środa, 30 listopada 2016

John Donoghue: Szachy ze śmiercią

Autor: John Donoghue
Tytuł: Szachy ze śmiercią
Stron: 362
Wydawca: Świat Książki





Szachy są tak stare jak nasza cywilizacja. Według źródeł pisanych gra ta narodziła się w Indiach, by z czasem stopniowo opanować cały świat. Obecnie jest już dostępna w Internecie, można w nią grać z komputerem, posiada nawet własne święto w kalendarzu i jest to dzień 20 lipca. 

Szachy uczynił John Donoghue wiodącym motywem swojej powieści. Tytuły rozdziałów odnoszą się do popularnych ruchów i posunięć na szachownicy. 
Auschwitz, początek lat 40 XX wieku. W ogarniętym wojną świecie na rozkaz Hitlera trwa masowa eksterminacja Żydów. Naród żydowski, na skutek udanej i sprytnej propagandy, jest uważany za gorszy gatunek, wręcz podludzi; brudnych, tępych, roznoszących choroby. 

Z frontu wschodniego do Auschwitz przybywa SS Obersturmführer Paul Meissner. Ponieważ został ciężko ranny, jedyne co może teraz robić, to pełnić funkcje administracyjne. Nieświadom zasad tu panujących, prawdy na temat przeznaczenia więźniów, ani prawdziwej natury Żydów, staje przed wyzwaniem zorganizowania klubu szachowego, co miałby podnieść morale wśród oficerów. Pomysł okazuje się bardzo chwytliwy, obstawiane są nawet zakłady. Wszystko jednak, wraz z całym światopoglądem Meissnera, ulega diametralnej zmianie, gdy okazuje się, że najzdolniejszym szachistą w całym Auschwitz jest młody więzień Emil Clement, Żyd.

Czy Niemiec i Żyd mogą sobie wzajemnie pomóc? Powieść Johna Donoghue pokazuje, że tak, choć będzie to relacja bardzo skomplikowana, przepełniona bólem i uprzedzeniami.

Realia obozu i rozgrywki szachowe to jedna płaszczyzna powieści. Druga to początek l. 60, a więc około 20 lat po wojnie. Drogi Meissnera i Clementa schodzą się ponownie. W jakich okolicznościach się rozstali? Jak udało im się przeżyć? Czy kolejny konkurs, w którym Emil bierze udział, okaże się jego wielkim triumfem, czy też może wygrana oznacza zupełnie co innego? 

O Holocauście napisano już wiele i pewnie drugie tyle jeszcze powstanie. I bardzo dobrze, bo rozmawiając z dorastającą młodzieżą, zdaję sobie sprawę, że dla nich trudne czasy wojny i prześladowań ludzkości, są już tylko historią, z często strasznie i szokująco brzmiącym posmakiem. Trudno im wytłumaczyć, że to był fakt, że świat na to patrzył, że setki tysiące cały się porwać ideologii stworzonej przez jednego niepozornego człowieka. 

Szachy ze śmiercią to książka poruszająca do głębi. Poważna, skłaniająca do refleksji, nie dająca się od siebie oderwać. Z drżeniem serca śledziłam nie tylko losy Emila w obozie, ale też jego spotkanie z Meissnerem po latach. Autor bardzo wnikliwie przedstawił nie tylko obozowe realia, ale też poobozową traumę, która wpłynęła na całe dalsze życie Emila. Z terroru ocalał tylko on, cudem uratowany. Jego rodzina i przyjaciele zginęli. Czy można w ogóle myśleć o wybaczeniu człowiekowi reprezentującemu faszystowską ideologię? Czy przemiana Meissnera jest prawdziwa? Czy po tym wszystkim co ich spotkało, mają sobie jeszcze coś do powiedzenia? 

Polecam. Pozycja godna uwagi i poznania.
Dziękuję!

niedziela, 27 listopada 2016

Prawdziwy ogr powinien... poznać teściów czyli Shrek 2

Tytuł: Shrek 2
Reżyseria: Andrew Adamson, Kelly Asbury,
Conrad Vernon
Scenariusz: Dawid N. Weiss, Joe Stillman,
Andrew Adamson, J. David Stem
Czas trwania: 92 min.
Wytwórnia: Dream Works






Przychodzi taki czas w życiu każdego ogra, gdy musi poznać rodzinę żony, zwłaszcza jeśli ożenił się z królewną z bajki.  Cóż, świeżo upieczony mąż nie jest tym zbytnio zachwycony, najchętniej bowiem zaszyłby się z Fioną na bagnie i tam sobie siedział. Fiona jednak chciałaby spotkać się z dawno niewidzianymi rodzicami, nasi bohaterowie ruszają więc w długą podróż do Zasiedmiogórogrodu. 
Jak wypadnie rodzinne spotkanie i czy Fiona otrzyma swoje wymarzone długo i szczęśliwie? 

