wtorek, 16 października 2018

L. M. Montgomery: Ania z Wyspy Księcia Edwarda

Autor: Lucy Maud Montgomery
Tytuł; Ania z Wyspy Księcia Edwarda
(lub też Spełnione marzenia)
Stron: 600
Wydawca: Wydawnictwo Literackie






Przede wszystkim zacznę od tego, że umieszczone na okładce zdanie, jakoby miał to być niepublikowany wcześniej tom przygód Ani z Zielonego Wzgórza, wprowadza w błąd. Książka nie opisuje dalszych losów Ani i jej bliskich. 
Jest to zbiór opowiadań, których akcja toczy się w Glen St. Mary. 
Czytelnik mógłby się poczuć oszukany. Gdyby nie to, że ten zbiór jest trochę inny od reszty opowiadań Montgomery, co sprawia, że jest to trochę na plus i trochę na minus, że się tak wyrażę. 

Z bardzo interesującego posłowia wynika, że zbiór ten nie ujrzał światła dziennego przed śmiercią autorki. Montgomery napisała blisko 500 opowiadań, z których większość powstawała na zamówienie do kanadyjskich gazet. 
Spotkamy tu już znane i bawiące nas w twórczości pisarki motywy; są więc spotkania po latach, odzyskana na nowo miłość, czy tak typowe dla autorki późne małżeństwa. Ale są też i takie, które zasmucają. Oto kobieta marnuje życie swoje i członków rodziny, przywiązując ich do siebie udawanym kalectwem. Dlaczego? Bo czując się gorsza, zawsze chciała nimi rządzić i tak ma ku temu okazję. Inna bohaterka przez całe życie nienawidziła kobiety, która w jej mniemaniu ukradła jej ukochanego i jątrzyła się tą nienawiścią całe swoje życie. Bogaci krewni chcą przygarnąć sierotę, licząc tylko na jej spadek. Takie historie smucą i przerażają. 
Są jednak i takie, zupełnie jakby dla zachowania równowagi, które rozbawią i wzruszą, zwłaszcza te o zdobywaniu miłości w nieco starszej młodości. 

Zbiór jednak ma jeszcze jedną wartościową cechę. Po pierwsze mamy coś w rodzaju interludiów, wieczorków poetyckich, na których Ania czyta bliskim wiersze swoje i nieżyjącego syna Waltera. To sposób, by uczcić jego pamięć i zachować go jak najdłużej w pamięci rodziny. Po drugie lepiej poznajemy Anię i jej bliskich, widzimy, jak radzą sobie ze stratą i zmieniającymi się czasami. 

Podobnie jest w opowiadaniach. Blythowie są powszechnie znani na Wyspie. Może dlatego, że wówczas lekarz był bardziej cenionym zawodem niż dziś i lekarzy było mniej. Niemniej jednak każdy z bohaterów opowiadań zna tę rodzinę. Ania jest uważana za interesującą i mądrą kobietę, zdolną swatkę, a Gilbert za dobrego lekarza, dla którego liczy się dobro pacjenta, a nie nabicie sobie portfela. Blythowie są lubiani (przeważnie), ich dom jest wzorem domu, a rodzina wzorem rodziny. Zdarzają się także niepochlebne komentarze, ale to jak wszędzie. Ludziom ust nie zamkniesz, a zgorzkniali zawistnicy są wszędzie. Mimo to ciekawie tak o Blythach posłuchać z ust innych, to tak jakby trochę ich podglądać przez dziurkę od klucza. 

