wtorek, 25 kwietnia 2017

Frode Granhus: Sztorm

Autor: Frode Granhus
Tytuł: Sztorm
Seria: Rino Carlsen, t.2
Stron: 320
Wydawca: Świat Książki






Z wielką niecierpliwością czekałam na moment, w którym Sztorm pojawi się na polskim rynku książkowym.

Po wiosennej lekturze Wiru, stałam się zadeklarowaną zwolenniczką tego typu historii i tego autora. Dramaty kryjące się w zaciszu małych norweskich miejscowości, zadawnione tragedie, zmowa milczenia i przypadek, decydujący o tym, że sprawa wraca na wokandę.

Na krótki czas poznany w pierwszym tomie Rino Carlsen przenosi się z Bodo do pobliskiego Reine. Akurat ruszyło tam nowe śledztwo w związku ze znalezionym w skalnym osuwisku szkieletem nastolatka. Ślady na kościach sugerują długotrwałą przemoc domową. Rozpoczyna się grzebanie w przeszłości, co jest o tyle trudne, że liczba mieszkańców Reine jest bardzo mała, a ludzie raczej niechętnie rozmawiają z policją.

Równolegle z prowadzonym przez Rino dochodzeniem, śledzimy losy tajemniczego pacjenta domu opieki, ofiary straszliwych poparzeń, które odebrały mu zdolność mówienia i w ogóle porozumiewania się z otoczeniem. Od razu mamy świadomość, że to, co go spotkało jest w pełni zasłużone i nie współczuje mu się zbytnio. Czy nie nazbyt pochopnie? 

Poznając lepiej środowisko Lotofów (z norweskiego nabrzeże) Rino odkrywa tajemnicę rysowanych dziecięcą ręką masek. Czy poskłada układankę w całość, zanim będzie za późno?

Trochę brakowało mi  w poznanego w tomie pierwszym Niklasa Hultina. Żywię ogromną nadzieję, że autor nie porzuci tej postaci i da jej szansę w kolejnych swoich powieściach, gdyż moim zdaniem ma ona ogromny potencjał, który można wykorzystać i na gruncie zawodowym, jak i prywatnym. Sam Rino Carlsen to mężczyzna zupełnie zwyczajny. Łysiejący rozwodnik, nie umiejący dogadać się z byłą żoną, o którą jest trochę zazdrosny, jak i z dorastającym synem, który zmaga się z tak nielubianą w szkole nadpobudliwością psychoruchową. Żaden z niego wybitny detektyw, jest jednak dociekliwy, a to ważna cecha w tym zawodzie. 

Powieść składa się z krótkich rozdziałów: najdłuższy ma trzy, a najkrótszy tylko pół strony, co ma swoje plusy i minusy. Oszczędność w słowach daje wrażenie migawek; szybko przeskakujemy między scenami w domu opieki, śledztwem prowadzonym przez Rino oraz innymi kluczowymi bohaterami, takim jak miejscowy jąkała, czy szef lokalnego posterunku policji. Dzięki temu akcja dość sprawnie biegnie do przodu. Z drugiej strony, miejscami miałam wrażenie niedosytu, bo informacje podawano bardzo skąpo. 

Intryga jest dość złożona i trudno domyślić wszystkich powiązań, ale dzięki temu, że w sprawę jest wmieszanych tyle osób, tak dobrze się czyta. Kiedyś to poczucie dezorientacji trochę mnie irytowało. Teraz już wiem, że wystarczy dać się ponieść wydarzeniom. Po drodze to, co mało istotne odpadnie, a to co ważne zostanie i wszystko stanie się bardziej klarowne. 

Pierwsza część zatytułowana Wir podobała mi się bardzo, Sztorm trochę mniej, ale biorąc pod uwagę całokształt czyli zimny, północny klimat, trupy pochowane w drewnianych szafach oraz ciekawe powiązania między mieszkańcami i tak wychodzi na wielki plus. 

Sztorm można czytać bez znajomości pierwszego tomu, dlatego polecam każdemu czytelnikowi, który ma ochotę na skandynawskie klimaty.

Dziękuję!

sobota, 22 kwietnia 2017

Gaard Sven: Piekło otwarte

Autor: Gaard Sven
Tytuł: Piekło otwarte
Seria: Tommy Bergamnn t. 2
Stron: 544
Wydawca: Media Rodzina






Mimo że dopiero debiutuje w dziedzinie literatury, to jest to debiut z przysłowiowym przytupem. Gaard Sven zgarnął już niemal wszystkie nagrody zarezerwowane w Norwegii dla tego typu powieści. 
Piekło otwarte to druga książka z serii o detektywie Bergmannie, mężczyźnie nieco życiowo zwichrowanym, jednak budzącym w czytelniku sympatię. 

Fabuła drugiej części serii jest oparta na sprawie, która w Skandynawii zyskała w ostatnich latach niesamowity rozgłos. Okrzyknięty szwedzkim Hannibalem Lecterem, Thomas Ouick trafił do zamkniętego zakładu psychiatrycznego. Przyznał się do brutalnych zabójstw 33 osób, głównie młodych chłopców. Sprawa Quicka była największym i najbardziej kosztownym procesem w historii szwedzkiego wymiaru sprawiedliwości, tyle tylko że z biegiem lat zeznania oskarżonego, zaczęły budzić coraz więcej wątpliwości, głównie dlatego, że rażąco rozmijały się z pewnymi faktami dotyczącymi konkretnych spraw. Obecnie coraz więcej wskazuje na to, że Ouick jest nie tyle zabójcą, ile notorycznym kłamcą, który wodził za nos cały wymiar sprawiedliwości tylko po to, by zyskać rozgłos i sławę. 

W powieści Piekło otwarte detektyw Bergmann staje przed kolejnym wyzwaniem, być może kluczowym w jego nadwątlonej ostatnio karierze. Znaleziona w ciężkim stanie młodociana prostytutka trafia do szpitala. Odniesione przez nią obrażenia, prowadzą śledczych do sprawy, którą już dawno zamknięto, co więcej sprawca od dawna siedzi za kratkami. Czyżby trafił się naśladowca? Może morderca miał wspólnika? A może Anders Rask kłamie i zabijał ktoś inny? 
Pytania i wątpliwości mnożą się. W sprawę jest też uwikłana matka jednej z ofiar, co potęguje tajemniczość całej sytuacji. 

Bardzo przyjemnie było ponownie spotkać Tommy'ego Bergmanna. Pozornie to zwykły policjant, ma jednak intrygującą przeszłość, której sam jeszcze do końca nie odkrył. Z tego zaś wynikają problemy, z którymi boryka się w życiu zarówno zawodowym, jak i prywatnym. Ma swoje za uszami, z niewiadomych jemu i czytelnikowi powodów, pobił swoją żonę, choć nigdy za brutala nie uchodził. Teraz ma wrażenie, że przeszłość upomina się o niego, że sprawy, które jego matka zostawiła, uciekając z nim, od niepoznanego nigdy ojca, wracają z siłą tornada. Czy dolegliwości bohatera mają swoje źródło w przeszłości? Prawdopodobnie tak i z ogromną niecierpliwością czekam na trzecią część serii. Wtedy bowiem poznamy nie tylko tajemniczą przeszłość detektywa, ale też kulisy sprawy, której nie domknięto w finale części drugiej. 

Piekło otwarte czytałam w ogromnym zaciekawieniem i podobała mi się ta książka bardziej niż cześć pierwsza. Pogłębiony rys psychologiczny głównego bohatera sprawił, że cała historia nabrała zupełnie innego wymiaru i mocniej mnie do siebie przyciągnęła. 
Polecam powieść nie tylko miłośnikom kryminałów z mroźnej Północy. Myślę, że każdy fan sensacji znajdzie tu coś dla siebie. 

Dziękuję!

czwartek, 20 kwietnia 2017

W poszukiwaniu serca Matki Natury czyli Vaiana. Skarb Oceanu.

Tytuł: Vaiana. Skarb Oceanu.
Reżyseria: Ron Clements, John Musker
Scenariusz: Jared Bush
Czas trwania: 113 min.
Wytwórnia: Walt Disney






Wyspy archipelagu Oceanii. Raj na Ziemi. Plemię młodej Vaiany żyje w spokoju i dobrobycie.  Twardo trzymają się jednak pewnych zasad, z których najważniejszą jest, by nie wypływać poza granice laguny. Wódz Tui, ojciec dziewczyny, jest w tej kwestii nieprzejednany i wymaga tego od wszystkich, a od swojej córki zwłaszcza. 
Vaiana tymczasem ewidentnie ocean ma we krwi, co widać już w pierwszych scenach filmu, gdy malutka wchodzi do wody, a ta usłużnie cofa się przed nią. 

Raj ten ma jednak pewną skazę. Stara legenda głosi, że morski bóg Maui ukradł serce Defiti, powodując tym stopniowe obumieranie kolejnych wysp. I faktycznie: wracający z połowów rybacy przywożą puste sieci, a tropikalne drzewa nie chcą rodzić owoców. Porywcza Vaiana chętnie udałaby się na połowy poza lagunę, ale jej ojciec nie chce o tym słyszeć.
Niedługo potem umiera babcia dziewczyny, przed śmiercią jednak opowiada wnuczce historię plemienia. Wynika z niej, że przodkowie Vaiany byli odkrywcami, badali nowe lądy i zasiedlali je. Potem jednak to zarzucono na rzecz osiadłego trybu życia, a przepiękne łodzie schowano w starej grocie. Zdaniem babci Vaiany, jej wnuczka została wybrana, by odnaleźć Mauiego i skłonić go do oddania serca Deftiti.
Nie mając nic do stracenia, Vaiana wyrusza w podróż za jedynego towarzysza mając jedynie sfiksowanego kurczaka. Znalezienie Mauiego nie będzie trudne. O wiele trudniejsze okaże się dogadanie z nim, wytatuowany półbóg jakoś nie chce bowiem ani naprawiać wyrządzonych przez siebie szkód. W ogóle okaże się, że trudno się z nim dogadać.

Miło widzieć, że twórcy Zwierzogrodu i Krainy Lodu nie spoczywają na laurach. Świat przedstawiony Vaiany zachwyca kolorami i porywa przepychem rajskich wysp. Aż by się samemu tam chciało być. Jest to ten typ przepychu, który jest nam dane oglądać w filmach przyrodniczych, a tutaj przecież mamy animację i wszystko wydaje się tak rzeczywiste i prawdziwe.
Vaiana i Maui to doprawdy dziwna para. Ona narwana, ale honorowa, bo leży jej na sercu dobro plemienia. On nadpobudliwy narcyz, który jednak, gdy trzeba, łapie za swój magiczny hak i rusza do boju.
Film ogląda się bardzo przyjemnie. Mamy tu mnóstwo przepięknych plenerów, kilka miłych dla ucha piosenek, sporo zabawnych scen z udziałem kurczaka oraz usłużnej i nadzwyczaj inteligentnej wody. Zachwycają sceny na oceanie, gdy Maui i Vaiana walczą z demonem lawy, coś niesamowitego.

