piątek, 20 września 2019

Stewart Martin: Skrzynia ofiarna

Autor: Stewart Martin
Tytuł: Skrzynia ofiarna
Stron: 400
Wydawca: YA!
Data premiery: 18.09.2019 r.









Tamtego lata roku 1982 piątka przyjaciół: Sep, Hadley, Mack, Lamb i Arkle składają sobie poważną obietnicę. Na leśnej polanie do dziwacznej ofiarnej skrzyni wrzucają cenne dla siebie przedmioty, takie jak dziecinny pamiętnik czy miś Przytulanka. Solennie, wypowiadając słowa przysięgi, obiecują, że zawsze będą przy sobie i będą się wspierać. Są tak różni od siebie, a jednocześnie tak podobni. Każde z nich nosi w sobie to samo pragnienie, by nie być samotnym, by mieć przyjaciół, dzięki którym szkolne i codzienne życie będzie znośne. To piękna obietnica i cudowne założenia. W przyrzeczeniu znajduje się także nakaz, by nigdy ponownie samemu skrzyni nie otwierać. Nic trudnego, prawda?

Cztery lata później okazuje się, że nasza piątka bohaterów nie dotrzymała obietnicy. Wraz z zakończeniem wakacji skończyła się ich przyjaźń i każde z nich poszło swoją drogą. Właściwie teraz zachowują się tak jakby się nie znali. Łączy ich tylko lekcja angielskiego, na którą wszyscy chodzą razem. W najgorszej sytuacji jest Sep, szkolny prymus, zmagający się z głuchotą na jedno ucho. Tym samym jest częstym celem dla szkolnych prześladowców. 

Tymczasem  w miasteczku zaczynają się dziać dziwne rzeczy, wracają senne koszmary, giną ludzie i zwierzęta. Ktoś otworzył skrzynię. Dlaczego i po co? Co gorsza, jak ją zamknąć i uspokoić na nowo, kończąc cały ten koszmar? Przy dalszych poszukiwaniach dowiadujemy się, że ponad 40 lat temu inna grupka przyjaciół dokonała tego samego rytuału. Kim są dziś? 

Powieść Stewarta Martina jest literackim ukłonem w stronę twórczości Stephena Kinga, a konkretne dwóch tytułów. Ma tu na myśli epickie i genialne It, w polskiej wersji To z makabrycznym clownem Pennywise. W tej powieści najpierw nastoletni, a po latach dojrzali już bohaterowie muszą się zmierzyć z prastarym złem, terroryzującym całe miasto. Druga powieść, która przychodziła mi na myśl w trakcie lektury to Cmętarz zwieżąt (oryg. pisownia tytułu) i w tym miejscu nie będę niczego zdradzać, ale wiadomo, że chodzi o tytułowe zwierzaki. 

Skrzynia ofiarna to interesująca, bo szybko wciąga w wir wydarzeń czytelnika, i wzruszająca historia. Autorka w bardzo dobitny i wiarygodny sposób  opisała nastoletnie lęki, związane z walką o akceptację, wchodzeniem w dorosłość i mierzeniem się z poważnymi problemami, takimi jak choroba najbliższych, relacje z rodzicami, a przede wszystkim z rówieśnikami. To co nam, dorosłym wydaje się błahe i do przejścia bez trudu, dla 15-latka jest kolosalnym problemem, który przyprawia o koszmary senne i obrzydza życie. Co gorsza, jeśli nie ma się przyjaciół, to ciężko z samemu sobie z tym poradzić. Jednocześnie świetnie autor pokazał, jak trudno dotrzymuje się obietnic lub też jak zbyt pochopnie się je składa. Nie zwracamy uwagi na wartość słów, a codzienność życia i ta cała gonitwa skłaniają nas do zapominania o tym, co dla nas niewygodne lub trudne do realizacji. Po głównych bohaterach dobrze to widać. Lepiej czy też łatwiej cierpieć samotność niż przyznać się publicznie, że lubi się kogoś z kogo reszta się nabija i drwi. Pytanie tylko czy warto. 

