wtorek, 18 lutego 2020

Rebecca F. Kunag: Wojna makowa

Autor: Rebecca F. Kuang
Tytuł: Wojna makowa, t. 1
Stron: 640
Wydawca: Fabryka Słów








Ciężko być sierotą wojenną i nie mieć nikogo bliskiego, kto by wspierał i doradzał. Równie ciężko być biedną dziewczyną, dla której jedyną perspektywą jest zostanie żoną starego człowieka. 
Jedynym atutem młodej Rin jest jej umysł i fenomenalna pamięć. Gdy więc staje ona przed szansą zdawania egzaminu do Akademii Wojskowej w Sinegardzie, poświęca dwa lata swojego życia, by się do niego dobrze przygotować i udaje się jej to. Oto uboga sierota z zaściankowej Prowincji Koguta zdobywa miejsce w Akademii, przebijając swoim wynikiem dzieci najbogatszych arystokratów.

Pobyt bohaterki w niezwykłej szkole to motyw już dobrze czytelnikom znany, jednak zdziwi się ten, kto spodziewa się, że Rin będzie tu przeżywać niezwykłe przygody, czy zdobywać przyjaciół.  Początkowo fabuła tak się rzeczywiście układa. Selekcja wśród studentów jest okrutna, wykładowcy nieprzyjaźni, a nauki mnóstwo. Jako uboga sierota z nizin Rin faktycznie nie może znaleźć z nikim wspólnego języka. Z czasem jednak okazuje się, że wybrana przez nią ścieżka kształcenia bliższe związki wyklucza, a poza tym przed krajem stoi widmo wojny, która może obrócić go w perzynę. 

Wykreowana przez R.F.Kuang fabuła jest pena odwołań do historii Azji, a zwłaszcza Japonii i Chin. W przygotowanym przez wydawcę opisie wydawcy możemy przeczytać, że postać Rin jest inspirowana postacią Mao Zedonga, gdyż autorkę bardzo interesowały mechanizmy przemian kobiety w zdominowanym przez mężczyzn świecie. I faktycznie poświęcenie, na jakie Rin jest gotowa, może zaskakiwać, szokować, a nawet przerażać. 
W tym świecie ważna jest nauka, racjonalne podejście do świata, umiejętność walki, ale znajdzie się także miejsce dla szamanizmu, który jest przecież odmianą magii. Gdzieś tam daleko na zapomnianym przez wielu Panteonie znajdują się bogowie, którzy czasem odpowiadają na wezwania śmiertelników i użyczają im swojej potęgi. Wiadomo jednak, że słabe ludzkie ciało nie znosi dobrze takiej siły i mocy.

Innym ważnym elementem tej historii jest  przedstawione bestialskie okrucieństwo walczących ze sobą armii, na czym, rzecz jasna, najmocniej ucierpiała zwykła ludność. Jest to odwołanie do masakry nankińskiej w 1937 roku, jakiej dopuścili się zdemoralizowani żołnierze japońskiej armii na chińskiej ludności cywilnej. Szacuje się, że  w ciągu sześciu tygodni zamordowano blisko 400 tys. osób, a dowództwo nie robiło nic, aby to powstrzymać. 
Okrucieństwo wojny jest jednym z ważniejszych problemów poruszanych przez autorkę. Drugim rola jednostki, która zdeterminowana może przenosić góry, jeśli się odpowiednio do tego przygotuje.

Historia stworzona przez Rebeccę F. Kuang jest monumentalna i widać, że dopiero nabiera rozpędu. Sporo się już wydarzyło, ale biorąc pod uwagę, że to początek trylogii, można się spodziewać, że to ledwie wierzchołek góry lodowej. Co jeszcze może się wydarzyć? Nawet trudno mi się domyślać. Jestem bardzo mile zaskoczona. Barwnie namalowany słowami świat Orientu wciągnął mnie i zaciekawił. Jakie wyzwania czekają na dziewczynę żołnierza, wcielenie boga Feniksa? To się okaże.

