wtorek, 23 maja 2017

Ptasi Top Gun czyli Zambezia

Tytuł: Zambezia
Reżyseria: Wayne Thornley
Scenariusz: Andrew Cook, Rafaella Delle Donne, Wayne Thornley, Anthony Silverston
Wytwórnia: Triggerfish Animation
Czas trwania: 83 min.







Zambezia wyszła z rąk twórców Kumby i tego samego studia.  Jakoś ostatnio bardzo przypadły mi do gustu afrykańskie klimaty i dlatego akurat taki wybór filmu.

Afryka, gdzieś tam na krańcu, można by rzec tam, gdzie marabut mówi dobranoc. To tutaj mieszka młody sokół Kai. Młodzieniec rwie się do czynu i do brawurowego latania, próbując jednocześnie wyrwać się spod opiekuńczych skrzydeł ojca Tendaia. Zachowawczy i zgorzkniały ojciec najchętniej trzymałby syna w gnieździe i kazał mu tylko naprawiać ogrodzenie, zaś pełen życia i ciekawy świata Kai chciałby robić wszystko, tylko nie naprawiać ogrodzenie.

Stara prawda mówi, że kiedyś pisklęta muszą opuścić gniazdo. Kai także podejmuje taką decyzję i wspólnie z nowo poznanymi ptakami, decyduje się polecieć do legendarnej Zambezii, stolicy ptasiego świata. Po dotarciu na miejsce jest oczarowany; wszystkie ptaki żyją tu niczym w raju, bezpiecznie wysiadując jaja i pielęgnując pisklęta. Całą społeczność chronią Dziobasy, elitarna brygada szybko latających ptaków, do której Kai ma zresztą nadzieję wstąpić.

Tymczasem Tendai zaniepokojony zniknięciem syna, zaczyna go szukać i wpada w szpony marzącego o kradzieży wszystkich ptasich jaj ogromnego legwana Budzo. Ten ostatni zagabnie manipulując niezbyt inteligentnymi marabutami, opracowuje plan zagrażający całej Zambezii. Kai z przyjaciółmi będzie musiał nie tylko uratować swojego tatę, ale też zawalczyć o przyszłość całej Zambezii.

Animacja jest wdzięczna i miła w odbiorze. Barwna i kolorowa, rozśpiewana, jak cała ptasia społeczność. Okazuje się, że zamebezyjczycy trochę się rozleniwili i za dużo złożyli na barki Dziobasów. A kto zapomniał, że w jedności siła i wszyscy mogą zawalczyć o swój dom i jaja? Ano mogą i właśnie przyszedł na to czas.
O ile pierwsza połowa filmu toczy się dość spokojnie i beztrosko, o tyle końcówka i sceny walki ptaków z legwanami były super i w dużej mierze zważyły na ocenie filmu.

Zambezia to lekka, pogodna historia w sam raz do obejrzenia całą rodziną. Wielce ambitną bym jej nie nazwała, ale tak na jeden raz całkiem przyzwoita i pozostawia bardzo miłe wspomnienia.

piątek, 19 maja 2017

Hanni Munzer: Marlene

 Autor: Hanni Munzer
Tytuł: Marlene
Cykl: Miłość w czasach zagłady, t.2
Stron: 552
Wydawca: Insignis








Powieść Miłość w czasach zagłady zrobiła w mojej rodzinie furorę. Oprócz mnie przeczytali ją także mój mąż i teściowa i byli zachwyceni. Tym chętniej więc podjęłam się zrecenzowania, można by to tak nazwać, swoistej kontynuacji losów Marlene, Deborah i kilku innych bohaterów poznanych w części pierwszej. 
Powieści Marlene nie można tak do końca nazwać kontynuacją Miłości w czasach zagłady. Uważam, że lepiej pasuje tu pojęcie spin-off, gdyż ukazane są tu losy pobocznych postaci, występujących w części pierwszej, a spora część wydarzeń dzieje się w podobnym czasie. Mimo to lektura okazała się bardzo przyjemna i pouczająca o czym poniżej.