Lektura Skrzyni ofiarnej nie pozwoliła mi na nudę. Powieść czyta się szybko, bo jest napisana przystępnym i zrozumiałym językiem. Nie ma w niej długich i nużących opisów, wręcz przeciwnie, wydarzenia następują szybko i co rusz zaskakują. 

Powieść Stewarta Martina zapewni czytelniczą rozrywkę na poziomie na koniec wakacji. Przypomni jak to jest, gdy się ma te naście lat, wzruszy, czasem zniesmaczy, często rozbawi. Polecam. Naprawdę godna uwagi historia.





Dziękuję!

wtorek, 17 września 2019

Lucinda Riley: Siostra burzy

Autor: Lucinda Riley
Tytuł: Siostra burzy
Seria: Siedem sióstr, t.2
Stron: 576
Wydawca: ALBATROS






Siedem sióstr to literacki projekt Lucindy Riley. Gdy wpatrzona w nocne niebo szukała inspiracji do nowej powieści, przypomniała sobie mit o Plejadach, siedmiu córkach Atlasa, podtrzymującego błękitne sklepienie. Pomyślała wtedy, że jedną powieść poświęci jednej siostrze, oczywiście we współczesnych realiach. 
Obecnie autorka poinformowała swoich fanów, że skończyła pracę nad szóstym tomem serii, który ukaże się w przyszłym roku na rynku amerykańskim. Być może na naszym rodzimym też.

Drugi tom cyklu zatytułowany Siostra burzy przedstawia losy drugiej siostry Alkione, zwanej przez wszystkich Ally, albo Al. To ostatnie dla znajomych żeglarzy, bo w tym sporcie nie ma jeszcze zbyt wielu kobiet. 
Rudowłosa Ally ma morze we krwi i przygotowuje się do jachtowych regat, które być może przybliżą ją do udziału w igrzyskach olimpijskich. Gra jest warta świeczki i Ally oraz jej ukochany Theo wkładają w to wszystkie swoje siły. Wtedy właśnie kobieta otrzymuje wiadomość, że jej adopcyjny ojciec, nazywany przez córki Pa Salt, zmarł, a jego pogrzeb odbył się na morzu na ukochanym jachcie. Życzeniem zmarłego było, aby córki, mimo że zabezpieczone finansowo, nie prowadziły życia leniwych księżniczek. Umożliwił im też odnalezienie swoich korzeni, jeśli zechcą. 
Podróż Mai, najstarszej sióstr, zabrała czytelnika do egzotycznej Brazylii, ojczyzny kawy; wspólnie z bohaterką zgłębialiśmy także sekrety powstawania  pomnika Chrystusa Zbawiciela. 

Ally, pomimo początkowych oporów, decyduje się na podróż do Norwegii. Pozostawiona jej przez ojca książka zabiera ją w podróż w czasie, o ponad wiek wstecz, kiedy Norwegia jest jeszcze na tyle zamknięta na świat, że mało kto miał świadomość, jakie talenty i emocje mogą tam kipieć. 
Losy drugiej siostry oplotła autorka wokół światowej sławy dramatopisarza Henryka Ibsena i jego poematu Peer Gynt. 
Druga bohaterka powieści, jak nietrudno się domyślić, w jakiś sposób z Ally powiązana, to Anna Landvik, dziewczyna z małej wioski, żyjąca sto lat wcześniej niż Ally. Obdarzona przepięknym głosem Anna, zyskuje możliwość wyjazdu do Christianii, czyli dzisiejszego Oslo, aby tam uczyć się śpiewu. Dla dziewczyny, która do tej pory śpiewała tylko krowom, jest to ogromna szansa, której nie śmie odrzucić. Wyjeżdża zatem w wielki świat, gdzie zostanie poddana przez los wielu próbom; zazna smaku wielkiej miłości i porzucenia. Spadnie na dno ubóstwa, by triumfalnie wrócić na szczyt sławy i popularności. Każda z jej decyzji będzie miała wpływ na losy jej potomnych, choć ona sama tego, rzecz jasna, wiedzieć nie może. 

