piątek, 17 sierpnia 2018

Victoria Schwab: Mroczny duet

Autor: Victoria Schwab
Tytuł: Mroczny duet
Seria: Świat Verity, t.2
Wydawca: Czwarta Strona
Stron: 512





Przemoc rodzi przemoc. To stara prawda. Przemoc jest jak zaraza, jak najgorszy wirus, który przenosi się każdą dostępną drogą i potrafi w ciągu mgnienia oka zarazić sobą dziesiątki, setki, a nawet tysiące ludzi. Nie ma na niego szczepionki, nie można zrobić kwarantanny, czy stworzyć uniwersalnego lekarstwa.  
Czytając książki Victorii Schwab Okrutna pieśń, a potem jej kontynuację Mroczny duet, nie da się nie myśleć, o tym, że przywołując do życia to stare powiedzenie, autorka wykreowała pomysłowy i fascynujący świat, który tak dobrze je odzwierciedla.

Każda popełniona w tej rzeczywistości zbrodnia powołuje do życia monstrum, uosabiające namacalnie dany czyn. Jednostkowe popełnione w afekcie zbrodnie tworzą Corsaje, potwory żywiące się ludzkim mięsem. Zbrodnie popełnione pod czyimś wpływem, albo takie, do których popchnęła konieczność, powołują do życia Malchaje, okrutne i żądne ludzkiej krwi potwory, z wyglądu będące wykoślawionym wizerunkiem sprawcy morderstwa. Największy paradoks łączy się natomiast z Sunajami, które są najrzadsze i najbardziej pożyteczne, jeśli można tak to nazwać. Sunaje pojawiają się w wyniku zbiorowych zabójstw, z wyglądu najbardziej przypominają ludzi i mają nietypowe umiejętności. Ich moc objawia się poprzez muzykę, grę na instrumencie lub śpiew i wydobywa na wierzch kolor ludzkiej duszy. Jeśli świeci ona na biało, człowiek jest bez grzechu zbrodni, jeśli na czerwono oznacza to, że kogoś zamordował.  Rolą Sunajów jest więc oddzielanie zwykłych ludzi od zabójców. Nie zwracają one uwagi na okoliczności, znamy przecież coś takiego jak obrona konieczna, liczy się natomiast sam fakt popełnienia zbrodni.

Eskalacja zbrodni doprowadziła do tego, że w świecie Prawdziwości ludzie stali się pożywka dla potworów, mięsem, zabawką, maskotką. Co prawda potwory atakują tylko w nocy, gdyż nie znoszą światła, jednak coraz to rosną w siłę i pod wodzą okrutnego i ambitnego Sloana, stają się lepiej zorganizowane.
Poznani w pierwszym tomie Kate i Agust byli członkami dwóch wrogich obozów, dość paradoksalnych, można rzec. Ojciec Kate, przekonany, że trzyma potwory na wodzy, bogacił się na zapewnianiu bogatym ochrony. Przybrana rodzina Sunaja o imieniu August, z pomocą dwóch innych Sunajów Ilsy i Leo oraz ochotniczych oddziałów, prowadzi walkę o zachowanie miast dla ludzi oraz w miarę możliwości eliminuje potwory. 
W tomie drugim spotykamy naszych bohaterów po półrocznej przerwie, bo tyle minęło od dramatycznych wydarzeń z tomu pierwszego. Potworów przybywa, Sloan się zbroi, a Flynnowie starają się pokrzyżować mu szyki. Kate jest obecnie samozwańczym łowcą potworów, natomiast August przygotowuje się do niechcianej roli przywódcy oddziałów swojego przybranego ojca.
Tymczasem w mieście pojawia się nowy rodzaj potwora, którego obecność dodatkowo nasila przemoc. Walka z nim nie będzie łatwa, tym bardziej, że granica pomiędzy zbrodnią a niewinnością coraz mocniej się zaciera. Czy grzesznik zawsze jest grzesznikiem? A czy potwór może mieć w sobie człowieczeństwo? 

Druga część dylogii (bardzo dobra autorska decyzja!) o świecie Prawdziwości jest równie dobra jak pierwsza, choć powiedziałabym, że bardziej mroczna. Autorka nie oszczędza swoich bohaterów, nie pakuje ich w tanie romansowe schematy. Każe im natomiast brnąć w dorastanie i jego okrutne aspekty, dokonywać wyborów i dojrzewać do przygotowanych dla nich ról. Tym, co mnie trochę zaskoczyło w zakończeniu książki, jest potraktowanie losów bohaterów. Nie chcę za wiele zdradzać, powiem więc tylko, że zazwyczaj wszystko jakoś się układa i czytelnik jest usatysfakcjonowany. W przypadku Mrocznego duetu spotyka nas coś zupełnie innego. Myślę, że czytelnicy znający serię Niezgodna zrozumieją co mam na myśli. 

Polecam dylogię Świat Verity wszystkim miłośnikom dark fantasy. To dobrze skonstruowana historia, zawierająca w sobie wiele uniwersalnych prawd o naszym współczesnym, ludzkim świecie. Fabuła nie pozostawia obojętnym i skłania do przemyśleń, a to cenne w literaturze. 
Pozycja godna uwagi.



Dziękuję!

poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Wczoraj jest historią... Felicia Yap: Wczoraj

Autor: Felicia Yap
Tytuł: Wczoraj
Stron: 413
Wydawca: WAB






Uważam, że najcenniejszym darem, jaki otrzymał w swej skomplikowanej ewolucyjnej drodze człowiek, jest pamięć i bystry umysł. To przecież zdolność zapamiętywania sprawia, że się uczymy czy to na naszych błędach, czy na sukcesach. Brak wspomnień, które są naszą bazą, oparciem, swoistym drogowskazem, sprawia, że jesteśmy chwiejni, powolni i nie można na nas polegać. Któż by chciał tak żyć? 
Felicia Yap w swojej debiutanckiej powieści o intrygująco brzmiącym tytule Wczoraj kreśli taki właśnie świat. Żyją w nim dwie klasy społeczne: monosów i duosów. Pierwsi pamiętają tylko to, co spotkało ich wczoraj. Duosi mają nieco lepiej, bo ich pamięć sięga dwóch dni wstecz. W tym świecie każdy obywatel w 23. roku życia staje się członkiem jednej z tych dwu klas. Nie ma na to lekarstwa, terapii, nic. Obowiązkiem obywateli jest prowadzenie e-dzienników, w których mają zapisywać ważne dla siebie sprawy oraz wskazówki do następnego dnia. Tak na marginesie, istniejący w tym świecie Steve Jobs dorobił się na tych urządzeniach fortuny.
Jeśli się czegoś nie pamięta wystarczy zajrzeć do swojego dziennika, a nawet dokonać wyszukiwania poprzez słowa klucze.

Jak się żyje w takiej rzeczywistości? No cóż, każdy radzi sobie jak może, jednak podział na monosów i duosów rysuje się bardzo wyraźnie; ci pierwsi są uważani za upośledzonych i panuje powszechny pogląd, że te dwie klasy nie powinny wstępować ze sobą w związki małżeńskie. 
Główna bohaterka Claire jest monoską i można powiedzieć, że nieźle się jej w życiu pofarciło. Jej mąż Mark jest znanym pisarzem, mieszkają w pięknym domu i generalnie niczego nie brakuje im do życia. No może dziecka. Claire ma jednak ukochanego psa, piękny ogród i masę wolnego czasu, by realizować się tak, jak jej się tylko zamarzy. 
To wszystko staje pod znakiem zapytania, gdy pewnego ranka nurt rzeki wyrzuca na brzeg ciało kobiety. Pierwsze wyniki śledztwa, prowadzonego przez komisarza Hansa, pokazują, że Mark, którego Claire miała zawsze za nieskazitelnego, miał ze zmarłą Sophią więcej wspólnego, niż sam przyznaje. Być może miał coś wspólnego z jej śmiercią? 

Całą historię poznajemy z dwóch perspektyw i dopiero one dają pełnię obrazu. Początkowo, patrząc oczyma Claire, myślimy sobie, że Mark to cyniczny karierowicz i pozer, który niejedno ma za uszami. Kiedy jednak mamy szansę spojrzeć na wszystko oczami Marka, dowiadujemy się, że Claire także ma swoje sekrety. 
Początkowo wydaje się, że tych dwoje, choć są małżeństwem od 20 lat, już niewiele ze sobą łączy. Wyglądają tak, jakby każde żyło własnym życiem, właściwie nie wiadomo, co ich przy sobie nadal trzyma. Krótka pamięć bohaterów utrudnia nam dostrzeżenie całego obrazu. 
Ciekawie zaczyna się robić wtedy, gdy wspólnie z bohaterami zaglądamy do ich młodzieńczych zapisków. Tym samym dowiadujemy się, w jakich okolicznościach się poznali, co sprawiło, że się pobrali i jakimi byli wtedy ludźmi. Ciekawostka i chyba tę prawdę dostrzeże każdy, kto choć przez jakiś czas w życiu pisał dziennik; czytający swoje młodzieńcze dzienniki Mark jest zaskoczony młodym sobą, tym jak się wyrażał i jak przedmiotowo traktował kobiety. 

Wspólnie z nadkomisarzem Hansem zgłębiamy także dzienniki zmarłej Sophii i przekonujemy się, że Evansowie musieli bardzo mocno nadepnąć jej na odcisk, skoro kobieta poświęca tyle energii na opisywanie i zgłębianie ich prywatnego życia. 

Ta powieść jest trochę jak szkatułka, która kryje w sobie mniejsze pudełko, a ono następne i tak dalej. Gdy już się nam wydaje, ze wiemy wszystko, poznajemy kolejne szczegóły, które zmieniają obraz całej sytuacji. Książkę przeczytałam w jedno popołudnie, co chyba jest najlepszą jej oceną. Nie mogłam się oderwać od historii Marka i Claire i musiałam doczytać do końca tego samego dnia. 

Wczoraj to świetna opowieść o tym, jak szybko, dziś w zabieganym, zapracowanym, skomputeryzowanym świecie, zapominamy o rzeczach ważnych. Te rzeczy może i są małe, są detalami, ale to przecież właśnie one składają się na pełnię naszego życia, relacje z bliskimi, budowanie wspólnej przyszłości. To także książka o tym, że nikogo nie poznaje się raz na zawsze, że przecież dorastamy, dojrzewamy, zmieniamy się i że jednak należy na co dzień dbać o poznawanie naszej drugiej połowy, pielęgnować tę relację na bieżąco, utrwalać więzi, bo potem może już być za późno.
Pod płaszczykiem dramatu i odrobiny kryminału kryje się bardzo mądra i skłaniająca do refleksji treść. Polecam. Pozycja naprawdę godna uwagi. I to nie tylko na wakacyjne popołudnie.




Dziękuję!

piątek, 10 sierpnia 2018

Jay Kristoff: Bratobójca

Autor: Jay Kristoff
Tytuł: Bratobójca
Seria: Wojna lotosowa, t.2
Stron: 654
Wydawca: Uroboros






Wyspy Shima stoją na skraju rebelii. Płoną pola krwawego lotosu, a rebelianci snują plany. Stałość wielkiego cesarstwa jest poważnie zagrożona, właściwie chwieje się w posadach. Czy młoda Yukiko, zwana przez jednych Nieczystą, przez innych Tancerką Burzy, wraz ze swym bratem Arashistorą, zmienią bieg historii? Czas zasiąść do lektury drugiego tomu Wojny Lotosowej i samemu się przekonać.