Dzieciom z pewnością spodoba się to wszystko, o czym już napisałam powyżej. Kurczak jest naprawdę uroczy, a Maui ma taki zabawny tatuaż, który uosabia jego sumienie.
Starsi miłośnicy tego typu animacji docenią inne efekty starań disneyowskich twórców, takie jak ciekawa intryga, odwołania do kultury codziennej i masowej, zabawne dialogi, czy choćby fakt, kim tak naprawdę był demon lawy.

Jednej rzeczy tylko nie rozumiem, jeśli idzie o polski przekład tytułu. W oryginale główna bohaterka ma na imię Moana i brzmi to przecież całkiem dobrze, dlaczego więc nie można było tego tak zostawić? No cóż. Pomijając ten drobny szczegół, polecam seans. Animacja warta uwagi.

wtorek, 18 kwietnia 2017

W dniu premiery! Ian McGuire: Na wodach Północy

Autor: Ian McGuire
Tytuł: Na wodach Północy
Stron: 336
Wydawca: Prószyński i S-ka








Powieść Na wodach Północy skusiła mnie okładką i obietnicą treści. Co prawda tematyka wydaje się bardziej dla mężczyzn, ale przyznaję, że lubię ciężką prozę, w której człowiek, w warunkach ekstremalnych, zmuszony jest walczyć o przetrwanie, a największym zagrożeniem jest dla niego drugi człowiek. 

Rok 1859, Anglia.
Młody lekarz Patrick Sumner dołącza do załogi statku wielorybniczego Ochotnik. Posada lekarza na statku jest nudna i kiepsko płatna, jednak po tym jak dyscyplinarnie wyrzucono go z armii, Sumner nie może wybrzydzać. Celem wyprawy jest pozyskanie jak największej liczby foczego i wielorybiego tłuszczu, choć nieoficjalnie mówi się, że wyprawy te przestają być rentowne, gdyż olej wielorybi przegrywa z naftą i olejem węglowym. Jest to więc zapewne jedna z ostatnich takich wypraw.

Początkowo wszystko wydaje się iść zgodnie z planem. Kiedy jednak zupełnie niespodziewanie załoga znajduje ciało uduszonego chłopca okrętowego na załogę pada blady strach. Wśród nich jest morderca i to wyjątkowo okrutny, skoro zamordował dziecko. 
Chcąc nie chcąc Sumner przyjmie na siebie rolę, detektywa to może za dużo powiedziane, ale kogoś, kto będzie musiał odkryć prawdę i dochodzić sprawiedliwości. Wolałby co prawda utonąć w przyjemnej mgle laudanum, ale niestety nie będzie mu to dane. 

Początkowo trochę dziwne wydawało mi się, że autor już od razu zdradza czytelnikowi tożsamość zabójcy. Swoją drogą bohater ten budzi dreszcz zgrozy; pogodny, bez jakichkolwiek skrupułów, czy wyrzutów sumienia, zabija, bo ma taką potrzebę i to wszystko. Przypomina węża, który od razu wiadomo, będzie kąsał, a jeśli chwilowo tego nie robi, to dlatego, że nie musi.  Z biegiem fabuły okazuje się, że samo zabójstwo to jedynie wierzchołek góry lodowej, albo nazwijmy to inaczej, wypadek przy pracy, a chodzi tu zupełnie o coś innego.
Długo jednak tego nie widać i dopiero pod koniec, gdy czujność czytelnika nieco opadnie, wszystko staje się jasne, a poszczególne elementy układanki nabierają sensu.

Powieść Na wodach Północy to twarda, męska proza. Rzeczywistość opisana konkretnym, często brutalnym językiem, przedstawiona tak jaką się ją widzi, bez zbędnego słodzenia i wygładzania. Opisy polowań na foki i wieloryby są bardzo naturalistyczne, a zachowanie i czyny bohaterów to bezpardonowa i ostra walka o przetrwanie. Powieść czyta się tak, jak prawdziwą relację z podróży, zaś wątek kryminalny tylko dodaje całości smaczku. To dlatego książka z pewnością spodoba się fanom XIX-wiecznej marynistyki i wypraw połowowych w rejony Oceanu Arktycznego. Czytelniczkom o słabszych nerwach i wrażliwości na wulgarny i sprośny język raczej nie polecam. Mogą one książkę kupić swoim mężczyznom. Tym polecam jak najbardziej.


Dziękuję!

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Anna Hope: Sala balowa

Autor: Anna Hope
Tytuł: Sala balowa
Stron: 304
Wydawca: Świat Książki








Miłość to szalony, nieobliczalny żywioł. Pojawia się znienacka i porywa człowieka z siłą wodospadu. Wielu mówi, że potrafi pokonać wszystko, nawet śmierć.       A czy potrafiłaby wyrwać człowieka z okowów szaleństwa? W myśl teorii autorki powieści Sala balowa, tak.

Sharston w hrabstwie Yorkshire to olbrzymi szpital o charakterze zamkniętym. Blisko 2 tysiące pacjentów to najcięższe i nie rokujące na wyzdrowienie przypadki. Jest rok 1911 i mimo, że to początek nowego wieku, to na temat ludzkiej psychiki i tajników ludzkiego mózgu, medycyna wie śmiesznie mało. Wszystkie zachowania nieakceptowalne społecznie u kobiet, tłumaczy się histerią czyli przemieszczającą się po kobiecym ciele macicą. Każdą zmianę nastroju czy drobne objawy apatii zalicza się do kategorii upośledzenia umysłowego. Jedynym zaś lekarstwem winna być całkowita sterylizacja chorego. Dziś może się nam to wydawać oburzające, czy absurdalne, bo przecież pacjent ma prawo do samodzielnego decydowania o własnym zdrowiu, wtedy jednak postrzegano to zupełnie inaczej. 

Fabułę przedstawiono z trzech perspektyw: dwójki pacjentów i jednego lekarza, dzięki czemu mamy wgląd w obie strony barykady. 
Gdyby spojrzeć na sytuację pacjentów, widać, że kobiety mają zdecydowanie trudniej. Nie wolno im wychodzić poza obręb murów, co już samo w sobie wstrzymuje proces powrotu do zdrowia, brak świeżego powietrza i słońca, jest dla wielu kobiet zabójczy. Oprócz tego ciężko pracują, o ile pozwala na to ich zachowanie, na przykład w pralni, gdzie odór chemikaliów jest dla nich bardzo szkodliwy. Mężczyźni traktowani jako darmowa siła robocza mogą wychodzić na zewnątrz, gdzie albo pomagają przy żniwach okolicznym rolnikom, albo kopią groby dla innych pacjentów. Jednak dzięki pobycie na świeżym powietrzu wielu z nich znacznie lepiej znosi pobyt w szpitalu. 

Ella i John są pacjentami szpitala od stosunkowo niedawna. Spotykają się przypadkiem dzięki przedsięwzięciu nowego lekarza, który postanawia sprawdzić, jak muzyka klasyczna może wpłynąć na pacjentów. Charles Fuller kompletuje orkiestrę i w piątkowe wieczory organizuje coś w rodzaju potańcówek. To tam spotykają się bohaterowie: ona po załamaniu nerwowym, on w depresji po rozpadzie rodziny i śmierci dziecka. 
Co najciekawsze, uczucie rodzące się między bohaterami, bardzo długo pozostaje w sferze samych tylko spojrzeń i przelotnych dotyków podczas tańca. I to właśnie jest w nim najpiękniejsze. Widać, jak po miłości, przychodzi nadzieja, a z nią szansa na wyzdrowienie. Czy w tak nieprzyjaznych warunkach miłość może zakończyć się happy endem? Tego nie zdradzę. 

Jeszcze ciekawsza jest postać młodego lekarza, entuzjasty muzyki klasycznej i gry na skrzypcach. Ten młody lekarz sprawia sympatyczne wrażenie, ale tylko do czasu. Gdy odkrywa w sobie uczucia uznawanie wówczas za przejaw choroby i degeneracji, zmienia się nie do poznania w fanatycznego zwolennika teorii Churchilla o sterylizacji upośledzonych czy członków społecznej biedoty. Działa to zupełnie tak, jakby nie akceptując siebie, starał się wykorzenić to coś w innych. Stąd już bardzo blisko do tego, by z lekarza stać się pacjentem. 

Powieść ta jest dedykowana prapradziadkowi pisarki. Był on pacjentem szpitala, który stał się pierwowzorem powieściowego Shastron i cierpiał na bardzo podobne dolegliwości, jak John. 
Sala balowa to przepiękna, choć smutna w swej wymowie, powieść. Trochę zawiodło mnie zakończenie, choć rozumiem, że być może autorka chciała uniknąć niepotrzebnej ckliwości. Wspaniale oddano surowy klimat Yorkshire, czułam się, jakbym sama tam była. 
Polecam. Bardzo wartościowa pozycja.

 Dziękuję!

piątek, 14 kwietnia 2017

Gdy nie ma człowieków, zwierzaki harcują czyli Sekretne życie zwierzaków domowych

Tytuł: Sekretne życie zwierzaków domowych
Reżyseria: Chris Renaud, Yarrow Cheney
Scenariusz: Cinco Paul, Ken Daurio
Czas trwania:90 min.
Wytwórnia: Universal Pictures






Znacie takie sytuacje, elementy promocji filmowej lub książkowej, że sam zwiastun lub trailer okazują się dużo lepsze niż cały utwór? Sklejony z najlepszych scen nie dość, że zdradza za dużo fabuły, to jeszcze obiecuje istne gruszki na wierzbie, gdy tymczasem okazuje się, że są to raczej zwykłe bazie. 
W moim przypadku tak właśnie było z filmem Sekretne życie zwierzaków domowych. Czekałam na niego odkąd tylko w sieci pojawił się zwiastun czyli w sumie od czerwca 2015 roku. Najlepszą rekomendacją było dla mnie, że film zrobili twórcy moich ukochanych Minionków. Czekałam, czekałam, oczekiwania rosły i wreszcie obejrzałam. 

Nowy Jork, jeden z wieżowców mieszkalnych. Mieszka tu oczywiście wielu ludzi, a niemal każdy ma swojego pupila: psa, kota, świnkę morską, rybki czy kanarki. Gdy ludzie wychodzą do szkoły i pracy, zwierzaki zostają same i czekają na powrót swoich pańciów. Ekhem! Serio? No, nie do końca czekają. Bo okazuje się, że nasze zwierzaki mają swoje życie, o którym, my ludzie, nie mamy zielonego pojęcia. Robią rzeczy, o które nigdy byśmy ich nie posądzali: jedzą, słuchają głośnej muzyki, imprezują, słowem oddają się błogiej hedonii. 