Po słonecznej i gorącej Brazylii, mroźna i odosobniona od reszty świata Norwegia, była interesującą i ciekawą odmianą. To wspaniałe, że autorka potrafi tak zmieniać lokalizacje, utrzymując tym czytelnika w ciągłym zainteresowaniu i napięciu. Atmosfera rodzącej się cyganerii artystycznej u progu nowego stulecia była inspirująca. W sposób umiejętny łączy autorka historyczną prawdę z fikcją, tak że całość sprawia niesamowicie realne i prawdopodobne wrażenie. 
Bardzo przypadł mi do gustu fakt, że nie było tu usilnego poszukiwania dla głównej bohaterki szczęśliwego zakończenie na polu romansowym. Tak wyszło lepiej, bardziej życiowo, bo w końcu nie wiadomo, że co jeszcze może nas w życiu spotkać, a że może, w to nie ma co wątpić. 

Siostra burzy to udana kontynuacja i bardzo klimatyczna historia. Już nie mogę się doczekać, dokąd zabierze mnie lektura trzeciego tomu. Polecam wszystkim miłośniczkom twórczości Luciny Riley, ale nie tylko im. Każda czytelniczka lubiąca prozę Kate Morton lub po prostu dobrą powieść dla kobiet, powinna być z lektury zadowolona.

piątek, 13 września 2019

Beatrix Gurian: Blask nocy letniej

Autor: Beatrix Gurian
Tytuł: Blask nocy letniej
Stron: 384
Wydawca: Jaguar







Po tragicznym wypadku, który odmienił jej całe życie, Kati postanawia wyjechać z rodzinnych Niemiec do Los Angeles. Zrywa kontakt z najlepszym przyjacielem Luke'm i podejmuje pracę jako au pair u bogatej rodziny.  Oswajając się z istnieniem szpecącej jej twarz blizny, dziewczyna postanawia skupić się na pracy czyli opiece nad trójką dzieci. Jednak przypadek sprawia, że Kati trafia do ekskluzywnego baru o nazwie Lived. Każdy serwowany tam drink jest specjalnie przygotowywany dla danego klienta. Nie ma dwóch takich samych przepisów, a wszystkie składniki opierają się na owocach, warzywach i ziołach. Są idealne pod względem koloru i konsystencji. Ich działanie wydaje się wręcz magiczne. To, co miało być dla Kati misją, szybko staje się sposobem na nowe życie. Właścicielami baru są Jeff i Lucy, rodzeństwo o filmowej przeszłości. Obecnie prowadzą lokal dla celebrytów i gwiazd. Zdeterminowana, by zapomnieć o starym życiu i nieszczęśliwej miłości Kati, szybko podaje się urokowi Jeffa, który umiejętnie o nią zabiega. Czy naprawdę jest tak zakochany, jak się zachowuje? 

Przyznam, że o lekturze Blasku nocy letniej zadecydował przypadek, choć na książkę z racji bajecznej okładki zwróciłam uwagę dużo wcześniej. 
Bardzo podobało mi się nawiązanie tytułem do sztuki Szekspira oraz upodobanie głównej bohaterki do recytowania pasujących do sytuacji fragmentów z ulubionych tragedii i komedii tego autora. 
Autorka umiejętnie buduje klimat, opisując życie sławnych i bogatych; liczą się tu wpływy oraz znajomości, a im większy przepych, tym lepiej. Tak samo jak Kati, dałam się wciągnąć w ten świat. Bo któż nie chciałby, aby pomimo jego oczywistych defektów i wielu kompleksów na naszej drodze nie stanął ktoś, kto jest nami zachwycony, obsypuje nas prezentami i nie widzi poza nami świata. Kati chętnie zapomniała o paskudnej bliźnie i dała się wciągnąć w świat, z którego wcześniej nieco drwiła, raz po raz powtarzała sobie jednak, że przecież musi rozpocząć nowe życie. 

