sobota, 19 października 2019

Valentina Fast: Miłość z aksamitu

Autor: Valentina Fast
Tytuł: Miłość z aksamitu
Seria: Royal, t.6
Stron: 352
Wydawca: Media Rodzina








Zaczęło się pięknie, kolorowo i słodko. Oto niewinna i kochana Tania wzięła udział w eliminacjach. Zyskała szansę, by powalczyć o serce księcia i być może zostać przyszłą królową Vittery, kraju pod szklaną kopułą. Udział w tym specyficznym konkursie okazał się morderczy. Bohaterka doświadczyła podziwu tłumów, ale też zawiści i okrucieństwa ze strony innych, gotowych na wszystko kandydatek. Okazało się także, że wybranek jej serca, w sumie nie wiadomo było, czy to on jest księciem, wysyła jej sprzeczne sygnały, a na koniec łamie jej serce. Czyżby dziewczyna źle coś zrozumiała? A może źle ulokowała swoje uczucia i prawdziwa miłość jest gdzie indziej? Oprócz romansowania i noszenia pięknych sukien, Tania szybko przekonała się, że historia powstania kraju także kryje wiele sekretów. Oficjalna propaganda głosiła, że poza kopułą nic nie ma. Odkrycie starannie strzeżonych tajemnic zmieni światopogląd Tani oraz jej całą przyszłość. Jak żyć z taką wiedzą? 

W finale tomu piątego bohaterowie musieli przewartościować wszystko. Stabilność i bezpieczeństwo Vittery stanęły na skraju przepaści. Tania i jej przyjaciele muszą teraz zrobić wszystko, aby uratować swój dom, w przeciwnym razie dla szczęśliwych dotąd obywateli nastąpi prawdziwy koniec świata. 
Jakich wyborów dokona Tania? Czy zrealizuje szalony plan, zyskując tym szansę na własne szczęśliwe zakończenie? Czy Vitterę jeszcze w ogóle można uratować? Tego nie zdradzę, powiem tylko, że wiele rzeczy zaskoczy czytelnika i  nie będzie to tak, jak się spodziewaliśmy.

Jeśli o mnie chodzi, to odczuwam gorzki zawód po zakończeniu lektury serii, która towarzyszyła mi przez ostatnie półtora roku. Mam świadomość, jakich zakończeń oczekuje się od historii spod znaku Kopciuszka i Księcia. Ale schematy należy przełamywać i nikt nigdzie nie powiedział, że to akurat ten, a nie inny ma tym Księciem być. W poprzednim tomie autorka poczyniła pewien zwrot fabuły i wielka szkoda, że tego kursu nie utrzymała. Gdyby poszła w tym drugim kierunku, myślę, że historia wiele by zyskała. A tak wyszło co prawda słodko i swojsko, ale mnie nie przekonało. Autorka wybrała najprostszą z dróg i myślę, że młodszym czytelnikom powinna ona przypaść do gustu. Kopciuszek, jak na bohaterkę miłosnych historii przystało, przeżył wiele przygód, przeszedł pomyślnie próby i zdobył swojego księcia.  Mnie, jako osobie starszej, marzyło się inne, dojrzalsze zakończenie. Nie będę za dużo pisać, aby nie robić spojlerów, jednak naprawdę poprzednia część sprawiła, że uwierzyłam w inną możliwość i teraz trudno mi się z tym pogodzić. 

Przygoda z serią Royal była dla mnie naprawdę wyjątkową. Pisałam rekomendacje dla kolejnych części, miałam okazję zapoznawać się z kolejnymi tomami tuż przed premierą. Zachwycałam się drobiazgami reklamowymi, a moje serce ogrzewała masa dobrych i pozytywnych słów płynących od Pań od Promocji. To dlatego traktuję tę serię trochę jak patron, który miał okazję obserwować rozwój protegowanej. A wiadomo, że wtedy taki patron - czytelnik jest w stanie więcej wybaczyć i pogodzić się z takim, a nie innym rozwojem wypadków. 

