wtorek, 18 lutego 2020

Rebecca F. Kunag: Wojna makowa

Autor: Rebecca F. Kuang
Tytuł: Wojna makowa, t. 1
Stron: 640
Wydawca: Fabryka Słów








Ciężko być sierotą wojenną i nie mieć nikogo bliskiego, kto by wspierał i doradzał. Równie ciężko być biedną dziewczyną, dla której jedyną perspektywą jest zostanie żoną starego człowieka. 
Jedynym atutem młodej Rin jest jej umysł i fenomenalna pamięć. Gdy więc staje ona przed szansą zdawania egzaminu do Akademii Wojskowej w Sinegardzie, poświęca dwa lata swojego życia, by się do niego dobrze przygotować i udaje się jej to. Oto uboga sierota z zaściankowej Prowincji Koguta zdobywa miejsce w Akademii, przebijając swoim wynikiem dzieci najbogatszych arystokratów.

Pobyt bohaterki w niezwykłej szkole to motyw już dobrze czytelnikom znany, jednak zdziwi się ten, kto spodziewa się, że Rin będzie tu przeżywać niezwykłe przygody, czy zdobywać przyjaciół.  Początkowo fabuła tak się rzeczywiście układa. Selekcja wśród studentów jest okrutna, wykładowcy nieprzyjaźni, a nauki mnóstwo. Jako uboga sierota z nizin Rin faktycznie nie może znaleźć z nikim wspólnego języka. Z czasem jednak okazuje się, że wybrana przez nią ścieżka kształcenia bliższe związki wyklucza, a poza tym przed krajem stoi widmo wojny, która może obrócić go w perzynę. 

Wykreowana przez R.F.Kuang fabuła jest pena odwołań do historii Azji, a zwłaszcza Japonii i Chin. W przygotowanym przez wydawcę opisie wydawcy możemy przeczytać, że postać Rin jest inspirowana postacią Mao Zedonga, gdyż autorkę bardzo interesowały mechanizmy przemian kobiety w zdominowanym przez mężczyzn świecie. I faktycznie poświęcenie, na jakie Rin jest gotowa, może zaskakiwać, szokować, a nawet przerażać. 
W tym świecie ważna jest nauka, racjonalne podejście do świata, umiejętność walki, ale znajdzie się także miejsce dla szamanizmu, który jest przecież odmianą magii. Gdzieś tam daleko na zapomnianym przez wielu Panteonie znajdują się bogowie, którzy czasem odpowiadają na wezwania śmiertelników i użyczają im swojej potęgi. Wiadomo jednak, że słabe ludzkie ciało nie znosi dobrze takiej siły i mocy.

Innym ważnym elementem tej historii jest  przedstawione bestialskie okrucieństwo walczących ze sobą armii, na czym, rzecz jasna, najmocniej ucierpiała zwykła ludność. Jest to odwołanie do masakry nankińskiej w 1937 roku, jakiej dopuścili się zdemoralizowani żołnierze japońskiej armii na chińskiej ludności cywilnej. Szacuje się, że  w ciągu sześciu tygodni zamordowano blisko 400 tys. osób, a dowództwo nie robiło nic, aby to powstrzymać. 
Okrucieństwo wojny jest jednym z ważniejszych problemów poruszanych przez autorkę. Drugim rola jednostki, która zdeterminowana może przenosić góry, jeśli się odpowiednio do tego przygotuje.

Historia stworzona przez Rebeccę F. Kuang jest monumentalna i widać, że dopiero nabiera rozpędu. Sporo się już wydarzyło, ale biorąc pod uwagę, że to początek trylogii, można się spodziewać, że to ledwie wierzchołek góry lodowej. Co jeszcze może się wydarzyć? Nawet trudno mi się domyślać. Jestem bardzo mile zaskoczona. Barwnie namalowany słowami świat Orientu wciągnął mnie i zaciekawił. Jakie wyzwania czekają na dziewczynę żołnierza, wcielenie boga Feniksa? To się okaże.

 Dziękuję!

piątek, 14 lutego 2020

Eva Garcia Saenz de Urturi: Rytuały wody

Autor: Eva Garcia Saenz de Urturi
Tytuł: Rytuały wody
Trylogia Białego Miasta, t. 2
Stron: 535
Wydawca: Muza







Jeszcze dobrze nie opadły emocje w sprawie morderstw, które sparaliżowały miasto, a już pewne zaszłości wychodzą na światło dzienne, stając się tłem dla kolejnych, zagmatwanych zbrodni. Druga część Trylogii Białego Miasta rozpoczyna się równie ciekawie i intrygująco jak pierwsza. 
W górach zostaje znalezione ciało kobiety i to w dość nietypowych realiach zbrodni. Użyty do utopienia ofiary kocioł pochodzi jeszcze z czasów celtyckich. Okazuje się także, że zmarła Anna Belen Leano jest młodzieńczą ukochaną komisarza Ayali. Kobieta była we wczesnej ciąży. Zabójca nie próżnuje; umierają kolejne osoby z bliskiego otoczenia bohatera. 

Pierwsza część cyklu zakończyła się dla bohatera tragicznie. Na skutek postrzału doznał uszkodzenia mózgu i stracił mowę. Unai nie podjął od razu rehabilitacji, więc ma sporo zaległości. Motywacją do walki o sprawność i zdrowie będzie dla mężczyzny fakt, że jego przełożona, a także kochanka, komisarz Alba spodziewa się dziecka. Ojcostwo bohatera nie jest co prawda sto procent pewne, ale wystarczy, by Unai rozpoczął współpracę z logopedą, tym samym wracając do pracy w policji w charakterze konsultanta.

