piątek, 17 stycznia 2020

David Baldacci: W pułapce pamieci

Autor: David Baldacci
Tytuł: W pułapce pamięci
Seria: Amos Decker, t.1
Stron: 400
Wydawca: Dolnośląskie








Mija rok od tragedii, która spotkała detektywa Amosa Deckera. Nieznany sprawca bestialsko zabił żonę, córkę i szwagra mężczyzny; nie zostawił żadnych śladów i do tej pory go nie schwytano. 
Amos zrezygnował z pracy w policji, roztył się do monstrualnych rozmiarów i żyje jak uliczny kloszard, imając się mało płatnych zleceń. 
Wszystko zmienia się, gdy na policję zgłasza się człowiek, który przyznaje się do popełnienia owej zbrodni. Uwagę policji i śledczych przykuwa także sprawa strzelaniny w miejscowej szkole średniej; zamaskowany sprawca zabija kilkoro uczniów i nauczycieli, wyjątkowo sprytnie unikając kamer. 
Amos zostaje zatrudniony w charakterze policyjnego konsultanta i szybko przekonuje się, że odkrycie tożsamości zamachowca doprowadzi go do zabójcy jego rodziny.

Książka wciąga do razu. Interesująca i bardzo realistycznie brutalna jest sprawa dokonanych zabójstw oraz modus operandi sprawcy. W bardzo ciekawy sposób pracuje także sam Amos.

Tym, co wyróżnia bohatera z tłumu innych detektywów i śledczych, jest jego nietypowa przypadłość, którą nabył na skutek urazu głowy. Standardowym skojarzeniem dla nas, zwykłych ludzi, jest to, że jeśli dozna się urazu głowy, mózg trwale się uszkadza, zazwyczaj zmieniając swojego posiadacza w warzywo. Jednak bardzo rzadko, ale jednak, istnieje szansa, że w ludzkim mózgu dojdzie do przestasowania (nazywam to jako laik), które uczyni z człowieka geniusza w danej dziedzinie. Klasyfikacja schorzeń nazywa to zespołem sawanta czyli jednostki wybitnie uzdolnionej. Amos Decker ma niezwykłą pamięć. Powiedzieć o niej, że jest fotograficzna to za mało. Amos może wrócić do dowolnego wydarzenia z własnego życia i przeglądać je sobie dowolną ilość razy jak film na dysku. Jego wspomnienia są wciąż żywe i nigdy nie blakną. Obrazy i doświadczenia, które zbiera widzi w swojej głowie w jednolitych kolorach. Dodać, że jest mocno obciążony prywatną tragedią i już mamy nietypowego bohatera, który fascynuje czytelnika i każe siebie obdarzyć zainteresowaniem i sympatią, choć jest tak trudny w codziennym obyciu.

Jednocześnie, co jest ogromną zaletą, Amos z uporem maniaka dąży do rozwikłania sprawy. Nie tylko dlatego, że jest dla niego osobista, ale też dlatego, że ze swoją przypadłością po prostu nie potrafi przyjąć do wiadomości, że czegoś nie wie. I ta właśnie niewiedza pcha go w stronę rozwiązania. Najciekawsze jest, że każdy drobiazg, nawet najmniejszy detal, nieopatrznie wypowiedziane przez kogoś słowo, może stać się katalizatorem do rozwiązania zagadki. Dla postronnego człowieka może to nie mieć znaczenia. Dla Amosa ma wielkie.

