacji Cardana wcale nie nastąpiło uspokojenie i stabilizacja. Spiski i przetasowania sił stronnictw trwają. Nowy król jest na oczach wszystkich i wszyscy próbują go wyczuć; na ile mogą sobie pozwolić. Zewsząd płyną prośby o posłuchanie, propozycje, a nawet groźby. Zagrożeniem dla lądowego królestwa staje się wodna kraina Toni. W między czasie trwa nieprzerwany, już od pół roku, karnawał zabaw, przyjęć i wszelakiej rozpusty. Ale przecież Cardan jest tylko marionetką. Bo faktyczną władzę sprawuje Jude Duarte, jego seneszal i szara eminencja, prywatnie śmiertelniczka, której od lat dokuczał, którą dręczył i która w niezrozumiały i znienawidzony dla niego sposób, bardzo go fascynuje i pociąga. Relacje Cardana i Jude i rosnący między nimi magnetyzm są jednym z wątków tej historii, ale nie głównym. Bo głównym jest walka o władzę i jest to walka bezkompromisowa i bardzo brutalna. W jednej z rekomendacji przeczytałam, że wiele rzeczy jest tu podobnych do Gry o tron G.Martina. Zgodzę się z tym. Jednak tutaj walka ta jest trudniejsza, bo w świecie elfów istnieje magia, a każde najdrobniejsze zobowiązanie, nieopatrzna obietnica może zmienić wszystko. 

Czytając Złego króla naprawdę nie można się nudzić. Te czterysta stron śmiga jak z bicza trzasnął i nim się człowiek obejrzy już czyta Epilog. I tutaj doznaje niespodziewanego bólu. Nie spodziewałam się słodkiego happy endu, jestem realistką. Ale nie spodziewałam się też tego nagłego zwrotu, który autorka nam zaserwowała. Ból jest tym większy, że finałowa część jest zaplanowana na rok 2020. Ponad rok przyjdzie mi czekać na odpowiedzi, których mój umysł pragnie już teraz. Co dalej z bohaterami? Co zrobi Jude i dlaczego Cardan postąpił tak, a nie inaczej? Myślę o tym od wczoraj i im dłużej się nad tym zastanawiam, tym do smutniejszych wniosków dochodzę. Bo jeśli porównanie do Gry o tron jest trafne,  to z pewnością nie będzie nam dane zaznać szczęśliwego zakończenia z gatunku takich, do jakich jesteśmy przyzwyczajeni przez wiele innych historii. Jedno jest pewne; nie będzie nudno. 

Bardzo intrygujący i niejednoznaczni są bohaterowie. Trudno jednoznacznie powiedzieć o kimś, ze jest dobry lub zły. Te czasy takiego kategoryzowania bohaterów już minęły bezpowrotnie. Faktem jest, że gdyby ktoś robił wszystko uczciwie i z honorem, długo by w tym świecie nie pożył. Jude wie o tym doskonale. Paradoksalnie, będąc człowiekiem, ma w sobie więcej z elfa niż niejeden tubylec, czy jej elfia siostra Vivi. Bohaterka wspięła się bardzo wysoko, ciężko zresztą na to pracowała i teraz musi tylko się na tym szczycie utrzymać. Jestem romantyczką i przyznam, że jej relacje z Cardanem burzyły we mnie krew. Sceny przedstawiające ich rozmowy, w których więcej się sugeruje niż mówi, czy też czyny świadczące o uczuciu, uznaję za jedne z najlepszych w literaturze tego gatunku. Jestem czytelniczo pokonana.

To dlatego, po wylaniu większości emocji, które wciąż we mnie buzują, stwierdzam, że Zły król jest książką, która potrafi zauroczyć czytelnika do tego stopnia, że tak jak Jude spętała Cardana na rok i jeden dzień, tak i my czytelnicy pozostajemy na ponad rok spętani zaklęciem oczekiwania na barwny i zaskakujący finał.



Dziękuję!

niedziela, 24 lutego 2019

Ruth Ware: Gra w kłamstwa

Autor: Ruth Ware
Tytuł: Gra w kłamstwa
Stron: 464
Wydawca: Prószyński i S-ka









Nie każdy potrafi kłamać. Jedni rumienią się na samą myśl, co zdradza ich już na starcie. Inni plączą się w zeznaniach lub są za mało wytrwali. Jeszcze inni zwyczajnie się tym brzydzą, bo są prawdomówni z natury. 
Są jednak i tacy, dla których kłamstwo jest jak oddychanie i potrafią to robić bez mrugnięcia okiem, bo im się to opłaca, bo sytuacja tego od nich wymaga, albo zwyczajnie ich to bawi. Ten ostatni powód sprawił, że główne bohaterki zaczęły kłamać dla zabawy, czyniąc z oszukiwania innych mistrzowską grę.

