poniedziałek, 14 maja 2018

Ewa Nowak: Yellow Bahama w prążki

Autor: Ewa Nowak
Tytuł: Yellow Bahama w prążki
Stron: 198
Wydawca: Jacek Santorski & Co





Bardzo długo było mi nie po drodze z tą książką. Po pierwsze zniechęcał mnie tytuł, wydawał mi się dziwaczny, a po drugie kiedyś sięgnęłam po jedną z książek tej autorki z serii Miętowa i no cóż... nie zaiskrzyło. To zniechęcało dodatkowo. 
W chwili obecnej jestem po lekturze i mogę z całą mocą powiedzieć, że to nie tylko dobra powieść młodzieżowa, ale też jedna z lepszych pozycji na liście lektur szkolnych w gimnazjum. 

Książka ma formę epistolarną. Nastoletnia Hania pisze e-maile do znanej pisarki, która była w szkole bohaterki na spotkaniu autorskim. Jak Hania sama twierdzi, nie umie pisać książek, ale bardzo chciałaby, aby o niej taka powstała. Postanawia więc dostarczyć pisarce materiału, opisując w mailach swoje życie i otoczenie. Opowiada o szkole, kolegach, koleżankach, życiu rodzinnym, a to, odkąd trafia do niego waran Krzysiek, staje się znacznie ciekawsze. Szczerze, z dystansem, ale też dowcipnie i błyskotliwie opisuje rodzinne i sąsiedzkie perypetie, swoje marzenia, obawy, towarzyskie potknięcia i sukcesy.

Powieść porusza wiele aktualnych problemów społecznych w dużej mierze dotyczących jednostki, rodziny, grupy rówieśniczej, społeczeństwa. Mądra i błyskotliwa Hania ma problemy z akceptacją siebie i samooceną, choć tyle może zaoferować innym i jest przecież lubiana. Najbliższy sąsiad i przyjaciel pępowinowy bohaterki Jacek, to postać tyleż sympatyczna, co tragiczna. Inteligentny chuligan, ziejący gniewem do biologicznego ojca, potrafi być złośliwy i przykry, ale jest też bystrym i dobrym przyjacielem. Każdy z bohaterów coś ma. Jest tu wątek toksycznej matki, a także takiej, co bije córkę. Jest i córka, sprawiająca matce masę kłopotów.  Są nauczyciele, którzy przede wszystkim są niedoskonałymi ludźmi i wiele im można zarzucić. Myślę, że żaden szanujący się nauczyciel nie chciałby być posądzony o złośliwość, nieznajomość imion swoich uczniów, czy bycie do kogoś uprzedzonym tylko z powodu kojarzącego się imienia. Nie ma co jednak się łudzić, są i tacy. 

Przeciwwagą dla nieco smutnej strony świata przedstawionego jest rodzina Hani. Rodzice są nie tylko kochający, ale też mądrzy i normalni. Można z nimi porozmawiać, udzielą rady, gdy człowiek potrzebuje, przytulą w potrzebie i w razie czego oddaliby nerkę.  Co prawda tatuś czasem udaje warana, a mama jest nieco naiwna, ale i tak lepszych ze świecą szukać. 

Powieść jest prześmieszna, trzeba przyznać autorce, że ma dar opisywania sytuacji prostych i codziennych. Jeśli ktoś sięgając po książkę spodziewa się Bóg wie jakiej akcji i wybuchów, z pewnością się zawiedzie. Jeśli jednak ktoś lubi czytać o problemach i wpadkach dorastania, o poszukiwaniu swojego miejsca w grupie, z dużą rolą rodziny w roli głównej, to Yellow Bahama w  prążki jest właśnie taką historią. Nie wszystko kończy się tu dobrze, nie ma nawet jednolitego zakończenia, bo przecież życie toczy się dalej i nie można na nim ot tak postawić kropki. 
Myślę, że wielu młodych czytelników odnajdzie w sposobie myślenia Hani, Jacka, czy Pauliny odzwierciedlenie swoich obaw, lęków, poglądów. Oczywiście warto też dowiedzieć się, co oznacza ten intrygujący tytuł.
Dlatego gorąco polecam. To bardzo ciepła, mądra historia o tym, że najważniejsze są drobiazgi, bo to one składają się w całość i nawet z pozornie błahego wydarzenia może się wykluć coś pozytywnego.

piątek, 27 kwietnia 2018

Valentina Fast: Royal 2. Kraina z jedwabiu. Przedpremierowo!

Autor: Valentina Fast
Tytuł: Royal 2.
Kraina z jedwabiu
Stron: 233
Data premiery:
09.05.2018
Wydawca:
Media Rodzina







Rywalizacja o względy przystojnych młodzieńców wreszcie nabiera tempa. Dziewczęta dwoją się i troją, by zdobyć ich względy. W ruch idą powłóczyste spojrzenia, seksowny krok i kocie ruchy. A Tania daje się porwać uczuciom do atrakcyjnego, aczkolwiek trochę opryskliwego Philipa. Nie interesuje jej, czy chłopak jest księciem, czy nie, bo tak naprawdę sama zaczyna wątpić, czy dworskie, pełne intryg życie jest dla niej. Tak w skrócie przedstawia się fabuła drugiej części nowego cyklu dla młodych czytelniczek. Cyklu utrzymanego w klimatach historii o Kopciuszku, który musi wygrać zaciętą rywalizację, się stać księżniczką. Tutaj nie ma już znanych schematów z balem czy pantofelkiem. W nowoczesnej odsłonie klasycznej bajki, dziewczęta muszą zawalczyć o pozycję na dworze królewskim i nie będzie to walka fair play. Stare przysłowie mówi, że w miłości i na wojnie są dozwolone wszystkie chwyty i tak też będzie tutaj. 


Druga część cyklu zatytułowana Kraina z jedwabiu daje nam szerszy wgląd w historię Vittery, poznajemy kulisy powstania kraju pod kopułą i kilka cennych faktów. Tym samym jednak mnożą się tajemnice. Wspólnie z Tatianą odkrywamy, że państwo to wcale nie jest jedyne i że poza kopułą jednak coś jest. Jak wygląda prawda? Na jej odkrycie przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać. 
Dziewczęta ulegają porywom serca. Nowa przyjaciółka Tani, Claire wzdycha do sympatycznego Fernanda, a sama Tania zawróci w głowie aż dwóm chłopcom. Wychowana pod kloszem przez despotyczną ciotkę, niedoświadczona i naiwna dziewczyna wpada w wir uczuć, o których dotychczas nie miała pojęcia. Tatiana jest bardzo prawdziwa w swoich odczuciach; raz jest zazdrosna, za chwilę zła na Philipa, nie potrafi z nim szczerze porozmawiać ani konkretnie się określić. Takie są współczesne nastolatki i akurat takie przedstawienie stanów ducha dziewcząt udało się autorce znakomicie. 



Jedwab ma bardzo szerokie znaczenie symboliczne; to pragnienia, ambicje i pogoń za nimi, a także gwałtowne, niezaspokojone uczucia. I o tym właśnie jest ta książka. Zamknięte pod kopułą królestwo. Narastające sekrety, albowiem nic tu nie jest tak idealne, jak się początkowo wydawało. Piękne, ambitne kandydatki na żonę dla księcia. I książę, a właściwie nie jeden, a czterech przystojnych młodzieńców. A w tym wszystkim pogodna i zaradna Tatiana. Czy odkryje tajemnicę Vittery? Czy pójdzie za głosem serca, czy też może wygra rozsądek i młoda twórczyni biżuterii wróci do swojego bezpiecznego świata? To okaże się wkrótce, gdy do rąk czytelników trafi część trzecia. A na razie polecam lekturę części drugiej Kraina z jedwabiu. To bardzo przyjemna w odbiorze powieść młodzieżowa. Każdy kto lubi historie o kobiecej rywalizacji, pierwszych porywach emocji i serc, może z powodzeniem zabrać się za czytanie pierwszej i drugiej części Royal

Dziękuję!

środa, 18 kwietnia 2018

Jay Kristoff: Tancerze burzy

Autor: Jay Kristoff
Tytuł: Tancerze burzy
Seria: Wojna lotosowa, t.1
Stron: 480
Wydawca: Uroboros





Są takie książki, które po prostu się pamięta.  Opowiedziana w nich historia trąca te struny, które dźwięczą jeszcze bardzo długo. Towarzyszy temu jednak smutne uczucie, że nie będzie czytelnikowi dane poznać zakończenia. Dlaczego? Ponieważ historia liczy sobie trzy tomy, a polskie wydanie zatrzymało się na pierwszym.
Mijają lata. Nastaje czas powrotów. Bo historia zyska wreszcie pełnię. Poznam jej zakończenie. 
Powieść Tancerze burzy ma w moim czytelniczym sercu szczególne miejsce. Jest naprawdę niezwykła i poniżej dokładnie napiszę dlaczego.

Zacznę od tego, że Seria Wojna Lotosowa reprezentuje bardzo ciekawy i oryginalny nurt, a mianowicie steampunk. Czego się spodziewać po tak brzmiącym słowie? Samych dobrych rzeczy. Steampunkowy świat to miejsce, w którym na równych prawach istnieją nauka i magia. Technologia i wynalazki są na bardzo wysokim poziomie. Trochę można to skojarzyć w epoką oświecenia, w której liczyło się to, co się zmierzyło rozumem i szkiełkiem. Z drugiej jednak strony wiele do powiedzenia ma tu wszelka baśniowość i magiczność, słowem rzeczy, których nauka nie jest w stanie wyjaśnić, ani w żaden sposób ogarnąć rozumem. 
Jay Kristoff tworząc świat do swoich książek, właściwie przeszedł samego siebie, jeśli idzie o pomysłowość.
Akcja toczy się na Archipelagu Wysp Shima, mamy więc klanową, feudalną Japonię w całej okazałości. Władzę sprawuje młody Szogun, cesarz Yoritomo, człowiek dufny i szalony. Gospodarkę całego kraju napędza uprawa rośliny zwanej Czarnym Lotosem. To z niej powstaje paliwo do nowoczesnych maszyn, produkowanych przez Gildię Uczonych. Lotos jest także powszechnie używanym tytoniem do fajek oraz uzależniającym narkotykiem.
Wyspy Shima, kiedyś w pełni rolnicze, obecnie uprzemysłowione, to straszny obraz. Obraz naszej przyszłości, jeśli dalej będziemy zatruwać naszą planetę. Uprawy lotosu wyjałowiły ziemię, a jej ubodzy właściciele stracili źródło utrzymania i miejsce zamieszkania. Dymy z fabryk, które przetwarzają ziarna lotosu, tak zatruły wodę i powietrze, że nie widać już nieba, prawie wcale nie ma zwierząt, a przeważająca większość społeczeństwa, oczywiście ta uboga, umiera na czarnopłuco, naszą odmianę pylicy. Bogatych obywateli oczywiście stać na aparaty tlenowe i odpowiednie osłony, los biedoty nie obchodzi nikogo.