Myślę, że seria spodoba się dorastającym dziewczętom. Być może postawa Tani jednym pomoże odkryć w sobie księżniczkę, a innym wojowniczkę. A może i jedną i drugą? Bo kto powiedział, że księżniczka musi tylko wyglądać i pachnieć?
Dlatego, pomimo czytelniczego bólu w sercu, polecam serię tym, którzy szukają historii o miłości, historii z odrobiną tajemnicy i dreszczyku. Być może też odbiór całej serii będzie zupełnie inny, gdy ma się możliwość przeczytania wszystkich tomów od razu, jeden po drugim.
Jedno jest pewne. Seria ma szczególne miejsce w moim sercu oraz na regale z powodów, o których napisałam powyżej.
Przeżyć taką czytelniczą przygodę zalecałabym każdemu. To naprawdę coś niezwykłego.
Jeszcze raz, z serca dziękuję.

Dziękuję!

środa, 16 października 2019

Jacek Inglot: Eri czarodziejka

Autor: Jacek Inglot
Tytuł: Eri czarodziejka
Cykl: Eri i smok, t.2
Stron: 272
Wydawca: Nasza Księgarnia







Od wielkiej, życiowej przygody małej, rudowłosej Eri minęło pół roku. Odkąd dziewczynka ocaliła smocze jajo, a potem wyklutego zeń smoka i pokonała złego maga Widukinda, stała się miejscową legendą. Obecnie dziewczynka pobiera nauki u Maruszy i jak każdy uczeń, miewa lepsze i gorsze chwile. Trochę ją męczy ranne wstawanie i konieczność przyswojenia dużej ilości wiedzy „na pamięć”, jednak generalnie nauki u widzącej są ciekawe i oryginalne. Ten sielski spokój burzy wieść o nadejściu południc, ulotnych stworów porywających małe dzieci.  Ich pojawienie się w tych stronach może zwiastować obecność złej czarodziejki Widary. 

Nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności południce porywają braciszka Eri, małego Miszę. Zrozpaczona dziewczynka, nie mogąc liczyć na pomoc nieobecnej w wiosce Maruszy sama decyduje wyruszyć w drogę i uwolnić brata. W podróży będą jej towarzyszyć młody bajarz Miko oraz napotkane po drodze leśne stworzenia. 

Akcja drugiej części przygód Eri ponownie toczy się w drodze. Od tego, czy bohaterka dotrze do celu  zależy przyszłość małego Miszy i choć bywa naprawdę trudno; Eri cierpi z głodu, pragnienia, bolą ją nogi, dziewczynka nie poddaje się, kierowana siostrzaną miłością i wsparciem Miko.
Drugą część cyklu czyta się bardzo przyjemnie. Autor ze swobodą i w ciekawy sposób kreśli bohaterów i świat przedstawiony. Wędrując z bohaterami przez puszczę spotkamy skrzaty, wiły, wielkiego leśniczego zwanego tu Borowym, a także inne leśne stworki. Nie tracąc z oczu celu swojej podróży, Eri i Miko pomogą rozwiązać napotkanym przyjaciołom ich kłopoty i spory, przy okazji okaże się, że Eri posiada naprawdę dużą moc i będzie w przyszłości kimś ważnym. 

Polubiłam bohaterów książki; autorowi udało się utrzymać ten sam swojski klimat co w części pierwszej. Fabuła skrywa także pewien sekret; otóż okazuje się, że zarówno Miko, jak i Widara mają powiązania z postaciami z części pierwszej. Przesłanie jest także podobne. Tylko kierując się dobrym sercem i czystymi intencjami mamy szansę pokonać zło. W przeciwnym razie wszystko co robimy może się obrócić przeciwko nam. 

Apetyt rośnie w miarę jedzenia, żywię więc wielką nadzieję, że kolejne miesiące przyniosą nam historię o przygodach Eri wśród magów.
Eri czarodziejka to prosta i mądra historia bez udziwnień i wymysłów. Jej lektura była dla mnie wielką przyjemnością.
Polecam nie tylko młodym, ale i nieco starszym czytelnikom.





Dziękuję!

sobota, 12 października 2019

Bo nie ma mocnych, gdy są Iniemamocni

Tytuł: Iniemamocni
Reżyseria: Brad Bird
Scenariusz: Brad Bird
Czas trwania: 115 min.
Wytwórnia: Disney Pixar
Rok premiery: 2004





Iniemamocnych oglądałam dawno temu i miałam takie wspomnienie, że bardzo mi się ten film podobał. Ponieważ ostatnio wakacyjna aura wymusiła siedzenie w domu, postanowiłam sobie odświeżyć tę historię i od razu  zajrzeć także do części drugiej, bo w międzyczasie zdążyła powstać. 