Głównym bohaterem jest mały terrier Max, którego życie gwałtownie się zmienia, gdy jego pani Katie przyprowadza do domu kolejnego lokatora, wielkiego kudłatego owczarka o imieniu Duke. Max jest oburzony i przerażony, dotąd miał swoją Katie tylko dla siebie i tak ma pozostać. Postanawia więc pozbyć się rywala. W ten sposób oba psy trafiają na ulicę, gdzie najpierw stoczą walkę z gangiem dzikich kotów, a potem będą musiały uciekać przed hyclami. Przygód będzie co niemiara, a każda z nich tylko oddala ich od domu. I co teraz? 
Na szczęście grupa wiernych przyjaciół z małym szpicem Bridget na czele, ruszą z odsieczą. Jak zakończy się ta wyprawa, nietrudno się domyślić, sedno jednak tkwi w jakości i tym, jak zwierzaki sobie radzą. 

Zdecydowanie mocną stroną filmu jest pokazanie świata ludzi od strony zwierzęcej i to, jak inaczej zwierzęta postrzegają ludzi. Mamy tu nie tylko psy i koty. Znajdzie się hodowany na dachu sokół o ważkim imieniu Tyberiusz, przezabawna świnka morska Norman, która szuka swojego domu buszując po kanałach wentylacyjnych czy malutki kanarek Dzióbek. Zwierzaki mają własne, bardzo bogate życie, własne upodobania i hobby, ale kiedy trzeba, potrafią się zmobilizować i stanąć za sobą murem. Okaże się to bardzo potrzebne w sytuacji, gdy nawiedzony królik Tuptuś, postanowi dokonać zemsty na naszych bohaterach. 

Dzieciom oglądającym film z pewnością spodobają się bohaterowie, którzy są przesłodcy. Dorośli oglądający film z dzieckiem mogą po seansie poruszyć dwa ważne tematy. Pierwszy wiąże się z niepełnosprawnością zwierząt. Swoją drogą fajnie, że w filmie pojawia się postać Dziadka, psa bez dwóch łap. 
Drugi temat to kwestia poprzedniego opiekuna Duke'a i tego, co się dzieje ze zwierzęciem w przypadku, gdy jego opiekun umiera. To również pokazano w bardzo wzruszający sposób. Najpiękniejszy jest jednak taki wydźwięk, że wszystkie te łobuzy naprawdę kochają swoich opiekunów i spędzając miło czas, czekają na ich powrót. 

Podsumowując, film może i nie jest tak dobry, jak obiecuje zwiastun, ale całkiem przyzwoity i dzieci z pewnością zechcą go obejrzeć  niejeden raz, a to już  o czymś świadczy.

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Ian Tregillis: Powstanie

Autor: Ian Tregillis
Tytuł: Powstanie
Wojny alchemiczne t. 2
Stron: 432
Wydawca: SQN






Wojna między Francją a Holandią wkroczyła w fazę ostateczną. Twierdza w Zachodniej Marsylii broni się ostatkiem sił przed oblężeniem mocarnej armii napędzanych metageas mechanicznych. Kapitan Longchamp zagania do obrony kupców i rzemieślników, zdając sobie sprawę, jak beznadziejną armią dysponuje. Na domiar złego wyczerpują się też zapasy żywicznej substancji zdolnej unieruchomić klakierów. 
Tymczasem Berenice, dawna szpiegmistrzyni, niestrudzenie dąży do zmiany losów tej wojny. Z każdą decyzją jest bliższa odkrycia  tajemnic alchemii, która utrzymuje klakierów przy życiu. Czy odkrycie skomplikowanego wzoru na nałożenie nowego geas, jest w ogóle możliwe? 

Jax jest wolnym klakierem w pełnym słowa znaczeniu. Chciałby bardzo wyzwolić swoich pobratymców i jednocześnie marzy, by odnaleźć legendarną królową zbuntowanych klakierów. Czy jednak Arkadia, której szukał, będzie spełnieniem jego wyobrażeń o wolności i swobodzie decydowania o własnym losie? 

Tak w skrócie przedstawia się fabuła drugiej części powieści Iana Tregillisa, który brawurowo wykreował świat ludzi, w którym lwią jego część stanowią mechaniczni ludzie, napędzani pilnie strzeżoną alchemią.
Jak dla mnie największą wadą fabuły jest to, że bardzo w tej części mało Jaxa. Pozornie jest podział na trzy perspektywy pomiędzy Berenice, Longchampa i klakiera, ale działania tego ostatniego jakoś giną w natłoku opisów działań oblężniczych mechanicznych pod wodzą ludzi. Bardzo nie podobał mi się fakt zmiany imienia przez bohatera. Rozumiem chęć zyskania wolnej woli i niezależności, ale jako Daniel klakier już zupełnie mi się z Jaxem nie kojarzył, zupełnie jakby zmiana imienia odarła go ze wszystkiego, kim był do tej pory. 

Z drugiej strony rozumiem, że działania bohatera, o których mowa w drugiej części są tak naprawdę kluczowe dla całej nacji mechanicznych ludzi i zmienią nie tylko relacje między człowiekiem a maszyną, ale też wpłyną na losy całej wojny. Tylko od ludzi będzie też zależało, jak potraktują nowy status mechanicznych. 

Powstanie nie do końca dało mi fabularnie to, czego się spodziewałam. Bardziej fascynowały mnie motywy zawarte w części pierwszej dotyczące przemiany księdza Vissera czy oswajania się Jaxa z posiadaniem wolnej woli. Rozumiem jednak, że zmiana musi być globalna, a nie tylko dotyczyć jednego klakiera i w związku z tym autor musiał poszerzyć perspektywę. Niewątpliwym dużym plusem powieści jest Berenice, główna postać kobieca, która z uporem maniaka stara się odkryć tajemnice mechanicznego geas, a tym samym zmienić rozkład sił między Francją a Holandią. Czy się jej to uda? Czy zawrze sojusz z Jaxem, czy też może potraktuje go jak środek do celu? A może klakier wcale nie jest tak naiwny, jak Berenice myśli? 

Drugi tom cyklu Wojen mechanicznych to ciekawa i bardzo krwawa kronika wojny między ludźmi i maszynami. Książka, podobnie jak jej poprzedniczka, została bardzo starannie wydana, co jest nie tylko miłe dla oka, ale i ma duży wpływ na czytanie. 

Powieść spodoba się miłośnikom motywów buntu maszyn i fanom steampunku. Teraz nie pozostaje nic innego, jak czekać na finał trylogii. Jakie rozwiązania przyniesie? Czas pokaże.


Dziękuję!

czwartek, 6 kwietnia 2017

Kathryn Croft: Córeczka

Autor: Kathryn Croft
Tytuł: Córeczka
Stron: 350
Wydawca: Burda Książki







Najgorsze co może spotkać rodzica, to śmierć dziecka. Poczucie takiej okrutnej straty, sprawia, że świat chwieje się w posadach. Jednak pewność tego wydarzenia i świadomość, gdzie znajdują się doczesne szczątki dziecka, wydają się być dobrodziejstwem w starciu z faktem porwania dziecka. 
Śmierć dziecka jest końcem, ale i pewnikiem, który nie pozostawia miejsca na niepewność i niewiadome. Tymczasem porwanie każe rodzicowi tkwić w nieustannej niepewności co do losu dziecka. Każe mieć nadzieję, co utrudnia powrót do codzienności, a gubienie się w domysłach i ślepych tropach przyprawia o szaleństwo. 

Kiedy z wózka w parku, prosto spod babcinej opieki, znika półroczna Helena, wszystkie ślady prowadzą do nikąd. Młodzi rodzice Simone i Matt z trudem budują swoją codzienność, wiedząc jednocześnie, że gdzieś tam ich córka być może żyje i nazywa rodzicami kogoś obcego. 

Mija 18 lat. 
Matt jest wziętym lekarzem, Simone znaną dziennikarką. Ich małżeństwo przetrwało, choć więcej dzieci nie mieli. Nie zaprzestali też w poszukiwaniach córki, nie zapomnieli o niej. Po prostu życie toczyło się dalej i trzeba było poddać się jego biegowi. 
Dlatego, gdy nagle po tylu latach, do Simone zgłasza się młoda kobieta, twierdząca, że jest jej zaginioną córką, zrozumiałym jest, że kobieta nieufnie podchodzi do sprawy. Wielokrotnie się już zawiodła, a poza tym nie chce ponownie przechodzić przez to piekło. 
Poza tym sprawa jest mocno podejrzana. Grace, bo tak ma na imię nieznajoma, najwidoczniej wpakowała się w poważne kłopoty i choć jej wersja brzmi wiarygodnie, kolejne wydarzenia, w tym nagłe zniknięcie dziewczyny, budzą czujność Simone.

Kobieta wraz z przyjacielem z redakcji rozpoczyna prywatne dochodzenie, a z każdą poznaną osobą, historia zamiast się rozwiązywać, wikła się coraz bardziej. 
Czy Grace faktycznie jest porwaną przed laty Heleną? I dlaczego tak nagle zniknęła? Czy Simone uda się odnaleźć dziewczynę zanim będzie za późno? 
Książkę czyta się tak zapamiętale, że naprawdę z przykrością odkładałam ją choćby na chwilę. Bardzo szybko okazało się, że w sprawę porwania było zamieszanych kilka osób i już nawet miałam swój typ. Tym większym dla mnie zaskoczeniem okazało się rozwiązanie, które zaserwowała czytelnikowi autorka. Zupełnie nie tej osoby się spodziewałam i tym przyjemniej dałam się zaskoczyć. 

Córeczka to dobry thriller psychologiczny, który trzyma w napięciu do ostatniej strony i nie daje o sobie tak szybko zapomnieć. Autorka z dużą wprawą opisuje motywy porywacza, zło kryjące się w jego wnętrzu i sadystyczną skłonność do zadawania bólu. Kim jest? Tego przez bardzo długi czas nie wiadomo, ale jego specyficzna spowiedź budzi niepokój czytelnika. 

Polecam lekturę Córeczki. Napisana z polotem, wciąga w wir domysłów od pierwszej do ostatniej strony. Bardzo dobra powieść.
Dziękuję!

wtorek, 4 kwietnia 2017

Leisa Rayven: Zły Romeo

Autor: Leisa Reyven
Tytuł: Zły Romeo
Stron:
Wydawca: Otwarte







Która z nas, będąc czy to młodą dziewczyną, czy to młodą mężatką, czy nawet sfrustrowaną kobietą dojrzałą, nie marzyła, by spotkać na swojej drodze mężczyzny w typie Romeo?
Romeo pełnego pasji, płonącego miłosnym pożądaniem, targanego wewnętrznymi sprzecznościami, skłóconego z otoczeniem, ale też z sobą samym? Ponieważ w życiu  codziennym może to być trudne, warto sięgnąć po książkę L. Rayven Zły Romeo. Nie jest może ona zbyt obszerna objętościowo, ale z pewnością dostarczy kilka godzin wrażeń i przyjemnych emocji.