Najnowszym marzeniem cesarza jest zdobycie Arashitory, Tygrysa Gromu, legendarnego stworzenia, pół orła, pół tygrysa, dziecka boga burzy, Raijina. Yoritomo wysyła więc swojego nadwornego łowczego na misję niemożliwą, wszak oficjalna opinia głosi, że tych zwierząt już nie ma. Jednak siła kodeksu honorowego bushido, łączącego pana z jego podwładnym, nie pozwala odmówić, ani dyskutować, bo stawką jest tutaj honor całego klanu, a to dla ludzi sprawa najwyższej wagi. To kolejna rzecz, bardzo mocno podkreślana w powieści. Wiele mówi ona o mentalności bohaterów. Nie liczy się co myślą lub że decyzje cesarza godzą w dobro oraz życie ich bliskich. Ważny jest honor. Jego utrata powinna się kończyć rytualnym samobójstwem seppuku. Nie ma życia z utraconym honorem. Misja łowczego kończy się dość zaskakująco; Arashotora zostaje schwytany. Tygrys Gromu okazuje się rzeczywisty. Nastoletnia córka łowczego, Yukiko, przekonuje się o tym najmocniej. Katastrofa Dziecięcia Gromu połączy na zawsze losy młodej łowczyni i dzikiego gryfa. Ich więź zmieni losy całych Wysp Shima i być może stanie się zarzewiem rewolucji, która musi nadejść.

Powieść wciąga czytelnika od pierwszych stron. Orient, tak inny od Europy, jest fascynujący ze swoim stylem mówienia, nazwami ubrań, tytułów, imionami bohaterów i bóstw. Bardzo podobało mi się połączenie tradycji i technologii. Konflikt Gildii z tym co ponadzmysłowe bardzo przypominał mi spory ideowe oświeceniowców z romantykami. Dla naukowców Gildii, umiejętność porozumiewania się ze zwierzętami, swoista telepatia, są rodzajem nieczystości, a ludzi takich po prostu się eliminuje.
Duży nacisk, jak już wspomniałam wyżej, położył autor na sprawę ekologii i niszczenia ziemi. Bogaci uratują się dzięki swoim majątkom, ale biedni będą zwyczajnie masowo umierać. Nie ma już zwierząt ani roślin, dzięki którym świat jest przecież taki piękny. Te zwierzęta, które pozostały, są żałosnymi resztkami gatunku.

Tancerze burzy to dopiero wstęp do historii Wysp Shimy oraz przygód Yukiko oraz Buruu. Polecam powieść wszystkim miłośnikom dobrej fantastyki i niesamowicie się cieszę, że tej wiosny cała trylogia Jaya Kristoffa pojawi się na polskim rynku książkowym. Póki co gorąco polecam lekturę części pierwszej.


niedziela, 15 kwietnia 2018

Danielle L. Jensen: Niedoskonali

Autor: Danielle L. Jensen
Tytuł: Niedoskonali t. 0,5
Seria: Trylogia Klątwy
Stron: 302
Wydawca: Galeria Książki





W moim odczuciu książki będące uzupełnieniem właściwej historii, powinno się czytać na samym początku przed rozpoczęciem przygody z danym cyklem. Mam oczywiście świadomość, że z różnych względów nie zawsze jest to możliwe. W moim przypadku zadziałał czas. Pamiętam i wiem, że Trylogia Klątwy bardzo mi się podobała. Żyłam intrygami prowadzonymi w społeczności Trolli, do których wkradł się ludzki czynnik w postaci zaradnej i przekornej Cecile. Naprawdę czytałam serię z drżeniem serca i zastanawiałam się, jakie zakończenie można by dać bohaterom, aby poczynić w ich świecie jak najmniejsze szkody. Niemniej jednak to było już dość dawno. Zapomina się o szczegółach, a pozostaje jedynie ulotne wrażenie, że było to fajne. Dlatego ten czynnik zadziałał poniekąd niekorzystnie na mój odbiór powieści, choć rzecz jasna, walorów jej odmówić nie można. 

W napisanej po powstaniu Trylogii Klątwy powieści Niedoskonali autorka jeszcze raz zabiera czytelnika do ukrytego pod górą świata Trolli, istot obdarzonych potężną magią, tyle okrutnych, co i pięknych. Nieświadomy czekającego go epickiego romansu z Cecile, Tristan knuje spisek, przeciwko królowi, własnemu ojcu zresztą. Ale to nie Tristan jest głównym bohaterem. 

Powieść Niedoskonali, jak wyznaje sama autorka w posłowiu, powstała, by wypełnić pewną lukę, dopowiedzieć sprawy, na które nie było miejsca i czasu w trylogii właściwej. Aktywnym twórcą spisku jest tutaj Marc, kuzyn i prawa ręka Tristana i to jemu poświęcona jest ta książka. 
Cudowny, lojalny i mądry Marc, jest tytułowym Niedoskonałym, mimo pięknej postawy, siły fizycznej i urody, nie jest idealny i ukrywa zdeformowaną część twarzy pod kapturem płaszcza. Utalentowana i dobra Penelope, mimo wielu zalet, także jest niedoskonała. Skaza znajduje się w jej krwi i z czasem doprowadzi ją do śmierci, gdyż na to nie ma tu lekarstwa. Co więcej swoją chorobą Penelope pozbawiła swoją siostrę Anais szansy na zostanie królową, żaden bowiem szanujący się ród nie zaryzykuje mariażu, wiedząc, że skazę może odziedziczyć też potomstwo. 
Marc i Penelope od dawna są w sobie zakochani. Stoją jednak po przeciwnych stronach spisku. Ojciec dziewczyny, okrutny książę Angouleme, nakazuje jej, by uwiodła Marca i tym samym zdobyła dowody na to, kto jest przywódcą spisku. 
Bohaterowie znajdą się w bardzo trudnej sytuacji; jak tu nie zdradzić za dużo, żeby nie zaszkodzić spiskowcom i ich sprawie, ale zdradzić wystarczająco dużo, by ojciec Penelope był zadowolony z postępów córki jako szpiega. 

Czytelnicy, którzy znają Trylogię Klątwy, wiedzą dobrze jak zakończy się ta historia. Jednak autorce udało się coś, co rzadko udaje się podczas tworzenia historii epizodycznych, uzupełniających. Mianowicie, cały czas ma się nadzieję, że może jednak się uda i że bohaterowie ujdą cało z niebezpieczeństwa. Każda ze stron tak naprawdę prowadzi tu swoją grę i nawet książę Angouleme potrafił mnie zaskoczyć. Pięknie i bardzo urokliwie jest pokazana miłość między Markiem a Penelope, ich wzajemne przywiązanie i to, że kocha się kogoś za to jaki jest, a nie za to jak wygląda. 

Bez dalszego zdradzania treści powiem, że powieść Niedoskonali mogą bez obaw przeczytać miłośnicy Trylogii Klątwy i na pewno będą zadowoleni. Historia jest dobrym uzupełnieniem tego, o czym w trylogii właściwej się tylko napomykało. Akcja toczy się szybko, czytelnik co rusz jest zaskakiwany niespodziewanymi zwrotami akcji, a przy okazji uroni też łzę. 
Przyjemnie jeszcze raz wrócić do magicznego świata Trolii. Polecam.

Dziękuję!

środa, 11 kwietnia 2018

Kelly Oram: Cinder & Ella

Autor: Kelly Oram
Tytuł: Cinder & Ella
Stron: 314
Wydawca: Dolnośląskie






Ta historia mnie po prostu zauroczyła. W nocy nie mogłam zasnąć i jedyne o czym myślałam, to żeby czytać dalej. To najlepszy dowód na to, jak bardzo wciągająca jest ta książka. Historii o Kopciuszku mamy przecież mnóstwo. Są one różnej jakości, jedne zostają w pamięci na dłużej, inne są do obejrzenia/przeczytania na jeden raz. W gruncie rzeczy niełatwo stworzyć coś, co będzie bliskie oryginałowi, a jednocześnie inne i nowe. Kelly Oram się to udało. Uwierzcie mi historia Elli i Briana jest inna niż wszystkie. 

Ella i Brian nigdy się nie spotkali, a mimo to są dobrymi przyjaciółmi. Kontaktują się tylko mailowo, nie znają nawet swoich imion. Zwierzają się sobie z tajemnic, dyskutują o książkach i filmach. 
W dniu swoich 18 urodzin Ella ma wypadek. Ginie jej mama, a ona sama przez blisko rok wraca do zdrowia. Ciężko poparzona z uszkodzonym biodrem, trafia pod opiekę ojca i jego nowej rodziny. Czy bohaterka odnowi kontakt z internetowym przyjacielem? Czy wróci do pełnej sprawności i samodzielności? 

Przyznam, że gdy zaczynałam czytać, nie spodziewałam się, że to będzie tak dobra historia. Zaczyna się zupełnie zwyczajnie, ot Ella i jej mama jadą na narty. Jednak koniec pierwszego rozdziału pozbawia czytelnika złudzeń, że będzie to naiwna, banalna historia. 
Wypadek, któremu uległa dziewczyna był bardzo poważny i równie poważna jest rehabilitacja, której musi się poddać. Świeżo przeszczepiona skóra wciąż boli, chodzenie o lasce jest trudne, a świadomość śmierci mamy nie ułatwia Elli sprawy. 
Bardzo dużo miejsca poświęciła autorka relacjom rodzinnym; sytuacji dziecka w świetle rozwodu rodziców, nawiązywaniu relacji na nowo po latach, poznawania tej drugiej rodziny. Obie strony są w równie ciężkiej sytuacji; Ella z ranami na ciele i duszy nie umie zaakceptować ojca, którego tyle lat nie widziała, jego pięknej żony oraz swoich przyrodnich sióstr. Im z kolei także nie jest łatwo. Pojawiła się rodzinna tajemnica, pokiereszowana przez wypadek, psująca rodzinie idealny wizerunek. Trudno mi było polubić bliźniaczki Anę i Juliette, z drugiej jednak strony jestem w stanie zrozumieć ich niepokój i bunt. Że w końcu się dogadają w to nie wątpiłam, trochę jednak muszą ze sobą przeżyć. Padnie wiele przykrych słów oraz złośliwych zachowań. 

Kolejny smaczek to relacje Elli i Briana, ich dojrzewanie do uczucia, do odsłonięcia się przed drugą osobą. Czy celebryta i aktor, będący więźniem kontraktów i wizerunku ma w ogóle szansę na prywatne życie i własne wybory? I w tym temacie autorka spisała się świetnie, zwłaszcza przy fragmentach dotyczących reakcji fanów w Internecie i serwisach społecznościowych. Ot potęga Sieci, gdzie nikt nie jest anonimowy, a użytkownicy czując się mocni, zatracają empatię i życzliwość.