Gdy już wydaje się, że udało się odkryć tożsamość zabójcy, autor odkrywa przed nami nowe poszlaki i okazuje się, że cała sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana niż się wydawało na początku. Fabuła wciąż przykuwa uwagę czytelnika i nie pozwala się nudzić. Dawid Baldacci bardzo starannie ułożył całą intrygę, wysoko tym stawiając poprzeczkę i mam nadzieję, że kolejne części o przygodach Amosa Deckera będą równie dobre. Polecam miłośnikom rasowych thrillerów. 

wtorek, 14 stycznia 2020

Katherine Woodfine: Szmaragdowy smok

Autor: Katherine Woodfine
Tytuł: Szmaragdowy smok
Seria: Tajemnice Domu Handlowego Sinclairs, t.3
Stron: 336
Wydawca: Dwukropek 








Szmaragdowy smok to trzecia część cyklu o przygodach pracowników największego wówczas w Londynie Domu Handlowego Sinclairs. Szalone, często niebezpieczne przygody Sophie, Lill oraz ich przyjaciół zdążyły już zaskarbić sobie moją sympatię, a lektura kolejnej powieści jest wielką przyjemnością. 
Po poważnym starciu z gangsterem Baronem, w życiu naszych bohaterów nastał spokój. Nie oznacza to, że wszystkie zaszłości znalazły swój finał, ale zakończenie poprzedniego tomu z pewnością skierowało wiele spraw na nowe tory. Jedno jest pewne, nie było to ostatnie spotkanie z Baronem, byłoby to bowiem zbyt proste. 

Jest wrzesień 1909 roku, dość paskudna deszczowa jesień. Sophie zajmuje się drobnymi zleceniami detektywistycznymi, a Lil spełnia się w teatrze w roli Arabelli. Słowem zapanowała pewna stagnacja. I właśnie w tym momencie w życie bohaterek wkracza Jack, brat Lil, który rzucił prawo i został studentem sztuki. Jego pojawienie się połączy ze sobą dwa światy: studentów uczelni sztuk pięknych oraz pracowników Sinclairs. 

Niebawem w Domu Handlowym ma zostać otwarta kolejna wystawa prac dawnych mistrzów malarskich, a jej najważniejszym eksponatem będzie słynne dzieło Szmaragdowy smok Cassellego. Co ciekawe kilka miesięcy wcześniej z innej wystawy skradziono obraz z tej samej kolekcji Biały smok. Nic więc w sumie dziwnego, gdy dzień przed otwarciem wystawy znika także Smok szmaragdowy. Dowiadujemy się, że słynnych smoków było siedem i że są one przedmiotem wielu dyskusji i elektryzują znawców. Gdy skradziony zostaje Szmaragdowy, kurator wystawy pan Lyle popada w rozpacz. Winną kradzieży zostaje okrzyknięta skromna studentka Lenora Fitzgerald, szybko jednak okazuje się, że domniemany udział dziewczyny w tej sprawie jest zaledwie wierzchołkiem góry lodowej. 
Sophie, Lil oraz chłopcy, a także Jack i przyjaciele Leo ze studiów jednoczą siły, by udowodnić jej niewinność i odnaleźć prawdziwego sprawcę kradzieży. Zagadnienie okazuje się znacznie bardziej skomplikowane niż bohaterowie początkowo sądzili i robi się coraz bardziej niebezpiecznie.

Po raz kolejny autorce udało się wciągnąć mnie, jako czytelnika, w klimat i specyfikę epoki. Kolejne rozdziały zaczynają się w ten sam sposób, to znaczy od fragmentu opisu kolejnych smoków, które być może zawierają ukryty przekaz możliwy do odczytania tylko wtedy, gdy posiada się je wszystkie. Odkrycie tajemnicy poprowadzi nas do tajnego stowarzyszenia, realizującego własny plan. Czy naszym bohaterom uda się go udaremnić i odzyskać Szmaragdowego smoka?
Na minus przemawia fakt, że, w moim odczuciu, na pierwszy plan wysunięto Leo, spychając tym samym na bok Sophie i Lil, trochę mi się to nie podobało. 

W ogólnym rozrachunku lektura wypada bardzo dobrze. Akcja idzie sprawnie do przodu, pojawiają się także bohaterowie z poprzednich części, co daje fabule spójność i ciągłość. Sprawnie przeprowadzone zakończenie satysfakcjonuje i obiecuje dużo więcej w kolejnej części. I aż żal opuszczać Sinclairs. 

