wtorek, 8 maja 2012

oTAGowani




Blogowicze wpadli w wir tagowania. Epidemia nie ominęła także i mnie, za co dziękuję Maytei







Zasady zabawy:

1. Każda oTAGowana osoba ma za zadanie odpowiedzieć na swoim blogu na 11 pytań zadanych przez 'Taggera'.
2. Po odpowiedzeniu na zadane pytania  należy wybrać 11 nowych osób do TAGowania i wypisać je w swoim w poście.
3. Utworzyć 11 nowych pytań dla osób oznaczonych w TAGu.
4. Wyznaczyć do oTAGowania 11 nowych osób.
5. Nie oznaczać oTAGowanych już osób.
6. Poinformować wyznaczone osoby, że zostały oTAGowane. 
Moje odpowiedzi na zadanie pytania: 
1. Z jakim bohaterem literackim chciałabyś się zaprzyjaźnić i dlaczego?
To pytanie początkowo wydało mi się trudne, a potem doszłam do wniosku, że mogłaby to być Ania Shirley. Lubiła książki tak jak ja, no i pracowała w tym samym zawodzie. :)
2. Dlaczego zdecydowałaś się na prowadzenie bloga?
Decyzja o założeniu bloga wyszła jakoś tak sama z siebie. Najpierw trafiłam na portal nakanapie.pl . Potem pomyślałam o tym, żeby założyć bloga, na którym mogłabym dzielić się spostrzeżeniami i przemyśleniami na temat przeczytanych książek. Nie było to łatwe, gdyż jestem raczej mało komputerowa, ale metodą prób i błędów udało się, choć wciąż wielu rzeczy nie wiem. Ale nie od razu Kraków zbudowano. Poza tym paradoksalnie, blog narzucił mi dyscyplinę czytania (czytam częściej i więcej), bo nie ma nic przyjemniejszego od dodawania nowej notatki na temat przeczytanej książki. 
3. Co jest w stanie spowodować, że przestaniesz czytać książki?
 Oj. Teraz to zostałam zagięta.To może napiszę, co czasem powoduje moje przestoje w czytaniu. Czasem to dużo pracy, a od czasu do czasu silne migreny, które wyłączają mnie z obiegu nawet na kilka dni, bo tyle zajmuje mi dojście do siebie i doprowadzenie się do stanu używalności. 
4. Potrafisz zrezygnować z Internetu oraz telewizji? Dlaczego?
 Z telewizji tak. Kiedyś oglądałam jej dużo, bo emitowała wiele ciekawych seriali i bardzo lubiłam je oglądać. Potem przestałam, bo tv przegrała z komputerem i Internetem i dziś nie mam problemu, jeśli tv nie działa lub nie ma prądu. Poza tym ramówka telewizyjna jest tak uboga, że nie mam za czym tęsknić. 
Co do Internetu to byłoby trudniej, bo są w nim rzeczy, bez których trudno jest mi się obyć, choćby takie jak poczta. Ale jeśli jest awaria lub przerwa w dostawie, to włosów nie rwę z głowy. 
5. Jakie myśli towarzyszą Tobie podczas zakupu książki?
Na ile książek wystarczy mi kwota, którą w chwili obecnej posiadam w portfelu.  
6.  Której książki za nic w świecie nie oddasz, mimo że istnieją lepsze i wiesz o tym? 
 Kolejne trudne pytanie :) Ogólnie nie mogę znieść myśli, że miałabym oddać którąś z moich książek. Pożyczać też nie lubię, bo bardzo dbam o swoje książki, a wiem że nie każdy ma tak samo jak ja. Jeśli już muszę jakiś tytuł podać, to niech to będzie Biblia w obrazkach dla najmłodszych. Dostałam  ją od rodziców dawno temu i czytałam tysiące razy, choć tekstu ma ona mało. Mam do niej jednak wielki sentyment. 
7. Jakie pasje towarzyszą Tobie oprócz czytania? 
Lubię gotować i zajmować się ogrodem (pielenie, sianie, koszenie trawy, itp.)
8. Jeśli jedziesz autobusem i widzisz osobę, która coś czyta, to co o niej myślisz?
Staram się zorientować, co czyta.  
9. Jakie jest Twoje największe marzenie?
Moim największym marzeniem jest, aby osoba, którą mocno kocham odzyskała pełnię zdrowia. 
10. Którego autora polskiego cenisz najbardziej i dlaczego?
Henryka Sienkiewicza za Quo vadis. Dobrze jest mieć świadomość, że Polak napisał coś, co inni cenią i znają, a nawet przenoszą na ekran.
11. Czy masz jakieś wady (lub słabości) związane z tym, że interesujesz się literaturą? 
Odkrywcza nie będę w tym co powiem. Wydaję na książki za dużo pieniędzy, choć i tak ostatnio kupuję egzemplarze z drugiej ręki. Ponadto, nie wiem, czy można to uznać za słabość, dzięki temu, że kocham książki nikt nie ma problemu z wybraniem dla mnie prezentu. 