W drugiej płaszczyźnie powieściowej cofamy się do wydarzeń sprzed lat 20, gdy Unai i jego koledzy: J, Luxto oraz Asier uczestniczyli w letnim obozie archeologicznym prowadzonym przez charyzmatycznego profesora Saula Tovara. W zajęciach bierze także udział jego nastoletnia córka Rebecca, którą wyraźnie coś dręczy. Czy zwierzenia, które próbuje poczynić są wytworem jej chorej fantazji, czy też może dziewczyna faktycznie mówi prawdę? 

Fabułę części drugiej zbudowała autorka równie pieczołowicie i skrupulatnie jak części pierwszej. Ponownie udało się jej skierować moje podejrzenia w stronę zupełnie kogoś innego. Tym razem modus operandi oparła autorka na barwnych i intrygujących rytuałach celtyckich związanych z wodą i powoływaniem na świat nowego życia. Pogłębiła także rysy psychologiczne postaci; pojawiają się tu dziadek i brat głównego bohatera oraz jego koledzy z czasów nastoletnich, a nawet tajemniczy hakerzy MatuSalem czy Goleden Girl. Nota bene ta ostatnia jest dla całej fabuły bardzo ważna. Najbardziej ciekawą i trudną do jednoznacznego zakwalifikowania jest Ana Belen, typ lolity i kobiety fatalnej, bez jakichkolwiek skrupułów i poczucia winy. 

Książkę czytało mi się bardzo dobrze i po raz pierwszy od dawna zdałam sobie sprawę, że gdyby to nie miała być trylogia, a seria, to wcale bym się nie obraziła.  Bardzo polubiłam klimat miasteczka oraz bohaterów, którzy wciąż mają czytelnikowi wiele do zaoferowania. Z tym większą niecierpliwością czekam na premierę części trzeciej Władcy czasu. 

Polecam gorąco. Świetna powieść z klimatem i frapującą intrygą.

poniedziałek, 10 lutego 2020

Alex Marwood: Zabójca z sąsiedztwa

Autor: Alex Marwood
Tytuł: Zabójca z sąsiedztwa
Stron: 400
Wydawca: ALBATROS









Współczesny Londyn przygnieciony falą upałów. Kamienica z mieszkaniami do wynajęcia. Gospodarz, który nie budzi zaufania. Sześcioro lokatorów z własnymi sekretami, którymi lepiej się nie dzielić. I jeden zabójca, niepozorny, zwyczajny, nie budzący podejrzeń. Mężczyzna, którego żadna kobieta nie chciałby spotkać na swojej drodze. 

Akcja powieści Alex Marwood rozkręca się powoli. Upał rozkłada ludzi na łopatki. Nic nie zapowiada deszczu, dlatego niemal wszyscy mieszkają przy otwartych oknach. Mimo to nikt nie interesuje się życiem sąsiadów, każdy jest skupiony na swoich sprawach. Idealna lokalizacja dla seryjnego zabójcy, czyż nie? 

Przez długi czas autorka jedynie sugeruje nam, kto może być mordercą. Nie nazywa go z imienia, nie podaje szczegółów jego wyglądu, szczodrze za to obdarza nas szczegółami zabiegów, jakim poddaje swoje ukochane. To było obrzydliwe, choć jednocześnie stanowi jeden z większych plusów tej książki. 
W kolejnych rozdziałach poznajemy lokatorów mieszkań. Nic ich ze sobą nie łączy poza pragnieniem bycia potrzebnym, kochanym i akceptowanym. Mamy tu więc Irańczyka - emigranta politycznego, emerytkę, nastolatkę ukrywającą się przed opieką społeczną oraz barmankę, która podpadła mafii. Połączy ich ze sobą jedno wydarzenie, które zmieni życie każdego z nich. W końcu wspólna zbrodnia łączy, nieprawdaż?

Po raz kolejny Alex Marwood mile mnie zaskoczyła. Autorka ma niesamowitą umiejętność do snucia tego typu opowieści i talent do opisywania brudów życia ludzkiego; wypaczonych skłonności, mrocznych, cuchnących sekretów, a na koniec, tworzenia zaskakującego epilogu. Nie ukrywam, że Najmroczniejszy sekret podobał mi się bardziej, ale polecam lekturę Zabójcy z sąsiedztwa ze względu na nietuzinkowe potraktowanie tematu oraz dobitne, realistyczne opisy, które budziły we mnie odruch wymiotny. Jeśli ktoś lubi się obrzydzić, to fragmenty tej powieści z pewnością mu tego dostarczą.  Historia tu przedstawiona daje do myślenia; przerażający jest fakt, że ktoś, kogo znamy jedynie z widzenia może mieć swoją mroczną stronę. Z drugiej strony równie smutny jest fakt, jak mało obchodzą nas inni. Ignorujemy podejrzane hałasy lub zapachy, czyjś krzyk jest jedynie oznaką mocnego imprezowania; zbrodnia może się dziać pod naszym nosem, a będziemy na nią ślepi. W końcu najciemniej jest pod latarnią.