Szmaragdowy smok to bardzo przyjemna lektura, zarówno dla czytelnika w każdym wieku.

niedziela, 12 stycznia 2020

Eva Garcia Saenz de Urturi: Cisza białego miasta

Autor: Eva Garcia Saenz de Urturi
Tytuł: Cisza białego miasta, t.1
Stron: 572
Wydawca: MUZA









Od momentu premiery na polskim rynku czyli od lutego 2019 roku o powieści Cisza białego miasta wybrzmiewają same superlatywy. Jak to zwykle bywa, gdy coś ma taki rozgłos, omijam to, dlatego bardzo długo było mi z tą książką nie po drodze. Okazja, by ją przeczytać, nadarzyła się w minione już święta. I teraz już wiem, że niepotrzebnie tyle zwlekałam. Powieść jest bardzo dobra i nie jestem w tej opinii odosobniona, najpierw bowiem przeczytała ją moja Mama i od razu sięgnęła po część drugą, a teraz niecierpliwie czeka na trzecią.

Północna Hiszpania, miasto Vitoria, będące stolicą Kraju Basków. Jest koniec lipca 2016 roku. Niedługo, po 20 latach odsiadywania wyroku w więzieniu za brutalne zbrodnie, na przepustkę ma wyjść ich domniemany sprawca, archeolog i celebryta, Tasio Ortiz de Zarate. Kwestia ta nie elektryzowałaby nikogo tak bardzo, gdyby nie fakt, że zostaje popełniona kolejna zbrodnia, z użyciem tych samych szczegółów, co przed laty. Morderca dobierał swoje ofiary pod względem wieku i nazwisk, nic więc dziwnego, że w mieście zaczyna panować panika. Tasio Ortiz jednak wciąż przebywa w więzieniu, więc kto jest sprawcą? Wspólnik, naśladowca? A może jeszcze ktoś inny?

Główny bohater powieści i prowadzący śledztwo profiler policyjny Unai Lopez de Ayala ma do tej sprawy bardzo osobisty stosunek, gdyż od tego właśnie zaczęła się jego policyjna kariera. Dlatego nie potrafi odpuścić i z uporem maniaka drąży i poszukuje śladów.

Historię poznajemy z dwóch perspektyw czasowych. Obecnie czyli w upalne dni lipca i sierpnia śledzimy starania policji, by uchwycić zabójcę, który za każdym razem wydaje się być o krok przed policją. Zabójstwa są bardzo starannie zaplanowane, ofiary dobrane, a sceneria pełnej zabytków Vitorii niezwykła. Klimatu dodatkowo dodaje czas, w którym akcja się toczy. Całe miasto żyje przygotowaniami do Fiestas de la Virgen Blanca święta Matki Bożej znanej tutaj pod nazwą Biała Panienka. Ulice starówki zapełniają się tłumami miejscowych i przyjezdnych i na 6 kolejnych dni miasto zmienia się w jedną wielką fiestę, pełną przeróżnych atrakcji, takich jak tańce, rywalizacje sportowe, fajerwerki, korrida, parady, koncerty i wiele innych. Autorka swobodnie wplata motywy tego święta w fabułę powieści i robi to niezwykle naturalnie i zgrabnie. Z kart powieści aż bije ten upał, klimat zabawy i fiesty.

Druga perspektywa sięga lat 70 ubiegłego wieku i opowiada o młodości i małżeństwie Blanki Ortiz de Zarate, a więc matki Tasia. Nietrudno się więc domyślić, że to wtedy wydarzy się coś, co ma wpływ na obecne wydarzenia.

Rozwiązanie zagadki nie jest takie łatwe i oczywiste jak mogłoby się wydawać. Liczy się tu każdy detal i szczegół i przyznam, że sama nie domyśliłam się, kim jest zabójca. To znaczy wydawało mi się, że już wiem, ale sprawa okazała się znacznie bardziej skomplikowana.