Zbiór ten różni się od swoich poprzedników, zwłaszcza klimatem i podejściem do wielu spraw. Jest więcej goryczy, zazdrości, trwania w zapamiętałym gniewie. Są też jednak i dobre, jasne strony życia. Ktoś odnajdzie miłość z marzeń lub dzieciństwa, ktoś odejdzie z satysfakcją spełnienia w życiu, ktoś jeszcze inny znajdzie dom i rodzinę, jak to u Montgomery.

sobota, 13 października 2018

Sabrina Jeffries: Stare panny ze Swan Park

Autor: Sabrina Jeffries
Tytuł: Stare panny ze Swan Park
Seria: Stare panny Swanlea, t.1
Stron: 416
Wydawca: BIS






Polubiłam książki Sabriny Jeffries, głównie ze względu na prezentowaną obyczajowość i sympatyczne postaci. Dlatego po przeczytaniu cyklu Diablęta z Hallstead Hall, sięgnęłam po inny, zatytułowany Stare panny Swanlea

Już samo określenie stara panna, a mamy rok 1815, jest zabawne w naszym rozumieniu. Współcześnie, biorąc pod uwagę styl życia ludzi, trudno kogokolwiek nazwać starą panną czy starym kawalerem. W czasach, gdy dzieje się akcja opowiadanej przez autorkę historii, główne bohaterki mają 23-24 lata i już są starymi pannami. Chodzi tu nie tyle o ich wiek; określenie to sugeruje raczej ich pozycję społeczną. Stara panna to kobieta, której nikt nie chce pojąć za żonę, jest więc uważana za brzydką i nieatrakcyjną, taką, z którą coś jest nie w porządku. To okropne i bardzo krzywdzące, jeśli pozna się bliżej siostry Swanlea. Są one mądre i kochające, każda jednak ma coś, co sprawia, że są społecznie niechciane. Średnia z sióstr Rosalind ma zbyt pełną figurę i zbyt niewyparzony język, a najstarsza Helena utyka, jest więc kaleką, do niczego niezdatną. 
Dziś może się nam to wydawać niewiarygodne lub nawet śmieszne, ale wtedy była to naprawdę poważna sprawa. 
Siostry Swanlea starają się nie przejmować etykietkami, które nadało im społeczeństwo, zdają sobie jednak sprawę, że któraś z nich będzie musiała wyjść za mąż, aby ocalić rodzinny majątek. Nie mają brata, który odziedziczyłby wszystko i zabezpieczył ich przyszłość. Zgodnie z panującym wtedy prawem dziedzicem jest najbliższy krewny w linii męskiej. Najlepiej byłoby gdyby wybrał za żonę jedną z sióstr. A co, jeśli nie? 

Griffin Knighton jest właśnie wyżej wspomnianym kuzynem. Najbardziej na świecie pragnie pozbyć się etykietki bękarta, za co wini hrabiego Swanlea, który kiedyś ukradł jego rodzicom akt ślubu. W efekcie ich małżeństwo uznano za nieważne, a Griffina okrzyknięto bękartem. Generalnie dałoby się z tym żyć, jednak naszemu bohaterowi zależy na uznaniu społecznym i naprawie reputacji, aby móc wprowadzić swoją firmę na azjatycki rynek. To dlatego udaje się do Swan Park, uprzednio zamieniwszy się rolami ze swoim asystentem i pomocnikiem Danielem. Chce w ten sposób odszukać żądany dokument i odzyskać, to co mu się prawnie należy. Jednak na miejscu poznaje średnią siostrę Swanlea, Rosalind i przekonuje się, że bogactwo owszem jest potrzebne do życia, ale ważne są też inne sprawy. 

Pierwsza część cyklu jest utrzymana w tonie bardzo rubasznym i mocno nawiązuje do sztuk Szekspira, którego Rosalind i Griffin co rusz cytują. Tych dwoje połączy głęboka namiętność, czemu autorka da wyraz w  scenach erotycznych. 
Przyznam szczerze, że trochę się przywiązałam do Diabląt i trudno było mi się przestawić. Polubiłam konkretną i obcesową Rosalidn, która nie bała się mówić tego, co myśli. Griffin natomiast okazał się typowym mężczyzną, który na widok damskich bioder i biustu myśli tylko o jednym.
Znacznie bardziej spodobała mi się najstarsza z sióstr, Helena, której ma być poświęcona druga część serii. Helena utyka, co sprawia, że nie jest dobrą kandydatką na żonę, zupełnie jakby chora noga sprawiała, że kobieta ma amputowany mózg, albo co gorsza jest niepłodna. 
Niemniej jednak pierwsza część cyklu jest przyjemna w odbiorze i zabawna. Jeśli tylko przymknąć oko na wszechobecny erotyzm, da się ją przetrawić.

