piątek, 20 stycznia 2017

Rick Riordan: Cień Węża

Autor: Rick Riordan
Tytuł: Cień Węża
Seria: Kroniki rodu Kane # 3
Stron: 440
Wydawca: Galeria Książki







Odkąd uosobienie chaosu i ciemności Apopis uwolnił się ze swojego więzienia, poszczególne domy skupiające magów, nie mogą czuć się bezpieczne. Ostatnio co prawda panuje kruchy spokój, bohaterowie wiedzą jednak doskonale, że demon pod postacią ogromnego węża nie odpuści i nie zrezygnuje.  
Rodzeństwo Carter i Sadie Kane'owie skupiają się na szkoleniu swoich uczniów i nie rezygnują z poszukiwań sposobu, który pozwoliłby pokonać demona. W finale drugiego tomu okazało się, że przebudzenie Ra, dawnego króla bogów, nie pomogło. Ra zestarzał się i zdziecinniał, a obecnie w głowie mu tylko wiewiórki i ciastka. Smutne, ale prawdziwe. W dodatku metody i postępowanie młodych Kane'ów przysparzają im więcej wrogów niż zwolenników i w tym także jest problem. Brakuje jedności zarówno wśród bogów, jak i wśród magów. Tak oto w skrócie przedstawia się sytuacja naszych bohaterów na początku trzeciej części trylogii Kroniki Rodu Kane. 

Trzecia część trylogii, zmierzająca ku ostatecznemu finałowi nie pozwala się nudzić. Spotykamy tu starych, znanych już bohaterów, pojawiają się także nowi, nie mniej irytujący. Zarówno od jednych i od drugich możemy się wiele spodziewać. 

Carter będzie dorastał do przywództwa, którego od dawna tak się obawia. Czy jego powiązania z Ozyrysem będą pomocą czy przeszkodą? A może przydadzą się inne insygnia? 
Być może uda mu się także w końcu ułożyć sprawy związane z Zyią. 
Sadie z łatwością dotrzyma kroku bratu, nie tylko pod względem czytania hieroglifów i rzucania zaklęć. Wykaże się sprytem i pomysłowością, gdy będzie trzeba wywieść w pole szaloną boginię z obsesją na punkcie łowów. Jej problemy sercowe okażą się nie mniej skomplikowane niż Cartera, bo on przynajmniej kocha się w jednej dziewczynie, a co ma zrobić dziewczyna, która kocha się w dwóch chłopakach, z których jeden to starożytny bóg, a drugi śmiertelnie chory chłopak? Przyznam, że akurat to rozwiązanie nieco mnie zaskoczyło. To trochę takie spod znaku zjeść ciastko i mieć ciastko.

Fajne w tej finałowej części jest to, że autor właściwie o nikim nie zapomina. Mamy więc Bastet i Bessa, którzy stali się rodzeństwu bardzo bliscy. Nie zabraknie czasu, by wstąpić do Podziemi i odwiedzić ojca bohaterów. W zaskakujący sposób rozwijają się wątki Zyii i Walta podążających ścieżką Ra i Anubisa. Intrygującym nowym bohaterem jest duch,  mag i złodziej w jednej osobie, niejaki Setne, który postępowaniem przebija o głowę greckiego Syzyfa. Znajduje się także miejsce dla Seta, który w sumie nie jest tak zły, jak myślałam.
Oprócz tego na deser mamy sfiksowanych bogów, dyszące żądzą zabijania przeróżne demony, szalone pościgi i pojedynki. Prowadzone dialogi i narracja nie tracą na błyskotliwości i dowcipie, dzięki czemu jest swojsko i tak jak się lubimy. 

