środa, 8 stycznia 2014

Anne Bishop: Pisane szkarłatem

Autor: Anne Bishop
Tytuł: Pisane szkarłatem
Seria: Inni, t.1.
Stron: 560
Wydawca: INITIUM
Moja ocena: 9+/10


Gdybym umiała składać zgrabne i miłe dla ucha rymy, już dawno  ułożyłabym hymn pochwalny na cześć INITIUM  za to, że jak się już wydawnictwo zabierze za wydawanie książek danego autora, to robi to z godnym podziwu uporem i systematycznością. W dzisiejszych czasach, to naprawdę coś niesamowitego. Nie potrafię jednak dobrze i z sensem rymować, dlatego ograniczę się do przedstawienia moich wrażeń z lektury powieści Pisane szkarłatem.
Wiadomo oczywiście, że nie wszystkie książki danego autora bywają jednakowo dobre. Nic nie przebije rewelacyjnych, niesamowitych i zjawiskowych Czarnych Kamieni. To fakt. Trzeba jednak przyznać Anne Bishop, że ma ogromną wyobraźnię i jest kopalnią pozornie prostych, ale ciekawie zrealizowanych pomysłów. Trylogia Efemera także przypadła mi do gustu, choć moim zdaniem najlepsza była część pierwsza dotycząca losów Sebastiana.
Pod koniec ubiegłego roku na polskim rynku wydawniczym pojawiła się powieść otwierająca nową serię autorstwa Bishop Inni. Tym razem autorka na swój literacki warsztat wzięła społeczność zmiennokształtnych, okrasiła to delikatną nutą wampiryzmu, a na deser dodała pikantny sorbet w postaci upersonifikowanych żywiołów i sił przyrody. Ktoś może pomyśleć, że to wszystko już było i to prawda. Rzecz jednak w tym, że autorka nie skupiła się na perypetiach uczuciowych, czy egzystencjalnych tych już tak znanych w literaturze postaci. Społeczność zmiennokształtnych została tu ukazana z perspektywy tego jak funkcjonuje od wewnątrz, jakimi prawami się rządzi i jak (od razu powiem, jak mięso) postrzega i traktuje ludzi. Wszystko to czytelnik będzie obserwował oczami głównej bohaterki Meg Cobryn.
Meg to uciekinierka, wieszczka krwi, od dzieciństwa przebywająca w specjalnym ośrodku, z którego zdecydowała się uciec. Jedynym miejscem, w którym może się schronić bez obawy, że zostanie złapana i z powrotem trafi w ręce Kontrolerów, jest Terra Indigena  czyli ziemia zmiennokształtnych.
Meg zostaje zatrudniona na stanowisku łącznika z ludźmi, co w praktyce oznacza, że będzie kierować placówką pocztową, przyjmować paczki, składać zamówienia na nowe towary, a czasem nawet te paczki osobiście dostarczać. Pojawienie się Meg w społeczności Lakeside przewraca wszystko do góry nogami, nie są to jednak zmiany nagłe. Powiedziałabym, że raczej dochodzi do powolnej zmiany perspektywy i postrzegania pewnych spraw. Zmiennokształtni są bardziej zwierzętami niż ludźmi; ludzką powłokę przybierają, gdy już naprawdę muszą, najswobodniej i najbardziej sobą czują się jako wilki, niedźwiedzie, lisy, wrony i inne drapieżniki.
Autorka bardzo wnikliwie ukazała zwierzęcą stronę ich natury, pamiętając, że są gwałtowni, brutalni, krwiożerczy, ale też potrafią być wścibscy, mają w sobie chęć zabawy, rozrywki i bliskości drugiej istoty. Formalnym przywódcą Zmiennokształtnych jest Simon Wilcza Straż, który, początkowo trochę wbrew sobie, zatrudnia Meg, na wakującym stanowisku.
Praca ta jest dla Meg prawdziwą szkołą życia, nie tylko dlatego, że pracuje wśród istot, których nigdy nie widziała z bliska. Meg żyła w zamkniętym ośrodku, a świat poznawała tylko z filmów, slajdów i prezentacji, które miała być punktem odniesienia, w momencie odczytywania wizji. Ta nieświadomość, ocierająca się momentami o kompletną naiwność, okazuje się największą zaletą Meg, dziewczyna nikogo bowiem nie szufladkuje, ani nie potępia, zanim go dobrze nie pozna. Z natury dobra, skromna i rozważna, bez wysiłku, nawet sama o tym nie wiedząc, przekonuje do siebie najstarszego z wampirów, zaprzyjaźnia się z dumną, porywczą Zimą, a nawet poskramia, pozornie leniwe i krnąbrne kucyki (które kucykami- kurierami są tylko z pozoru). Kierując się sercem i zwykłą życiową potrzebą, przywróci stadu młodego skrzywdzonego przez ludzi wilczka, przez co i sama stanie się nieodzowną częścią tej społeczności.
Ogromną siłą tej powieści jest prostota przekazu. Bishop pisze o rzeczach zwykłych codziennych, takich jak wzajemna troska o drugą osobę, czerpanie przyjemności z najprostszych czynności, a także o ogromnej potrzebie przynależności do grupy. Przyznam, że takiego przyjęcia jakie Meg otrzymała od nowych przyjaciół, można jej tylko pozazdrościć. Stanęli za nią murem, wyczuwając, że jej inność także jest częścią ich krainy, a inności należy bronić i chronić za wszelką cenę.
Tym razem autorka zupełnie zrezygnowała z wątku romansowego i dobrze. Powstała powieść zabawna, błyskotliwa i dowcipna, a także wzruszająca i taka, do której chce się wracać. Najbardziej spodobały mi się uparte kucyki oraz skrzywdzony w maleńkości Sam, który dzięki Meg, zyskał szansę stania się w przyszłości pełnoprawnym członkiem stada.
Książka jest dość obszerna, ma bowiem ponad 500 stron, mnie jednak tak wciągnęła, że przeczytałam ją w jeden wolny weekendowy dzień.
Pisane szkarłatem z pewnością spodoba się fanom tej pisarki. Do czytania tej książki zachęciłam też moją Mamę i chyba się jej spodobała, bo już prawie ją kończy. Myślę, że jest to najlepszy dowód na to, że pierwsza części Innych zadowoli czytelnika w każdym wieku.
Polecam, naprawdę warto.