Jak sam tytuł mówi Bob i jego żona Helen są superbohaterami i dzięki swoim spektakularnym mocom ratują świat od złoczyńców. On - Iniemamocny jest bardzo silny, ona - Elastyna to istna kobieta guma. Przypadek sprawia, że działalność superbohaterów staje się kłopotliwa dla społeczeństwa i w efekcie rząd zakazuje im ratowania świata. W krótkim czasie nasi bohaterstwie muszą zmienić się w zwykłych, szarych obywateli.  
Mija 15 lat. 
Bob pracuje teraz w ubezpieczeniach, a Helen zajmuje się domem i trójką dzieci: Violą, Maxem i małym Jackiem. Są szczęśliwi i bardzo się kochają, jednak Bob wyraźnie więdnie jako urzędnik. Brakuje mu adrenaliny i świadomości, że robi coś ważnego dla ludzkości. Dlatego, gdy nadarza się okazja udziału w tajnym projekcie rządowym nasz bohater bez wahania i krztyny podejrzeń, zabiera się do roboty. 

Obraz otrzymał 2 Oscary za Najlepszy film animowany oraz za montaż  dźwięku.

Tytuł: Iniemamocni 2
Reżyseria: Brad Bird
Scenariusz: Brad Bird
Czas trwania: 118 min.
Wytwórnia: Disney Pixar
Rok premiery: 2018

Druga część historii jest bezpośrednią kontynuacją pierwszej. Bohaterów spotykamy dokładnie w momencie, gdy ich zostawiliśmy. Gdy dochodzi do walki z Człowiekiem Szpadlem na czoło tym razem wysuwa się Elastyna i to ona weźmie udział w misji, której celem będzie przywrócenie herosom możliwości legalnej działalności. Role się odwrócą. Helen będzie walczyć z przestępcami, a Bob zajmie się domem i dziećmi. W końcu mamy równouprawnienie, co? 



Pierwsze wrażenie to spójność fabuły i świata przedstawionego. Choć te dwie produkcje dzieli 15 lat, to świetnie one ze sobą współgrają. Oglądając te filmy jeden po drugim miałam uczucie, jakby powstały one w niedługim po sobie czasie. 
Myślę, że w dużej mierze jest to zasługa polskiego dubbingu. Piotr Fronczewski i Dorota Segda jako Bob i Helen Parrowie stanowili naprawdę świetny duet. Ich mocne, zdecydowane głosy dały dużo wiarygodności charakterom postaci. Głosu Ednie od kostiumów w obu częściach użyczyła charyzmatyczna Kora, wokalistka Maanamu, która zmarła niedługo później. 

Świetnie w roli taty  na etacie sprawił się Bob. Ta zamiana ról niosła za sobą całą gamę gagów sytuacyjnych i słownych, które świetnie znamy z naszego otoczenia. Zadania z matematyki, które dla rodzica są za trudne, bo pani kazała wykonywać nową metodą, problemy dojrzewania wrażliwej nastolatki czy najmłodsza latarośl rodu Parrów, Jack-Jack, która wykazuje więcej zdolności, niż by się chciało. Tak swoją drogą a propos Jacka dobrze obejrzeć krótkometrażówkę na jego temat zatytułowaną Niemowlę kontratakuje, która pokazuje jak muzyka poważna podczas jednej sesji z małoletnią nianią sprawiła, że w Jack-Jacku obudziło się tyle mocy. Ten krótki filmik to majstersztyk, a dubbing Dominiki Kluźniak jako nieco głupiutkiej Carrie - po prostu bomba. 

Iniemamocnych nie da się nie lubić. Filmy świetnie pokazują, że najważniejsza w życiu człowieka jest rodzina, bo to w niej tkwi siła i razem można pokonać każdy problem. Kostium co prawda wiele ułatwia, ale wcale nie jest to tego konieczny. 

Polecam gorąco. Filmy warte uwagi całej rodziny.