Kelly Oram w swojej powieści pokazuje, że nic nie jest proste. Powrót do zdrowia i zdobycie na nowo akceptacji otoczenia okazują się dla Elli bardzo trudne i naprawdę należy się autorce ogromna pochwała za opowiedzenie tej historii tak żeby nie wyszedł płytki banał.

Cinder & Ella to naprawdę świetna książka. Polecam wszystkim romantyczkom. Warto,

piątek, 6 kwietnia 2018

Sebastien de Castell: Cień rycerza

Autor: Sebastien de Castell
Tytuł: Cień rycerza
Seria: Wielkie Płaszcze t.2
Stron: 637
Wydawca: Insignis






Po lekturze tomu pierwszego zostało mi w głowie skojarzenie Wielkich Płaszczy z dumasowskimi muszkieterami. Pamiętam, że nawet mi się historia podobała, choć prowadzenie narracji z dwóch płaszczyzn czasowych było trochę dezorientujące. To dlatego po zakończeniu lektury, będąc nią trochę zmęczona, nawet się nie zastanowiłam, czy istnieje w ogóle jakaś kontynuacja. Dlatego do drugiej części cyklu, a wtedy już wiedziałam, że w zamierzeniu jest to tetralogia, podchodziłam dość nieufnie. 

Dla przypomnienia. Król Paelis, przywódca i mentor naszych bohaterów, nie żyje, a jego sztandarowy oddział rycerzy i sędziów w jednym poszedł w rozsypkę. Tristia, kraj w którym toczy się akcja tej historii stoi na skraju wojny domowej. Książęta i hrabiowie myślą tylko o własnych interesach, a lud cierpi pod jarzmem ich podatków.  Gorzej już być nie może? A jednak. 
Falcio, Kest i Brasti, kiedyś dumni trybuni, obecnie są na usługach człowieka, który jest martwy. Nie dość, że nie płacił im za życia, to teraz jeszcze padł ofiarą skrytobójcy, a oczywistym jest, że wina ma się znaleźć po stronie sławetnej trójki. Zupełnie przypadkiem bohaterowie wpadną na trop intrygi, której początek tkwi w ich własnej przeszłości, kiedy to zaczynali służbę u króla Paelisa. Ten ostatni co prawda także już od dawna nie żyje, ale był dość dalekowzroczny i nawet zza grobu wyznaczył swoim ludziom misję odnalezienia i obrony dziedziczki swojego tronu. Na tym, bardzo krótko mówiąc, skupia się fabuła części pierwszej. Gdy teraz o tym myślę, to pamiętam całkiem sporo, jednak blisko rok temu książka nie zrobiła na mnie wrażenia i patrząc na to z perspektywy przeczytanej części drugiej, nie umiem powiedzieć dlaczego tak było. 

Obecnie jestem po lekturze Cienia rycerza i moje wrażenia są o wiele lepsze. Odnoszę wrażenie, że albo historia kryła w sobie więcej potencjału niż początkowo myślałam, albo może sam autor, podpisawszy umowę na tetralogię, pisał ją z zupełnie innym nastawieniem. Być może zadziałało i jedno i drugie. 

Falcia, Kesta i Brastiego spotykamy właściwie w tym samym miejscu, w którym ich zostawiliśmy. 
Tristia nadal stoi na skraju wojny i rozpadu, zagrożenie to jest nawet bardziej realne niż wcześniej. Uzurpatorka Trin gromadzi swoich popleczników i jest zdecydowana objąć władzę w kraju, nawet jeśli będzie sobie musiała drogę do tronu utorować trupami książąt i ich rodzin. Zadaniem Falcia i jego druhów będzie ochrona Aline, młodej dziedziczki Paelisa, jednak ponownie wszystko jest tak bardzo trudne, ponieważ każda ze stron ma własną wizję przyszłego kształtu kraju. Jakby tego było mało Falcia zżera trucizna, która co rano paraliżuje jego członki i nie pozwala nawet drgnąć. Jeden z przyjaciół Falcia jest trawiony świętą gorączką, a wszędzie czyhają skrytobójcy. 

Świat wykreowany na potrzeby powieści jest barwny i okrutny; zadawanie tortur jest tutaj sztuką, w której wielu doszło do mistrzostwa.  Wielkie Płaszcze uosabiają zapomniane ideały, do których niełatwo teraz wrócić. Raz zszargana reputacja, sama się nie naprawi. Święci, do których bohaterowie ciągle się odwołują, są jak najbardziej realni i zwyczajnie ukazują się śmiertelnikom, by z nimi porozmawiać. Pod powierzchnią tego wszystkiego czai się magia, której natury jeszcze do końca nie rozumiemy, mam nadzieję, że autor poświęci jej więcej miejsca w kolejnych tomach. Książęta są bezduszni i zepsuci, a lud uciskany i traktowany jak zwierzyna. Historię zapamiętują i opowiadają ludziom wędrowni muzycy zwani tu bardatti, którzy także mają w sobie coś magicznego. No i są jeszcze dashini, tajni zabójcy, zwinnością przypominający ninja a sposobem zabijania hitmana. 

W tomie drugim dowiadujemy się więcej na temat tego, kim byli członkowie Wielkich Płaszczy, jakim szacunkiem i uznaniem się cieszyli, że ich zadaniem było rozsądzać spory i ogłaszać wyroki, a ich wierność ideom króla Pelisa była tak głęboka, że poświęciliby własne życie. 
Powiększa się też drużyna Falcia i to o dwie kobiety. Pierwszą jest Valiana, nieksiężniczka, była, niedoszła dziedziczka tronu, obecnie zdeterminowana Wielki Płaszcz, a drugą narwana i okrutna Darriana, która nie odkryła wszystkich swoich kart. 
Podobnie jak w części pierwszej sojusznicy okazują się zdrajcami, a pozorni wrogowie mogą się okazać przydatni. Każdy ma swój cel, do którego zacięcie dąży i jeśli poleje się przy tym krew lub polecą głowy, trudno.
Czy Falcio faktycznie ma przed sobą tylko 7 dni życia? Wiele od tego zależy, bo to on, Pierwszy Kantor i Królewski Trybun, wytycza drogi innym. To on planuje, nie poddaje się i jest tak nieznośnie i uciążliwie honorowy i prawy. 

Cień Rycerza to bardzo dobra powieść, dużo lepsza od swojej poprzedniczki, negująca regułę części drugich, w których zazwyczaj niewiele się dzieje. Tutaj dzieje się naprawdę dużo i nie można się nudzić. Jeśli kogoś, tak jak mnie, nieco zniechęciła część pierwsza, to zachęcam, by jednak dał szansę części drugiej. Historia Wielkich Płaszczy nabrała rozpędu i jest bardzo,bardzo ciekawa. Polecam. Kawałek dobrej literatury spod znaku płaszcza i szpady okraszony realiami naszego średniowiecza z magicznym posmakiem.



Dziękuję!

wtorek, 3 kwietnia 2018

Sana Krasikov: Patrioci

Autor: Sana Krasikov
Tytuł: Patrioci
Stron: 672
Wydawca: W.A.B.







Zaciekawił mnie opis z okładki. Uwielbiam wielopokoleniowe sagi, ponieważ dla czytelnika nie ma nic przyjemniejszego, jak obserwowanie zmieniającego się bohatera od czasów dzieciństwa poprzez przykrą często dorosłość i dojrzałość aż po starość na tle przemian politycznych i obyczajowych. To właśnie obiecywał opis powieści Sany Krasikov Patrioci.

Florence Fein, ambitna i niezależna Amerykanka pragnie dla siebie czegoś więcej niż jest jej w stanie ofiarować rodzinny kraj. Dziewczyna sądzi, że to co Ameryka końca lat 20 chce dać młodym ludziom, a zwłaszcza kobietom, to jedynie pozory niezależności. Możliwość palenia papierosów, noszenia pończoch czy większa swoboda obyczajowa to jedynie miraż. Florence pragnie znacznie, znacznie więcej. Chciałaby być wolna i sama o sobie decydować, ale marzy jej się też praca na rzecz czegoś większego. Być trybikiem wielkiej machiny z jednoczesną świadomością, że oto robi coś doniosłego, ważnego dla przyszłych pokoleń. Kilka przykrych dla dumy Florence wydarzeń w Ameryce sprawia, że bohaterka dochodzi do wniosku, że taką szansę rozwoju jest jej w stanie dać jedynie wyjazd do Związku Radzieckiego. Jak myśli tak też robi. Zakochana w ciemnookim Rosjaninie wsiada na statek i płynie do Rosji współbudować komunizm. 
Warunki życia i pracy w wymarzonym raju okazują się nadzwyczaj trudne, żeby nie rzec nieludzkie, ale Florence owładnięta ideą nie bierze tego zbytnio do siebie. Tutaj nie każdy da radę, a jeśli nie jest w stanie się przyzwyczaić, to znaczy, że jest rozpieszczony przez cywilizację Zachodu. W kolejnych latach Florence zmieni nie raz pracę, wyjdzie za mąż, urodzi dziecko, a wszystko to na tle zmieniającej się Rosji, rządzonej systemem, który niczym dobrze naoliwiona machina pochłonie tysiące istnień, oskarżonych o wrogość wobec systemu i szpiegostwo na rzecz Zachodu. A wrogiem może tu być każdy: ten kto robi, mówi, a nawet myśli niezgodnie z obowiązującymi ideami. 

Akcja powieści toczy się na dwóch płaszczyznach. Z jednej strony poznajemy Rosję od środka oczami dojrzewającej na naszych oczach Florence. Dziewczyna jest pełna zapału, podejmuje decyzję o wyjeździe nie słuchając rad rodziców. Kiedy zda sobie sprawę, że mieli rację, bojąc się o nią, będzie już za późno, a wszelkie działania, by wrócić do Ameryki, spełzną na niczym.  
Druga perspektywa czasowa to współczesność, rok 2008. Syn Florence Julian jest już dojrzałym człowiekiem, sam ma dorosłe dzieci, a jego matka od kilku lat nie żyje. Naznaczony trudnym dzieciństwem w domu dziecka (Florence przebywała wtedy w łagrze) dorosły dziś Julian próbuje na nowo zrozumieć postępowanie matki, przedefiniować ich wzajemne relacje, co być może pozwoliłoby mu wreszcie porozumieć się z dorosłym, mieszkającym w Rosji synem Lennym. 

Odgrzebywanie przeszłości, starannie przysypanej kurzem systemu nie jest proste, o czym Julian przekona się na własnej skórze. Czy jego matka faktycznie współpracowała ze służbami bezpieczeństwa? Do czego jest zdolny człowiek znajdujący się w pułapce systemu, gdy znikąd pomocy? 
Sana Krasikov w swojej powieści bardzo starannie ukazuje mechanizm uwiedzenia człowieka przez system; piękna otoczka wspólnej pracy nad wspólnym dobrem, skrywa w sobie śmiertelne niebezpieczeństwo, z którego nie ma ucieczki. Represje wobec wrogów systemu pochłoną miliony ofiar. W to jeszcze nietrudno uwierzyć, wszak ludzie ginęli za bardziej błahe sprawy. Fascynująca jednak jest sama mentalność i sposób myślenia głównej bohaterki. Gdzie jest ta granica między uwielbieniem dla systemu a świadomością, że jeśli nic się nie da zrobić i nie ma ucieczki, to trzeba brać rzeczywistość taką jaka jest? To samo próbuje zrozumieć Julian, dla którego zachowanie matki podczas organizacji wyjazdu do Ameryki, było tyleż niezrozumiałe, co głupie. 