Druga część przygód zielonego ogra będzie dla tytułowego bohatera i jego ukochanej swoistym sprawdzianem z ich uczucia. Będą bowiem mogli dokonać wyboru, czy chcą ze sobą być w ogrzej, zielonej postaci czy może zmienić ją na przystępniejszą, ludzką. 

Pomysłowość twórców Shreka nie skończyła się na części pierwszej. Oprócz starych, znanych już bohaterów, pojawiają się nowi. W niecodziennej roli przewrotnej bizneswoman zobaczymy wróżkę chrzestną, która jest uzależniona od słodyczy i wcale nie jest przez to słodsza. Książę z bajki okaże się pięknisiem i maminsynkiem, a brzydka siostra Kopciuszka przemówi do nas głosem Wojciecha Manna. 

Jednak, jak dla mnie, największą gwiazdą tej części jest Kot w butach. Puszek Okruszek, prywatnie  zawodowy zabójca to szarmancki kocur, złotousty, o wytwornych manierach i pięknej złocistorudej maści. Jednak jego największą bronią jest spojrzenie. Tak, moi drodzy powiedzenie robić oczy kota ze Shreka dotyczy właśnie Puszka i już na stałe weszło do codziennego użycia. 
Ciekawie przedstawiono także rodziców Fiony, zwłaszcza tatę, którego ujawniająca się  finale filmu tożsamość może choć w części tłumaczyć ogrzą naturę Fiony. 

Nie zabraknie w drugiej części Ślepych Myszek, Trzech  Świnek, Ciastka i Pinokia. Może są i mali wzrostem, ale razem mogą bardzo wiele.

Druga część serii bardzo mile zaskakuje. Ponownie okazuje się, że liczy się to co ma się w środku, a nie wygląd zewnętrzny, który jest ulotny i może sugerować wewnętrzną pustotę. Trochę brakowało mi Smoczycy, o której tylko się tu wspomina, rozumiem jednak, że było miejsce na tylko jednego giganta, którym okazał się... Tego już nie zdradzę. 
Polecam seans drugiej części Shreka. Jest zabawnie, sensacyjnie, pikantnie i zielono.

sobota, 26 listopada 2016

Fiona Burton: Wdowa

Autor: Fiona Burton
Tytuł: Wdowa 
Stron: 456
Wydawca: Czarna Owca







Od czasu do czasu media szokują świat historiami, w których jedno ze współmałżonków okazuje się mieć mroczną stronę, o której nikt włącznie z żoną nie miał pojęcia. Czy aby na pewno? Wtedy rozpoczynają się spekulacje, dochodzenia, domysły, często pochopne i bardzo okrutne oceny. Trudno osobom postronnym uwierzyć, że najbliższa żonie osoba czyli mąż, może mieć drugie życie, życie sekretne i haniebne. Jak można o tym nie wiedzieć. Czy to faktycznie prawdziwa niewiedza, czy podświadome wyparcie?  Podobny wątek podjęła w swojej debiutanckiej powieści Fiona Burton, dziennikarka z 30 letnim doświadczeniem zawodowym.

Jean Taylor jest żoną idealną, o takiej marzy każdy mężczyzna. Cicha, uległa, wierna i kochająca. Wszystko przetrzyma, wszystko wytłumaczy na korzyść partnera, wszystko wybaczy, nigdy nie potępi, nie powie dość. Słowem anioł w ludzkiej postaci. Przez lata trwa przy swoim mężu, który, choć obiektywnie idealnym partnerem nie jest, dla niej ucieleśnia ideał. Zarabia na dom, jest troskliwy, dba, by żona nie musiała za dużo sama myśleć, ani robić, a wszystko to robi z troski i miłości do niej.

Kiedy z przydomowego podwórka niespodziewanie znika mała Bella, cała policja zostaje postawiona w stan gotowości. Poszukiwania z udziałem mocno zaangażowanej opinii publicznej, mediów, a przede wszystkim matki dziewczynki, nie dają jednak rezultatów. Wszystkie ślady, znikome trzeba dodać, prowadzą donikąd, a jedyny podejrzany, Glenn Taylor, choć ewidentnie coś ukrywa, wychodzi ze sprawy czysty jak łza.
Co tak naprawdę stało się z małą Bellą i czy Taylor miał z tym coś wspólnego?

