środa, 18 kwietnia 2018

Jay Kristoff: Tancerze burzy

Autor: Jay Kristoff
Tytuł: Tancerze burzy
Seria: Wojna lotosowa, t.1
Stron: 480
Wydawca: Uroboros





Są takie książki, które po prostu się pamięta.  Opowiedziana w nich historia trąca te struny, które dźwięczą jeszcze bardzo długo. Towarzyszy temu jednak smutne uczucie, że nie będzie czytelnikowi dane poznać zakończenia. Dlaczego? Ponieważ historia liczy sobie trzy tomy, a polskie wydanie zatrzymało się na pierwszym.
Mijają lata. Nastaje czas powrotów. Bo historia zyska wreszcie pełnię. Poznam jej zakończenie. 
Powieść Tancerze burzy ma w moim czytelniczym sercu szczególne miejsce. Jest naprawdę niezwykła i poniżej dokładnie napiszę dlaczego.

Zacznę od tego, że Seria Wojna Lotosowa reprezentuje bardzo ciekawy i oryginalny nurt, a mianowicie steampunk. Czego się spodziewać po tak brzmiącym słowie? Samych dobrych rzeczy. Steampunkowy świat to miejsce, w którym na równych prawach istnieją nauka i magia. Technologia i wynalazki są na bardzo wysokim poziomie. Trochę można to skojarzyć w epoką oświecenia, w której liczyło się to, co się zmierzyło rozumem i szkiełkiem. Z drugiej jednak strony wiele do powiedzenia ma tu wszelka baśniowość i magiczność, słowem rzeczy, których nauka nie jest w stanie wyjaśnić, ani w żaden sposób ogarnąć rozumem. 
Jay Kristoff tworząc świat do swoich książek, właściwie przeszedł samego siebie, jeśli idzie o pomysłowość.
Akcja toczy się na Archipelagu Wysp Shima, mamy więc klanową, feudalną Japonię w całej okazałości. Władzę sprawuje młody Szogun, cesarz Yoritomo, człowiek dufny i szalony. Gospodarkę całego kraju napędza uprawa rośliny zwanej Czarnym Lotosem. To z niej powstaje paliwo do nowoczesnych maszyn, produkowanych przez Gildię Uczonych. Lotos jest także powszechnie używanym tytoniem do fajek oraz uzależniającym narkotykiem.
Wyspy Shima, kiedyś w pełni rolnicze, obecnie uprzemysłowione, to straszny obraz. Obraz naszej przyszłości, jeśli dalej będziemy zatruwać naszą planetę. Uprawy lotosu wyjałowiły ziemię, a jej ubodzy właściciele stracili źródło utrzymania i miejsce zamieszkania. Dymy z fabryk, które przetwarzają ziarna lotosu, tak zatruły wodę i powietrze, że nie widać już nieba, prawie wcale nie ma zwierząt, a przeważająca większość społeczeństwa, oczywiście ta uboga, umiera na czarnopłuco, naszą odmianę pylicy. Bogatych obywateli oczywiście stać na aparaty tlenowe i odpowiednie osłony, los biedoty nie obchodzi nikogo.

Najnowszym marzeniem cesarza jest zdobycie Arashitory, Tygrysa Gromu, legendarnego stworzenia, pół orła, pół tygrysa, dziecka boga burzy, Raijina. Yoritomo wysyła więc swojego nadwornego łowczego na misję niemożliwą, wszak oficjalna opinia głosi, że tych zwierząt już nie ma. Jednak siła kodeksu honorowego bushido, łączącego pana z jego podwładnym, nie pozwala odmówić, ani dyskutować, bo stawką jest tutaj honor całego klanu, a to dla ludzi sprawa najwyższej wagi. To kolejna rzecz, bardzo mocno podkreślana w powieści. Wiele mówi ona o mentalności bohaterów. Nie liczy się co myślą lub że decyzje cesarza godzą w dobro oraz życie ich bliskich. Ważny jest honor. Jego utrata powinna się kończyć rytualnym samobójstwem seppuku. Nie ma życia z utraconym honorem. Misja łowczego kończy się dość zaskakująco; Arashotora zostaje schwytany. Tygrys Gromu okazuje się rzeczywisty. Nastoletnia córka łowczego, Yukiko, przekonuje się o tym najmocniej. Katastrofa Dziecięcia Gromu połączy na zawsze losy młodej łowczyni i dzikiego gryfa. Ich więź zmieni losy całych Wysp Shima i być może stanie się zarzewiem rewolucji, która musi nadejść.