Marlene poznaliśmy w pierwszej powieści. Była członkinią ruchu oporu i na krótki czas jej drogi przecięły się ze ścieżkami Deborah Berchinger omamionej knowaniami Albrechta Brunnmanna. Doświadczona Marlene była tajemnicza, zaradna i niesłychanie wytrwała. Potem jednak czytelnik stracił ją z oczu.Prawdopodobnie autorka już wtedy zamierzała obdarzyć Marlene jej własną powieścią. 

Gdy spotykamy Marlene na początku nowej powieści jest już nobliwą, starszą panią, jednak charakterek i ostry język, pozostały. Bohaterka podjęła decyzję, by opowiedzieć rodzinie i najbliższym koleje swojego życia. Chce szczerze opowiedzieć o wszystkim i nie pomijać niczego, nawet tego, co przez lata uważała za bolesne i wstydliwe. Uważa, że zbyt wiele przeżyła, by teraz przejmować się tym, co pomyślą ludzie, a rodzina powinna znać całą prawdę.

Kiedy drogi Marlene i Deborah rozchodzą się, bohaterka postanawia wrócić do działalności w ruchu oporu. Zgodnie z planem ma się udać do Warszawy, by pomóc w przygotowaniu powstania, jednak szereg komplikacji w trakcie podróży, sprawia, że Marlene wraz z poznaną niedawno młodziutką Trudi trafiają do Oświęcimia. Nie będą jednak pracować, jak pozostali więźniowie. Sadystyczny Brunnmann zgotował dla nich o wiele gorszy los - obozowych prostytutek. 

Początkowo nie wiedziałam, czego się po tej powieści spodziewać. Wydawało mi się, że cały temat został wyczerpany w Miłości w czasach zagłady. 
Okazało się jednak, że autorka zebrała dość materiału na drugą powieść i w rzetelny oraz bardzo realistyczny sposób przedstawiła realia życia obozowego z perspektywy więźniarek, którym przeznaczono okrutny los. Wbrew powszechnym opiniom kobiety te nie miały lepiej od pozostałych więźniów; tak samo głodowały, cierpiały zimno, chorowały, a dodatkowo były upokarzane i poddawane wymyślnym torturom autorstwa niemieckich oficerów. 

Nie napiszę tutaj więcej, aby nie zdradzić za dużo, powiem tylko, że książka jest bardzo dobra i warto ją przeczytać, albo jako uzupełnienie części pierwszej, albo jako zupełnie oddzielną powieść bez znajomości jej poprzedniczki.
Hanni Munzer ma niezwykle przystępny sposób opowiadania trudnych historii. Niczego nie ubarwia, nie wygładza, opisuje świat przedstawiony, takim jaki był naprawdę. Oprócz tego widać jej staranne przygotowanie merytoryczne i ogromną znajomość tematu.

Ci, którym spodobała się Miłość w czasach zagłady, powinni sięgnąć po Marlene. To bardzo dobrze napisana powieść, którą czyta się jednym tchem. Polecam.


Dziękuję!

poniedziałek, 15 maja 2017

Lucinda Riley: Siedem sióstr

Autor: Lucinda Riley
Tytuł: Siedem sióstr
Siedem sióstr t. 1
Stron: 544
Wydawca: ALBATROS







Kiedy niespodziewanie umiera charyzmatyczny Pa Salt, jeden z najbogatszych ludzi świata, w życiu jego sześciu adoptowanych córek otwiera się nowy rozdział. 
Oto bowiem młode kobiety stają nie tylko w obliczu nowych wyzwań. Przede wszystkim, jeśli zechcą, będą mogły się zmierzyć z tajemnicami dotyczącymi ich pochodzenia. To ostatnie zmieni je na zawsze, ukształtuje na nowo. 