Sprawę poznajemy z bardzo ciekawej perspektywy. Wszystko to wydarzyło się na przestrzeni ostatnich czterech lat. Sprawę właściwie już zamknięto i gdyby nie fakt, że Jean zdecydowała się na udzielenie jednej z gazet wywiadu, niewielu by o niej pamiętało. 
Aby wzbogacić swoją historię, autorka zdecydowała się na pokazanie jej oczami trzech narratorów: tytułowej wdowy, ambitnej dziennikarki oraz policjanta prowadzącego sprawę. Dzięki temu historia jest nie tylko bogatsza, ale też zasiewa w czytelniku ziarna niepewności, bo od każdej strony wygląda to zupełnie inaczej.

Jean Taylor jest bardzo interesującą postacią, zlepkiem poznanych przez Fionę Burton na sali sądowej kobiet, żon "potworów", gwałcicieli, morderców, pedofilów. Z tych właśnie autorskich fascynacji wyrosła tytułowa wdowa i jej historia. 
Początkowo akcja rozwija się dość powoli i właściwie nie wiedziałam co myśleć, o głównej bohaterce i jej roli w sprawie. Z czasem jednak robi się coraz ciekawiej. Najmocniej uderzyło we mnie zakończenie tej historii. Było takie życiowe, bez nagłych zwrotów akcji i cudownych rozwiązań, takie prawdziwe, a jednocześnie smutne. Sprawę zamknięto, życie potoczyło się dalej i tylko nieliczni będą pamiętać. 

Z zamieszczonego na LC wywiadu z autorką można się dowiedzieć, że powieść ta nie wyczerpuje losów Jean Taylor, wręcz przeciwnie możemy się spodziewać trylogii utrzymanej z klimacie noir. W sumie to dobra wiadomość i chętnie przeczytam drugą część, gdy tylko pojawi się na naszym rynku.


Dziękuję!

wtorek, 22 listopada 2016

Sieje ten, kto zbierać chce! czyli Lorax

Reżyseria: Chris Renaud
Scenariusz: Cinco Paul, Ken Daurio
Na podstawie bajki Dr Seussa
Czas trwania: 86 min.
Wytwórnia: Universal Pictures






Chciakowo pokochałam od pierwszej piosenki. Tak już mam. Czasem wystarczy jeden refren, by  dźwięki chwyciły mnie za serce. Tak więc przepadłam już na starcie. 
Z samą bajką jednak bardzo długo było mi nie po drodze. Za pierwszym razem, gdy zasiadłam do odbiornika, okazało się, że wyemitowano inny film. Za drugim nie pasował mi termin i obraz przegrał w starciu z innym. 
Do trzech razy sztuka. Wczoraj się udało. 

Lorax to bajka autorstwa Teodora Seussa Geisela zwanego też Dr Seussem. Spod pióra tego znakomitego autora książek dla dzieci wyszła także historia o przesympatycznym romantyku Hortonie, który uwierzył w istnienie Ktosiowa, udowadniając że serce ma znacznie lepszy wzrok niż oczy. 

Na pierwszy rzut oka Chciakowo wygląda i funkcjonuje jak z obrazka. Jest piękne, kolorowe, zautomatyzowane i w ogóle naj. Ale to tylko fasada. Całe miasteczko jest z plastiku, nie ma w nim ani jednego prawdziwego drzewa, a powietrze jest dostarczane do domów niczym bańki z mlekiem. Jak do tego doszło? 
Historię zgłębi 12-letni Ted, który zapragnie podarować ukochanej Audrey prawdziwe drzewo.  W tym celu uda się poza granice miasteczka do samotni ekscentrycznego pana Once-Leera, który opowie mu o cudownej urody dolinie, w której w zgodzie żyły sobie zwierzęta, a rytm ich życia wyznaczały jeszcze bardziej urokliwe drzewa Truffula. 

Historia jest totalnie obłędna. Może brzmi to tak, jakby łatwo było mnie zachwycić, ale Lorax naprawdę ma w sobie to coś. 
Młodszych widzów zachwyci kolorami, prześmiesznymi rybkami i misiami oraz interesującymi pojazdami. Kreacja miasteczka jest naprawdę pomysłowa, a ubrana w konwencję musicalu,  tylko zyskuje. Sceny, gdy wszyscy mieszkańcy zaczynają tańczyć i śpiewać są świetne. 
Nie byłoby jednak w tym nic niezwykłego, gdyby nie bogaty i głęboki wydźwięk dydaktyczny Loraxa. Bo Chciakowianie wcale nie są tak szczęśliwi jak się wydaje i nie mam tu już nawet na myśli ich totalnej ignorancji w stosunku do tego, gdzie odprowadzane są ścieki czy trujące substancje, albo co kryje się za murem miasta. Ale dziecko, które po kąpieli w rzeczce zaczyna świecić na zielono? To już powinno niepokoić. 