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Leonardo Patrignani: Wszechświaty

Autor: Leonardo Patrignani
Tytuł: Wszechświaty
Stron: 268
Wydawca: Dreams
Moja ocena: 5-/10





Teoria światów istniejących równolegle przypadła mi do gustu jeszcze w czasach oglądania serialu Fringe. Historia o dwu uniwersum, które nie mają wspólnej racji bytu, bardzo mnie wciągnęła. Motyw alternatywnych rzeczywistości daje szerokie możliwości również w literaturze, dlatego gdy przeczytałam opis treści książki L. Patrignaniego, pomyślałam, że może to być fajna lektura na mgliste popołudnie przy kominku. Całości dopełniła okładka z pięknym zdjęciem, dziewczyny z jednej i chłopaka z drugiej strony. 
Wszechświaty są debiutem literackim L. Patrignaniego, który jest niemal moim rówieśnikiem.
Głównymi bohaterami swojej powieści uczynił Patrignani dwójkę nastolatków. 
Alex mieszka w Mediolanie i jest kapitanem szkolnej drużyny koszykówki. Jenny mieszka natomiast w dalekim Melbourne. Tych dwoje nigdy się ze sobą nie spotkało. Nie rozmawiali ze sobą ani przez telefon, Internet, nie wymieniali maili ani sms-ów. A jednak porozumiewają się ze sobą od dawna, połączeni cienką telepatyczną nicią, która z wiekiem staje się coraz silniejsza. Początkowo nastolatki nie potrafią zapanować nad umiejętnością, którą zostali z niewyjaśnionych przyczyn obdarzeni. Alex w chwilach kontaktu zaczyna majaczyć, traci przytomność, a Jenny dostaje drgawek i stanów epileptycznych. Objawy te budzą zrozumiały niepokój rodziców, zarówno Alexa, jak i Jenny. Kiedy jednak moc przybiera na sile, komunikacja staje się łatwiejsza, wręcz odruchowa.
Bardzo szybko telepatia przestaje wystarczać i bohaterowie postanawiają się spotkać. Alex z pomocą przyjaciela, organizuje podróż życia i przyjeżdża do Australii. Oczekiwany niecierpliwie romantyczny happy end, jednak nie nadchodzi. Bo choć i Alex i Jenny stoją na umówionym miejscu na molo, to jedno drugiego nie może zobaczyć. Dlaczego? Ponieważ żyją w rzeczywistościach równoległych. Czy to znaczy, że nigdy się nie zobaczą, a będą się porozumiewać jedynie w myślach? 
Zapewne nie, to jednak dopiero początek tej historii. 
Działania młodych zakochanych, by się spotkać, uruchamiają szereg wydarzeń, które bardzo szybko mogą doprowadzić do katastrofy, w wyniku której świat przestanie istnieć. By spróbować zapobiec temu, co ma się wydarzyć Alex i Jenny będą musieli wrócić wspomnieniami do tego co się wydarzyło, gdy byli mali i w tych właśnie wspomnieniach poszukać klucza do wydarzeń obecnych. Czy im się to uda? 
Ze smutkiem muszę przyznać, że sam zamysł był całkiem fajny i naprawdę można było go zrealizować w równie fajny sposób. Odniosłam jednak wrażenie, że nie do końca się to autorowi udało. To co początkowo miało być historią o miłości niemożliwej, zmieniło się w powieść o końcu świata. Co najgorsze wszystkiemu oczywiście mogli zapobiec tylko nasi bohaterowie. W jaki sposób? Otóż wizja ta jakby w trakcie trwania historii nieco się rozmyła, no bo w sumie, co może zrobić dwójka zwykłych nastolatków? Fakt, w finale pewne sprawy wychodzą na jaw, ale ich przyczyn nie znamy.
Sami bohaterowie są co prawda bardzo sympatyczni, ale nic poza tym. Miotają się w swoich rzeczywistościach, w sposób niekontrolowany przeskakują do równoległych, co tylko potęguje w czytelniku  uczucie dezorientacji i zagubienia. Zabrakło mi także głębszego rysu charakterologicznego postaci. Jeśli zaś chodzi o spisek o szerszym zakresie, to coś tam zostało zasygnalizowane, ale i to szybko porzucono. Nie zadowoliło mnie również samo zakończenie, zupełnie jakby autor nie mógł się zdecydować, jak tę zapętlającą się historię rozwiązać.
Zdaję sobie sprawę, że prawdopodobnie powieść może przypaść do gustu młodszym czytelniczkom, które być może skupią się bardziej na samym wątku romansowym. Starsi, bardziej wymagający czytelnicy zwyczajnie się zawiodą, banalnością i naiwnością tej historii. Dlatego im nie polecam. Szkoda czasu.