Książkę czyta się niezwykle dobrze, chodzi mi o to, że wszystko jest tak skonstruowane, że nie nuży i wciąż coś się dzieje. Myślę, że duża w tym zasługa głównego bohatera oraz otaczających go ludzi, członków rodziny, przyjaciół, współpracowników. Każdy z nich ma jakieś sekrety, przeżył coś co go określa i kształtuje jako człowieka. Dzięki temu nigdy nie jest nudno. Lektura Ciszy białego miasta była dla mnie wielką przyjemnością, po raz kolejny przekonałam się, że Hiszpanie mają talent do snucia niezwykłych i wciągających historii. To dlatego już bez ociągania, sięgam po kontynuację trylogii (bo tak, to trylogia) zatytułowaną Rytuały wody.

Polecam powieść miłośnikom dobrych thrillerów. Naprawdę warto, bo jest to pozycja inna od pozostałych tego gatunku.

czwartek, 9 stycznia 2020

Holly Black: Królowa niczego. Przedpremierowo!

Autor: Holly Black
Tytuł: Królowa niczego, t.3
Data premiery: 15.01.2020.
Stron: 360
Wydawca: Jaguar








Kilka dni temu w moje ręce trafił przedpremierowy egzemplarz trzeciej części trylogii o magicznej i fascynującej krainie elfów autorstwa Holly Black. Ponieważ druga część zakończyła się spektakularnym cliffhangerem, oczekiwanie na część trzecią było istną torturą. 

Jude Duarte, śmiertelniczka, która zakręciła elfim światem i zasiała na dworze królewskim istny zamęt, została z tego świata wygnana. Nie chcę tutaj pisać więcej, aby nie psuć przyjemności z czytania tym, którzy jeszcze serii nie znają. Jednak muszę powiedzieć, że nie tak miało być. Związek Cardana i Jude już tak mocno się zaawansował, a tu taki cios. Dlaczego, dlaczego, dlaczego, chciałoby się raz po raz zadawać to pytanie? Co siedziało Cardanowi w głowie i co teraz? Obecnie już znam odpowiedzi, jestem po lekturze części trzeciej i jestem spokojna. Czytałam też recenzje innych czytelników i wreszcie rozumiem żal i rozczarowanie niektórych. Ale po kolei. 

Jude, po decyzji wygnania, stara się zadomowić na nowo w świecie śmiertelników. Staje zatem przed tak przyziemnymi sprawami jak opłacenie rachunków czy pomoc w lekcjach elfiemu braciszkowi Dębowi. Z drugiej strony dziewczyna nie potrafi zapomnieć o świecie elfów i wybaczyć sobie, że tak się dała Cardanowi podejść, pozwalając tym samym wyeliminować się z politycznej szachownicy władzy. A przecież tyle wycierpiała, wytrzymała, zniosła, zaryzykowała. A potem popełniła dodatkowy błąd: zakochała się. 

Obecnie Jude bierze zlecenia polegające na zabijaniu potworów atakujących ludzi i, choć wymaga to ciężkiej pracy i bohaterka nie raz obrywa, pieniądze z tego są całkiem niezłe.
Wkrótce potem nadarza się okazja, by wrócić do Elphame i wyrównać rachunki. Jude oczywiście skwapliwie z niej skorzysta. Nie jest to takie trudne, gdy ma się siostrę bliźniaczkę. A co w Elphame? Kraj stoi na skraju wojny. Co prawda Cardan trzyma podległe sobie królestwa żelazną ręką, ale ojczym Jude, Madoc, już zbiera siły, by sięgnąć po koronę. Jude będzie musiała wybrać stronę, po której się opowie. 

Tak mniej więcej do połowy książka trzyma poziom swojej poprzedniczki. Jude wraca do królestwa elfów, ze zdziwieniem zastaje pewne zmiany, ale też widzi, że jej wpływ wciąż istnieje. Sama scena ze złamaniem korony i to co się dzieje później jest spektakularne, naprawdę czytałam z wypiekami na twarzy. Potem akcja nieco zwalnia i konsekwentnie prowadzi nas do zakończenia, którego większość się nie spodziewała. Czy faktycznie autorka poszła na łatwiznę i dała czytelnikom za dużo słodyczy? Czy ja, jako czytelnik, jestem rozczarowana? Nie. Fakt, można było ciągnąć akcję dalej; komplikować ją intrygami z dworu i kolejnymi scysjami Jude i Cardana. Z drugiej jednak strony jak długo można to ciągnąć? Takie odbijanie piłeczki dobre jest dla oper mydlanych, gdzie bohaterowie na przemian to kłócą się, to godzą. Myślę, że autorka zrobiła, to co musiała. Pozwoliła, by tym razem królestwo uratowała księżniczka i dostała je w pakiecie razem z księciem w nagrodę. 