Patrioci to wielowątkowa powieść napisana z wielką starannością i bogata w liczne detale. Każdy, kto choć odrobinę interesuje się tym tematem powinien ją przeczytać. Mnie kojarzyła się ona bardzo z cyklem Jeździec miedziany Pauliny Simmons, tyle że mniej tu było romansu, co w sumie wyszło fabule na dobre, bo byłą bardziej realna i odarta z pewnej cukierkowości. 
Polecam gorąco Patriotów. Powieść zapewni czytelniczą rozrywkę na poziomie na kilka wiosennych wieczorów.


Dziękuję!

czwartek, 29 marca 2018

Blair Holden: Bad boy's girl

Autor: Blair Holden
Tytuł: Bad boy's girl
Stron: 512
Wydawca: Jaguar







18-letnia Tessa nie ma łatwego życia.  Jej rodzice ciągle się kłócą i skupiają tylko na sobie. Starszy brat ma poważny problem z alkoholem i całym swoim życiem. To dlatego  dziewczyna jest praktycznie sama z tym, że w szkole jest społecznym pariasem. Kiedyś miała nadwagę i to tak naprawdę pośrednio przyczyniło się do wojny z byłą najlepszą przyjaciółką Nicole, która obecnie nie dość, że zmienia życie Tessy w piekło, to na dodatek chodzi z Jayem, w którym bohaterka beznadziejnie się kocha. 
To dlatego dziewczyna ma jeden priorytet na ten rok: skończyć szkołę. Potem pójdzie na studia i wszystko się jakoś ułoży. 

Teoretycznie mogłoby się to udać, gdyby nie nagły powrót Cole'a do miasta. Brat Jaya i bliski sąsiad Tessy, kiedyś także skutecznie obrzydzał jej życie. Teraz okazuje się, że chce być najlepszym przyjacielem Tessy, a może nawet kimś więcej. Co za niezwykła przemiana? Krucjata? Pokuta? A może okrutny żart? 
Tessa początkowo jest podejrzliwa i nieufna. Trudno jej jednak być odporną na urok przystojnego bad boya z ośmiopakiem na brzuchu. Może jednak podkochiwała się w niewłaściwym bracie? 

Wrażenia. Dobrze się zapowiadało. Temat, choć pozornie już ograny, jest przecież dość nośny. Gdyby tylko zachować umiar, tę złotą granicę pomiędzy powagą opowiadanej historii a banałem płaczliwego romansu, między drobnymi dramatami a łzawymi awanturami na pół ulicy, między drapieżnym erotyzmem a zwykłym banalnym obściskiwaniem się, gdzie popadanie? Dlaczego musiało to pójść w tę właśnie stronę?

Plusy? 
Minusy? 
Otóż są plusy dodatnie i ujemne.
Zanim dotarłam do końca, byłam święcie przekonana, że to pojedyncza powieść. To dlatego tak parłam do ostatniej strony. I gdyby  tak było, wyszłoby to na dobre całej fabule, bohaterom i czytelnikowi. Tymczasem tuż pod koniec okazuje się, że to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Gdy wydawało się, że bohaterowie zmierzają ku prostej, wszystko się rozpadło i właściwie tak trochę na siłę. 
Kolejna rzecz to rozwlekłość. Wszystko to, co się dzieje między bohaterami jest urocze, przyjemne w odbiorze i naprawdę się im kibicuje, bo obydwoje zasługują na swój happy end. Jednak w pewnym momencie zaczęłam mieć wrażenie, że autorka zmieniła koncepcję i zamiast ten happy end wprowadzić w życie, celowo zaczęła go odwlekać, bo nagle okazało się, że będą kolejne części. 

I nagle to co miałam za urocze, zabawne, z erotycznym pazurem, zaczęło nagminnie przypominać historię z cyklu After Anny Todd. Nastąpiła ta sama zmiana układu sił. Tessa stała się tą, która dyktuje warunki, a charyzmatyczny i silny dotąd Cole, zmienił się płaczliwego słabeusza, który, zresztą bardzo doświadczony w tych sprawach, kompletnie nie widzi, że jakaś wydra, mieniąca się przyjaciółką z dzieciństwa, zagięła na niego parol. Nie podoba mi się coś takiego, bo naturalną koleją rzeczy, że on teraz będzie biegał za nią, rozpaczał i pił, pił i rozpaczał oraz, rzecz jasna, robił całą masę głupot po drodze. Jej oczywiście też wpadnie do głowy parę durnowatych pomysłów. 
Dlaczego opisywane w powieściach dla młodzieży związki nie mogą przechodzić życiowych prób, takich jak choroba, strata, dorastanie, a polegają jedynie na dramatach w stylu kocha, nie kocha oraz próbach uładzenia sytuacji obściskiwaniem się bohaterów lub przygodnym seksem? 

Dlatego w chwili obecnej mam szczery zamiar nie sięgać po kontynuację, gdy się pojawi. Czy wytrzymam w swym postanowieniu, to już inna sprawa. Boję się, że po prostu nie zniosę faktu, że fajna historia zmienia się w operę mydlaną z trójkątem  w roli głównej.

poniedziałek, 26 marca 2018

Dorastania i rozstajów czas czyli Pitch perfect 3

Reżyseria:Trish Sie
Scenariusz: Kay Cannon, Mike White
Obsada: Anna Kendrick, Rebel Wilson, Britanny Snow, 
Anna Camp, Hailee Steinfeld i in.
Czas trwania: 93 min.





Dorosłość dopadła członkinie Barden Bellas. Dziewczyny opuściły bezpieczne mury uczelni, by skupić się na pracy i robieniu kariery.  No właśnie. Z tym drugim jest ciężko. Rzeczywistość jest brutalna. Okazuje się, że same dobre chęci i odrobina talentu, to zdecydowanie za mało. A przecież świat wciąż idzie do przodu i nie zaczeka na niezdecydowanych. 
Wygląda jednak na to, że Becca, Chloe, Amy i reszta dziewczyn nie jest ostatecznie gotowa na siłowanie się z życiem. A gdyby tak jeszcze raz, taki ostatni zaśpiewać razem? Okazja się nadarza i dziewczyny zwarte i gotowe wyruszają w trasę. 

Przyznam, że nieco obawiałam się finałowej części. Po pierwsze dlatego, że nie lubię, gdy coś się kończy. To tchnie taką ostatecznością, że aż wyciska łzy z oczu. Po drugie, trochę się bałam, czy po spektakularnym sukcesie Barden Bellas w World Championship, jest jeszcze coś do pokazania, opowiedzenia i zaśpiewania? Tak. Zdecydowanie tak. 

Już na początku filmu okazuje się, że dorosłość nie jest usłana różami, a sukces nie czai się za rogiem. Becca nie została super producentką, a Chloe nie wie, co ogólnie ma ze sobą zrobić. Podobnie jak zresztą pozostałe dziewczyny. Psychologicznie rzecz biorąc, nie odcięły pępowiny. 
Być może muzyczna trasa USO pozwoli im pożegnać się ze studenckim dzieciństwem?

Powiedzmy to sobie od razu. Nie jest tak wybuchowo i gorąco, jak w dwóch poprzednich częściach. Jako że jednak fan wiele wybaczy, jest całkiem poprawnie. W moim odczuciu sytuację ratuje głównie Fat Amy, nie tylko dzięki związanemu z nią wątkowi sensacyjnemu, ale też totalnym tekstom, które są typowe tylko dla niej, np. Wreszcie z tych głupich ust wydobyło się coś mądrego! Taak, Amy jest epicka. 

Nie ma tu typowej dla poprzednich części rywalizacji, ale przecież, jak same bohaterki mówiły na początku, chodziło im o to, by razem wystąpić. Dlatego jest całkiem ok. Być może szykują się jakieś romanse, być może ktoś znajdzie swoje nowe zajęcie, pozbędzie się demona, może zostanie matką. A może w ogóle ktoś nie cierpiał występować i z ulgą z tym skończy?
Jedno jest pewne; trzeba zamknąć pewien rozdział w życiu, by móc spokojnie pójść dalej. 

Muzyka i wykonanie jest całkiem miłe dla ucha, a finałowa Freedom Becki i innych Bellas mnie akurat bardzo wzruszyła, ale może nie jestem obiektywna, bo mnie takie pożegnalne sceny zawsze zmuszają do płaczu. 

Polecam fanom serii. Bellas górą!

wtorek, 20 marca 2018

Bo jedni chcą trykać, a inni wąchać kwiaty czyli byczek Fernando

Reżyseria: Carlos Saldanha
Scenariusz: Robsert L. Baird, Tim Federle
Czas trwania: 106 min.
Wytwórnia: Blue Sky Studios







Postać byczka Fernando od zawsze majaczyła w moim umyśle, za sprawą krótkometrażówki z 1938 wyprodukowanej przez wytwórnię Walta Disneya. Pamiętałam scenkę, w której wąchający kwiatki byczek zostaje boleśnie ukąszony przez pszczołę i wpada w histerię, choć rzecz jasna otoczenie bierze to za furię i wściekłość. Swoją drogą krótkometrażówka dostała Oscara, co znacznie zwiększyło sprzedaż książki, która już w roku swojego wydania okazała się problematyczna dla różnych dyktatorów, którzy brali ją za krytykę dążeń wojennych oraz pean pacyfizmu. 
Autorem książeczki jest Amerykanin Munro Leaf i zgodnie z głoszoną legendą napisał ją w jedno popołudnie w ciągu 40 minut. Ponieważ pojawienie się książki na rynku zbiegło się z wybuchem wojny domowej w Hiszpanii gen. Franco zakazał jej wydawania. Podobnym zakazem objęto książkę w III Rzeszy, negowały ją również amerykańskie środowiska prawicowe. Pozytywnie recenzowali ją za to Gandhi, H.G.Wells oraz Eleonor i Franklin Roseveltowie.  

Mały byczek Fernando dorasta w haciendzie, w której przeznaczeniem hodowanych tam byków jest walka na arenie. Do tego przygotowuje się tata Fernanda oraz ojcowie jego kolegów. Sam Fernando jednak nie jest tym zainteresowany. On woli wąchanie kwiatków i zachwycanie się pięknem świata. Nie widzi siebie na arenie i smuci go fakt, że w tym świecie byki nie mają innej alternatywy. 
Kiedy byczek trafia pod opiekę nastoletniej Niny i jej taty, wydaje się, że jego los się odmienił. W przepięknie położonym gospodarstwie Fernando ma wszystko, o czym tylko może zamarzyć pupil czyli dużo przestrzeni do zabawy, mnóstwo kwiatów (Nina i jej tata je uprawiają) i kochających opiekunów. 
Jest jednak bykiem i to potężnym i nie wszyscy rozumieją, że jest łagodny i spokojny. Historia z pszczołą na rynku pełnym ludzi także nie przysparza mu zrozumienia. Byk zostaje uznany za agresywnego i niebezpiecznego i wraca na haciendę, z której uciekł jako dziecko. Jego występ na arenie jest zatem tylko kwestią czasu. 