sobota, 4 stycznia 2014

Lesley Lokko: Prywatna sprawa

Autor: Lesley Lokko
Tytuł: Prywatna sprawa
Stron: 508
Wydawca: Świat Książki
Moja ocena: 8/10




Kolejna, siódma już, w dorobku literackim powieść L. Lokko rozpoczyna się naprawdę mocnym akcentem. Czytelnik jest świadkiem brutalnej napaści nieznanego mężczyzny na zupełnie bezbronną wobec jego siły kobietę. Nie wiemy, kto napadł, ani na kogo, znamy jedynie datę (rok 2009) i miejsce (Niemcy). Taki wstęp może mieć kilka funkcji. Raz, że zaciekawia, dwa budzi podejrzliwość czytelnika, bo od teraz będzie on nieustannie się zastanawiał, kim byli ci ludzie. 
W kolejnych rozdziałach autorka prezentuje nam kilka postaci kobiecych i męskich, z których w sumie każda może być tą/tym podejrzanym. Z rozpoznaniem napastnika nie będzie większego kłopotu, bo po kilku rozdziałach widać, że w sumie tylko jeden z bohaterów może być tym okrutnym i brutalnym gwałcicielem. Trudniej będzie z rozpoznaniem kobiety, biorąc pod uwagę fakt, że niemal każda może się znaleźć w polu jego uwagi.
Najnowsza powieść autorki świetnej Gorzkiej czekolady, tym razem skupia się na trudnym i pełnym wyrzeczeń życiu żon zawodowych żołnierzy. Jest to życie polegające na nieustannych przeprowadzkach, bo akurat zmienił się przydział, i na nagłych rozstaniach, często na długie miesiące, bo akurat w jakimś miejscu na ziemi konieczna jest interwencja sił zbrojnych. 
Związki kobiet z zawodowymi żołnierzami wymagają nie tylko ogromnej siły, by zorganizować życie, dom oraz wychowanie dzieci, podczas nieobecności męża. Potrzeba też wielu kompromisów i dokładnego poznania drugiej osoby.  Długie rozstania wiążą się z ciągłym poznawaniem współmałżonka na nowo, z leczeniem wojennej traumy, z istnieniem tematów, o których się nie mówi, bo to tajemnica. Stąd już bardzo niedaleko, do kiełkujących urazów, podejrzeń, pretensji, depresji i samotności. 
Życie bohaterów, zgodnie z literackim schematem Lokko, poznajemy w kolejnych odsłonach, na przestrzeni kilkunastu lat. Autorka bardzo umiejętnie i wnikliwie pokazała, jak trudne są takie związki i jak niewiele trzeba, aby wszystko zaprzepaścić. Na przykładzie drugoplanowych postaci kobiecych widać wyraźnie, że nie każda kobieta coś takiego wytrzyma, choć oczywiście wiadomo, że w związku jest też mężczyzna i wiele zależy od obu stron.Utrzymanie takiego związku, to naprawdę duża rzecz i powód do dumy.
Głównych bohaterek mamy w powieści kilka; Abby i Meaghan są żonami oficerów, Sam zdecyduje się nią zostać, natomiast z perspektywy Dani poznamy ciemną stronę wojska, wyzwoloną przez traumę, stres, samowolkę i wiele innych czynników, które można by nazwać krótko "nieludzkim instynktem stadnym".
Tradycyjnie u Lokko każda z kobiet pochodzi z innej grupy społecznej. Abby, córka wysoko postawionego wojskowego, ciągoty do bycia żoną żołnierza wyssała z mlekiem matki, która to odziedziczyła to po babce Abby. Meaghan uciekła od brutalnego ojca i niewydolnej wychowawczo matki, a poznany przypadkiem Tom, był dla niej szansą na lepsze, kompletnie inne życie. Jednak chyba najciekawszą z postaci jest Sam. Kiedyś gruba i wyśmiewana przez kolegów, dzięki uporowi i ciężkiej pracy, zostaje dobrym prawnikiem, specjalistą w dziedzinie prawa własności intelektualnej. Pewna siebie i wygadana w kontaktach z klientami, prywatnie nie może ułożyć sobie życia, a gdy w końcu poznaje mężczyznę, który wydaje się jej właściwy, staje się uległa i rezygnuje właściwie z wszystkiego co do tej pory osiągnęła.
Młodziutka i naiwna Dani, pragnąca przede wszystkim przynależności do kogoś i uczucia drugiej osoby, jest świetnym przykładem kobiety, która złamana w młodości, mogła zaprzepaścić swoją szansę na normalne życie. Miała jednak farta, bo poznała kogoś, kto z sercem i ogromną dobrocią udowodnił jej, jak wiele jest warta i ile może zrobić, gdy otworzy się na innych.
Między opisy z życia bohaterek, autorka umiejętnie wplata wtrącenia, dotyczące napaści na kobiety, zakończonych nawet morderstwem. Dzięki temu czytelnik stale jest czujny i bardzo dokładnie przygląda się bohaterom.
Prywatna sprawa jest dobrze napisaną i wciągającą powieścią. Niecierpliwie przewracałam strony, by poznać zakończenie i jak dla mnie było ono trochę mało satysfakcjonujące. Co prawda sprawca zostaje ujęty i oddany pod sąd, ale losy głównych bohaterek pozostają niedopowiedziane. Można to rozumieć dwojako. Albo wrócą do tego jak żyły dawniej i wszystko potoczy się swoim utartym trybem, albo autorka chciała zasugerować, że wszystko może się wydarzyć, zależy to bowiem od ludzkich wyborów i wzajemnych powiązań.
Książkę czyta się naprawdę dobrze. Co prawda nie jest ona tak dobra, jak Gorzka czekolada, ale z pewnością daje do myślenia i niewykluczone, że jeszcze kiedyś do niej wrócę.
Polecam!

czwartek, 2 stycznia 2014

Aimee Agresti: Olśnienie

Autor:Aimee Agresti
Tytuł: Olśnienie, t. 1
Stron: 478
Wydawca: REMI
Moja ocena: 7-8/10