Powieść wciąga czytelnika od pierwszych stron. Orient, tak inny od Europy, jest fascynujący ze swoim stylem mówienia, nazwami ubrań, tytułów, imionami bohaterów i bóstw. Bardzo podobało mi się połączenie tradycji i technologii. Konflikt Gildii z tym co ponadzmysłowe bardzo przypominał mi spory ideowe oświeceniowców z romantykami. Dla naukowców Gildii, umiejętność porozumiewania się ze zwierzętami, swoista telepatia, są rodzajem nieczystości, a ludzi takich po prostu się eliminuje.
Duży nacisk, jak już wspomniałam wyżej, położył autor na sprawę ekologii i niszczenia ziemi. Bogaci uratują się dzięki swoim majątkom, ale biedni będą zwyczajnie masowo umierać. Nie ma już zwierząt ani roślin, dzięki którym świat jest przecież taki piękny. Te zwierzęta, które pozostały, są żałosnymi resztkami gatunku.

Tancerze burzy to dopiero wstęp do historii Wysp Shimy oraz przygód Yukiko oraz Buruu. Polecam powieść wszystkim miłośnikom dobrej fantastyki i niesamowicie się cieszę, że tej wiosny cała trylogia Jaya Kristoffa pojawi się na polskim rynku książkowym. Póki co gorąco polecam lekturę części pierwszej.


niedziela, 15 kwietnia 2018

Danielle L. Jensen: Niedoskonali

Autor: Danielle L. Jensen
Tytuł: Niedoskonali t. 0,5
Seria: Trylogia Klątwy
Stron: 302
Wydawca: Galeria Książki





W moim odczuciu książki będące uzupełnieniem właściwej historii, powinno się czytać na samym początku przed rozpoczęciem przygody z danym cyklem. Mam oczywiście świadomość, że z różnych względów nie zawsze jest to możliwe. W moim przypadku zadziałał czas. Pamiętam i wiem, że Trylogia Klątwy bardzo mi się podobała. Żyłam intrygami prowadzonymi w społeczności Trolli, do których wkradł się ludzki czynnik w postaci zaradnej i przekornej Cecile. Naprawdę czytałam serię z drżeniem serca i zastanawiałam się, jakie zakończenie można by dać bohaterom, aby poczynić w ich świecie jak najmniejsze szkody. Niemniej jednak to było już dość dawno. Zapomina się o szczegółach, a pozostaje jedynie ulotne wrażenie, że było to fajne. Dlatego ten czynnik zadziałał poniekąd niekorzystnie na mój odbiór powieści, choć rzecz jasna, walorów jej odmówić nie można. 

W napisanej po powstaniu Trylogii Klątwy powieści Niedoskonali autorka jeszcze raz zabiera czytelnika do ukrytego pod górą świata Trolli, istot obdarzonych potężną magią, tyle okrutnych, co i pięknych. Nieświadomy czekającego go epickiego romansu z Cecile, Tristan knuje spisek, przeciwko królowi, własnemu ojcu zresztą. Ale to nie Tristan jest głównym bohaterem. 

Powieść Niedoskonali, jak wyznaje sama autorka w posłowiu, powstała, by wypełnić pewną lukę, dopowiedzieć sprawy, na które nie było miejsca i czasu w trylogii właściwej. Aktywnym twórcą spisku jest tutaj Marc, kuzyn i prawa ręka Tristana i to jemu poświęcona jest ta książka. 
Cudowny, lojalny i mądry Marc, jest tytułowym Niedoskonałym, mimo pięknej postawy, siły fizycznej i urody, nie jest idealny i ukrywa zdeformowaną część twarzy pod kapturem płaszcza. Utalentowana i dobra Penelope, mimo wielu zalet, także jest niedoskonała. Skaza znajduje się w jej krwi i z czasem doprowadzi ją do śmierci, gdyż na to nie ma tu lekarstwa. Co więcej swoją chorobą Penelope pozbawiła swoją siostrę Anais szansy na zostanie królową, żaden bowiem szanujący się ród nie zaryzykuje mariażu, wiedząc, że skazę może odziedziczyć też potomstwo. 
Marc i Penelope od dawna są w sobie zakochani. Stoją jednak po przeciwnych stronach spisku. Ojciec dziewczyny, okrutny książę Angouleme, nakazuje jej, by uwiodła Marca i tym samym zdobyła dowody na to, kto jest przywódcą spisku. 
Bohaterowie znajdą się w bardzo trudnej sytuacji; jak tu nie zdradzić za dużo, żeby nie zaszkodzić spiskowcom i ich sprawie, ale zdradzić wystarczająco dużo, by ojciec Penelope był zadowolony z postępów córki jako szpiega. 

