czwartek, 17 kwietnia 2014

Ben Aaronovitch: Rzeki Londynu

Autor: Ben Aaronovitch
Tytuł: Rzeki Londynu
Stron: 360
Wydawca: MAG






Okładka Rzek Londynu jest dość surowa w swej wymowie i  znajdujący się na niej mężczyzna początkowo skojarzył mi się z Harrym Dresdenem. Potem przeczytałam pobieżnie opis treści (wiadomo, że bywają mylące)  i pomyślałam, że może nie jest to książka dla mnie. Następnie zamówiłam i zapomniałam, a potem tuż u początku pięknego słonecznego weekendu Rzeki Londynu przybyły do mojego domu, by porwać mnie od razu  w swój szalony, niekoniecznie czysty wir. 
Obecnie jestem już po lekturze i jestem bardzo zadowolona, że książkę jednak przeczytałam. Moje zadowolenie wzrosło, gdy dowiedziałam się, że Ben Aaronovitch, (którego zupełnie inaczej sobie wyobrażałam!) jest autorem 8 epizodów do znanego i dość już wiekowego serialu Doktor Who. Szkoda tylko, że jak na razie na język polski przełożono pierwszą część cyklu przygód posterunkowego Granta oraz jego przyjaciół.  Ale po kolei. 
Krótko na temat treści. 
Miejscem akcji powieści Bena Aaronovitcha jest Londyn. Podobny jest on trochę do tego, który w swoich powieściach przedstawia Neil Gaiman. Znaczy to tyle, że z jednej strony miasto jest zupełnie zwyczajne. Jego mieszkańcy żyją tak samo, jak ludzie w innych miastach na świecie; pracują, kochają, są zabiegani i na wskroś realni. Jednak pod tą powłoką zwyczajności i ludzkich spraw kryje się coś, czego nie da się pojąć rozumem, ani wytłumaczyć naukowo. Tymi właśnie sprawami zajmuje się inspektor Thomas Nightingale, człowiek o nienagannych manierach, prezencji, ogromnej wiedzy oraz umiejętnościach magicznych. Ale to nie on jest głównym bohaterem. 
Jest nim zwyczajny londyński posterunkowy, jakich w mieście wielu. Peter Grant, bo o nim mowa, obecnie ma tylko jedno zmartwienie, mianowicie kończy się jego okres próbny w pracy, a przełożeni Petera mają zdecydować, gdzie po tym okresie go przyporządkują. Oby tylko  nie umieścili go za biurkiem i nie zasypali stosami papierów! Obawy bohatera okazują się słuszne i wkrótce faktycznie ma za tym biurkiem wylądować. Zanim jednak to nastąpi, nocą na mieście dochodzi do morderstwa, a gdy Peter znajduje świadka, okazuje się, że jest on ...duchem. Czyżby nasz posterunkowy miał w sobie to coś?
Po tym incydencie Peter zostanie uczniem inspektora Nightingale'a, a jego dotychczasowe życie się zmieni, zwłaszcza, że podobne przypadki niekontrolowanej i niespodziewanej przemocy, u nienotowanych dotąd osób zaczynają się zatrważająco szybko mnożyć. Zdaję sobie sprawę, że ten krótki opis może brzmieć sztampowo, ale mogę zapewnić potencjalnych czytelników, że nic co wydarzy się potem,  już takie nie będzie.
Główny bohater jest co prawda pilnym i solidnym uczniem, ale nie jest aż tak nadzwyczajny, by od razu nazywać go obiecującym czarodziejem. Przede wszystkim jest normalnym facetem, dobrym przyjacielem i uczciwym gliniarzem, który jeśli czegoś nie wie, to albo to doczyta, albo dowie się za pomocą przeprowadzonych eksperymentów. 
Bardzo ciekawie odmalował autor Londyn, który uczynił ośrodkiem walki o wpływy pomiędzy dwoma specyficznymi "mafiami",  a mianowicie grupą rzek - dopływów pod wodzą Matki Tamizy oraz drugą pod wodzą Ojca Tamizy. Obie grupy rywalizują ze sobą  i raczej za sobą nie przepadają. Pozornie przypominają ludzi, mają jednak ogromną siłę oddziaływania oraz oczywiście potrafią panować nad żywiołem wody. Przyznam, że taki sposób przedstawienia boginek i nimf wodnych bardzo przypadł mi do gustu. Grupa pod wodzą Matki jest podobna trochę do klubu dziwacznie ubranych pań, grupa pod przywództwem Ojca, kojarzyła mi się z obozem wędrownych Cyganów. Peterowi przypadnie w udziale rola mediatora między dwoma stronami konfliktu i należy mu przyznać plus za pomysłowość w doprowadzeniu do ugody. 
Jednak prawdziwie twardym orzechem do zgryzienia będzie dla bohaterów sprawa pewnego bardzo starego ducha, który opętując ludzi, będzie na nowo odgrywał scenariusz starego przedstawienia. Czy Peter powstrzyma złośliwca i uratuje przy tym dobrą przyjaciółkę? Jak w tym wszystkim pomogą mu milcząca pomoc domowa Molly oraz mały, żarłoczny pies? 
Powieść Bena Aaronovitcha nie jest tym, czym się początkowo czytelnikowi może wydawać. Zaczynając lekturę, spodziewałam się bardziej kryminału z dodatkiem duchów i starej tajemnicy. Otrzymałam znacznie więcej. Rzeki Londynu są trochę jak cichy zabójca. Magią swojej fabuły osaczają czytelnika powoli i systematycznie. Rozbawią dobrym opisem, błyskotliwym dialogiem i  nim się człowiek obejrzy, już jest trafiony - zatopiony. Bohaterów nie da się nie lubić; a autor, za co także należy mu się pochwała, nie odrywa w części pierwszej wszystkich kart. Aż się prosiło na końcu wyjaśnić kim jest Molly, albo dlaczego inspektor Thomas się nie starzeje, ale nie, autor naprawdę wie, kiedy temat urwać.
Polecam i zachęcam. Rzeki Londynu, to naprawdę dobra powieść i zadowoli każdego miłośnika urban fantasy.
Recenzja dla portalu Secretum.


4 komentarze:

  1. Na początku wgl mnie nie interesowała, ale ma na nią coraz większą ochotę ^^ Jakoś tak wyczuwam Sherlocka :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Już gdzieś o tej książce czytałam i zainteresowała mnie. kolejna do przeczytania.

    OdpowiedzUsuń
  3. Hm, może jednak się na nią skuszę ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja na pewno się na nią skuszę :) książka wydaje się ciekawa :) uwielbiam kryminały paranormalne :) a po takiej zachęcie w postaci recenzji nie zostaje mi nic innego jak ją przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.