Fernando to urocza i ciepła historia o tym, że często niełatwo stanowić o własnym losie i trzeba o niego zawalczyć, podejmując często trudne decyzje. Okazuje się także, że niełatwo przekonać innych, by choć zechcieli spróbować coś zmienić w swoim życiu, bo łatwiej żyć w przekonaniu, że się nie da i że nie mamy na to wpływu. 
Na uwagę zasługuje dopracowany polski dubbing oraz przepiękna piosenka Home w wykonaniu Nicka Jonasa. Urocze są małe jeże, które kradną wszystko, co im wpadnie w łapki, trzy konie z niemieckim akcentem oraz koza, która potrzebuje, by ktoś ją pokochał. 

Fernando naprawdę zapada w pamięć. To godna obejrzenia historia, która rozbawi i wzruszy. Polecam, warto.

niedziela, 18 marca 2018

Arwen Elys Dayton: Rozrywacz

Autor: Arwen Elys Dayton
Tytuł: Rozrywacz
Seria: Poszukiwaczka, t.3
Stron: 405
Wydawca: Uroboros








 Życiowa przygoda młodych Poszukiwaczy trwa i ani na chwilę nie staje się prostsza czy bezpieczniejsza. Wydawać się mogło, że po śmierci Średniego Sędziego wystarczy tylko odnaleźć zaginionych członków rodów i tajemnice się wyjaśnią. Tymczasem okazuje się, że był to ledwie wierzchołek góry lodowej. 

Zostawiona przez Shinobu w świecie pomiędzy Quin spotyka niespodziewanego sprzymierzeńca. Tajemniczy Dex, pogrążony w dziwnej mieszance amnezji i szaleństwa w nielicznych chwilach świadomości, relacjonuje  początki rodu Poszukiwaczy. Okazuje się, że już u źródeł tej zaszczytnej idei zalęgły się zawistna rywalizacja i żądza krwi, a to wszystko w jednej rodzinie. Czy Quin zdoła dotrzeć do zdrowej części umysłu Dexa? Od tego zależy życie jej i Shinobu. 
Wspomniany wyżej Shinobu znalazł się w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Opanowany przez fokal i pozostałe w nim części świadomości Sredniego, stał się bezwolnym narzędziem w rękach Maggie, babki Johna Harta. Babki? No właśnie, okazuje się, że Maggie jest, a może była, kimś znacznie, znacznie więcej. 
Bardzo ciekawie poprowadziła również autorka wątek Johna Harta. Nie jest to już ten żądny zemsty chłopak. Młoda Sędzia Maud zgodziła się go szkolić i wyraźnie widać, że młodzieniec przeszedł ogromną przemianę. Przez lata determinowany kłamstwami babki oraz łaknącej zemsty matki, teraz wreszcie zaczyna myśleć samodzielnie i być może ta odmiana spowoduje odrodzenie instytucji Poszukiwaczy.

Jeśli spojrzeć na całą trylogię z perspektywy wydarzeń tomu trzeciego, da się ją ocenić znacznie wyżej, niż po lekturze samej tylko Poszukiwaczki. Okrutna prawda, którą odkryli młodzi Poszukiwacze: Quin, Shinobu oraz John, była co prawda szokująca, ale miałam takie poczucie, że wszystko to jest oderwane od większej całości. I faktycznie. Po przeczytaniu trzeciej części mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że trylogia prezentuje bardzo spójną i ciekawą historię, jednak sprostają jej tylko cierpliwi czytelnicy. Ci, którzy spodziewają się prześcigających się nawzajem akcji i sensacji w stylu Niezgodnej czy Igrzysk śmierci, sowicie okraszonej miłosnymi rozterkami, zawiodą się i stwierdzą, że seria jest nudna. Podejrzewam, że będą to ci czytelnicy, którzy zatrzymają się na części pierwszej albo gdzieś w połowie drugiej. Jednak dopiero przeczytanie trzeciej części zatytułowanej Rozrywacz, daje nam pełny, obraz tej historii.  

Młodzi bohaterowie dorastają na oczach czytelnika. Tak naprawdę żadni z nich herosi, ciągle wpadają w kłopoty, odnoszą ciężkie rany, po których długo i powoli wracają do zdrowia, albo stają się czyimiś marionetkami. Nie wychodzą z niebezpieczeństwa w cudowny, niespodziewany sposób, nie mają w sobie nadludzkiej siły, choć są dość zaradni i potrafią walczyć. Ale w sumie to dlatego, że ciągle trenują i dbają o formę, wydaje się więc to oczywiste. Mają ideały i choć wymaga to czasem dramatycznych decyzji, walczą o nie, bo właściwie jest to wszystko, co mają. 

Trylogię Poszukiwaczka poleciłabym nieco starszym, skłonnym do refleksji, czytelnikom. Warto jej dać szansę, ponieważ w ostatecznym rozrachunku naprawdę zyskuje. Mamy tu podróże przez przestrzeń i czas, nieustannie skaczemy pomiędzy starą, tradycyjną Anglią, a nowoczesnym, eklektycznym Hongkongiem, pomiędzy tym co się już wydarzyło, a tym co się dopiero dzieje. Czy dotarcie do początków historii Poszukiwaczy będzie finałem? A może nowym startem? Bardzo logiczne wydało mi się, że historia zatoczyła pełne koło, takie właśnie rozwiązania lubię. 
Polecam!


Dziękuję!

środa, 14 marca 2018

Arwen Elys Dayton: Podrożniczka

Autor: Arwen Elys Dayton
Tytuł: Podróżniczka
Seria: Poszukiwaczka t.2
Stron: 426
Wydawca: Uroboros






Podróżniczka to druga część trylogii pt. Poszukiwaczka.
Pierwsza powieść z tej serii skupiała się głównie na zarysowaniu świata przedstawionego oraz postawieniu trójki głównych bohaterów w sytuacji wyboru. Tak samo jak Quin i Shinobu, szkolący się na Poszukiwaczy, myśleliśmy, że jest to szlachetna profesja, polegająca na pomaganiu słabszym oraz na chronieniu niewinnych. Tymczasem okazało się, że dysponujący kamiennymi athamenami podróżnicy w przestrzeni to zwykli mordercy i złodzieje. Losy trójki przyjaciół różnie się potoczyły. Quin i Shinobu co prawda udali się razem do Hongkongu, ale na tym koniec. Quin pozbyła się dręczących ją wspomnień i postanowiła zostać uzdrowicielką.  Shinobu natomiast pogrążył się w narkotykowym nałogu, a w chwilach trzeźwości wykonuje płatne zlecenia polegające na odszukiwaniu przedmiotów.  John Hart, chcąc ocalić rodzinną fortunę i dokonać słusznej, w jego mniemaniu, zemsty, prowadzi zacięte poszukiwania. 

Druga część zaczyna się w zasadzie tam, gdzie zakończyła się część pierwsza.
Quin i Shinobu kontynuują swoje poszukiwania. Chcą zgłębić przeszłość Poszukiwaczy. Kierując się zapiskami z dziennika Catherine Rennart, odkrywają kolejne groty z zagadkowymi liczbami. Sprawę utrudnia fakt, że bohaterowie są ścigani przez cuchnących wyrostków, którzy jak się okazuje są uczniami Średniego Sędziego.  
John Hart odbywa szkolenie pod okiem Młodej Sędzi, Maud. 

Podróżniczka, pod względem fabularnym, trzyma poziom swojej poprzedniczki. Świat Poszukiwaczy okazuje się znacznie bogatszy, niż się początkowo wydawało. Wrażenie głębi zyskujemy dzięki wprowadzeniu narracji z perspektywy młodej Catherine, przyszłej matki Johna. Catherine prowadziła te same poszukiwania, które teraz zajmą Quin. Pojawiają się nowe przedmioty. Jeśli atahamen wydawał się szczytem pragnień, to fokal - niezwykły hełm, poszerzający świadomość, jest jeszcze groźniejszy. To dzięki niemu, choć używanie go jest uzależniające, Quin i Shinobu zdecydują w jakim kierunku mają iść ich poszukiwania. 
Oprócz tego, obserwując degenerację rodów Poszukiwaczy poznajemy zło i zgniliznę moralną szerzoną przez Średniego Sędziego. Podczas czytania nie mogłam zrozumieć, dlaczego Stary Sędzia to tolerował. Co to za strażnik, który ani nie pomaga, ani nie powstrzymuje tych, co szkodzą? Jeśli rody Poszukiwaczy wyginęły lub zmarniały, to w dużej mierze odpowiedzialni są za to Sędziowie. A tak swoją drogą czy ci ludzie w ogóle ze sobą nie rozmawiali, tylko pozwalali się tak na siebie napuszczać? I nikomu nie przyszło do głowy, by zapytać, pomyśleć, itp?

Krótko mówiąc Podróżniczka to dobra historia. Nie dłuży się i ciągle się coś dzieje. Nie przeszkadza nawet to, że wątek miłosny jest marginalny. Zresztą bohaterowie mają mało czasu na amory, bo nieustannie ktoś ich ściga, a to nie sprzyja wyznaniom. Bardzo jestem ciekawa, jak się to wszystko zakończy, dlatego od razu sięgam to tom trzeci. 

 Dziękuję!

poniedziałek, 12 marca 2018

B. A. Paris: Na skraju załamania

Autor: B. A. Paris
Tytuł: Na skraju załamania
Stron: 352
Wydawca: ALBATROS







Byłam bardzo zadowolona po lekturze pierwszej powieści B.A.Paris Za zamkniętymi drzwiami. Ten dobry thriller dotykający problemu przemocy domowej w idealnej oprawie dobranego małżeństwa wręcz sam się czytał. To dlatego kiedy pojawiła się druga powieść autorki, nie zwlekałam. Jak się okazało, było warto. Druga powieść jest równie dobra, co pierwsza. 