 Dziękuję!

piątek, 14 lutego 2020

Eva Garcia Saenz de Urturi: Rytuały wody

Autor: Eva Garcia Saenz de Urturi
Tytuł: Rytuały wody
Trylogia Białego Miasta, t. 2
Stron: 535
Wydawca: Muza







Jeszcze dobrze nie opadły emocje w sprawie morderstw, które sparaliżowały miasto, a już pewne zaszłości wychodzą na światło dzienne, stając się tłem dla kolejnych, zagmatwanych zbrodni. Druga część Trylogii Białego Miasta rozpoczyna się równie ciekawie i intrygująco jak pierwsza. 
W górach zostaje znalezione ciało kobiety i to w dość nietypowych realiach zbrodni. Użyty do utopienia ofiary kocioł pochodzi jeszcze z czasów celtyckich. Okazuje się także, że zmarła Anna Belen Leano jest młodzieńczą ukochaną komisarza Ayali. Kobieta była we wczesnej ciąży. Zabójca nie próżnuje; umierają kolejne osoby z bliskiego otoczenia bohatera. 

Pierwsza część cyklu zakończyła się dla bohatera tragicznie. Na skutek postrzału doznał uszkodzenia mózgu i stracił mowę. Unai nie podjął od razu rehabilitacji, więc ma sporo zaległości. Motywacją do walki o sprawność i zdrowie będzie dla mężczyzny fakt, że jego przełożona, a także kochanka, komisarz Alba spodziewa się dziecka. Ojcostwo bohatera nie jest co prawda sto procent pewne, ale wystarczy, by Unai rozpoczął współpracę z logopedą, tym samym wracając do pracy w policji w charakterze konsultanta.

W drugiej płaszczyźnie powieściowej cofamy się do wydarzeń sprzed lat 20, gdy Unai i jego koledzy: J, Luxto oraz Asier uczestniczyli w letnim obozie archeologicznym prowadzonym przez charyzmatycznego profesora Saula Tovara. W zajęciach bierze także udział jego nastoletnia córka Rebecca, którą wyraźnie coś dręczy. Czy zwierzenia, które próbuje poczynić są wytworem jej chorej fantazji, czy też może dziewczyna faktycznie mówi prawdę? 

Fabułę części drugiej zbudowała autorka równie pieczołowicie i skrupulatnie jak części pierwszej. Ponownie udało się jej skierować moje podejrzenia w stronę zupełnie kogoś innego. Tym razem modus operandi oparła autorka na barwnych i intrygujących rytuałach celtyckich związanych z wodą i powoływaniem na świat nowego życia. Pogłębiła także rysy psychologiczne postaci; pojawiają się tu dziadek i brat głównego bohatera oraz jego koledzy z czasów nastoletnich, a nawet tajemniczy hakerzy MatuSalem czy Goleden Girl. Nota bene ta ostatnia jest dla całej fabuły bardzo ważna. Najbardziej ciekawą i trudną do jednoznacznego zakwalifikowania jest Ana Belen, typ lolity i kobiety fatalnej, bez jakichkolwiek skrupułów i poczucia winy. 

Książkę czytało mi się bardzo dobrze i po raz pierwszy od dawna zdałam sobie sprawę, że gdyby to nie miała być trylogia, a seria, to wcale bym się nie obraziła.  Bardzo polubiłam klimat miasteczka oraz bohaterów, którzy wciąż mają czytelnikowi wiele do zaoferowania. Z tym większą niecierpliwością czekam na premierę części trzeciej Władcy czasu. 

Polecam gorąco. Świetna powieść z klimatem i frapującą intrygą.

poniedziałek, 10 lutego 2020

Alex Marwood: Zabójca z sąsiedztwa

Autor: Alex Marwood
Tytuł: Zabójca z sąsiedztwa
Stron: 400
Wydawca: ALBATROS









Współczesny Londyn przygnieciony falą upałów. Kamienica z mieszkaniami do wynajęcia. Gospodarz, który nie budzi zaufania. Sześcioro lokatorów z własnymi sekretami, którymi lepiej się nie dzielić. I jeden zabójca, niepozorny, zwyczajny, nie budzący podejrzeń. Mężczyzna, którego żadna kobieta nie chciałby spotkać na swojej drodze. 

Akcja powieści Alex Marwood rozkręca się powoli. Upał rozkłada ludzi na łopatki. Nic nie zapowiada deszczu, dlatego niemal wszyscy mieszkają przy otwartych oknach. Mimo to nikt nie interesuje się życiem sąsiadów, każdy jest skupiony na swoich sprawach. Idealna lokalizacja dla seryjnego zabójcy, czyż nie? 

