piątek, 28 lutego 2014

Jennifer A. Nielsen: Król uciekinier

Autor: Jennifer A. Nielsen
Tytuł: Król uciekinier
Tytuł serii: Trylogia Władzy
Wydawca: EGMONT
Stron: 374
Moja ocena: 8/10




Co się wydarzy, gdy sierota i ulicznik wygra zawody i zostanie królem?  Czyżby konkurs na fałszywego księcia od początku był ustawiony? Regentowi zależało na uległej marionetce i wybrał na chybił trafił? A może zdrajca sam się przechytrzył i pyskaty złodziejaszek okazał się prawdziwym księciem w przebraniu? Finał pierwszej części Trylogii władzy trochę zaskoczył czytelnika. Nie tylko Sage oszukał Connera; także autorce powieści udało się zmylić czujność czytelnika. 
Zaginiony przed kilkoma laty książę, drugi w kolejce do tronu, wcale nie umarł, jak wszyscy myśleli. Jego śmierć została upozorowana, a on sam tak mocno wczuł się w rolę zwykłego ulicznika, że prawie udało mu się oszukać samego siebie. 
W części drugiej Jaron, albo jak kto woli Sage, przekonuje się, że odzyskanie tronu, było dopiero początkiem batalii, którą przyjdzie mu stoczyć. Carthya stoi na skraju wojny. Osłabione nieudolnymi rządami poprzedniego króla, a ojca Jarona, państwo chwieje się w posadach. Zagrożeniem jest nie tylko sąsiadująca z Carthyą Avenia; dużo bardziej niebezpieczni wydają się być piraci, którzy żądają zwrotu ziem, nieuczciwie im zagrabionych. Rada regentów, nieufna wobec młodego i porywczego księcia, najchętniej poszłaby na wszelkie ugody z sąsiadami, byle tylko uniknąć wojny. Niedoświadczony, w ich oczach, następca tronu, nie godzący się na żadne kompromisy, jest dla nich tylko przeszkodą. O szacunku czy posłuszeństwie nie ma tu nawet mowy.
Jaron, niezdolny do kompromisów, ma swoje widzimisię, choć gdy pozna się dokładniej jego motywy, trudno nie przyznać mu racji. Młodzieniec decyduje się na bardzo karkołomny plan. Z pomocą dwóch wiernych przyjaciół, dokonuje małej mistyfikacji, a następnie wyrusza na poszukiwania kogoś, kto wprowadziłby go w kręgi piratów. Dlatego na powrót staje się Sage'em, bystrym, zuchwałym i przekornym ulicznikiem. Czy jednak nie ryzykuje zbyt wiele? Czy decydując się na opuszczenie swojego królestwa będzie jeszcze miał szansę do niego wrócić? Czy ktokolwiek w ogóle tam na niego czeka?  A może doradcom i poddanym wcale nie zależy na jego powrocie? 
Trzeba przyznać autorce, że i tym razem pomysł na fabułę, miała bardzo dobry, a realizując go, zagrała na nosie czytelnikom. 
Każdy krok i każdą decyzję Jaron rozgrywa w miną wytrawnego pokerzysty, przewidując ruchy przeciwnika na długo naprzód. Dogaduje się ze złodziejami, wodzi za nos piratów, by w finale, oczywiście z małymi potknięciami, doprowadzić swój plan do końca. 
Jaron oczywiście nie jest żadnym supermanem. Trochę jednak dziwi jego opanowanie, zimna krew i znajomość ludzkiej psychiki. Niejeden dyplomata czy polityk mógłby mu pozazdrościć. A przecież Jaron jest taki młody. Jak wiele może jeszcze osiągnąć i jakim królem będzie w przyszłości, skoro już teraz jest zdolny tak wiele zaryzykować? Miejmy nadzieję, że finałowa część trylogii rozwieje moje wątpliwości. 
Drugą część czyta się naprawdę bardzo dobrze. Już od samego początku czytelnik wpada w wir wydarzeń, kiedy to na uroczystości żałobnej rodziny królewskiej, Jarona atakuje zamachowiec. Od tego momentu akcja nie zwalnia tempa i trzyma w napięciu do końca. Z każdym kolejnym rozdziałem coraz trudniej uwierzyć, że Jaronowi się uda. Jego plan jest szaleńczy, bardzo ryzykowny i czasami naiwny. A jednak...
No właśnie. Być może w tym szaleństwie jest metoda? 
W części drugiej spotykamy starych,a więc Imogenę, Motta, Rodena, Tobiasa, a także poznajemy nowych bohaterów: Finka i Ericka. Cała historia jest bardzo spójna i sprawnie opowiedziana. Szkoda tylko, że na jej zakończenie trzeba jeszcze trochę poczekać. 
Polecam powieść miłośnikom książek awanturniczych i o piratach, a także tym czytelnikom, którzy szukają dla siebie lekkiej, przyjemnej w odbiorze lektury. Spodoba się Wam!
Za książkę dziękuję pani Kasi z wydawnictwa EGMONT. 
Pozdrawiam ciepło!