czwartek, 4 października 2018

Lucy Maud Montgomery: Czary Marigold

Autor: Lucy Maud Montgomery
Tytuł: Czary Marigold
Stron: 284
Wydawca: Nasza Księgarnia







O Czarach Marigold bardzo długo nie miałam pojęcia. Bardzo długo też było mi z tą powieścią nie po drodze, nie wiem dlaczego. Mam mgliste wspomnienie, że zaczęłam ją czytać i nie dokończyłam. W te wakacje wreszcie mi się to udało. 

Kiedy w Świerkowej Kępie przychodzi na świat dziewczynka, cały klan wujów, ciotek i kuzynów jest podekscytowany, gdyż w rodzinie ogólnie rodzi się mało dzieci. Jest to więc nie lada wydarzenie. Sam wybór imienia, to rodzinne obrady, a gdy mała zachoruje, wszyscy cierpią. 

Trudno powiedzieć, w czym tkwi szkopuł, myślę, że przyczyn może być kilka, ale powieść ta wyraźnie odstaje i fabułą i sposobem kreacji głównej bohaterki, od pozostałych powieści Montgomery o sierotach. Wygląda to trochę tak, jakby w autorce dokonała się jakaś zmiana, przełom, a może wreszcie postanowiła napisać coś inaczej. 
Przede wszystkim Marigold nie jest sierotą na łasce krewnych i nie musi sobie wydeptywać drogi do ich serc, często trudnej, niekiedy daremnej. Wujków, ciotek i kuzynów ma tylu, że panuje wręcz rywalizacja, kogo odwiedzi teraz. Jest kochana, zaopiekowana, czasem rozpieszczana, choć bez przesady. Dziewczynka ma kochającą mamę, nieco surową babcię, ukochaną ciocię, po której dostała imię. 

Autorka przedstawia nam też stosunkowo krótki okres z życia bohaterki, bo około 6 lat. Poznajemy Marigold jako niemowlę, a potem śledzimy jej poczynania od lat 5/6 do lat 12, kiedy to bohaterka już przestaje być dzieckiem, a staje się nastolatką. W sumie szkoda (nie wiemy, jak było), że autorka nie napisała kontynuacji. Jestem ciekawa, jak potoczyłyby się dalsze losy małej marzycielki. 
Bo Marigold jest wielką marzycielką. Ma bujną wyobraźnię i bardzo bogate życie wewnętrzne. I to jest głównym wątkiem tej książki; świat widziany oczami dziecka. Gdyby Marigold była osobą twardo stąpającą po ziemi, chyba byłoby jej łatwiej. Ponieważ, jak już wspomniałam, jest wielkim wrażliwcem i wiele rzeczy nosi w sobie, zanim pozwoli im się ujawnić, często jej perypetie mają bardzo zaskakujący przebieg. 
To, co dorosłym wydaje się błahe i mało istotne, dla kilkuletniej dziewczynki urasta do rozmiarów dramatu i bywa gorzkie do przełknięcia. Czy mama Marigold wyjdzie ponownie za mąż? Czy Marigold zostanie wielką misjonarką? Czy 11-latka da radę podjąć nagłych gości? Jak poradzi sobie z pierwszą, niezbyt udaną miłością? 
O drobnych i tych nieco większych psotach Marigold czyta się bardzo przyjemnie. W sferze dziania się, nie dzieje się dużo i gwałtownie. Autorka z humorem przedstawia problemy i bolączki dorastającej dziewczynki, pięknie opisuje otaczający Marigold świat, pakując ją przy okazji w zabawne kabały. Jednocześnie podkreśla wagę wychowania i to widać. Mała Marigold słucha tego co mówią dorośli i potrafi się przeciwstawić łobuzującym koleżankom, powołując się na słowa mamy i babci. 