Cass Anderson to nauczycielka stojąca u progu dwumiesięcznego urlopu. Wracając ze spotkania z kolegami z pracy, wybiera krótszą drogę przez las. Rozpętuje się burza i bohaterka boi się szybkiego ruchu na drodze, dlatego wybiera tę pozornie prostszą. Zdenerwowana burzą i złą widocznością  Cass, na widok znajomej w aucie na poboczu, nie zatrzymuje się, lecz jedzie dalej. Jakież są jej przerażenie i szok, gdy nazajutrz media podadzą do wiadomości publicznej, że kobieta została zamordowana. 
Od tej pory spokojne i uporządkowane życie Cass zamieni się w koszmar. Kobietę będą dręczyć potworne wyrzuty sumienia. Znała ofiarę, być może nawet miały szansę, by się zaprzyjaźnić, a ona powodowana panicznym strachem, nie pomogła jej. To jednak nie wszystko. Cass nie będzie dane cieszyć się urlopem. Ktoś zacznie ją dręczyć głuchymi telefonami, doprowadzając ją na skraj załamania. Kiedy przedmioty w domu zaczną zmieniać miejsce, a dostawcy przywozić niespodziewane zakupy, Cass dojdzie do wniosku, że oto dopadła ją rodzinną choroba i popada w demencję. W końcu jej własna matka zaczęła chorować już po 40 roku życia. Skoro zatem traci pamięć, jak ma się bronić przed czyhającym na nią mordercą?

W bardzo misterny sposób zbudowała autorka nastrój powieści. Początkowo drobne i pozornie bez znaczenia incydenty, zsumowane składają się na ciekawy obraz kobiety, która albo padała ofiarą zręcznej manipulacji, albo faktycznie popada w pierwsze stadium choroby. Najgorsze jest to, że im więcej takich wydarzeń, jak np. zgubienie samochodu na parkingu, zamówienie wózka dziecięcego zamiast szopy ogrodowej, czy zapominanie o planowanej wizycie znajomych, tym mniej wiarygodna Cass się staje. Z początku czujemy do niej sympatię, z czasem lekkie zniecierpliwienie, a z czasem sami zaczynamy wierzyć, że to chyba faktycznie początki Alzheimera. Niewiarygodne wydaje się bowiem, by nie pamiętać o tak prostych rzeczach. 

W trakcie czytania snułam różne teorie, co też może dolegać Cass, obstawiałam nawet schizofrenię. Samo zakończenie jest trochę mało spektakularne, choć trzeba przyznać, po części też i logiczne. 
Jedno mogę powiedzieć z czystym sumieniem: to naprawdę dobry thriller i czyta się go w ogromnym zaciekawieniem. Właściwie nie mogłam na długo tej książki odłożyć, tak mnie ciekawiło co dalej. Powtarzałam sobie, że jeszcze jeden rozdział, jeszcze jeden, aż w końcu dotarłam do finału. Dlatego polecam, to bardzo dobra lektura na sobotnie popołudnie.

czwartek, 8 marca 2018

Arwen Elys Dayton: Poszukiwaczka

Autor: Arwen Elys Dayton
Tytuł: Poszukiwaczka
Seria: Poszukiwaczka, t.1
Stron: 476
Wydawca: Uroboros 






Młode umysły są pełne wzniosłych idei o ratowaniu świata i pomaganiu innym. Rwą się do działania, myśląc już o przyszłej chwale. Quin, Shinobu i John od najmłodszych lat szkolą się na Poszukiwaczy, niezwykłych podróżników przez materię przestrzeni. Trenują z tym większym zapałem, im bliżej do złożenia przysięgi. Jednak nie wszystko okazuje się takie jak sobie wyobrażali. Brutalność świata dopada ich zdradziecko i przygniata ogromem okrucieństwa. Brzmi znajomo? Toż to przecież metafora wchodzenia w dorosłość. Ale po kolei. 

Jak już wspominałam nasi bohaterowie są tak wyjątkowi, dlatego że są ostatnimi z Poszukiwaczy. Kiedyś było ich wielu, należały do nich całe rody, dziś idea skurczyła się do dwóch dorosłych oraz trójki adeptów. Dlaczego tak się stało? Początkowo nie wiemy. 
Widać za to od razu, że najstarszy z trójki John Hart, nie ma dobrych przeczuć. Pełen tajemnic młodzieniec chce zostać Poszukiwaczem, by dokonać rodowej zemsty. Czuje jednak, że mentor Briac Kincaid nie pozwoli mu złożyć przysięgi. A od tego tak wiele zależy.  
Idealistka Quin już nie może się doczekać rytuału, podobnie jak jej kuzyn Shinobu. Chcą działać, chcą być pełnoprawnymi Poszukiwaczami. 
W noc złożenia przysięgi prawda spada na Quin niczym kamienny blok. To, co było jej marzeniem, to w czym widziała siebie do końca swego życia okazuje się wypaczonym ideałem, bez śladów dawnej świetności. Poszukiwacze nie są już obrońcami i wybawicielami, wręcz przeciwnie, to ciemiężyciele i mordercy. A najgorsze jest to, że przysięga została złożona i nie można się tak po prostu wycofać. 

Wykreowany przez A.E. Dayton świat jest niezwykły. Pozornie wydaje się stary, pełen broni białej i trenowania wojowników, zaś z drugiej strony na wskroś nowoczesny, obfitujący w szybko działające lekarstwa, bogatych przedsiębiorców i podniebne sterowce. Przyznam, że to zderzenie tradycji z nowoczesnością bardzo mi się podobało. 

Tom Poszukiwaczka jest tak naprawdę wprowadzeniem do akcji właściwej. Mamy okazję liznąć trochę specyfiki świata Poszukiwaczy, a potem obserwujemy jak krystalizuje się w nich decyzja; co zrobią, pogodzą się z obecnym stanem rzeczy? A może spróbują zgłębić prawdę i wrócić do korzeni?
Początkowo próbują zaprzeczać swojemu przeznaczeniu: Shinobu uderzy w opiumowy nałóg, a Quin zapomni. (!) Jeden tylko John z uporem maniaka, kierowany rodowym słowem będzie próbował zdobyć athamen. 
Książka może nie spodobać się młodszym czytelnikom. Mamy tu co prawda romansowy trójkąt, ale wątek ten nie jest wiodącym, oprócz tego nie ma typowego dla młodych wzdychania i dylematów. Akcja skupia się raczej na tym, jak skarlały ideały Poszukiwaczy, dla których liczy się tylko zysk i rzeź. Czy dwoje młodych idealistów ma szansę to odmienić? I czy złe uczynki powstałe z dobrych pobudek, są usprawiedliwione? Jedno jest pewne: każda decyzja niesie za sobą poważne konsekwencje, może też zagrozić życiu. 

Mnie się podobało. Bohaterowie są prawdziwi, popełniają błędy, dzięki czemu są ludzcy. Takich bohaterów literackich nam, czytelnikom, trzeba. Polecam. I od razu sięgam po tom numer dwa.


Dziękuję!

środa, 7 marca 2018

Psi sens życia czyli Był sobie pies

Reżyseria: Lasse Halstrom
Scenariusz: Catrhryn Michon, W. Bruce Cameron
Czas trwania: 100 min.
Na podstawie książki autorstwa W. Bruce'a Camerona





Każdy człowiek zadaje sobie w końcu pytanie, jaki jest sens i cel jego życia. W myśl twórców filmu Był sobie pies podobne pytanie zadają sobie także nasi czworonożni podopieczni. 

Będąc wielką admiratorką książkowego jak i filmowego Marleya nie mogłam sobie darować seansu tego filmu. Okazało się, że na niedzielne popołudnie Był sobie pies, to propozycja jak znalazł. 

Historia oparta na książce W. Bruce'a Camerona, współpracującego zresztą przy tworzeniu scenariusza do filmu, jest prosta, ale za to urocza i genialna w swojej prostocie. Otóż główny bohater, pies, zastanawia się, po do czego psy są potrzebne ludziom i jaki jest sens tego psiego życia. Zgłębienie tej zagadki istnienia dla żywotnego czworonoga nie będzie wcale takie proste. 

Fabułę poznajemy w bardzo ciekawy sposób. Żyjący krócej niż ludzie pies, przechodzi reinkarnację, trafiając tym samym do różnych właścicieli oraz w różne skóry.  Życia te są dłuższe i krótsze, mniej lub bardziej intensywne, lżejsze lub cięższe. Wynika z nich jednak kilka cennych nauk, które dla posiadaczy psów są oczywiste, mogą jednocześnie okazać się bardzo cenne dla tych, którzy nad wzięciem pupila dopiero się zastanawiają.  

Pies jest przede wszystkim nastawiony na kochanie swojego opiekuna. Nie ma dla niego znaczenia kolor skóry, stan cywilny, zawartość portfela. Chce kochać i być kochanym, a wdzięczność, którą daje w zamian za uczucie i opiekę, jest niezmierzona. 
Opieka nad pupilem to zobowiązanie (patrz lekcja z Małego Księcia) na całe życie owego pupila. Trzeba mieć zatem świadomość, że urośnie, będzie liniał, że czasem coś pogryzie lub nabrudzi. Może się wiązać z kosztami szczepionek lub leczenia medycznego. Pupil potrzebuje uwagi, dobrego słowa, drapania, głaskania, zabawek. Nie da się go po prostu odstawić na półkę lub przełączyć na tryb off. On żyje, czuje, potrzebuje. Jest prawdziwy i pod wieloma względami działa i funkcjonuje tak jak człowiek z małą tylko różnicą, że nie mówi ludzkim głosem, bo że mówi, w to nikt chyba nie wątpi. 

Filmowy Bailey przemierzy długą drogę (mierzoną w ludzkich latach i kilometrach), by dowiedzieć się, co jest jego celem i do czego w ogóle psom potrzebni są ludzie. Wejdzie więc w rolę psów rodzinnych i policyjnego funkcjonariusza. 

Był sobie pies to wspaniale opowiedziana historia. Zabawna jest narracja Baileya, śmieszne są jego relacje z kolejnymi opiekunami, łzy wyciskają jego odejścia i zaskoczenia zmianami w jego wyglądzie. Raz może być fajny ogon, za to nie ma siusiaka, bo jest się dziewczyną. Innym razem jest się fest chłopakiem, ale nie ma ogona. Kombinacji jest kilka. 
Myślę, że najlepiej byłoby film obejrzeć rodzinnie. W posiadaczach psów obudzi pokłady czułości do podopiecznych, widzów chwilowo bezpupilowych powinien należycie uczulić na odpowiedzialność, ale też i radość, jaką niesie  za sobą przyjęcie pod swój dach czworonoga.

czwartek, 1 marca 2018

Valentina Fast: Royal. Królestwo ze szkła

Autor: Valentina Fast
Tytuł: Royal. Królestwo ze szkła t.1 (z 7!)
Stron: 256
Wydawca: Media Rodzina







Historie o Kopciuszku są jak słodycze. Jeśli się przesadzi z ilością, mogą rozboleć brzuch i zęby. Jeśli jednak zajada się je z umiarem, wszystko jest tak jak trzeba. Jeśli o mnie idzie, w przypadku serii Rywalki, przesadziłam z ilością i przerwałam serię w połowie. Nie mogłam znieść tej wszechobecnej słodyczy i wzdychania bohaterów. Było tego dla mnie już za dużo. 
Czas mijał. 
Do dziś. 
Gdy zobaczyłam okładkę książki, a dawno nic kopciuszkowego nie czytałam, pomyślałam: czemu nie? 