Recenzja opublikowana także na:
nakanapie.pl
Księgarnia Matras

środa, 26 lutego 2014

Mark Hodder: Wyprawa w Góry Księżycowe

Autor: Mark Hodder
Tytuł: Wyprawa w Góry Księżycowe
Seria: Burton & Swinburne
Stron: 578
Wydawca: Fabryka Słów
Moja ocena: 7/10




Wyprawa w Góry Księżycowe to trzecia już część przygód Burtona, Swinburne'a ich przyjaciół: Spencera, Honesty'ego, Trounce'a, a także kilku innych. Nie można nie wspomnieć o zaciekłych wrogach naszych bohaterów oraz licznych przypadkowych personach zamieszanych w całą tę awanturę.
W finale części drugiej bohaterowie, a Burton zwłaszcza, przekonali się, że będą musieli się udać z ekspedycją do źródeł Nilu w poszukiwaniu czarnego diamentu zwanego Okiem Naga. 
Burton, który wie, że mimo że mamy rok 1863, to jednak nie jest to ten tor historii i wydarzeń, który być powinien, nie ma wyjścia i daje się porwać przygotowaniom. Jednocześnie cały czas zastanawia się, co mógłby zrobić, aby wydarzenia nie rozegrały się w tak fatalnej i niefartownej partii. Niszczycielska wojna jest nieunikniona, a ambicje premiera Palmarstona są już kolosalnie wielkie. Odnalezienie jednego kamienia przeważy szalę na korzyść Anglii lub Prus.
Niemal od samego początku akcja powieści toczy się dwutorowo. Śledzimy losy wyprawy Burtona i jego przyjaciół, nie mogąc się pozbyć wrażenia, że coś jest nie tak i że lepiej byłoby w ogóle nie wyruszać. Szybko okazuje się, że najgorszym wrogiem wędrowców nie jest Afryka, ani dzikie plemiona ją zamieszkujące. Najgorszym ich wrogiem jest czas, który lubi się zapętlać i supłać. 
Jednocześnie, nagle razem z Burtonem budzimy się w Afryce w roku 1914. Bohater ma całkowitą amnezję i ani krztyny pojęcia jak tu trafił. Tym bardziej bolesny jest fakt, że nie ma jak wrócić tam, skąd przybył, a kolejno znajdywane ślady zapełniające luki w jego pamięci prowadzą go do strasznej prawdy na temat wyprawy sprzed pół wieku. Rzeczywistość, w której znajduje się obecnie, także nie jest zadowalająca; wojna  zniszczyła wszystko, a wielcy tyrani i szaleńcy tego świata, którzy winni już gnić w piekle, w najlepsze krzywdzą innych.
Bystry czytelnik od razu zorientuje się, że te dwie płaszczyzny są ze sobą połączone i że Burton nie znalazł się w przyszłości przez przypadek. Co się jednak stało i jak to naprawić? Ano właśnie. Na wyjaśnienia przyjdzie nam zaczekać niemal do samego końca.