Z drugiej strony oczami Luke'a śledzimy zażyłość pomiędzy nim a Kati. Dla niego to przyjaźń, dla niej od dawna coś więcej. Paradoksem jest fakt, że bohaterowie tak świetnie się dogadują, a nie potrafią wyznać, co do siebie czują. Koniec końców Luke zaniepokojony nocnym telefonem od Kati, przyjeżdża na ratunek. Tylko czy Kati jeszcze chce być ratowana? 

Idealny Jeff od razu budzi niepokój, a zaufaniem nie obdarzyłabym go nigdy. Przystojny, z koneksjami, pomysłowy, szarmancki. No właśnie, zbyt doskonały. Im głębiej Kati wchodzi w ten świat, tym staranniej szukamy dziury w całym. No bo przecież gdzieś musi tkwić haczyk, prawda? Jeff musi czegoś chcieć, nikt nie jest tak anielsko bezinteresowny. Pewne zdarzenia i kwestie bohaterów, a zwłaszcza imiona  kotów podadzą nam właściwy trop. Do samego końca jednak nie poznajemy motywów działania bohatera i wyjaśnia go nam dopiero sam epilog powieści. 

Blask nocy letniej to urocza i miła w odbiorze historia na wakacyjne popołudnie. Przyciągnie uwagę i każe westchnąć tęsknie za wspaniałością świata możnych i wpływowych.  Zawiera ona w sobie jednak także pewną przestrogę. Nie wszystko co piękne, jest dobre dla nas. Być może od cudnej i złotej, ale jednak klatki, lepsza jest nieco uboższa, ale też bezpieczna i wolna przestrzeń? 



Dziękuję!

środa, 11 września 2019

Rick Riordan: 9 z dziewięciu światów

Autor: Rick Riordan
Tytuł: 9 z dziewięciu światów
Seria: Dodatek do trylogii Magnus Chase i Bogowie Asgardu
Stron: 176
Wydawca: Galeria Książki









Z dużą dozą nieufności podchodziłam do tej książki. Opis wydawcy obiecywał kilka dodatkowych opowiadań ze świata nordyckich bogów oraz Magnusa Chase’a i jego przyjaciół. 
 
Podróże między światami bogów, krasnoludów, elfów i śmiertelników nie należą do prostych, trudno mi było sobie też wyobrazić, jak te 9 światów może się mieścić na jednym ogromnym drzewie. Sprawę rozjaśniła mi nieco ilustracja okładkowa oraz 9 opowiadań sprytnie przez autora połączonych jednym wątkiem. 

Każde opowiadanie ma innego narratora. Głos więc oddaje autor Blitzenowi, Hearthsonoe’owi, Malory, Halbornowi, TJ-owi, Alex, Samirze, Amirowi, narzeczonemu Sam, a także Odynowi. Co ciekawe sam Magnus się tutaj nie pojawia i trzeba przyznać jego ekipie, że bardzo dobrze radzą sobie bez niego. 

Przygoda zaczyna się od tego, że Odyn rozglądając się po 9 światach dostrzega coś niepokojącego. Wysyła na specjalną misję walkirię Sam. Tymczasem Thor, maniak seriali i ludzkich gadżetów postanawia zrobić sobie morderczy maraton przez wszystkie krainy. Przygoda każdego z bohaterów zaczyna się dokładnie tam, gdzie zakończyła się misja poprzedniego, a opętańczo biegnący Thor upraszcza zadanie, bądź je utrudnia. 

Trzeba przyznać autorowi, że napisanie tej książki było świetnym pomysłem. Przyjemnie było lepiej poznać przyjaciół Magnusa i zajrzeć do ich głów, żeby się przekonać, co myślą. Jednocześnie pokazali się jako zaradni i pomysłowi, zupełnie jakby bez Magnusa mogli wreszcie rozwinąć skrzydła. 