Moje pytania:
1. Pierwsza przeczytana przez Ciebie w życiu książka.  Dlaczego zapadła Ci w pamięć?
2. Ile osób udało Ci się zarazić pasją blogowania?
3. Czy zniszczyłaś/łeś jakąś książkę celowo? Jak to było?
4. Podaj tytuł książki, którą wszyscy zachwalali i twierdzili, że jest świetna, a Ty mimo najszczerszych chęci nie mogłaś/łeś się  w niej tego dopatrzeć.
5. Ile pieniędzy w skali miesiąca wydajesz na książki?
6. Najgorsza i najlepsza przeczytana przez Ciebie książka. 
7. Gdybyś nie mogła/mógł czytać to co byś robił/ła?
8. Co daje Ci czytanie książek? Czy masz z tego jakieś korzyści?
9. Jaki dobry wg Ciebie film ostatnio oglądałaś/łeś?
10. Czy dopadło Cię kiedyś tzw. przesilenie książkowe?
11. Gatunku jakich książek nie lubisz, a mimo to je czytasz?


Do zabawy zapraszam:
Tirindeth
Jarkę
Dusię 
AnnieK 
Annie 
Miqę 
Tetis
Julię Orzech
Książkozura
Immorę 
Isztar
oraz wszystkich, którzy mają chęć. 
Pozdrawiam!

poniedziałek, 7 maja 2012

Scott Westerfeld: Behemot

Autor: Scott Westerfeld
Tytuł: Behemot
Tytuł cyklu: Lewiatan
Wydawca: Rebis
Stron: 461
Moja ocena: 10/10
Powieść Scotta Westerfelda Behemot to druga cześć steampunkowego cyklu Lewiatan, łącząca w sobie elementy przeszłości i przyszłości, prezentująca alternatywną wersję historii Europy, w tym konkretnym przypadku pierwszej wojny światowej. (Recenzję części pierwszej można przeczytać  tutaj.) 
Pod pojęciem alternatywna należy tu rozumieć taką wersję historii, która potoczyła się zupełnie inaczej, niż ta którą wszyscy znamy. Daje to autorowi powieści dużo różnych możliwości zarówno w kwestii kreacji świata przedstawionego, jak i w tworzeniu postaci. Na kartach powieści steampunkowej czytelnik spotyka nie tylko postaci fikcyjne, wymyślone przez autora, ale też  prawdziwe, takie, które miały ogromny wpływ na historię świata, jak np. Churchill, Sułtan Imperium Osmańskiego, czy Tesla, choć ten ostatni akurat na razie nie pojawił się bezpośrednio.
W powieściach z cyklu Lewiatan wojna toczy się między Chrzęstami a Darwinistami. Jedni to zwolennicy ogromnych stalowych machin, a drudzy biologii i niesamowitych, gigantycznych stworzeń - żywych ekosystemów. 
Druga część cyklu rozpoczyna się w momencie, w którym zakończyła się pierwsza. Ogromny powietrzny statek - Lewiatan zmierza w stronę Konstantynopola z tajną misją. Na jego pokładzie znajduje się dwoje głównych bohaterów: Deryn,  przebrana za chłopaka dziewczyna, marząca o karierze w brytyjskich siłach powietrznych  i Alek, dziedzic tronu monarchii austro - węgierskiej, syn zamordowanego w Sarajewie arcyksięcia Franciszka Ferdynada. Deryn i Alek coraz bardziej się ze sobą zaprzyjaźniają, choć jeszcze nie wiedzą o sobie wszystkiego. 
Akcja części drugiej toczy się w mieście Konstantynopol, przez niektórych zwanym Istambuł. Młodzi bohaterowie i ich bliscy zostają wrzuceni w sam środek rozgrywek politycznych, walki o wpływy i dominację. Niemcy oferują sułtanowi swoje okręty i technologię, a Anglicy oferują Lewiatana i swój tajny projekt, który tę szalę może przechylić na korzyść Brytyjczyków. Chodzi tutaj rzecz jasna o olbrzymie stworzenie o tytułowej nazwie Behemot. Czym ono jest? O tym warto się przekonać, czytając część drugą. 
Powieść daje także odpowiedzi na inne dręczące czytelnika pytania, które pojawiły się w części pierwszej. Wreszcie dowiadujemy się, co wykluje się z pilnie strzeżonych przez doktor Barlow jajek, poznamy nowe stworzenia Darwinistów i machiny Chrzęstów, będziemy świadkami pościgów, pojedynków i walk. To wszystko i jeszcze więcej oferuje czytelnikowi drugi tom cyklu. 
Dobrze poprowadzona fabuła, wartka akcja, świetne, acz niezbyt długie opisy i oczywiście dobry humor, którym autor obdarzył swoich bohaterów. Całość okraszona świetnymi rysunkami Keitha Thompsona, znacznie ułatwiającymi wyobrażenie sobie jak dana machina, czy potwór mogą wyglądać. Muszę przyznać, że dawno już nie czytałam książki z ilustracjami i stanowiło to dla mnie miłe urozmaicenie, tym bardziej, że po pierwsze nie jest ich zbyt wiele, a po drugie są naprawdę dobrej jakości. 
Powieść polecam tym czytelnikom, którzy znają część pierwszą, ponieważ bez jej znajomości trochę trudno będzie się zorientować w fabule. Dlatego zachęcam do zapoznania się z pierwszym tomem cyklu, a potem z drugim. Zachęcam również młodszych czytelników, szukających dla siebie ciekawej lektury. Jeśli ktoś interesuje się historią, czytanie tego cyklu może być interesującą grą w wyszukiwanie różnic i podobieństw między tym, jak było naprawdę, a jak przedstawia to autor.
Dla mnie ta lektura była prawdziwą przyjemnością i od razu sięgam po trzeci tom, by poznać finał tej niezwykłej historii. 
Polecam!