Czytelnicy, którzy znają Trylogię Klątwy, wiedzą dobrze jak zakończy się ta historia. Jednak autorce udało się coś, co rzadko udaje się podczas tworzenia historii epizodycznych, uzupełniających. Mianowicie, cały czas ma się nadzieję, że może jednak się uda i że bohaterowie ujdą cało z niebezpieczeństwa. Każda ze stron tak naprawdę prowadzi tu swoją grę i nawet książę Angouleme potrafił mnie zaskoczyć. Pięknie i bardzo urokliwie jest pokazana miłość między Markiem a Penelope, ich wzajemne przywiązanie i to, że kocha się kogoś za to jaki jest, a nie za to jak wygląda. 

Bez dalszego zdradzania treści powiem, że powieść Niedoskonali mogą bez obaw przeczytać miłośnicy Trylogii Klątwy i na pewno będą zadowoleni. Historia jest dobrym uzupełnieniem tego, o czym w trylogii właściwej się tylko napomykało. Akcja toczy się szybko, czytelnik co rusz jest zaskakiwany niespodziewanymi zwrotami akcji, a przy okazji uroni też łzę. 
Przyjemnie jeszcze raz wrócić do magicznego świata Trolii. Polecam.

Dziękuję!

środa, 11 kwietnia 2018

Kelly Oram: Cinder & Ella

Autor: Kelly Oram
Tytuł: Cinder & Ella
Stron: 314
Wydawca: Dolnośląskie






Ta historia mnie po prostu zauroczyła. W nocy nie mogłam zasnąć i jedyne o czym myślałam, to żeby czytać dalej. To najlepszy dowód na to, jak bardzo wciągająca jest ta książka. Historii o Kopciuszku mamy przecież mnóstwo. Są one różnej jakości, jedne zostają w pamięci na dłużej, inne są do obejrzenia/przeczytania na jeden raz. W gruncie rzeczy niełatwo stworzyć coś, co będzie bliskie oryginałowi, a jednocześnie inne i nowe. Kelly Oram się to udało. Uwierzcie mi historia Elli i Briana jest inna niż wszystkie. 

Ella i Brian nigdy się nie spotkali, a mimo to są dobrymi przyjaciółmi. Kontaktują się tylko mailowo, nie znają nawet swoich imion. Zwierzają się sobie z tajemnic, dyskutują o książkach i filmach. 
W dniu swoich 18 urodzin Ella ma wypadek. Ginie jej mama, a ona sama przez blisko rok wraca do zdrowia. Ciężko poparzona z uszkodzonym biodrem, trafia pod opiekę ojca i jego nowej rodziny. Czy bohaterka odnowi kontakt z internetowym przyjacielem? Czy wróci do pełnej sprawności i samodzielności? 

Przyznam, że gdy zaczynałam czytać, nie spodziewałam się, że to będzie tak dobra historia. Zaczyna się zupełnie zwyczajnie, ot Ella i jej mama jadą na narty. Jednak koniec pierwszego rozdziału pozbawia czytelnika złudzeń, że będzie to naiwna, banalna historia. 
Wypadek, któremu uległa dziewczyna był bardzo poważny i równie poważna jest rehabilitacja, której musi się poddać. Świeżo przeszczepiona skóra wciąż boli, chodzenie o lasce jest trudne, a świadomość śmierci mamy nie ułatwia Elli sprawy. 
Bardzo dużo miejsca poświęciła autorka relacjom rodzinnym; sytuacji dziecka w świetle rozwodu rodziców, nawiązywaniu relacji na nowo po latach, poznawania tej drugiej rodziny. Obie strony są w równie ciężkiej sytuacji; Ella z ranami na ciele i duszy nie umie zaakceptować ojca, którego tyle lat nie widziała, jego pięknej żony oraz swoich przyrodnich sióstr. Im z kolei także nie jest łatwo. Pojawiła się rodzinna tajemnica, pokiereszowana przez wypadek, psująca rodzinie idealny wizerunek. Trudno mi było polubić bliźniaczki Anę i Juliette, z drugiej jednak strony jestem w stanie zrozumieć ich niepokój i bunt. Że w końcu się dogadają w to nie wątpiłam, trochę jednak muszą ze sobą przeżyć. Padnie wiele przykrych słów oraz złośliwych zachowań. 