Trylogia Kroniki rodu Kane to idealna pozycja dla wielbicieli mitologii egipskiej i dla tych, którzy chcieliby poszerzyć swą wiedzę na ten temat. Jednocześnie majstersztykiem jest pokazanie bóstw i ich atrybutów w wersji uwspółcześnionej, która świetnie współgra z starożytnym charakterem. Trylogia spodoba się i młodszym i starszym czytelnikom. Przekonałam się już dawno temu, że jeśli idzie o powieści Ricka Riordana nie ma limitów wiekowych, a najlepsze jest to, że tworzone przez niego historie nigdy nie zawodzą. To świetna mieszanka tradycji i nowoczesności, przygody i sensacji, bawi i uczy jednocześnie. Czego chcieć więcej?


Kroniki rodu Kane: 
Czerwona piramida / Ognisty tron/  Cień węża

wtorek, 17 stycznia 2017

A. L. Jackson: Solo dla Niej

Autor: A. L. Jackson
Tytuł: Solo dla Niej
Seria: Muzyka gwiazd, t. 1 
Stron: 336
Wydawca: AMBER







Każda kobieta lubi czytać romanse zaprawione nutką pikanterii. Rzecz w tym, że trudno o dobry romans, który miałby w sobie to coś, co sprawi, że aż chce się czytać, mimo że łzawość bohaterów często irytuje. 

Szukając takiej historii trafiłam na pierwszą cześć cyklu zatytułowanego Muzyka gwiazd. 

Schemat powieści jest standardowy. Ona jest cicha i skromna, on to typ pożądany przez wszystkie kobiety. 
Shea jest kelnerką i samotną matką. Nie może sobie pozwolić na żadne ekscesy, ani szalone decyzje. Sebastian, przez przyjaciół zwany Bazzem, to wokalista rockowej grupy Sunders. Ich przypadkowe spotkanie zaowocuje płomiennym romansem. Czy jednak przeszłość bohaterów, pozwoli im na wspólną przyszłość? 

To tyle na temat samej treści. Książka jest objętościowo niewielka, więc nie będę pisać więcej, aby za dużo nie zdradzić. 
Jak już wspomniałam, schemat fabuły jest typowy. Ona piękna i niewinna (choć nie do końca), on silny, z tendencją do agresji, co to z niejednego pieca chleba próbował. Gdy się spotykają, choć widzą, że związek nie ma szans, postanawiają to pociągnąć. Świadomi, że druga strona ukrywa bolesne tajemnice  z przeszłości, decydują się ich nie ujawniać. 

W zasadzie, to sama nie wiem. Nie było źle, ale jakoś szczególnie mnie ta książka nie zachwyciła. Dzieje się bardzo mało, więc znaczna część to przemyślenia bohaterów, bo, co ostatnio w romansach bardzo modne, raz narracja jest przedstawiona z perspektywy Shea'i, a raz Bazza. Choć książka kończy się w ciekawy sposób, to nie odczuwam (być może chwilowo) potrzeby, by czytać dalej. Trochę zabrakło mi tej dozy niepewności co do losów bohaterów, która w romansach jest konieczna. No bo co to za historia miłosna, gdy czytelnik od razu ma pewność, że będą razem i że wszystko będzie dobrze? Wiem, że każdy romans do tego zmierza, ale niedobrze, gdy składa się on z czułych scen i żarliwych zapewnień o wzajemnym pożądaniu i uczuciu. Potrzebni są też inni bohaterowie, rozbudowane wątki i ciekawe wydarzenia  oraz co bardzo ważne cięte, błyskotliwe dialogi. 

W Solo dla Niej tego nie ma. Bohaterowie spotykają się i niemal od razu padają sobie w ramiona. Łatwizna. 
Zdecydowanie bardziej podobała mi się samochodowa trylogia Driven, o której pisałam tutaj jakiś czas temu i gdybym miała porównywać, to niestety Muzyka gwiazd jest za Driven daleko w lesie. Krótko mówiąc, moje poświąteczne poszukiwania dobrego romansu (może to być nawet trylogia) trwają. Jeśli zaś idzie o Solo dla Niej, to nie zachęcam ani nie odradzam. Decyzja o czytaniu na własne ryzyko.

czwartek, 12 stycznia 2017

Indycze perypetie dziękczynne czyli Skubani

Tytuł: Skubani
Reżyseria: Jimmy Hayward
Scenariusz: Jimmy Hayward, Scott Mosier
Czas trwania: 91 min.