Przez długi czas autorka jedynie sugeruje nam, kto może być mordercą. Nie nazywa go z imienia, nie podaje szczegółów jego wyglądu, szczodrze za to obdarza nas szczegółami zabiegów, jakim poddaje swoje ukochane. To było obrzydliwe, choć jednocześnie stanowi jeden z większych plusów tej książki. 
W kolejnych rozdziałach poznajemy lokatorów mieszkań. Nic ich ze sobą nie łączy poza pragnieniem bycia potrzebnym, kochanym i akceptowanym. Mamy tu więc Irańczyka - emigranta politycznego, emerytkę, nastolatkę ukrywającą się przed opieką społeczną oraz barmankę, która podpadła mafii. Połączy ich ze sobą jedno wydarzenie, które zmieni życie każdego z nich. W końcu wspólna zbrodnia łączy, nieprawdaż?

Po raz kolejny Alex Marwood mile mnie zaskoczyła. Autorka ma niesamowitą umiejętność do snucia tego typu opowieści i talent do opisywania brudów życia ludzkiego; wypaczonych skłonności, mrocznych, cuchnących sekretów, a na koniec, tworzenia zaskakującego epilogu. Nie ukrywam, że Najmroczniejszy sekret podobał mi się bardziej, ale polecam lekturę Zabójcy z sąsiedztwa ze względu na nietuzinkowe potraktowanie tematu oraz dobitne, realistyczne opisy, które budziły we mnie odruch wymiotny. Jeśli ktoś lubi się obrzydzić, to fragmenty tej powieści z pewnością mu tego dostarczą.  Historia tu przedstawiona daje do myślenia; przerażający jest fakt, że ktoś, kogo znamy jedynie z widzenia może mieć swoją mroczną stronę. Z drugiej strony równie smutny jest fakt, jak mało obchodzą nas inni. Ignorujemy podejrzane hałasy lub zapachy, czyjś krzyk jest jedynie oznaką mocnego imprezowania; zbrodnia może się dziać pod naszym nosem, a będziemy na nią ślepi. W końcu najciemniej jest pod latarnią.

Zabójca z sąsiedztwa to zaskakująco dobra powieść. Polecam.

czwartek, 6 lutego 2020

Elizabeth Chadwick: Pani Anglików

Autor: Elizabeth Chadwick
Tytuł: Pani Anglików
Stron: 504
Wydawca: Prószyński i S-ka








Powieść Pani Anglików można by nazwać prequelem, przedstawia bowiem wydarzenia poprzedzające trylogię o Eleonorze Akwitańskiej. Jej bohaterką jest cesarzowa Matylda, matka Henryka Plantageneta, drugiego męża Alienor. W trylogii Matylda pojawiła się kilka razy, już jako kobieta dojrzała, teściowa Alienor, dlatego, gdy dowiedziałam się o istnieniu książki na jej temat, od razu zapragnęłam ją przeczytać. 

Jest rok 1125. 26-letnia Matylda była żoną cesarza Niemiec i niedawno owdowiała. Jej ukochany mąż Henrich zmarł, pozostawiając ją w żałobie, tym większej, że nie mieli wspólnych dzieci. Na wezwanie ojca Henryka I, króla Anglii, kobieta wraca do ojczyzny, którą opuściła jako mała dziewczynka. Mając na względzie swoje pochodzenie i jeszcze młody wiek zdaje sobie sprawę, że ojciec zechce wydać ją ponownie za mąż, jak najkorzystniej dla korony, rzecz jasna. Gdy jednak dowiaduje się, że ma zostać żoną Godfryda Plantageneta, który ma niespełna 15 lat, jest oburzona i czuje się upokorzona. Nic dziwnego, po doświadczonym mężu, który traktował ją jak partnerkę, ma zostać żoną młokosa, który puszy się niczym kogut. Matylda nie może jednak odmówić. W tamtych czasach i tamtym świecie kobieta nie miała wolnej woli ani własnego zdania. 