Otwierająca cykl Siedem sióstr pierwsza powieść o tym samym tytule poświęcona jest najstarszej z sióstr, Mai. Lucinda Riley wpadła na genialny w swej prostocie pomysł, zainspirowany po trosze grecką mitologią i motywem Plejad, a po trosze najciekawszymi zabytkami kultury. W siedmiu książkach ma zamiar opowiedzieć historie młodych kobiet, które w dzieciństwie adoptował ten sam człowiek, równie bogaty, co tajemniczy. Każda z sióstr jest inna, nie tylko z racji pochodzenia, ale też zainteresowań i wybranej drogi życiowej. 

Bohaterka części pierwszej Maja jest uzdolnioną tłumaczką i bardzo piękną kobietą. Gdy, po śmierci adopcyjnego ojca, dowiaduje się, skąd pochodzi, decyduje się tam pojechać i poszukać swoich korzeni. Brazylia wita ją przepiękną pogodą, aromatycznym jedzeniem i dźwiękami samby. 
By poznać pochodzenie Mai, cofamy się do  końca lat 20 ubiegłego wieku. Na krótką chwilę odwiedzamy także Paryż i przyglądamy się planom powstania posągu, znanego dziś jako Chrystus Zbawiciel. Te fragmenty osobiście, zainteresowały mnie najbardziej. 

Czy Maja odnajdzie swoich krewnych i pozna przyczyny, dla których oddano ją do adopcji? A może oprócz wiedzy o przeszłości swojej rodziny, zyska coś jeszcze? 
Siedem sióstr to intrygująca, dobrze napisana powieść, która bardzo wciąga. Wzruszająca jest historia młodej Izabel, a także Mai, która trochę się w życiu pogubiła. Czyta się z ogromnym zainteresowaniem i, naprawdę nie przesadzam, w trakcie lektury czułam się, jakbym Brazylię odwiedziła osobiście. Co cudowne odczucie.

Cykl Siedem sióstr to wspaniałe literackie przedsięwzięcie, któremu kibicuję całym sercem. 7 powieści gwarantuje nie tylko niezwykłą podróż po całym świecie, bo z namiętnej i gorącej Brazylii, historia zabierze nas do zimnej i surowej w swym pięknie Norwegii, ale też rewia kobiecych charakterów i i niezwykłych rodzinnych historii, okraszonych historycznymi ciekawostkami. Dlatego też gorąco zachęcam do lektury pierwszego tomu cyklu i mam nadzieję, że drugi i kolejne tomy, pojawią się na polskim rynku książkowym, niebawem. Polecam! To magiczna i cudowna literacka uczta!

Dziękuję!

piątek, 12 maja 2017

Katie Khan: Zatrzymać gwiazdy

Autor: Katie Khan
Tytuł: Zatrzymać gwiazdy
Stron: 320
Wydawca: Zysk i S-ka






Rzadko spotyka się romans, w którym już na wstępie zdradza się zakończenie, a co więcej bardzo prawdopodobne, że  para głównych bohaterów -kochanków poniesie śmierć. Jeśli dodać do tego, że znajdują się w przestrzeni kosmicznej bez szans na ratunek, a powietrza mają tylko na 90 minut, to robi się bardzo interesująco. Skąd się tam wzięli? I dlaczego czeka ich tak dramatyczny koniec?
Taką zagadką raczy swoich czytelników Katie Khan w swojej debiutanckiej powieści Zatrzymać gwiazdy. Brzmi intrygująco?

Świat, jaki znamy i w którym żyjemy obecnie, już nie istnieje. Na skutek wojennych kataklizmów i użycia przez światowe mocarstwa broni nuklearnej, Stany Zjednoczone i Bliski Wschód przestały istnieć. Ocalała Europa, chcąc się ratować, stworzyła utopijny ustrój społeczny, którego podstawą jest tzw. Rotacja. W praktyce oznacza to, że obywatele muszą co 3 lata zmieniać miejsce zamieszkania. Ma to sprzyjać poznawaniu innych kultur i niwelowaniu różnic. Nie zawiera się poważnych związków, a jedynie przygodne relacje, a rodziny oraz dzieci można mieć dopiero po 40. roku życia.