9 z dziewięciu światów to bardzo udany dodatek do macierzystej serii. Jeśli ktoś nie zdecyduje się na lekturę, nic rzecz jasna nie traci. Gdyby jednak postanowił przeczytać, to nie pożałuje; nie raz się zaśmieje i dowie kilku interesujących szczegółów. Polecam.

sobota, 7 września 2019

Z wizytą w Hotelu Winterhouse

Autor: Ben Guterson
Tytuł: Hotel Winterhouse
Seria: Hotel Winterhouse,  t.1
Stron: 382
Wydawca: Dwukropek






Na dobre i ciekawe książki często trafiam przypadkiem. Tak też było tym razem. Przy okazji dowiedziałam się o istnieniu wydawnictwa Dwukropek wydającego literaturę dla młodszej młodzieży, a co za tym idzie o kolejnych interesujących tytułach. 

12-letnia Elizabeth Sommers nie ma łatwego życia. Ponieważ jest sierotą, wychowują ją wujostwo, które nie jest do niej zbyt przyjaźnie nastawione. Dziewczynka nie ma żadnych innych krewnych, a przynajmniej o żadnych nie wie. Jakież jest więc jej zdziwienie, gdy otrzymuje zaproszenie na święta do słynnego hotelu Winterhouse. Jej ciotka i wujek tymczasem mają wyjechać na egzotyczny urlop, na który oczywiście zabrać Elizabeth nie mają zamiaru. 
Zaciekawiona i nastawiona nieufnie dziewczynka przybywa do hotelu, sądząc, że to jakaś pomyłka. Okazuje się jednak, że jest oczekiwanym gościem, a miejsce, do którego przybyła jest, krótko mówiąc, wspaniałe. 

Hotel Winterhouse oferuje gościom nie tylko szereg wygód i rozrywek, takich jak narty, piesze wycieczki, sanki, łyżwy, itp. Jest to  miejsce, w którym ludzie dobrze się czują i do którego chętnie wracają. Magiczny i cudowny jest sam gmach hotelu. Ma on nie tylko długą i bogatą historię, skrywa też wiele sekretów i niesamowitych artefaktów. Zafascynowana budynkiem i zarządzającą nim rodziną z nobliwym Norbridgem Fallsem na czele, Elizabeth od początku czuje się u siebie i na miejscu. To tutaj pozna swojego pierwszego przyjaciela, nerda Freddy'ego, odkryje w sobie niezwykłe umiejętności, przeżyje naprawdę ciepłe i magiczne święta, a przede wszystkim zbliży się do odkurzenia choć części tajemnic rodziny Falls, przebogatej hotelowej biblioteki oraz pewnej uroczej książki. 
Jedno jest pewne. To będą naprawdę niesamowite ferie świąteczne.





Tytuł: Sekrety Hotelu Winterhouse, t.2
Stron: 384
Wydawca: Dwukropek


W drugim tomie Elizbeth wraca do hotelu Winterhouse po upływie roku od poprzednich wydarzeń. Dziewczynka ma ogromną nadzieję, że jej życie wskoczy na nowe tory, skoro już wiadomo, że hotel jest jej domem. To będą więc zupełnie wyjątkowe święta, bo po ich zakończeniu Elizabeth nie będzie musiała wyjeżdżać. Tymczasem już na początku okazuje się, że starcie z Gracellą Winters było zaledwie wierzchołkiem góry lodowej. Być może czarna owca rodziny Falls wcale nie odeszła, tym bardziej, że po hotelu zaczynają się kręcić ludzie, którym nie świętowanie w głowie. Elizabeth i Freddy będą musieli zmierzyć się z nowymi zagadkami i sekretami hotelu. 