Pierwsza powieść Tancerze burzy dosłownie mnie oczarowała; bohaterami, realiami, światem przedstawionym. Druga część trylogii jest jeszcze lepsza niż pierwsza. Fabuła już nie skupia się tylko na relacji Yukiko i Tygrysa Gromu; teraz nasza dwójka jest w zasadzie małym elementem większej całości. I dobrze. Skoro mowa o poważnej wojnie i obalaniu systemu, wykrwawiającego cały kraj i ludzi, to rebelia nie może się kręcić tylko wokół naszej bohaterki. Rebelia to przecież spiskowcy, zwykli ludzie, ci, których porwał wir wydarzeń, choć może wcale tego nie chcieli. To także władza, która próbuje się odrodzić i utrzymać wszystko w ryzach. Czytając, widzi się ogrom literackiego przedsięwzięcia i dlatego powieść nie jest ani przez chwilę nudna. Brutalna, zaskakuje krwawymi rozwiązaniami, fascynuje Orientem i wszechobecną magią starych bogów, ale nie nudna. O nie. Tego absolutnie nie można o Bratobójcy powiedzieć. 

W drugiej części trylogii dzieje się bardzo dużo i mamy przyjemność obserwować działania wielu bohaterów. Czy prowadzą one do jednego i czy mają jakiś wspólny punkt? To się okaże. 
Po zabójstwie, które już zdążyło obrosnąć legendą, cesarza Yoritomo, Yukiko i Buruu przebywają w górach w kryjówce rebeliantów. Więź dziewczyny i gryfa zostaje wystawiona na poważną próbę, gdyż zmysł Przenikania tak się u dziewczyny wyostrzył, że sprawia jej niewysłowiony ból oraz źle wpływa na jej stan psychiczny oraz fizyczny. Czy podróż do znanego tylko z opowieści klasztoru pozwoli tancerce burzy zapanować nad rosnącą mocą? 
Okazuje się także, że nasz Arashitora także ma swoją przeszłość i nie jest ostatnim tygrysem gromu, jak dotąd uważaliśmy. Ba, nie jest ostatnim mitycznym stworzeniem. Być może poza Wyspami Shima są jeszcze miejsca, w których żyją groźne i niezwykłe stwory, dzieci wielkich bogów? To było dla mnie duże zaskoczenie, oczywiście na plus. 

Kin, były członek Gildii nie najlepiej radzi sobie wśród rebeliantów. I tu kolejny plus dla autora. Zazwyczaj podział jest klarowny: spiskowcy są tymi dobrymi, którzy potrzebują pomocy kogoś z wewnątrz systemu, w którym walczą. Jay Krostoff kreśli zupełnie inny obraz tej grupy, pokazuje jej wewnętrzną niezgodę oraz brutalność. Wielu z nich doznało tyle krzywd ze strony systemu i Gildii, że teraz myśl, że mieliby współpracować z kimś stamtąd, budzi w nich nienawiść i pęd niszczenia nawet na własną szkodę. 

Jak już wcześniej wspomniałam akcja nie kręci się tylko wokół Yukiko i Buruu. Obserwujemy próby uratowania dynastii. Pan Hiro namawiany przez członków Gildii postanawia ożenić się z Aishą, siostrą nieżyjącego cesarza. Stan zdrowia Pierwszej Córki królestwa, dowiadujemy się o tym na końcu, jest zaskakujący i stanowi kolejny dowód na okrucieństwo i przemyślność Gildii. 
Członkowie Kage na różne sposoby próbują do tego nie dopuścić; tu na uwagę zasługują starania Michi oraz Hany. 

W tym świecie nic nie jest trwałe i na zawsze. Kochana osoba może zdradzić a nawet zabić, fortuna kołem się toczy, a to co najmocniej kochaliśmy może się okazać bardzo kruche i nietrwałe. Autor nie boi się poddawać swoich bohaterów ciężkim próbom, ani ich zabijać. Akcja toczy się wartko, raz po raz czytelnik zostaje czymś zaskoczony i gdy już wydaje się, że wszystko wiemy, nagle coś się zmienia i sprawy przybierają nowy obrót. 
Każdy miłośnik dobrego fantasy w klimacie steampunkowym znajdzie w tej serii coś dla siebie. Jednych może urzec obyczajowość średniowiecznej Japonii: rytuały, stroje, broń; drugich technika i wynalazki Gidlii, a jeszcze innych mitologia, której tutaj mnóstwo. 
To naprawdę pozycja godna uwagi. Polecam. 


Trylogia Wojna Lotosowa:

Bratobójca 
Kres głosząca

środa, 8 sierpnia 2018

V. E. Schwab: Wyczarowanie światła

Autor: V. E. Schwab
Tytuł: Wyczarowanie światła
Seria: Odcienie magii, t.3
Wydawca: Zysk i S-ka
Stron: 696





Jeszcze dobrze nie ostygły turniejowe zmagania najzdolniejszych magów królestwa, nie wybrzmiały nawet ostatnie toasty, ba, nawet nie zakończył się finałowy bal, gdy na pulsujący od magii Czerwony Londyn spływa nowe zagrożenie. Oto starożytny demon, ucieleśniona magia, świadoma i żądna istnienia i władzy, wkracza do królestwa i próbuje zapanować nad wszystkim na co się natknie. Osaron chce władać, panować, błyszczeć i rosnąć od podziwu poddanych. Niegdyś słaby i zaklęty w kamień, oswobodzony przez antariego Hollanda, teraz jest wręcz niepokonany. Posiadł także ciało maga, który już nie ma siły, by z nim walczyć. Jeśli jeden antari to za mało, by pokonać demona, to może przydałby się duet, albo trio? Jedno jest pewne, łatwo nie będzie. 

Jeśli komuś wydawało się, że pierwsza część trylogii Odcienie magii zatytułowana Mroczniejszy odcień magii, jest super, to miał rację. Bo tak było. Tak naprawdę był to jednak dopiero przedsmak, tego, co czytelnika czekało w kolejnych rozdziałach drugiej części, a potem także trzeciej. Utrzymana w gaimanowskich klimatach historia zabiera nas do Londynu, który nie jest jednym miastem, a kilkoma królestwami, o różnym nasileniu magii. Jest zatem Czerwony Londyn, państwo dobrobytu i spokoju. Jest także Szary, ten najzwyklejszy, mówiąc językiem Harry'ego Pottera taki mugolski. Jest Biały pozbawiony magii, spustoszony. Jest także i Czarny najbardziej niebezpieczny. 
Druga część trylogii Zgromadzenie cieni jest po trosze przystankiem do akcji właściwej, po trosze gromadzeniem się kłopotów. Autorka zajmuje uwagę czytelnika Turniejem magicznym, wprowadza nowych bohaterów, pozwala, by zło urosło w siłę i zagroziło dobru. Było interesująco, choć dopiero zakończenie wbiło mnie w fotel. 
Jednak trzecia część Wyczarowanie światła wstrząsa czytelnikiem i nie pozwala się oderwać od lektury. Mamy tu wszystko, co lubimy w powieściach fantasy i przygodowych. Jest więc zagrożenie, które niczym w baśniach Grimmów, opanowuje królestwo ciemnością i panoszy wszędzie. Na ulicach miasta zapanowuje chaos, większość poddaje się magii Osarona, tylko nieliczni są na nią odporni. Jest także dzielny król, który wraz z żoną i synem, następcą tronu, robią wszystko, by uratować poddanych i miasto. To może być jednak za mało. Tutaj potrzebni są antari, czyli utalentowani magicznie, o dwukolorowych oczach, władający nie jednym żywiołem, ale trzema naraz. Kell, przybrany królewski syn, Lilla, piratka i złodziejka i Holland, tajemniczy i zamknięty w sobie. Tych troje za sobą nie przepada, ale w świetle tego, co się dzieje, nie mają wyjścia. Będą musieli sobie zaufać i wyruszyć na wyprawę, która, być może, przyniesie im remedium na zarazę Osarona. 

Autorka sprawnie i z gracją rozbudowuje i kończy wszystkie wątki, każąc jednocześnie bohaterom dokonywać trudnych wyborów, a przez to dojrzewać emocjonalnie i do pełnienia przeznaczonych im ról. Poznamy więc wreszcie tragiczną przeszłość Hollanda, który wcale nie jest z gruntu zły. Dowiemy się, jak wyglądały początki znajomości Rhya i Emery'ego i czy w ogóle tych dwóch ma jeszcze jakąś szansę na happy end. Tak swoją drogą brawa należą się autorce za umiejętne i wysmakowane poprowadzenie wątku romansowego pomiędzy dwoma mężczyznami. Podobało mi się także dojrzewanie Rhya do roli króla i władcy. Musiał w końcu dorosnąć. Zobaczymy, jak Kell i Lilla radzą sobie z własną niepewną przeszłością i dorastają do ról, które od dawna były im pisane. Odwiedzimy największy w tym świecie targ na wodzie. Poznamy całą masę magicznych artefaktów i słownych zaklęć. A na końcu będziemy świadkami spektakularnego pojedynku magów. Uronimy też kilka łez, bo Victoria Schwab ma to do siebie, że niektórych bohaterów uśmierca. 
Jednym słowem, choć chyba jedno to za mało, będzie wspaniale. 

Odcienie magii to kawał naprawdę dobrego dark fantasy, obok którego trudno przejść obojętnie, jeśli się takie klimaty lubi. Nic tu nie jest oczywiste, bohaterowie są dwuznaczni i barwni, a proponowane przez autorkę rozwiązania intrygujące i zaskakujące. To wspaniała opowieść o poszukiwaniu własnego miejsca  w świecie, o dojrzewaniu do miłości, odpowiedzialności, pełnienia ról w społeczeństwie. Mnie historia Kella, Lilli i Rhya chwyciła bardzo mocno za serce i zdecydowanie polecam ją jako jedną z lepszych pozycji fantasy na naszym rynku. Naprawdę, naprawdę warto.




Dziękuję!

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Sabrina Jeffries: Miłosne wyzwanie

Autor: Sabrina Jeffries
Tytuł: Miłosne wyzwanie
Cykl: Diablęta z Hallstead Hall, t. 3
Wydawca: BIS
Stron: 372







Trzecia z rodzeństwa Sharpe, Minerwa, jest autorką poczytnych powieści przygodowych. Zakochana od wielu lat w tym samym mężczyźnie, do czego nie przyznaje się nawet przed sobą, nie chce wychodzić za mąż i tracić niezależności. Co prawda jej łobuzujący bracia Oliver i Jarret się ustatkowali, ale czy wytrzymają stale w tym zobowiązaniu? Mając w pamięci historię małżeństwa rodziców, Minerwa nie jest tego taka pewna. Naciskana przez babcię dziewczyna postanawia zrobić coś w rodzaju castingu na przyszłego małżonka. Stawia swoje wymogi i umieszcza anons w gazecie. Ma nadzieję, że w obliczu takiego postawienia sprawy babcia skapituluje i zrezygnuje z całego przedsięwzięcia.  
Ku zaskoczeniu i oburzeniu Minerwy, jednym z poważnych kandydatów do zalotów okazuje się Giles Masters, wieloletni przyjaciel jej starszych braci, karciarz i hulaka. Propozycja Gilesa jest poważna, oprócz tego twierdzi on, że nie ma nic przeciwko pisarstwu żony, z drobnymi wyjątkami. Jakie są jego prawdziwe motywy? To się okaże.