środa, 9 października 2019

Tabitha Suzuma: Forbidden

Autor: Tabitha Suzuma
Tytuł: Forbidden. To, co zakazane
Stron: 376
Wydawca: Młodzieżówka







Przyznam, że zaczynając czytanie książki Forbidden nie bardzo wiedziałam, czego mam się spodziewać. Miałam w głowie echa opinii innych czytelników, ale wiadomo, że punktów widzenia jest tyle, ilu odbiorców. A temat zapowiadał się mocno i kontrowersyjnie, miał bowiem dotyczyć relacji intymnych między członkami tej samej rodziny. Byłam ciekawa, jak nieznana mi autorka potraktuje to zagadnienie i w jakim kierunku podąży fabuła. 

Od razu należy przyznać autorce, że podeszła do tematu z wielką dbałością, udało się jej uniknąć zbytniej cukierkowości i zbudować postaci, które na długo zapadną mi w pamięć. Oddała także głos dwójce głównych bohaterów, dzięki czemu cała historia jest pełniejsza i bardziej wstrząsająca. 

Lochan i Maya mają 17 i 16 lat i chodzą do szkoły średniej. Pomimo młodego wieku mają większy bagaż doświadczeń życiowych niż niejeden dorosły. Na pozór są tylko uczniami, którym w głowie oceny i wybór kierunku studiów. Jednak w rzeczywistości bohaterowie są już rodzicami trójki swojego małoletniego rodzeństwa: Willi, Tiffina i Kitta. Po powrocie do domu, jak normalni rodzice, pomagają w odrabianiu lekcji, kąpią, kładą spać, opowiadają bajki na dobranoc, przygotowują posiłki, sprzątają, ustalają grafik obowiązków w domu. To tylko niektóre z licznych i bardzo wyczerpujących obowiązków, z którymi dorośli często mają trudno sobie poradzić. A Maya i Lochan robią to już od kilku dobrych lat. Z ojcem nie mają kontaktu, wyjechał i ma nową rodzinę. Na matkę, 40-letnią nastolatkę, nie mogą liczyć. Ważniejsze są dla niej alkohol, imprezy, zakupy i nowy mężczyzna w jej życiu. Bohaterowie mogą polegać tylko na sobie. 
Dom prosperuje całkiem nieźle, młodsze rodzeństwo jest zadbane i zaopiekowane, opieka społeczna niczego nie podejrzewa. Wszystko układałoby się całkiem dobrze, gdyby nie to, że między Mayą i Lochanem zaczyna się dziać coś, co znacznie wykracza poza serdeczne i głębokie więzi między bratem i siostrą. 

Bardzo się cieszę, że autorka skupiła się  na przyczynach, które doprowadziły rodzeństwo do takiego punktu w ich życiu. Zaburzony wzorzec, role, które nie powinny im przypaść w udziale, a już na pewno nie tak wcześnie. Nastolatek, jakby nie był odpowiedzialny i sumienny, jest nastolatkiem i powinien ten okres przeżyć tak jak zakłada dorastanie. Nie powinien martwić się o rachunki, ustalać zakazów i nakazów, wchodzić w rolę rodzica, na którą z pewnością nie jest jeszcze gotowy. Maya i Lochan dobrze rozumieją inność swojej sytuacji, starają się wypracować zdroworozsądkowe podejście, ale czują to co czują, a z uczuciami walczyć trudno. 

Czytając, obstawiałam różne warianty zakończenia i przyznam, że bardzo niemiłym było dla mnie to, które zaserwowała czytelnikom autorka. Czy tylko ja mam wrażenie, że rozwiązała to ze zbytnim pośpiechem? Te ostatnie rozdziały tak właśnie odbierałam. 
Smutek i żal. Oto co odczuwam po zakończeniu tej historii. Polubiłam Mayę i Lochana i uważam, że na takie zakończenie nie zasłużyli, że można było rozwiązać to inaczej. 
Forbidden jest książką, która na długo zapada w pamięć. Jest życiowa i ma gorzki wydźwięk. Jedno wiem na pewno; długo nie zapomnę Mayi i Lochana. 



Dziękuję!

niedziela, 6 października 2019

Mona Kasten: Trust again

Autor: Mona Kasten
Tytuł: Trust again
Seria: Begin again, t.2
Stron: 344
Wydawca: Jaguar








Naturalną koleją rzeczy było, że gdy Allie i Kaden się ze sobą dogadają, przyjdzie czas na perypetie uczuciowe Dawn i Spencera. Najlepsi przyjaciele głównych bohaterów z części pierwszej od początku orbitują wokół siebie i wiadomo, że to tylko kwestia czasu, choć biorąc pod uwagę nastawienie Dawn, można się domyślać, że łatwo nie będzie. 