Za egzemplarz recenzencki    
bardzo serdecznie dziękuję 
Panu Bogusławowi 
z Domu Wydawniczego Rebis
Pozdrawiam ciepło!

sobota, 5 maja 2012

Adrian Tchaikovsky: Morska straż

Autor: Adrian Tchaikovsky
Tytuł: Morska straż
Tytuł cyklu: Cienie Pojętnych, t.6.
Wydawca: Rebis
Stron: 728
Moja ocena: 10/10
Morska straż to szósty tom cyklu Cienie Pojętnych. Zgodnie z sugestią zawartą w tytule i tym, co prezentuje ilustracja na okładce, tym razem Adrian Tchaikovsky bierze na warsztat literacki środowisko stworzeń wodnych. 
Głównym bohaterem tomu jest znany już czytelnikowi z części poprzednich Stenwold Maker, uczony miasta Kolegium, zwany też przez mieszkańców mistrzem wojny. Za tym tytułem akurat sam Sten nie przepada. 
Pomiędzy Nizinami a państwem Osowców panuje kruchy rozejm, wszystkim jest jednak wiadome, że agresorzy powrócą, dlatego tak ważna jest wewnętrzna odbudowa miasta i przywrócenie porządku politycznego oraz zapewnienie sobie sojuszników z sąsiednich państw - miast. 
Sten ciężko pracuje nad zapewnieniem tego wszystkiego swojemu miastu, ale takie już jego szczęście, że więcej ma przeciwników niż zwolenników. Ścieranie się stronnictw politycznych i knowania Pająkowców powodują, że Maker traci swoich dotychczasowych sprzymierzeńców i jest zmuszony poszukać sobie nowych. Pojawia się też kolejny problem, mianowicie statki Kolegium są atakowane i znikają bez śladu. Okazuje się, że na Kolegium czyha nowe zagrożenie, nadchodzące z zupełnie niespodziewanej strony. Sten, chcąc poznać prawdę, kontaktuje się z miejscowymi piratami i najemnikami. Znajomość ta zaowocuje nie tylko zdobyciem nowych, wiernych (pomimo zdradliwej profesji) przyjaciół, ale zmieni się w niezwykłą, pełną niebezpieczeństw i niespodziewanych zwrotów akcji podwodną przygodę. Okaże się bowiem, że w morskich głębinach dzieje się więcej, niż się wydawało uczonym Kolegium.
Powieść Morska straż została podzielona na trzy części, z czego akcja dwóch dzieje się na lądzie, a historia zawarta w części środkowej zabiera czytelnika do podwodnego państwa Hermatyre.
Szósty tom cyklu przerósł moje najśmielsze czytelnicze oczekiwania. Zawiera w sobie wszystko to, co tak mnie urzekło w tomach początkowych; bardzo ciekawe i plastyczne opisy nowych ras, świetną kreację świata przedstawionego, doskonale zarysowaną i rozpisaną intrygę, niespodziewane zwroty akcji i humor, przejawiający się nie tylko w prezentacji postaci, ale przede wszystkim w błyskotliwych dialogach. 
Najbardziej przypadła mi do gustu środkowa część książki, w której autor opisuje podwodne przygody Stenwolda i jego przyjaciół. Morscy ludzie, tacy jak: strzałkopodobni, mątwopodobni, wędrownikowcy, krakenowcy, szczypcowcy, bentonicy, ukwiałowcy, meduzowcy, gastropodowcy i szkarłupniowcy swoją mentalnością i sposobem życia kompletnie różnią się od lądowych. Nieodzownym elementem ich życia są ogromne potwory, nad którymi panują za pomocą siły mentalnej. Mistrzowskie ukazanie różnic pomiędzy morskimi, a lądowymi powodowało, że wielokrotnie śmiałam się podczas lektury. Jednocześnie autor próbuje pokazać, że różnice są dobre i nie muszą być powodem do wojny czy  wrogości, wręcz przeciwnie wzajemne zrozumienie jest podstawą do zbudowania sojuszu, który może się okazać ze wszech miar korzystny dla wszystkich.
Opisy podwodnego świata mogą przywodzić na myśl prozę J. Verne'a i jego książkę Dwadzieścia tysięcy mil podmorskiej żeglugi. O ile jednak Verne ograniczył się do podróży przez morskie głębiny i prezentacji, jak jego bohaterowie wyszli z kolejnych opresji spowodowanych trudnymi warunkami, o tyle Tchaikovsky wypełnił wodny świat stworzeniami, których różnorodność i głębia  zadziwia i nie pozwala o sobie zapomnieć. 
W bardzo sprytny sposób połączył autor obydwa wątki: lądowy (miasta Kolegium) i wodny (walka o władzę w Hermatyre) i stworzył fantastyczną historię, którą czyta się z zapartym tchem aż do zaskakujacego finału. 
Plus należy się również autorowi za kreację postaci Stenwolda. Bardzo dobrze, że nie jest umięśnionym, zwinnym i szybkim herosem z niesforną grzywą grzywą włosów; to żukowiec w średnim wieku, nieco otyły, którego największą bronią jest rzutki umysł, doskonała orientacja w meandrach polityki i pragnienie, by zapewnić rodakom pokój i bezpieczeństwo. Dzięki temu wszystkiemu Sten jest prawdziwszy i budzi sympatię. Niewątpliwą atrakcją tomu szóstego są także postaci piratów, np. muchowca Laszlo, czy morskiej najemniczki Wys; są zabawni, dobrze skonstruowani i znakomicie dopełniają Stenwoldowe braki w zwinności czy szybkości.
Powieść tym razem mogę polecić wszystkim zarówno miłośnikom cyklu, jak i tym, którzy jeszcze go nie znają. Historia jest skonstruowana tak, że można spokojnie czytać ją bez znajomości tomów poprzednich. Oczywiście są w niej pewne odwołania do tego, co wydarzyło się wcześniej, ale nie powodują one dezorientacji czytelnika. Sporym ułatwieniem jest indeks znajdujący się na końcu książki, do którego zawsze można zajrzeć.
Dlatego jeśli lubicie ciekawe historie, chcecie poznać nowe tajemnicze krainy i nowych, niezwykłych bohaterów, intrygi, pojedynki i pościgi na morskich potworach to jest to powieść dla Was. 
Polecam, bo naprawdę warto! 
Pozdrawiam!

