czwartek, 14 lutego 2019

Już nie tak bajkowo, czyli...Valenitina Fast: Korona ze stali

Autor: Valentina Fast
Tytuł: Korona ze stali
Seria: Royal, t.4
Stron: 272
Wydawca: Media Rodzina








Czwarta część serii Royal odkrywa przed czytelnikiem kolejne sekrety Vittery, królestwa pod kopułą. Dziewcząt - kandydatek zostało raptem tylko kilka. Jedne są mniej, inne bardziej zdeterminowane. Chwila, w której wszyscy poznają tożsamość księcia, zbliża się wielkimi krokami. 

Póki co jednak przed wszystkimi moment wytchnienia. Kandydatki ruszają w turnee po królestwie. Czekają je wywiady, wspólne zdjęcia, autografy, podziw i uwielbienie poddanych. 

Dla Tani to trudny czas. Bohaterka jest rozdarta. Już nie chce tak mocno wracać do domu. Jednak i w pałacu nie czuje się dobrze. Sprawcą tego całego sercowego zamieszania jest, rzecz jasna, Phillip, który oscyluje między Charlotte a Tanią, trzymając obie w niepewności i burzy uczuć. 
Rozsądek podpowiada Tani, że lepszym, bezpieczniejszym wyborem byłby dla niej Henry, którego bardzo polubiłam. Miałam nadzieję, że to on okaże się księciem. Serce zaś rwie się do Phillipa, narażając Tanię na kolejne łzy i rozczarowanie. Mimo rad przyjaciół i własnego rozsądku, Tatiana wikła się w kolejne sytuacje, które nie poprawiają jej uczuciowego stanu. 

Myślę, że rozterki głównej bohaterki są bliskie kobietom w każdym wieku. Każda z nas marzy o porywającym uczuciu do mężczyzny, dla którego będziemy tą jedyną i traktowaną jak księżniczka. Walcząc ze zdrowym rozsądkiem, podejmujemy decyzje, które narażają nas na cierpienie i łzy. Potem zadajemy sobie pytanie; czy warto było? Jeśli z danego wydarzenia w naszym życiu potrafimy wyciągnąć naukę na przyszłość lub też mamy choć jedno dobre wspomnienie, to niewątpliwie tak. W końcu każde życiowe doświadczenie nas kształtuje i sprawia, że dojrzewamy. 
Nikt nie wątpi, że Tania zostanie królową. Prawdopodobnie takiej właśnie władczyni potrzebuje Vittera, a stal jak wiadomo mocno uciska skroń, która ją nosi. Tania musi więc udowodnić, że udźwignie stal, z której korona jest wykonana. Żywię też ogromną nadzieję, że bohaterka znajdzie w sobie stanowczość i siłę, bo na chwilę obecną nie radzi sobie najlepiej.

Historia, która zaczęła się tak sielsko i słodko, nagle zmienia swój klimat, co uważam za duży plus.  Rywalizacja wkracza na nowe, niebezpieczne tory. Jasnym staje się, że za kulisami tej pięknej, posągowej oprawy toczy się polityczna gra, której nie jesteśmy świadomi. Być może cała sprawa z wyborem kandydatki na królową to tylko zasłona dymna? Wspólnie z Tanią boleśnie przekonujemy się, że gdy w grę wchodzi władza, znikają wszystkie sentymenty i miłe uśmiechy. 
Jakie tajemnice kryje w sobie Vittera?  Czym jeszcze zaskoczy nas autorka? 

Czwarta część serii, podobnie jak jej poprzedniczki, jest bardzo miła i przyjemna w odbiorze. Daje chwilę wytchnienia i jest naprawdę słodką odskocznią od codzienności. Okazuje się, że prawdziwe księżniczki wcale nie mają łatwego życia, w końcu na szczytach władzy nigdy nie jest ciepło..., jak pisał w Cesarzu mistrz Kapuściński. Mimo to kibicuję Tani i czekam niecierpliwie na jej dalsze przygody. 

Polecam!









