czwartek, 23 marca 2017

Rachel Abbott: Śpij spokojnie

Autor: Rachel Abbott
Tytuł: Śpij spokojnie
Seria: Tom Douglas, t.3
Stron: 400
Wydawca: FILIA








Oliwia Brookes to kobieta, która przyciąga nieszczęścia jak magnes. 
Najpierw niespodziewanie znika jej chłopak, zostawiając ją z małym dzieckiem. Niedługo potem w tragicznych okolicznościach giną rodzice dziewczyny. 
Kilka lat później, Oliwia zgłasza na policji, zaginięcie trójki dzieci, które miał zabrać ich ojciec, a jej mąż. Zastanawiające, prawda? 
Za kolejne dwa lata, to mąż Oliwii Robert zgłosi policji zaginięcie żony i dzieci. Funkcjonariusze którzy zajmowali się wszystkimi tymi sprawami będą mieli twardy orzech do zgryzienia, tym bardziej, że Robert Brookes wyraźnie nie mówi wszystkiego. 

Powieść Śpij spokojnie wciągnęła mnie od pierwszych stron. Uwielbiam takie historie, gdy wraz z prowadzącymi policjantami wiemy, że coś tu nie gra, że prawda jest zupełnie inna i czujemy podskórnie, że pod idealnym wizerunkiem wspaniałej rodziny w pięknym domu, kryje się dramat. 
Fabularnie powieść przypomina trochę film Sypiając z wrogiem (z J. Roberts) lub Nigdy więcej ( z J. Lopez). Oto przykłada żona i matka trójki dzieci, chcąc uwolnić się od męża tyrana, decyduje się na desperacki krok i przygotowuje dokładnie opracowany plan ucieczki. W powieści mąż co prawda nie bije, ale myślę, że jego cicha obsesja i przemożne pragnienie kontroli nad żoną, połączone z ukrytą groźbą, że coś się stanie dzieciom, jeśli ona odejdzie, jest o wiele gorsze. 

Stopniowo dzięki prowadzanemu śledztwu wyłania się cała prawda, która korzeniami sięga początków dorosłego życia Oliwii, wesołej i towarzyskiej dziewczyny, która miała to nieszczęście, że wpadła w oko niebezpiecznemu psychopacie. Do samego końca czytelnik nie może być pewien jak się to skończy, dlatego czyta się z tak ogromną przyjemnością. 

Powieść jest trzecim tomem cyklu o detektywie Tomie Douglasie, jednak spokojnie można ją czytać bez znajomości poprzednich tomów, zresztą pierwsza część jeszcze się nawet u nas nie ukazała. Mimo to mam nadzieję, że jeśli inne tomy są równie ciekawe i intrygujące jak ten, o którym tutaj mowa, to niebawem je przeczytam. 
Śpij spokojnie to dobrze skonstruowana powieść z zaskakującym zakończeniem. Czyta się ją tak, jak ogląda dobry thriller; z zaciekawieniem i drżeniem serca. Polecam.

wtorek, 21 marca 2017

Po prostu śpiewaj! czyli Sing

Tytuł: Sing
Reżyseria: Garth Jennings
Scenariusz: Garth Jennings
Wytwórnia:  Illumination Entertainment
Czas trwania: 107 min.






Sing, jak na animację, a więc film pozornie skierowany do dzieci, zaczyna się dość niepozornie. Oto niepoprawny optymista miś koala Buster Moon, chcąc ratować swój podupadający teatr, organizuje konkurs wokalny. Brzmi sztampowo, co nie? Okazuje się, że to jednak tylko pozory. Sing jest, krótko mówiąc świetny i śmiało może konkurować z oscarowym Zwierzogrodem.  