Trzeba przyznać, że historia napisana przez Bena Gutersona, opatrzona czarno-białymi ilustracjami Chloe Bristol, jest niezwykle urokliwa. Mile zaskakuje zapał Elizabeth do wszelkiego rodzaju łamigłówek i anagramów. Zabawa w tworzenie słów z liter istniejącego już wyrazu to prawdziwa sztuka, a Elizabeth i Freddy opanowali ją do perfekcji. 
Zagmatwana i pełna sekretów historia rodziny Falls wciąga czytelnika. Jeden odkryty sekret, jest zaczątkiem następnego. Hotel jest pełen inspirujących obrazów, emblematów, ma mnóstwo pomieszczeń i ukrytych przejść. Naprawdę zazdrościłam bohaterce w trakcie czytania, że może wypoczywać i bawić się w tak cudownym otoczeniu. Odkąd Winterhouse jest jej prawdziwym domem, dziewczynka z jeszcze większym zaangażowaniem podchodzi do spraw rodziny Falls i hotelu. 
Dużo miejsca poświęca autor zasadom moralnym. Elizabeth wciąż jest narażona na pewne pokusy z powodu mocy, którą posiada i wciąż musi dokonywać wyboru, co znacząco wpływa na losy jej oraz otoczenia. 
Przezabawni są także bohaterowie drugoplanowi: hotelowi pracownicy czy stali goście, zwłaszcza dwaj panowie układający gigantyczną układankę z puzzli. 
Historia ma niezwykły klimat; czytając, miałam wrażenie, że tam jestem i naprawdę nie chciało mi się odkładać książki. 
Tym większy był mój żal, gdy skończyłam. W oryginale jest jeszcze jedna część. Mam ogromną nadzieję, że niebawem ukaże się w polskim przekładzie. 

Hotel Winterhouse to naprawdę udany literacki projekt, który, odnoszę wrażenie powstał z miłości do książek i zagadek. Spodoba się młodszym czytelnikom lubiącym historie z dreszczykiem i odrobiną magii. Sama, choć już młodsza nie jestem od dawna, jestem nim zachwycona. Naprawdę kocham takie historie i oby było ich więcej panie Benie Guterson!

środa, 4 września 2019

Tana French: Wiedźmie drzewo

Autor: Tana French
Tytuł: Wiedźmie drzewo
Stron: 640
Wydawca: ALBATROS









Drobiazgi mają znacznie. Wszak stare przysłowie mówi, że diabeł tkwi w szczegółach. Przecież każdy regulamin ma jakiś kruczek, a zasada furtkę, pozwalającą ją ominąć lub złamać bez narażenia się na konsekwencje. Każda nasza decyzja może wpłynąć na życie innych, a na nasze zwłaszcza. 

Toby Hennessy jest zadowolonym z życia 30-latkiem. Ma wspaniałą dziewczynę, dobrą pracę, oddanych kumpli, z którymi trzyma się praktycznie od dzieciństwa. Można powiedzieć, że los był dla niego łaskawy, nigdy nie chorował, nie cierpiał, jeśli coś zbroił, udawało mu się uniknąć kary. Generalnie widzi siebie jako normalnego i zwyczajnego gościa. Aż pewnego dnia jego życie ulega diametralnej zmianie. W środku nocy przyłapuje włamywaczy we własnym mieszkaniu. Zostaje przez nich brutalnie pobity i doznaje poważnego uszczerbku na zdrowiu i swojej fizycznej sprawności. Gdy trochę udaje mu się dojść do siebie, na prośbę kuzynów zamieszkuje w domu wuja Hugo. Jest to dom, w którym Toby oraz jego kuzyni: Suzanna i Leon, spędzili wiele wspaniałych wakacji, ma więc dla nich szczególne, sentymentalne znaczenie. Obecnie jednak sprawy nie mają się dobrze. Wuj Hugo jest w ostatnim stadium raka, a ponieważ jest kawalerem przydałby się w domu ktoś, kto by mu pomagał. Toby ze swoją historią wydaje się idealną osobą do tej roli. Wszystko układa się dobrze do czasu, gdy dzieci kuzynki przez przypadek odkrywają w ogrodzie w starym pniu wiązu ludzki szkielet. Znalezisko nie jest stare i uruchamia ciąg dziwnych i momentami irracjonalnych wydarzeń. Jednym z podejrzanych o zabójstwo jest Toby, który, z powodu uszkodzenia mózgu, nie pamięta zbyt wiele, albo pamięta pewne sprawy inaczej. Dotarcie do prawdy okaże się mniej przyjemne i uzmysłowi mu, jakim człowiekiem jest on sam i jego bliscy. 