Dziękuję!

wtorek, 12 lutego 2019

Rosie Blake: Tylko Ty

Autor: Rosie Blake
Tytuł: Tylko Ty. Jak (w końcu) poznać fajnego faceta
Stron: 363
Wydawca: WAB







Dobiegająca trzydziestki Nicola jest generalnie zadowolona ze swojego życia. Ma własne mieszkanie, dobrą posadę sekretarki w małej agencji aktorskiej, jest samodzielna i poukładana. Przykładowo: jeśli na kolację ma być łosoś, to, choćby brat upiekł pizzę, łosoś nie może się zmarnować. A jeśli w harmonogramie dnia jest, że bułeczkę zjada się o 13.15, to zje się ją o tej godzinie i ani wcześniej ani później. Takie życie jest bardzo bezpieczne, przewidywalne i pozwala uniknąć kłopotów i zranień. Bohaterce raz się to przydarzyło i nie zamierza narażać się na to ponownie. 

Dla otoczenia jednak Nicola, choć sympatyczna i miła, jest sztywniacką nudziarą. Nie chodzi na randki, nie jest spontaniczna, tylko kurczowo trzyma się własnych nawyków. Wszystko zmienia się, gdy w grudniu Caroline, koleżanka z biura, rzuca Nicoli wyzwanie: ma zacząć chodzić na randki i do Walentynek znaleźć sobie mężczyznę. Początkowo bohaterka nie jest przekonana do tego pomysłu. Stopniowo jednak dochodzi do wniosku, że od kilku lat faktycznie nieco stoi w miejscu, jeśli idzie o sprawy damsko-męskie. Dlatego zabiera się do realizacji wyzwania, jak do każdej sprawy w swoim życiu: metodycznie, zgłębiając literaturę fachową oraz robiąc tabelki. Z czasem jednak okazuje się, że nie wszystko w życiu da się skatalogować i oznaczyć, a już na pewno nie przewidzieć. 

Spotykając się z proponowanymi jej przez znajomych i rodzinę mężczyznami, Nicola przeżyje kilka traumatycznych randek, z każdej jednak postara się wyciągnąć jakąś nauczkę. Czy bohaterka w końcu wyjdzie ze swojej skorupy?

Potrzebowałam takiej książki. Naprawdę dobrze jest od czasu do czasu przeczytać coś typowo babskiego, spod znaku Bridget Jones i tak zwyczajnie czytelniczo się odprężyć. Dlatego bardzo się cieszę, że powieść Tylko ty do mnie trafiła. 
Rosie Blake ma talent do kreowania zabawnych postaci oraz pakowania swojej bohaterki w zaskakujące i owocujące jeszcze bardziej zaskakującymi puentami. Czy mroźną randkę polegającą na pływaniu kajakiem w morzu da się przeżyć, unikając amputacji kostek? Czy jeśli facet nie chce w kinie poczęstować cię swoimi cukierkami, to powinno się go skreślić? Czy znerwicowany nauczyciel jest materiałem na chłopaka? 
Trzeba przyznać Nicoli, że bardzo dzielnie podeszła o wyzwania i starała się nie zmarnować ani jednej okazji. Bohaterka Tylko Ty jest zupełnie zwyczajna, taka everymenka, z którą mogą się identyfikować kobiety. Pomimo własnych, często dziwacznych nawyków oraz manii czystości, każdemu mężczyźnie dawała szansę, pomimo że groziło to jej dziwacznym zakończeniem dnia. Bardzo polubiłam Nicolę i kibicowałam jej do końca, choć przyznam, że dość szybko udało mi się wytypować dla niej Tego Jedynego.

Powieść jest przezabawna, głównie dzięki postaciom Caroline, zwariowanej matki dwójki małych dzieci oraz Markowi, bratu Nicoli, zadeklarowanemu miłośnikowi nietoperzy i wchodzenia do mieszkania siostry bez zapowiedzi czy choćby pytania o zgodę.

Doszukałam się, że Rosie Blake napisała jeszcze dwie powieści z serii Jak znaleźć... i mam ogromną nadzieję, że wydawnictwo podejmie się ich wydania.  Jeśli ich bohaterki będą choć w połowie tak pozytywnie zakręcone życiowo jak Nicola i jej przyjaciele, to już mamy zagwarantowaną czytelniczą zabawę. 

Tylko Ty to dobra lektura nie tylko na zbliżające się Walentynki, wszak nie tylko wtedy człowiek powinien szukać miłości i drugiej połowy.  To ciepła i mądra historia o tym, że każde spotkanie i nawet drobne wydarzenie jest dla nas szansą na coś nowego w życiu. Zapisująca się na zajęcia stolarstwa Nicola jest najlepszym tego dowodem. 