Jak już mówiłam, szkoda, że nie ma dalszego ciągu, bo chętnie zobaczyłabym jak Marigold dorasta. Czy znalazłaby wreszcie prawdziwą przyjaciółkę? Czy odkryłaby prawdziwą miłość i kto by to był: czy nowopoznany towarzysz zabaw Budge, a może daleki kuzyn Jack z Ameryki? Byłoby ciekawie. 

Niemniej jednak dobrego dzieciństwa mogłyby inne dziewczynki Marigold pozazdrościć.

wtorek, 2 października 2018

Krista & Becca Ritchie: Podwójna namiętność

Autorki: Krista & Becca Ritchie
Tytuł: Podwójna namiętność
Seria: Addicted, t.1
Stron: 381
Wydawca: WAB






Lily i Loren, dla przyjaciół Lo, znają się całe życie. Pochodzą z bogatych rodzin, ich przyszłość finansowa jest zabezpieczona. Obydwoje mają jednak swoje brudne sekrety, z którymi kryją się przed rodziną i przyjaciółmi. 
Drobna i nieduża Lily jest uzależniona od seksu. Brzmi to może trywialnie, ale nałóg ten kładzie się cieniem na całym życiu dziewczyny, izolując ją od bliskich i sprawiając, że wszystko co ważne, odchodzi na dalszy plan, jest zaniedbywane i zapomniane. 
Zbuntowany Lo jest masowo pije drogie alkohole. Gdy nie pije jest dość sympatycznym, inteligentnym chłopakiem. Takie chwile zdarzają się jednak rzadko, bo Lo świetnie się maskuje i najczęściej upija się do utraty przytomności. 
Bohaterowie, chcąc ułatwić sobie poddawanie się nałogom, postanawiają udawać parę i razem zamieszkać. Kryjąc się wzajemnie przed bliskimi, osiągają kolejne stadia upodlenia fizycznego i psychicznego. 

Zawiedzie się ten, kto oczekuje od fabuły pikantnych scen, czy opisów wyuzdanego seksu. Autorki zdecydowały się inaczej pokierować fabułą, dzięki czemu zamiast powszechnych obecnie erotyków, wyszła im bardzo dobra powieść z elementami dramatu, o dość odważnym, nawet jak na dziś, temacie. Każdy nałóg jest złożoną sprawą i ma głębokie podłoże. Nie jest prosto ani z nim walczyć, ani żyć ze świadomością, że trzeba się leczyć, zmagać z piętnem osoby uzależnionej, będąc raz po raz wystawionym na pokusy. Jednak każdy z przychodzących nam na myśl nałogów wydaje się taki do opanowania. Czy to alkohol, czy narkotyki, czy papierosy. Wiemy, że należy z tym skończyć, odstawić, przejść terapię, mniej lub bardziej restrykcyjną. 