Wyprawa w Góry Księżycowe; to brzmi tak magicznie, z przytupem i rozmachem. Sam tytuł obiecuje naprawdę wiele. Jako wielki fan Burtona, Swinburne'a i ich kompanów, przyjaciół oraz tak samo licznych wrogów obiecywałam sobie naprawdę wiele po książce, która miała być ukoronowaniem trylogii. Co prawda czytałam w wywiadzie z Markiem Hodderem, że pisze on dalszy ciąg, ale zrozumiałam to tak, że ma to być oddzielna trylogia. Wydawało mi się zatem, że w części trzeciej sporo wątków powinno się wyjaśnić, rozwiązać ku uciesze i satysfakcji czytelnika. Czytałam zatem z zapartym tchem, choć przydługi opis podróży przez Afrykę, zbyt wciągający nie był. Trochę się to dłużyło, a ciągłe przeskoki akcji między rokiem 1864 a 1914 często powodowały moją dezorientację. Z jeszcze większą niecierpliwością oczekiwałam na finalny bum oraz na moment, w którym wspaniały Francis Burton wróci z Afryki, odnajdzie przyczynę wszystkich nieszczęść własnych i kraju, a potem niczym cudowny, pomysłowy zbawca, naprawi wszystko jednym ruchem ręki. No dobra bez przesady, co do tego ruchu ręki. Ale kilka mądrych decyzji i jedna spektakularna akcja naprawdę mogły wszystko skorygować. Tymczasem autor powieści najpierw bardzo długo odwlekał zakończenie, a potem zwyczajnie zagrał czytelnikowi na nosie. Nie kończy się tu bowiem nic. Spisek okazuje się mieć szerszy kontekst niż się początkowo wydawało, a  sam finał jest tak przykry i lakoniczny, że i Burton i ja byliśmy chyba jednakowo zszokowani. Okazuje się bowiem, że Burton..., no właśnie. Tego nie zdradzę, powiem tylko, że nie tego się spodziewałam i jest mi zwyczajnie, tak po czytelniczemu, smutno. Nie znaczy to, że nie sięgnęłabym po kolejne książki Hoddera. Chodzi mi jedynie o to, że nie można pewnych spraw fabuły odwlekać w nieskończoność, bo nie dość, że dochodzi do coraz częstszych dłużyzn, to jeszcze czytelnik się niecierpliwi. Jednocześnie takim zakończeniem Mark Hodder postawił sobie bardzo wysoką poprzeczkę. Jak poprowadzi bohaterów, jak rozwiąże pewne komplikacje, co zrobi ze światem przedtawionym? Szczerze się obawiam, że na te wszystkie pytania, które być może (podkreślam być może) daje odpowiedzi powieść o egzotycznym tytule The Secret of Abdu El Yezdi, jeszcze przyjdzie nam długo poczekać. I chyba to jest w tym wszystkim najgorsze. Ale cóż zrobić, cierpliwość fana, to jego największa cnota. 