Zabójca z sąsiedztwa to zaskakująco dobra powieść. Polecam.

czwartek, 6 lutego 2020

Elizabeth Chadwick: Pani Anglików

Autor: Elizabeth Chadwick
Tytuł: Pani Anglików
Stron: 504
Wydawca: Prószyński i S-ka








Powieść Pani Anglików można by nazwać prequelem, przedstawia bowiem wydarzenia poprzedzające trylogię o Eleonorze Akwitańskiej. Jej bohaterką jest cesarzowa Matylda, matka Henryka Plantageneta, drugiego męża Alienor. W trylogii Matylda pojawiła się kilka razy, już jako kobieta dojrzała, teściowa Alienor, dlatego, gdy dowiedziałam się o istnieniu książki na jej temat, od razu zapragnęłam ją przeczytać. 

Jest rok 1125. 26-letnia Matylda była żoną cesarza Niemiec i niedawno owdowiała. Jej ukochany mąż Henrich zmarł, pozostawiając ją w żałobie, tym większej, że nie mieli wspólnych dzieci. Na wezwanie ojca Henryka I, króla Anglii, kobieta wraca do ojczyzny, którą opuściła jako mała dziewczynka. Mając na względzie swoje pochodzenie i jeszcze młody wiek zdaje sobie sprawę, że ojciec zechce wydać ją ponownie za mąż, jak najkorzystniej dla korony, rzecz jasna. Gdy jednak dowiaduje się, że ma zostać żoną Godfryda Plantageneta, który ma niespełna 15 lat, jest oburzona i czuje się upokorzona. Nic dziwnego, po doświadczonym mężu, który traktował ją jak partnerkę, ma zostać żoną młokosa, który puszy się niczym kogut. Matylda nie może jednak odmówić. W tamtych czasach i tamtym świecie kobieta nie miała wolnej woli ani własnego zdania. 

Jak podają źródła, a Elizabeth Chadwick skrupulatnie i zgrabnie oddała to w swojej powieści, małżeństwo Matyldy i Godfryda było bardzo burzliwe, co nie przeszkodziło małżonkom doczekać się trzech synów, w tym Henryka, następcy tronu Anglii. 
Wątek Matyldy skupia się głównie na dążeniach bohaterki, by zapewnić dorastającemu Henrykowi sukcesję angielskiego tronu. Walka ta potrwa dobrych kilkanaście lat, a wszystko przez to, że ojciec Matyldy, Henryk I nie ustalił jasno, że to wnuk ma objąć po nim tron. To znaczy wielokrotnie była o tym mowa, baronowie składali przysięgę, ale gdy król zmarł, jeden z jego siostrzeńców, Stefan z Blois objął tron, uzyskując błogosławieństwo papieża, i narażając tym samym Anglię na długoletnią wojnę z poplecznikami Matyldy. 
Drugą bohaterką powieści, i ten wątek bardzo mi przypadł do gustu, jest Alelajda z Louvain, żona Hneryka I i macocha Matyldy. Drobny komizm tej sytuacji polegał na tym, że Adelajda była drugą żoną króla i była w tym samym wieku co Matylda. Z biegiem czasu kobiety zaprzyjaźniły się ze sobą i wspólnie dzieliły troski. Gdy Adelajda po raz drugi wychodzi za mąż, okazuje się, że jej mąż jest stronnikiem króla Stefana, co pozostaje w sprzeczności z interesami Matyldy. Autorka świetnie pokazała dylematy bohaterów, konflikt honoru i więzów rodzinnych. 

Postaci Matyldy i Adelajdy pokazują, że kobiety w tamtych czasach nie miały łatwo. Bohaterki właściwie miały o wiele trudniej niż Eleonora. Jako kobiety nie miały prawa głosu ani możliwości decydowania o sobie, a trudne ciąże i porody narażały ich zdrowie i życie. 

Podobała mi się Pani Anglików, szkoda tylko że autorka nie doprowadziła fabuły do śmierci Matyldy, jak to zrobiła w przypadku Eleonory. Liczyłam, że dojdzie do crosovera i zobaczymy Alienor z perspektywy Matyldy, autorka zdecydowała jednak zakończyć powieść nieco wcześniej. Mimo wszystko to naprawdę dobra powieść historyczna, obfitująca w ciekawostki i detale epoki.

czwartek, 30 stycznia 2020

David Baldacci: Ostatnia mila

Autor: David Baldacci
Tytuł: Ostatnia mila
Seria: Amos Decker, t.2
Stron: 400
Wydawca: Dolnośląskie








Ostatnia mila to moje drugie spotkanie z prozą Davida Baldacciego autora przygód niezwykłego detektywa Amosa Deckera. Pierwsze spotkanie było na tyle mile zaskakujące i obiecujące, że niemal od razu zabrałam się za czytanie części drugiej. Kluczem do sukcesu serii jest postać głównego bohatera, genialnego śledczego, dotkniętego hipermnezją. Powieść W pułapce pamięci (część pierwsza cyklu) utrzymana była w dramatycznym tonie; śledztwo dotyczyło rodziny głównego bohatera. Dlatego byłam ciekawa dalszych jego losów. 