Fabułę powieści poznajemy z dwóch perspektyw czasowych. Pierwsza z nich to fragmenty pamiętnika Cassie i dotyczą one wydarzeń sprzed 6 lat, gdy Cassie i Ethan dopiero się poznali.  Bohaterka  opowiada o swojej fascynacji magnetycznym Holtem, szczerze i bez fałszywej pruderii mówi o swoich fantazjach, z zaskoczeniem odkrywając budzącą się w niej kobietę. Bywa też bardzo zabawnie, bo Cassie nie ma zahamowań, typowych dla szaleńczo zakochanych bohaterek książkowych i pisze, co jej myśl na długopis przyniesie.
Druga, obecna, prowadzona w narracji pierwszoosobowej, po 6 latach od tamtych wydarzeń, miejscami bywa dość zaskakująca, zwłaszcza, jeśli spojrzeć na przemianę, którą przeszła Cassie. Z naiwnego podlotka, ufnego i podającego swe serce na tacy, nie pozostało nic. Obecnie Cassie, mimo że piękna i z etykietką bardzo utalentowanej, nie jest szczęśliwa. Pomimo wielu starań, nie zdołała zapomnieć o swojej pierwszej, wielkiej miłości i kładzie się to cieniem na jej życiu. Proces zapomnienia i rozpoczęcia wszystkiego od nowa jest tym trudniejszy, że Ethan ponownie pojawił się w życiu Cassie. Mało tego, jest zdeterminowany, by odzyskać ukochaną, a co najlepsze jest świadomy swoich wad i popełnionych błędów. 
Co z tego wyniknie?
Zdecydowanie najmocniejszą stroną powieści jest sam pomysł na fabułę. Akcja dzieje się w środowisku aktorskim. Najpierw obserwujemy perypetie studentów pierwszego roku i ich przygotowania do wystawienia adaptacji teatralnej jednego z najsłynniejszych utworów Szekspira Romea i Julii.  Autorka wysuwa tezę, że chemia pomiędzy aktorami pozwala im lepiej wcielić się w odgrywane przez siebie postacie, przez co odbiór danej historii jest znacznie lepszy. Słowem widzowie wiele na tym zyskują. A jak z chemią radzą sobie odtwórcy głównych ról? Doprawdy nie dziwię się im, że tak emocjonalnie. Człowiek musiałby być z kamienia, aby zdystansować się wobec tego wszystkiego. 
Drugi plus to kreacja postaci kobiecej, czyli Cassie. Chodzi jednak o tę Cassie zaczynającą studia. Nieśmiała i zakompleksiona dziewczyna pod wpływem budzącego się uczucia do Holta, otwiera się i z lekkomyślnością typową dla zakochanych szaleńczo dziewczyn, od razu chce oddać całą siebie ukochanemu. Nie widzi jego wad, nie dostrzega destrukcyjnych zachowań, a wszystko postrzega w kategoriach romantycznych.

Historia jest pełna pikantnych dialogów i zawiera parę zabawnych scen. Trochę brakowało mi perspektywy Ethana i tego co on czuje, co myśli i czego tak bardzo się obawia w związku z Cassie. Mam nadzieję, że druga część rzuci nieco światła na wydarzenia, które miały miejsce w ciągu tych 6 lat, gdy bohaterowie się nie widzieli.
Książka zdecydowanie spodoba się zwolenniczkom szalonych miłosnych historii, nad którymi unosi się duch gwałtownej chemii spod znaku Romea i Julii Williama Szekspira. Rozgorączkowani pożądaniem bohaterowie zmagają się z iście starożytnymi dylematami, każdy wybór może okazać się zgubny. Co zatem wybrać? Czy poddać się pragnieniom, czy je stłumić? Walka będzie iście epicka.

Dziękuję!

niedziela, 2 kwietnia 2017

Mindy Mejia: Ostatnia rola Hattie

Autor: Mindy Mejia
Tytuł: Ostania rola Hattie
Stron: 368
Wydawca: Burda Książki








Małe mieściny mają to do siebie, że nie dość, że wszyscy mieszkańcy bardzo dobrze się znają, to jeszcze w przypadku jakiegoś niespodziewanego wydarzenia czy to czyjegoś sukcesu czy też czyjejś nagłej śmierci, sprawą żyje całe miasto. W przypadku tej drugiej możliwości jest pewne niemal na sto procent, że sprawca pochodzi stąd, a więc dokonał zbrodni na własnym podwórku. 
Pine Valley  w Minnesocie jest taką właśnie małą mieściną. Starsi mieszkańcy zajmują się uprawą roli lub hodowlą zwierząt, a młode pokolenie marzy, by się stąd wyrwać. Generalnie jednak wszystko toczy się własnym, spokojnym trybem, dlatego gdy w starej, opuszczonej stodole zostaje odnalezione ciało 18-letniej Hattie Hoffman, wiadomość o tragicznej śmierci dziewczyny stawia na nogi całe miasto.


Sprawę prowadzi miejscowy szeryf Del Goodman, przyjaciel rodziny Hoffmanów. Pierwsze oględziny świadczą o tym, że zabójstwa dokonano w afekcie, jednak cała reszta już nie jest tak oczywista. 
Hattie była dobrą córką, wzorową uczennicą, miała talent i zacięcie teatralne. Dziewczyna marzyła, by wyjechać do Nowego Jorku i tam się rozwijać. Lubiana przez rówieśników, miała chłopaka, który był w niej zakochany, choć społecznie była raczej postrzegana jak ktoś, kto lubi chadzać własnymi drogami. W zasadzie nie miała wrogów, bo niby z jakiego powodu? Komuś jednak musiała w jakiś sposób podpaść, biorąc pod uwagę brutalność czynu. 

Powieść jest napisana z kilku perspektyw. Oczami szeryfa Goodmana obserwujemy postępy w śledztwie, natomiast ostatnie miesiące życia Hattie zgłębiamy dzięki jej narracji i jeszcze jednego bohatera, którego tutaj nie wskażę po imieniu, co by sprawa i sprawca nie wydały się zbyt oczywiste. 

Książkę czyta się dobrze i nie można jej odmówić plusów za konstrukcję fabuły czy też kreację głównej bohaterki, jednak uważam, że rekomendacje na okładce porównujące ją do Fargo i Miasteczka Twin Peaks, są nieco na wyrost. Historia nie zawiera wątków nadnaturalnych, jak to było w przypadku Twin Peaks, nikt tu też nie działa z premedytacją. Ostatnia rola Hattie to dobra powieść, jednak z zupełnie innej półki. Świetnie przedstawia małomiasteczkową beznadzieję i brak perspektyw, które większości nie przeszkadzają, jednak dla niektórych są zwykłym podcinaniem skrzydeł i pozbawianiem szans na coś więcej. O tym właśnie marzy główna bohaterka i konsekwentnie do tego dąży, nie dostrzegając jednak po drodze zagrożeń, które pozornie nimi nie są. 

Książka Mindy Mejia to dobra powieść na wiosenne popołudnie. Czyta się ją lekko i z przyjemnością, tak jak ogląda kanadyjski thriller.
Dziękuję!

piątek, 31 marca 2017

Jane Harper: Susza

Autor: Jane Harper
Tytuł: Susza
Stron: 376
Wydawca: Czarna Owca







Współczesna Australia. Kiewarra, mała, zapyziała mieścina na końcu świata, a konkretnie na obrzeżach Melbourne. 
Główny bohater Aron Falk, obecnie agent federalny, a kiedyś mieszkaniec Kiewarry, wraca na stare śmieci, by uczestniczyć w pogrzebie przyjaciela. Ta, pierwsza od 20 lat, wizyta  będzie dla mężczyzny rozrachunkiem z przeszłością i wydarzeniami, które na zawsze odmieniły jego życie. 
Trwa najdotkliwsza susza  w całym stuleciu. Mieszkańcy miasta stopniowo pogrążają się w rezygnacji. Wielu rolników balansuje na skraju bankructwa i załamania nerwowego. Atmosfera jest napięta. Śmierć jednego z mieszkańców, który ponoć zastrzelił najpierw własną żonę, potem ich syna, a na końcu siebie, wstrząsa całą społecznością. 
Przyjazd Arona, który w młodości był najlepszym kumplem zmarłego Luke'a, dolewa tylko oliwy do ognia. Okazuje się bowiem, że dwie dekady temu, w miejscowej rzece utopiła się córka jednego z farmerów. Choć sprawę formalnie sklasyfikowano jako samobójstwo, wielu uważa, że 15-letni wtedy Aron miał z tym coś wspólnego. Są też tacy, który winę przypisują Luke'owi. 
Aron, który miał przyjechać tylko na pogrzeb, na prośbę rodziców zmarłego, postanawia zostać nieco dłużej i wspólnie z miejscowym policjantem, zaczyna dociekać przyczyn i okoliczności tragedii. Jednocześnie zadaje sobie pytanie o alibi, które 20 lat temu zapewnił mu przyjaciel. Czy to Luke mógł zabić Ellie, skoro teraz zabił całą swoją rodzinę? Aron już sam gubi się w domysłach. Rozmowy z nielicznymi świadkami stanu psychicznego Luke'a lub tymi, którzy tamtego dnia widzieli go jako ostatni, stopniowo zaczynają wydobywać na powierzchnię zupełnie inną prawdę. 

Akcja debiutanckiej powieści Jane Harper toczy się dość wolno i leniwie, a mimo to nie stanowi to przeszkody w czytaniu. Autorka doskonale uchwyciła klimat sennej apatii miasteczka i jego mieszkańców, wrogość miejscowych do Arona, który, od razu to wiemy, jest niewinny. Kiedy na powierzchni wszystko wydaje się pozornie w porządku, gdy trochę pogrzebać, wychodzą na jaw brudne sekrety, które kosztowały lub mogą kosztować życie innych. 
Bohaterowie to zwykli ludzie, ani zbyt przeciętni, ani wyjątkowi. Po prostu zwyczajni ludzie, obarczeni pracą, codziennością, utrzymaniem rodziny, troską o byt bliskich. 

Mimo, że sprawa wydaje się pozornie oczywista, nie domyśliłam się, kto stoi za obiema zbrodniami. I dobrze, bo dzięki temu właśnie z zapartym tchem czytałam zakończenie powieści. 
Bywa, że od tego typu książek wymagamy wartkiej akcji i licznych zaskoczeń. Jeśli jednak odpowiednio dopracować fabułę i rys społeczny, czytelnicy nie muszą być zasypywani licznymi zwrotami akcji. Jak widać czasem wystarczy trochę dobrej psychologii. 
Polecam. Powieść naprawdę godna uwagi.