W powieści pobrzmiewają echa Nowego, wspaniałego świata autorstwa Aldousa Huxleya i podejrzewam, że to właśnie na cześć tego pisarza autorka nadała jednemu z urzędników jego imię. To także z tej powieści zaczerpnięty został motyw społecznej rozwiązłości czyli zachęcania obywateli do przygodnego seksu, jak i kiedy się spodoba. Młodzi bohaterowie są co prawda dopiero drugim pokoleniem żyjącym w tym ustroju, a już widać wyraźnie, że ta powierzchowność i płytkość relacji wielu bardzo przypadła do gustu i zakorzeniła się w ich świadomości na tyle, że próby stworzenia czegoś stałego są postrzegane jako dziwactwo. 
Jak zawsze jednak w takim ustroju znajdzie się ktoś, kto zapragnie żyć inaczej, tak jak kiedyś. 
Carys jest pilotem agencji kosmicznej, Max to kucharz, marzący jednak o czymś więcej. Kiedy się poznają coś między nimi iskrzy, choć nie powiedziałabym, że to wybuch supernovej. Wyraźnie widać, że mogłoby coś z tego być, więc bohaterowie krążą wokół siebie, chcieliby, ale nie wypada, bo reguły społeczne, itd. Prawda jest taka, że wychowani w mocno zlaicyzowanym pod względem zasad świecie, Carys i Max muszą dorosnąć do bycia razem i do podjęcia kilku ważnych decyzji. Podróż w kosmos ma być sprawdzianem ich decyzji. 

Podobało mi się, że Carys i Max nie są nastolatkami, tylko ludźmi pod trzydziestkę. Dzięki temu fabuła ma zupełnie inny wymiar; nie ma tu łez, wątpliwości i małoletnich dylematów. Jest za to dwoje dorosłych ludzi, którzy próbują coś razem stworzyć, a do ideałów im daleko. Na tym przecież polega życie; trzeba ze sobą rozmawiać, docierać się, razem dojrzewać, słowem łamać się z życiem. Coś może się nie udać, nie ma stuprocentowej pewności, że będzie jak w bajce. Ale na tym przecież polega dorosły związek. 

Finał składa się z trzech wariantów zakończenia. Plusem tego jest możliwość wybrania, który wariant najbardziej przypadł czytelnikowi do gustu.  Nie jestem jakąś wielką zwolenniczką dramatów, ale osobiście najbardziej realne i logiczne wydało mi się zakończenie numer trzy. 

Przeróżne recenzje w Sieci nazywają Carys i Maxa nowymi Romeo i Julią. Nie do końca się z tym zgadzam, bo w moim odczuciu Romeo i Julia byli parą niedojrzałych emocjonalnie nastolatków, zaś Carys i Max to dorośli ludzie, rozsądni i myślący, a także pełni wad, przez co prawdziwsi i bardziej wiarygodni. 
Myślę, że powieść Zatrzymać gwiazdy nie potrzebuje takich porównań, bo jej fabuła świetnie obroni się sama. Na przykładzie głównych bohaterów widzimy, że do miłości i bycia razem, trzeba razem dążyć i razem dojrzewać. Osobno nie zdziałają nic, razem mogą osiągnąć bardzo wiele. 
Zatrzymać gwiazdy to piękna i mądrze napisana powieść. Pochłania swoją fabułą, jak kosmos, w którym się toczy. 
Polecam. Wartościowa pozycja.


Dziękuję!

wtorek, 9 maja 2017

Do krainy wiecznej zimy czyli Królowa śniegu

Tytuł: Królowa Śniegu
Reżyseria: Vladlen Barbe, Maksim Sveshnikov
Scenariusz: Vladlen Barbe, Maksim  Sveshnikov
Czas trwania: 80 min.
Wytwórnia: Wizart Animation







Rodzice Gerdy i małego Kaia znikają, porwani przez Północny Wiatr. Ten ostatni zrobił to na rozkaz Królowej Śniegu, która nienawidzi wszelkich artystów i rzemieślników. Ojciec rodzeństwa tworzył magiczne zwierciadła ukazujące prawdę.
Po tej tragedii dzieci trafiają do domu dla sierot, będącego jednocześnie zakładem pracy. Pogodna i mądra Gerda, mimo trudności i nieprzyjaznego zarządcy, jakoś radzi sobie, mając za przyjaciółkę uroczą łasiczkę Zuzię. Kai, utalentowany artystycznie, pracuje w kotłowni. 

