piątek, 7 lutego 2014

Cinda Williams Chima: Karmazynowa korona

Autor: Cinda Williams Chima
Tytuł: Karmazynowa korona
Seria: Siedem Królestw, t.3. 
Stron: 666
Wydawca: Galeria Książki
Moja ocena: 9+/10





Karmazynowa korona to zakończenie, czwarta i ostatnia część cyklu pt. Siedem królestw
Zmagania sojuszników Raisy zakończyły się sukcesem; księżniczka z racji należnych jej praw, popartych gorącym życzeniem kochającego ją prostego ludu, została koronowana na królową.
W tym momencie autorka mogłaby jeszcze dokończyć watek miłosny i w zasadzie 4 tom nie byłby już potrzebny. 
Sęk w tym, że tom 3 wiele spraw pozostawił nierozwiązanych, a poza tym byłoby nudno i banalnie, gdyby bohaterów zostawić z krótkim "długo i szczęśliwie". To znaczy można i trzeba jak najbardziej, ale dobrze jeszcze tę chwilę poodwlekać, jeszcze trochę pokibicować bohaterom, popatrzeć na ich zmagania  z losem i innymi przeciwieństwami. 
Jak już wspomniałam wyżej Raisa została królową; koronacja to jednak dopiero początek. Teraz przyjdzie pora na uporządkowanie spraw wewnętrznych kraju oraz koniecznie tych związanych z polityką zagraniczną, a zwłaszcza z coraz bardziej wyraźnym widmem wojny. 
Rosną napięcia między klanami a czarownikami. Klany odmawiają wytwarzania nowych amuletów, tak potrzebnych magom. Stąd już bardzo blisko do desperackich kroków ze strony czarowników.  Jakby tego było mało, w Łachmantargu coraz częściej dochodzi do zabójstw, przypadkowych mogłoby się zdawać magów, a pozostawione na miejscu zbrodni ślady, sugerują działanie Hana Alistera. 
Raisa, jako królowa, staje się pożądaną partią dla wszystkich, którzy widzieliby siebie w roli królewskiego małżonka, a może nawet i samego króla. Wspierana dobrymi radami przyjaciół i wiernych doradców, młoda władczyni zdumiewająco dobrze radzi sobie w rożnych sytuacjach, a jej troska o losy Fells, prostota w działaniu, odwaga i stanowczość, zjednują jej coraz większe rzesze popleczników. Raisa zdaje sobie jednak sprawę, że polityka nie jest rzeczą łatwą, ani przewidywalną i każda nawet najdrobniejsza decyzja może zadziałać na zasadzie domina. Poza byciem głową państwa, królową, Raisa jest też przecież młodą kobietą, która ma marzenia, jest zakochana i to w najgorszym (w opinii wielu) z możliwych kandydatów. 
Han Alister, już pogodził się z faktem, że Raisa, którą kiedyś poznał pod imieniem Rebeki, jest królową, ale nie pogodził się z tym, że ich związek plasuje się w kategorii niemożliwy. Historia legendarnej królowej Hanalei i jej wielkiej miłości do Króla Demona, ma być dla Hana przestrogą. Młodzieniec odkrył już prawdziwą tożsamość, swojego doradcy Kruka i ma nadzieję, że jego doświadczenie i wiedza, pomogą mu nie tylko raz na zawsze rzucić Bayarów  na kolana, ale też znaleźć sposób, by on i Raisa, mogli być ze sobą bez szkody dla kogokolwiek.
Tymczasem wrogowie królestwa, zarówno ci w kraju, jak i poza jego granicami, nie ustają w wysiłkach, by zdobyć to, na czym im zależy. 
Zbliża się czas decyzji; każdy będzie musiał się opowiedzieć po jednej ze stron. 
W 4. części autorka naprawdę nie pozwala czytelnikowi się nudzić. Wszystkie rozpoczęte, a nawet ledwo zasygnalizowane wątki znajdują tu swój finał. Ośmielę się zasugerować, że tych zwrotów akcji i niespodziewanych wydarzeń jest aż za dużo, tak że czytelnik nie ma czasu na oddech. Kiedy już mi się wydawało, że nic nowego się nie wydarzy, nagle Hana lub Raisę spotykało coś, czego nie przewidziałam. 
Swoje zakończenie znajdzie tu zatem nie tylko historia Hana i Raisy. Przyjrzymy się bliżej pochodzeniu Haydena Tancerza Ognia; zobaczymy Cat Tyburn w roli pałacowej damy dworu; będziemy śledzić przemianę Michah i rozterki Fiony. Nie zabraknie oczywiście wiernego i lojalnego Amona, mądrej Iwy, czy pozostałych członków klanów. Nawet Kruk otrzyma swoje szczęśliwe zadośćuczynienie.
Trzeba przyznać autorce, że bardzo starała się zadowolić czytelnika, a w ostatnim momencie finału udało się jej go zaskoczyć. Kiedy bowiem wyjdzie na jaw tożsamość zabójcy magów, podejrzewam, że niejeden czytelnik zada sobie pytanie, jak mógł nie podejrzewać akurat tej osoby?
Na tle swoich poprzedniczek Karmazynowa korona wypada chyba najlepiej; głównie dzięki tempu akcji i atrakcyjności wydarzeń. Wszystko spójnie się ze sobą łączy i żaden element nie jest zbędny. 
Cykl Siedem królestw naprawdę jest wart przeczytania i myślę, że na ma tu limitu wieku; czego dowodem możemy być moja Mama i ja, a przecież trochę lat nas dzieli. Każdy czytelnik znajdzie w cyklu coś dla siebie. 
Polecam, bo naprawdę warto!

7 komentarzy:

  1. Mam nadzieję, że już niebawem zapoznam się z kontynuacją jednej z moich ulubionych serii *_* Za sobą mam Tron szarych... i jutro zabieram się za pisanie wrażeń z lektury :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzeba będzie poszukać I tomu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Król demon był całiem całkiem, będę musiała w końcu skończyć tę serię :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Narobiłaś mi niebywałej ochoty na to, aby jak najszybciej sięgnąć po ten tom :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Musiałabym zacząć lekturę od tomu pierwszego :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja na razie wciąż się nie mogę przekonać do tego cyklu, nie wiem czy kiedykolwiek po niego sięgnę.

    OdpowiedzUsuń

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.