Trust again to druga część serii z tym słowem w tytule. Najogólniej mówiąc książki dotykają problemów związanych z wchodzeniem w dorosłość, nawiązywaniem nowych relacji, po tym, jak doznało się ciężkiego zawodu od strony kogoś, komu się bezgranicznie ufało. 


Spencera Cosgrove nie da się nie lubić. To tryskający żartami i dobrym humorem chłopak, dobry przyjaciel, który potrafi rozruszać największego ponuraka. Trudno się na niego irytować za głupie żarty i gadanie, bo jest po prostu rozbrajający. Od początku, gdy ją tylko poznaje, bez osłonek zabiega o względy Dawn, która zaprzyjaźnia się z Allie, a tym samym dołącza do kręgu jej przyjaciół. 


Dawn wydaje się jednak dziewczyną nie do zdobycia. Wszystkie próby Spencera zbywa żartami, choć widać, że i on się jej podoba. Dziewczyna ma marzenie, by zostać pisarką i na tym obecnie się skupia. Ponieważ jednak jej przyjaciele (Allie i Kaden), a także współlokatorka (Sawyer) prowadzą bogate życie seksualne, bohaterce brakuje miejsca, w którym mogłaby spokojnie pracować nad kolejnymi opowiadaniami. Idealnym miejscem okazuje się dom, w którym mieszka Spencer. A stąd już tylko krok do gorącego romansu. Oczywistym jednak jest fakt, że dopóki bohaterowie nie uporają się ze swoją przeszłością, nie ma mowy o normalnym, zdrowym związku. 


Głęboko zraniona Dawn nie ma chęci ani odwagi na stały związek. Gdy trochę lepiej ją poznamy, zrozumiemy dlaczego. Jej przeżycia doskonale tłumaczą jej obecne zachowanie, choć bywa ono denerwujące, to fakt. Nie można przecież etykietować wszystkich mężczyzn tak samo.

Bywa, że jeśli ktoś jest duszą towarzystwa, to może mieć ukryte problemy i je w ten sposób maskować. Spencer jest naprawdę sympatycznym człowiekiem i należy mu się plus za optymizm, pomimo naprawdę nieciekawej sytuacji rodzinnej. Więcej nie zdradzę, powiem tylko, że chciałabym bardzo mieć tak cudownego starszego brata, jakim jest on. 


Książka jest przyjemna w odbiorze. Fabuła nie skupia się tylko na relacji Dawn i Spencera. Coraz lepiej poznajemy Sawyer, regularnie pojawiają się także Allie i Kaden, a nawet trochę Isaac. Bardzo lubię spotykać starych bohaterów i dowiadywać się co się u nich dzieje. Jest zabawnie, pikantnie, dramatycznie, czasem łzawo. Lubię takie historie. Jedynym minusem jest, i pisałam już o tym w przy okazji recenzji Begin again, brak narracji ze strony chłopaków. Tak jak nie dała autorka głosu Kadenowi, tak i Spencer też nie miał możliwości wypowiedzieć się na temat Dawn. Jestem już po lekturze powieści z Sawer i Isaakiem i tam też tego nie ma. A szkoda, bo w przypadku serii Save autorka oddawała głos także innym bohaterom, nawet drugoplanowym i wypadało to świetnie. Kaden jakoś mnie nie porwał, to fakt, ale Spencera i Isaaca polubiłam bardzo i naprawdę super byłoby poczytać o dziewczynach z ich perspektywy. 


Tak czy siak polecam lekturę. Miły, przyjemny w odbiorze romans młodzieżowy.

środa, 2 października 2019

Rhys Bowen: W złotej klatce

Autor: Rhys Bowen
Tytuł: W złotej klatce
Seria: Molly Murphy, t.8
Stron: 300
Wydawca: Noir sur blanc







Im dalej w nowy XX wiek, tym głośniej kobiety upominają się o swoje prawa. Czas, gdy były tylko żonami, ozdobami u boku swych mężów, powoli mija. Można się z tym nie zgadzać, można bulwersować, ale jedno jest pewne; zmiana ta jest nieunikniona. Brzmi to szumnie i dumnie, niemniej jednak, zanim kobiety przejmą stery, minie jeszcze trochę czasu. Póki co ważny jest fakt, że coraz więcej się o tym mówi i że kobiety decydują się o siebie zawalczyć.