Przyznam jednak, że uzależnienie od seksu wydaje się nie do ogarnięcia. Gdy czytałam o stanie Lily, o tym jak funkcjonowała w ciągu dnia i o tym, jak potrzeba kolejnego spełnienia wręcz odbierała jej nie tylko rozum, ale też poczucie czasu, byłam bardzo zaskoczona. Poczytałam o tym trochę i najgorszy w tym wszystkim jest fakt, że na to uzależnienie lekiem może być tylko terapia behawioralna, często farmaceutyki, a i one nie dają pełnej gwarancji wyzdrowienia. Autorki w bardzo wyrazisty i przekonujący sposób opisały stan emocjonalny bohaterki, ale też jej stan fizyczny. Okazuje się bowiem, że objawy głodu są bardzo podobne do tych u osób uzależnionych od narkotyków: to ogólne rozgorączkowanie, bóle całego ciała, utrata kontaktu z otoczeniem. Straszne było, gdy Lily traciła poczucie czasu lub czuła się tak, że zdominowana przez to jedno pragnienie, była gotowa na wszystko, byle tylko jej zaspokoić. 
Tym dziwniejsza jest u niej sprawa tego nałogu, że ma normalną, kochającą się rodzinę, sympatyczne siostry i nie miała żadnych traumatycznych przeżyć w dzieciństwie i młodości. Źródło jej uzależnienia pozostaje więc zagadką i dla niej samej i dla czytelnika. 
Jednocześnie uzależnienie Lily spycha na dalszy plan alkoholizm Lo, zresztą co do niego nie mam wątpliwości, zdecydowany na leczenie i wspierany przez bliskich da radę przezwyciężyć nałóg. Co natomiast będzie z Lily? Sądzę, że to dopiero początek jej trudnej drogi, a i zapewne przeszłość nie raz się o nią upomni. Oby w kolejnych tomach trylogii autorki nie pozwoliły nam się nudzić. 

Pierwsza część trylogii sióstr Ritchie naprawdę zasługuje na uwagę. Nie tylko ze względu na przedstawiany w niej problem, ale też dlatego, że Addicted jest naprawdę dobrą książką. Trudno może polubić czy współczuć Lily oraz Lo, bo trudno zrozumieć osoby uzależnione, gdy się samemu jest wolnym od nałogów. Jednak kibicuje się im w ich walce wraz z nowopoznanymi i cennymi przyjaciółmi, którzy jednocześnie są bohaterami wiodącymi bliźniaczej trylogii o Siostrach Calloway. Mam tu na myśli prymusa Connora i doświadczonego już przez życie Ryke'a. Jednak, jakby na to nie patrzeć, Lily i Lo są prawdziwi w swoich nałogach, a nie ma nic cenniejszego dla czytelnika jak wiarygodny świat przedstawiony i prawdziwi bohaterowie. 

Dlatego polecam lekturę Podwójnej namiętności, choć jednocześnie uważam, że i polski tytuł i zdjęcie okładkowe są dla fabuły krzywdzące, bo w żadnym stopniu nie oddają treści, znajdującej się wewnątrz.

 Dziękuję!

sobota, 29 września 2018

First time

Reżyseria: Jonathan Kasdan
Obsada: Dylan O'Brien, Britt Robertson
Rok produkcji: 2012
Czas trwania: 95 min.









Young adult króluje. Jego bohaterowie to doświadczeni przez życie młodzi ludzie, których spotkało więcej złego niż dobrego i tylko pomocna dłoń tej właściwej osoby może zmienić ich życie. Te historie są bardzo chwytliwe, a bohaterów trudno nie polubić. Niestety bardzo często łącząca ich więź ma głębokie podłoże erotyczne, a tak mi się wydaje, że i trochę to mało i trochę przekłamane. Dlaczego? Niech wrażenia z seansu First time, wyjaśnią. 

Dave i Aubrey poznają się na imprezie. On jest w ostatniej klasie, ona rok niżej. On jest beznadziejnie zakochany w swojej koleżance Jane, która traktuje go jak kumpla. Ona ma aspiracje artystyczne i chłopaka, który nie poświęca jej zbyt wiele uwagi, bo jest za bardzo skupiony na sobie. Zaczyna się od rozmowy, która przebiega tak dobrze, że aż żal się rozstać. Dave i Aubrey zdają sobie sprawę, że oto spotkali swoją bratnią duszę i potrzebna tylko odrobina śmiałości, aby tę drugą osobę pryz sobie zatrzymać i może wyjdzie z tego coś więcej. Wszechobecny nacisk otoczenia na rozpoczęcie współżycia sprawia, że bohaterowie, po krótkiej znajomości, decydują się na wspólne spędzenie nocy. Zaczyna się cudownie, a kończy... klapą. Dave i Aubrey są o krok od rozstania się na zawsze i najchętniej by się już więcej nie oglądali. Czy tak ma się zakończyć coś, co tak dobrze się zapowiadało?