Świat przedstawiony wygląda identycznie, jak we wspomnianym wyżej Zwierzogrodzie. W tym świecie nie ma ludzi, jest za to społeczność zwierząt, funkcjonująca na identycznych, co ludzkie, zasadach. Zwierzęta chodzą do pracy, mają rodziny na utrzymaniu, prowadzą firmy, użerają się z bankami, kombinują, itd.

Główny bohater Buster Moon jest właścicielem teatru, który przed laty (gdy Buster był mały) był mekką sztuki. Dziś nikt nie chce chodzić do teatru, a ten sam się przecież nie utrzyma. Do zapłacenia są raty kredytowe, rachunki, gaże dla obsługi technicznej. Ostatnią próbą ratunku ma być konkurs wokalny, do którego zgłaszają się rzesze chętnych. Czy jeden konkurs może przełamać złą passę i sprawić cud? 

Początkowo nic tego nie zapowiada. Zakwalifikowani do ścisłej czołówki uczestnicy to zespół tak niedobrany, jak w kiepskim dramacie. Mamy tu więc goryla Johhny'ego, który śpiewa jak młody Elton John, ale jego ojciec chętniej widziałby go w gangu. Jest urocza świnka Rosita, na co dzień żona i zapracowana (to za mało powiedziane) matka 25 małych świnek. Oprócz tego słonica Meena, która głos ma świetny, ale jest tak nieśmiała, jak duża i zbuntowana oraz  jeżozwierz Ash, śpiewająca głosem Ewy Farny. Sympatii za to w ogóle nie budzi egoistyczna mysz Mike, która choć ma niesamowity wokal, prywatnie myśli tylko o pieniądzach i nie zawaha się wkopać innych, byle tylko uratować własną skórę. Każdy z bohaterów ma własne problemy i kłopoty, przez co jest zwyczajnie prawdziwszy. 

Początkowo faktycznie fabuła toczy się dość powoli. Śledzimy próby bohaterów, by pogodzić życie prywatne z próbami lub dopasować się do wymogów przedstawienia. Niezniszczalnie dobry humor Bustera też zaczyna irytować, bo człowiek myśli sobie, kiedy ten marzyciel spojrzy wreszcie trzeźwo na rzeczywistość i zobaczy, po jak kruchym lodzie stąpa. I faktycznie przychodzi taki moment i wtedy naprawdę robi się ciekawie. 

Na uwagę zasługuje warstwa dźwiękowa filmu. Jeśli ktoś lubi, gdy jest dużo piosenek i odwołań do muzyki popularnej, będzie z seansu bardzo zadowolony. Znajdzie się coś dla miłośników gangsterki i pościgów ulicznych oraz wątków komediowych z dziedziny codziennego życia. 
Dzieciom z pewnością spodobają się kreacje zwierząt. Przeurocze są małe świnki, dzieci Rosity, czy Ash w chwilach napięcia nerwowego strzelająca kolcami. Rozczulenie budzi pogodna, choć już nieco zdziecinniała kameleon p. Crawley czy nieśmiała do bólu Meena. Za to jak dla mnie mistrzowską sceną jest mycie samochodu przez Bustera i jego owczego przyjaciela przy akompaniamencie jednej z najsłynniejszych arii Pucciniego Nessun Dorma. Scena po prostu genialna. 

Czego uczy Sing? Ano tego, że jednak warto marzyć i na te marzenia pracować, choćby czasem mury runęły. Bo często nie ważna jest otoczka, ale ukryty w nas talent i miłość do śpiewania, które swoim brzmieniem porywa publiczność i wyciska łzy wzruszenia. 
Jak dla mnie Sing to absolutna bomba. Polecam.

piątek, 17 marca 2017

Holly Webb: Syrenia siostra

Autor: Holly Webb
Tytuł: Syrenia siostra
Seria: Magia Wenecji #2
Stron: 264
Wydawca: Papilon







Syrenia siostra to drugi tom młodzieżowej serii autorstwa Holly Webb z Wenecją w roli głównej. Moja znajomość z serią zaczęła się od tomu trzeciego Córka wytwórcy masek, dopiero potem sięgnęłam po tom drugi, a pierwszy jeszcze przede mną. Już teraz jednak mogę powiedzieć, że Holly Webb stworzyła cykl naprawdę godny uwagi: lekki, uroczy i umiejący zaciekawić czytelnika. 