Jak podają źródła, a Elizabeth Chadwick skrupulatnie i zgrabnie oddała to w swojej powieści, małżeństwo Matyldy i Godfryda było bardzo burzliwe, co nie przeszkodziło małżonkom doczekać się trzech synów, w tym Henryka, następcy tronu Anglii. 
Wątek Matyldy skupia się głównie na dążeniach bohaterki, by zapewnić dorastającemu Henrykowi sukcesję angielskiego tronu. Walka ta potrwa dobrych kilkanaście lat, a wszystko przez to, że ojciec Matyldy, Henryk I nie ustalił jasno, że to wnuk ma objąć po nim tron. To znaczy wielokrotnie była o tym mowa, baronowie składali przysięgę, ale gdy król zmarł, jeden z jego siostrzeńców, Stefan z Blois objął tron, uzyskując błogosławieństwo papieża, i narażając tym samym Anglię na długoletnią wojnę z poplecznikami Matyldy. 
Drugą bohaterką powieści, i ten wątek bardzo mi przypadł do gustu, jest Alelajda z Louvain, żona Hneryka I i macocha Matyldy. Drobny komizm tej sytuacji polegał na tym, że Adelajda była drugą żoną króla i była w tym samym wieku co Matylda. Z biegiem czasu kobiety zaprzyjaźniły się ze sobą i wspólnie dzieliły troski. Gdy Adelajda po raz drugi wychodzi za mąż, okazuje się, że jej mąż jest stronnikiem króla Stefana, co pozostaje w sprzeczności z interesami Matyldy. Autorka świetnie pokazała dylematy bohaterów, konflikt honoru i więzów rodzinnych. 

Postaci Matyldy i Adelajdy pokazują, że kobiety w tamtych czasach nie miały łatwo. Bohaterki właściwie miały o wiele trudniej niż Eleonora. Jako kobiety nie miały prawa głosu ani możliwości decydowania o sobie, a trudne ciąże i porody narażały ich zdrowie i życie. 

Podobała mi się Pani Anglików, szkoda tylko że autorka nie doprowadziła fabuły do śmierci Matyldy, jak to zrobiła w przypadku Eleonory. Liczyłam, że dojdzie do crosovera i zobaczymy Alienor z perspektywy Matyldy, autorka zdecydowała jednak zakończyć powieść nieco wcześniej. Mimo wszystko to naprawdę dobra powieść historyczna, obfitująca w ciekawostki i detale epoki.

czwartek, 30 stycznia 2020

David Baldacci: Ostatnia mila

Autor: David Baldacci
Tytuł: Ostatnia mila
Seria: Amos Decker, t.2
Stron: 400
Wydawca: Dolnośląskie








Ostatnia mila to moje drugie spotkanie z prozą Davida Baldacciego autora przygód niezwykłego detektywa Amosa Deckera. Pierwsze spotkanie było na tyle mile zaskakujące i obiecujące, że niemal od razu zabrałam się za czytanie części drugiej. Kluczem do sukcesu serii jest postać głównego bohatera, genialnego śledczego, dotkniętego hipermnezją. Powieść W pułapce pamięci (część pierwsza cyklu) utrzymana była w dramatycznym tonie; śledztwo dotyczyło rodziny głównego bohatera. Dlatego byłam ciekawa dalszych jego losów. 

Zgodnie z ustaleniami z agentem FBI Bogartem, Amos szykuje się do objęcia posady w biurze śledczym. Oddział, którego ma być częścią będzie się zajmował niewyjaśnionymi sprawami sprzed lat, rokującymi jednak na rozwiązanie. Gdy jednak Amos słyszy w radio informację o odwołaniu egzekucji na Malvinie Marsie, już wie, że tylko tą sprawą chce się zajmować. Widzi w niej bowiem podobieństwo do tej związanej z jego rodziną. 
Sprawa wydaje się banalna. Melvin Mars został skazany na karę śmierci za zabójstwo swoich rodziców. Odsiedział w więzieniu 20 lat i teraz cudem uniknął zabójczego zastrzyku, gdyż ktoś inny, także przebywający w więzieniu, przyznał się do jego zbrodni. Smaczkiem tej historii jest fakt, że Melvin świetnie zapowiadał się jako wybitny sportowiec, zdolny futbolista, był o krok od podpisania kontraktu o zawodowstwo. Był także dzieckiem mieszanej pary, miał czarną matkę i białego ojca, co jak na tamte czasy było jeszcze pewną rzadkością. 

Zespół pod dowództwem agenta Bogarta bierze sprawę Marsa. Członkami zespołu są poznana w pierwszej części Alex Jamison, zaprzyjaźniona z Amosem dziennikarka oraz dwoje nowych bohaterów, których, póki co, autor trzyma na dalszym planie. Są to psychiatra Alex Davenport oraz inny agent FBI Todd Milligan. 