Kolejny smaczek to relacje Elli i Briana, ich dojrzewanie do uczucia, do odsłonięcia się przed drugą osobą. Czy celebryta i aktor, będący więźniem kontraktów i wizerunku ma w ogóle szansę na prywatne życie i własne wybory? I w tym temacie autorka spisała się świetnie, zwłaszcza przy fragmentach dotyczących reakcji fanów w Internecie i serwisach społecznościowych. Ot potęga Sieci, gdzie nikt nie jest anonimowy, a użytkownicy czując się mocni, zatracają empatię i życzliwość.

Kelly Oram w swojej powieści pokazuje, że nic nie jest proste. Powrót do zdrowia i zdobycie na nowo akceptacji otoczenia okazują się dla Elli bardzo trudne i naprawdę należy się autorce ogromna pochwała za opowiedzenie tej historii tak żeby nie wyszedł płytki banał.

Cinder & Ella to naprawdę świetna książka. Polecam wszystkim romantyczkom. Warto,

piątek, 6 kwietnia 2018

Sebastien de Castell: Cień rycerza

Autor: Sebastien de Castell
Tytuł: Cień rycerza
Seria: Wielkie Płaszcze t.2
Stron: 637
Wydawca: Insignis






Po lekturze tomu pierwszego zostało mi w głowie skojarzenie Wielkich Płaszczy z dumasowskimi muszkieterami. Pamiętam, że nawet mi się historia podobała, choć prowadzenie narracji z dwóch płaszczyzn czasowych było trochę dezorientujące. To dlatego po zakończeniu lektury, będąc nią trochę zmęczona, nawet się nie zastanowiłam, czy istnieje w ogóle jakaś kontynuacja. Dlatego do drugiej części cyklu, a wtedy już wiedziałam, że w zamierzeniu jest to tetralogia, podchodziłam dość nieufnie. 

Dla przypomnienia. Król Paelis, przywódca i mentor naszych bohaterów, nie żyje, a jego sztandarowy oddział rycerzy i sędziów w jednym poszedł w rozsypkę. Tristia, kraj w którym toczy się akcja tej historii stoi na skraju wojny domowej. Książęta i hrabiowie myślą tylko o własnych interesach, a lud cierpi pod jarzmem ich podatków.  Gorzej już być nie może? A jednak. 
Falcio, Kest i Brasti, kiedyś dumni trybuni, obecnie są na usługach człowieka, który jest martwy. Nie dość, że nie płacił im za życia, to teraz jeszcze padł ofiarą skrytobójcy, a oczywistym jest, że wina ma się znaleźć po stronie sławetnej trójki. Zupełnie przypadkiem bohaterowie wpadną na trop intrygi, której początek tkwi w ich własnej przeszłości, kiedy to zaczynali służbę u króla Paelisa. Ten ostatni co prawda także już od dawna nie żyje, ale był dość dalekowzroczny i nawet zza grobu wyznaczył swoim ludziom misję odnalezienia i obrony dziedziczki swojego tronu. Na tym, bardzo krótko mówiąc, skupia się fabuła części pierwszej. Gdy teraz o tym myślę, to pamiętam całkiem sporo, jednak blisko rok temu książka nie zrobiła na mnie wrażenia i patrząc na to z perspektywy przeczytanej części drugiej, nie umiem powiedzieć dlaczego tak było. 

Obecnie jestem po lekturze Cienia rycerza i moje wrażenia są o wiele lepsze. Odnoszę wrażenie, że albo historia kryła w sobie więcej potencjału niż początkowo myślałam, albo może sam autor, podpisawszy umowę na tetralogię, pisał ją z zupełnie innym nastawieniem. Być może zadziałało i jedno i drugie. 