niedziela, 23 lutego 2014

Thomas E. Sniegoski: Dzień gniewu

Autor: Thomas E. Sniegoski
Tytuł: Dzień gniewu
Seria: Upadli, t.4.
Stron: 296
Wydawca: Jaguar
Moja ocena: 5/10


Dzień gniewu to zwieńczenie cyklu Upadli autorstwa T. E. Sniegoskiego.
Po bohaterskiej obronie Aerie i chwilowym odparciu ataku siepaczy Werchiela, w azylu dla Nefilimów panuje kruchy spokój. Jednak pytania co dalej, cisną się na usta wszystkim. Tak naprawdę nie doszło do ostatecznego zwycięstwa żadnej ze stron; po prostu chwilowo zapanował rozejm. 
Ponadto Werchiel skupił się na czym innym. Już dawno stracił z oczu swoją prawdziwą misję; uznał, że Bóg, zbyt mocno kochając ludzi, pogubił się w prawidłowej ocenie sytuacji. Dlatego, to on, Werchiel przejmie władzę nad światem. Z pomocą Słowa ukrytego w umysłach Malakimów, trzech prastarych istot strzegących tego boskiego sekretu. 
Czwarta część cyklu kończy rozpoczęte wcześniej wątki, a także rzuca światło na sprawy, które wcześniej były dość niejasne. Mamy bowiem okazję poznać lepiej Lucyfera, który jest cieniem dawnego siebie i jak na przyczynę tego wszystkiego ma sobie dużo samokrytycyzmu i pokory.  Przyznam, że trochę inaczej go sobie wyobrażałam; Lucyfer, przywódca anielskich buntowników, twórca Piekła, łowca ludzkich dusz, wielki manipulator, oszust i kłamca, uwodziciel i zło w najczystszej postaci. Tymczasem do tego opisu bardziej pasuje ogarnięty szaleństwem Werchiel, który popadł w pychę i zatracił całą swoją anielskość na rzecz pragnienia władzy i brzydoty, która powoli go pochłania. Więziony, wspominający dawną miłość do matki Aarona, zdolny do współczucia, a nawet mający ludzkie odruchy, Lucyfer nie jest takim, jakim go sobie zawsze wyobrażałam. Dawny ulubieniec Stwórcy zdaje sobie sprawę z konsekwencji własnych decyzji i wcale nie ma nikomu za złe sytuacji, w jakiej się teraz znalazł.
Drugim wątkiem w zasadzie niepotrzebnym i nie do końca dla mnie zrozumiałym, była przemiana Vilmy w Nefilima. Ukochana Aarona nie panuje nad swoją anielską mocą i dlatego staje się zagrożeniem zarówno dla siebie samej jak i dla otoczenia. Aaron wraz z przyjaciółmi musi poszukać sposobu, by jej pomóc, inaczej wszystkich czeka zagłada. Trop prowadzi do potężnego Malakima. Czy ten wiekowy, jak sam świat, byt, udzieli naszym bohaterom rady? To się okaże.
Piękna w swej grozie okładka i mroczny w swej wymowie tytuł mogą sugerować ciekawą, wciągającą treść. Mogą. Ale nie muszą. Niekiedy zdarza się nawet, że oprawa jest nad wyraz dobra, jakby chciała zrównoważyć przeciętną zawartość.
Prawda jest taka, że choć cykl Upadli do wybitnych nie należy, to 3 części jeszcze dałoby się przełknąć, bo miały lepsze i gorsze momenty, a trójka była nawet całkiem fajna. 
W trakcie lektury nie mogłam jednak pozbyć się wrażenia, że czwarty tom został skonstruowany na siłę i jest zwyczajnie niepotrzebny. Te kilka wydarzeń opisanych w jego finale, można było spokojnie umieścić w epilogu do części trzeciej. 
Starą prawdą jest, że warto w danej historii pozostawić ziarno niepewności, czy dać odbiorcy (czy to widz, czy czytelnik) możliwość własnej interpretacji czy snucia domysłów. 4 tom takiej możliwości niestety nie daje. Wszystko zostaje tak boleśnie dane na tacy, że aż by się chciało powiedzieć do autora: "po co w ogóle o tym wspomniałeś?". Natomiast finałowe zdradzenie przyszłości Aarona i Vilmy było już zwykłym przesłodzeniem.
Dlatego czwartą część mogę polecić tylko zagorzałym czytelnikom tego autora lub tym, naprawdę lubiącym tematykę upadłych aniołów. Sama trochę się zawiodłam, ponieważ jednak lubię kończyć zaczęte cykle, mam zwykłą, małą satysfakcję, że dobrnęłam do końca.

piątek, 21 lutego 2014

W pępku uczniowskich pomysłów (2)

Umiejętność czytania ze zrozumieniem leży i kwiczy. 
Test ze znajomości lektury "Zemsta". 
Zadanie - dopisz, o kogo chodzi. 
... była młoda i płocha................
Odpowiedź: 
.....Cześnik. 

czwartek, 20 lutego 2014

Philippa Gregory: Krucjata

Autor: Philippa Gregory
Tytuł: Krucjata
Seria: Zakon Ciemności, t.2.
Stron: 299
Wydawca: EGMONT
Moja ocena: 8/10