Dziękuję!

niedziela, 10 lutego 2019

Dan Pearson: Rok w ogrodzie

Autor: Dan Pearson
Tytuł: Rok w ogrodzie
Stron: 419
Wydawca: Wydawnictwo Literackie









Z ogrodnictwem jest jak z każdą inną pasją. Gdy się złapie bakcyla, to już na stałe. Zaczyna się od jednej kwiatowej grządki, a z czasem co roku człowiek wydaje krocie na kolejne cebule kwiatowe, rośliny ogrodowe, sadzonki krzewów i drzew. Żadne hobby nie jest tanie, to fakt. Ale za to satysfakcja, gdy patrzy się na to, co się wysiało i ta radość, że rośnie, kwitnie, wydaje owoce, jest bezcenna.
To dlatego z chęcią i zaciekawieniem sięgnęłam po pozycję Rok w ogrodzie autorstwa Dana Pearsona. Tytuł obudził skojarzenia z programem, który kiedyś bardzo dobrze mi się oglądało w sobotnie poranki. 


Dan Pearson to ogrodnik z powołania, człowiek o zielonych palcach, jak sam nazywa miłośników ogrodnictwa. Zawodowo jest projektantem ogrodów, bardzo cenionym i wielokrotnie nagradzanym. Pisze książki, artykuły do gazet, prowadzi programy botaniczne oraz wspiera akcje sadzenia i ochrony drzew. Tę pasję i umiłowanie przyrody bardzo dobrze widać w niniejszej książce. 

Rok w ogrodzie nie jest pozycją dla wszystkich. Z pewnością spodoba się miłośnikom ogrodów i roślin. Sama obrałam taką metodę czytania, że za każdym razem, gdy trafiałam na nieznaną mi nazwę, po prostu sprawdzałam jej wygląd w Internecie. Klimat Anglii jest bardzo podobny do naszego i szybko okazało się, że autor i ja lubimy te same rośliny. Dan Pearson jest wielkim fanem tulipanów, lilii oraz dalii i już tym zdobył moje czytelnicze serce. 
Dla osoby postronnej te wynurzenia mogą być nudne, ja z przyjemnością przewracałam kolejne strony i czytałam o planowaniu grządek, zbieraniu owoców z przydomowych zbiorów, czy poszukiwaniu odpowiedniego miejsca dla wymagających mieszkańców ogrodu. Zachwyciła mnie anegdota o kilkusetletnich ziarnach fasoli czy małych lisach demolujących ogród. 

Bardzo logiczny jest także układ książki. Jak sam tytuł sugeruje, rok ma 12 miesięcy i z tylu rozdziałów, po jednym na każdy miesiąc, składa się ta książka. Można więc tu śledzić zimowe zmagania i oczekiwanie na przebudzenie do wiosny, pełnię rozkwitu i owocu wiosną i latem, a także jesienne szykowanie się do odpoczynku jesienią i zimą. 
Oprócz leniwych rozważań na temat ulubionych roślin, Dan Pearson podaje w swojej książce mnóstwo praktycznych porad dotyczących pracy w ogrodzie, doboru stanowiska dla danej rośliny. Wszystko to sprawia, że lektura jest przyjemnością dla kogoś, kto lubi pracę w ogrodzie, nie boi się pobrudzić sobie rąk i lubi pielić. 
Teraz, gdy za oknem okres przejściowy i jeszcze na dobrą sprawę nie wiemy czy wróci zima czy już wyglądać wiosny, Rok w ogrodzie był dla mnie wspaniałą, podnoszącą na duchu lekturą. Przypomniał mi, dlaczego tak lubię ogrodnictwo i sprawił, że zatęskniłam już za świeżością wiosny i pełnią lata. 

Tak jak napisałam powyżej; jeśli ktoś lubi tematykę roślinną i kocha wszelkie działania ogrodowe, to Rok w ogrodzie jest pozycją dla niego. Wywoła uśmiech na twarzy, uspokoi, rozweseli. Przywoła wspomnienie lata i pomoże przygotować się do kolejnej wiosny. 
To naprawdę idealna pozycja dla miłośników ogrodnictwa i bardzo się cieszę, że się na nią natknęłam. 

Polecam!