Przeznaczenie życiowe indyków nie jest tajemnicą. Wszyscy dobrze wiemy, w jakim celu są hodowane te ptaki. A gdyby tak móc cofnąć czas i zmienić ustalone tradycje? 
Młody indyk Franek, w przeciwieństwie do swoich krewniaków, doskonale wie, po co człowiek hoduje drób. Świadom strasznego końca życia ptaków z farmy, próbuje uświadomić pozostałe ptaki w kurniku, co je czeka. Jednak skupione na jedzeniu indyki, uważają Franka za wariata i wyrzucają go poza obręb kurnika. Jakby ironii było mało, jedyny świadomy indyk, uzyskuje amnestię od prezydenta USA i staje się domowym pupilem jego małej córeczki. Owładnięty pizzą i telenowelami Franek szybko popadłby w apatię i marazm, gdyby nie inny indyk, znacznie bardziej nawiedziony od niego. 
Potężnej postury Olo ma misję. Gwiezdny Indyk nakazał mu cofnąć się w czasie i tak pokierować losami pierwszych osadników, by nie zapoczątkowali jedzenia indyków w Święto Dziękczynienia. 

Co z tego wyniknie? Sympatyczne wariactwo, które fabularnie z pewnością spodoba się dzieciom, a u dorosłych wywoła uśmiech na twarzy. 

Kiedy Franek i Olo, korzystając ze stworzonego przez ludzi prezydenta wehikułu, cofają się w czasie, trafiają do Ameryki pierwszych osadników. Ci ostatni akurat są w dość kiepskiej sytuacji. Zbliża się zima, a ich zapasy się kurczą. Nastroje są napięte. Jak na ironię okazuje się, że całkiem w pobliżu żyje (i ma się całkiem dobrze) spore plemię dzikich indyków. Franek i Olo próbują im pomóc w walce z groźnym Standishem oraz tak pokierować historią, by indyki nie stały się świątecznym daniem głównym dla kolejnych pokoleń Amerykanów. 

Myślę, że dzieciom historia na pewno przypadnie do gustu. Indyki są kolorowe i śmieszne. 
Natomiast sama intryga, jak dla mnie, była nieco zaplątana. Wiadomo, że aby utrzymać klimat bajki dla dzieci, trzeba było poprowadzić fabułę tak, aby indyki nie skończyły na stole. Uważam, że twórcy robili co mogli i może młodszy widz nie zwróci uwagi na taką oczywistość, że jednak dziś te indyki daniem są. POCZĄTEK SPOILERA. Pizza jako rozwiązanie? No tak, w końcu to potrawa uniwersalna. KONIEC SPOILERA.
Nie to mnie jednak zirytowało najbardziej. Nielogiczne było dla mnie eksperymentowanie Franka ze skokami w czasie i cała sprawa z Gwiezdnym Indykiem. Słowem, trochę się tych Frankó za dużo namnożyło. Ale może się czepiam, w końcu to bajka dla dzieci. 

Polskiej wersji  należy się spory plus za dubbing: Cezary Pazura jako Franek i Piotr Fronczewski jako dobroduszny Olo stworzyli fajny duet, którego przyjemnie się słuchało. 
Oprócz tego jest kolorowo, hałaśliwie, z posmakiem historii. Uważam, że jak na historię dla dzieci, w sam raz. 

niedziela, 8 stycznia 2017

Jennifer Donnelly: Płytkie groby

Autor: Jennifer Donnelly
Tytuł: Płytkie groby
Stron: 524
Wydawca: YA!






Jennifer Donnelly zdobyła serca polskich czytelników serią powieści Saga Ognia i Wody. 
Jej najnowsza powieść utrzymana w stylu retro przenosi czytelnika do XIX -wiecznego Nowego Jorku.  