Film pod względem gatunku określiłabym jako komedię obyczajową. Nie romantyczną, ale właśnie obyczajową. Akcja toczy się nieśpiesznie, zdarzają się zabawne sytuacje, ale nie nachalnie  i logiczne w stosunku do fabuły. Gdyby w tym filmie było tylko to, nie zasługiwałby na uwagę i przeszedłby niezauważony. Jednak takie pokierowanie akcją, żeby pierwszy raz się nie udało i żeby było do niczego, wprowadza historię na nowe tory. 
W historiach young adult bohaterowie są, generalnie rzecz biorąc, świetni w sprawach łóżkowych. Nawet jeśli dla kogoś jest to pierwszy raz, nie ma potknięć i wszystko od razu się udaje. 
Tymczasem Dave'a i Aubrey zżera trema i, mimo że bardzo się sobie podobają, pobija ich ich własna nieporadność i brak doświadczenia. Myśleli, że to prostsze, a tu lipa. Z takim podejściem do sprawy jeszcze się w żadnej historii nie spotkałam. I właśnie dlatego First time zasługuje na uwagę. 

Bohaterowie są zwyczajni, ale też mają swoje obawy, pragnienia, kompleksy. Być może mogliby poczekać z pierwszym seksem, ale przecież wszyscy to robią, no i dobrze byłoby mieć to z głowy przed zakończeniem szkoły. Tymczasem okazuje się, że wyobrażenia bywają bardzo dalekie od rzeczywistości. I trzeba się z tym zmierzyć. Zyskują szansę na fajny, zdrowy związek, trzeba tylko nad tym trochę popracować, bo w końcu samo się nie zrobi. 

Dlatego First time zapadnie mi w pamięć na dłużej, właśnie za podejście do tematu. To słodka, życiowa historia  z mądrym przesłaniem. Oby takich więcej.

sobota, 22 września 2018

Holly Black: Okrutny książę

Autor: Holly Black
Tytuł: Okrutny książę
Trylogia, t.1
Stron: 400
Wydawca: Jaguar






Zaczyna się jak w baśni. Trzy małe siostry zostają porwane przez pięknego, lecz okrutnego nieznajomego, który najpierw zabija rodziców dziewczynek, a potem na swym magicznym rumaku zanosi je do niezwykłej krainy. Dziwne to miejsce. Jedzenie smakuje tu inaczej, owoce mogą śmiertelnika zaczarować, a każda obietnica jest piekielnym zobowiązaniem. Gdy człowiek zacznie tańczyć, to może zatańczyć się na śmierć, a gdy wyda się jakiemuś monstrum smakowity, może się to skończyć odgryzieniem palca. W najlepszym przypadku. 

Jude oraz jej siostry są ofiarami takiego porwania. W krainie elfów mieszkają już od dekady i, ponieważ były z bliźniaczką Jude, Trayn dość małe, łatwo się w nowym domu zaaklimatyzowały. Z ludzkiej perspektywy może to wyglądać jak syndrom sztokholmski, w końcu dziewczynki wychował morderca ich matki (prywatnie jej pierwszy elfi mąż), w krainie elfów pierwszy generał królewskiej armii. Tylko najstarsza z sióstr Vivi, naturalna córka Madoka, nie chce i nie zamierza się przystosować. Planuje, że gdy tylko nadarzy się okazja, wróci do ludzkiego świata, bo w tym elfim, nie widzi dla siebie miejsca. 
To w sumie trochę paradoksalne, że autorka nie Vivi uczyniła główną bohaterką, a jej ludzką siostrę. Dorastając w okrutnym, obłudnym i brutalnym świecie elfów Jude zrobiła wszystko co tylko mogła, aby dostosować się i przeżyć. Nie było to łatwe. Elfy gardzą śmiertelnikami, głównie przez ludzkie niedoskonałości i podatność na magię. Oprócz tego Madok, przybrany ojciec bohaterki, stoi blisko króla, co naraża dziewczęta na nieustanny kontakt z elfią młodzieżą - arystokracją. A nastolatki, czy to śmiertelne, czy nie, potrafią być bardzo okrutne, co też Jude i Taryn niejednokrotnie na własnej skórze odczują.