Dziękuję!

środa, 29 marca 2017

Robert Dugoni: Grób mojej siostry

Autor: Robert Dugoni
Tytuł: Grób mojej siostry
Seria: Tracy Crosswhite, t.1
Stron: 400
Wydawca: ALBATROS






Kiedy po udanych zawodach strzeleckich siostry Crosswhite Tracy i Sara rozstawały się, nie mogły wiedzieć, że widzą się po raz ostatni. Tracy wybierała się ze swoim narzeczonym Benem na romantyczną kolację, a młodsza z sióstr Sara miała wrócić kamperem Tracy do domu ich rodziców. Następnego dnia samochód odnaleziono pusty, natomiast Sary, pomimo wielu starań i poszukiwań, nie odnaleziono nigdy.
Sprawcę porwania i zabójstwa ujęto i skazano na długoletnie więzienie, dociekliwa Tracy nigdy jednak nie była do końca przekonana, że sprawa wyglądała tak jak przedstawiono to w sądzie. Co więcej, mimo że sprawca przyznał się do popełnienia morderstwa i w przeszłości siedział za inne przestępstwo, kobieta wątpi, czy to on naprawdę jest winny. 

Mija 20 lat. Na skutek zmian terenu przypadkowi ludzie odnajdują ludzkie szczątki. Analiza danych wykazuje, że to porwana przed laty Sara Crosswhite. Tracy, która obecnie jest policjantem w wydziale śledczym, angażuje się w sprawę na nowo. Z pomocą zaprzyjaźnionego prawnika Dana doprowadza do wznowienia procesu i rozpoczyna prywatne śledztwo, ma bowiem przeczucie, że tutejszy szeryf i prokurator nie mówią jej całej prawdy.

Powieść Grób mojej siostry otwiera serię o policyjnej detektyw, byłej nauczycielce chemii, która po zaginięciu siostry, postanowiła wstąpić do policji. Fakt, że przez 20 lat nie odnaleziono ciała Sary, nie pozwolił Tracy normalnie żyć; rozpadła się jej rodzina, matka popadła w depresję, ojciec niedługo potem popełnił samobójstwo, a jej własne małżeństwo zakończyło się rozwodem. Teraz po dwóch dekadach bohaterka staje przed możliwością odkrycia całej prawdy i sprawdzenia własnych domysłów, których wtedy nikt nie chciał słuchać. 

Książkę czyta się rewelacyjnie szybko i sprawnie. Od razu uwierzyłam głównej bohaterce i mocno dopingowałam jej w drodze do prawdy. Tracy to nie żadna histeryczka czy wielbicielka teorii spiskowych. Dobrze znała swoją siostrę, oprócz tego faktycznie ma dość mocne przesłanki świadczące o prawdziwości dowodzonej przez nią teorii. Tym bardziej podejrzany wydaje się gniew miejscowego szeryfa, znajomego jej rodziców, gdy kobieta zaczyna drążyć. Oczywiste jest, że coś tu nie gra i że doszło do pewnych przekłamań. Jakich? I czy Tracy faktycznie ma słuszność? Tego nie zdradzę, powiem tylko, że do końca nie można być niczego pewnym, bo nic nie jest takie, jak się może wydawać. 
Kolejne rozdziały odkrywają stare i nowe tajemnice, a mroźny klimat nasilającej się zimy tylko potęguje napięcie. 

Polecam Grób mojej siostry. To naprawdę sprawnie napisana powieść, która nie pozwala się od siebie oderwać aż do ostatniej strony. Wartościowa pozycja. 

Dziękuję!

niedziela, 26 marca 2017

Mistrzowie brokatu, babeczek, tęczy i dzikiej imprezy czyli Trolle

Tytuł: Trolle
Reżyseria: Mike Mitchell
Scenariusz:  Jonathan Aibel, Glenn Berger
Czas trwania: 92 min.
Wytwórnia: Dream Works







Oryginalne trollowe zabawki mają już prawie 60 lat. Zostały stworzone przez Duńczyka Thomasa Dama, rzeźbiarza i rybaka.  Mając świadomość, że dana zabawka, czy postać, jest już taka stara, zawsze łapię się na myśli, że to niesamowite, jak na przestrzeni lat, coś zaczyna żyć własnym życiem i nie traci na aktualności ani popularności. 

Nie byłam przekonana do tego filmu. Przeczytałam jednak w Sieci informację, że za warstwę muzyczną odpowiada Christophe Beck, którego nazwisko należy wiązać choćby z Burleską czy Krainą Lodu oraz, że to na potrzeby tego filmu Justin Timberlake stworzył piosenkę Can't stop the feeling! nagrodzoną Grammy. To przeważyło. 

Życie małych, kolorowych Trolli składa się z trzech rzeczy: śpiewania, przytulania i imprezowania. To to daje stworzonkom radość, dzięki której są tak kolorowe i pełne radości życia. Niestety w Trollach zasmakowały brzydkie i fajtłapowate kreatury zwane Bergenami, które doszły do przekonania, że tylko zjedzenie Trolla da im szczęście. 20 lat wcześniej Trollom udało się uciec. Jednak nie zrezygnowały ze swojego trybu życia, co pozwoliło królewskiej kucharce ponownie je odnaleźć i schwytać. 
Następczyni tronu malinowowłosa Poppy decyduje się wyruszyć na pomoc przyjaciołom, do czego skłania ponurego i sarkastycznego Mruka. Wyprawa ta odmieni losy społeczności Trolli oraz Bergenów, no bo przyznajmy się szczerze: czy tylko jedzenie może być źródłem szczęścia? 

Historia jest może i prosta, ale broni się w miarę oglądania i to nie tylko dzięki ścieżce dźwiękowej. Jest naprawdę zabawna, bajecznie kolorowa i mądra, choć prostą, codzienną mądrością. Ważna jest radość życia, bycia z bliskimi, cieszenia się wzajemną bliskością, wsparciem. Szczęście naprawdę jest na wyciągnięcie ręki, wystarczy się tylko dobrze rozejrzeć wokoło. 
Dorośli wyłapią z tej historii masę odwołań do kultury popularnej. Dzieciom spodobają się z pewnością trollowe włosy, brokat,  tęcza i rewelacyjna kochana Brydzia.  Czegóż chcieć więcej? 

Polecam Trolle. Rozrywka na poziomie. Serio. Trzeba tylko dać tej historii szansę i wytrzymać początkowy zalew słodyczy. Potem jest już i sensownie i zabawnie.

czwartek, 23 marca 2017

Rachel Abbott: Śpij spokojnie

Autor: Rachel Abbott
Tytuł: Śpij spokojnie
Seria: Tom Douglas, t.3
Stron: 400
Wydawca: FILIA








Oliwia Brookes to kobieta, która przyciąga nieszczęścia jak magnes. 
Najpierw niespodziewanie znika jej chłopak, zostawiając ją z małym dzieckiem. Niedługo potem w tragicznych okolicznościach giną rodzice dziewczyny. 
Kilka lat później, Oliwia zgłasza na policji, zaginięcie trójki dzieci, które miał zabrać ich ojciec, a jej mąż. Zastanawiające, prawda? 
Za kolejne dwa lata, to mąż Oliwii Robert zgłosi policji zaginięcie żony i dzieci. Funkcjonariusze którzy zajmowali się wszystkimi tymi sprawami będą mieli twardy orzech do zgryzienia, tym bardziej, że Robert Brookes wyraźnie nie mówi wszystkiego. 

Powieść Śpij spokojnie wciągnęła mnie od pierwszych stron. Uwielbiam takie historie, gdy wraz z prowadzącymi policjantami wiemy, że coś tu nie gra, że prawda jest zupełnie inna i czujemy podskórnie, że pod idealnym wizerunkiem wspaniałej rodziny w pięknym domu, kryje się dramat. 
Fabularnie powieść przypomina trochę film Sypiając z wrogiem (z J. Roberts) lub Nigdy więcej ( z J. Lopez). Oto przykłada żona i matka trójki dzieci, chcąc uwolnić się od męża tyrana, decyduje się na desperacki krok i przygotowuje dokładnie opracowany plan ucieczki. W powieści mąż co prawda nie bije, ale myślę, że jego cicha obsesja i przemożne pragnienie kontroli nad żoną, połączone z ukrytą groźbą, że coś się stanie dzieciom, jeśli ona odejdzie, jest o wiele gorsze. 

Stopniowo dzięki prowadzanemu śledztwu wyłania się cała prawda, która korzeniami sięga początków dorosłego życia Oliwii, wesołej i towarzyskiej dziewczyny, która miała to nieszczęście, że wpadła w oko niebezpiecznemu psychopacie. Do samego końca czytelnik nie może być pewien jak się to skończy, dlatego czyta się z tak ogromną przyjemnością. 

Powieść jest trzecim tomem cyklu o detektywie Tomie Douglasie, jednak spokojnie można ją czytać bez znajomości poprzednich tomów, zresztą pierwsza część jeszcze się nawet u nas nie ukazała. Mimo to mam nadzieję, że jeśli inne tomy są równie ciekawe i intrygujące jak ten, o którym tutaj mowa, to niebawem je przeczytam. 
Śpij spokojnie to dobrze skonstruowana powieść z zaskakującym zakończeniem. Czyta się ją tak, jak ogląda dobry thriller; z zaciekawieniem i drżeniem serca. Polecam.

wtorek, 21 marca 2017

Po prostu śpiewaj! czyli Sing

Tytuł: Sing
Reżyseria: Garth Jennings
Scenariusz: Garth Jennings
Wytwórnia:  Illumination Entertainment
Czas trwania: 107 min.






Sing, jak na animację, a więc film pozornie skierowany do dzieci, zaczyna się dość niepozornie. Oto niepoprawny optymista miś koala Buster Moon, chcąc ratować swój podupadający teatr, organizuje konkurs wokalny. Brzmi sztampowo, co nie? Okazuje się, że to jednak tylko pozory. Sing jest, krótko mówiąc świetny i śmiało może konkurować z oscarowym Zwierzogrodem.  

Świat przedstawiony wygląda identycznie, jak we wspomnianym wyżej Zwierzogrodzie. W tym świecie nie ma ludzi, jest za to społeczność zwierząt, funkcjonująca na identycznych, co ludzkie, zasadach. Zwierzęta chodzą do pracy, mają rodziny na utrzymaniu, prowadzą firmy, użerają się z bankami, kombinują, itd.

Główny bohater Buster Moon jest właścicielem teatru, który przed laty (gdy Buster był mały) był mekką sztuki. Dziś nikt nie chce chodzić do teatru, a ten sam się przecież nie utrzyma. Do zapłacenia są raty kredytowe, rachunki, gaże dla obsługi technicznej. Ostatnią próbą ratunku ma być konkurs wokalny, do którego zgłaszają się rzesze chętnych. Czy jeden konkurs może przełamać złą passę i sprawić cud? 