Dziękuję!

piątek, 1 lutego 2019

Simone St. James: Złamane dusze

Autor: Simone St. James
Tytuł: Złamane dusze
Stron: 369
Wydawca: NieZwykłe










Bardzo lubię historie, które dzieją się na przestrzeni wielu lat. Po pierwsze dlatego, że historia ma wtedy głębię, a po drugie dlatego, że taka zagadka jest bardziej zawikłana i misterna. Lubuję się w stopniowym odsłanianiu tropów, poszlak i nowych aspektów sprawy. To dlatego bardzo zależało mi na przeczytaniu Złamanych dusz. Tak swoją drogą oryginalny tytuł Broken girls także jest świetny.

Vermont w latach  50 ubiegłego wieku i współcześnie w roku 2014. 
Wtedy była tu szkoła z internatem dla dziewcząt. Tych niechcianych, z niewłaściwą pozycją społeczną, sprawiających kłopoty, z którymi nie chciano lub nie umiano sobie poradzić. Surowa dyscyplina i spartańskie warunki miały właściwie ukształtować charaktery uczennic. Za każdą z tych dziewczyn stoi dramatyczna, bolesna historia. Każda chce przetrwać, a w głębi duszy marzy tylko o odrobinie miłości i dobrym słowie. Władcza Katie, gadatliwa Cece, milcząca Roberta i cichutka Sonia są tak różne, że aż nieprawdopodobne że się ze sobą zaprzyjaźniły. A jednak. Każda z nich ma swoje sekrety i marzenia, które w obecnych warunkach wydają się niemożliwe do spełnienia. Obecnie dziewczyny nastawiają się na przeżycie, bo gdy po szkole snuje się duch młodej dziewczyny, Mary Hand nie jest to łatwe. Być może nie wszystkie dotrwają do końca szkoły.

Obecnie Idlewild Hall jest ruiną. Gdy zjawia się inwestor, który chce odrestaurować budynek i ponownie otworzyć  w nim szkołę, Fiona Sheridan jest wstrząśnięta. To na tym boisku 20 lat temu znaleziono ciało jej siostry Deb. Zabójca co prawda siedzi w więzieniu, ale śmierć siostry i towarzyszące jej okoliczności nie dają Fionie spokoju. 
Odbudowa szkoły jest dla kobiety okazją, by nie tylko napisać na ten temat artykuł, ale i zrozumieć pewne sprawy, które cieniem położyły się na dorosłym życiu Fiony.

Przyznam, że atmosfera szkoły dla dziewcząt bardzo mi się podobała. Takie historie nigdy mi się nie znudzą. Autorka wspaniale wykreowała postaci dziewcząt, ale za serce chwyciła mnie zwłaszcza Sonia, która  w tak młodym wieku przeżyła już tak wiele. Aż żałuję, że rozdziałów o starym Idlewild Hall nie było więcej. 

Równie ciekawie jest zbudowana współczesna zagadka śmierci siostry Fiony oraz jej powiązania z wydarzeniami sprzed ponad pół wieku. Do której z dziewcząt należą znalezione w starej studni szczątki? Czy zabił ją mściwy duch, czy człowiek? 
Kim dziś są Katie, Roberta, CeCe i Sonia? 

Trzeba bez bicia przyznać autorce, że świetnie wykreowała gotycką, ponurą i przejmującą zimnem do szpiku kości atmosferę miasta i terenu szkoły. Do samego końca nie mogłam się domyślić, czy zawiniła strona nadprzyrodzona czy ludzka, realna. Także Fiona ze swoim maniackim uporem w dążeniu do prawdy może śmiało służyć za wzór płaskim i banalnym bohaterkom. Bo Fiona absolutnie taka nie jest. A na deser jest jeszcze Jamie.

Złamane dusze to bardzo dobra, klimatyczna i zapadająca w pamięć historia. Gdy za oknem niepogoda jest idealną propozycją lektury. Pozwoli zapomnieć o codzienności i z wypiekami na twarzy śledzić rozwiązywanie zagadki.



Dziękuję!

niedziela, 27 stycznia 2019

Donato Carrisi: Trybunał dusz

Autor: Donato Carrisi
Tytuł: Trybunał dusz
Cykl: Marcus, t.1
Stron: 496
Wydawca: Albatros






Moja znajomość z autorem zaczęła się od seansu filmu "Dziewczyna we mgle". Film przykuł nas do ekranu na bite dwie godziny i był to bardzo dobrze spędzony czas. Misternie ułożona fabuła, logika oraz spójność sprawiły, że do dziś wspominam film z dużym sentymentem. Był tak oryginalny i zaskakujący. Potem dowiedziałam się, że za scenariusz był odpowiedzialny sam autor książki i zapragnęłam poznać jego inne tytuły. 
Mój wybór padł na pierwszą część Trybunału dusz, tytuł zakupiony na biedronkowej wyprzedaży. Przeczytałam i przepadłam. Ten autor jest kopalnią pomysłów i jeszcze w dodatku umie je zgrabnie zrealizować. 