Historia sympatycznego, ale bardzo krótkowzrocznego Once-Leera dobitnie pokazuje, jak zamiatanie pod dywan dobrych rad i mądrych przestróg, aby tylko się szybko dorobić, (oczywiście nie napracowawszy się zbytnio), doprowadza do katastrofy ekologicznej. Następne pokolenia już tak nie będą tego postrzegały, bo pamięć ludzka jest krótka, ale co jeśli będzie jeszcze gorzej? Bo przecież może być. Co jeśli zawiodą maszyny i skończy się czyste powietrze? Gdy poziom skażenia tak zmieni nasze organizmy, że zaczną nam wyrastać czułki, albo dodatkowe kończyny? 
Czy jeden Ted może coś zmienić? Może i to bardzo wiele. Bo najważniejsze to, żeby ktoś się przejął i obudził świadomość w innych. A wtedy zrobić można bardzo dużo. 

Lorax to pouczająca bajka, która może być idealnym pretekstem do rozmowy z dzieckiem o tym, po co nam drzewa, czym jest fotosynteza i jak ważne jest dbanie o naszą planetę. 
Oprócz tego seans zapewni nam odpowiednią dawkę śmiechu, wzruszenia i dobrej zabawy. Super. Polecam gorąco.

niedziela, 20 listopada 2016

John Galsworthy: Posiadacz

Autor: John Galsworthy
Tytuł: Posiadacz
Seria: Saga rodu Forsyte'ów
Stron: 200
Wydawca: MG






John Galsworthy jest uważany za jednego z najwybitniejszych pisarzy przełomu wieków XIX I XX i epika ery wiktoriańskiej. Nagrodzony w roku 1932 Literacką Nagrodą Nobla cieszył się w swojej epoce ogromnym autorytetem i szacunkiem. Dziełem jego życia jest wielotomowa powieść rzeka prezentująca dzieje rodziny Forsyte'ów na tle przemian gospodarczych i kulturowych. Powieść Posiadacz otwiera tę sagę i dziś, przez wielu krytyków i historyków literatury, jest uznawana za najlepszą książkę pisarza. 

Forsyte'owie są specyficzną rodziną. Przede wszystkim jest to rodzina bardzo liczna i  mimo wzajemnych niesnasków czy drobnych złośliwości, bardzo ze sobą zżyta. Te więzy widać jednak bardziej w czynach niż słowach, bo o czym jak o czym, ale o wzajemnych uczuciach Forsyte'owie nie umieją rozmawiać, co niestety często prowadzi do wielu nieporozumień i konfliktów. Nieprzegadane sprawy stopniowo zmieniają się w zadawnione urazy, a to rzutuje na dalsze wzajemne relacje w rodzinie. 

Historia zaczyna się w 1886 roku w Londynie.  Historię poznajemy z dwóch perspektyw. Soames, jeden z braci Forsyte'ów, niedawno się ożenił i choć jego żoną została kobieta, o którą długo musiał zabiegać, która jest piękna i ma wszelkie inne cnoty, związek ten nie wygląda na szczęśliwy. Co tak naprawdę dzieje się między Soamesem i milczącą Ireną?  Jedna z młodszych latorośli Forsyte'ów, wychowana przez dziadka June, właśnie się zaręczyła i to z młodym, zdolnym architektem, choć nie Forsyte'm. Czy projekt na budowę domu, który przyjmie narzeczony June, doprowadzi go do sławy i bogactwa, czy też może na zawsze zburzy stary porządek w rodzinie?

Spodziewałam się historii w stylu Dickensowskim i faktycznie takie elementy, niekiedy w powieści znajdowałam. Jednak nie było tego wiele. Tworząc warstwę fabularną, autor skupił się na opisach i w rezultacie powstała powieść, w której jest bardzo mało dialogów, a gdy się one już pojawiają, cechuje je pewna enigmatyczność, jak gdyby autor zakładał, że czytelnik sam pewnych rzeczy się domyśli, a więc bohaterowie już nie muszą ich omawiać.  Oprócz tego, z wyjątkiem Soamesa, za wszelką cenę starającego się zdobyć uczucia i uznanie chłodnej Ireny, nie jest nam dane dowiedzieć się co dzieje się w głowach i sercach bohaterów. Nie wiadomo, co tak właściwie kieruje Ireną, która niszczy życie ludzi wokół siebie, dlaczego Bossiney związał się z June, choć wcale nie wygląda jakby mu na niej zależało i dlaczego June ma tak mało pary, by walczyć o to, co jej. 
Splatani zastarzałymi konwenansami bohaterowie tkwią w sytuacjach dla nich samych nieznośnych lub przykrych, a najwięcej rozrywki ma rodzina, która cichaczem to wszystko omawia i komentuje. 