W trzeciej części cyklu autorka dotyka ważnego problemu, przed którym staje także wiele współczesnych związków. Chodzi mianowicie o rodzaj więzi między małżonkami. Minerwa będąca pierwowzorem współczesnej feministki (choć w praktyce okazuje się, że raczej tylko z nazwy) oczekuje od męża, że będzie się z nią dzielił tym, co dla niego ważne i że pojawiające się problemy będą rozwiązywać wspólnie. W czasach, gdy toczy się akcja książki, małżeństwo było społecznym wymogiem, korzystnym kontraktem i nikomu nie przyszłoby do głowy, żeby mąż opowiadał żonie, dokąd idzie, co go trapi, a jeszcze pytał ją o radę. Wychowanemu w takim społeczeństwie Gilesowi, początkowo trudno jest ten fakt przeskoczyć. Pragnie on głębszej więzi, ale nie chce jej dać od siebie. Jednocześnie z zaskoczeniem odkrywa, jak wspaniale jest się dzielić z drugą osobą ważnymi sprawami i rozwiązywać problemy we dwoje, a nie w pojedynkę. Będzie musiał do tego dojrzeć. Tak jak i do myśli, że dobrze zaufać przyjaciołom, aby nas wspomogli w trudnych chwilach.
Jednocześnie kwestia pisarstwa Minerwy także jest bardzo interesująca. W tamtych czasach, dopóki kobieta była panną, można to było jeszcze uważać za dziwne, ale w sumie nieszkodliwe zajęcie. Gdy natomiast stawała się żoną, uważano, że powinna z tego zrezygnować, ba, mąż powinien jej tego wręcz zakazać. Dziś może się to wydawać oburzające, wtedy tak właśnie to wyglądało. 
(Dygresja. Przypomniała mi się lektura powieści L.M Montgomery Emilia na falach życia. Czas akcji to koniec XIX wieku. Główna bohaterka chciała zostać pisarką.  Wieloletni przyjaciel ofiarnie ją w tym wspierał, czytał jej utwory, doradzał. Kiedy był przyjacielem. Ale gdy miał zostać mężem, nagle okazało się, że już nie chce, by jego żona pisała. Będąc żoną, ma być żoną, a więc do dyspozycji męża. Szowinistyczne, nie? Pamiętam, że notowania tamtego bohatera drastycznie w moich oczach spadły. )

Rozwija się także wątek kryminalny. Wreszcie czytelnik dowie się, co ze sprawą śmierci państwa Sharpe ma ich kuzyn Desmond Plumtree. 
Dodatkowo sam wątek związany z osobą Gilesa, królewskiego szpiega wiele wnosi do powieści i czyni ją barwną i ciekawszą. 
Jednocześnie w tle cały czas pojawiają się bohaterowie poznani wcześniej oraz ci, którzy ważni dopiero będą. 
Miłosne wyzwanie do bardzo sympatyczna i zabawna powieść. Giles jest wspaniały naprawdę. Minerwa także budzi szacunek czytelnika. 
Polecam tę powieść na letnie lenistwo na leżaku.


Seria Diablęta z Hallstead Hall: 

3. Miłosne wyzwanie,
4. Zaloty Gabriela, 5. Polowanie na męża.

sobota, 4 sierpnia 2018

Stephen King: Outsider

Autor: Stephen King
Tytuł: Outsider
Stron: 640
Wydawca: Prószyński i S-ka







Kilka lat mija, odkąd czytałam coś autorstwa Kinga, a przecież wszem i wobec mówię, że to mój ukochany pisarz grozy i mistrz nad mistrze. Każdy wzięty przez niego na warsztat literacki motyw zostaje przedstawiony w nowym, atrakcyjnym i nieoczekiwanym świetle. Oprócz tego, jak w każdej jego książce, bardzo dokładnie jest nakreślone tło obyczajowe, co sprawia, że świat przedstawiony jest wiarygodny, po prostu prawdziwy. Jedno jest pewne; każdy fan historii grozy, powinien znać twórczość tego autora.

W małym Flint City zostaje znalezione ciało chłopca, zamordowanego w bestialski sposób. Śladów DNA  na miejscu zbrodni jest na tyle dużo i są one tak dokładne, że miejscowa policja od razu identyfikuje sprawcę. Dodatkowo zeznania świadków zdarzeń poprzedzających zabójstwo, potwierdzają tożsamość mordercy. To Terry Maitland, miejscowy nauczyciel angielskiego, trener młodzików, mąż Marcy, ojciec dwóch córek. Szanowany obywatel. Nigdy nie karany. Dowody zbrodni nie pozostawiają jednak wątpliwości. To on zabił chłopca.
W dalszym toku śledztwa okazuje się jednak, że w czasie, gdy doszło do zbrodni, Terry wraz z grupą kolegów z pracy przebywał zupełnie gdzie indziej. I na to także są dowody.

Już na samym początku dostajemy niezłą zagwozdkę. Trudno zdecydować, czy wierzyć Terry'emu czy nie. Może towarzyszące mu zdziwienie, to tylko cyniczna maska, jaką okrywał się już niejeden potwór? Im dalej w śledztwo, tym bardziej prowadzący je Ralph Anderson ma wątpliwości. To znaczy i ma je i nie ma. A przecież jeden człowiek nie może być w dwóch miejscach jednocześnie. Manipulacja dowodami? Sobowtór? Bliźniaczo podobny wspólnik?

W 2004 roku po zamachu bombowym w Madrycie aresztowano człowieka, podejrzanego o udział w tym zdarzeniu.  Zebrane na miejscu odciski linii papilarnych wykazały stuprocentową zgodność. W toku śledztwa oskarżony Brandon Mayfield udowodnił, że znajdował się wtedy na innym kontynencie. Uniewinniono go i otrzymał od rządu dwumilionowe odszkodowanie. Być może ta historia zainspirowała Stephena Kinga do napisania Outsidera, jednak w książce fabuła zmierza w zupełnie inną stronę.

Historia outsidera nawiązuje do wczesnych powieści Kinga, w których to co realne zgrabnie mieszało się ze sferą ponadzmysłową, tworząc wspaniałe połączenie. Tutaj mamy podobnie, dlatego czyta się z takim uczuciem swojskości, jakbyśmy już tu kiedyś byli. W tym przypadku mamy nawiązanie do meksykańskich legend o Czarnym Panu, Cuco, zabierającym dzieci do swojego worka. Drugą inspiracją było dla Kinga był XIX -wieczny motyw alter ego, sobowtóra, pojawiającego się głównie w literaturze schyłku wieku, u nas znanego pod nazwą Młoda Polska.
Dodatkowym  smaczkiem powieści jest pojawiająca się, zupełnie jak na występie gościnnym, Holly Gibney, znana już z trylogii pt. Pan Mercedes, która ukierunkowuje poszukiwania bohaterów, pomagając im znaleźć faktycznego sprawcę makabrycznych zbrodni. 
Zabawny był książkowy ukłon Stephena Kinga w stronę kolegi po fachu Harlana Cobena. Autor poczytnych powieści sensacyjnych stał się kluczowym alibi dla głównego bohatera, dzięki czemu mieliśmy cień pewności, że być może nie zrobił tego, o co jest oskarżony.

Ousider okazał się bardzo przyjemną lekturą na wakacje. Przypomniał mi inne powieści tego autora, zwłaszcza napisane pod pseudonimem Richard Bachman  Desperację i Regulatorów. Kto zna te książki, zrozumie co mam na myśli.
Polecam Outsidera. Miłośnikom twórczości tego autora raczej nie muszę. Ale może tym, którzy jeszcze jego utworów nie znają? Być może będzie to dobra okazja, by rozpocząć literacką przygodę ze Stephenem Kingiem? 

czwartek, 2 sierpnia 2018

Guillermo del Toro & Chuck Hogan: Wieczna noc

Autor: Guillermo del Toro & Chuck Hogan
Tytuł: Wieczna noc
Seria: Wirus t.3
Stron: 563
Wydawca: Zysk i S-ka





Jeśli myślałeś Czytelniku, że o wampirach napisano już wszystko, to się myliłeś. 
Od chwili, gdy na lotnisku JFK wylądował samolot z gotowymi do przemiany w strzygi pasażerami, minęły ponad 2 lata. Sytuacja w samolocie wyglądała na zaczątek epidemii, bo nikt przy zdrowych zmysłach nie chciał wierzyć w teorię naszych bohaterów, że wampiry chcą opanować świat.

Obecnie świat jaki znamy, już nie istnieje. Pod wodzą Mistrza, zbuntowanego siódmego Pradawnego, wampiry zawładnęły Ziemią. Światowi przywódcy zostali zlikwidowani, a zwykli obywatele umieszczeni  w obozach, gdzie zostali sprowadzeni do roli produkujących krew zwierząt. Na Ziemi panuje atomowa zima, więc strzygi mogą niemal bez przykrych dla siebie konsekwencji chodzić po ulicach. Teraz są zbiorowym umysłem i każdy z nich jest okiem i ustami Mistrza, któremu w ten sposób nic nie umknie.
Ocalali ludzie ukrywają się w podziemiach i prowadzą bardzo nędzną egzystencję. Najcenniejszą walutą jest obecnie jedzenie.
Grupa naszych bohaterów walczących z Mistrzem uległa pewnemu rozproszeniu. Co prawda nadal współpracują, ale nie jest to już takie łatwe. Setriakin nie żyje. Próbując zabić Mistrza, poświęcił własne życie. Starą księgę, będącą kluczem do zagadki pochodzenia Mistrza, przekazał w ręce Feta, wspomaganego przez Norę. W najgorszej kondycji psychicznej znajduje się Eph Goodweather, któremu przed dwoma laty Mistrz uprowadził syna, Zacka. Spowodowało to w Ephie nie tylko osłabienie woli walki, ale też podatność na zakusy Mistrza, który upatrzył sobie w Ephie wyjątkowego przeciwnika.

Od przeczytania pierwszej i drugiej części miałam dwuletnią przerwę, ale bardzo szybko zatopiłam się w wykreowanej przed del Toro i Hogana rzeczywistości. Sytuacja jest beznadziejna. Ludzie są tylko workami z krwią, chorzy i starzy są eliminowani na wstępie, ale ludzie, którym udało się zdobyć nieco lepszą pozycję, pełnią rolę komendantów obozu. Myślę, że podobieństwo do obozów III Rzeszy było tutaj zamierzone i nad wyraz się autorom udało.
Nasi bohaterowie to wrogowie publiczni numer jeden, głównie Eph, ale Nora i Fet także. Ich możliwości działania są ograniczone, bo co może zdziałać kilka mieczy i lamp uv w starciu z morzem strzyg, żądnych krwi. Jest jednak Occido Lumen, prastara, oprawiona w srebro księga, która właściwie odczytana, zdradzi zagadkę pochodzenia Mistrza, pozwalając tym samym go unicestwić. I to właśnie będzie tematem finałowej części trylogii Wirus.