Falcia, Kesta i Brastiego spotykamy właściwie w tym samym miejscu, w którym ich zostawiliśmy. 
Tristia nadal stoi na skraju wojny i rozpadu, zagrożenie to jest nawet bardziej realne niż wcześniej. Uzurpatorka Trin gromadzi swoich popleczników i jest zdecydowana objąć władzę w kraju, nawet jeśli będzie sobie musiała drogę do tronu utorować trupami książąt i ich rodzin. Zadaniem Falcia i jego druhów będzie ochrona Aline, młodej dziedziczki Paelisa, jednak ponownie wszystko jest tak bardzo trudne, ponieważ każda ze stron ma własną wizję przyszłego kształtu kraju. Jakby tego było mało Falcia zżera trucizna, która co rano paraliżuje jego członki i nie pozwala nawet drgnąć. Jeden z przyjaciół Falcia jest trawiony świętą gorączką, a wszędzie czyhają skrytobójcy. 

Świat wykreowany na potrzeby powieści jest barwny i okrutny; zadawanie tortur jest tutaj sztuką, w której wielu doszło do mistrzostwa.  Wielkie Płaszcze uosabiają zapomniane ideały, do których niełatwo teraz wrócić. Raz zszargana reputacja, sama się nie naprawi. Święci, do których bohaterowie ciągle się odwołują, są jak najbardziej realni i zwyczajnie ukazują się śmiertelnikom, by z nimi porozmawiać. Pod powierzchnią tego wszystkiego czai się magia, której natury jeszcze do końca nie rozumiemy, mam nadzieję, że autor poświęci jej więcej miejsca w kolejnych tomach. Książęta są bezduszni i zepsuci, a lud uciskany i traktowany jak zwierzyna. Historię zapamiętują i opowiadają ludziom wędrowni muzycy zwani tu bardatti, którzy także mają w sobie coś magicznego. No i są jeszcze dashini, tajni zabójcy, zwinnością przypominający ninja a sposobem zabijania hitmana. 

W tomie drugim dowiadujemy się więcej na temat tego, kim byli członkowie Wielkich Płaszczy, jakim szacunkiem i uznaniem się cieszyli, że ich zadaniem było rozsądzać spory i ogłaszać wyroki, a ich wierność ideom króla Pelisa była tak głęboka, że poświęciliby własne życie. 
Powiększa się też drużyna Falcia i to o dwie kobiety. Pierwszą jest Valiana, nieksiężniczka, była, niedoszła dziedziczka tronu, obecnie zdeterminowana Wielki Płaszcz, a drugą narwana i okrutna Darriana, która nie odkryła wszystkich swoich kart. 
Podobnie jak w części pierwszej sojusznicy okazują się zdrajcami, a pozorni wrogowie mogą się okazać przydatni. Każdy ma swój cel, do którego zacięcie dąży i jeśli poleje się przy tym krew lub polecą głowy, trudno.
Czy Falcio faktycznie ma przed sobą tylko 7 dni życia? Wiele od tego zależy, bo to on, Pierwszy Kantor i Królewski Trybun, wytycza drogi innym. To on planuje, nie poddaje się i jest tak nieznośnie i uciążliwie honorowy i prawy. 

Cień Rycerza to bardzo dobra powieść, dużo lepsza od swojej poprzedniczki, negująca regułę części drugich, w których zazwyczaj niewiele się dzieje. Tutaj dzieje się naprawdę dużo i nie można się nudzić. Jeśli kogoś, tak jak mnie, nieco zniechęciła część pierwsza, to zachęcam, by jednak dał szansę części drugiej. Historia Wielkich Płaszczy nabrała rozpędu i jest bardzo,bardzo ciekawa. Polecam. Kawałek dobrej literatury spod znaku płaszcza i szpady okraszony realiami naszego średniowiecza z magicznym posmakiem.



Dziękuję!

wtorek, 3 kwietnia 2018

Sana Krasikov: Patrioci

Autor: Sana Krasikov
Tytuł: Patrioci
Stron: 672
Wydawca: W.A.B.







Zaciekawił mnie opis z okładki. Uwielbiam wielopokoleniowe sagi, ponieważ dla czytelnika nie ma nic przyjemniejszego, jak obserwowanie zmieniającego się bohatera od czasów dzieciństwa poprzez przykrą często dorosłość i dojrzałość aż po starość na tle przemian politycznych i obyczajowych. To właśnie obiecywał opis powieści Sany Krasikov Patrioci.