Powieść składa się z kilku wątków i początkowo trudno się w nich zorientować, tym bardziej, że osoba głównego bohatera też jest bardo tajemnicza. 

Trybunał Sumienia to tajna organizacja Kościoła. Posiada ona największe na świecie, oczywiście też tajne, archiwum dotyczące wszelkiego zła. Archiwum to jest prowadzone niemal od tak dawna, jak stary jest Kościół, a informacje są pozyskiwane w trakcie spowiedzi, więc raczej wiarygodne. 
Marcus, katolicki ksiądz, jest agentem Trybunału. Kolejna sprawa, którą zlecają mu przełożeni, dotyczy zaginięcia, a raczej porwania młodej studentki, Lary. Dziewczyna zniknęła z własnego mieszkania, a jakichkolwiek śladów brak. Marcus podejrzewa, że sprawa ta może mieć związek z innymi zaginięciami kobiet, do których dochodziło na przestrzeni lat i za którymi może stać ten sam człowiek. Podejrzanym jest Jeremiah Smith, który obecnie leży nieprzytomny w jednym z włoskich szpitali. W jego domu znaleziono mocne dowody na to, że jest poszukiwanym seryjnym zabójcą. 

Drugą bohaterką, która początkowo nie ma nic wspólnego z Marcusem jest policyjna fotografka Sandra Vega. Kobieta jeszcze nie uporała się z żałobą po śmieci męża. Bieżące wydarzenia przekonują ją, że być może nie był to zwyczajny wypadek, a pozostawione przez niego rzeczy tylko utwierdzają ją w tym przekonaniu. 

Tymczasem w różnych okolicznościach giną ludzie mający na sumieniu stare zbrodnie. Jak to wszystko się ze sobą łączy?

Narracja jest prowadzona z kilku perspektyw, nie tylko Marcusa i Sandry, ale też na przykład tajemniczego Myśliwego. 
Całość może sprawiać wrażenie nieco chaotycznej, ale jeśli tylko da się tej historii szansę i popłynie się z prądem wydarzeń, będzie się zadowolonym. 

Czy w każdym człowieku tkwią pokłady zła? Czy dobro pociąga za sobą zło? Czy zawsze musi dojść do dramatycznego wyboru? A czy jeśli nie pamięta się o wyrządzonym złu, to jest się rozgrzeszonym?
Autor bardzo ciekawie kreuje strukturę Trybunału Sumienia oraz Marcusa. Mężczyzna ma amnezję i nie pamięta wielu wydarzeń ze swojej przeszłości. Być może nie jest tak kryształowym rycerzem dobra, jak początkowo wygląda. Przyznam, że kwestia jego tożsamości była dla mnie dużym zaskoczeniem. 

W książce znajdziemy także nawiązanie do innego cyklu autora, którego bohaterką jest policjantka Milla Vasquez. Bardzo lubię takie pomosty, daje mi to poczucie, że świat wykreowany przez autora jest wiarygodny i pełny. 

Bardzo spodobała mi się ta historia. Dziewczyna we mgle i Trybunał dusz to dwa mocne dowody na to, że warto zapoznać się z twórczością tego autora, bo jego książki nie pozostawiają czytelnika obojętnym.