Powieść czyta się tak, jak ogląda sensacyjny film. Obrazy podsuwane czytelnikowi zaskakują, intrygują, zachęcają, by zgadywać, jakie będzie rozwiązanie konfliktu. 
Kto zdoła odczytać Lumen? Czym jest Czarne Miejsce? Jaką rolę dla Zacka zaplanował Mistrz i kogo zdecyduje się zdradzić Eph Goodweather? Co okaże się dla bohatera droższe: losy ludzi czy własny syn? Na te i inne pytania przynosi odpowiedzi pieczołowicie przygotowana historia zawarta w powieści Wieczna noc.

Guillermo del Toro to człowiek o bogatej wyobraźni filmowej jak i literackiej, a trylogia stworzona do spółki z Chuckiem Hoganem udowadnia, że można stary, już przecież,  motyw wampirów przedstawić w zupełnie nowym i atrakcyjnym dla odbiorcy świetle. Upiorne strzygi są odrażające i rodem jak z najgorszych koszmarów, a autorska wizja świata opanowanego przez potwory budzi grozę. Czyta się jednym tchem, a wątki biblijne dotyczące pochodzenia Mistrza są po prostu fascynujące. 
Polecam gorąco wszystkim czytelnikom trylogię Wirus. Każdy, kto choć trochę interesuje się ciemną stroną wampiryzmu, koniecznie musi ją przeczytać.



Dziękuję!

wtorek, 31 lipca 2018

Sabrina Jeffries: Kochanek z piekła rodem

Autor: Sabrina Jeffries
Tytuł: Kochanek z piekła rodem
Cykl: Diablęta z Hallstead Hall, t. 2
Wydawca: BIS
Stron: 376






Jeszcze dobrze nie ostygły weselne dekoracje ze ślubu Olivera i Marii, a Jarret Sharpe już czuje, że pętla wokół jego szyi się zaciska. Za czyją sprawą? Oczywiście babci, która nie dość, że się pochorowała, to teraz jeszcze żąda od wnuków kolejnych związków małżeńskich. Jarret, zadeklarowany karciarz i wolny duch, postanawia zawrzeć z babcią układ. Przez rok poprowadzi w jej zastępstwie rodzinny browar, ale nie będzie musiał się żenić. Ma tym samym nadzieję, że jeśli interes utrzyma się na takiej prostej jak dotychczas, zdoła utrzymać za jego pomocą rodzeństwo i siebie bez konieczności żenienia się/wychodzenia za mąż. Przyparta do muru babcia zgadza się. 

Prowadzenie browaru okazuje się tym, co Jarret zawsze chciał robić, choć już zdołał o tym zapomnieć. Jednocześnie, gdy poznaje piękną i stanowczą piwowarkę Annabel, dochodzi do wniosku, że być może i sama kwestia ożenku nie jest taką tragedią, jak pierwotnie myślał.  Tym bardziej, że starszy brat, Oliver wydaje się szczęśliwy i zadowolony z życia jako mąż. Annabel ma jednak swoje sekrety i zobowiązania i choć serce bije jej mocniej w obecności uroczego karciarza, zdaje sobie sprawę, że chyba więcej ich dzieli niż łączy. Czy zdołają wspólnie wypracować korzystną recepturę dla ich interesu i związku? To się okaże.

W drugiej części kolorów nabiera także wątek kryminalny dotyczący śmierci rodziców Diabląt. Nasi bohaterowie byli wtedy bardzo młodzi, więc niewiele pamiętają, ale żyją wciąż słudzy pracujący wtedy u Sharpe'ów. Ich zeznania, jako niemal naocznych świadków, mogłyby rzucić nowe światło na kilka niejasności w sprawie.  Z fantazją i dociekliwością sprawą zajmuje się Jackson Pinter, którego polubiłam już w części pierwszej i który niebawem stanie się bohaterem wiodącym jednego z wątków romansowych. 

Jednocześnie stopniowo wprowadza autorka bohaterów ważnych dla dalszych tomów, co jest bardzo dobrym posunięciem. Fajnie, że przyszli małżonkowie naszych bohaterów nie biorą się z Księżyca. Fakt trzeba się obracać w pewnych kręgach, by móc ich poznać, tak jak to było w przypadku Olivera i Jarreta. Ale może czasami ukochana osoba jest bliżej niż się nam wydaje i trzeba tylko ją dostrzec oraz się dogadać? Bardzo mi się taki zabieg podoba, tym bardziej, że są to bohaterowie, których nie da się nie lubić. Mają oni swoje wady i sekrety, ale są porządnymi ludźmi i już nie mogę się doczekać lektury kolejnych części. Z tomu na tom robi się coraz zabawniej i ciekawiej. Autorka nie zapomina także o wprowadzaniu postaci drugoplanowych, tak jak to było poprzednio oraz  nie porzuca tych, których poznaliśmy wcześniej. Dialogi są zabawne, sceny erotyczne wysmakowane, ale też nie wygładzone niepotrzebnie. Porusza się coraz więcej spraw ważnych w tamtym okresie, takich jak sytuacja kobiety będącej matką, a nie będącej żoną, alkoholizm członków rodziny czy kwestię pracy kobiet. Przede wszystkim zaś dużo miejsca poświęca autorka macierzyństwu i temu, jak bardzo jest potrzebna matka dorastającemu dziecku. Widać to zwłaszcza w scenach z małym Geordiem oraz w rozmyślaniach Jarreta.

Diablęta z Hallstead Hall to bardzo sympatyczna seria i polecam ją wszystkim fankom romansów historycznych. Polubicie sprytną panią Plumtree oraz jej wnuczęta, a także współpracowników i przyjaciół rodziny. Polecam! 

Seria Diablęta z Hallstead Hall: 

1. Narzeczeni mimo woli, 2. Kochanek z piekła rodem,
4. Zaloty Gabriela, 5. Polowanie na męża.

czwartek, 26 lipca 2018

Jay Asher & Carolyn Mackler: Ty, ja i fejs

Autorzy: Jay Asher & Carolyn Mackler
Tytuł: Ty, ja i fejs
Stron: 360
Wydawca: Rebis




Jak długo by się nie spierać, wskazywać minusy i zagrożenia, jedno trzeba Facebookowi przyznać. Jest swoistym społecznym fenomenem i zmienił wielu ludzi, a zwłaszcza sposób postrzegania siebie, innych oraz perspektywę zawierania relacji. Okazuje się dziś, że nie trzeba z kimś się znać czy rozmawiać w realu, ale jeśli przejrzeć listę znajomych, to oczywiście znajomymi się jest. Do niczego to jednak nie zobowiązuje. Taki mamy dziś typ relacji i myślę, że gdyby nie Facebook, to z pewnością weszłoby coś innego podobnego i przejęłoby monopol na bycie numerem jeden w dziedzinie portali społecznościowych.
Dzisiejsze pokolenie nastolatków urodzone po roku 2000 już nie pamięta świata bez Fb i całej tej technologicznej otoczki i trudno mu uwierzyć, że kiedyś spędzanie wolnego czasu i utrzymywanie przyjaźni wyglądało zupełnie inaczej. Czy ktoś jeszcze pamięta rzeczywistość bez wszechobecnego Internetu? Należę do tej grupy osób, powiem nawet więcej, jestem członkiem pokolenia pośredniego. Co to znaczy? Otóż pamiętam dobrze, jak to było nie mieć komputera i nowoczesnego smartfona, ale stosunkowo łatwo przyszło mi się do tej całej techniki przyzwyczaić, co na przykład pokoleniu naszych rodziców przyszło już znacznie trudniej. 
Dlatego właśnie z wyżej opisanych powodów tak mi przypadła do gustu powieść Ty, ja i fejs, owoc pisarskiej współpracy Jaya Ashera i Carolyn Mackler. Autorzy umieścili bowiem akcję w roku 1996, kiedy jeszcze nie istniał Facebook.
Dorastająca Emma stoi na rozdrożu. Przed nią wizja matury i wybór kierunku studiów. Straszna sprawa. W domu mama z ojczymem robią remont, ojciec ma drugą rodzinę i wydaje się nie przejmować sprawami córki, a najbliższy sąsiad i dawny przyjaciel jakoś wyszedł z roli. No i jest jeszcze chłopak, którego bohaterka niezbyt lubi i inny, którego lubi bardziej. Jak widać nie ma łatwo.

Któregoś dnia Josh przynosi Emmie płytę instalacyjną do nowo zakupionego komputera. Ku swojemu zaskoczeniu Emma odkrywa, że może się dzięki temu zalogować do Facebooka i podejrzeć swoje życie za 15 lat. Co będzie robiła? Z kim będzie w związku i czy będzie zadowolona z życia?
Na tej samej zasadzie co w Efekcie motyla bohaterka zaczyna trochę ingerować we własną przyszłość. A to mąż się jej wydaje nie taki, a to praca nie dość zadowalająca, a to pozycja społeczna. Wystarczy coś zdecydować i kliknąć Odśwież, a wizja przyszłości już ulega zmianie. Bardzo łatwo się od tego uzależnić, o czym Emma szybko się przekona.
Przeciwwagą dla poczynań Emmy jest jej sąsiad Josh, który co prawda poznaje ułamek własnej przyszłości, ale podchodzi do tego dość krytycznie i woli sam kształtować zarówno swoje prywatne relacje, jak i to kim oraz z kim będzie. Oprócz tego woli spędzać czas z przyjaciółmi, czy też ćwicząc na deskorolce. Komputer nie jest dla niego priorytetem i jest to bardzo zdrowe.

Powieść Ty, ja i fejs nie jest może jakaś wielce odkrywcza, ani nowatorska. Opowiada o sprawach, które są nam dobrze znane i raczej nie ma na celu moralizowania, jakim to złem jest Facebook czy ogólnie Internet. Mimo to jest zabawna, sympatyczna i ma ten ulotny klimat czasów, gdy Internet nie był jeszcze taki wszędobylski, a spędzanie czasu poza domem, czy to w parku czy na plaży było normą. Uroczą i taką swojską.
Czy Emma zrozumie, że człowiek sam jest kowalem własnego losu i zacznie decydować z perspektywą na teraz, a nie na potem? Okaże się.
Polecam nastolatkom. To dobra historia na wiosenne popołudnie.

czwartek, 19 lipca 2018

Sabrina Jeffries: Narzeczeni mimo woli

Autor: Sabrina Jeffries
Tytuł: Narzeczeni mimo woli
Cykl: Diablęta z Hallstead Hall, t.1
Wydawca: BIS
Stron: 356







Niełatwo znaleźć dobrą powieść z elementami romansu, przygody i żeby nie była ckliwa i okraszona tylko erotyką. Wbrew pozorom mało która książka spełnia te warunki. Chciałabym, aby bohaterowie byli w miarę prawdziwi i nie myśleli tylko o seksie, lecz mieli w miarę pookładane w głowach. Niech będzie zabawnie, na przykład za sprawą bohaterów drugoplanowych. Fajnie by było, gdyby to było coś w realiach kostiumowych XIX wieku Europy bądź Ameryki. Mile widziany przemyślany aspekt społeczny, w którym solidnie osiądzie fabuła.  Szukając dobrego romansu na wakacyjną lekturę  przypadkiem natknęłam się na serię zatytułowaną Diablęta z Hallstead Hall. Tytuł był obiecujący i postanowiłam dać szansę przynajmniej części pierwszej. 