Po przeczytaniu części drugiej już zdążyłam się zorientować, że prowadzone przez bohatera sprawy nie są proste ani oczywiste. Przypomina to trochę zdejmowanie kolejnych warstw z cebuli. Makabryczne zabójstwo dwójki pozornie zwyczajnych ludzi prowadzi czytelnika  do odległych wydarzeń sprzed 40 lat i okazuje się być wierzchołkiem góry lodowej. Lubię takie stopniowe odkrywanie tajemnic, a Amos ze swoim komputerowym umysłem jest po prostu świetny. Dodatkowo bohater bierze się za siebie i przechodzi na dietę. Jakie będą efekty, to się okaże. 

Lektura Ostatniej mili była bardzo przyjemna i nie nużyła. Autor bardzo skrupulatnie buduje swoje intrygi, dba o szczegóły i wodzi czytelnika za nos. Jeśli ktoś szuka historii sensacyjnej, to przygody Amosa Deckera są dobrą propozycją na wolne dni. Polecam.

sobota, 25 stycznia 2020

Elizabeth Chadwick: Tron królowej

Autor: Elizabeth Chadwick
Tytuł: Tron królowej
Trylogia o Eleonorze Akwitańskiej, t. 3
Stron: 471
Wydawca: Prószyński i S-ka







Trzeci tom losów Eleonory Akwitańskiej otwiera w życiu bohaterki nowy rozdział.
Przez najbliższych 15 lat królowa Anglii będzie więźniem swojego męża, króla Henryka. Jest to kara za podburzanie synów przeciwko ojcu, który ani myśli władzę przekazywać synom. Komfort więzienia będzie zależał od humorów króla. Raz będzie to więc kompletne odosobnienie, bez prawa spotkań z dziećmi lub kimkolwiek i bez prawa odbierania wieści z zewnątrz. Niekiedy zaś, na krótki czas, Eleonora będzie mogła przyjmować gości, widywać się z dziećmi, a nawet przez chwilę być na dworze. To jednak nie jest cała historia. Każde uwięzienie kiedyś się kończy, a królowa  nie powiedziała jeszcze ostaniego słowa.

Jestem po wrażeniem trzeciej części trylogii. To naprawdę niesamowite, ile życia tchnęła autorka w główną bohaterkę, a także w postaci drugoplanowe. Są to postaci historyczne,  w to nikt nie wątpi, ale żyły w epoce średniowiecza, jak dla nas czasach bardzo odległych. Mimo to autorce udało się stworzyć nie tylko świetną powieść historyczną, ale także przedstawić osoby i wydarzenia tak, że same zapadają w pamięć. Eleonora miała wiele twarzy; była matką licznej gromadki dzieci, żoną królów Francji i Anglii, wytrawnym graczem politycznym, ale też ciotką, przyjaciółką, babką. Świat wokół niej podlegał zmianom; kraj razem z nim. Alienor, bo tak się ją nazywa w powieści, pomimo ograniczeń, jakie nakładało na nią bycie kobietą, uczestniczyła w polityce i miała wpływ na ważne decyzje dotyczące losów kraju. Przeżyła obu mężów i niemal wszystkie swoje dzieci, stała się inspiracją i mentorką dla swoich wnucząt i odeszła jako kobieta spełniona i wzór do naśladowania. Ponieważ trzecią część czytałam dość długo po tym, jak skończyłam pierwszą i drugą część, być może dlatego mój odbiór był nieco inny, z dystansem i dojrzalszy. 

Tron królowej, a właściwie cała trylogia o Eleonorze Akwitańskiej to bardzo przyjemne w odbiorze źródło wiedzy o epoce średniowiecza. Czytelnik ma szansę się dowiedzieć, jak wtedy ludzie żyli, jak mieszkali i podróżowali. Najcenniejsza jednak jest wiedza o polityce, w której naczelne miejsce zajmowało pochodzenie i zawarte małżeństwo, postrzegane jako sojusz, kontrakt, do którego obie strony wnosiły ziemie i majątek. Przypieczętowaniem tego miała być liczna gromada potomstwa (dzieci wtedy często umierały w dzieciństwie) synów, jako następców tronu i córek, jako gwarantek korzystnych sojuszy. Brak dzieci oznaczał albo unieważnienie związku, karę Bożą i niską opinię społeczną. Małżonków często dzieliła spora różnica wieku, mężczyzna przed 40 rokiem życia był ju uważany za starca, bywało, że zaręczano dzieci w kołyskach lub żeniono ze sobą bliskich kuzynów.  Małżeństwa zgodne lub z miłości bywały rzadkością, a wierność małżeńska mężczyzn nie obowiązywała, stąd po zamkach roiło się od nieślubnych królewskich i książęcych dzieci, które były dowodem na płodność króla i siłę nasienia, a w dorosłym życiu miały być wsparciem dla następcy tronu. 