Początkowo nic tego nie zapowiada. Zakwalifikowani do ścisłej czołówki uczestnicy to zespół tak niedobrany, jak w kiepskim dramacie. Mamy tu więc goryla Johhny'ego, który śpiewa jak młody Elton John, ale jego ojciec chętniej widziałby go w gangu. Jest urocza świnka Rosita, na co dzień żona i zapracowana (to za mało powiedziane) matka 25 małych świnek. Oprócz tego słonica Meena, która głos ma świetny, ale jest tak nieśmiała, jak duża i zbuntowana oraz  jeżozwierz Ash, śpiewająca głosem Ewy Farny. Sympatii za to w ogóle nie budzi egoistyczna mysz Mike, która choć ma niesamowity wokal, prywatnie myśli tylko o pieniądzach i nie zawaha się wkopać innych, byle tylko uratować własną skórę. Każdy z bohaterów ma własne problemy i kłopoty, przez co jest zwyczajnie prawdziwszy. 

Początkowo faktycznie fabuła toczy się dość powoli. Śledzimy próby bohaterów, by pogodzić życie prywatne z próbami lub dopasować się do wymogów przedstawienia. Niezniszczalnie dobry humor Bustera też zaczyna irytować, bo człowiek myśli sobie, kiedy ten marzyciel spojrzy wreszcie trzeźwo na rzeczywistość i zobaczy, po jak kruchym lodzie stąpa. I faktycznie przychodzi taki moment i wtedy naprawdę robi się ciekawie. 

Na uwagę zasługuje warstwa dźwiękowa filmu. Jeśli ktoś lubi, gdy jest dużo piosenek i odwołań do muzyki popularnej, będzie z seansu bardzo zadowolony. Znajdzie się coś dla miłośników gangsterki i pościgów ulicznych oraz wątków komediowych z dziedziny codziennego życia. 
Dzieciom z pewnością spodobają się kreacje zwierząt. Przeurocze są małe świnki, dzieci Rosity, czy Ash w chwilach napięcia nerwowego strzelająca kolcami. Rozczulenie budzi pogodna, choć już nieco zdziecinniała kameleon p. Crawley czy nieśmiała do bólu Meena. Za to jak dla mnie mistrzowską sceną jest mycie samochodu przez Bustera i jego owczego przyjaciela przy akompaniamencie jednej z najsłynniejszych arii Pucciniego Nessun Dorma. Scena po prostu genialna. 

Czego uczy Sing? Ano tego, że jednak warto marzyć i na te marzenia pracować, choćby czasem mury runęły. Bo często nie ważna jest otoczka, ale ukryty w nas talent i miłość do śpiewania, które swoim brzmieniem porywa publiczność i wyciska łzy wzruszenia. 
Jak dla mnie Sing to absolutna bomba. Polecam.

piątek, 17 marca 2017

Holly Webb: Syrenia siostra

Autor: Holly Webb
Tytuł: Syrenia siostra
Seria: Magia Wenecji #2
Stron: 264
Wydawca: Papilon







Syrenia siostra to drugi tom młodzieżowej serii autorstwa Holly Webb z Wenecją w roli głównej. Moja znajomość z serią zaczęła się od tomu trzeciego Córka wytwórcy masek, dopiero potem sięgnęłam po tom drugi, a pierwszy jeszcze przede mną. Już teraz jednak mogę powiedzieć, że Holly Webb stworzyła cykl naprawdę godny uwagi: lekki, uroczy i umiejący zaciekawić czytelnika. 

Młodziutka Mia jest kuzynką władającej Wenecją księżnej Oliwii. Kilka lat temu matka i brat dziewczynki zostali wypędzeni z miasta za próbę zamachu stanu. Mia pozostała przy kuzynce, ale z biegiem lat zaczęła coraz mocniej tęsknić za matką i czuć do Oliwii młodzieńczą nienawiść. Nie rozumiejąc dworskiej polityki, ani tego co jej rodzina próbowała tak naprawdę zrobić, dziewczynka coraz bardziej zamyka się w sobie i oddala od kuzynki. Postanawia też, że wbrew dworskim plotkom, nigdy, przenigdy nie będzie magiczna. 

Osamotniona i pozostawiona samej sobie Mia, któregoś dnia spotyka najprawdziwszą syrenę. Czy teraz dziewczynka wpuści magię do swojego życia? 
Tymczasem nad Wenecją gromadzą się ciemne chmury. Tam, gdzie w grę wchodzi wielka polityka i wygórowane żądania Tallisów, potrzebna będzie nie tylko cała magia miasta, ale też coś znacznie potężniejszego. Czy w takiej sytuacji Mia i Oliwia połączą siły?

Wenecja wykreowana przez Holly Webb jest naprawdę magiczna. W wodach tego miasta żyją niezwykłe stworzenia, takie jak wodne rumaki i syreny, a w największej głębinie kryje się coś, czego istnienia nawet nie podejrzewano. Ten prastary byt okaże się lekiem na całe zło. Cóż to takiego? Nie zdradzę tej tajemnicy, warto odkryć ją samemu. 
Syrenia siostra to przyjemna, lekka w odbiorze, optymistyczna, ale też bardzo mądra opowieść o poszukiwaniu miłości i akceptacji oraz o odkrywaniu w sobie siły w trudnych chwilach, gdy trzeba bronić tego, co się kocha.
Polecam gorąco, zwłaszcza młodszym czytelniczkom. Myślę jednak, że i te nieco starsze znajdą tu coś dla siebie pod warunkiem, że jeszcze odrobinę wierzą w magię.

Dziękuję!

środa, 15 marca 2017

B.A. Paris: Za zamkniętymi drzwiami

Autor:  B.A. Paris
Tytuł: Za zamkniętymi drzwiami
Stron: 304
Wydawca: ALBATROS







Wyznaczniki idealnego małżeństwa?
Przepiękny dom z dużym ogrodem, dobrze płatna praca, no i oczywiście oni, małżonkowie. On wygląda jak gwiazdor filmowy, trochę w stylu George'a Clooneya, jest szanowanym adwokatem, który nigdy nie przegrał żadnej sprawy. Ona jest piękna, oddana mężowi, ma talent malarski, świetnie gotuje, ma idealne wyczucie czasu i stylu. 

Wyglądają na zakochanych i nigdy się ze sobą nie rozstają. On jest troskliwy i uczynny, ona spokojna i uśmiechnięta. Ten obraz jest tak idealny, że aż budzi ciarki na plecach. Początkowa scena opisująca proszoną kolację jest tak wystudiowana, że aż chciałoby się krzyknąć, bo gołym okiem widzimy, że coś tu jest nie tak, a tylko my, jako czytelnik, to dostrzegamy. 

Kolejne rozdziały z narracją prowadzoną przez Grace pokazują nam prawdziwe oblicze tego małżeństwa, jego początki oraz prawdziwą motywację Jacka, któremu, być może wcale nie chodzi o Grace.  O kogo w takim razie? Tego nie zdradzę, żeby nie psuć przyjemności z czytania, powiem tylko, że historia jest niepokojąca i wciąga od samego początku. Przeczytałam ją w jedno popołudnie, bo nie mogłam się od niej oderwać.

Jak na współczesne standardy powieść nie jest zbyt obszerna, co akurat uważam za jej zaletę. W trzystu stronach udało się autorce zawrzeć skondensowaną, wciągającą fabułę, uniknąć niepotrzebnych dłużyzn i tak rozmieścić napięcie, że do samego końca trudno czytelnikowi podejrzewać, jak cała sprawa się skończy i czy Grace wyjdzie z niej bez szwanku.  

Bardzo wiarygodnie oddano też relację Grace z mężem, oscylującą od głębokiego strachu do wręcz zwierzęcego przywiązania. Jak mówi wielokrotnie sama bohaterka, trudno uwierzyć, by ktoś o reputacji i twarzy anioła, mógł mieć tak zwichrowaną psychikę i cechować się tak wymyślnym okrucieństwem.  I tutaj fabuła powieści dotyka innego, ważkiego problemu. Grace wielokrotnie próbowała publicznie uwolnić się od męża, prosząc o pomoc czy to kierownictwo hotelu, napotkanych ludzi czy nawet policję. Najstraszniejsze w tym wszystkim jednak jest to, że ludzie ci chętniej i łatwiej wierzyli w to, że to kobieta ma problemy psychiczne i jest krzyżem dla swojego wspaniałego męża niż dopuszczali możliwość, że być może faktycznie jest ofiarą przemocy. Czy dziś w naszym otoczeniu tak nie ma? Wszystkie dziwne, odbiegające od normy zachowania tłumaczymy potocznym wariactwem, nie chcąc przyjrzeć się bliżej naturze problemu, który przecież nie wziął się znikąd. Nie chcę przez to powiedzieć, że co drugi mąż jest psychopatą więżącym żonę, ale... Jeśli człowiek leży na ławce parkowej czy na przystanku, to z pewnością pijak. Hmm, a może cukrzyk, zawałowiec? Jeśli ktoś mówi publicznie do siebie, to na pewno wariat. Hmm, a może po prostu tak najlepiej mu zebrać myśli? Stereotypy, stereotypy i schematy myślowe. 

Swoją drogą powieść jest, w moim odczuciu, idealnym materiałem na scenariusz filmowy. Z ogromną przyjemnością obejrzałabym taki thriller i nic nie oderwałoby mnie od telewizora. 
Za zamkniętymi drzwiami to bardzo dobra, trzymająca w napięciu powieść. Zadowoli nie tylko fanów thrillerów i dramatów. Wciągnie od pierwszych stron i da do myślenia. Polecam!

poniedziałek, 13 marca 2017

O zebrze, która chciała spasować czyli Kumba

Tytuł: Kumba
Reżyseria: Anthony Silverston
Scenariusz: Anthony Silvertsone, Rafaella Delle Donne, Jonathan Roberts
Wytwórnia: Triggerfish Animation
Czas trwania: 81 min.





Przyznam, że po Kumbę sięgnęłam w grypowej desperacji i nie spodziewałam się wiele po seansie.  Uznałam, że będzie to kolejna historyjka o gadających afrykańskich zwierzątkach, na które pogapię się w chorobowym otępieniu. Szybko okazało się, że fabuła Kumby ma, nawet rozdrażnionemu chorobą widzowi, do zaoferowania coś więcej niż tylko ładne animowane widoki i ciekawie wygenerowane komputerowo zwierzęta. 

Afrykańska sawanna. W odizolowanej od reszty sawanny, otoczonej kolczastą zaribbą oazie żyje sobie dostatnio stado zebr. Oczywiście gwarantem ich dostatku jest wspaniały wodopój, którym ani myślą się z nikim dzielić. Do czasu. 