Bogato usytuowane rodzeństwo Sharpe'ów: Oliver, Jaret, Gabriel, Minerva i Celia, nie kwapi się do małżeństwa. Po pierwsze dlatego, że jest im dobrze tak jak jest, czyli w stanie wolnym. Mogą dzięki temu robić, to im się żywnie podoba. Młodzieńcy więc grają w karty, piją, uwodzą tancerki, biorą udział w różnorakich awanturach, a dziewczęta mogą poczuć posmak wolności i decydowania o sobie. Jest jednak poważniejsza przyczyna tego stanu. Otóż małżeństwo rodziców naszych bohaterów nie było szczęśliwe i skończyło się skandalem. Zatem skoro się nie miało dobrego wzorca, to po co wikłać się w coś podobnego? Będą zdrady, kłótnie, sceny zazdrości, łzy, a w tym wszystkim z pewnością nieszczęśliwe dzieci. Diablęta ewidentnie chcą tego uniknąć i pomimo trzydziestek na karku ani myślą wstępować w małżeńskie więzy. 
Nestorka rodu pani Hetty Plumtree decyduje się na poważny krok. Stawia rodzeństwu ultimatum i daje im rok na zawarcie związków. Pozwala sama wybrać kandydatów i kandydatki, ale musi się to zakończyć ślubem. W przeciwnym razie odetnie wnuki od gotówki. Tym razem babcia wygląda na zdeterminowaną i słodkie słówka wnuków czy smutne oczy wnuczek nie robią na niej wrażenia. 

Najstarszy w rodzeństwa, to jemu poświęcona jest część pierwsza, markiz Oliver Stoneville, postanawia przechytrzyć babcię. Gdy na skutek zbiegu okoliczności poznaje stanowczą Amerykanką Marię Butterfield, proponuje jej pomoc w poszukiwaniach zaginionego narzeczonego. W zamian oczekuje, że Maria przez kilka tygodni poudaje jego przyszłą żonę, a gdy babcia zobaczy, że dziewczyna ma niskie pochodzenie, jest zza oceanu i w dodatku Oliver poznał ją w domu uciech, z pewnością zrezygnuje z pomysłu żenienia wnucząt. 
Przyparta do muru Maria zgadza się na propozycję markiza. 
Co z tego wyniknie? Kto pęknie pierwszy: babcia czy wnuk?  I czy małżeństwo faktycznie może być takim dramatem życiowym? To się jeszcze okaże.

Książkę czyta się bardzo przyjemnie. Jak to w takich historiach bywa; hulaszczej rodziny Sharpe'ów nie da się nie lubić. Mogą oni naginać społeczne konwenanse, być powodem do plotek lub przyczyną skandali, ale mają złote, gołębie serca i w razie potrzeby stoją za sobą murem, co pozwala im przezwyciężyć wszystkie kłopoty, w których się znajdą. 
Bardzo zabawne były sceny braterskich podchodów oraz próby rodzeństwa, by oprzeć się babcinym żądaniom. Ważne, by w opowiadanej historii romansowej wątki obyczajowy i społeczny były w miarę dobrze rozrysowane. Sabrinie Jeffries się to udało. Nie jest to może powieść historyczna na miarę rozmachu Philippy Gregory, ale czyta się ją z uśmiechem na ustach i miło się ją wspomina. Zakończenie zachęca, by zajrzeć do kolejnej części, zarysowano tu bowiem delikatnie wątek kryminalny i jestem ciekawa, co z tego wyniknie. 
Powieść Narzeczeni mimo woli to dobra lektura na wakacyjne popołudnie. Nie dłuży się, jest zabawna i lekka. Polecam.


Seria Diablęta z Hallstead Hall: 

1. Narzeczeni mimo woli, 2. Kochanek z piekła rodem,
4. Zaloty Gabriela, 5. Polowanie na męża.

niedziela, 15 lipca 2018

Nancy Milford: Miłość w chłodnym klimacie

Autor: Nancy Milford
Tytuł: Miłość w chłodnym klimacie
Stron: 312
Wydawca: Spółdzielnia Wydawnicza Czytelnik






Nancy Milford powieścią Miłość w chłodnym klimacie przenosi czytelnika w lata 20. i 30. XX wieku. Oczyma młodej, niezamężnej jeszcze Fanny obserwujemy usilne  starania lady Montdore, aby dobrze wydać za mąż jedyną córkę Polly, dziedziczkę wielkiej fortuny. Władcza i trudna w codziennym pożyciu lady Montdore dwoi się i troi, marząc o wspaniałej przyszłości dla córki. Tymczasem wszystkie jej zabiegi kończą się fiaskiem, gdyż zdystansowana i zamknięta w sobie piękna Polly robi tylko tyle, ile musi, zniechęcając swoim zachowaniem kolejnych kandydatów do jej ręki. Czyżby tkwiła w tym jakaś zagadka, jakiś wstydliwy sekret. Na rozwiązanie tej sprawy nie będzie musiał czytelnik czekać zbyt długo. Zresztą autorka już od początku rozsiewa pewne poszlaki, z których można przynajmniej domyślić się, co lub kto jest celem życiowym Polly.

Lektura powieści Nancy Milford pozwala czytelnikowi przenieść się w świat arystokracji, żyjącej zupełnie innym życiem, niż zwykli śmiertelnicy. Podejrzewam, że gdyby pewne sprawy uwspółcześnić, powieść w wersji XXI wieku, mówiąca o życiu dzisiejszych możnych i szlachetnie urodzonych tego świata, nie różniłaby się tak bardzo od tego, jak było kiedyś.
Podczas gdy my, przeciętni zjadacze chleba martwimy się ratami kredytowymi i szybko mijającą codziennością, oni, ci arystokratyczni, żyją na oczach całego świata, zadowoleni i bez zmartwień o takie przyziemności jak socjal, podatki i rodzinny plan finansowy, skonstruowany tak, aby nie zabrakło do pierwszego. Nie to, że im zazdroszczę, nie. Po prostu prowadzimy zupełnie inne życia, to wszystko. 

Podobnie jest z bohaterami powieści Miłość w chłodnym klimacie. Plotki rozprzestrzeniają się tutaj szybko niczym wiatr i żyje się nimi całymi  miesiącami. Największym zmartwieniem matek jest dobrze wychować córki, a potem dobrze je wypromować i wspaniale wydać za mąż. Największym zmartwieniem córek jest dobrze wyglądać, aby znaleźć porządnego kandydata na męża. Mężczyźni, choć w sumie mogą sobie pozwolić na więcej niż kobiety i tak wcześniej czy później trafią pod pantofel zaradnej i ambitnej żonki. Środowisko arystokracji jest dość konserwatywne i niechętnie przyjmuje w swoje kręgi wszelaką inność. Ten opór na zmiany i postęp dziś może się wydawać zabawny, podejrzewam jednak, że wtedy musiał bardzo utrudniać życie, tym, którzy zdecydowali się podążyć inną drogą niż ta powszechnie wytyczona. 

I właśnie ten aspekt obyczajowy jest najcenniejszą stroną książki. W warstwie fabularnej nie dzieje się tutaj zbyt wiele. Ktoś wychodzi za mąż, zza oceanu przyjeżdża daleki kuzyn, ktoś urządza bal, a ktoś jedzie na tydzień do rodziny. Bohaterowie śpią, jedzą, grają w karty, spotykają się towarzysko, a całą resztą, tą przyziemną zajmuje się niemal niewidoczna służba.
Bardzo ciekawe są za to relacje rodzinne, stosunki matek z córkami, stopniowo narastające różnice w wychowaniu dzieci, wkradająca się stopniowo w życie bohaterów rewolucja seksualna i społeczna, to wszystko sprawia, że książkę czyta się lekko i przyjemnie.  Do gustu przypadła mi zwłaszcza rodzina Radlettów i przyznam, że nie miałabym nic przeciwko, aby przeczytać powieść im poświęconą w całości. 
Miłość w chłodnym klimacie tchnie urokiem czasów, które minęły bezpowrotnie i w tym tkwi jej największy urok.


Dziękuję!

niedziela, 24 czerwca 2018

Anna Day: Fandom

Autor: Anna Day
Tytuł: Fandom
Stron: 416
Wydawca: Jaguar







Któż z nas, zapalonych czytelników, po przeczytaniu wspaniałej, wciągającej swą fabułą książki, nie chciał choć na chwilę trafić do wymyślonej rzeczywistości, aby spotkać ulubionych bohaterów? Porozmawiać z nimi, pooddychać tym powietrzem, spojrzeć w oczy cudownego bohatera, w którym skrycie się kochamy. A może nawet wpłynąć na losy tej rzeczywistości, wykazać się odwagą, zaradnością, zasmakować bohaterstwa. 

Nastoletnia Violet właśnie o tym marzy. Uwielbia książkę Taniec na szubienicy. Przeczytała ją setki razy, film zna na pamięć, a temat może drążyć godzinami. Na Comic Con też pójdzie. Oczywiście w odpowiednim kostiumie, przypominającym główną bohaterkę, Rose. 
Pomysł fabuły powieści Fandom jest prosty. Główna bohaterka Violet, wraz z bratem i dwiema koleżankami wybierają się na zlot fanów, gdzie mają nadzieję spotkać odtwórców głównych ról z ekranizacji książki, którą uwielbiają. Wszystko idzie dobrze do momentu, w którym w niewytłumaczalny sposób bohaterowie trafiają do  uniwersum swojej ukochanej historii. Jakby tego było mało, powodują nieodwracalne zmiany w przebiegu historii, doprowadzają bowiem do śmierci głównej bohaterki, która miała przecież ratować ten świat i doprowadzić do przewrotu społecznego, który zrówna wreszcie w prawach ludzi genetycznie zmodyfikowanych oraz tych zwykłych. Uwięzieni bohaterowie nie mają wyjścia. Muszą tak poprowadzić fabułę, by opowieść mogła się zakończyć,w  przeciwnym razie utkną w tym świecie na zawsze. 

Bardzo podobała mi się ta powieść. Fabularnie przypomina Atramentowe serce C. Funke w którym bohaterowie dosłownie wczytują się w wyimaginowany przez autorkę świat. Natomiast sam świat przedstawiony przypomina klimatem trochę  Igrzyska śmierci S. Collins, a jeszcze bardziej serię Brzydcy S.Westerfelda, gdzie uroda i zewnętrze stanowiły o pozycji społecznej. 
Wcielająca się w rolę głównej bohaterki Rose, Violet szybko zdaje sobie sprawę, że to co wydawało się jej tak piękne i prawdziwe, wcale takie być nie musi. Główny bohater Willow nie jest tak cudowny i pociągający, jak to sobie wyobrażała. Znacznie bardziej podoba się jej ktoś inny, ale czy fabuła powieści pozwoli na takie odstępstwo? Mało tego. 
Ratowanie świata wcale nie jest takie proste, na jakie wyglądało, bo ciągle coś wypada po drodze, a oprócz tego najlepsza przyjaciółka wcale nie gra, tak jak każe scenariusz. 

Książka jest naprawdę dobra. Żaden z bohaterów nie jest tu taki, jak miał być. Przyjaciel może zdradzić, a ktoś, kogo od razu oceniliśmy na minus, może okazać się przydatny i pomocny. Jak to w życiu, prawda? Pięknie jest tu pokazana przyjaźń przechodząca poważną próbę, miłość braterska oraz rodzące się uczucie. 

Polecam bardzo. Fandom to świetna lektura na wakacje. Daj się wciągnąć do świata Genuli i Niedosków i wspólnie z Violet przekonaj się, jak to jest ratować świat, gdy się nie ma żadnych cudownych mocy, oprócz tej jednej umiejętności szybkiego czytania.