W ciekawym i obfitującym w przygody życiu Molly Murphy także zza horyzontu nieśmiało wyglądają zmiany. Jednak sama bohaterka nie wie, czy chciałaby je wcielić w życie czy nie. Mowa rzecz jasna o Danielu Sullivanie, kapitanie policji. Ten ostatni po chwilowych niepowodzeniach, wrócił do pracy i nie ma czasu dla narzeczonej. Twierdzi, że oszczędza na dom, do którego wprowadzi Molly jako swoją żonę. Piękne to plany, ale czy tego właśnie chce nasza bohaterka? Zostanie żoną kapitana policji sprowadzi ją do roli pani domu i prawdopodobnie matki, a co z pracą detektywa i samodzielnością, do której kobieta już zdążyła przywyknąć? 

Póki co jednak oświadczyn nie było, a Molly, po powrocie do zdrowia, dostaje do rozwiązania kilka spraw, które spędzają jej sen z powiek.
Po spontanicznym udziale w kobiecej paradzie młodych aktywistek, Molly poznaje kobiety, które na studiach miały wiele planów i marzeń, a gdy zostały żonami, musiały z tych marzeń zrezygnować. To właśnie w tej grupie Molly zyskuje kolejne klientki. Jedna z kobiet prosi o odnalezienie informacji o zmarłych w Chinach rodzicach misjonarzach. Druga natomiast chce sprawdzić, czy mąż ją zdradza. Niespodziewanie sprawy przybierają dramatyczny obrót. Oczywiście czujemy podskórnie, że te sprawy mają ze sobą coś wspólnego, jednak długo nie mamy pewności. 

Przygody Molly jak zwykle czyta się świetnie, sama uporałam się z nimi w jeden wieczór. Urokliwy klimat początków wieku, obyczajowość zupełnie inna od nam współczesnej, interesujące detale oraz sprawne osadzenie historii w realiach epoki, wszystko to sprawia, że lektura jest przyjemna i mija nad wyraz szybko. A szkoda. Bo nabrałam wielkiej ochoty na kolejną część. Bardzo jestem ciekawa, jak potoczą się dalsze losy Molly i Daniela oraz jak ułoży się ich wspólne życie. Bycie detektywem dla Molly to już styl życia. Czy i ją dopadnie w końcu tytułowa złota klatka? A może jest szansa pogodzić te dwa życia ze sobą? Och, oby kolejna część pojawiła się jak najszybciej. 

Polecam lekturę przygód panny Murphy. To jedyna taka pozycja książkowa na naszym rynku i każdy miłośnik kryminałów retro powinien się z nią zapoznać. 

 Dziękuję!

niedziela, 29 września 2019

Katherine Woodfine: Pozytywka

Autor: Katherine Woodfine
Tytuł: Pozytywka
Seria: Tajemnice Domu Handlowego Sinclairs, t.1
Stron: 326
Wydawca: Dwukropek








Będąc na fali zachwytu Sekretami hotelu Winterhouse, sięgnęłam po inną pozycję wydawnictwa Dwukropek, a mianowicie pierwszy tom serii o Tajemnicach Domu Handlowego Sinclairs, zatytułowany Pozytywka. Bez bicia przyznam, że oczarowała mnie pomysłowa ilustracja okładkowa oraz zaintrygował opis treści. 