Kłamstwo uczyniła głównym motywem swojej powieści Ruth Ware, brytyjska pisarka, autorka takich powieści jak W ciemnym, mrocznym lesie i Dziewczyna z kabiny nr 7. Gra w kłamstwa to jej trzecia powieść wydana w Polsce. 

Akcja powieści toczy się po części w Londynie, ale przeważnie w małej nadmorskiej wiosce o nazwie Salten. To tam w szkole z internatem poznały się  bohaterki powieści: Thea z tendencjami do samoagresji, Fatima opuszczona przez rodziców przebywających na drugim końcu świata, Isa osierocona przez matkę i jedyna miejscowa, Kate. Trudne przeżycia i wzajemne różnice sprawiły, że dziewczęta zbliżyły się do siebie i stworzyły klikę szkolnych zołz. Ich główną rozrywką było kłamanie na potęgę; im bardziej oryginalne i wiarygodne kłamstwo udało się im wymyślić i sprawić, by w nie uwierzono, tym więcej punktów się za nie zdobywało. Nie muszę mówić, że taka postawa nie przysporzyła im przyjaciół i sympatii miejscowych. Póki nikomu nie dzieje się realna krzywda, póty kłamstwa jeszcze mogą uchodzić płazem. Jednak prędzej lub później ktoś poczuje się dotknięty na tyle mocno, że zapragnie odwetu, a wtedy biada autorowi rozpuszczonego bezmyślnie łgarstwa. 

W pewnym momencie kłamstwa przestają być zabawą, a bohaterki zdają sobie sprawę, że muszą kłamać dalej, by ocalić własną skórę. By przetrwać. Co więcej ich dalsze życie już na zawsze będzie naznaczone obawą, że kiedyś prawda wyjdzie na jaw, a wtedy wszystko co przez lata budowały będzie zagrożone. 

Dorosłe już Isa, Thea i Fatima otrzymują od Kate wiadomość o treści: Potrzebuję Was.  Ten krótki komunikat wywraca życie bohaterek do góry nogami. Oczami narratorki powieści, Isy, świeżo upieczonej matki, zawodowo prawniczki, śledzimy kryminalną historię znalezionych na moczarach ludzkich szczątków. Najgorszy jest fakt, że kobiety zdają sobie sprawę, że będą musiały dalej kłamać. Tym razem mają jednak dużo więcej do stracenia. I chyba któraś z nich nie mówi przyjaciółkom całej prawdy...

Powieść jest ciekawie napisana. Isa, narratorka, wraca wspomnieniami do czasów, gdy była nastolatką i gdy potrzeba akceptacji i bliskości była dla niej i jej koleżanek czymś najważniejszym. Z ogromnym sentymentem przypomina sobie chwile spędzone w domu Kate i stwierdza, że tylko tam była naprawdę szczęśliwa. Konfrontacja z obecną rzeczywistością wyzwala w Isie skrywane przez 17 lat obawy, teraz tylko dodatkowo wzmożone przez więź z nowo narodzoną córeczką Freyą. Kobieta zdaje sobie sprawę, jak wiele ma do stracenia i jak trudne było jej codzienne życie, gdy musiała pewne sprawy utrzymywać w zamknięciu. Rzutowało to na jej kontakty z ludźmi, a zwłaszcza na relację z partnerem i ojcem Freyi, Owenem. 
W pewnym momencie bohaterki z bólem stwierdzają, że muszą dotrzeć do prawdy, w przeciwnym razie pożrą je ich własne kłamstwa.

Gra w kłamstwa to dobra, klimatyczna historia. Atmosfera nadmorskiej mieścinki, krzywe spojrzenia miejscowych i sekrety na każdym kroku. Kłamstwa mają to do siebie, że powtarzane przez wiele ust stają się pozorem prawdy. W takim przypadku bardzo trudno między nimi manewrować i sama skrucha nic tu nie zmieni. Jedynie szczera prawda może człowieka wyzwolić. Ale czy na pewno?





 Dziękuję!