Jako czytelnik jestem spokojna. Zakończyło się, jest happy end, trzeba czytelniczo żyć dalej. Najważniejsze jest to, że trylogia Holly Black to naprawdę kawałek dobrej historii o świecie elfów. Jest barwna, czarująca i porywa jak rwący potok. Chce się ją czytać. Autorka dba o detale, zwyczaje, reguły etykiety, szczegóły wyglądu wnętrz i poszczególnych ras. Bardzo lubię taką pieczołowitość. Dlatego polecam, oczywiście jak najbardziej. Sama zaś z pewnością jeszcze do tej historii wrócę.




Dziękuję!

niedziela, 5 stycznia 2020

C. Hand, B. Ashton, J. Meadows: Moja lady Jane

Autor: C. Hand, B. Ashton, J. Meadows
Tytuł: Moja lady Jane
Seria: Ladyjanistki, t.1
Stron: 432
Wydawca: Sine Qua Non









Ladyjanistki to wspólna nazwa trzech autorek C. Hand, B. Ashton, J. Meadows, które podjęły się interesującego literackiego projektu, a mianowicie napisania na nowo losów znanych już z literatury i kultury Janek. 
Jako pierwszą przeczytałam Moją Jane Eyre, nie wiedząc, że to druga część. Była to przezabawna i dowcipna historia, przy której nie dało się nudzić. 
W te ferie zimowe sięgnęłam po cześć pierwszą dotyczącą Jane Grey, 9-dniowej królowej Anglii. Gdy ją koronowano, miała zaledwie 16 lat. Po swoim krótkim panowaniu została ścięta. Zaraz, zaraz. A może po raz kolejny historia zatuszowała to i owo? 
W mniemaniu autorskiego trio wszystko wyglądało zupełnie inaczej. 

Jest zima i przełom roku 1552/1553. Miłościwie panujący Anglii 16-letni Edward Tudor niedomaga. Oficjalnie zżera go krztusica (poprawnie gruźlica), choć jeśli poobserwować jego najbliższych dworzan, być może dokładają się oni trochę do stanu zdrowia króla. 

Krajem rządzi rozłam; część poddanych to katolicy, część protestanci. Nasze autorki podzieliły poddanych na Nieskalanych i Eoian (czyt. Ewianinów) czyli takich, co to mogą się zmieniać w zwierzęta i takich, którzy nie mogą. Już sam ten pomysł otwiera wiele furtek. Po pierwsze zawsze zwierzę, w które zmienia się bohater jest nieco zaskakujące. Na przykład nieżyjący Henryk VIII transformował się w lwa, zaś jego matka Elżbieta York w skunksa. Z przemianą jest pewien kłopot; nigdy nie wiadomo kiedy i czy się objawi oraz jak nad nią zapanować. Po drugie możliwość przemiany pozwala bohaterom na rzeczy, które nie udałyby się w postaci ludzkiej, na przykład karkołomną ucieczkę czy drobne szpiegowanie wroga. Nie zdradzę tu w co zamienia się trójka głównych bohaterów, ale pomysł był pierwszorzędny i przysporzył mi wiele dobrej zabawy. 

Gdy choroba Edwarda przybiera krytyczne stadium, jego doradcy namawiają go, by zmienił sukcesję na korzyść kuzynki Jane Grey. Wiąże się to z tym, że Jane musi poślubić syna lorda Johna Dudleya, Guildforda. Ta ostatnia, mądra osoba i istny mól książkowy (między innymi dlatego tak ją polubiłam) nie ma na to ochoty. Wychodzić za mąż za kogoś z wielkim nosem, w dodatku zupełnie obcego? Nasi bohaterowie nie mają nic do powiedzenia, bo o wszystkim decydują ich rodzice. 