Podobno we wszechświecie nieustannie trwa walka między siłami dobra i zła. Na ogół panuje równowaga, ale jak to w walce bywa, raz szala się przechyla na korzyść sił dobra, a raz na korzyść sił zła. Zazwyczaj zdarza się to, gdy w centrum konfliktu pojawi się ktoś w rodzaju wybrańca, o wyjątkowej sile, ktoś kto może zmienić losy tej walki. To także wtedy i jedna i druga strona musi się sporo natrudzić, aby owego wybrańca mieć dla siebie. Wybraniec oczywiście będzie targany mocami i namiętnościami, o których istnieniu dotąd nie miał pojęcia, przeżyje rzeczy, o których dotąd nawet mu się nie śniło i pozna istoty, które do tej pory tylko wkładał między bajki. Z czasem wybraniec nabierze sił, doświadczenia i oczywiście dokona znamiennego wyboru. Mówi Wam to coś, albo z czymś się kojarzy? Dziś to pomysł dobrze znany i wykorzystywany co rusz w literaturze i filmie. Sporo już tego było, drugie tyle zapewne jeszcze będzie, a mimo to sam motyw jakoś nigdy mi się nie nudzi. 
Na podobnym pomyśle oparła A. Agresti swoją debiutancką powieść pod tytułem Olśnienie
Główna bohaterka spełnia wszystkie warunki typowego literackiego wybrańca; jest młoda, jej wczesne dzieciństwo okrywa mgła niepamięci, a ciało znaczą dziwne szramy, które w chwilach lęku - bolą. Bohaterka jest samotnikiem, osobą niepozorną i przeciętną; trudno jej nawiązywać nowe kontakty. Teraz więc wystarczy tylko prawidłowy bodziec, by Haven się rozwinęła. Jest to więc bohaterka, którą łatwo polubić, a potem kibicować jej w jej poczynaniach. Jedyną rzeczą, która już na pierwszy rzut oka wydaje się dziwna, jest jej imię. Nieustannie kojarzyło mi się ono ze słowem niebo, choć z moich poszukiwań wynikło, że samo haven może też oznaczać spokój, oazę. Jeśli więc teraz połączyć słowo oaza ze słowem ziemia, bo to oznacza jej nazwisko Terra, to zyskujemy dość niezwykłe zestawienie. Czy w przyszłości, to okaże się znaczące? To się okaże. 
Zupełnie niespodziewanie Haven trafia się niezwykła życiowa okazja; mianowicie propozycja stażu - pracy w nowo otwartym hotelu Lexington w Chicago. Jest to miejsce, cieszące się atrakcyjną złą sławą, gdyż w latach 30. XX wieku swoje brudne interesy prowadził tam sam Al Capone. Haven wspólnie z dwoma kolegami ze szkoły: ekstrawaganckim kucharzem Dantem i spokojnym molem książkowym Lance'm, pakuje manatki i rusza, by przeżyć przygodę życia. Ekipa hotelu składa się z młodych i wręcz idealnie, nieziemsko pięknych ludzi, którym przewodzi nienaganna pod każdym względem Aurelia Brown. Już od samego początku Haven wszystko wydaje się dziwne. Hotel jest co prawda dopiero przygotowywany do oficjalnego otwarcia, ale i tak wydaje się dziwnie pusty, choć przecież wciąż ktoś się po nim kręci. Nowa szefowa jest tyle piękna co tajemnicza, a jej wspólnik (podwładny?) Lucian jednakowo dziewczynę pociąga i przeraża.