Krucjata jest kontynuacją Odmieńca autorstwa Philippy Gregory. Powieści są częścią cyklu Zakon Ciemności, a ich akcja dzieje się w mrocznej i fascynującej epoce średniowiecza, pełnej zabobonów, guseł i lęków. W epoce średniowiecza nad wszystkim dominuje Kościół, będący potężną instytucją, zdolną poskromić nawet świeckich władców i zmusić ich do uległości.  
Ludzie w średniowieczu bali się wszystkiego, czego nie znali, a ponieważ stosunkowo mało wiedzieli o świecie, więc bali się praktycznie wszystkiego; zjawisk pogodowych, tego, że ktoś więcej umiał, bo zdobył wykształcenie, tego, że ktoś jest zwyczajnie inny, a nawet tego, że ktoś mając w sobie potrzebę kąpieli, myje się częściej niż raz na rok. Te wszechobecne lęki, ocierające się wręcz o ksenofobię, powodowały, że wszelkie nieszczęścia lub klęski przypisywano ciemnym mocom, a lekarstwem na nie było zabicie tego, kogo z kłopotami skojarzono. 
Zadaniem Zakonu Ciemności jest badanie tego rodzaju wydarzeń, gdyż według powszechnego mniemania są one zwiastunami końca świata.  Dlatego po świecie wędrują wysłannicy Zakonu, zwani Inkwizytorami, którzy obserwują, rozmawiają z ludźmi, a kiedy zachodzi taka konieczność, przeprowadzają śledztwa i wydają wyroki. 
Takim właśnie Inwizytorem jest młody nowicjusz Luka Vero. Wraz ze swoimi towarzyszami, skrybą Piotrem oraz pomocnikiem Freize, wędrują zgodnie z kolejnymi pisemnymi instrukcjami, które przekazywane są przez tajemniczego mistrza w kapturze. W tomie pierwszym Luka poznał swoją rówieśniczkę Izoldę i jej niewolnicę Iszarak. Izolda pozbawiona majątku i praw do spadku przez podstępnego brata, postanawia udać się do Zagrzebia do przyjaciela zmarłego ojca i prosić go o pomoc. W ten sposób grono powiększa się i bohaterowie postanawiają podróżować razem.
W części drugiej Luka i inni podczas swojej podróży dowiadują się, że z  Europy do Jerozolimy wyruszyła krucjata składająca się wyłącznie z dzieci. Przewodzi jej skromny pastuszek Johann, który ma w sobie moc przyciągania do siebie ludzi oraz dar pięknego przemawiania. Luka postanawia zbadać, czy Johann faktycznie ma wizje, w których przemawia do niego Bóg, czy też może jest oszustem i naciągaczem. Sprawa szybko przybierze bardzo dramatyczny obrót, a mieszkańcy miasteczka będą musieli walczyć o życie i swój dobytek. Jakby tego było mało, w którymś momencie do brzegu przybije piracki okręt handlarzy niewolników. Będzie się zatem dużo działo. 
Od razu widać, że druga część jest znacznie lepsza od pierwszej zupełnie jakby pewne pomysły się już skrystalizowały, a autorka obrała konkretny kierunek fabuły. Zmienili się też bohaterowie, choć w dalszym ciągu znacznie lepsi i ciekawsi są Iszarak oraz Freize, nie tylko z racji swoich charakterów, ale też z powodu tego co robią, jak mówią, co umieją. Wydają się żywsi i bardziej wyraziści niż Luka i Izolda. 
Coraz mocniej widać też wątek romansowy, choć można też dostrzec pewne komplikacje, jakie autorka, takie mam wrażenie, chciałby w nim wprowadzić. 
Oprócz tego w finale powieści pojawia się tajemnica, co tylko dodaje klimatu i pewnej mroczności.
Jeśli o mnie idzie, jestem bardzo zadowolona z lektury i z niecierpliwością czekam na trzeci tom, tym bardziej, ze akcja ma się przenieść do Wenecji. 
Za książkę dziękuję pani Kasi z EGMONTU. Pozdrawiam ciepło!







Recenzja opublikowana także na:
nakanapie.pl
Księgarnia Matras

środa, 19 lutego 2014

Konkurs z Zabójczym Księżycem!

Serdecznie zapraszam do udziału w konkursie organizowanym  przez portal literacki Secretum.pl 
Nagrody to 3 egzemplarze powieści N.K. Jemisin Zabójczy Księżyc, której recenzję można przeczytać tutaj
Szczegóły i regulamin konkursu tutaj
Zapraszam!

poniedziałek, 17 lutego 2014

Philippa Gregory: Odmieniec

Autor: Philippa Gregory
Tytuł: Odmieniec
Seria: Zakon Ciemności, t.1.
Stron: 287
Wydawca: EGMONT
Moja ocena: 8/10