Początkowo nie znamy planów Jude. Dziewczyna chciałaby zostać wojownikiem i, choć szkoli się w tym kierunku, wie, że jej ojczym nie da jej zgody na to zajęcie. Dopiero, gdy nadarza się okazja, by zostać szpiegiem, fabuła nabiera rozpędu. Od tej chwili wkraczamy wraz z Jude do świata trucizn, zamachów i spisków. Jednak, choć pozornie może nam się wydawać, że wiemy w jakim kierunku pójdzie akcja, wcale tak nie jest i to jest w tej historii najlepsze. 
Powieść zawiera także dość ciekawie poprowadzony wątek romansowy oraz intrygującą tajemnicę z przeszłości. Wszystko połączone w całość tworzy naprawdę fascynującą i wciągającą historię, którą czyta się z zapartym tchem. 

Autorka wiernie i szczegółowo przedstawia magiczny świat elfów. Barwne opisy strojów, tkanin, biżuterii oraz wnętrz sprawiają, że wszystko wydaje się takie prawdziwe, na wyciągnięcie ręki, tuż za zasłoną, oddzielającą świat elfów od świata ludzi. Takie opisy, kipiące od pasji, będące świadectwem bogatej wyobraźni autorki sprawiają, że książkę chce się czytać i aż boli jej zakończenie bez możności sięgnięcia od razu po kontynuację. 

I bohaterowie. Zdecydowani, targani namiętnościami i żądzami, które często pozostają w sprzeczności ze sobą. Piękny i pozornie okrutny Cardan, w rzeczywistości samotny i spalany uczuciem, które nie do końca rozumie i któremu chce i nie chce się poddać. Ludzka Jude, która pomimo wielu cierpień, nie zatraciła w tym irracjonalnym i brutalnym świecie, tego co świadczy o człowieczeństwie: troski o drugą osobę. Bohaterka, po wielu łzawych i nieporadnych śmiertelniczkach, jest miłą odmianą dla czytelnika, gdyż będąc ludzką, dobrze poznała reguły gry rządzące światem elfów i dzięki latom praktyki i obserwacji może stać się graczem, który się liczy i ma tu wiele do powiedzenia. Bohaterka nie boi się działać, a nie tylko o tym działaniu mówić. Jude bierze sprawy w swoje ręce i nawet przed czytelnikiem nie odkrywa wszystkich kart. Bardzo mi się to podoba i, choć finał pierwszej części zapowiada, że im dalej tym trudniej, mocno kibicuję Jude w czekających ją rozgrywkach politycznych, a także sercowej szermierce. Czy mężczyzna, którego uczyniła swoim niewolnikiem jej to wybaczy? Co przeważy; poryw serca czy chęć odwetu za oszustwo? Będzie gorąco i magicznie. Już nie mogę się doczekać. 

Och drogi, szanowny Jaguarze! Poproszę drugi tom jak najszybciej!



Dziękuję!

czwartek, 20 września 2018

Gdy korona coraz bliżej... V.Fast: Zamek z alabastru

Autor: Valentina Fast
Tytuł: Zamek z alabastru
Seria: Royal, t.3 
Stron: 272
Wydawca: Media Rodzina








Zmagania kandydatek z całego królestwa w pięknej scenerii bajkowego pałacu trwają. Który z czterech przystojnych młodzieńców okaże się księciem? Czy nieskazitelna Vittera, królestwo pod kopułą, ujawni przed Tanią swe tajemnice? Czyje serce zdobędzie główna bohaterka; tajemniczego Phillipa czy zdecydowanego Henry'ego?  A może przy okazji miłosnych rozterek, wyjdą na jaw także inne, polityczne tajemnice? 