Londyn, rok 1909. Młodziutka Sophie Taylor po śmierci ojca i rodzinnym bankructwie jest zmuszona podjąć pracę, by stać się samodzielną i samowystarczalną. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności udaje się jej dostać posadę ekspedientki w powstającym właśnie Domu Handlowym Sinclairs, elektryzującym swoimi zasobami i wyglądem całą socjetę Londynu. Zdeterminowana Sophie postanawia ciężko pracować, marząc o lepszym mieszkaniu i standardzie życia, które chwilowo jest, mówiąc krótko, ubogie. Dla dziewczyny, która lada moment miała zadebiutować w towarzystwie, tak ogromny spadek w hierarchii społecznej jest bolesny. Tym trudniej się jej przystosować, że jej pracowitość i skrupulatność budzą zawiść innych młodych pracownic działu kapeluszy i sukien. I kiedy wreszcie wydaje się, że wymarzony awans na asystentkę jest w zasięgu ręki, w wieczór przed wielkim otwarciem domu handlowego, dochodzi o zuchwałego włamania i pobicia. Ginie także bezcenna i unikatowa malutka pozytywka, należąca do pana Sinclaira, właściciela całej firmy. Ponieważ ostatnią osobą, która miała kontakt z pobitym Bertem, jest właśnie Sophie, reputacja i przyszłość dziewczyny stają pod dużym znakiem zapytania. Bohaterka nie ma innego wyjścia, jak odkryć sprawcę kradzieży i odzyskać pozytywkę, co stanie się dla niej i nowo poznanych przyjaciół: Billy’ego, Lil i Joe furtką do wielkiej przygody. 

Ogromnym atutem książki jest zbudowany przez autorkę klimat epoki. W ciekawy sposób przedstawia ludzką mentalność, z naciskiem na ówczesną sytuację kobiet w społeczeństwie. Jeśli miały bogatego ojca, potem męża, to ich status był niezagrożony i beztroski. Mogły spędzać czas na zakupach, proszonych herbatkach i spotkaniach towarzyskich, a ich największym zmartwieniem było, czy suknia będzie dobrze na ich leżała lub też czy karnet taneczny zapełni się do końca. Jeżeli zaś kobieta chciała czegoś więcej, tak jak Lil, której marzy się aktorstwo i rewia, to narażona była na odsunięcie od rodziny i kiepską ocenę społeczną. Sophie, która kiedyś miała wszystko, a teraz musi pracować na swoje utrzymanie, miała wiele szczęścia w nieszczęściu. Po pierwsze ojciec nie rozpieścił jej za bardzo, dzięki czemu umiała zakasać rękawy i po prostu wziąć się do pracy. Po drugie, pomimo spadku w wyżej wspomnianej hierarchii, nie zatraciła w sobie poczucia moralności, honoru i uczciwości. Swoim zachowaniem często przypominała mi Sarę Crew z Małej księżniczki F.Hodgson – Burnett. Obie dziewczyny będąc głodne, potrafiły oddać ostatni pieniążek lub bułkę osobie bardziej potrzebującej. Umiejętność dostrzegania cudzej niedoli, pomimo własnej trudnej sytuacji, świadczy o naprawdę wielkim harcie ducha. 

Skrupulatnie i intrygująco została także zbudowana warstwa kryminalna. Autorka wprowadziła do fabuły postać Barona, gangstera, który we wszystkich dookoła budzi postrach. Reputacja go wyprzedza; widzieli go nieliczni, jeśli nie nikt, a panicznie boją się go wszyscy. Baron ma znacznie bardziej skomplikowane plany niż się początkowo wydaje, a spotkanie z nim nie jest ostatnim, jakiego bohaterowie doświadczą. W dodatku jego powiązania ze światem londyńskiej arystokracji sprawiają, że jest o wiele groźniejszym przeciwnikiem niż się wydaje. To nie jest pospolity przestępca; ukrywa się za wieloma maskami i nie dokonuje przestępstw własnymi rękoma, tylko ma od tego swoich Chłopców. 

Jednym słowem Pozytywka przyniosła mi wiele czytelniczej dobrej zabawy.
Myślę, że książka spodoba się młodym czytelnikom, nie tylko ze względu na intrygę, ale i na źródło wiedzy o epoce, początki XX wieku są bowiem fascynujące. Mnie co prawda już od dawna nie można nazwać młodym czytelnikiem, co jednak jest doskonałym dowodem, że ta historia coś w sobie ma i że Katherine Woodfine dopiero nabiera mocy twórczej. Seria o przygodach Sophie i jej przyjaciół liczy sobie 4 tomy, jednak na tym nie koniec. Na rynku ukazała się właśnie powieść o nowych perypetiach bohaterek w całkiem nowych rolach. Jestem więc spokojna, bo gwarantuje to rozrywkę, jaką lubię na dłuższy czas.