Życie całego stada zaczyna się stopniowo zmieniać, gdy na świat przychodzi Kumba, młody samiec. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że Kumba ma pasy tylko na głowie, szyi i przednich nogach, zaś cały zad i tylne nogi ma śnieżnobiałe. W myśl starej zasady, że pojawienie się czegoś odmiennego od reszty, znamionuje kłopoty, zebry nie traktują Kumby zbyt przyjaźnie. Bohater boleśnie to odczuwa, tym bardziej, że wielka susza powoduje wysychanie wodopoju. Czyja to zatem wina? No oczywiście tego, kto jest inny od pozostałych. 
Załamany Kumba dowiaduje się o istnieniu  legendy głoszącej, że gdzieś daleko za górami znajduje się magiczne źródło, którego woda może przywrócić zebrze brakujące pasy. I tak podniesiony na duchu i skupiony na celu młody zebra wyrusza w długą, pełną niebezpieczeństw podróż, w trakcie której pozna nie tylko nowych przyjaciół, ale też zmierzy się z własnym przeznaczeniem, uosobionym w tropiącym go wytrwale lamparcie Fango. Będzie też musiał odpowiedzieć sobie na pytanie, czy brakujące paski czynią go kimś gorszym, innym, odstającym od grupy? Czy też może właśnie brak tych pasów sprawia, że jest wyjątkowy. Hmm, zależy, z której strony na to spojrzeć. 

Fabuła Kumby opiera się na teorii braków.  Wiele zwierząt, spotkanych przez Kumbę w trakcie podróży, musi się mierzyć ze swoją innością. Budzący postrach i grozę orzeł, wbrew głoszonej legendzie nie jest czarny, tylko biały. Sfiksowana samotnym życiem na farmie owca zakłada baranie rogi, by wydać się groźniejszą, a lampart Fango, choć, a może pomimo tego, że nie ma jednego oka, jest najpotężniejszym myśliwym na całej sawannie. Nie jest łatwo być innym od reszty takich samych jednostek. Kumba, orzeł, a nawet Fango boleśnie się o tym przekonali. Jednak to, jak sobie z tym poradzili, to już zupełnie inna sprawa. 
Kumba to mądra opowieść, której nie brakuje głębi. Maluchom spodobają się urocze surykatki czy pieski pustynne, dorosłych zaś rozbawią dialogi i łatwe do wyłapania aluzje do kultury popularnej. 

Przyznaję, że nie doceniłam Kumby na początku, a nie ma nic przyjemniejszego niż miłe zaskoczenie. Polecam obejrzeć film w rodzinnym gronie. Może to być świetny punkt wyjścia do dyskusji na temat poszanowania inności, niepełnosprawności i przełamywania stereotypów myślowych.

wtorek, 7 marca 2017

Czas mamutów, czas oposów czyli Epoka lodowcowa: Odwilż

Tytuł: Epoka lodowcowa. Odwilż
Reżyseria: Carlos Saldanha
Scenariusz:  Peter Gaulke, Jim Hecht, Gerry Swallow
Czas trwania: 91 min
Wytwórnia: 20th Century Fox







Życie zwierząt w dolinie biegnie spokojnie i dość sielsko.  Szybki Tosiek jednak nie  zasypia gruszek w popiele i kręci swoje biznesy.  Tym razem, prorokując rychłą powódź, stara się wcisnąć zwierzętom łodygi, które umożliwią im oddychanie pod wodą. Początkowo nikt nie wierzy w jego przepowiednie, kiedy jednak Maniek zajrzy za lodową ścianę, przekona się, że faktycznie nastał czas odwilży, a co za tym idzie powódź jest nieunikniona. Aby ratować życie zwierzęta postanawiają się udać na sam koniec doliny, gdzie ma czekać na nie łódź - ich ratunek. Czy to prawda, czy ściema? No cóż, innej opcji nie ma. Trzeba odbyć kolejną migrację. 

Sid, Maniek i Diego wyruszają razem z całą resztą, przy czym wspólnie będą borykać się z jeszcze jednym problemem, choć głównie to problem mamuta. Powszechna opinia głosi, że mamuty wyginęły, zatem Maniek jako ostatni szanse na przedłużenie gatunku ma zerowe. 
Jednak w trakcie wędrówki nasi bohaterowie spotykają trzy oposy, z których jeden wygląda jak mamut płci żeńskiej! I faktycznie Ela, bo tak ma na imię urocza samiczka, jest mamutem, jednak wychowana wśród oposów, ma ich mentalność, zwyczaje i ani myśli szukać pary do przedłużania gatunku. Przed naszymi bohaterami kolejny problem, a te piętrzą się w zaskakującym czasie. 
Lód robi się coraz cieńszy, a pod nim czają się potwory. Muszę przyznać, że przemykające pod cienką, lodową zasłoną cienie nieźle, jak na film dla dzieci, budowały nastrój grozy i napięcia. 

Druga część Epoki ... jest godną kontynuacją części pierwszej. Przyjemne jest to, że znamy już głównych bohaterów, którzy pomimo dzielących ich różnic, stanowią dbające o siebie stado. Manfred jak zwykle jest powolny i służy siłą w sytuacjach kryzysowych, Diego w ironiczny sposób komentuje rzeczywistość, a Sid jest po prostu sobą czyli trochę się wygłupia, niekiedy gada od rzeczy, ale gdy pojawia się problem lęku tygrysa przed wodą, potrafi go tak zmanipulować, aby przyjaciel ten lęk pokonał. Tak, Sid jest mądrzejszy niż na to wygląda. 
Nowi bohaterowie czynią historię jeszcze zabawniejszą. Ela wisząca na drzewie jako opos, czy jej dwaj nadpobudliwi bracia, w polskiej wersji Edek i Zdzisiek, którzy lamentują lepiej niż najlepsze zawodowe płaczki to wszystko sprawia, że okazji do śmiechu jest sporo i ogląda się bardzo przyjemnie. 

Tym razem twórcy Epoki... skupili się na problemie tożsamości, tu głównie na przykładzie Eli i łamania stereotypów, np. dotyczących tego, że koty nie pływają. Bardzo podobała mi się relacja Eli z jej braćmi, którzy choć wzrostem niewielcy, stoją murem za naszą Elą i zachowują się jak prawdziwi nadopiekuńczy bracia. Wzrusza także problem Mańka, który czując się ostatnim ze swego gatunku, czuje ogromną presję znalezienia partnerki, przez co jego zaloty do Eli są trochę nieudolne. Czy dwa uparte mamuty dorosną do trwałego związku? 

Nie zabrakło także szalonego Scrata, który kontynuując swoją pogoń za żołędziami dokonuje rzeczy naprawdę niezwykłych. Jak zwykle jest wyłupiastooki, nadal nie mówi, a elastyczność jego chudego ciałka wydaje się nie mieć granic. 

Epoka lodowcowa. Odwilż to udana kontynuacja przygód bohaterów. Ważne, że akcja nie stoi w miejscu, postacie się rozwijają, jest zabawnie i swojsko, ale też jest kilka miłych zaskoczeń, zwłaszcza w finale. Polecam.

piątek, 3 marca 2017

Elle Kennedy: Podbój

Autor: Elle Kennedy
Tytuł: Podbój
Seria: Off-Campus #3
Stron: 448
Wydawca: Zysk i S-ka







Beztroska swoboda studencka powoli dobiega końca. Bohaterowie serii Off-Campus stopniowo docierają do stacji Decyzja i muszą w końcu wybrać, gdzie będą po zakończeniu nauki i co będą robić. A co, chyba najważniejsze, z kim będą.
Allie Hayes, współlokatorka Hannah, już wie na pewno, że ze swoim chłopakiem Seanem nie będzie. Oboje chcą czegoś innego od życia i inaczej widzą związek. Dla Allie oznaczałoby to, w mniemaniu Seana, siedzenie w domu i rezygnację z kariery aktorskiej. Dlatego bohaterka zrywa z wieloletnim chłopakiem. Teraz potrzebuje tylko dużo siły woli, by w tej decyzji wytrwać, a nie będzie to łatwe, bo Sean nie odpuści tak szybko. Zacznie przepraszać, uderzać w czułe punkty i Allie, znając siebie, wybaczy mu. Tym razem dziewczyna jest zdecydowana tego uniknąć, dlatego na newralgiczny weekend zaszywa się w mieszkaniu naszych hokeistów. Zastaje tam tylko Deana i to w dość nietypowej sytuacji.
Deana Di Laurentisa poznaliśmy już w części pierwszej. To typowy hulaka i bawidamek, mówiąc językiem romansów. Nie wchodzi w  stałe związki, a z przygodnego seksu czerpie tyle przyjemności, ile tylko zdoła. Nie składa obietnic, nie dzwoni już po, nie jest czyimś chłopakiem. Jako kumpel jest zabawny i sympatyczny, jako przyjaciel z bonusem także, ale na dłuższą metę raczej nie. Prowadzi Beztroskie Życie Deana i jest mu z tym dobrze. Jeśli komuś nie pasuje, jego problem. 

Nieoczekiwany wspólny wieczór tych dwojga kończy się na użalaniu nad sobą w atmosferze palonej trawki. Dużo bardziej bolesne jest przebudzenie, bo oto bohaterowie znajdują się nadzy w jednym łóżku, a wszystkie dowody mocno wskazują na to, że było ostro. 
Co dalej? Tego nie zdradzę, ale powiem, że jest nieźle. 

Po słabszej części drugiej (choć Logana bardzo lubię) nie spodziewałam się tendencji rosnącej. A tu takie miłe zaskoczenie. Sama fabuła może i nie zaskakuje, ale jej wykonanie owszem. Naprawdę nie da się nie kochać Garretta i Hannah, ale duet Allie/ Dean jest równie uroczy. 
Jest pikantnie, dowcipnie i z polotem. Zabawne dialogi i kilka prześmiesznych scenek z udziałem naszych hokeistów, pokazują, że chłopaki naprawdę mają jaja i totalne poczucie humoru. Nie jest to historia spod znaku ostrożnej i naznaczonej przeszłością Hannah i Garretta, ani omyłkowo-pokręcona Logana i Grace. Allie i Dean okazują się świetnie dopasowani pod względem łóżkowym i początkowo na tym opiera się ich relacja. Czy będzie  z tego coś więcej? No cóż, albo się dorośnie, albo nie. Czas pokaże. 

