wtorek, 16 października 2018

L. M. Montgomery: Ania z Wyspy Księcia Edwarda

Autor: Lucy Maud Montgomery
Tytuł; Ania z Wyspy Księcia Edwarda
(lub też Spełnione marzenia)
Stron: 600
Wydawca: Wydawnictwo Literackie






Przede wszystkim zacznę od tego, że umieszczone na okładce zdanie, jakoby miał to być niepublikowany wcześniej tom przygód Ani z Zielonego Wzgórza, wprowadza w błąd. Książka nie opisuje dalszych losów Ani i jej bliskich. 
Jest to zbiór opowiadań, których akcja toczy się w Glen St. Mary. 
Czytelnik mógłby się poczuć oszukany. Gdyby nie to, że ten zbiór jest trochę inny od reszty opowiadań Montgomery, co sprawia, że jest to trochę na plus i trochę na minus, że się tak wyrażę. 

Z bardzo interesującego posłowia wynika, że zbiór ten nie ujrzał światła dziennego przed śmiercią autorki. Montgomery napisała blisko 500 opowiadań, z których większość powstawała na zamówienie do kanadyjskich gazet. 
Spotkamy tu już znane i bawiące nas w twórczości pisarki motywy; są więc spotkania po latach, odzyskana na nowo miłość, czy tak typowe dla autorki późne małżeństwa. Ale są też i takie, które zasmucają. Oto kobieta marnuje życie swoje i członków rodziny, przywiązując ich do siebie udawanym kalectwem. Dlaczego? Bo czując się gorsza, zawsze chciała nimi rządzić i tak ma ku temu okazję. Inna bohaterka przez całe życie nienawidziła kobiety, która w jej mniemaniu ukradła jej ukochanego i jątrzyła się tą nienawiścią całe swoje życie. Bogaci krewni chcą przygarnąć sierotę, licząc tylko na jej spadek. Takie historie smucą i przerażają. 
Są jednak i takie, zupełnie jakby dla zachowania równowagi, które rozbawią i wzruszą, zwłaszcza te o zdobywaniu miłości w nieco starszej młodości. 

Zbiór jednak ma jeszcze jedną wartościową cechę. Po pierwsze mamy coś w rodzaju interludiów, wieczorków poetyckich, na których Ania czyta bliskim wiersze swoje i nieżyjącego syna Waltera. To sposób, by uczcić jego pamięć i zachować go jak najdłużej w pamięci rodziny. Po drugie lepiej poznajemy Anię i jej bliskich, widzimy, jak radzą sobie ze stratą i zmieniającymi się czasami. 

Podobnie jest w opowiadaniach. Blythowie są powszechnie znani na Wyspie. Może dlatego, że wówczas lekarz był bardziej cenionym zawodem niż dziś i lekarzy było mniej. Niemniej jednak każdy z bohaterów opowiadań zna tę rodzinę. Ania jest uważana za interesującą i mądrą kobietę, zdolną swatkę, a Gilbert za dobrego lekarza, dla którego liczy się dobro pacjenta, a nie nabicie sobie portfela. Blythowie są lubiani (przeważnie), ich dom jest wzorem domu, a rodzina wzorem rodziny. Zdarzają się także niepochlebne komentarze, ale to jak wszędzie. Ludziom ust nie zamkniesz, a zgorzkniali zawistnicy są wszędzie. Mimo to ciekawie tak o Blythach posłuchać z ust innych, to tak jakby trochę ich podglądać przez dziurkę od klucza. 

Zbiór ten różni się od swoich poprzedników, zwłaszcza klimatem i podejściem do wielu spraw. Jest więcej goryczy, zazdrości, trwania w zapamiętałym gniewie. Są też jednak i dobre, jasne strony życia. Ktoś odnajdzie miłość z marzeń lub dzieciństwa, ktoś odejdzie z satysfakcją spełnienia w życiu, ktoś jeszcze inny znajdzie dom i rodzinę, jak to u Montgomery.

2 komentarze:

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.