Gdy dochodzi do rozpoznania, dzieci nie cieszą się sobą zbyt długo, gdyż Królowa znowu wysyła swoje sługi i tym razem dochodzi do porwania Kaia. Zdeterminowana Gerda z pomocą Zuzi i nowo poznanego trolla Orma, wyrusza w długą i pełną niebezpieczeństw podróż, by uratować brata. 

Czytałam w Sieci nie do końca pochlebne recenzje tej animacji. Na szczęście zanim to zrobiłam, obejrzałam film i zdążyłam sobie wyrobić na jego temat własne zdanie. Wyprodukowany przez rosyjskie studio Wizart Animation film, nie należy może do tej kategorii co Kraina Lodu, ale nie jest tak zupełnie bezwartościowy. 

Oparta na motywach baśni H.Ch. Andersena animacja w ciekawy sposób prezentuje podróż Gerdy do pałacu Królowej Zimy. Poznani w drodze ludzie w rożny sposób  przeszkodzą lub pomogą dziewczynce w dalszej podróży. 
Zdecydowanie najmocniejszym charakterem tego filmu jest troll Orm, mający zdolność przemiany w czarną łasicę, choć jak sam twierdzi, w niedźwiedzia polarnego też potrafi. Orm, jako sługa Królowej, ma za zadanie doprowadzić Gerdę do pałacu.  Marudny i złośliwy, początkowo wydaje się nieczuły na urok Gerdy i skupiony na sobie. Z czasem jednak przekona się, czym jest przyjaźń i troska o bliskich i być może odkryje w sobie niedźwiedziego ducha.

Bajka nie jest długa, ma zaledwie 80 minut, mnie jednak bardzo dobrze się ją oglądało. Pomysł, by Gerda spotykała w swojej podróży różne osoby, był bardzo dobry. Skupiona na sobie wiedźma chce handlować kwiatami, jednak nie umie sprawić by pachniały, a skłócony z dziećmi król, jest zmuszony wszystko dzielić na pół, zapominając o wartości najbliższej rodziny. Ciekawym zabiegiem było też sięgnięcie do przeszłości Królowej, by pokazać, co uczyniło ją taką, jaka jest teraz.
Krótko mówiąc, jestem zadowolona z seansu i chętnie obejrzę dwie następne części, bo obecnie to już trylogia.

sobota, 6 maja 2017

Veronica Roth: Naznaczeni śmiercią

Autor: Veronica Roth
Tytuł: Naznaczeni śmiercią
Stron: 534
Wydawca: Jaguar






Odległa galaktyka, odległa przyszłość. Choć z drugiej strony, kto wie? 
Nie ma dwóch jednakowych planet. Każda jest inna,  a przepływający przez wszystko Nurt różnie wpływa na życie mieszkańców. Thuvhe to lud nastawiony pokojowo, trzymający się wróżb wypowiadanych przez Wyrocznię. Shotet to lud zbieraczy i żołnierzy.
Cyra mieszka na Shotet. Obdarzona wrodzonym darem zadawania innym śmiertelnego bólu, stała się narzędziem w rękach własnego brata, który mając swój bicz, czuje się niepokonany. 
Akos, łagodny i rozsądny z natury, z dnia na dzień staje się więźniem. Musi opuścić dom i pogodzić się ze stratą rodziny. Okazuje się też, że jego dar, kojąco wpływa na umiejętności Cyry.  Czy w takich okolicznościach może się narodzić nić porozumienia? Czy Cyra zdoła uniezależnić się od brata? Czy Akos uratuje swoją rodzinę?