Zgodnie z ustaleniami z agentem FBI Bogartem, Amos szykuje się do objęcia posady w biurze śledczym. Oddział, którego ma być częścią będzie się zajmował niewyjaśnionymi sprawami sprzed lat, rokującymi jednak na rozwiązanie. Gdy jednak Amos słyszy w radio informację o odwołaniu egzekucji na Malvinie Marsie, już wie, że tylko tą sprawą chce się zajmować. Widzi w niej bowiem podobieństwo do tej związanej z jego rodziną. 
Sprawa wydaje się banalna. Melvin Mars został skazany na karę śmierci za zabójstwo swoich rodziców. Odsiedział w więzieniu 20 lat i teraz cudem uniknął zabójczego zastrzyku, gdyż ktoś inny, także przebywający w więzieniu, przyznał się do jego zbrodni. Smaczkiem tej historii jest fakt, że Melvin świetnie zapowiadał się jako wybitny sportowiec, zdolny futbolista, był o krok od podpisania kontraktu o zawodowstwo. Był także dzieckiem mieszanej pary, miał czarną matkę i białego ojca, co jak na tamte czasy było jeszcze pewną rzadkością. 

Zespół pod dowództwem agenta Bogarta bierze sprawę Marsa. Członkami zespołu są poznana w pierwszej części Alex Jamison, zaprzyjaźniona z Amosem dziennikarka oraz dwoje nowych bohaterów, których, póki co, autor trzyma na dalszym planie. Są to psychiatra Alex Davenport oraz inny agent FBI Todd Milligan. 

Po przeczytaniu części drugiej już zdążyłam się zorientować, że prowadzone przez bohatera sprawy nie są proste ani oczywiste. Przypomina to trochę zdejmowanie kolejnych warstw z cebuli. Makabryczne zabójstwo dwójki pozornie zwyczajnych ludzi prowadzi czytelnika  do odległych wydarzeń sprzed 40 lat i okazuje się być wierzchołkiem góry lodowej. Lubię takie stopniowe odkrywanie tajemnic, a Amos ze swoim komputerowym umysłem jest po prostu świetny. Dodatkowo bohater bierze się za siebie i przechodzi na dietę. Jakie będą efekty, to się okaże. 

Lektura Ostatniej mili była bardzo przyjemna i nie nużyła. Autor bardzo skrupulatnie buduje swoje intrygi, dba o szczegóły i wodzi czytelnika za nos. Jeśli ktoś szuka historii sensacyjnej, to przygody Amosa Deckera są dobrą propozycją na wolne dni. Polecam.

sobota, 25 stycznia 2020

Elizabeth Chadwick: Tron królowej

Autor: Elizabeth Chadwick
Tytuł: Tron królowej
Trylogia o Eleonorze Akwitańskiej, t. 3
Stron: 471
Wydawca: Prószyński i S-ka







Trzeci tom losów Eleonory Akwitańskiej otwiera w życiu bohaterki nowy rozdział.
Przez najbliższych 15 lat królowa Anglii będzie więźniem swojego męża, króla Henryka. Jest to kara za podburzanie synów przeciwko ojcu, który ani myśli władzę przekazywać synom. Komfort więzienia będzie zależał od humorów króla. Raz będzie to więc kompletne odosobnienie, bez prawa spotkań z dziećmi lub kimkolwiek i bez prawa odbierania wieści z zewnątrz. Niekiedy zaś, na krótki czas, Eleonora będzie mogła przyjmować gości, widywać się z dziećmi, a nawet przez chwilę być na dworze. To jednak nie jest cała historia. Każde uwięzienie kiedyś się kończy, a królowa  nie powiedziała jeszcze ostaniego słowa.

Jestem po wrażeniem trzeciej części trylogii. To naprawdę niesamowite, ile życia tchnęła autorka w główną bohaterkę, a także w postaci drugoplanowe. Są to postaci historyczne,  w to nikt nie wątpi, ale żyły w epoce średniowiecza, jak dla nas czasach bardzo odległych. Mimo to autorce udało się stworzyć nie tylko świetną powieść historyczną, ale także przedstawić osoby i wydarzenia tak, że same zapadają w pamięć. Eleonora miała wiele twarzy; była matką licznej gromadki dzieci, żoną królów Francji i Anglii, wytrawnym graczem politycznym, ale też ciotką, przyjaciółką, babką. Świat wokół niej podlegał zmianom; kraj razem z nim. Alienor, bo tak się ją nazywa w powieści, pomimo ograniczeń, jakie nakładało na nią bycie kobietą, uczestniczyła w polityce i miała wpływ na ważne decyzje dotyczące losów kraju. Przeżyła obu mężów i niemal wszystkie swoje dzieci, stała się inspiracją i mentorką dla swoich wnucząt i odeszła jako kobieta spełniona i wzór do naśladowania. Ponieważ trzecią część czytałam dość długo po tym, jak skończyłam pierwszą i drugą część, być może dlatego mój odbiór był nieco inny, z dystansem i dojrzalszy. 

Tron królowej, a właściwie cała trylogia o Eleonorze Akwitańskiej to bardzo przyjemne w odbiorze źródło wiedzy o epoce średniowiecza. Czytelnik ma szansę się dowiedzieć, jak wtedy ludzie żyli, jak mieszkali i podróżowali. Najcenniejsza jednak jest wiedza o polityce, w której naczelne miejsce zajmowało pochodzenie i zawarte małżeństwo, postrzegane jako sojusz, kontrakt, do którego obie strony wnosiły ziemie i majątek. Przypieczętowaniem tego miała być liczna gromada potomstwa (dzieci wtedy często umierały w dzieciństwie) synów, jako następców tronu i córek, jako gwarantek korzystnych sojuszy. Brak dzieci oznaczał albo unieważnienie związku, karę Bożą i niską opinię społeczną. Małżonków często dzieliła spora różnica wieku, mężczyzna przed 40 rokiem życia był ju uważany za starca, bywało, że zaręczano dzieci w kołyskach lub żeniono ze sobą bliskich kuzynów.  Małżeństwa zgodne lub z miłości bywały rzadkością, a wierność małżeńska mężczyzn nie obowiązywała, stąd po zamkach roiło się od nieślubnych królewskich i książęcych dzieci, które były dowodem na płodność króla i siłę nasienia, a w dorosłym życiu miały być wsparciem dla następcy tronu. 