wtorek, 1 stycznia 2019

Jo Nesbo: Pierwszy śnieg

Autor: Jo Nesbo
Tytuł: Pierwszy śnieg
Stron: 432
Wydawca: Dolnośląskie





Najpierw obejrzałam film. I szczerze mówiąc choć historia zapowiadała się nieźle, to wyszło słabo. Było nudno i bez napięcia, a sam główny bohater zachowywał się jakby nie miał w sobie odrobiny iskry. Ponadto, tu zgodzę się z innymi widzami, w filmie pojawiały się wątki i postaci, które nie miały logicznego uzasadnienia, by w ogóle tam być. Oprócz tego niemal od początku dało się rozgryźć tożsamość mordercy i aż dziw, że głównemu bohaterowi udało się to dopiero w ostatnich minutach filmu. 
Po seansie byłam pełna niedowierzania. 
Poczytałam recenzje widzów, a także czytelników. Wniosek był jeden. Podobno książka miała być dużo lepsza. Musiałam się na własnej skórze o tym przekonać i dlatego sięgnęłam po książkę. 
Trochę zmartwiło mnie, że to środkowa część cyklu o komisarzu Harrym Hole'u, no ale cóż. Chciałam się dowiedzieć, jak ta historia wygląda w literackiej wersji. 
Od razu mogę powiedzieć, że książka okazała się dużo lepsza niż film. Myślę, że gdybym nie oglądała filmu w ogóle, to wydałaby mi się super. Sama wiedza, kto jest Bałwanem sprawiała, że prowadzone śledztwo nie budziło we mnie takich emocji. Ale i tak  książka uzyskała znacznie wyższe noty, niż wersja filmowa. 

Harry Hole to genialny śledczy. Jest błyskotliwy i pomysłowy, ma także za sobą specjalne szkolenie w  FBI. Pracownikiem jest niezłym. Prywatnie jednak, i często rzutuje to na jego zachowanie w pracy, jest trudny. Nadużywa alkoholu i papierosów, co nie podoba się jego przełożonym, a przed wyrzuceniem z pracy ratuje go tylko niesamowity zmysł do rozwiązywania śledztw. 

Powieść pod tytułem Pierwszy śnieg to siódma część cyklu o przygodach Harry'ego. Swoją drogą polska wersja tytułu tłumaczy go tylko symbolicznie, nawiązując do pory, w której morderca atakuje. Oryginalnie tytuł oznacza Bałwana i wolałabym, aby takie dano mu brzmienie. Ale przecież wszyscy wiemy, jak to bywa z tłumaczeniami. 

W Oslo i okolicach ktoś zabija kobiety. Dokładniej mówiąc najpierw rodzina zgłasza zaginięcie, a potem zostaje znaleziona część ciała, bo całe raczej nie.  Charakterystycznym motywem dla miejsca zaginięcia jest ulepiony ze śniegu bałwan, który z czasem staje się przydomkiem zabójcy. Harry Hole wspólnie z nową pracownicą wydziału, Katerine Bratt zaczyna skomplikowane śledztwo, które wykaże powiązania z nierozwiązanymi sprawami sprzed lat. 
Równolegle ze sprawami zawodowymi podglądamy życie prywatne bohatera; jego próby, aby zerwać z nałogiem alkoholowym, a także trudną relację z byłą partnerką Rakel i jej nastoletnim synem Olegiem.

Jo Nesbo ma ciekawy sposób opowiadania. Dokładnie opisuje środowisko, w którym toczy się akcja historii. Daje czytelnikowi kilka oddzielnych wątków i całkiem sporo postaci, które początkowo wydają się nie mieć ze sobą nic wspólnego. Dopiero  z czasem okazuje się, że wszystko zgrabnie się łączy. Gdy już wydaje się, że odkryto tożsamość zabójcy, a sprawcę ujęto, autor gra na nosie czytelnikom i wprowadza nowe poszlaki, które ponownie oddalają nas od rozwiązania zagadki. 
Główny bohater nie jest taki zimny i obojętny, jak to go pokazano w filmie. Niepozbierany życiowo, w duchu przyznaje, że miesiące spędzone z Rakel i jej synem były najlepszymi w jego życiu. Czy już za późno, aby tych dwoje się na nowo połączyło? Doprawdy nie wiem, jak autor poprowadzi ten wątek. 

Jednym z głównych wątków powieści jest kwestia ojcostwa i fakt, że bardzo duży odsetek dzieci jest wychowywany przez mężczyzn, który nawet nie mają pojęcia, że nie są biologicznymi ojcami dzieci, które mają za swoje. Oczywiście to nie ich wina, a niewiernych żon i tym tropem pójdzie całe śledztwo. Bardzo podobała mi się relacja Harry'ego z Olegiem, synem Rakel. Mimo że dorośli nie są już razem, a Harry nie jest przecież biologicznym ojcem chłopca, Oleg bardzo liczy się ze zdaniem mężczyzny i to jego uważa za swojego ojca. Posłuch, który Oleg ma wobec Harry'ego w pewnym momencie uratuje chłopcu życie. 