Z całej serii Off-Campus Podbój to mój zdecydowany faworyt. Uwielbiam duet Hayes/Di Laurentis, są po prostu boscy. Książka z pewnością spodoba się zadeklarowanym fanom serii. Z pozostałymi może być różnie. 
Ze swojej strony polecam gorąco.

poniedziałek, 27 lutego 2017

Danielle L. Jensen: Waleczna czarownica

Autor: Danielle L. Jensen
Tytuł: Waleczna czarownica
Seria: Klątwa # 3
Stron: 398
Wydawca: Galeria Książki






To było nieuniknione. Pokonanie czarownicy spowodowało, że trwająca od pięciuset lat klątwa, została zdjęta. Tym samym trolle uwięzione w mieście pod górą, zyskały możliwość przejścia do ludzkiego miasta, Trianon. Ludziom grozi wielkie niebezpieczeństwo, bo nie wszystkie trolle są przyjaźnie nastawione. Przed Cecile, Tristanem i ich przyjaciółmi trudne zadanie. Wygranie wojny z jak najmniejszą szkodą dla obu ras. 
Tak w skrócie przedstawia się fabuła trzeciego i ostatniego tomu serii Klątwa autorstwa Danielle L. Jensen. Autorce udało się wykreować fantastyczny świat, w którym realizm świata ludzi i magia trolli oraz elfów przenikają się, tworząc bardzo ciekawe połączenie. Związanie małżeństwem śmiertelnej dziewczyny i księcia trolli nie tylko zaowocowało rewolucją w obu światach, ale też zmieniło wszystko we wzajemnym postrzeganiu się obydwu nacji. 

Trzeci tom jest utrzymany w poważnym tonie. Zabicie Anushki, czarownicy, która obłożyła miasto trolli klątwą, zapoczątkowało serię dramatycznych wydarzeń. To że trolle weszły do miasta ludzi, to jeszcze nic. Dużo gorszy jest fakt, że zaprzysięgły wróg Tristana i Cecile planuje zniewolić ludzi i za ich pomocą zdobyć panowanie nad oboma światami. Angouleme z pomocą Lessy oraz chorego psychicznie księcia Rolanda wydaje się praktycznie niepokonany. Co mogą zrobić Cecile i Tristan mając do pomocy niemagicznych ludzi? Przegrana sprawa. A może jednak?

Choć wątek romansowy został tutaj bardzo fajnie poprowadzony, Tristan i Cecile nie mają czasu na amory. Przez większość czasu działają oddzielnie, dzięki czemu widać wyraźnie, jak dużą przemianę przeszli. Cecile z nieśmiałej dziewczyny z talentem wokalnym, przeistoczyła się w potężną i nie bojącą się ryzyka czarownicę, a Tristan zmienił się z samolubnego księcia we władcę, któremu leży na sercu dobro zarówno trolli, jak i ludzi. Równie ciekawe i barwne są postaci drugiego planu: honorowy Marc, zżyte ze sobą mocno bliźnięta Vincent i Victoria oraz przyjaciele Cecile, Chris i Sabine.
Finałowe rozdziały powieści przyniosły mi kilka zaskakujących momentów i muszę przyznać, że autorka po raz kolejny bardzo miło mnie zaskoczyła, zakończyła bowiem swoją trylogię w ciekawy sposób, bez zbędnej ckliwości. 

Trylogię Klątwa powinien przeczytać każdy, kto mieni się fanem fantasy. Jeśli zastanawiacie się, co wspólnego mają trolle i elfy, do czego przydaje się żelazo we krwi i po prostu lubicie dobre historie przygodowe z intrygą, romansem i wojaczką, to trzytomowa Klątwa Danielle L. Jensen jest idealną dla Was lekturą. 
Polecam!

Dziękuję!

piątek, 24 lutego 2017

Ann Morgan: Moja siostra...czy ja?

Autor: Ann Morgan
Tytuł: Moja siostra...czy ja?
Stron: 384
Wydawca: AMBER







Były sobie dwie siostrzyczki. Jedna dobra, druga zła. Tak można by w skrócie opisać początek powieści Ann Morgan. 
Helen i Ellie są bliźniaczkami. Z wyglądu są identyczne, odróżniają je natomiast fryzury i umiejętności. Helen jest tą zdolną, której wszystko przychodzi łatwo i szybko. Ellie to ta gorsza, zawsze piąte koło u wozu
Któregoś dnia Helen wpada na pomysł, by na jedno popołudnie, w ramach psikusa, zamienić się z siostrą ubraniami. Jednak, gdy przychodzi pora na powrót do właściwych ról, Ellie odmawia. Od tej pory życie Helen staje się koszmarem, nikt jej bowiem nie wierzy, a wszystkie próby, by udowodnić otoczeniu swoją tożsamość, kończą się katastrofą, która dodatkowo tylko utwierdza wszystkich w przekonaniu, że Ellie/Helen jest złym dzieckiem. 

Mijają lata. Jedna z sióstr ulega wypadkowi. Druga widzi w tym swoją szansę na normalność. Czy prawda, jakakolwiek jest, wreszcie wyjdzie na jaw?

Mocną stroną książki są opisy stanów emocjonalnych bohaterki. Te szybko zmieniające się nastroje od spokoju czy błogiej radości przez gniew i wściekłość okraszone wulgaryzmami do myśli, które wprowadzone w czyn mogłyby zabić. Z tego też powodu głównej bohaterki nie da się lubić. To ten typ człowieka, który jest nieobliczalny, a  co za tym idzie stanowi zagrożenie nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla bliskich i otoczenia. Zachowanie rodziny Helen można potępiać i krytykować, ale rozumiem też ich obawy i wrogość wobec dorastającej dziewczyny, która sprawia kłopoty, nieustannie  coraz gorsze. Najprostszą metodą jest się po prostu od niej odciąć, bo przecież terapie, leczenie, poświęcanie uwagi, jest czaso- i pracochłonnym zajęciem na długie lata. 

Zmienne nastroje Helen spowodowały też, że nie wierzyłam w jej wersję wydarzeń. Równie dobrze wszystko to mogło się dziać tylko w jej umyśle, być odbiciem jej pragnień, by być lubianą, odnoszącą sukcesy i docenianą dziewczyną,  a potem kobietą. Jestem w stanie uwierzyć, że matka mogła wiedzieć o przemianie i nic z tym nie zrobić (z dziwacznie przerażających powodów), ale przecież dwie skrajnie różne dziewczynki nie zamieniły się chyba nagle też mózgami, aby ich nie poznać po umiejętnościach, posiadanej wiedzy czy osiągnięciach szkolnych. Oprócz tego wierzyć mi się nie chce, że sześciolatka potrafiłaby wytrwać tak długo w mistyfikacji. W końcu to przecież małe dziecko.

Dlatego też, pomimo że powieść trzyma czytelnika w napięciu i każe mu się gubić w domysłach i spekulacjach, nie mogłam się zdobyć na to, by kibicować głównej bohaterce, czy choćby jej uwierzyć. Może jestem okrutnym sceptykiem, ale nie mogłam się pozbyć myśli, że gdyby zaczęła brać leki, być może jej życie by się ułożyło i obrało zupełnie inny kierunek. Jedno z pewnością się autorce udało: przeżycia Helen utkwiły mi w pamięci i analizuję je od kilku dni. Choćby z tego powodu powieść Moja siostra...czy ja? warto polecić czytelnikom lubiącym thrillery o rodzinnych zawikłanych tragediach.

Dziękuję!

wtorek, 21 lutego 2017

Ronaldo Wrobel: Tłumacząc Hannah

Autor: Ronaldo Wrobel
Tytuł: Tłumacząc Hannah
Stron: 264
Wydawca: Bukowy Las







Dość rozpowszechnione jest przekonanie, że groza II wojny światowej objęła głównie Europę, względnie trochę Azji i Ameryki Północnej. O Ameryce Południowej w tym kontekście mówi się mało. Tymczasem powieść Tłumacząc Hannah dobitnie pokazuje, że terror tamtych czasów swoim mackami sięgnął także m.in. Brazylii. 

Lata 30 XX wieku, Rio de Janeiro. Imigrantów żydowskiego pochodzenia przybywa i nie dziwiłoby to nikogo, gdyby nie zmiana rządu na dyktatorski, który wszędzie widzi spiski, sabotaże i "semickie wpływy". 
Główny bohater Max Kutner, z zawodu szewc, z pochodzenia Polak, a z wyznania Żyd, dostaje od władz propozycję nie do odrzucenia. Ma tłumaczyć z jidysz na portugalski listy swoich pobratymców oraz szukać w nich zaszyfrowanych informacji o działalności wywrotowej i antyrządowej.  

Max to człowiek samotny, trochę dziwak, albo jak kto woli kawaler z nawykami, nie jest tym zajęciem zachwycony, ale nie ma wyjścia. Dlatego stara się podchodzić do tego zajęcia z dystansem, choć z czasem coraz częściej zdaje sobie sprawę, że czyta listy ludzi, wśród których się obraca. Z tym jednak dałoby się żyć, gdyby nie listy Hannah. 
Kobieta o tym imieniu koresponduje z siostrą, a sposób w jaki do niej pisze, zauroczą Maxa. W ten sposób, jeszcze nie znając kobiety, nawet nie wiedząc jak wygląda, mężczyzna zakochuje się. Od tej pory zrobi wszystko, aby poznać Hannah, a być może nawet zdobyć ją. 

Spotkanie z Hannah odmieni całe życie szewca i obudzi w nim uczucia, których istnienia dotąd w sobie nie podejrzewał. Jednocześnie bohater przekona się, że spisków jest dużo więcej niż myślał, zaś on sam znajduje się w centrum ważnych wydarzeń. 

Powieść Tłumacząc Hannah wydaje się może niepozorna, ale zaskakuje i to nie jeden raz. Zaskakują bohaterowie, którzy wcale nie są tacy przeciętni, na jakich wyglądają. Ich codzienne życie to tylko pozory, zaś prawda jest zupełnie inna, często wstydliwa, bolesna, a nawet hańbiąca.  Równie zaskakujące są podejmowane przez nich decyzje czy zawierane relacje. Jak Max poradzi sobie z uczuciami do tajemniczej Hannah i czy natrafi na ślady spisku w tłumaczonych listach? W końcu z kobietą jak z przekładem: wierność i piękno nie idą tutaj w zgrabnej parze. 
Dobrze oddał autor klimat słonecznego i egzotycznego Rio de Janeiro, miasta kontrastów i sprzeczności. Sposób prowadzenia narracji i opisywania przeżyć bohaterów momentami przypominał mi książki Gabriela Garcii Marqueza, co było bardzo przyjemnym skojarzeniem. 

Ciekawie skonstruował autor zakończenie. Gdy już się wydaje, że wszystko wiemy, dostajemy małego prztyczka w nos i okazuje się, że nie wszystko było tak, jak na początku wyglądało.
Polecam powieść Tłumacząc Hannah miłośnikom zawikłanych, skomplikowanych relacji damsko-męskich z wojną w tle. Umili wieczór, zapadnie w pamięć i skłoni do refleksji.

Dziękuję!