Ta mentalność ludzi średniowiecza tak krańcowo różna od naszej dziś, sprawiała, że lektura książki był wielką przyjemnością. Czytałam z zaciekawieniem, niekiedy nawet zniesmaczeniem. 
Tron królowej to dobra lektura dla lubiących powieści historyczne i wyjątkowe bohaterki, a taką bez wątpienia Eleonora Akwitańska była. Bardzo polecam, to pozycja warta uwagi.

wtorek, 21 stycznia 2020

Alex Marwood: Najmroczniejszy sekret

Autor: Alex Marwood
Tytuł: Najmroczniejszy sekret
Stron: 416
Wydawca: ALBATROS









Najmroczniejszy sekret kupiłam na biedronkowym kiermaszu. Przeczytałam początek i książka tak mnie wciągnęła, że skończyłam ją w jedno popołudnie. Nie było to moje pierwsze spotkanie z twórczością Alex Marwood; mam już za sobą lekturę Dziewczyn, które zabiły Chloe, niemniej jednak Najmroczniejszy sekret bardzo miło mnie zaskoczył i okazał się naprawdę dobrą historią. 


W 2004 roku developer budowlany Sean Jackson szykuje się do hucznych obchodów 50. urodzin w gronie rodziny i przyjaciół. W trakcie imprezy znika bez śladu jedna z jego córek bliźniaczek, z drugiego małżeństwa, Coco. Szeroko zakrojone poszukiwania dziewczynki nie przynoszą żadnego rezultatu. Dziesięć lat potem z okazji pogrzebu Seana spotykają się osoby, które były uczestnikami tamtego przyjęcia. Jedna z dorosłych córek Seana, Mila, zaczyna się zastanawiać, co takiego stało się z Coco. Kilka rzeczy wskazuje na to, że przyjaciele Seana nie mówią całej prawdy i ukrywają coś, co w ich mniemaniu mogłoby ich pogrążyć. Czy bohaterce uda się dowiedzieć, jaka jest prawda? 


Tym, co mi się spodobało najbardziej, było pokazanie, jak wiele twarzy może mieć jeden człowiek, zależnie od tego, kto na niego patrzy i kim dla tej osoby jest. Gdy poznajemy Seana z jego narracji, wydaje się dość sensownym, choć humorzastym mężczyzną, człowiekiem sukcesu, wciąż nieustabilizowanym życiowo. Gdy jednak zobaczymy, jak traktuje swoje żony, córki i znajomych, już nie będziemy tak lekkomyślnie obdarzać go sympatią. W osobie Claire, drugiej żony, świetnie autorka pokazała, jak bardzo można się zawieść na drugim człowieku, będąc zaślepionym uczuciem do niego. Sean był dla niej inny, gdy mieli romans; gdy zaś została jego żoną i urodziła mu dzieci, zdała sobie sprawę, że w podobnej sytuacji była jego pierwsza żona, gdy zaczął ją zdradzać z Claire. Równie ciekawą i intrygującą postacią jest młodziutka Simone, która wydaje się zupełnie niegroźna i niepozorna, a przez to jeszcze bardziej niebezpieczna. 


Toksyczne relacje łączące grono znajomych Seana, walka, by utrzymać dobrą reputację i standard życia; Alex Marwood naprawdę świetnie to wszystko rozrysowała. To, ile są w stanie zrobić ci ludzie, aby ich sekrety nie wyszły na jaw, jest szokujące, a jednocześnie tak smutnie prawdziwe. To dlatego druga powieść autorki jest znacznie lepsza niż pierwsza; szokuje, zaskakuje i daje do myślenia. Tutaj nie ma jednej wersji prawdy; każdy ma własną, a jedna ogólna jest dopasowywana do wszystkich. Najlepsze zaś jest to, że wielu rzeczy możemy się domyślać; autorka nie podała nam ich na tacy, jednak ostatnie decyzje Simone są wiele mówiące. 


Polecam Najmroczniejszy sekret; to dobry thriller psychologiczny, ze świetnie zaplanowaną intrygą. Naprawdę warto.


piątek, 17 stycznia 2020

David Baldacci: W pułapce pamieci

Autor: David Baldacci
Tytuł: W pułapce pamięci
Seria: Amos Decker, t.1
Stron: 400
Wydawca: Dolnośląskie








Mija rok od tragedii, która spotkała detektywa Amosa Deckera. Nieznany sprawca bestialsko zabił żonę, córkę i szwagra mężczyzny; nie zostawił żadnych śladów i do tej pory go nie schwytano. 
Amos zrezygnował z pracy w policji, roztył się do monstrualnych rozmiarów i żyje jak uliczny kloszard, imając się mało płatnych zleceń. 
Wszystko zmienia się, gdy na policję zgłasza się człowiek, który przyznaje się do popełnienia owej zbrodni. Uwagę policji i śledczych przykuwa także sprawa strzelaniny w miejscowej szkole średniej; zamaskowany sprawca zabija kilkoro uczniów i nauczycieli, wyjątkowo sprytnie unikając kamer. 
Amos zostaje zatrudniony w charakterze policyjnego konsultanta i szybko przekonuje się, że odkrycie tożsamości zamachowca doprowadzi go do zabójcy jego rodziny.