Pierwszym zadaniem Haven jest obfotografowanie wszystkich pracowników hotelu, a z powstałych w ten sposób zdjęć ma powstać wielki kolaż. Ponieważ każdy wygląda tu jak młody bóg, to i zdjęcia wychodzą idealnie. Do czasu. W dniu wystawy na zdjęciach pojawiają się ogromne skazy, deformujące wygląd znajdujących się na nich osób. Zdjęcia co prawda zostają szybko usunięte, ale gdy Haven je znajduje, okazuje się, że deformacja fotografii postępuje. Blizny coraz bardziej zaczynają bohaterce dokuczać, a jakby tego było mało, znaleziony przypadkiem czarny notes, za pomocą pojawiających się w nim wpisów, mówi Haven co ma robić i jak się przygotować, do tego co ją czeka. 
Trzeba przyznać bohaterce, że na wieść o czekających ją niebezpieczeństwach, nie załamuje rąk ani nie wypłakuje oczu. Zabiera się do pracy nad własną kondycją oraz do zdobywanie informacji na temat prawdziwej natury pracowników hotelu. Tą zaradnością i aktywnością Haven bardzo mu mnie zaplusowała.
Miała co prawda chwile, gdy wzdychała do Luciana, ale ponieważ był on tak magnetyczny i kuszący, jestem w stanie ją zrozumieć. 
Wątek deformujących się portretów wyraźnie został zaczerpnięty z książki O. Wilde'a Portret Doriana Graya i trzeba przyznać, że bardzo fajnie go autorka wykorzystała, choć nie do końca przekonała mnie teoria, że obrazy można zniszczyć dopiero, gdy zostanie się zaatakowanym. Bez sensu, choć gdyby Haven i jej przyjaciele mogli zrobić to od razu, to cała historia skończyłaby się w połowie książki. 
Klimatycznie i niezwykle barwnie odmalowała autorka cały hotel i jego niezwykłość. Miejsce to jest pełne niezwykłych korytarzy, ukrytych pokoi i uśpionych sekretów tych sprzed lat i tych budzących się obecnie do życia. Czytelnik poznaje je wraz z Haven, która z uporem szuka odpowiedzi na dręczące ją wątpliwości i lęki. 
Bardzo polubiłam również Lance'a, który początkowo sprawiał wrażenie, jakby miał być postacią drugoplanową, a z czasem jakby samoczynnie zepchnął egocentrycznego Dante, na drugi plan, by okazać się przedsiębiorczym i sympatycznym chłopakiem, kimś w stylu Clarke'a Kenta.
Olśnienie jest więc dobrą pozycją na leniwe, świąteczne popołudnie.  Zmożeni przez pyszne i sycące jadło, możemy zasiąść w fotelu i oddać się niezobowiązującej lekturze. Cała historia nie jest może wielce ambitna, ale sympatycznie opowiedziana i jeśli się tego trzymać, będzie się z lektury zadowolonym.