Za egzemplarz recenzyjny    
bardzo serdecznie dziękuję 
wydawnictwu  Rebis 
i portalowi  Secretum.


czwartek, 3 maja 2012

Neil Gaiman: Nigdziebądź

Autor: Neil Gaiman
Tytuł: Nigdziebądź
Wydawca: Nowa Proza
Stron: 316
Moja ocena: 10/10
Neila Gaimana nikomu przedstawiać nie trzeba. Czytelnicy fantasy znają go z takich utworów jak Koralina, czy Gwiezdny pył. 20 kwietnia na rynku wydawniczym pojawiło się nowe wydanie debiutanckiej powieści tego autora o intrygującym tytule Nigdziebądź. Powieść została zaadaptowana ze scenariusza serialu wyprodukowanego dla stacji BBC, a autorem scenariusza był właśnie Neil Gaiman.
Do lektury Nigdziebądź zabrałam się pełna dobrych przeczuć, bo miałam w pamięci to jak oczarowała mnie historia zawarta w Gwiezdnym pyle oraz z jakim napięciem kibicowałam Koralinie w desperackiej i pomysłowej próbie ratowania rodziców.  Po autorze trudno oczywiście spodziewać się czegoś co już w jego powieściach było, (bo schematyczny absolutnie nie jest), ale posiada on pewien charakterystyczny sposób pisania, a tym samym kreowania literackiej rzeczywistości, że o czym by nie opowiadał, to zawsze udaje mu się stworzyć intrygującą, magiczną opowieść, w której co chwila narrator puszcza oko do czytelnika. Tak też jest w książce Nigdziebądź i najlepsze jest w niej to, że w zasadzie to nie wiadomo, czego się spodziewać. Liczy się element literackiego zaskoczenia, dezorientacji na twarzy czytelnika, który być może przez chwilę nie wie, jak ma to potraktować, a mimo to z fascynacją czyta dalej. 
Głównym bohaterem książki jest Richard Mayhew, który przeprowadza się do Londynu, by zrobić zawrotną karierę w branży ubezpieczeniowej. Po trzech latach od przeprowadzki ma już własne biurko, po cichu liczy na awans, być może niebawem ożeni się ze swoją dziewczyną Jessicą. Wiele rzeczy jednak wskazuje na to, że mężczyźnie brakuje motywacji, że jego życie nie do końca jest takie, jak by chciał. Wszystko niespodziewanie się zmienia, gdy w drodze na ważną kolację, Richard zatrzymuje się, by pomóc leżącej na ulicy rannej dziewczynie. W praktyce oznacza to zerwanie z narzeczoną, bowiem obrażona Jessica odchodzi, a Richard zabiera nieznajomą do swojego mieszkania. Od tego momentu wydarzenia toczą się jak lawina; ranna dziewczyna o oryginalnym imieniu Drzwi, jest ścigana przez dwóch niesympatycznych osobników( pan Croup i pan Vandemar), przypominających lisa i wilka, pod prawdziwym Londynem, okazuje się istnieć tzw. Londyn Pod, a jakby tego było mało znajomi Richarda traktują go, jakby nigdy nie istniał. Zdesperowany Richard, chcąc odzyskać swoje dawne życie, które teraz zaczął uważać za idealne, udaje się wraz z Drzwi do Londynu Pod i przeżywa wielką przygodę.
Cała historia wydaje się dziać na pograniczu snu i jawy, zdrowego rozsądku i szaleństwa, bo kiedy bohater spotyka pod ziemią gadające szczury  i ptaki oraz lamie, poznaje stacje metra o niecodziennych nazwach,  niejednokrotnie głęboko zastanawia się, czy jeszcze jest zdrowy na umyśle, czy może już oszalał. Niesamowita podróż, jaką bohater odbywa ze swoimi towarzyszami przypomina sen, w którym nic nie jest raz na zawsze i faluje, niczym wstęga na wietrze. W tej opowieści nikt nie jest tym, za kogo się go uważa, jeśli ktoś zostanie zabity, nie oznacza to że umarł definitywnie, a groźna tortura może się okazać czymś zupełnie innym.
Autor w niesamowity sposób operuje groteską, łącząc w swojej książce takie elementy jak realizm i magia, piękno i brzydota, które tworzą świat dziwny i pociągający. W Londynie Pod wszystko może się zdarzyć; koniec może się okazać początkiem czegoś nowego, zupełnie niespodziewanie przeciętniak może stać się bohaterem, a to, co wydaje się być celem wartym, by za nim gonić, z bliska może się okazać płaskie, bezbarwne i nijakie. 
Dlatego Nigdziebądź jest tak naprawdę historią o poszukiwaniu siebie i swojego miejsca, a także o tym, że często człowiek sam nie wie, czego chce, a docenia to dopiero, gdy to straci. 
Nie można oczywiście nie wspomnieć o humorze, który aż iskrzy w błyskotliwych dialogach, barwnych opisach i zachowaniach postaci. I w tym miejscu autorowi należy się pochwała, za stworzenie dziwacznego duetu morderców do wynajęcia, którzy w swoim okrucieństwie nie mają sobie równych, ale śmieszą jak mało kto. Stworzyć takich bandytów potrafi tylko pan Gaiman.
Według mnie nie ma drugiego pisarza, który w tak niezwykły sposób opowiadałby współczesne baśnie,  wzruszające i przerażające jednocześnie. Po prostu Neil Gaiman jest jedyny w swoim rodzaju i kropka.
Książkę polecam nie tylko fanom tego autora, ale także tym, którzy oprócz dobrej literatury lubią niekonwencjonalne historie i oryginalne rozwiązania fabularne. Czytanie takich powieści to przyjemność i, jako miłośnik dobrego fantasy, bardzo bym chciała, aby takich książek było na rynku wydawniczym trochę więcej. 
Polecam, bo naprawdę warto!

Za egzemplarz recenzencki            
bardzo serdecznie dziękuję 
Pani Katarzynie 
z Wydawnictwa Nowa Proza

Konkurs z Klątwą tygrysa!

Zapraszam do udziału w konkursie organizowanym przez portal Secretum. Nagrodą są dwa nowiutkie egzemplarze książki Klątwa tygrysa. Szczegóły i regulamin konkursu tutaj
***
Przypominam również o trwającym na portalu konkursie, w którym nagrodą jest trylogia Inny Świat. Szczegóły i regulamin konkursu tutaj
Serdecznie zapraszam!