Co tu dużo mówić. Cała historia to lekka, sympatyczna i wciągająca opowieść. Barwnie, ale i z przymrużeniem oka oddano tu realia epoki, a więc stroje, styl życia i mieszkania, podróżowania, relacje społeczne. Z drugiej strony wątki fantasy dodały książce nie tylko dodatkowy rys komediowy, sprawiając, że niektóre sprawy trudno było traktować poważnie, ale też uczyniły te niekiedy przykre tematy znacznie przyjemniejszymi i ciekawszymi w odbiorze. 
Od momentu przeczytania Mojej lady Jane spojrzałam na Tudorów zupełnie inaczej, a moja sympatia do Ladyjanistek tylko wzrosła. Trzecia część o przygodach Calamity Jane dzieje się w realiach Dzikiego Zachodu. To dopiero smaczek. Czekam z nadzieją na polską premierę.

czwartek, 2 stycznia 2020

Katherine Woodfine: Drogocenna ćma

Autor: Katherine Woodfine
Tytuł: Drogocenna ćma
Seria: Tajemnice Domu Handlowego Sinclairs, t.2
Stron: 343
Wydawca: Dwukropek








Od wydarzeń z tomu pierwszego minęło kilka miesięcy. Wiosna w pełni, a lato zbliża się wielkimi krokami. Wszystkie młode damy z niecierpliwością oczekują balu rozpoczynającego sezon debiutantek. 

W życiu Sophie, Lil, Billy'ego i Joe nastąpiła przyjemna stabilizacja. Każde z nich ma dobrą posadę, mają też siebie nawzajem, więc lepiej być nie może. Wszyscy pracownicy domu handlowego oczekują niecierpliwie na letni piknik nad rzeką, nasi bohaterowie także. Kiedy jednak trafia się okazja przeprowadzenia kolejnego śledztwa, Sophie i Lillian bez wahania przyjmują zlecenie. 

W drugiej części zatytułowanej Drogocenna ćma poznajemy zakamarki East Endu, a konkretnie dzielnicę zamieszkiwaną przez ludność narodowości chińskiej. Oczami młodziutkiej Mei obserwujemy, jak spokojną dotąd dzielnicę opanowują ludzie Barona, domagając się kolejnych haraczy i zastraszając wszystkich bardziej opornych. Wychowana na historiach zmarłego dziadka Mei zaczyna wierzyć, że jedynym sposobem na uratowanie domu i bliskich jest odnalezienie zaginionego przed laty drogocennego diamentu zwanego Światłem Księżyca. 

W tym samym czasie jedna z debiutantek Veronica Whitley zatrudnia Sophie i Lil do odnalezienia broszki, którą otrzymała w prezencie od zalecającego się do niej lorda Beaucastle, a którą nieopatrznie zgubiła. Nietrudno się domyślić, że drogi naszych młodych detektywów ponownie skrzyżują się z ciemnymi interesami Barona, a rozwiązanie zagadki będzie miało dramatyczny finał.
Druga część serii jest równie interesująca jak pierwsza. Zabawne perypetie debiutantek, od których oczekuje się tylko znalezienia kandydata na męża, bawią i wzruszają. Myślę sobie, jak proste i przyjemne, pod wieloma względami, życie miały wtedy kobiety. Lil bryluje w towarzystwie, spychając tym niechcący Sophie na drugi plan.

Bardzo podobało mi się, że w pewnym momencie autorka pozwoliła tym dwóm światom: londyńskiej socjety i East Endu się połączyć. W prawdziwym życiu pewnie byłoby to niemożliwe, niemniej jednak czytanie o tym było bardzo rozczulające. 