wtorek, 31 grudnia 2013

W ostatnich godzinach starego roku...

W ostatnich dniach doszłam do wniosku, że nie lubię zakończeń,  a zwłaszcza roku. Ta kulejąca końcówka, niby to wolne, a nie za bardzo; niby zima, a pogoda jakby wiosenna. Fajnie, bo nie trzeba odśnieżać, ale klimatu jakby brak. I przesyt i niedosyt. I zmęczenie i chęć działania.  Niech już będzie ten kolejny rok, a wtedy wszystko wskoczy na zwykły tor. Pesymistycznie to zabrzmiało, wiem. Dlatego krótko. 
Nowy Rok to dobra okazja do tego, by się zmienić. Ja jednak pragnę Wam życzyć, abyście nadal pozostali sobą. Nie pozwólcie zniszczyć w sobie tego, co was wyróżnia w tłumie. Podążajcie własną drogą, miejcie własne poglądy, upodobania, hobby. Nie gońcie za tłumem. Postarajcie się polubić siebie, a wtedy polubi was cały świat. Po prostu: Wszystkiego najlepszego!

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Jus Accardo: Toksyna

Autor: Jus Accardo
Tytuł: Toksyna. Księga druga.
Seria Denazen
Stron: 341
Wydawca: Dreams
Moja ocena: 7-8/10