Pomimo oczywistych walorów, takich jak swojski, wiktoriański klimat i zabawna, jak na współczesne czasy mentalność bohaterów, powieść nie do końca spełniła moje oczekiwania. Zabrakło mi stanowczych decyzji bohaterów i morału, który jasno dałby mi do zrozumienia, że za błędy się płaci, a pokrzywdzeni wychodzą na swoje. Dlatego, mimo że czas przy Posiadaczu spędziłam dość miło, raczej nie sięgnę po kolejne tomy sagi. Uważam jednak, że z pewnością znajdą się lubujący się w takich klimatach czytelnicy, którzy chętnie zawrą z rodziną Forsyte'ów bliższą znajomość. 

Dziękuję!

czwartek, 17 listopada 2016

Erotyczna rewolucja w zaścianku czyli Jak urządzić orgię w małym mieście

Reżyseria: Jeremy Lalonde
Scenariusz: Jeremy Lalonde
Obsada: Jewel Staite, Enis Emser, Katherine Isabelle, Mark O'Brien, Luren Lee Smith i inni.
Czas trwania: 101 min.
Gatunek: komedia obyczajowa







12 lat wcześniej Cassie wyjechała z rodzinnego miasteczka z opinią nierządnicy. No cóż, w małych mieścinach reputacja człowieka często tworzy się na podstawie młodzieńczego wyskoku, który potem ani rusz nie chce zostać zapomniany. 
Teraz po upływie tego czasu Cassie wraca, by urządzić zmarłej matce godny pochówek. Ten powrót będzie utrzymany w słodko-gorzkim klimacie, głównie ze względu na spotkanie z byłym ukochanym, obecnie mężem licealnej zołzy. Zupełnie niespodziewanie wywiązuje się zażarta dyskusja na temat pruderii mieszkańców małych miast i od słowa do słowa staje na tym, że bohaterowie pod kierunkiem merytorycznym Cassie urządzą orgię. Co z tego wyniknie? Doprawdy trudno przewidzieć wyniki. 


Bohaterowie, ludzie koło trzydziestki, są tak zwykli, jak tylko można być. Łączy ich jedno; pragnienie przeżycia czegoś zakazanego oraz brak umiejętności wcielenia tego w życie. Sporo tu także kłopotów z porozumieniem, bo w sumie, gdyby niektórzy usiedli i szczerze ze sobą porozmawiali, w ogóle nie musieliby brać w tym wszystkim udziału. Sfrustrowana mężatka czująca przymus zajścia w ciążę i jej ciamajdowaty mąż prawnik. Właściciel sklepu z winylami i jego pracownica, kiedyś jego babysitter. Pracownicy agencji nieruchomości, burmistrz Hindus oraz podstarzały miłośnik gier wciąż mieszkający z matką. A do tego, niczym wisienka na torcie, nieśmiała felietonistka, z małym, wstydliwym sekretem.  Czy tacy ludzie nadają się do zrobienia orgii, a co dopiero do udziału w niej? 

Od razu powiem, że film Jeremey'ego Lalonde jest obrazem dla cierpliwych widzów, których dodatkowo nie zniesmaczą sceny rozbierane, czy mocno erotyczne. Jeśli kogoś rażą słowne aluzje, często bardzo dosadne, nie lubi scen typowo nastawionych na seks, to niech lepiej sobie ten film daruje. 
Jeśli jednak erotyka i wszystko co z nią związane potrafią w Tobie widzu wzbudzić śmiech, taki życiowy, który ogarnia Cię w chwili, gdy zdajesz sobie sprawę, że rozumiesz i  wiesz jak to jest, to komedia o orgii w małym mieście jest właśnie dla Ciebie. 
Oczywiście dojdzie tu do pewnych przetasowań, tego nie da się uniknąć. Generalnie jednak okaże się, że i z seksu może wyjść coś dobrego, pod warunkiem, że jest się gotowym na życiową rewolucję i chce się odejść od małomiasteczkowych wymagań. 

Dziękuję!