Książka wciąga do razu. Interesująca i bardzo realistycznie brutalna jest sprawa dokonanych zabójstw oraz modus operandi sprawcy. W bardzo ciekawy sposób pracuje także sam Amos.

Tym, co wyróżnia bohatera z tłumu innych detektywów i śledczych, jest jego nietypowa przypadłość, którą nabył na skutek urazu głowy. Standardowym skojarzeniem dla nas, zwykłych ludzi, jest to, że jeśli dozna się urazu głowy, mózg trwale się uszkadza, zazwyczaj zmieniając swojego posiadacza w warzywo. Jednak bardzo rzadko, ale jednak, istnieje szansa, że w ludzkim mózgu dojdzie do przestasowania (nazywam to jako laik), które uczyni z człowieka geniusza w danej dziedzinie. Klasyfikacja schorzeń nazywa to zespołem sawanta czyli jednostki wybitnie uzdolnionej. Amos Decker ma niezwykłą pamięć. Powiedzieć o niej, że jest fotograficzna to za mało. Amos może wrócić do dowolnego wydarzenia z własnego życia i przeglądać je sobie dowolną ilość razy jak film na dysku. Jego wspomnienia są wciąż żywe i nigdy nie blakną. Obrazy i doświadczenia, które zbiera widzi w swojej głowie w jednolitych kolorach. Dodać, że jest mocno obciążony prywatną tragedią i już mamy nietypowego bohatera, który fascynuje czytelnika i każe siebie obdarzyć zainteresowaniem i sympatią, choć jest tak trudny w codziennym obyciu.

Jednocześnie, co jest ogromną zaletą, Amos z uporem maniaka dąży do rozwikłania sprawy. Nie tylko dlatego, że jest dla niego osobista, ale też dlatego, że ze swoją przypadłością po prostu nie potrafi przyjąć do wiadomości, że czegoś nie wie. I ta właśnie niewiedza pcha go w stronę rozwiązania. Najciekawsze jest, że każdy drobiazg, nawet najmniejszy detal, nieopatrznie wypowiedziane przez kogoś słowo, może stać się katalizatorem do rozwiązania zagadki. Dla postronnego człowieka może to nie mieć znaczenia. Dla Amosa ma wielkie.

Gdy już wydaje się, że udało się odkryć tożsamość zabójcy, autor odkrywa przed nami nowe poszlaki i okazuje się, że cała sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana niż się wydawało na początku. Fabuła wciąż przykuwa uwagę czytelnika i nie pozwala się nudzić. Dawid Baldacci bardzo starannie ułożył całą intrygę, wysoko tym stawiając poprzeczkę i mam nadzieję, że kolejne części o przygodach Amosa Deckera będą równie dobre. Polecam miłośnikom rasowych thrillerów. 

wtorek, 14 stycznia 2020

Katherine Woodfine: Szmaragdowy smok

Autor: Katherine Woodfine
Tytuł: Szmaragdowy smok
Seria: Tajemnice Domu Handlowego Sinclairs, t.3
Stron: 336
Wydawca: Dwukropek 








Szmaragdowy smok to trzecia część cyklu o przygodach pracowników największego wówczas w Londynie Domu Handlowego Sinclairs. Szalone, często niebezpieczne przygody Sophie, Lill oraz ich przyjaciół zdążyły już zaskarbić sobie moją sympatię, a lektura kolejnej powieści jest wielką przyjemnością. 
Po poważnym starciu z gangsterem Baronem, w życiu naszych bohaterów nastał spokój. Nie oznacza to, że wszystkie zaszłości znalazły swój finał, ale zakończenie poprzedniego tomu z pewnością skierowało wiele spraw na nowe tory. Jedno jest pewne, nie było to ostatnie spotkanie z Baronem, byłoby to bowiem zbyt proste. 

Jest wrzesień 1909 roku, dość paskudna deszczowa jesień. Sophie zajmuje się drobnymi zleceniami detektywistycznymi, a Lil spełnia się w teatrze w roli Arabelli. Słowem zapanowała pewna stagnacja. I właśnie w tym momencie w życie bohaterek wkracza Jack, brat Lil, który rzucił prawo i został studentem sztuki. Jego pojawienie się połączy ze sobą dwa światy: studentów uczelni sztuk pięknych oraz pracowników Sinclairs. 

Niebawem w Domu Handlowym ma zostać otwarta kolejna wystawa prac dawnych mistrzów malarskich, a jej najważniejszym eksponatem będzie słynne dzieło Szmaragdowy smok Cassellego. Co ciekawe kilka miesięcy wcześniej z innej wystawy skradziono obraz z tej samej kolekcji Biały smok. Nic więc w sumie dziwnego, gdy dzień przed otwarciem wystawy znika także Smok szmaragdowy. Dowiadujemy się, że słynnych smoków było siedem i że są one przedmiotem wielu dyskusji i elektryzują znawców. Gdy skradziony zostaje Szmaragdowy, kurator wystawy pan Lyle popada w rozpacz. Winną kradzieży zostaje okrzyknięta skromna studentka Lenora Fitzgerald, szybko jednak okazuje się, że domniemany udział dziewczyny w tej sprawie jest zaledwie wierzchołkiem góry lodowej. 
Sophie, Lil oraz chłopcy, a także Jack i przyjaciele Leo ze studiów jednoczą siły, by udowodnić jej niewinność i odnaleźć prawdziwego sprawcę kradzieży. Zagadnienie okazuje się znacznie bardziej skomplikowane niż bohaterowie początkowo sądzili i robi się coraz bardziej niebezpiecznie.