Florence Fein, ambitna i niezależna Amerykanka pragnie dla siebie czegoś więcej niż jest jej w stanie ofiarować rodzinny kraj. Dziewczyna sądzi, że to co Ameryka końca lat 20 chce dać młodym ludziom, a zwłaszcza kobietom, to jedynie pozory niezależności. Możliwość palenia papierosów, noszenia pończoch czy większa swoboda obyczajowa to jedynie miraż. Florence pragnie znacznie, znacznie więcej. Chciałaby być wolna i sama o sobie decydować, ale marzy jej się też praca na rzecz czegoś większego. Być trybikiem wielkiej machiny z jednoczesną świadomością, że oto robi coś doniosłego, ważnego dla przyszłych pokoleń. Kilka przykrych dla dumy Florence wydarzeń w Ameryce sprawia, że bohaterka dochodzi do wniosku, że taką szansę rozwoju jest jej w stanie dać jedynie wyjazd do Związku Radzieckiego. Jak myśli tak też robi. Zakochana w ciemnookim Rosjaninie wsiada na statek i płynie do Rosji współbudować komunizm. 
Warunki życia i pracy w wymarzonym raju okazują się nadzwyczaj trudne, żeby nie rzec nieludzkie, ale Florence owładnięta ideą nie bierze tego zbytnio do siebie. Tutaj nie każdy da radę, a jeśli nie jest w stanie się przyzwyczaić, to znaczy, że jest rozpieszczony przez cywilizację Zachodu. W kolejnych latach Florence zmieni nie raz pracę, wyjdzie za mąż, urodzi dziecko, a wszystko to na tle zmieniającej się Rosji, rządzonej systemem, który niczym dobrze naoliwiona machina pochłonie tysiące istnień, oskarżonych o wrogość wobec systemu i szpiegostwo na rzecz Zachodu. A wrogiem może tu być każdy: ten kto robi, mówi, a nawet myśli niezgodnie z obowiązującymi ideami. 

Akcja powieści toczy się na dwóch płaszczyznach. Z jednej strony poznajemy Rosję od środka oczami dojrzewającej na naszych oczach Florence. Dziewczyna jest pełna zapału, podejmuje decyzję o wyjeździe nie słuchając rad rodziców. Kiedy zda sobie sprawę, że mieli rację, bojąc się o nią, będzie już za późno, a wszelkie działania, by wrócić do Ameryki, spełzną na niczym.  
Druga perspektywa czasowa to współczesność, rok 2008. Syn Florence Julian jest już dojrzałym człowiekiem, sam ma dorosłe dzieci, a jego matka od kilku lat nie żyje. Naznaczony trudnym dzieciństwem w domu dziecka (Florence przebywała wtedy w łagrze) dorosły dziś Julian próbuje na nowo zrozumieć postępowanie matki, przedefiniować ich wzajemne relacje, co być może pozwoliłoby mu wreszcie porozumieć się z dorosłym, mieszkającym w Rosji synem Lennym. 

Odgrzebywanie przeszłości, starannie przysypanej kurzem systemu nie jest proste, o czym Julian przekona się na własnej skórze. Czy jego matka faktycznie współpracowała ze służbami bezpieczeństwa? Do czego jest zdolny człowiek znajdujący się w pułapce systemu, gdy znikąd pomocy? 
Sana Krasikov w swojej powieści bardzo starannie ukazuje mechanizm uwiedzenia człowieka przez system; piękna otoczka wspólnej pracy nad wspólnym dobrem, skrywa w sobie śmiertelne niebezpieczeństwo, z którego nie ma ucieczki. Represje wobec wrogów systemu pochłoną miliony ofiar. W to jeszcze nietrudno uwierzyć, wszak ludzie ginęli za bardziej błahe sprawy. Fascynująca jednak jest sama mentalność i sposób myślenia głównej bohaterki. Gdzie jest ta granica między uwielbieniem dla systemu a świadomością, że jeśli nic się nie da zrobić i nie ma ucieczki, to trzeba brać rzeczywistość taką jaka jest? To samo próbuje zrozumieć Julian, dla którego zachowanie matki podczas organizacji wyjazdu do Ameryki, było tyleż niezrozumiałe, co głupie. 

Patrioci to wielowątkowa powieść napisana z wielką starannością i bogata w liczne detale. Każdy, kto choć odrobinę interesuje się tym tematem powinien ją przeczytać. Mnie kojarzyła się ona bardzo z cyklem Jeździec miedziany Pauliny Simmons, tyle że mniej tu było romansu, co w sumie wyszło fabule na dobre, bo byłą bardziej realna i odarta z pewnej cukierkowości. 
Polecam gorąco Patriotów. Powieść zapewni czytelniczą rozrywkę na poziomie na kilka wiosennych wieczorów.


Dziękuję!