środa, 2 maja 2012

C. S. Friedman: Uczta dusz

Autor: C. S. Friedman
Tytuł: Uczta dusz
Wydawca: Prószyński i S-ka
Stron: 607
Moja ocena: 10/10
Powieść Uczta dusz otwiera trzytomowy cykl fantastyczny o Magistrach - czarownikach, czerpiących moc z ludzkich dusz. To dość tajemniczo brzmiące zdanie zawarte w opisie książki na stronie wydawcy spowodowało, że od razu zapragnęłam ją przeczytać. Bardzo wiele oczekiwałam od tej historii, ponieważ fascynuje mnie wątek magii w literaturze, tego skąd pochodzi, ile siły wymaga jej używanie i jakie są tego konsekwencje, bo że są, nie da się zaprzeczyć. Czy powieść spełniła moje oczekiwania? Od razu muszę powiedzieć, że tak. Ale może najpierw kilka zdań na temat fabuły. 
Autorka  czyni z magii wyjątkową umiejętność, z którą ludzie się rodzą i której używanie skraca życie tego, kto jej używa. Każde najdrobniejsze zaklęcie zużywa nie tylko siły witalne, ale również postarza i osłabia.
W świecie Magistrów magia jest domeną i przywilejem mężczyzn i o ile mężczyźni są nazywani magami, o tyle kobiety są zwykłymi czarownicami. Zasadnicza różnica polega na tym, że mężczyźni kształcą się długie lata, zanim zaczną używać magii, a po ukończeniu nauki, przechodzą obrzęd, który pozwala im na czerpanie sił życiowych od innych ludzi, zwykłych śmiertelników. To dlatego Magistrowie się nie starzeją, nie chorują, a używanie magii nie czyni im wewnętrznej krzywdy. Według powszechnie panującego wśród Magistrów poglądu, kobiety nie są w stanie nad taką mocą zapanować, dlatego w ogóle się ich nie kształci. Jeśli kobieta zdecyduje się na użycie mocy, by komuś pomóc, musi być świadoma tego, że drastycznie skraca nie tylko długość swojego życia, ale też jego jakość, będzie bowiem słaba i chora. 
Czerpanie siły od śmiertelników zwanych w powieści konsortami jest pilnie strzeżoną tajemnicą i często wygląda to tak, że mag i jego żywiciel nigdy się nie spotkają, a człowiek, którego siły mag pobiera, nie jest świadomy tego, co się z nim naprawdę dzieje. Wśród ludzi panuje teoria, że to choroba o nazwie Wyniszczenie, na którą nie ma lekarstwa. Gdy konsort umiera, Magister nawiązuje więź z innym i tak funkcjonuje dalej.
Magistrowie pełnią ważne funkcje w społeczeństwie, zwłaszcza jako doradcy królów i władców; są bardzo przydatni, usłużni i powszechnie szanowani. 
Powieść Uczta dusz składa się z dwóch ściśle ze sobą powiązanych wątków. 
Pierwszym z nich jest choroba młodego księcia Andovana, syna króla Dantona. Andovan cierpi na Wyniszczenie i nikt nie jest w stanie mu pomóc, tym bardziej, że niemożliwością jest sprawdzenie, czyim konsortem się stał. Magowie są bezradni, gdyż nie mogą pomóc księciu, ani zdradzić swojej tajemnicy. 
Drugi wątek dotyczy młodej dziewczyny Kamali, która posiada wrodzoną moc i jest zdecydowana być kimś więcej niż zwykłą czarownicą. Kamala chce być Magistrem. Zdeterminowana dziewczyna odbywa wymagane szkolenie u maga pustelnika, przechodzi obrzęd i znajduje swojego konsorta. Nie myśli o tym, że czyni komuś krzywdę i zabiera to, co nie należy do niej. Jako Magister nie może sobie pozwolić na takie wyrzuty sumienia. 