Powieść pt. Toksyna jest kontynuacją wydanego na początku tego roku kalendarzowego Dotyku. Debiutancka seria młodej miłośniczki zwierząt oraz jedzenia, skupia się na znanym już w kulturze masowej motywie ludzi o nadnaturalnych zdolnościach walczących z tajemniczą i groźną korporacją, która tego typu ludzi wykorzystuje jako broń.
Główna bohaterka serii to nastoletnia Deznee, buntowniczka i miłośniczka mocnych wrażeń. W części pierwszej  życie Deznee stanęło na głowie. Bohaterka poznała tajemniczego Kale'a, ściganego przez niebezpiecznych ludzi, dowiedziała się, że jej ojciec nie jest tym, za kogo do tej pory go uważała, a w dodatku poznała całą prawdę o sobie i swojej rodzinie. Oprócz tego uciekała przed prześladowcami, wikłała się w niebezpieczne sytuacje, zakochała się w dwóch chłopkach na raz, a na koniec odkryła nie tylko pewne moce w sobie, ale też całą grupę ludzi, których łączy fakt posiadania nadnaturalnych zdolności. 
Brzmiałoby to całkiem intrygująco gdyby nie fakt, że wszystko to już było. Wnioskiem podsumowującym recenzję części pierwszej było stwierdzenie, że książka zwyczajnie wpisuje się w nurt i jednemu się na pewno spodoba, a u drugiego pozostawi spory niedosyt. Tak było ze mną, mimo to sięgnęłam po część drugą, bo raz, że nadarzyła się ku temu okazja, a dwa, że zwyczajnie miałam nadzieję, że może będzie lepiej. 
Druga część zaczyna się w momencie, w którym zakończyła się pierwsza. Deznee wraz z mamą i przyjaciółmi, innymi Szóstkami ukrywa się przez  Korporacją Denazen. Wszystko niby jakoś się układa i nagle w jednej chwili zaczyna się psuć. Szczęśliwa i zakochana w Kale'u Deznee nagle traci odporność na śmiertelny dotyk swojego chłopaka. Dla dwójki nastolatków, którzy dopiero się poznają i których miłość zaczyna kwitnąć jest to wielki problem, powiedziałabym, że wręcz tragedia, bo jak tu się nie dotykać? To jednak nie koniec problemów. Członkowie Denazen znowu się uaktywniają i zaczynają deptać Szóstkom po piętach. Jedno z takich spotkań kończy się dla bohaterki wyjątkowo źle, gdyż dotyk jednego z pracowników jej ojca, wprowadza do organizmu Deznee truciznę, która za jakiś czas ją zabije. Ojciec stawia córce ultimatum. Jakie? Tego przecież nietrudno się domyślić. 
W przypadku Deznee kłopot będzie gonił kłopot, na horyzoncie pojawi się rudowłosa rywalka bohaterki, a czas pokaże, że  w szeregach Szóstek czai się zdrajca. Kto nim będzie i czy podejrzenia zazdrosnej Deznee okażą się słuszne? Tego też czytelnik domyśli się bardzo szybko. 
Motyw odseparowania od siebie zakochanych bohaterów nie jest nowy. Drugi sezon serialu Cień Anioła w reżyserii J. Camerona, także oparto na tym samym pomyśle. Sądzę, że cel takiego zabiegu jest jeden. Prościej skomplikować zakochanym życie, niż bez ustanku pokazywać ich maślane oczy i wzdychanie po kątach. Pojawiający się ponownie zakochany kontrkandydat do serca Deznee, także niewiele tu zmieni. W rezultacie wszystko, co bohaterowie już mogliby mieć, beznadziejnie odsuwa się w czasie, a sami zainteresowani i czytelnik muszą czekać (nie wiadomo jak długo) na happy end.
Książkę czyta się dość sprawnie, choć pewnych potknięć uniknąć się nie dało. Bardzo szybko udało mi się odgadnąć, kto jest wtyczką Denazen, a w samym zakończeniu jakby zabrakło ikry. Oczywiście nie jest to zakończenie ostateczne i pozostaje tylko mieć nadzieję, że w części trzeciej wszystko swój finał znajdzie. Co do kreacji postaci irytuje zaskakująco naiwny Kale, który zabija jak zawodowy Terminator, a wierzy właściwie byle komu. Ta sprzeczność, w jego postaci coraz bardziej mi nie pasowała. Jak dla mnie prawdziwszy i bardziej wiarygodny był Alex; kiedy trzeba stanowczy, a kiedy trzeba ludzki. Jak to jednak zwykle w takich historiach bywa ten rozsądny przegrywa z tym przystojnym.Sama Deznee właściwie także niczego nowego do całej historii nie wnosi.
Nie doczekałam się również choćby próby wyjaśnienia powstających mutacji ani tego, dlaczego niby w wieku lat 18 ta moc na tyle przybiera na sile, że Szóstki popadają w szaleństwo. Cele i ambicje Korporacji także póki co są okryte mrokiem tajemnicy.
Powieść Toksyna jest historią dobrą na jeden jesienny wieczór, gdy za oknem szybko się ściemnia i mży. Czytelnik, który nie naobiecuje sobie zbyt wiele, będzie zadowolony. Taki, który jest bardziej wymagający, zapewne poczuje pewien niedosyt, biorąc jednak pod uwagę fakt, że takich historii jest dziś wiele, nie potrwa to długo. 
Recenzja napisana dla portalu Secretum.pl

czwartek, 26 grudnia 2013

Beth Revis: Milion słońc

Autor: Beth Revis
Tytuł: Milion słońc
Stron: 371
Wydawca: Wydawnictwo Dolnośląskie
Moja ocena:8+/10