Wiedźmie drzewo to moje pierwsze spotkanie z twórczością Tany French, o której powieściach wszędzie słychać same pozytywne opinie. Po lekturze, wiem, że są one jak najbardziej zasłużone.
Do najmocniejszych momentów książki należą te, w których opisuje stan zdrowia i uczuciowy bohatera, człowieka po ciężkim pobiciu, który nie jest już tak sprawny jak kiedyś. Dziś trudnością dla niego są rzeczy, którym kiedyś nie poświęcał uwagi. Zawodzi go mowa, koordynacja ruchowa, a przede wszystkim pamięć. Czy jest dobrym człowiekiem? Początkowo, gdy go poznajemy, wydaje się, że jest taki w normie, sam siebie też tak widzi. Gdy zaczyna szperać we wspomnieniach oraz rozmawiać z kuzynami, dowiaduje się o sobie rzeczy mało pochlebnych i z gorzką refleksją zdaje sobie sprawę, że jest to prawda, że tak faktycznie było. Czy, biorąc pod uwagę to, co odkryje, to możliwe, że jest zabójcą Dominica? Teraz, po napadzie, łatwo wpada w gniew, może wtedy także przydarzyło mu się coś takiego? A może motyw i sprawca kryją się zupełnie gdzie indziej? Jedno jest pewne, przeszłość nie zawsze jest taka jak ją pamiętamy. Być może inni widzą to zupełnie inaczej. 

Wiedźmie drzewo to dobra powieść, ale ma bardzo gorzką i przygnębiającą wymowę. Być może dlatego jest tak prawdziwa. W sensie dziania się, nie dzieje się dużo. Większość to spotkania, rozmowy i wspomnienia. Czyta się jednak bardzo przyjemnie i z zaciekawieniem.
Już teraz wiem, że sięgnę po inne książki tej autorki. Ma ona dar do kreślenia ciekawych, nietuzinkowych bohaterów, którzy zyskują przy bliższym poznaniu.
Polecam lekturę, naprawdę warto.

 

niedziela, 1 września 2019

Sarah Hilary: Ciszej niż śmierć

Autor: Sarah Hilary
Tytuł: Ciszej niż śmierć
Seria: Inspektor Marnie Rome, t.4
Stron: 502
Wydawca: Czwarta Strona






Czwarta część przygód londyńskiej inspektor policji Marnie Rome ponownie zabiera czytelnika w podróż przez ogrom ludzkiego okrucieństwa i podłości. 

Od wydarzeń z części trzeciej minęło już osiem miesięcy. Mroźna zima skuła lodem ulice miasta, sprawiając, że prowadzenie śledztwa jest jeszcze trudniejsze niż zwykle. 
Tym razem uwagę naszych śledczych przykuwają pozornie przypadkowe napady, niby ze sobą nie powiązane, a jednak mające pewien wspólny mianownik. Otóż okazuje się, że ofiarami napaści są ludzie, którzy kiedyś sami stosowali ją wobec innych. I tak. Do szpitala, ciężko pobity, trafiają: mężczyzna, który w młodości prześladował kolegę, kobieta odpowiedzialna za porwanie dziecka i człowiek, który bił żonę. Od tych wydarzeń minęły lata, jednak okazuje się, że ktoś dobrze to pamięta i dokonuje własnej wendetty, dodatkowo informując o tym byłe ofiary. Oczywistym wydaje się fakt, że mścicielem może być właśnie jedna z ofiar i tym tropem pójdą detektywi. Jednak śledztwo niespodziewanie się skomplikuję. 