Papierowe Motyle
Dziękuję!

poniedziałek, 14 maja 2018

Ewa Nowak: Yellow Bahama w prążki

Autor: Ewa Nowak
Tytuł: Yellow Bahama w prążki
Stron: 198
Wydawca: Jacek Santorski & Co





Bardzo długo było mi nie po drodze z tą książką. Po pierwsze zniechęcał mnie tytuł, wydawał mi się dziwaczny, a po drugie kiedyś sięgnęłam po jedną z książek tej autorki z serii Miętowa i no cóż... nie zaiskrzyło. To zniechęcało dodatkowo. 
W chwili obecnej jestem po lekturze i mogę z całą mocą powiedzieć, że to nie tylko dobra powieść młodzieżowa, ale też jedna z lepszych pozycji na liście lektur szkolnych w gimnazjum. 

Książka ma formę epistolarną. Nastoletnia Hania pisze e-maile do znanej pisarki, która była w szkole bohaterki na spotkaniu autorskim. Jak Hania sama twierdzi, nie umie pisać książek, ale bardzo chciałaby, aby o niej taka powstała. Postanawia więc dostarczyć pisarce materiału, opisując w mailach swoje życie i otoczenie. Opowiada o szkole, kolegach, koleżankach, życiu rodzinnym, a to, odkąd trafia do niego waran Krzysiek, staje się znacznie ciekawsze. Szczerze, z dystansem, ale też dowcipnie i błyskotliwie opisuje rodzinne i sąsiedzkie perypetie, swoje marzenia, obawy, towarzyskie potknięcia i sukcesy.

Powieść porusza wiele aktualnych problemów społecznych w dużej mierze dotyczących jednostki, rodziny, grupy rówieśniczej, społeczeństwa. Mądra i błyskotliwa Hania ma problemy z akceptacją siebie i samooceną, choć tyle może zaoferować innym i jest przecież lubiana. Najbliższy sąsiad i przyjaciel pępowinowy bohaterki Jacek, to postać tyleż sympatyczna, co tragiczna. Inteligentny chuligan, ziejący gniewem do biologicznego ojca, potrafi być złośliwy i przykry, ale jest też bystrym i dobrym przyjacielem. Każdy z bohaterów coś ma. Jest tu wątek toksycznej matki, a także takiej, co bije córkę. Jest i córka, sprawiająca matce masę kłopotów.  Są nauczyciele, którzy przede wszystkim są niedoskonałymi ludźmi i wiele im można zarzucić. Myślę, że żaden szanujący się nauczyciel nie chciałby być posądzony o złośliwość, nieznajomość imion swoich uczniów, czy bycie do kogoś uprzedzonym tylko z powodu kojarzącego się imienia. Nie ma co jednak się łudzić, są i tacy. 

Przeciwwagą dla nieco smutnej strony świata przedstawionego jest rodzina Hani. Rodzice są nie tylko kochający, ale też mądrzy i normalni. Można z nimi porozmawiać, udzielą rady, gdy człowiek potrzebuje, przytulą w potrzebie i w razie czego oddaliby nerkę.  Co prawda tatuś czasem udaje warana, a mama jest nieco naiwna, ale i tak lepszych ze świecą szukać. 

Powieść jest prześmieszna, trzeba przyznać autorce, że ma dar opisywania sytuacji prostych i codziennych. Jeśli ktoś sięgając po książkę spodziewa się Bóg wie jakiej akcji i wybuchów, z pewnością się zawiedzie. Jeśli jednak ktoś lubi czytać o problemach i wpadkach dorastania, o poszukiwaniu swojego miejsca w grupie, z dużą rolą rodziny w roli głównej, to Yellow Bahama w  prążki jest właśnie taką historią. Nie wszystko kończy się tu dobrze, nie ma nawet jednolitego zakończenia, bo przecież życie toczy się dalej i nie można na nim ot tak postawić kropki. 
Myślę, że wielu młodych czytelników odnajdzie w sposobie myślenia Hani, Jacka, czy Pauliny odzwierciedlenie swoich obaw, lęków, poglądów. Oczywiście warto też dowiedzieć się, co oznacza ten intrygujący tytuł.
Dlatego gorąco polecam. To bardzo ciepła, mądra historia o tym, że najważniejsze są drobiazgi, bo to one składają się w całość i nawet z pozornie błahego wydarzenia może się wykluć coś pozytywnego.

piątek, 27 kwietnia 2018

Valentina Fast: Royal 2. Kraina z jedwabiu. Przedpremierowo!

Autor: Valentina Fast
Tytuł: Royal 2.
Kraina z jedwabiu
Stron: 233
Data premiery:
09.05.2018
Wydawca:
Media Rodzina







Rywalizacja o względy przystojnych młodzieńców wreszcie nabiera tempa. Dziewczęta dwoją się i troją, by zdobyć ich względy. W ruch idą powłóczyste spojrzenia, seksowny krok i kocie ruchy. A Tania daje się porwać uczuciom do atrakcyjnego, aczkolwiek trochę opryskliwego Philipa. Nie interesuje jej, czy chłopak jest księciem, czy nie, bo tak naprawdę sama zaczyna wątpić, czy dworskie, pełne intryg życie jest dla niej. Tak w skrócie przedstawia się fabuła drugiej części nowego cyklu dla młodych czytelniczek. Cyklu utrzymanego w klimatach historii o Kopciuszku, który musi wygrać zaciętą rywalizację, się stać księżniczką. Tutaj nie ma już znanych schematów z balem czy pantofelkiem. W nowoczesnej odsłonie klasycznej bajki, dziewczęta muszą zawalczyć o pozycję na dworze królewskim i nie będzie to walka fair play. Stare przysłowie mówi, że w miłości i na wojnie są dozwolone wszystkie chwyty i tak też będzie tutaj. 


Druga część cyklu zatytułowana Kraina z jedwabiu daje nam szerszy wgląd w historię Vittery, poznajemy kulisy powstania kraju pod kopułą i kilka cennych faktów. Tym samym jednak mnożą się tajemnice. Wspólnie z Tatianą odkrywamy, że państwo to wcale nie jest jedyne i że poza kopułą jednak coś jest. Jak wygląda prawda? Na jej odkrycie przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać. 
Dziewczęta ulegają porywom serca. Nowa przyjaciółka Tani, Claire wzdycha do sympatycznego Fernanda, a sama Tania zawróci w głowie aż dwóm chłopcom. Wychowana pod kloszem przez despotyczną ciotkę, niedoświadczona i naiwna dziewczyna wpada w wir uczuć, o których dotychczas nie miała pojęcia. Tatiana jest bardzo prawdziwa w swoich odczuciach; raz jest zazdrosna, za chwilę zła na Philipa, nie potrafi z nim szczerze porozmawiać ani konkretnie się określić. Takie są współczesne nastolatki i akurat takie przedstawienie stanów ducha dziewcząt udało się autorce znakomicie. 



Jedwab ma bardzo szerokie znaczenie symboliczne; to pragnienia, ambicje i pogoń za nimi, a także gwałtowne, niezaspokojone uczucia. I o tym właśnie jest ta książka. Zamknięte pod kopułą królestwo. Narastające sekrety, albowiem nic tu nie jest tak idealne, jak się początkowo wydawało. Piękne, ambitne kandydatki na żonę dla księcia. I książę, a właściwie nie jeden, a czterech przystojnych młodzieńców. A w tym wszystkim pogodna i zaradna Tatiana. Czy odkryje tajemnicę Vittery? Czy pójdzie za głosem serca, czy też może wygra rozsądek i młoda twórczyni biżuterii wróci do swojego bezpiecznego świata? To okaże się wkrótce, gdy do rąk czytelników trafi część trzecia. A na razie polecam lekturę części drugiej Kraina z jedwabiu. To bardzo przyjemna w odbiorze powieść młodzieżowa. Każdy kto lubi historie o kobiecej rywalizacji, pierwszych porywach emocji i serc, może z powodzeniem zabrać się za czytanie pierwszej i drugiej części Royal

Dziękuję!

środa, 18 kwietnia 2018

Jay Kristoff: Tancerze burzy

Autor: Jay Kristoff
Tytuł: Tancerze burzy
Seria: Wojna lotosowa, t.1
Stron: 480
Wydawca: Uroboros





Są takie książki, które po prostu się pamięta.  Opowiedziana w nich historia trąca te struny, które dźwięczą jeszcze bardzo długo. Towarzyszy temu jednak smutne uczucie, że nie będzie czytelnikowi dane poznać zakończenia. Dlaczego? Ponieważ historia liczy sobie trzy tomy, a polskie wydanie zatrzymało się na pierwszym.
Mijają lata. Nastaje czas powrotów. Bo historia zyska wreszcie pełnię. Poznam jej zakończenie. 
Powieść Tancerze burzy ma w moim czytelniczym sercu szczególne miejsce. Jest naprawdę niezwykła i poniżej dokładnie napiszę dlaczego.

Zacznę od tego, że Seria Wojna Lotosowa reprezentuje bardzo ciekawy i oryginalny nurt, a mianowicie steampunk. Czego się spodziewać po tak brzmiącym słowie? Samych dobrych rzeczy. Steampunkowy świat to miejsce, w którym na równych prawach istnieją nauka i magia. Technologia i wynalazki są na bardzo wysokim poziomie. Trochę można to skojarzyć w epoką oświecenia, w której liczyło się to, co się zmierzyło rozumem i szkiełkiem. Z drugiej jednak strony wiele do powiedzenia ma tu wszelka baśniowość i magiczność, słowem rzeczy, których nauka nie jest w stanie wyjaśnić, ani w żaden sposób ogarnąć rozumem. 
Jay Kristoff tworząc świat do swoich książek, właściwie przeszedł samego siebie, jeśli idzie o pomysłowość.
Akcja toczy się na Archipelagu Wysp Shima, mamy więc klanową, feudalną Japonię w całej okazałości. Władzę sprawuje młody Szogun, cesarz Yoritomo, człowiek dufny i szalony. Gospodarkę całego kraju napędza uprawa rośliny zwanej Czarnym Lotosem. To z niej powstaje paliwo do nowoczesnych maszyn, produkowanych przez Gildię Uczonych. Lotos jest także powszechnie używanym tytoniem do fajek oraz uzależniającym narkotykiem.
Wyspy Shima, kiedyś w pełni rolnicze, obecnie uprzemysłowione, to straszny obraz. Obraz naszej przyszłości, jeśli dalej będziemy zatruwać naszą planetę. Uprawy lotosu wyjałowiły ziemię, a jej ubodzy właściciele stracili źródło utrzymania i miejsce zamieszkania. Dymy z fabryk, które przetwarzają ziarna lotosu, tak zatruły wodę i powietrze, że nie widać już nieba, prawie wcale nie ma zwierząt, a przeważająca większość społeczeństwa, oczywiście ta uboga, umiera na czarnopłuco, naszą odmianę pylicy. Bogatych obywateli oczywiście stać na aparaty tlenowe i odpowiednie osłony, los biedoty nie obchodzi nikogo.