Ta mentalność ludzi średniowiecza tak krańcowo różna od naszej dziś, sprawiała, że lektura książki był wielką przyjemnością. Czytałam z zaciekawieniem, niekiedy nawet zniesmaczeniem. 
Tron królowej to dobra lektura dla lubiących powieści historyczne i wyjątkowe bohaterki, a taką bez wątpienia Eleonora Akwitańska była. Bardzo polecam, to pozycja warta uwagi.

wtorek, 21 stycznia 2020

Alex Marwood: Najmroczniejszy sekret

Autor: Alex Marwood
Tytuł: Najmroczniejszy sekret
Stron: 416
Wydawca: ALBATROS









Najmroczniejszy sekret kupiłam na biedronkowym kiermaszu. Przeczytałam początek i książka tak mnie wciągnęła, że skończyłam ją w jedno popołudnie. Nie było to moje pierwsze spotkanie z twórczością Alex Marwood; mam już za sobą lekturę Dziewczyn, które zabiły Chloe, niemniej jednak Najmroczniejszy sekret bardzo miło mnie zaskoczył i okazał się naprawdę dobrą historią. 


W 2004 roku developer budowlany Sean Jackson szykuje się do hucznych obchodów 50. urodzin w gronie rodziny i przyjaciół. W trakcie imprezy znika bez śladu jedna z jego córek bliźniaczek, z drugiego małżeństwa, Coco. Szeroko zakrojone poszukiwania dziewczynki nie przynoszą żadnego rezultatu. Dziesięć lat potem z okazji pogrzebu Seana spotykają się osoby, które były uczestnikami tamtego przyjęcia. Jedna z dorosłych córek Seana, Mila, zaczyna się zastanawiać, co takiego stało się z Coco. Kilka rzeczy wskazuje na to, że przyjaciele Seana nie mówią całej prawdy i ukrywają coś, co w ich mniemaniu mogłoby ich pogrążyć. Czy bohaterce uda się dowiedzieć, jaka jest prawda? 


Tym, co mi się spodobało najbardziej, było pokazanie, jak wiele twarzy może mieć jeden człowiek, zależnie od tego, kto na niego patrzy i kim dla tej osoby jest. Gdy poznajemy Seana z jego narracji, wydaje się dość sensownym, choć humorzastym mężczyzną, człowiekiem sukcesu, wciąż nieustabilizowanym życiowo. Gdy jednak zobaczymy, jak traktuje swoje żony, córki i znajomych, już nie będziemy tak lekkomyślnie obdarzać go sympatią. W osobie Claire, drugiej żony, świetnie autorka pokazała, jak bardzo można się zawieść na drugim człowieku, będąc zaślepionym uczuciem do niego. Sean był dla niej inny, gdy mieli romans; gdy zaś została jego żoną i urodziła mu dzieci, zdała sobie sprawę, że w podobnej sytuacji była jego pierwsza żona, gdy zaczął ją zdradzać z Claire. Równie ciekawą i intrygującą postacią jest młodziutka Simone, która wydaje się zupełnie niegroźna i niepozorna, a przez to jeszcze bardziej niebezpieczna. 


Toksyczne relacje łączące grono znajomych Seana, walka, by utrzymać dobrą reputację i standard życia; Alex Marwood naprawdę świetnie to wszystko rozrysowała. To, ile są w stanie zrobić ci ludzie, aby ich sekrety nie wyszły na jaw, jest szokujące, a jednocześnie tak smutnie prawdziwe. To dlatego druga powieść autorki jest znacznie lepsza niż pierwsza; szokuje, zaskakuje i daje do myślenia. Tutaj nie ma jednej wersji prawdy; każdy ma własną, a jedna ogólna jest dopasowywana do wszystkich. Najlepsze zaś jest to, że wielu rzeczy możemy się domyślać; autorka nie podała nam ich na tacy, jednak ostatnie decyzje Simone są wiele mówiące. 


Polecam Najmroczniejszy sekret; to dobry thriller psychologiczny, ze świetnie zaplanowaną intrygą. Naprawdę warto.