Weryfikacja starych tropów i spraw mocno wpłynie na życie prywatne Marnie Rome. Rudowłosa detektyw i tak już ma pod górkę. Po pierwsze jej mentor i bliski przyjaciel komisarz Welland odchodzi z pracy, by poddać się leczeniu nawrotów raka. Choroba przyjaciela i konieczność współpracy z nową szefową są dla Marnie bardzo trudne do uniesienia. Po drugie nagle okaże się, że tajemniczy mściciel wciągnął Marnie na swoją listę osób do pomszczenia. Nieunikniony okaże się zatem kontakt z przybranym bratem Stephenem, przebywającym obecnie w więzieniu dla dorosłych. Muszę powiedzieć, że kontakty bohaterki ze Stephenem to, jak dla mnie, najmocniejszy punkt całej historii. Nikt nie wątpi w winę Keele'a, jednak motywy, którymi się kierował także są bardzo interesujące i wstrząsające. Co popchnęło 14-latka do tak okrutnej zbrodni? Od lat Marnie stara się zrozumieć i poznać przyczyny zabójstwa rodziców. Zabójstwa, którego dokonał przyjęty przez nich pod dach ich własnego domu chłopiec. Rodzice byli przecież tak przeciętni i normalni. Naturalną konkluzją jest zatem fakt, że to ze Stephenem musiało być (i musi) coś nie tak. Odkrycie tej tajemnicy będzie dla bohaterki bardzo bolesne. 

Sarah Hilary ponownie zabiera nas do tych dzielnic Londynu, których należałoby unikać jak ognia. Degeneracja, przemoc, brak perspektyw, a także brak nadziei i szans na lepszą zmianę. Prezentowany obraz jest przygnębiający. Dokonana przemoc, pomimo wyroku sądowego, nie znika. Pozostają ofiary, które odtąd codziennie muszą się zmagać z jej skutkami: przykrymi wspomnieniami, nieustannym strachem o własne życie i bezpieczeństwo, a przede wszystkim faktem, że życie toczy się dalej, ludzie zapominają, a Ty jako ofiara zostajesz pozostawiony/a same/j/mu sobie. I jeszcze po cichu wymaga się od Ciebie przejścia terapii i przyznania, że sobie poradziłeś/łaś, bo w końcu minęło już tyle lat. 

Jednocześnie jakby równolegle śledzimy wątek porwanego i przetrzymywanego 10-letniego Finna. Sprawa ta okaże się mocno związana ze śledztwem, a jej wynik zaważy na wyniku głównym. 

Dodatkowym plusem są zawarte w powieści szczegóły dotyczące brata sierżanta Noaha Jake'a, Saula. Saul uwikłany w działalność gangu chciałby z takim życiem skończyć; za bardzo się jednak boi, a duże pieniądze, które zapewnia gangsterka są kuszące. Kiedy jednak sprawy brata zagrożą bezpieczeństwu bliskich Noaha, sierżant Jake stanie przed trudnym wyborem. 

Czwarta część serii klimatem bardzo przypomina pierwszą, chyba głównie z powodu poruszania spraw prywatnych Marnie. To dlatego, choć teoretycznie można czytać Ciszej niż śmierć bez znajomości tomów poprzednich, czytelnikom myślącym o przeczytaniu całości, radziłabym czytać zgodnie z kolejnością ukazywania się tytułów. Pozwoli to uzyskać pełny obraz tej historii i poznawać ją stopniowo, bo na tym też to polega.

Serię o śledztwach Marnie Rome czyta się naprawdę dobrze. Nic się nie dłuży, bohaterów łatwo obdarzyć sympatią, a prezentowane przypadki, choć brutalne i dramatyczne, przykuwają uwagę czytelnika. Słowem nie chce się odrywać od lektury do tego stopnia, że 500 stron da się pochłonąć w jedno popołudnie. 
Polecam miłośnikom dobrych kryminałów z elementami thrillera i dobrego dramatu obyczajowego.