Młodziutka Mia jest kuzynką władającej Wenecją księżnej Oliwii. Kilka lat temu matka i brat dziewczynki zostali wypędzeni z miasta za próbę zamachu stanu. Mia pozostała przy kuzynce, ale z biegiem lat zaczęła coraz mocniej tęsknić za matką i czuć do Oliwii młodzieńczą nienawiść. Nie rozumiejąc dworskiej polityki, ani tego co jej rodzina próbowała tak naprawdę zrobić, dziewczynka coraz bardziej zamyka się w sobie i oddala od kuzynki. Postanawia też, że wbrew dworskim plotkom, nigdy, przenigdy nie będzie magiczna. 

Osamotniona i pozostawiona samej sobie Mia, któregoś dnia spotyka najprawdziwszą syrenę. Czy teraz dziewczynka wpuści magię do swojego życia? 
Tymczasem nad Wenecją gromadzą się ciemne chmury. Tam, gdzie w grę wchodzi wielka polityka i wygórowane żądania Tallisów, potrzebna będzie nie tylko cała magia miasta, ale też coś znacznie potężniejszego. Czy w takiej sytuacji Mia i Oliwia połączą siły?

Wenecja wykreowana przez Holly Webb jest naprawdę magiczna. W wodach tego miasta żyją niezwykłe stworzenia, takie jak wodne rumaki i syreny, a w największej głębinie kryje się coś, czego istnienia nawet nie podejrzewano. Ten prastary byt okaże się lekiem na całe zło. Cóż to takiego? Nie zdradzę tej tajemnicy, warto odkryć ją samemu. 
Syrenia siostra to przyjemna, lekka w odbiorze, optymistyczna, ale też bardzo mądra opowieść o poszukiwaniu miłości i akceptacji oraz o odkrywaniu w sobie siły w trudnych chwilach, gdy trzeba bronić tego, co się kocha.
Polecam gorąco, zwłaszcza młodszym czytelniczkom. Myślę jednak, że i te nieco starsze znajdą tu coś dla siebie pod warunkiem, że jeszcze odrobinę wierzą w magię.

Dziękuję!

środa, 15 marca 2017

B.A. Paris: Za zamkniętymi drzwiami

Autor:  B.A. Paris
Tytuł: Za zamkniętymi drzwiami
Stron: 304
Wydawca: ALBATROS







Wyznaczniki idealnego małżeństwa?
Przepiękny dom z dużym ogrodem, dobrze płatna praca, no i oczywiście oni, małżonkowie. On wygląda jak gwiazdor filmowy, trochę w stylu George'a Clooneya, jest szanowanym adwokatem, który nigdy nie przegrał żadnej sprawy. Ona jest piękna, oddana mężowi, ma talent malarski, świetnie gotuje, ma idealne wyczucie czasu i stylu. 

Wyglądają na zakochanych i nigdy się ze sobą nie rozstają. On jest troskliwy i uczynny, ona spokojna i uśmiechnięta. Ten obraz jest tak idealny, że aż budzi ciarki na plecach. Początkowa scena opisująca proszoną kolację jest tak wystudiowana, że aż chciałoby się krzyknąć, bo gołym okiem widzimy, że coś tu jest nie tak, a tylko my, jako czytelnik, to dostrzegamy. 

Kolejne rozdziały z narracją prowadzoną przez Grace pokazują nam prawdziwe oblicze tego małżeństwa, jego początki oraz prawdziwą motywację Jacka, któremu, być może wcale nie chodzi o Grace.  O kogo w takim razie? Tego nie zdradzę, żeby nie psuć przyjemności z czytania, powiem tylko, że historia jest niepokojąca i wciąga od samego początku. Przeczytałam ją w jedno popołudnie, bo nie mogłam się od niej oderwać.