Najnowszym marzeniem cesarza jest zdobycie Arashitory, Tygrysa Gromu, legendarnego stworzenia, pół orła, pół tygrysa, dziecka boga burzy, Raijina. Yoritomo wysyła więc swojego nadwornego łowczego na misję niemożliwą, wszak oficjalna opinia głosi, że tych zwierząt już nie ma. Jednak siła kodeksu honorowego bushido, łączącego pana z jego podwładnym, nie pozwala odmówić, ani dyskutować, bo stawką jest tutaj honor całego klanu, a to dla ludzi sprawa najwyższej wagi. To kolejna rzecz, bardzo mocno podkreślana w powieści. Wiele mówi ona o mentalności bohaterów. Nie liczy się co myślą lub że decyzje cesarza godzą w dobro oraz życie ich bliskich. Ważny jest honor. Jego utrata powinna się kończyć rytualnym samobójstwem seppuku. Nie ma życia z utraconym honorem. Misja łowczego kończy się dość zaskakująco; Arashotora zostaje schwytany. Tygrys Gromu okazuje się rzeczywisty. Nastoletnia córka łowczego, Yukiko, przekonuje się o tym najmocniej. Katastrofa Dziecięcia Gromu połączy na zawsze losy młodej łowczyni i dzikiego gryfa. Ich więź zmieni losy całych Wysp Shima i być może stanie się zarzewiem rewolucji, która musi nadejść.

Powieść wciąga czytelnika od pierwszych stron. Orient, tak inny od Europy, jest fascynujący ze swoim stylem mówienia, nazwami ubrań, tytułów, imionami bohaterów i bóstw. Bardzo podobało mi się połączenie tradycji i technologii. Konflikt Gildii z tym co ponadzmysłowe bardzo przypominał mi spory ideowe oświeceniowców z romantykami. Dla naukowców Gildii, umiejętność porozumiewania się ze zwierzętami, swoista telepatia, są rodzajem nieczystości, a ludzi takich po prostu się eliminuje.
Duży nacisk, jak już wspomniałam wyżej, położył autor na sprawę ekologii i niszczenia ziemi. Bogaci uratują się dzięki swoim majątkom, ale biedni będą zwyczajnie masowo umierać. Nie ma już zwierząt ani roślin, dzięki którym świat jest przecież taki piękny. Te zwierzęta, które pozostały, są żałosnymi resztkami gatunku.

Tancerze burzy to dopiero wstęp do historii Wysp Shimy oraz przygód Yukiko oraz Buruu. Polecam powieść wszystkim miłośnikom dobrej fantastyki i niesamowicie się cieszę, że tej wiosny cała trylogia Jaya Kristoffa pojawi się na polskim rynku książkowym. Póki co gorąco polecam lekturę części pierwszej.


niedziela, 15 kwietnia 2018

Danielle L. Jensen: Niedoskonali

Autor: Danielle L. Jensen
Tytuł: Niedoskonali t. 0,5
Seria: Trylogia Klątwy
Stron: 302
Wydawca: Galeria Książki





W moim odczuciu książki będące uzupełnieniem właściwej historii, powinno się czytać na samym początku przed rozpoczęciem przygody z danym cyklem. Mam oczywiście świadomość, że z różnych względów nie zawsze jest to możliwe. W moim przypadku zadziałał czas. Pamiętam i wiem, że Trylogia Klątwy bardzo mi się podobała. Żyłam intrygami prowadzonymi w społeczności Trolli, do których wkradł się ludzki czynnik w postaci zaradnej i przekornej Cecile. Naprawdę czytałam serię z drżeniem serca i zastanawiałam się, jakie zakończenie można by dać bohaterom, aby poczynić w ich świecie jak najmniejsze szkody. Niemniej jednak to było już dość dawno. Zapomina się o szczegółach, a pozostaje jedynie ulotne wrażenie, że było to fajne. Dlatego ten czynnik zadziałał poniekąd niekorzystnie na mój odbiór powieści, choć rzecz jasna, walorów jej odmówić nie można. 

W napisanej po powstaniu Trylogii Klątwy powieści Niedoskonali autorka jeszcze raz zabiera czytelnika do ukrytego pod górą świata Trolli, istot obdarzonych potężną magią, tyle okrutnych, co i pięknych. Nieświadomy czekającego go epickiego romansu z Cecile, Tristan knuje spisek, przeciwko królowi, własnemu ojcu zresztą. Ale to nie Tristan jest głównym bohaterem. 

Powieść Niedoskonali, jak wyznaje sama autorka w posłowiu, powstała, by wypełnić pewną lukę, dopowiedzieć sprawy, na które nie było miejsca i czasu w trylogii właściwej. Aktywnym twórcą spisku jest tutaj Marc, kuzyn i prawa ręka Tristana i to jemu poświęcona jest ta książka. 
Cudowny, lojalny i mądry Marc, jest tytułowym Niedoskonałym, mimo pięknej postawy, siły fizycznej i urody, nie jest idealny i ukrywa zdeformowaną część twarzy pod kapturem płaszcza. Utalentowana i dobra Penelope, mimo wielu zalet, także jest niedoskonała. Skaza znajduje się w jej krwi i z czasem doprowadzi ją do śmierci, gdyż na to nie ma tu lekarstwa. Co więcej swoją chorobą Penelope pozbawiła swoją siostrę Anais szansy na zostanie królową, żaden bowiem szanujący się ród nie zaryzykuje mariażu, wiedząc, że skazę może odziedziczyć też potomstwo. 
Marc i Penelope od dawna są w sobie zakochani. Stoją jednak po przeciwnych stronach spisku. Ojciec dziewczyny, okrutny książę Angouleme, nakazuje jej, by uwiodła Marca i tym samym zdobyła dowody na to, kto jest przywódcą spisku. 
Bohaterowie znajdą się w bardzo trudnej sytuacji; jak tu nie zdradzić za dużo, żeby nie zaszkodzić spiskowcom i ich sprawie, ale zdradzić wystarczająco dużo, by ojciec Penelope był zadowolony z postępów córki jako szpiega. 

Czytelnicy, którzy znają Trylogię Klątwy, wiedzą dobrze jak zakończy się ta historia. Jednak autorce udało się coś, co rzadko udaje się podczas tworzenia historii epizodycznych, uzupełniających. Mianowicie, cały czas ma się nadzieję, że może jednak się uda i że bohaterowie ujdą cało z niebezpieczeństwa. Każda ze stron tak naprawdę prowadzi tu swoją grę i nawet książę Angouleme potrafił mnie zaskoczyć. Pięknie i bardzo urokliwie jest pokazana miłość między Markiem a Penelope, ich wzajemne przywiązanie i to, że kocha się kogoś za to jaki jest, a nie za to jak wygląda. 

Bez dalszego zdradzania treści powiem, że powieść Niedoskonali mogą bez obaw przeczytać miłośnicy Trylogii Klątwy i na pewno będą zadowoleni. Historia jest dobrym uzupełnieniem tego, o czym w trylogii właściwej się tylko napomykało. Akcja toczy się szybko, czytelnik co rusz jest zaskakiwany niespodziewanymi zwrotami akcji, a przy okazji uroni też łzę. 
Przyjemnie jeszcze raz wrócić do magicznego świata Trolii. Polecam.

Dziękuję!

środa, 11 kwietnia 2018

Kelly Oram: Cinder & Ella

Autor: Kelly Oram
Tytuł: Cinder & Ella
Stron: 314
Wydawca: Dolnośląskie






Ta historia mnie po prostu zauroczyła. W nocy nie mogłam zasnąć i jedyne o czym myślałam, to żeby czytać dalej. To najlepszy dowód na to, jak bardzo wciągająca jest ta książka. Historii o Kopciuszku mamy przecież mnóstwo. Są one różnej jakości, jedne zostają w pamięci na dłużej, inne są do obejrzenia/przeczytania na jeden raz. W gruncie rzeczy niełatwo stworzyć coś, co będzie bliskie oryginałowi, a jednocześnie inne i nowe. Kelly Oram się to udało. Uwierzcie mi historia Elli i Briana jest inna niż wszystkie. 

Ella i Brian nigdy się nie spotkali, a mimo to są dobrymi przyjaciółmi. Kontaktują się tylko mailowo, nie znają nawet swoich imion. Zwierzają się sobie z tajemnic, dyskutują o książkach i filmach. 
W dniu swoich 18 urodzin Ella ma wypadek. Ginie jej mama, a ona sama przez blisko rok wraca do zdrowia. Ciężko poparzona z uszkodzonym biodrem, trafia pod opiekę ojca i jego nowej rodziny. Czy bohaterka odnowi kontakt z internetowym przyjacielem? Czy wróci do pełnej sprawności i samodzielności? 

Przyznam, że gdy zaczynałam czytać, nie spodziewałam się, że to będzie tak dobra historia. Zaczyna się zupełnie zwyczajnie, ot Ella i jej mama jadą na narty. Jednak koniec pierwszego rozdziału pozbawia czytelnika złudzeń, że będzie to naiwna, banalna historia. 
Wypadek, któremu uległa dziewczyna był bardzo poważny i równie poważna jest rehabilitacja, której musi się poddać. Świeżo przeszczepiona skóra wciąż boli, chodzenie o lasce jest trudne, a świadomość śmierci mamy nie ułatwia Elli sprawy. 
Bardzo dużo miejsca poświęciła autorka relacjom rodzinnym; sytuacji dziecka w świetle rozwodu rodziców, nawiązywaniu relacji na nowo po latach, poznawania tej drugiej rodziny. Obie strony są w równie ciężkiej sytuacji; Ella z ranami na ciele i duszy nie umie zaakceptować ojca, którego tyle lat nie widziała, jego pięknej żony oraz swoich przyrodnich sióstr. Im z kolei także nie jest łatwo. Pojawiła się rodzinna tajemnica, pokiereszowana przez wypadek, psująca rodzinie idealny wizerunek. Trudno mi było polubić bliźniaczki Anę i Juliette, z drugiej jednak strony jestem w stanie zrozumieć ich niepokój i bunt. Że w końcu się dogadają w to nie wątpiłam, trochę jednak muszą ze sobą przeżyć. Padnie wiele przykrych słów oraz złośliwych zachowań. 

Kolejny smaczek to relacje Elli i Briana, ich dojrzewanie do uczucia, do odsłonięcia się przed drugą osobą. Czy celebryta i aktor, będący więźniem kontraktów i wizerunku ma w ogóle szansę na prywatne życie i własne wybory? I w tym temacie autorka spisała się świetnie, zwłaszcza przy fragmentach dotyczących reakcji fanów w Internecie i serwisach społecznościowych. Ot potęga Sieci, gdzie nikt nie jest anonimowy, a użytkownicy czując się mocni, zatracają empatię i życzliwość.

Kelly Oram w swojej powieści pokazuje, że nic nie jest proste. Powrót do zdrowia i zdobycie na nowo akceptacji otoczenia okazują się dla Elli bardzo trudne i naprawdę należy się autorce ogromna pochwała za opowiedzenie tej historii tak żeby nie wyszedł płytki banał.

Cinder & Ella to naprawdę świetna książka. Polecam wszystkim romantyczkom. Warto,

piątek, 6 kwietnia 2018

Sebastien de Castell: Cień rycerza

Autor: Sebastien de Castell
Tytuł: Cień rycerza
Seria: Wielkie Płaszcze t.2
Stron: 637
Wydawca: Insignis






Po lekturze tomu pierwszego zostało mi w głowie skojarzenie Wielkich Płaszczy z dumasowskimi muszkieterami. Pamiętam, że nawet mi się historia podobała, choć prowadzenie narracji z dwóch płaszczyzn czasowych było trochę dezorientujące. To dlatego po zakończeniu lektury, będąc nią trochę zmęczona, nawet się nie zastanowiłam, czy istnieje w ogóle jakaś kontynuacja. Dlatego do drugiej części cyklu, a wtedy już wiedziałam, że w zamierzeniu jest to tetralogia, podchodziłam dość nieufnie. 