Akcja toczy się w idealnym państwie Vittery, chronionym przed skażonym światem, szklaną kopułą. Oficjalna propaganda głosi, że poza kopułą nic nie ma, bo w wyniku wojny atomowej świat przestał istnieć. Jest więc tylko Vittera. Jednak już pierwsze słowa Tatiany - narratorki sugerują, że nie jest tak jak ona sama zawsze myślała. 
Wychowywana przez materialistyczną ciotkę dziewczyna marzy o zawodzie złotnika i współpracy z siostrą i szwagrem. Okazuje się jednak, że ciotka zaplanowała dla niej coś zupełnie innego. Otóż w Vitterze zbliżają się wybory przyszłej żony dla następcy tronu. Rozpoczynają się elektryzujące obywateli eliminacje. Zmuszona do udziału przez ciotkę Tatiana, ku swej rozpaczy, przechodzi do eliminacji i zamieszkuje w pałacu. Od tej pory jej życie ulegnie zmianie, stanie się osobą publiczną, a uczucia, które wzbudzą w niej młodzi książęta, zaskoczą nawet ją samą. 

Nie będę tutaj robić porównania z Rywalkami. Podzielę się tylko kilkoma spostrzeżeniami i dodam, że po lekturze nabrałam na nowo ochoty, by kontynuować serię autorstwa Keiry Cass.

Wadą dla starszego czytelnika, takiego jak ja, jest objętość książki. Jest ona zdecydowanie za krótka, a biorąc pod uwagę, że seria ma mieć 7 tomów, nie rozumiem, dlaczego nie można było tego połączyć w zgrabne 3 lub 4. Dzieje się tutaj naprawdę niewiele, bo ledwo dziewczęta mają czas zadomowić się w nowym miejscu i poznać książęta, już przewracamy ostatnią stronę. Nie pozostaje nic innego, jak czekać na kolejny tom, co oczywiście się rozciąga się w czasie. 

Młodszym czytelniczkom, a i starszym także z pewnością spodoba się słodki i czarujący klimat tej historii. Książęta sprawiają wrażenie sympatycznych, choć charakternych chłopaków, a większość dziewczyn to pazerne młode kocice, co to by tylko chciały drapać. Tania jest równie słodka, jak cała historia, i bardzo naiwna. Zastanawiam się, czy nie za szybko zaprzyjaźniła się z Claire, której tak od razu zaufała i czy gorzko tego nie pożałuje. Trudno przewidzieć. Choć patrząc na relacje współczesnych nastolatek, widzę, że sprawy wyglądają bardzo podobnie. Gdy się kogoś lubi i mu ufa, to od razu, bez sprawdzania i często bywa, że potem są łzy i dramaty, bo ten ktoś na zaufanie absolutnie nie zasłużył. 

Oprawa pięknych sukien i bajkowego zamku jest bardzo przyjemna i działa na wyobraźnię czytelnika. To dlatego sięgam po takie historie, bo mimo słodyczy i naiwności, odzwierciedlają kobiece marzenia o byciu Kopciuszkiem, który znajdzie swojego księcia,  a z nim swoje miejsce na ziemi. To dlatego, jeśli ktoś szuka dla siebie romantycznej historii na jeden zimowy wieczór Królestwo ze szkła idealnie się do tego nada.

niedziela, 25 lutego 2018

Victoria Schwab: Okrutna pieśń

Autor: Victoria Schwab
Tytuł: Okrutna pieśń
Seria: Świat Verity
Stron: 432
Wydawca: Czwarta Strona





Trzeba przyznać, że Victoria Schwab ma talent do tworzenia mrocznych, pełnych magicznej egzotyki światów. Jej cykl Odcienie magii o równoległych Londynach i magach władających żywiołami przypominał mi gaimanowską baśń dla dorosłych, naszpikowaną takimi motywami jak piraci, magiczne turnieje oraz niebezpieczne artefkaty, mogące zachwiać równowagą królestwa. 
Tej zimy autorka wskoczyła na rynek czytelniczy z nową powieścią, rozpoczynającą kolejny cykl o dość enigmatycznym tytule Świat Verity. Jestem już po lekturze powieści Okrutna pieśń i muszę przyznać, że nie tylko jestem mile zaskoczona, ale też chętnie sięgnęłabym od razu po kontynuację. 
Schemat powieści jest trochę podobny do Mroczniejszego odcienia magii. Oto los styka ze sobą dwoje bohaterów z wrogich obozów, by pokazać, że tak naprawdę więcej ich łączy niż dzieli.
Ona, Kate Harker, chciałaby zaimponować ojcu swoją siłą i pokazać na co ją stać. Póki co jednak osiąga jedynie tyle, że jest wyrzucana z kolejnych szkół; a to za pobicie, a to za podpalenie kaplicy, itd.,itp. Ot, typowa zbuntowana dziewczyna, która po śmierci matki, bardzo chce, by zapracowany ojciec zwrócił na nią uwagę. 
On, August Flynn, jest wyjątkowy, choć pozornie na to nie wygląda. Potrafi obłędnie grać na skrzypcach, zaś wygrywana przez niego melodia może wykraść człowiekowi duszę. Bo August nie jest zwykłym człowiekiem. W świetle obowiązujących w tym świecie przepisów, August jest potworem. 
Fransisco de Goya na jednym ze swoich dzieł umieścił słowa: Gdy rozum śpi, budzą się potwory. Zdanie to mogłoby być mottem tej książki. 

Świata jaki znamy, już nie ma. Spełniła się Apokalipsa. Ludzka chciwość, żądza krwi i zabijania, sprawiły, że świat zaludnił się potworami zrodzonymi z tego okrucieństwa. Corsaje, Malchaje i Sunaje; oto potwory, do których stworzenia ludzie sami się przyczynili, dokonując aktów barbarzyństwa. Raz powołane do życia, szukają ofiar, chcąc wyssać ich krew, siłę życiową, duszę. 
Miasto Prawdy zostało podzielone na dwa obozy, połączone kruchym rozejmem. Jedną stroną rządzi Harker, gwarantujący ludziom dość nikłą ochronę przed bestiami. Ma jednak prywatnego Malchaja i od początku nie budzi naszej sympatii. Drugą częścią miasta rządzą Flynnowie i choć mają w swoim gronie trzy bestie w ludzkiej skórze, to jest Sunaje, to od razu automatycznie opowiadamy się po ich stronie, gdyż ich wzajemne relacje przypominają normalną rodzinę, a to już sporo. 

Kate i August poznają się w szkole od razu domyślamy się, że dojdzie do konfrontacji. Bohaterowie jednak szybko przekonają się, że nie wszystko jest czarne albo białe i że potwór, niekoniecznie musi być potworny, a człowiek ludzki. Kate i August będą musieli połączyć siły, bo to jedyny sposób, by zapobiec eskalacji napięcia i wojnie. 
Muszę przyznać, że bardzo podobała mi się nowa książka Victorii Schwab. Sam pomysł na pochodzenie Sunajów jest genialny w swej prostocie. Nietrudno tu może przewidzieć, kto jest czarnym charakterem, ale nie wpływa to na odbiór powieści. 
Polecam książkę wielbicielom magicznych światów z potworami w roli głównej. Całość oblana sosem o posmaku katastroficznym z odcieniem młodocianego buntu i poszukiwania siebie. 
Mam tylko nadzieję, że na kontynuację nie będziemy zbyt długo czekać. Bohaterowie stanęli na rozdrożu i bardzo bym chciała wiedzieć co z nimi dalej będzie. 
Dobra powieść. Warto. 
Dziękuję!

niedziela, 11 lutego 2018

Emocjonalnie czyli Emotki

Reżyseria: Tony Leondis
Scenariusz: Tony Leondis, Eric Siegel, Mike White
Czas trwania: 86 min.
Wytwórnia: Columbia Pictures





Wydawać by się mogło, że o emotkach nie można powiedzieć wiele. No są, wysyła się je zamiast słów, albo żeby wzmocnić przekaz i tyle. Ale żeby stworzyć z tego historię z fabułą, która bawi i wciąga? A można. Zaś efekt jest zaskakująco przyjemny. 

Emotki żyją sobie w Tekstopolis, smartfonie swojego użytkownika i mają się świetnie, choć czasem ich jednofunkcyjność bywa nieco ograniczająca. Choinka na przykład przez cały rok musi się czuć w klimacie świątecznym, a emotka ze złamaną ręką musi się śmiać, choć ją boli. Tak już działa ten świat, każda emotka wyraża tylko jedną konkretną emocję. Jak to w takich historiach bywa musi być odstępstwo od normy. Młody Minek jest uniwersalny, to znaczy potrafi okazać każdą emocję, właściwie jest ich wulkanem. Biorąc pod uwagę jego pochodzenie i wiecznie zobojętniałych rodziców, w polskiej wersji etam, Minek faktycznie jest anomalią. I właśnie ta wszechstronność wpędzi naszego bohatera w nie lada kłopoty i zmusi do ucieczki  z Tekstopolis. 
Uniwersalna emotka stanowi zagrożenie dla bytu innych emotek. Co więcej może być potraktowane jako błąd w oprogramowaniu i tak też się dzieje. Alex, właściciel smartfona, postanawia go odnieść do serwisu. Całe Tekstopolis jest skazane na zagładę. 

Przez Minkiem trudne zadanie. Musi nie tylko uciec przed pościgiem botów czyścicieli, ale też przekonać Alexa, że jego emotki są wyjątkowe. Tylko jak to zrobić? Samemu byłoby trudno, od czego jednak ma się przyjaciół? Razem z energetyczną piąstką Piatką oraz zbuntowaną hakerką Matrix Minek wyruszy w szaloną podróż po aplikacjach smartfona. 

Animacja z pewnością spodoba się dzieciom, kolory aż biją tu po oczach. Emotki są duże i fajnie widzieć jak działają, jak marzą o popularności, jak liczy się dla nich pozycja. 
Mnie najbardziej podobała się emotka Uśmiech, demoniczna i zdecydowana, z szerokim uśmiechem mówiąca o eliminacji Minka, tak jakby to było wykasowanie czegoś bez znaczenia. Zupełnie inaczej to brzmi, gdy ktoś mówi o tym w ten sposób. Rozbrajający są także rodzice Minka, którzy mimo że mają okazywać rezygnację  i pesymizm, gdy idzie o dobro ich jedynaka, potrafią z siebie wykrzesać o wiele, wiele więcej. 
Zabawnie też ogląda się podróż przez aplikacje; inaczej, można rzec od kuchni, tu widać Facebooka, aplikacje muzyczne, słowne i rozrywkowe. 

Emotki to przyjemna w odbiorze opowieść.  Jest naprawdę kolorowo, barwnie i wesoło. 
Dobry pomysł na wspólny seans z dzieckiem.