Główna bohaterka 17-letnia Jo Monfort właśnie wchodzi w dorosłe życie, które rysuje się w świetlany sposób. Jo pochodzi z bogatej rodziny, ma przyjaciół, a wysoka pozycja towarzyska zapewnia jej mariaż z młodzieńcem z równie dobrze sytuowanej rodziny. Wszystko zmienia się, gdy nagle umiera ojciec dziewczyny i choć policyjne raporty stwierdzają nieszczęśliwy wypadek podczas rutynowego czyszczenia broni, Jo nie jest przekonana do tej teorii. 

Gdyby Jo była typową przedstawicielką swojej epoki, odbyłaby przepisową żałobę, potulnie wyszłaby za mąż i być może całe jej dalsze życie mijałoby w bogactwie i spokoju. 
Jo jednak ma inne marzenia. Chciałaby zostać dziennikarką i pisać o sprawach ważnych dla społeczeństwa. Wrodzona ciekawość nie pozwala jej przestać zadawać pytań, dlatego Jo, nie chcąc uwierzyć w przypadek, zaczyna grzebać w przeszłości rodziny. 
Trop prowadzi do początków spółki handlowej, której jej ojciec był udziałowcem. Poznany przypadkowo młody i dociekliwy dziennikarz Eddie oferuje Jo pomoc. Wkrótce trafiają na ślad grubszej afery, która narazi ich życie i przyszłość na poważne niebezpieczeństwo. 

Płytkie groby to przyjemna w odbiorze lektura. Szerokie tło obyczajowe przybliża czytelnikowi obraz życia klas wyższych oraz tych najniższych. Na przykładzie Jo widać wyraźnie wiele ograniczeń, jakie ówcześnie dźwigały na sobie kobiety. Ich los był z góry ustalony: miały być żonami i matkami oraz wieść nudne, pełne drobnych rozrywek życie. Jeśli pragnęły czegoś więcej lub w ogóle ośmielały się mieć własne zdanie, postrzegano to jako pierwsze objawy załamania nerwowego, które leczono tylko w jeden sposób: umieszczeniem w zamkniętym zakładzie. 
Przykład Jo pokazuje, ile bohaterka może stracić i czym ryzykuje, podążając własną drogą oraz jak ważna była opinia społeczności. Drobne inicjatywy jak chęć pobycia chwilę samą lub zrobienie czegoś bez przyzwoitki były dla rodziny bardzo niepokojącymi sygnałami. Dziś może się nam to wydawać nieprawdopodobne czy nawet śmieszne, ale wtedy tak właśnie było i dzięki Bogu za emancypację, bo gdyby nie, nie dane byłoby mi pisać dziś tego tekstu. 

W pewnym momencie można się już domyślić kształtów całej intrygi, nie psuje to jednak odbioru lektury. Wspólnie z Eddiem i Jo poznamy nowojorskie speluny i podejrzane dzielnice, odkryjemy konszachty bogatych oraz dramatyczną walkę o byt członków warstw najniższych. Nie zabraknie chwil napięcia i niebezpiecznych momentów, ale będą też zabawne dialogi i ciekawe, oryginalne postaci. 
Retro ma swój niewątpliwy urok i autorce dobrze udało się go odmalować. Miło spędziłam czas przy lekturze Płytkich grobów i nie miałaby nic przeciwko nowemu śledztwu, które Jo i Eddie mogliby wspólnie poprowadzić.

piątek, 6 stycznia 2017

Rachel Caine: Atrament i krew

Autor: Rachel Caine
Tytuł: Atrament i krew
Seria: Wielka Biblioteka  t. 1
Stron: 367
Wydawca: AMBER







Ludzkość ma w swojej bogatej historii taki czas, gdy wiedza zawarta w księgach trafiała na Listę Ksiąg Zakazanych, a z racji ludzkiego pragnienia, by tę wiedzę poznać, płonęły stosy. W świecie wykreowanym przez Rachel Caine te czasy wcale się nie skończyły. 