Początkowo wątki te przeplatają się, by stopniowo stać się jednym. 
Na dworze króla Dantona dojdzie do licznych zmian, a na północy kraju obudzi się dawno pokonane i wygnane zło, o którym ludzie już zdążyli zapomnieć lub uznać za legendarne. Okaże się, że sposób w jaki Magistrowie korzystają ze swojej magii jest tak naprawdę mniejszym złem, a to co przychodzi z północy jest o wiele gorsze.
Przez kilka pierwszych rozdziałów akcja toczy się wolno, co jak dla mnie było plusem, gdyż pozwoliło mi się zorientować w sytuacji. Potem wszystko przyśpiesza i robi się coraz ciekawiej. 
Powieść Uczta dusz obudziła we mnie skojarzenia z dwoma innymi cyklami tego gatunku. 
Pierwszym z nich jest Pamięć, Smutek i Cierń autorstwa Tada Williamsa. Obie powieści mają bardzo podobny klimat i w zbliżony sposób pokazują opętanie władcy przez ciemne moce, by zło mogło się przebudzić i zapanować nad światem. Szaleństwo króla Dantona, który nie chce słuchać dobrych rad bliskich bardzo przypominało mi króla Eliasa, który również z dnia na dzień uległ niedobrej przemianie. 
Drugie skojarzenie dotyczy cyklu Trylogia Czarnego Maga i w zasadzie jedyne podobieństwo polega na tym, że zarówno Kamala, jak i Sonea pochodziły z nizin społecznych i musiały sobie samodzielnie wykarczować drogę do zamkniętego kręgu, jakim jest świat magów. 
Zdecydowanie bardziej podobało mi się skojarzenie z książkami Tada Williamsa, bo ich klimat jest naprawdę niesamowity i niepowtarzalny, mroczny, a jednocześnie fascynujący. 
Powieść Uczta dusz jest prawdziwą ucztą dla lubiącego mroczne, pełnokrwiste fantasy, czytelnika. Posiada wszystko to, co powinna mieć dobra powieść, będąca wstępem do trylogii: dobrze zarysowane wątki, ciekawe postaci, realnie przedstawioną naturę magii, która wymaga sił żywotnych ludzi, intrygujące potwory - forpoczty budzącego się zła oraz prawdziwe czarne charaktery. Autorce należy się również plus za to, że nie oszczędza swoich bohaterów i nie ratuje ich w cudowny, niewytłumaczalny sposób. Dla czytelnika bywa to niekiedy bolesne, zwłaszcza, gdy już zdążył kogoś polubić, ale także prawdziwe, bo wiadomo, że nie każdemu w finale historii należy się happy end. Książkę czyta się jednym tchem, bez znużenia, za to z wielkim zaciekawieniem.
Zakończenie powieści jest częściowo otwarte; jedne wątki zostały rozwiązane, by ustąpić miejsca nowym, a inne w najciekawszym momencie zostały przerwane, by doczekać się swojej kontynuacji. Bardzo przypadło mi do gustu takie rozwiązanie i z wielką chęcią sięgnę po kolejny tom cyklu, by poznać dalszy ciąg historii. Bez fałszywych pochlebstw muszę przyznać, że jest to jedna z lepszych książek tego gatunku, jakie dane mi było czytać.
Książkę mogę polecić miłośnikom dobrej fantastyki, wielbicielom powieści przygodowych oraz tym, którzy swoją znajomość z fantastyką chcieliby dopiero rozpocząć. Nie będziecie zawiedzeni. 
Polecam, bo naprawdę, naprawdę warto!
Za egzemplarz 
do recenzji   
bardzo serdecznie dziękuję 
Panu Marcinowi 
z Wydawnictwa  