Druga część kosmicznej odysei, kontynuacja powieści W otchłani zaczyna się w zasadzie tam, gdzie zakończyła się część pierwsza.
Błogosławiony, cud techniki sprzed ponad 300 lat, wraz z ponad 2 tysiącami pasażerów na pokładzie, okazał się miejscem pełnym kłamstw, a kierujący nim ludzie nie ustrzegli się błędów, od których tak chcieli uciec. Na statku rozpanoszyły się tyrania i despotyzm, kłamstwa i fałszowanie historii i rzeczywistości, a przede wszystkim totalna kontrola nad życiem obywateli, pozbawionych umiejętności racjonalnego myślenia i samodzielnej oceny rzeczywistości.
Obudzona przez Starszego z lodowego snu Amy musiała się nie tylko jakoś pogodzić ze swoim nowym życiem, ale też pomóc mu w dojrzewaniu do decyzji, by wziąć sprawy w swoje ręce i poszukać prawdy, poszukać odpowiedzi na wszystkie dręczące ich pytania.
W finale części pierwszej okazało się, że Błogosławiony może nigdy nie dotrzeć do celu; jest nie tylko przestarzały, ale też ma poważne opóźnienia w podróży. Przyciśnięty do muru przez naszych bohaterów Najstarszy przyznał, że w zasadzie statek niemal stoi w miejscu i ani nie może ruszyć do przodu, ani zawrócić tam, skąd przyleciał. Przygnębienia i apatii, jakie opanowało Starszego i Amy (łącznie ze mną czytelnikiem) nie dało się opisać. Po zakończeniu lektury części pierwszej, zastanawiałam się, jak autorka rozwiąże zasygnalizowane w powieści problemy i czy jeszcze czytelnika czymś zaskoczy. Okazało się, że jak najbardziej. Pomysłów B. Revis nie brakuje. Druga część, jest w moim odczuciu, jeszcze lepsza od pierwszej.
Milion słońc skupia się na problemach związanych ze społecznością Błogosławionego. Starszy będzie się mierzył z odpowiedzialnością, która spoczywa na barkach każdego przywódcy. Dopadnie go odwieczny problem związany z władzą: jak zadowolić wszystkich i na czym zbudować autorytet, o jakim marzy każdy rządzący. Starszy nie chce stosować metod, którymi posługiwał się jego poprzednik; nie chce otumaniać ludzi fidusem, ani okłamywać ich w ważnych dla wszystkich kwestiach. Szybko się jednak okazuje, że danie ludziom wolnej woli, może być katastrofalne w skutkach, bo w większości przypadków wolą oni żyć w błogiej nieświadomości, co do tego, że ktoś steruje ich życiem i sugeruje im co mają robić i myśleć.
Tymczasem Amy, która nadal musi ukrywać swoją zewnętrzną odmienność, zajmie się zagadką tajemniczych zgonów ludzi, by następnie pójść śladem zagadek pozostawionych przez zamrożonego w finale części pierwszej Oriona. 
W myśl kłamstwa stworzonego przez Starszego, Błogosławiony miał mieć kolosalne opóźnienie w podróży. Po bliższym przyjrzeniu się stanowi statku, okazuje się, że jest zupełnie inaczej, niż Starszy i Amy myśleli. Podróż nie opóźniła się sama; tylko ktoś bardzo ciężko nad tym opóźnieniem pracował. To raz. A dwa są i tacy, którym wcale nie zależy na dotarciu do celu. 
W finale powieści ujawnia się jeszcze jeden problem, na który nikt dotąd nie zwrócił uwagi. Na jednym z poziomów statku znajduje się spory arsenał, a w sumie miała to być przecież misja pokojowa. A co jeśli planeta, zwana Centauri - Ziemią, nie czeka aż na niej ktoś zamieszka, bo zwyczajnie jest już zajęta? To by dopiero było.
Wszyscy pasażerowie staną przed poważnym wyborem, dotyczącym nie tylko tego, kto będzie im przewodził, ale przede wszystkim, co zrobią dalej? Czy zatrzymają się na etapie metalowej klatki, bezpiecznego schronu, który co prawda jest klaustrofobiczny i nie do końca prawdziwy, ale znany i dość przewidywalny? Czy zaryzykują i zrobią krok na przód w nieznane? 
Z przyjemnością stwierdzam, że druga część jest nawet lepsza od pierwszej. Utrzymana została naprzemienna narracja Amy i Starszego, co poszerza perspektywę i nie pozwala się nudzić. Dzieje się naprawdę dużo i z przyjemnością i zaciekawieniem przewracałam kolejne strony. Teraz niecierpliwie czekam na finał trylogii, który mam nadzieję, już niebawem ukaże się w Polsce. 
Polecam. 
Za książkę dziękuję pani Sylwii z Wydawnictwa Dolnośląskiego. 
Pozdrawiam ciepło!