Jest rok 2025. Najwyższą władzą w świecie jest Wielka Biblioteka Aleksandryjska, zrzeszająca uczonych i badaczy, skrywająca w swoim gmachu liczne i bardzo rzadkie księgi, do których zwykli śmiertelnicy nie mają dostępu. W tym świecie nie istnieje druk, a posiadanie własnych książek to największe przestępstwo, za które płaci się życiem.

Główny bohater Jess Brightwell jest kurierem. Na polecenie swojego ojca, szmugluje cenne manuskrypty, sprzedając je wpływowym i podejrzanym klientom. Cała wiedza, jaką Jess posiada, pochodzi właśnie w tych książek. Młodzieniec doskonale zdaje sobie sprawę, jakie zagrożenie niesie za sobą jego zajęcie. Jego starszy brat zapłacił za nie najwyższą cenę. 
Jessa czeka jednak zupełnie inne zadanie. Po osiągnięciu odpowiedniego wieku lat 17, trafia na bardzo prestiżowe szkolenie do Wielkiej Biblioteki w Aleksandrii. Szybko przekona się, że nie jest to wyrafinowana świątynia wiedzy, a raczej arena walki o strefę wpływów i władzy nad światem. Życie ludzkie nie ma tu znaczenia, najważniejsza jest wiedza, która skrzętnie ukrywana przed zwykłymi ludźmi pozwala rządzić światem, wygrywać wojny, pogrążać w mroku zapomnienia pojedyncze istnienia, jak i całe mocarstwa. Czy Jess i inni postulanci osiągną swoje cele? Czy zdobędą upragnione stanowiska? A może chodzi  nie tylko o dobre posady?

Podróż koleją do szkoły znajdującej się w egzotycznym i tajemniczym miejscu przypomina trochę klimat z pierwszego tomu przygód Harry'ego Pottera. Nowi uczniowie, rozeznanie w sytuacji, początek nauki i sekrety, które skrywa w swoich murach Wielka Biblioteka. Sekrety, które są pilnie strzeżone od pokoleń, a ich ujawnienie wstrząsnęłoby posadami świata. 
Moje drugie skojarzenie dotyczy serii Atramentowa trylogia. Zarówno tam i tu słowa mają moc sprawczą. Literatura to nie tylko wiedza, ale też alchemia i magia. 
Równie ciekawie i intrygująco wykreowała autorka bohaterów. Każdy z szóstki postulantów jest inny, każdy ma własne tajemnice, jednak razem stanowią bardzo intrygującą mieszankę wybuchową. Także przydzielony im nauczyciel Wolfe jest bardzo tajemniczy i od razu widać, że wie więcej niż mówi. 
Kolejne rozdziały są przeplatane fragmentami listów, które bezpośrednio dotyczą losów poszczególnych postulantów. Było to bardzo ciekawe i sprawiało wrażenie, że ponad naszymi bohaterami rozwija się intryga na skalę międzynarodową. 

Bardzo polubiłam Jessa. To mądry i rozważny młodzieniec, o czystym sercu, który daleko zajdzie, jeśli tylko autorka dobrze pokieruje jego życiem. Bardzo dobrze rokują także inni bohaterowie:  spokojna Khalia o egzotycznej urodzie, porywczy i kłótliwy Dario, mądra Glain i utalentowany Thomas. 

Odniosłam wrażenie, że pierwsza część serii stanowi jedynie wprowadzenie do całej historii. Bohaterowie odbyli kilka podróży, odnieśli mniejsze lub większe rany, poznając dzięki temu sposób, w jaki funkcjonuje cały ten świat. Losy Jessa, Thomasa czy Morgan dobitnie pokazały, co się tutaj ceni i co jest pożądane, a co się tępi lub zamyka w niewoli Wieży. To taka przystawka, do bardziej sytej uczty czytelniczej. A zapowiada się bardzo smakowicie. 
Polecam.