wtorek, 1 maja 2012

Jennifer Clement: Trucizną mnie uwodzisz

Autor: Jennifer Clement
Tytuł: Trucizną mnie uwodzisz
Wydawca: Mała Kurka
Stron: 201
Moja ocena: 9/10
Powieść Trucizną mnie uwodzisz to najnowsza książka Domu Wydawniczego Mała Kurka, wydana w serii Mammaillaria co po łacinie oznacza kwitnący na różowo kolczasty kaktus. Owoc tego kaktusa staje się widoczny dopiero wtedy, gdy osiągnie odpowiedni stopień dojrzałości, co mnie osobiście kojarzy się ze starą prawdą, że to co piękne długo bywa ukryte i nie każdy umie to piękno dostrzec oraz, że w życiu człowieka piękno bywa nierozerwalnie połączone z bólem i cierpieniem. 
Akcja powieści toczy się w na przedmieściach zalanego słońcem i pachnącego kwiatami drzew owocowych Mexico City. Główną bohaterką jest młoda kobieta Emily, mieszkająca z ojcem w starym, stuletnim domu. Emily jest osobą o tyle niezwykłą, że aż przeciętną i bardzo trudno było mi podczas lektury tę granicę wyznaczyć. Jej sposób bycia i zainteresowania są nietypowe, ktoś rzekłby, że wręcz niezdrowe, dziewczyna bowiem kolekcjonuje wycinki prasowe na temat kobiet - morderczyń, a jednocześnie pisze pracę na temat katolickich świętych. Wiedza Emily w obu dziedzinach imponuje i zadziwia. 
Bohaterka wychowała się bez matki, która po prostu zniknęła wiele lat temu; tę lukę wypełniła w życiu dorastającej dziewczynki przełożona miejscowego sierocińca siostra Agata, z którą Emily często się spotyka i której pomaga w opiece nad dziećmi w sierocińcu.
Któregoś dnia w domu Emily i jej ojca niespodziewanie pojawia się kuzyn Santiago. Jego przybycie napełnia cichy dotąd dom hałasem, nieporządkiem i niepokojem. W jakim celu Santiago przybył do tego domu i czy naprawdę jest tym za kogo się podaje? Jak zmieni życie cichej i uległej Emily? Czy skrywane przez długie lata tajemnice mają szansę na ujrzenie światła dziennego? O tym warto się przekonać, czytając tę książkę.
Jestem świeżo po lekturze Trucizny i muszę powiedzieć, że o książce mogłabym pisać długo i dużo, choć jest tak niewielka pod względem ilości stron. Dlatego smuci mnie fakt, że muszę się ograniczyć do najważniejszych rzeczy, a jednocześnie cały czas martwię się, że coś pominę. 
Powieść pani Clement nasunęła mi skojarzenia z literaturą iberoamerykańską. W tego typu literaturze czas płynie leniwie i wolno, bohaterowie albo są niesamowicie flegmatyczni i spokojni, albo gwałtowni i namiętni. Autorka skupiła się na przedstawieniu w swojej powieści uczuć, zapachów i doznań smakowych. Momentem idealnym na przeczytanie tej książki jest skąpane w słońcu leniwe i cudownie wolne od pracy popołudnie. Ta książka jest jak lampka dobrego wina, które w pierwszym łyku może wydawać się gorzkie, ale potem pozostawia w ustach tę cudowną cierpkość, której nie da się z niczym porównać. Momentem idealnym dla lektury są zapachy budzącej się wiosną przyrody na tle oślepiającego błękitu nieba i przy akompaniamencie ptasich treli. 