Po zakończeniu lektury powieści staję przed decyzją, czy kontynuować znajomość z Harrym Hole, czy zostawić sprawę jak jest. Początek był w miarę udany. No cóż, czas pokaże.

piątek, 21 grudnia 2018

Jeff Giles: Na krawędzi mroku

Autor: Jeff Giles
Tytuł: Na krawędzi mroku, t.2
Stron: 384
Wydawca: IUVI






Piekło istnieje, choć coraz mniej osób w nie wierzy. Najgorsze jest to, że swoim postępowaniem sami je sobie tworzymy. Oczywiście po części nieświadomie. 

Na krawędzi mroku to kontynuacja czytanej przeze mnie ubiegłej jesieni powieści pt. Na krawędzi wszystkiego. Była to intrygująca historia Zoe, zwykłej dziewczyny, która przez przypadek znalazła się w niewłaściwym miejscu i czasie. Napadnięta w śnieżycy przez nieznajomego człowieka, Zoe otrzymała niespodziewaną pomoc od dziwnego nieznajomego, który mimo że dysponował nadludzką mocą, wydawał się zaskakująco ludzki. Dziewczyna nadała mu imię Iks, bo własnego nie posiadał. Tak rozpoczęła się dramatyczna historia, w której znaczącą rolę odgrywa Nizina, przerażające miejsce, do którego trafiają grzesznicy, ścigani przez bezwzględnych Łowców. 
Z biegiem akcji okazało się, że wszystko jest ze sobą powiązane, a ważną rolę w całej historii odgrywa uznany za zmarłego ojciec Zoe. 
Finał części pierwszej nie przyniósł jednak czytelnikowi ostatecznych rozwiązań, gdyż było zbyt wiele niewiadomych, domagających się wyjaśnienia lub nawet kontynuacji. Niedawno, celem rozwiania moich wątpliwości, sięgnęłam po część drugą i teraz mam już pełny obraz całej historii. 

Aby ochronić Zoe i jej bliskich, Iks dobrowolnie wrócił na Nizinę. Pozbawiono go mocy i skazano na niepewność i wegetację. 
Zoe tymczasem próbuje wrócić do normalnego życia, jednak nie jest to łatwe, gdy wie, że jej ukochany jest tam gdzieś i cierpi. W odruchu desperacji dziewczyna postanawia przejść do Niziny, aby pomóc Iksowi. 

Przyznaję z przyjemnością, że bardzo łatwo wciągnąć się na nowo w ten świat. Nizina wydawała się strasznym miejscem. Lektura drugiej części pokazuje, że to tak naprawdę dopiero przedsionek i że może być znacznie gorzej. Od zawsze było wiadomo, że Iks, jako ludzkie dziecko, w dodatku żyjące, nie pasuje do Niziny. Naturalną więc konsekwencją jest to, że bohater będzie chciał odszukać prawdę o swoim pochodzeniu, dowiedzieć się kim była jego matka i jak w ogóle doszło do tego, że przyszedł na świat. Wspólnie z bohaterem wyruszymy więc w najgorsze zakamarki Niziny, poznamy historie grzeszników, a nawet rozwiążemy zagadkę pochodzenia drobnych artefaktów z przeszłości Iksa. 
Wizja Niziny fascynuje. Dla mnie największym ewenementem było to, że kaźń tych ludzi nigdy się nie kończy, a największą dla nich karą jest ponowne oglądanie tego, co doprowadziło ich do zbrodni i punktu, w którym są teraz. Większość z nich rozumie i żałuje tego, co zrobiła, a jednak nie ma dla nich nadziei, bo prawdą jest, że choćby dostali drugą szansę, wszystko potoczyłoby się zapewne tak samo, gdyż na wiele rzeczy człowiek ma znikomy wpływ. 

Na krawędzi mroku to bardzo dobra kontynuacja. Zastanawia mnie jako czytelnika cisza ze strony mocy nadrzędnej, która przecież istnieje, ale z niewiadomych przyczyn nie ingeruje w bieg wydarzeń. Jasnym punktem w całej historii jest fakt, że nawet Piekłu należy się szereg reform i zmiana, która nastąpi w finale powieści być może wiele ulepszy. Jeśli można to tak nazwać. 

Czy Iks i Zoe otrzymają swoje szczęśliwe zakończenie? Czy dla chłopaka wychowanego w Piekle jest miejsce na Ziemi? Jak naprawdę ma na imię Iks? W tym miejscu bardzo mile się zaskoczyłam, bo zdałam sobie sprawę, że autor przemyślał to na samym początku. 
Polecam. Bardzo dobra, przemyślana i intrygująca historia. 

Dziękuję!