Dla przypomnienia. Król Paelis, przywódca i mentor naszych bohaterów, nie żyje, a jego sztandarowy oddział rycerzy i sędziów w jednym poszedł w rozsypkę. Tristia, kraj w którym toczy się akcja tej historii stoi na skraju wojny domowej. Książęta i hrabiowie myślą tylko o własnych interesach, a lud cierpi pod jarzmem ich podatków.  Gorzej już być nie może? A jednak. 
Falcio, Kest i Brasti, kiedyś dumni trybuni, obecnie są na usługach człowieka, który jest martwy. Nie dość, że nie płacił im za życia, to teraz jeszcze padł ofiarą skrytobójcy, a oczywistym jest, że wina ma się znaleźć po stronie sławetnej trójki. Zupełnie przypadkiem bohaterowie wpadną na trop intrygi, której początek tkwi w ich własnej przeszłości, kiedy to zaczynali służbę u króla Paelisa. Ten ostatni co prawda także już od dawna nie żyje, ale był dość dalekowzroczny i nawet zza grobu wyznaczył swoim ludziom misję odnalezienia i obrony dziedziczki swojego tronu. Na tym, bardzo krótko mówiąc, skupia się fabuła części pierwszej. Gdy teraz o tym myślę, to pamiętam całkiem sporo, jednak blisko rok temu książka nie zrobiła na mnie wrażenia i patrząc na to z perspektywy przeczytanej części drugiej, nie umiem powiedzieć dlaczego tak było. 

Obecnie jestem po lekturze Cienia rycerza i moje wrażenia są o wiele lepsze. Odnoszę wrażenie, że albo historia kryła w sobie więcej potencjału niż początkowo myślałam, albo może sam autor, podpisawszy umowę na tetralogię, pisał ją z zupełnie innym nastawieniem. Być może zadziałało i jedno i drugie. 

Falcia, Kesta i Brastiego spotykamy właściwie w tym samym miejscu, w którym ich zostawiliśmy. 
Tristia nadal stoi na skraju wojny i rozpadu, zagrożenie to jest nawet bardziej realne niż wcześniej. Uzurpatorka Trin gromadzi swoich popleczników i jest zdecydowana objąć władzę w kraju, nawet jeśli będzie sobie musiała drogę do tronu utorować trupami książąt i ich rodzin. Zadaniem Falcia i jego druhów będzie ochrona Aline, młodej dziedziczki Paelisa, jednak ponownie wszystko jest tak bardzo trudne, ponieważ każda ze stron ma własną wizję przyszłego kształtu kraju. Jakby tego było mało Falcia zżera trucizna, która co rano paraliżuje jego członki i nie pozwala nawet drgnąć. Jeden z przyjaciół Falcia jest trawiony świętą gorączką, a wszędzie czyhają skrytobójcy. 

Świat wykreowany na potrzeby powieści jest barwny i okrutny; zadawanie tortur jest tutaj sztuką, w której wielu doszło do mistrzostwa.  Wielkie Płaszcze uosabiają zapomniane ideały, do których niełatwo teraz wrócić. Raz zszargana reputacja, sama się nie naprawi. Święci, do których bohaterowie ciągle się odwołują, są jak najbardziej realni i zwyczajnie ukazują się śmiertelnikom, by z nimi porozmawiać. Pod powierzchnią tego wszystkiego czai się magia, której natury jeszcze do końca nie rozumiemy, mam nadzieję, że autor poświęci jej więcej miejsca w kolejnych tomach. Książęta są bezduszni i zepsuci, a lud uciskany i traktowany jak zwierzyna. Historię zapamiętują i opowiadają ludziom wędrowni muzycy zwani tu bardatti, którzy także mają w sobie coś magicznego. No i są jeszcze dashini, tajni zabójcy, zwinnością przypominający ninja a sposobem zabijania hitmana. 

W tomie drugim dowiadujemy się więcej na temat tego, kim byli członkowie Wielkich Płaszczy, jakim szacunkiem i uznaniem się cieszyli, że ich zadaniem było rozsądzać spory i ogłaszać wyroki, a ich wierność ideom króla Pelisa była tak głęboka, że poświęciliby własne życie. 
Powiększa się też drużyna Falcia i to o dwie kobiety. Pierwszą jest Valiana, nieksiężniczka, była, niedoszła dziedziczka tronu, obecnie zdeterminowana Wielki Płaszcz, a drugą narwana i okrutna Darriana, która nie odkryła wszystkich swoich kart. 
Podobnie jak w części pierwszej sojusznicy okazują się zdrajcami, a pozorni wrogowie mogą się okazać przydatni. Każdy ma swój cel, do którego zacięcie dąży i jeśli poleje się przy tym krew lub polecą głowy, trudno.
Czy Falcio faktycznie ma przed sobą tylko 7 dni życia? Wiele od tego zależy, bo to on, Pierwszy Kantor i Królewski Trybun, wytycza drogi innym. To on planuje, nie poddaje się i jest tak nieznośnie i uciążliwie honorowy i prawy. 

Cień Rycerza to bardzo dobra powieść, dużo lepsza od swojej poprzedniczki, negująca regułę części drugich, w których zazwyczaj niewiele się dzieje. Tutaj dzieje się naprawdę dużo i nie można się nudzić. Jeśli kogoś, tak jak mnie, nieco zniechęciła część pierwsza, to zachęcam, by jednak dał szansę części drugiej. Historia Wielkich Płaszczy nabrała rozpędu i jest bardzo,bardzo ciekawa. Polecam. Kawałek dobrej literatury spod znaku płaszcza i szpady okraszony realiami naszego średniowiecza z magicznym posmakiem.



Dziękuję!

wtorek, 3 kwietnia 2018

Sana Krasikov: Patrioci

Autor: Sana Krasikov
Tytuł: Patrioci
Stron: 672
Wydawca: W.A.B.







Zaciekawił mnie opis z okładki. Uwielbiam wielopokoleniowe sagi, ponieważ dla czytelnika nie ma nic przyjemniejszego, jak obserwowanie zmieniającego się bohatera od czasów dzieciństwa poprzez przykrą często dorosłość i dojrzałość aż po starość na tle przemian politycznych i obyczajowych. To właśnie obiecywał opis powieści Sany Krasikov Patrioci.

Florence Fein, ambitna i niezależna Amerykanka pragnie dla siebie czegoś więcej niż jest jej w stanie ofiarować rodzinny kraj. Dziewczyna sądzi, że to co Ameryka końca lat 20 chce dać młodym ludziom, a zwłaszcza kobietom, to jedynie pozory niezależności. Możliwość palenia papierosów, noszenia pończoch czy większa swoboda obyczajowa to jedynie miraż. Florence pragnie znacznie, znacznie więcej. Chciałaby być wolna i sama o sobie decydować, ale marzy jej się też praca na rzecz czegoś większego. Być trybikiem wielkiej machiny z jednoczesną świadomością, że oto robi coś doniosłego, ważnego dla przyszłych pokoleń. Kilka przykrych dla dumy Florence wydarzeń w Ameryce sprawia, że bohaterka dochodzi do wniosku, że taką szansę rozwoju jest jej w stanie dać jedynie wyjazd do Związku Radzieckiego. Jak myśli tak też robi. Zakochana w ciemnookim Rosjaninie wsiada na statek i płynie do Rosji współbudować komunizm. 
Warunki życia i pracy w wymarzonym raju okazują się nadzwyczaj trudne, żeby nie rzec nieludzkie, ale Florence owładnięta ideą nie bierze tego zbytnio do siebie. Tutaj nie każdy da radę, a jeśli nie jest w stanie się przyzwyczaić, to znaczy, że jest rozpieszczony przez cywilizację Zachodu. W kolejnych latach Florence zmieni nie raz pracę, wyjdzie za mąż, urodzi dziecko, a wszystko to na tle zmieniającej się Rosji, rządzonej systemem, który niczym dobrze naoliwiona machina pochłonie tysiące istnień, oskarżonych o wrogość wobec systemu i szpiegostwo na rzecz Zachodu. A wrogiem może tu być każdy: ten kto robi, mówi, a nawet myśli niezgodnie z obowiązującymi ideami. 

Akcja powieści toczy się na dwóch płaszczyznach. Z jednej strony poznajemy Rosję od środka oczami dojrzewającej na naszych oczach Florence. Dziewczyna jest pełna zapału, podejmuje decyzję o wyjeździe nie słuchając rad rodziców. Kiedy zda sobie sprawę, że mieli rację, bojąc się o nią, będzie już za późno, a wszelkie działania, by wrócić do Ameryki, spełzną na niczym.  
Druga perspektywa czasowa to współczesność, rok 2008. Syn Florence Julian jest już dojrzałym człowiekiem, sam ma dorosłe dzieci, a jego matka od kilku lat nie żyje. Naznaczony trudnym dzieciństwem w domu dziecka (Florence przebywała wtedy w łagrze) dorosły dziś Julian próbuje na nowo zrozumieć postępowanie matki, przedefiniować ich wzajemne relacje, co być może pozwoliłoby mu wreszcie porozumieć się z dorosłym, mieszkającym w Rosji synem Lennym. 

Odgrzebywanie przeszłości, starannie przysypanej kurzem systemu nie jest proste, o czym Julian przekona się na własnej skórze. Czy jego matka faktycznie współpracowała ze służbami bezpieczeństwa? Do czego jest zdolny człowiek znajdujący się w pułapce systemu, gdy znikąd pomocy? 
Sana Krasikov w swojej powieści bardzo starannie ukazuje mechanizm uwiedzenia człowieka przez system; piękna otoczka wspólnej pracy nad wspólnym dobrem, skrywa w sobie śmiertelne niebezpieczeństwo, z którego nie ma ucieczki. Represje wobec wrogów systemu pochłoną miliony ofiar. W to jeszcze nietrudno uwierzyć, wszak ludzie ginęli za bardziej błahe sprawy. Fascynująca jednak jest sama mentalność i sposób myślenia głównej bohaterki. Gdzie jest ta granica między uwielbieniem dla systemu a świadomością, że jeśli nic się nie da zrobić i nie ma ucieczki, to trzeba brać rzeczywistość taką jaka jest? To samo próbuje zrozumieć Julian, dla którego zachowanie matki podczas organizacji wyjazdu do Ameryki, było tyleż niezrozumiałe, co głupie. 

Patrioci to wielowątkowa powieść napisana z wielką starannością i bogata w liczne detale. Każdy, kto choć odrobinę interesuje się tym tematem powinien ją przeczytać. Mnie kojarzyła się ona bardzo z cyklem Jeździec miedziany Pauliny Simmons, tyle że mniej tu było romansu, co w sumie wyszło fabule na dobre, bo byłą bardziej realna i odarta z pewnej cukierkowości. 
Polecam gorąco Patriotów. Powieść zapewni czytelniczą rozrywkę na poziomie na kilka wiosennych wieczorów.


Dziękuję!