Powieść Naznaczeni śmiercią to coś tak innego od universum Niezgodnej, że początkowo trudno  było mi do tego przywyknąć. W Niezgodnej twardo stąpaliśmy po Ziemi, obracaliśmy się pośród frakcji i walczyliśmy o swobodę wyboru. W Naznaczonych.. rzutem na taśmę trafiamy do świata, który aż skrzy się od pomysłów fabularnych.  Kosmos okazuje się ogromny i tak różnorodny, jak bogata wyobraźnia autorki. Bohaterowie stają przed poważnymi problemami, kolejne wydarzenia nie oszczędzają ich ani trochę, wręcz przeciwnie odciskają coraz silniejsze piętno dorosłości wraz z jej wszystkimi konsekwencjami. 

Gdybym miała szufladkować, powiedziałabym, że cykl Niezgodna napisała młoda debiutantka dla równie młodych odbiorców.  Tymczasem Naznaczeni śmiercią to już seria dla dorosłych i to nie ze względu na sceny, które nie mają w sumie mocno brutalnego wydźwięku. Chodzi mi tu raczej o tematykę i jej ujęcie. Cyra i Akos walczący o swoje przeznaczenie nie są tylko biali, albo czarni. Podejmują decyzje, które nadają im nieco szarości, czyniąc ich przez to prawdziwszymi. Dziewczyna z zabójczymi cieniami pod skórą, zadająca śmiertelny ból i chłopak, który jako jedyny w tym świecie, jest na jej zdolność odporny. W pierwszej części, bo zapowiada się kolejny cykl, mamy wszystko co już właściwie znamy: tyrana z ambicją podboju i wprowadzenia dyktatury,  zakazany romans dwojga nie mających nic ze sobą wspólnego ludzi oraz kiełkujące powoli ziarno rewolucji, która przecież musi w końcu nadejść. Ta ostatnia, jak wiadomo, nie jest końcem, a zaledwie początkiem wszystkiego. 

Podoba mi się bardzo ten nowy, poważny ton w twórczości Veronici Roth i już nie mogę się doczekać drugiego tomu. Powieść polecam nie tylko fanom twórczości autorki, ostrzegam jednak lojalnie, że to zupełnie inne, nowe klimaty. Ale może to i dobrze. Roth nie powiela stworzonych przez siebie schematów, a idzie zupełnie nową drogą, co dobrze wróży nie tylko jej karierze, ale i nam czytelnikom. 
Polecam!

Dziękuję!

wtorek, 2 maja 2017

Emily Barr: Jedyne wspomnienie Flory Banks

Autor: Emily Barr
Tytuł: Jedyne wspomnienie Flory Banks
Stron: 328
Wydawca: Bukowy Las







Mimo wysokiego stopnia zaawansowania medycyny i nauki, ludzki mózg wciąż pozostaje dla nas tajemnicą, głównie dlatego, że jest narządem nieprzewidywalnym i niepodlegającym jednej zasadzie.  To w mózgu znajdują się wszystkie najważniejsze ośrodki funkcjonowania zdrowego człowieka: zmysłów, mowy, czucia, ruchu i pamięci.  Często nawet drobne, pozornie niegroźne uszkodzenie jednego z ośrodków, może zrobić z człowieka kalekę.
Wielokrotnie się nad tym zastanawiałam i dochodzę do wniosku, że najcenniejszym ośrodkiem w ludzkim mózgu, oczywiście poza ruchem i porozumiewaniem się, jest pamięć. To pamięć pozwala nam na przechowywanie wspomnień, na uczenie się nowych rzeczy i wykorzystywanie ich w praktyce, na prawidłowe interakcje w społeczeństwie. Człowiek bez sprawnie działającej pamięci jest bezradny, zbyt ufny i zdany na opiekę najbliższych. Bo jak tu sobie radzić samemu, gdy nie zapamiętuje się najprostszych rzeczy? 
17-letnia Flora Banks coś o tym wie. 