Odmieniec to moje pierwsze spotkanie z twórczością Philippy Gregory, która zasłynęła głównie jako autorka o tematyce historycznej. Sama autorka rozpoczęcie nowej serii, dla nieco młodszego czytelnika i w dodatku w klimacie  fantasy, tłumaczy chęcią napisania czegoś dla przyjemności własnej oraz potencjalnego czytelnika. 
Obecnie jestem już po lekturze drugiej części cyklu zatytułowanej Krucjata i przyznać muszę, że  Philippa Gregory ma nie tylko bardzo lekkie pióro, ale także garść ciekawych pomysłów, które umiejętnie realizuje. Z pewnością nie było to moje ostatnie spotkanie z jej książkami.
W odróżnieniu od powieści historycznych Greogry, postaci stworzone dla potrzeb fabularnych Odmieńca są fikcyjne.
Akcję powieści osadziła autorka w roku 1453 w Rzymie. Średniowiecze, zwane także przez niektórych epoką ciemnoty i zacofania, jest jednak niezwykle barwnym czasem w dziejach ludzkości, być może dlatego, że trwało tysiąc lat. To wtedy nad niemal każdą dziedziną życia człowieka panował Kościół, a  religia, wiara oraz wszystko co z tym związane wytyczały kierunek ludzkiego życia. Ludzie twardo stąpali po ziemi i "przyziemni" też byli, dlatego wszystko co niezwykłe, niejasne, nieznane było tłumaczone jako sprawka szatana, czary lub kara za grzechy. 
Główni bohaterowie cyklu są dość młodzi, ale można uznać, że wtedy dorosłość zaczynała się znacznie wcześniej niż dziś. 17-letnią Izoldę poznajemy w chwili, gdy umiera jej ojciec. Dziewczyna trafia pod opiekę brata i aby nie mogła dochodzić praw do spadku, zostaje umieszczona w klasztorze. Chcąc nie chcąc musi złożyć śluby i zostać przełożoną, choć ani nie ma o tym pojęcia, ani nie ma do tego serca. Jedyną jej pociechą jest fakt, że mogła ze sobą zabrać swoją niewolnicę i najbliższą przyjaciółkę, Mauretankę Iszarak, z którą się wychowała. Niedługo po przybyciu dziewcząt do klasztoru, z zakonnicami zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Nocne lunatykowanie sióstr, wizje, stygmaty. Czyżby zgromadzanie zostało opętane przez zło? Konieczny będzie inkwizytor, który przeprowadzi dogłębne śledztwo. 
I tu właśnie na arenę wkracza młody nowicjusz, Luca Vero, świeżo upieczony członek Zakonu Ciemności, którego zadaniem będzie odkrycie prawdy. Zakon Ciemności to tajna organizacja, która wyjaśnia rozmaite tajemnicze wydarzenia, mające według ich teorii zwiastować nadejście końca świata. 
Luca, nie mając nic do stracenia, bo właśnie wydalono go z zakonu za herezję (zadawanie pytań, posiadanie wątpliwości), zgadza się na odbycie szkolenia, a potem wraz ze skrybą bratem Piotrem i gadatliwym kuchcikiem Freize wędruje w poszukiwaniu rzeczy dziwnych i niesamowitych. Pierwsze zlecenie od tajemniczego przełożonego w kapturze dotyczy właśnie sytuacji w klasztorze. 
W pierwszej części cyklu bohaterowie, oprócz śledztwa z zakonnicami, zajmą się sprawą wioskowego wilkołaka. Szybko okaże się, że przyjdzie im się zmagać nie tyle z magią czy diabłem, a raczej z ludzką ciemnotą i zacofaniem. Ludzkie lęki spotęgowane przez presję tłumu okażą się o wiele gorsze niż czary czy zaklęcia. Oszalały tłum woli bowiem wierzyć w najdziwniejsze gusła, niż posłuchać głosu rozsądku.
Dobrą decyzją ze strony autorki było wprowadzenie do jednego tomu dwóch spraw. Dzięki temu historię łatwo było przyswoić i nie było niepotrzebnych dłużyzn. 
Sympatyczni są także bohaterowie, choć muszę przyznać, że bardziej polubiłam gadatliwego i rubasznego Freize oraz mądrą i zaradną Iszarak. W założeniu miały to być postaci drugoplanowe, takie dopełnienie dla Luki oraz Izoldy, ale jak dla mnie to dopełnienie przysłoniło trochę postaci pierwszoplanowe. 
Na horyzoncie majaczy wątek romansowy, ale jak na razie, autorka nie wprowadzała go zbyt na siłę, a skupiła się na przygodzie. To także była dobra droga.
Odmieńca czytało mi się bardzo szybko i sprawnie. Polubiłam bohaterów, a także klimat powieści. Od razu niecierpliwie sięgnęłam po część drugą, której recenzja niebawem. 
Polecam Odmieńca nastoletnim czytelniczkom. Być może taki obraz średniowiecza zachęci je do pochylenia się nad historią tej epoki?

Za książkę serdecznie dziękuję pani Kasi z EGMONTU. Pozdrawiam ciepło!







Recenzja opublikowana także na:
nakanapie.pl
Księgarnia Matras