Momentem idealnym do zapoznania się z kuferkiem wrażeń, jakim bez wątpienia jest ta książka, jest chwila, gdy już od tych doznań tak się kręci w głowie, że zapach kwiatów pomarańczy, sok z melonów, czy niepokojący aromat oregano wymieszanego z kminkiem wydaje się tak bardzo realny, że wystarczyłoby tylko wyciągnąć rękę, aby się tam znaleźć i smakować i upajać się tym klimatem.
Błąd popełni ten, kto po lekturze tej książki spodziewał się będzie sensacji, kryminału lub płomiennej historii miłosnej. Jeśli tak myślicie, to niestety nie jest to książka dla Was. 
Truciznę poleciłabym przede wszystkim osobom dojrzałym i szukającym w literaturze czegoś więcej, niż tania sensacja czy epatowanie okrucieństwem. Ta książka ma doprowadzić czytelnika do zawrotów głowy, do tego samego rozleniwienia, które dominuje w życiu bohaterów książki, do tego cudownego rozprzężenia, którego doświadczamy tylko wtedy, gdy jesteśmy zrelaksowani i wolni od wszelkich spraw materialno - doczesnych. Książka jest napisana w narracji trzecioosobowej w czasie teraźniejszym, co ma przypominać czytelnikowi, o tym, że ta historia tak naprawdę dzieje się teraz i cały czas jest aktualna.
Na koniec nie mogę nie wspomnieć o cudownej i starannej szacie graficznej książki. Okładka w pięknym ciemnoczerwonym kolorze z ilustracją meksykańskiej rośliny o łacińskiej nazwie Lantana camara, u nas w Polsce znanej jako werbena, sama się prosi, by wziąć ją do ręki i zapoznać się z jej treścią. Na stronie tytułowej, a także ostatniej znajdują się porozrzucane nazwy roślin trujących, natomiast w środku książki niemal po każdym, krótkim rozdziale znajduje się szara strona, przypominająca wycinek z gazety i dotycząca wybranego przypadku kobiety morderczyni. Przyznam, że te wycinki co chwila budziły mój niepokój, gdyż zastanawiałam się, jaki związek mają one z główną bohaterką, poza tym oczywistym, że są przedmiotem jej kolekcji.
Trucizna faktycznie jest książką, która uwodzi i nie pozostawia obojętnym, bo jak tu pozostać obojętnym wobec takiego bukietu wrażeń, jaki oferuje? 
Niewykluczone również, że jeszcze do niej latem wrócę, bo mam wrażenie, że wiele rzeczy zobaczę wtedy w innym świetle. 
Dlatego jeśli macie ochotę na podróż do pachnącego słońcem Meksyku, marzy Wam się, by dotknąć chłodnych, czerwonych ścian, poczuć te wszystkie zapachy i dźwięki to Trucizna Wam to wszystko zapewni. 
Polecam koneserom i tym wszystkim, którzy chcą zakosztować trochę inności i egzotyki. 
Pozdrawiam i dobrego dnia!

Za egzemplarz do recenzji              
serdecznie dziękuję 
Pani Bożenie z Wydawnictwa Mała Kurka
Pozdrawiam ciepło!