Po raz kolejny autorce udało się wciągnąć mnie, jako czytelnika, w klimat i specyfikę epoki. Kolejne rozdziały zaczynają się w ten sam sposób, to znaczy od fragmentu opisu kolejnych smoków, które być może zawierają ukryty przekaz możliwy do odczytania tylko wtedy, gdy posiada się je wszystkie. Odkrycie tajemnicy poprowadzi nas do tajnego stowarzyszenia, realizującego własny plan. Czy naszym bohaterom uda się go udaremnić i odzyskać Szmaragdowego smoka?
Na minus przemawia fakt, że, w moim odczuciu, na pierwszy plan wysunięto Leo, spychając tym samym na bok Sophie i Lil, trochę mi się to nie podobało. 

W ogólnym rozrachunku lektura wypada bardzo dobrze. Akcja idzie sprawnie do przodu, pojawiają się także bohaterowie z poprzednich części, co daje fabule spójność i ciągłość. Sprawnie przeprowadzone zakończenie satysfakcjonuje i obiecuje dużo więcej w kolejnej części. I aż żal opuszczać Sinclairs. 

Szmaragdowy smok to bardzo przyjemna lektura, zarówno dla czytelnika w każdym wieku.

niedziela, 12 stycznia 2020

Eva Garcia Saenz de Urturi: Cisza białego miasta

Autor: Eva Garcia Saenz de Urturi
Tytuł: Cisza białego miasta, t.1
Stron: 572
Wydawca: MUZA









Od momentu premiery na polskim rynku czyli od lutego 2019 roku o powieści Cisza białego miasta wybrzmiewają same superlatywy. Jak to zwykle bywa, gdy coś ma taki rozgłos, omijam to, dlatego bardzo długo było mi z tą książką nie po drodze. Okazja, by ją przeczytać, nadarzyła się w minione już święta. I teraz już wiem, że niepotrzebnie tyle zwlekałam. Powieść jest bardzo dobra i nie jestem w tej opinii odosobniona, najpierw bowiem przeczytała ją moja Mama i od razu sięgnęła po część drugą, a teraz niecierpliwie czeka na trzecią.

Północna Hiszpania, miasto Vitoria, będące stolicą Kraju Basków. Jest koniec lipca 2016 roku. Niedługo, po 20 latach odsiadywania wyroku w więzieniu za brutalne zbrodnie, na przepustkę ma wyjść ich domniemany sprawca, archeolog i celebryta, Tasio Ortiz de Zarate. Kwestia ta nie elektryzowałaby nikogo tak bardzo, gdyby nie fakt, że zostaje popełniona kolejna zbrodnia, z użyciem tych samych szczegółów, co przed laty. Morderca dobierał swoje ofiary pod względem wieku i nazwisk, nic więc dziwnego, że w mieście zaczyna panować panika. Tasio Ortiz jednak wciąż przebywa w więzieniu, więc kto jest sprawcą? Wspólnik, naśladowca? A może jeszcze ktoś inny?

Główny bohater powieści i prowadzący śledztwo profiler policyjny Unai Lopez de Ayala ma do tej sprawy bardzo osobisty stosunek, gdyż od tego właśnie zaczęła się jego policyjna kariera. Dlatego nie potrafi odpuścić i z uporem maniaka drąży i poszukuje śladów.

Historię poznajemy z dwóch perspektyw czasowych. Obecnie czyli w upalne dni lipca i sierpnia śledzimy starania policji, by uchwycić zabójcę, który za każdym razem wydaje się być o krok przed policją. Zabójstwa są bardzo starannie zaplanowane, ofiary dobrane, a sceneria pełnej zabytków Vitorii niezwykła. Klimatu dodatkowo dodaje czas, w którym akcja się toczy. Całe miasto żyje przygotowaniami do Fiestas de la Virgen Blanca święta Matki Bożej znanej tutaj pod nazwą Biała Panienka. Ulice starówki zapełniają się tłumami miejscowych i przyjezdnych i na 6 kolejnych dni miasto zmienia się w jedną wielką fiestę, pełną przeróżnych atrakcji, takich jak tańce, rywalizacje sportowe, fajerwerki, korrida, parady, koncerty i wiele innych. Autorka swobodnie wplata motywy tego święta w fabułę powieści i robi to niezwykle naturalnie i zgrabnie. Z kart powieści aż bije ten upał, klimat zabawy i fiesty.

Druga perspektywa sięga lat 70 ubiegłego wieku i opowiada o młodości i małżeństwie Blanki Ortiz de Zarate, a więc matki Tasia. Nietrudno się więc domyślić, że to wtedy wydarzy się coś, co ma wpływ na obecne wydarzenia.

Rozwiązanie zagadki nie jest takie łatwe i oczywiste jak mogłoby się wydawać. Liczy się tu każdy detal i szczegół i przyznam, że sama nie domyśliłam się, kim jest zabójca. To znaczy wydawało mi się, że już wiem, ale sprawa okazała się znacznie bardziej skomplikowana.