Odniosłam wrażenie, że autorka nieco musnęła temat śmierci ojca Sophie. Czy to możliwe, że cała sprawa miała znacznie głębsze dno i że jeszcze los się odwróci? Hmm, zobaczymy.
Polubiłam świat Domu Handlowego Sinclairs i już niebawem zabieram się za lekturę trzeciego tomu.

poniedziałek, 30 grudnia 2019

Kate Milford: Przygoda w Greenglass House

Autor: Kate Milford
Tytuł: Przygoda w Greenglass House
Seria: Greenglass, t.1
Stron: 376
Wydawca: Dwukropek









Dwukrotna wizyta w Hotelu Winterhouse zachęciła  mnie do dokonania rezerwacji w pensjonacie Grenglass House. Bardzo lubię takie klimaty: zamknięta przestrzeń starego budynku  kryjącego masę sekretów,  nietypowi goście z przeróżnymi motywacjami oraz, zazwyczaj para, bystrych dzieciaków, które z pasją i zabawnym wścibstwem te tajemnice odkrywają.

Właśnie rozpoczęły się ferie świąteczne. 12-letni Milo bardzo cieszy się, że tym razem będą z rodzicami sami na święta, w pensjonacie nie ma bowiem żadnych gości. Radość chłopca jest jednak przedwczesna, gdyż jeszcze tego samego wieczoru, goście sypną jak z rękawa. W Greenglass House zaroi się od dziwaków i indywiduów. Osób tych nic pozornie ze sobą nie łączy, ale każdy z nich jest w jakiś sposób związany z historią tego domu. Początkowo nic nie zwiastuje problemów, gdy jednak zaczynają znikać przedmioty należące do gości, Milo wspólnie z córką kucharki, Meddy, postanawiają wcielić się w role rodem z fabularnej gry i rozwikłać tajemnice domu oraz gości. 

Jak już wspomniałam wyżej, bardzo lubię takie historie, gdyż dzięki umiejętnie nakreślonej lokalizacji mają one niesamowity klimat i niezaprzeczalny urok. Greenglass House ma bogatą historię związaną z tutejszym gangiem przemytników i to ją będą stopniowo odkrywać Milo i Meddy. Samo miejsce akcji także jest niezwykłe. Ponieważ panuje zima do zajazdu można dostać się tylko skrzypiącym wciąganym wagonikiem lub po trzystu oblodzonych schodach, a to ostatnie nie jest łatwe. Trudno się dostać i wydostać; taki  trochę klaustrofobiczny zabieg sprawia, że ta odcięta od świata przestrzeń staje się jeszcze bardziej tajemnicza i groźna. 
Świąteczny klimat dodatkowo potęgują opisy przygotowań do świąt; gorąca czekolada jest tu na wyciągnięcie ręki,  z kuchni dochodzą smakowite zapachy, do tego dodaj zadymkę, choinkę oraz opowieści przy kominku i jest po prostu bajkowo.

Od początku, gołym okiem widać, że powieść ta jest dla autorki bardzo osobista, zresztą Kate Milford wcale tego nie kryje w posłowiu. Główny bohater Milo, jest dzieckiem adoptowanym, co nie jest żadną tajemnicą. Chłopiec jest kochany, ma z rodzicami świetny kontakt, jednak niewiedza na temat własnego pochodzenia jest dla niego zwyczajnie bolesna i czasem mu doskwiera. Odkrywanie sekretów domu jest dla niego swoistą nauką i docieraniem do tego co ważne w życiu dorastającego nastolatka. 

Zupełnie oddzielnym smaczkiem jest osoba towarzyszki zabaw Milo, Meddy. Nie będę się tutaj rozpisywać, ale w trakcie lektury warto się uważnie przyglądać jej zachowaniu, a jako czytelnikom nasuną się nam interesujące wnioski. 

Przygoda w Greenglass House to bardzo sympatyczna lektura dla młodszych i starszych czytelników. Tym samym jest to kolejna pozycja wydawnictwa Dwukropek, którą wpisuję na swoją prywatną listę i która zyskuje honorowe miejsce na regale. Jednocześnie niecierpliwie czekam na kontynuację.