Dziękuję!

wtorek, 3 stycznia 2017

Jednodniowa umowa Rumpelstiltskinowa czyli Shrek Forever

Tytuł: Shrek Forever
Reżyseria: Mike Mitchell
Scenariusz: Darren Lemke, Josh Klausner
Czas trwania: 93 min.
Wytwórnia: Dream Works





 

Przychodzi w życiu człowieka, bądź ogra (analogia jest dokładnie ta sama) taka chwila, że zapominamy jak mocno o coś walczyliśmy, a tym samym przestajemy to doceniać. Mało tego, trochę nas już nawet to męczy.  Zaczynamy marzyć o odpoczynku, o jednej chwili wytchnienia w świecie sprzed tego, co mamy teraz. Życzenia się spełniają, jednak nie zawsze tak, jakbyśmy chcieli. W podobnej sytuacji znajdzie się Shrek. 

Już nikt nie boi się zielonego ogra, wręcz przeciwnie wieśniacy proszą go o autografy lub, żeby zaryczał dla wrażenia.  Codzienność naszego bohatera polega teraz na karmieniu, przewijaniu, przeczyszczaniu toalety, spotkaniach z przyjaciółmi. Zawsze w tłumie, nigdy sam. Zawsze w rodzinnym hałasie, nigdy w ciszy. Ogr czuje, że kapcanieje. Kocha swoją rodzinę, ale dawnego siebie już w lustrze nie widzi. W chwili desperacji podpisuje z Rumpelstitskinem umowę, że w zamian za jeden dzień wolności, odda jakiś tam swój, którego nawet nie pamięta. 

Tak. Shrek Forever, moi drodzy, to klasyczny przykład tego, co się dzieje, gdy się nie czyta tekstu drobnym drukiem. Okazuje się, że ten jeden, w sumie nawet nie pamiętany dzień to dzień narodzin ogra. Skoro zatem Shrek w ogóle się nie urodził, to co stało się z Fioną i całą resztą? Jak w obliczu braku w bajce zielonego ogra o niemiłej aparycji zmieniły się losy Zasiedmiogórogrodu? Kolosalnie, drastycznie i masakrycznie. 
Nie będę się tu rozpisywać, co by nie robić spoilerów. Powiem tylko, że bez ogra jest źle. Nie tylko dlatego, że krainą rządzi tyran Rumple, ale też dlatego, że klątwa tak naprawdę nie została złamana, a nasi przyjaciele nigdy się nie spotkali. Nie ma wesołej kompanii, która jest zżyta, poszłaby za sobą w ogień i zjadła wspólnie parę beczek soli. Są postaci, które skapcaniały albo się roztyły, nie ma smosiołków, ani ogrzątek. Jest za to banda wiedźm terroryzujących mieszkańców oraz ogrze podziemie. 

Czwarta część przygód Shreka bazująca na starym motywie co by było gdyby pokazuje nam inną wersję bajkowej historii. Nie tę tradycyjną, którą znamy z książek, ani nie tę do której przyzwyczaiły nas pomysły twórców Shreka, ale jeszcze inną. Że gorszą, nie muszę mówić. Ale, że zabawną, to trzeba podkreślić. Miło zobaczyć, że pomysły się nie wyczerpały i że jeszcze można widza miło czymś zaskoczyć. Bo że Shrek uratował Fionę to wiemy wszyscy. Ale może Fiona też go uratowała? Warto czasem spojrzeć na całą historię z drugiej strony. Bo wtedy ukazuje się naszym oczom zupełnie coś innego. A tego czasem potrzebujemy: świeżości spojrzenia.

Oczywiście przesłanie jest jasne, jak słońce. Należy doceniać to co mamy, choć wiadomo, że w natłoku codziennych zajęć bywa trudno. Może jednak w momencie kryzysowym, zanim uderzymy pięścią w tort, warto wziąć nie jeden, nie dwa, ale trzy, cztery, dziesięć głębokich oddechów? Bo do zyskania mamy wiele, ale do stracenia też. 
Polecam Shreka Forever. Mądra historia i ładne zwieńczenie całego ogrzego cyklu.