Emily Barr w swojej powieści Jedyne wspomnienie Flory Banks każe swojej bohaterce zmierzyć się z takim właśnie problemem. 
Przeżyty w dzieciństwie uraz, bardzo poważnie uszkodził pamięć Flory. Mentalnie 17-latka przypomina 10-latkę i na takim też poziomie funkcjonuje. Fakty, osoby, relacje utrzymują się w pamięci Flory co najwyżej kilka godzin. Potem po prostu znikają. Z pomocą rodziców i życzliwych mieszkańców miasteczka Flora radzi sobie z tym jak potrafi. Nosi ze sobą mnóstwo karteczek-przypominajek, a najważniejsze rzeczy hasłami zapisuje na swoich rękach. To pozwala jej jako tako funkcjonować. 
Jednak pewnego dnia, po przebudzeniu, Flora zdaje sobie sprawę, że pamięta coś z poprzedniego wieczoru. Na imprezie u przyjaciółki pocałowała jej chłopaka i pamięta to wyraźnie! Czyżby coś miało drgnąć? Postęp w chorobie? 
Dziewczyna kurczowo łapie się tego wspomnienia i z desperacją człowieka tonącego, postanawia wyruszyć w długą podróż za ukochanym. Zabrzmiało to jak banalna historia miłosna? Nic bardziej błędnego. Jedyne wspomnienie Flory Banks to doskonała mieszanka dramatu z thrillerem psychologicznym.

Początkowo jednak klimat książki faktycznie jest trochę sielski. Flora rozczula swoją nieporadnością i tym, że z tak wielkim mozołem stara się radzić sobie w codziennym życiu. Wszystkie czynności myślowe po przebudzeniu przypominają u niej przelewanie wody przez dziurawe sito. Ale nie jest to zabawne. Wręcz przeciwnie przerażające. Zdrowym ludziom wydaje się oczywiste, że pamiętają własne imię, twarze najbliższych, czy nawet swój wygląd. Flora każdego ranka musi robić reset swojej pamięci i zaczynając od napisów na rękach, wdrażać się do swojego życia. Funkcjonowanie bohaterki przypomina trochę dryfowanie po otwartym morzu: powolne, bez planu i konkretów. Jakie życie może czekać człowieka z taką przypadłością? I czy w ogóle jest jakakolwiek szansa na poprawę tego stanu? 
Gdy Florze udaje się zachować wspomnienie o pocałunku z Drake'm, wydaje się, że faktycznie coś drgnęło. Dziewczyna z godnym podziwu uporem wyrusza w podróż i o dziwo radzi sobie całkiem dobrze. Stopniowo jednak eskapada i pogarszający się stan zdrowia Flory, każą podejrzewać, że coś tu jest nie do końca w porządku. Pragnienie odnalezienia Drake'a zaczyna przypominać obsesję i zaczynamy się zastanawiać, czy choroba Flory nie jest poważniejsza niż myśleliśmy i czy główna bohaterka nie wymyśliła sobie tego wszystkiego? 
To dzięki temu książkę czyta się tak dobrze, gdyż dosłownie do ostatniego rozdziału nie wiemy, jak zakończy się cała historia. 
Czy pocałunek na plaży faktycznie miał miejsce? Jaki sekret ukrywają przed Florą jej rodzice? I co tak naprawdę stało się z bratem bohaterki? 

Jedyne wspomnienie Flory Banks to dobrze i bardzo misternie skonstruowana powieść. Autorka nie koloryzuje, nie każe nagle swojej bohaterce wyzdrowieć i nie daje jej niespodziewanie różowego happy endu. Pojawia się pewna nadzieja, ale, jak już wspomniałam wcześniej, ludzki mózg to nieobliczalna maszyneria i historia Flory może wrócić na stare tory, jak i wskoczyć na zupełnie nowe. 
Polecam powieść Emily Barr. Pozwala ona spojrzeć na problemy innych z zupełnie innej strony i pokazuje, że miłość bliskich oraz cierpliwość i wsparcie przyjaciół mogą naprawdę zdziałać takie cuda, jakich nie osiągnie żadna medycyna.

Dziękuję!