Książkę czyta się niezwykle dobrze, chodzi mi o to, że wszystko jest tak skonstruowane, że nie nuży i wciąż coś się dzieje. Myślę, że duża w tym zasługa głównego bohatera oraz otaczających go ludzi, członków rodziny, przyjaciół, współpracowników. Każdy z nich ma jakieś sekrety, przeżył coś co go określa i kształtuje jako człowieka. Dzięki temu nigdy nie jest nudno. Lektura Ciszy białego miasta była dla mnie wielką przyjemnością, po raz kolejny przekonałam się, że Hiszpanie mają talent do snucia niezwykłych i wciągających historii. To dlatego już bez ociągania, sięgam po kontynuację trylogii (bo tak, to trylogia) zatytułowaną Rytuały wody.

Polecam powieść miłośnikom dobrych thrillerów. Naprawdę warto, bo jest to pozycja inna od pozostałych tego gatunku.

czwartek, 9 stycznia 2020

Holly Black: Królowa niczego. Przedpremierowo!

Autor: Holly Black
Tytuł: Królowa niczego, t.3
Data premiery: 15.01.2020.
Stron: 360
Wydawca: Jaguar








Kilka dni temu w moje ręce trafił przedpremierowy egzemplarz trzeciej części trylogii o magicznej i fascynującej krainie elfów autorstwa Holly Black. Ponieważ druga część zakończyła się spektakularnym cliffhangerem, oczekiwanie na część trzecią było istną torturą. 

Jude Duarte, śmiertelniczka, która zakręciła elfim światem i zasiała na dworze królewskim istny zamęt, została z tego świata wygnana. Nie chcę tutaj pisać więcej, aby nie psuć przyjemności z czytania tym, którzy jeszcze serii nie znają. Jednak muszę powiedzieć, że nie tak miało być. Związek Cardana i Jude już tak mocno się zaawansował, a tu taki cios. Dlaczego, dlaczego, dlaczego, chciałoby się raz po raz zadawać to pytanie? Co siedziało Cardanowi w głowie i co teraz? Obecnie już znam odpowiedzi, jestem po lekturze części trzeciej i jestem spokojna. Czytałam też recenzje innych czytelników i wreszcie rozumiem żal i rozczarowanie niektórych. Ale po kolei. 

Jude, po decyzji wygnania, stara się zadomowić na nowo w świecie śmiertelników. Staje zatem przed tak przyziemnymi sprawami jak opłacenie rachunków czy pomoc w lekcjach elfiemu braciszkowi Dębowi. Z drugiej strony dziewczyna nie potrafi zapomnieć o świecie elfów i wybaczyć sobie, że tak się dała Cardanowi podejść, pozwalając tym samym wyeliminować się z politycznej szachownicy władzy. A przecież tyle wycierpiała, wytrzymała, zniosła, zaryzykowała. A potem popełniła dodatkowy błąd: zakochała się. 

Obecnie Jude bierze zlecenia polegające na zabijaniu potworów atakujących ludzi i, choć wymaga to ciężkiej pracy i bohaterka nie raz obrywa, pieniądze z tego są całkiem niezłe.
Wkrótce potem nadarza się okazja, by wrócić do Elphame i wyrównać rachunki. Jude oczywiście skwapliwie z niej skorzysta. Nie jest to takie trudne, gdy ma się siostrę bliźniaczkę. A co w Elphame? Kraj stoi na skraju wojny. Co prawda Cardan trzyma podległe sobie królestwa żelazną ręką, ale ojczym Jude, Madoc, już zbiera siły, by sięgnąć po koronę. Jude będzie musiała wybrać stronę, po której się opowie. 

Tak mniej więcej do połowy książka trzyma poziom swojej poprzedniczki. Jude wraca do królestwa elfów, ze zdziwieniem zastaje pewne zmiany, ale też widzi, że jej wpływ wciąż istnieje. Sama scena ze złamaniem korony i to co się dzieje później jest spektakularne, naprawdę czytałam z wypiekami na twarzy. Potem akcja nieco zwalnia i konsekwentnie prowadzi nas do zakończenia, którego większość się nie spodziewała. Czy faktycznie autorka poszła na łatwiznę i dała czytelnikom za dużo słodyczy? Czy ja, jako czytelnik, jestem rozczarowana? Nie. Fakt, można było ciągnąć akcję dalej; komplikować ją intrygami z dworu i kolejnymi scysjami Jude i Cardana. Z drugiej jednak strony jak długo można to ciągnąć? Takie odbijanie piłeczki dobre jest dla oper mydlanych, gdzie bohaterowie na przemian to kłócą się, to godzą. Myślę, że autorka zrobiła, to co musiała. Pozwoliła, by tym razem królestwo uratowała księżniczka i dostała je w pakiecie razem z księciem w nagrodę. 

Jako czytelnik jestem spokojna. Zakończyło się, jest happy end, trzeba czytelniczo żyć dalej. Najważniejsze jest to, że trylogia Holly Black to naprawdę kawałek dobrej historii o świecie elfów. Jest barwna, czarująca i porywa jak rwący potok. Chce się ją czytać. Autorka dba o detale, zwyczaje, reguły etykiety, szczegóły wyglądu wnętrz i poszczególnych ras. Bardzo lubię taką pieczołowitość. Dlatego polecam, oczywiście jak najbardziej. Sama zaś z pewnością jeszcze do tej historii wrócę.




Dziękuję!