Mija kolejny tydzień reality show, w którym najpiękniejsze dziewczęta z całego królestwa walczą o serce księcia. 
W finale tomu drugiego Tatiana była pewna, że oto kończy swą przygodę z pałacem i całą rywalizacją. Wszak umówiła się w Phillipem, że ten  pozwoli jej odejść spokojnie do domu. Bo w końcu tego chciała, prawda? Jakież są więc jej rozczarowanie i gniew, gdy na wizji okazuje się, że nie tylko przechodzi dalej, ale też miała najwyższe notowania, więc siłą rzeczy jej awans był gwarantowany? A Phillip nawet słowem się o tym nie zająknął.

Trzeci tom młodzieżowej serii Royal skupia się głównie na rozterkach miłosnych Tanii. Bohaterka przyznała się sama przed sobą, że zdążyła się zakochać w Philipie, jednak nadal nie rozumie zachowania młodzieńca. I przyznam, że ja też go nie rozumiałam. Gdy nikt nie widzi, poza okiem kamer, Phillip wydaje się zakochany i to naprawdę szczerze. Tym większy jest więc ból Tatiany, gdy widzi go całującego się z inną z kandydatek, o znacznie lepszym pochodzeniu. Uważam, że ta sytuacja może mieć tylko jedno wyjaśnienie. Otóż już nie jest dla nikogo tajemnicą, że poza szklaną kopułą coś jest. Meteoryty nie były meteorytami, tylko rakietami dalekiego zasięgu. Być może rodzina Charlotte ma z tym coś wspólnego, może jest w stanie zapewnić królestwu obronę, ale w zamian za koronę dla dziewczyny? A w ogóle to, nie wiem, jak inne czytelniczki, to ja bardziej polubiłam błyskotliwego i władającego sztukami walki Henry'ego niż Phillipa. Dlaczego młodzieniec, który jest nie tylko przystojny, ale i zaradny, przegrywa w starciu, z tym, co tylko wzdycha i zaborczo patrzy, ale nic nie robi? To takie edwardocullenowskie!

Odniosłam wrażenie, że trzeci tom to taka faza narastania napięcia i mnożenia pytań. To także czas drobnych incydentów, w których uważny czytelnik dostrzeże zapowiedź przyszłych wydarzeń. Mnie przynajmniej dało to do myślenia. Na przykład nauka Tanii samoobrony, uważam, że czeka nas przewrót, gdy na jaw wyjdą stare tajemnice, wtedy te umiejętności, być może uratują jej życie. 
Czytelniczo marzy mi się, aby rozwinąć potencjał pozostałych młodzieńców, z których każdy jest naprawdę sympatyczny. Osoby starszej pary królewskiej także mogłyby sporo wnieść do tej historii. 

Zamek z alabastru to bardzo przyjemna i lekka lektura na słoneczne popołudnie. Autorka wiernie i z pasją odmalowała młodzieńcze dylematy miłosne bohaterki. Mimo że jestem od niej sporo starsza, dobrze ją rozumiem. Gdy ukochana osoba nas zawodzi, chciałoby się ją bić i całować jednocześnie. A widok w ramionach rywala/rywalki boli bardziej niż najgorsza pooperacyjna rana. 
Myślę jednak, że miłosne zwycięstwo nie będzie Tatiany jedynym. Królestwo Vittery czeka kolosalna zmiana, co nie będzie łatwe. Czy Tania znajdzie w sobie dość odwagi i wytrwałości, aby walczyć dalej? Czy zdoła udźwignąć brzemię kolejnych obowiązków? Oj, będzie się tu jeszcze działo! 
I oby jak najszybciej do kolejnego tomu! I jeszcze żeby to Henry był! Ech! 

Polecam serię Royal młodszym i starszym czytelniczkom. Każda z nas, niezależnie od wieku, potrzebuje czasem literackiego cukierka o smaku Kopciuszka. Osłodzi nam on życie i umili czas.


Dziękuję!