środa, 24 stycznia 2018

Kolorowy detoks głowy

Opracowanie zbiorowe 
Tytuł: Kolorowy detoks głowy
Stron: 216
Wydawca: Agora






Czas mija, a moda na kolorowanki nie. Mało tego, z biegiem czasu stają się one coraz bardziej wyspecjalizowane nie tylko pod względem tematycznym, ale też jakościowym. Kolejne wydania coraz bardziej przypominają zeszyty ćwiczeń, w których oprócz kolorowanek znajdziemy zadania innego typu. I bardzo dobrze. 
Kiedyś tego typu książka była marzeniem trudnym do spełnienia albo po prostu nieosiągalnym. Dziś może być nie tylko miłą formą wypoczynku, ale też fantastycznym urozmaiceniem w pracy z dziećmi. Ale po kolei. 

Niniejsze wydanie to praca zbiorowa, pod którą podpisuje się kilku autorów. Oprócz dobrze nam już znanych kolorowanek i coraz bardziej popularnych kropek do łączenia, otrzymujemy jeszcze kilka bardzo ciekawych propozycji. Ale to nie wszystko. 

Książka jest podzielona na 8 działów, z których każdy jest poprzedzony krótkim wstępem teoretycznym, co akurat bardzo mi się spodobało. Zaciekawiło też innych członków mojej rodziny, zwłaszcza fragmenty dotyczące mózgu i snu. Tak, dziedzina zwana neurodydaktyką rośnie w siłę. Co my tu zatem mamy?
Zbiór rozpoczyna się od krótkiego tekstu na temat roli kolorowania i opanowującej świat formy spędzania wolnego czasu i sposobu zrelaksowania się. Następnie mamy bardzo ciekawy artykuł na temat percepcji i tego, jak ludzkie oko postrzega kolory. Oczywiście nie jest żadną tajemnicą, że najwięcej barw widzą kobiety, zaś mężczyźni już tylko 4 razy mniej. Nie ma więc sensu złościć się na nasze drugie połowy, że nie rozróżniają bluzeczki w kolorze lawendowym od tej w barwie akwamaryny. 
Trzeci dział dotyczy kaligrafii, której uczyli się jeszcze nasi rodzice, a potem, wygląd pisma pokoziołkował na łeb na szyję i teraz, jak wygląda dobrze wiemy. 
Rozdziały czwarty i piaty opisują krótko rolę snów i aktywność mózgu, szósty dotyczy kreatywności, siódmy  koncentracji i sposobów jej osiągania, a ósmy to taka plastyczna samowolka. 
Po części teoretycznej występuje zestaw ciekawych i przyciągających oko zadań. Warto wspomnieć o tym, że kartki w zbiorze są perforowane, a więc można je wyrwać i powiesić sobie w widocznym miejscu lub umieścić w specjalnie przygotowanym do tego albumie. W tym miejscu ogranicza nas już tylko nasza własna wyobraźnia. 

Dla mnie niniejszy zbiór jest tak wartościowy głównie ze względu na miejsce, w którym mogę go wykorzystać. Mam tutaj na myśli zajęcia dodatkowe, na których ćwiczymy nie tylko koncentrację, koordynację oko - ręka, ale też relaksujemy się, robimy coś dla samej przyjemności robienia. 
Uważam, że takich zbiorków powinno być jak najwięcej i naprawdę polecam tego typu zadania zarówno rodzicom, którzy chcą pracować z dorastającym dzieckiem lub chcą mu pożytecznie i kreatywnie zapełnić czas, jak i nauczycielom, którym czasem brakuje pomysłu na ciekawe i frapujące zajęcia z uczniami. Może się przy tym okazać, że kolorowanie, czy łączenie elementów obudzi w dziecku ukryte lub uśpione do tej pory umiejętności. 

Polecam! 

Dziękuję!

niedziela, 14 stycznia 2018

Pamiętajmy o bliskich czyli Coco

Reżyseria: Lee Unkrich,  Adrian Molina
Scenariusz: Adrian Molina, Matthew Aldrich
Czas trwania: 128 min.
Wytwórnia: Disney - PIXAR








12-letni Miguel ma miłość do muzyki we krwi. chciałby śpiewać i swoim śpiewem radować serca innych. Wygląda jednak na to, że nic z tego nie będzie. Od kilku pokoleń rodzina Riviera to szewcy. Całe swoje życie robią buty, a w ich domu, nigdy się ani nie śpiewa ani nie gra. 
Jednak Miguel bardzo, bardzo pragnie śpiewać i grać. Zbliża się Święto Zmarłych, a z nim konkurs wokalny na rynku miasteczka. Babcia Elena kategorycznie zabrania chłopcu udziału, twierdząc, że ten wieczór spędza się w domu z rodziną, a gra i występy estradowe to zajęcie dla próżniaków. Rozgoryczony Miguel ucieka z domu i wykrada gitarę z grobowca znanego w miasteczku śpiewaka Ernesta de la Cruz. Tym samym trafia do Krainy Zmarłych, gdzie pozna resztę swojej rodziny oraz zgłębi rodzinny sekret. Czy niepoznany nigdy pradziadek, czarna owca rodziny, naprawdę wyrzekł się żony i córeczki w zamian za sławę i uwielbienie tłumów?

Tym, co bardzo zaskakuje widza i pozostaje w pamięci na długo, jest obraz meksykańskiego święta zmarłych, tak inaczej obchodzonego niż to nasze rodzime. 
W Meksyku to czas nie tylko spędzany z rodziną i dla rodziny i nie tylko czas wspominania bliskich, którzy już odeszli. To także bardzo radosne święto w odróżnieniu od naszego. Jest zaprawione goryczą i łza się kręci w oku, gdy bohaterowie patrzą na zdjęcia zmarłych bliskich, ale to nie wszystko. Cmentarze toną w kwiatach, światełkach i stołach uginających się od jedzenia. Świat żywych w niesamowity sposób łączy się ze światem spoza zasłony. Jest to cudowne. Bohaterowie z czułością wspominają nieżyjących krewnych, pieczołowicie przechowują ich zdjęcia i pamiętają. Pamięć jest tutaj kluczowa, bo dopóki się o zmarłych pamięta, dopóki oni żyją tam w zaświatach. I z tym należy się zgodzić. Że zapomnienie to najgorsze, co może spotkać ludzi. Chodzi przecież o nasze korzenie, tradycję i kulturę. Bez tego nie mielibyśmy pojęcia kim jesteśmy, ani dlaczego akurat tacy jesteśmy. Kto wie? Być może nasze upodobania i zdolności to spuścizna po mniej znanych krewnych? 

Film jest barwny, rozśpiewany i magiczny. Z tego względu na pewno spodoba się młodemu widzowi. Przezabawni są także nieżyjący krewni, którym temperament co prawda pozostał ten sam, ale sztywny, szkieletowy chód jest nie do podrobienia przez żywych. Przepiękne i barwne są zwierzęta, jakby malowane henną, będące strażnikami i przewodnikami dusz. 
Klimat całej historii w polskim dubbingu nadają także hiszpańskie wtrącenia, takie jak dziękuję, rodzina, serce i innych kilka łatwych nie wymagających tłumaczenia słów. 
Urzekł mnie także odtwórca polskiej roli Miguela Michał Rosiński. Ten młody wokalista ma naprawdę piękny głos i z dużą zwadą nadał postaci Miguela swój wokalny rys. 

Starsi widzowie docenią z pewnością bardzo czytelny przekaz, że najważniejsza jest rodzina i że starszych trzeba szanować. Relacja dorastającego Miguela z nestorką rodu prababcią Coco, wyciska łzy z oczu. Kto z nas dziś miał szansę poznać własnych pradziadków? Z pewnością nieliczni. 

Film Coco zawojował moje serce i jestem pod wielkim wrażeniem. To bardzo wzruszająca i ciepła opowieść o tym, co naprawdę ważne w życiu. 
Polecam i dużym i małym.

czwartek, 11 stycznia 2018

Brandon Mull: Smocza straż

Autor: Brandon Mull
Tytuł: Smocza straż t.1
Stron: 385
Wydawca: WAB







Brandon Mull jest jednym z najbardziej pracowitych pisarzy, jakich znam.  Autor zasłynął bestsellerowym cyklem dla młodzieży pt. Baśniobór o magicznym rezerwacie, w którym żyją niezwykłe, baśniowe stworzenia. 
Niedługo potem wydał udaną trylogię Pozaświatowcy, potem zabrał się za pisanie kolejnego cyklu pt. Pięć Królestw, jednocześnie cały czas zapowiadając, że wróci do Baśnioboru i opowie nowe przygody bohaterów. Jak widać słowa dotrzymał i tej jesieni na półkach księgarń zagościł pierwszy tom Smoczej straży, nowej serii o przygodach Kendry i Setha. 

Po wojnie z demonami nastał kruchy spokój. Kruchy, bo poznane w poprzedniej serii smoki, chcą się wydostać z magicznych rezerwatów. Tajemniczy władca smoków Celebrant dąży do otwartej wojny i bezczelnie kwestionuje ustalone zasady.
Niespodziewanie Kendra i Seth otrzymują propozycję posady w Smoczym Azylu. Czy dwoje tak młodych ludzi nadaje się na tak odpowiedzialne stanowisko? 

Miło było ponownie odwiedzić Baśniobór i spotkać się z bohaterami. Kendra nadal jest tą rozważną, Seth ryzykuje, a dwaj zwariowani satyrowie nad życie kochają swój telewizor. 

Generalnie dałoby się czytać książkę bez znajomości serii Baśniobór, ale myślę, że odbiór tej historii byłby wtedy o wiele uboższy. Kendra i Seth tyle już przeszli, że choć wydają się w pełni ukształtowanymi przez doświadczenia młodymi ludźmi, to widać, że wiele jeszcze przed nimi. Zwyczajną czytelniczą ignorancją byłoby nie wiedzieć, jakie przygody spotkały młodych Sorensonów w przeszłości. 
Pierwsza część nowego cyklu zapowiada się obiecująco. Spotykamy starych, dobrze już znanych bohaterów, a żeby nie było zbyt nudno, pojawiają się nowe postacie, zarówno typowo ludzkie, jak i takie stricte magiczne. 
W warstwie wizualnej (tu obudziły się we mnie stare sentymenty) pod względem czcionki i małych ilustracji pod tytułami rozdziałów, książka bardzo przypominała mi pierwsze polskie wydanie serii o Harrym Potterze. W sumie niby to drobiazg, ale ten drobiazg sprawiał, że bardzo dobrze mi się czytało. Szybko i sprawnie. 
Powieść nie jest duża objętościowo, jednak dzięki temu akcja jest skondensowana i nie ma niepotrzebnych dłużyzn. Kendra i Seth podejmują szybkie, często  kontrowersyjne dla innych bohaterów decyzje, ale o dziwo, wszystko to wychodzi sprawie na dobre. Lektura jest przyjemnością i myślę, że każdy młody miłośnik fantastyki i serii Baśniobór powinien po Smoczą straż sięgnąć.

Papierowe Motyle. 
Dziękuję!