Jak na współczesne standardy powieść nie jest zbyt obszerna, co akurat uważam za jej zaletę. W trzystu stronach udało się autorce zawrzeć skondensowaną, wciągającą fabułę, uniknąć niepotrzebnych dłużyzn i tak rozmieścić napięcie, że do samego końca trudno czytelnikowi podejrzewać, jak cała sprawa się skończy i czy Grace wyjdzie z niej bez szwanku.  

Bardzo wiarygodnie oddano też relację Grace z mężem, oscylującą od głębokiego strachu do wręcz zwierzęcego przywiązania. Jak mówi wielokrotnie sama bohaterka, trudno uwierzyć, by ktoś o reputacji i twarzy anioła, mógł mieć tak zwichrowaną psychikę i cechować się tak wymyślnym okrucieństwem.  I tutaj fabuła powieści dotyka innego, ważkiego problemu. Grace wielokrotnie próbowała publicznie uwolnić się od męża, prosząc o pomoc czy to kierownictwo hotelu, napotkanych ludzi czy nawet policję. Najstraszniejsze w tym wszystkim jednak jest to, że ludzie ci chętniej i łatwiej wierzyli w to, że to kobieta ma problemy psychiczne i jest krzyżem dla swojego wspaniałego męża niż dopuszczali możliwość, że być może faktycznie jest ofiarą przemocy. Czy dziś w naszym otoczeniu tak nie ma? Wszystkie dziwne, odbiegające od normy zachowania tłumaczymy potocznym wariactwem, nie chcąc przyjrzeć się bliżej naturze problemu, który przecież nie wziął się znikąd. Nie chcę przez to powiedzieć, że co drugi mąż jest psychopatą więżącym żonę, ale... Jeśli człowiek leży na ławce parkowej czy na przystanku, to z pewnością pijak. Hmm, a może cukrzyk, zawałowiec? Jeśli ktoś mówi publicznie do siebie, to na pewno wariat. Hmm, a może po prostu tak najlepiej mu zebrać myśli? Stereotypy, stereotypy i schematy myślowe. 

Swoją drogą powieść jest, w moim odczuciu, idealnym materiałem na scenariusz filmowy. Z ogromną przyjemnością obejrzałabym taki thriller i nic nie oderwałoby mnie od telewizora. 
Za zamkniętymi drzwiami to bardzo dobra, trzymająca w napięciu powieść. Zadowoli nie tylko fanów thrillerów i dramatów. Wciągnie od pierwszych stron i da do myślenia. Polecam!

poniedziałek, 13 marca 2017

O zebrze, która chciała spasować czyli Kumba

Tytuł: Kumba
Reżyseria: Anthony Silverston
Scenariusz: Anthony Silvertsone, Rafaella Delle Donne, Jonathan Roberts
Wytwórnia: Triggerfish Animation
Czas trwania: 81 min.





Przyznam, że po Kumbę sięgnęłam w grypowej desperacji i nie spodziewałam się wiele po seansie.  Uznałam, że będzie to kolejna historyjka o gadających afrykańskich zwierzątkach, na które pogapię się w chorobowym otępieniu. Szybko okazało się, że fabuła Kumby ma, nawet rozdrażnionemu chorobą widzowi, do zaoferowania coś więcej niż tylko ładne animowane widoki i ciekawie wygenerowane komputerowo zwierzęta. 

Afrykańska sawanna. W odizolowanej od reszty sawanny, otoczonej kolczastą zaribbą oazie żyje sobie dostatnio stado zebr. Oczywiście gwarantem ich dostatku jest wspaniały wodopój, którym ani myślą się z nikim dzielić. Do czasu. 

Życie całego stada zaczyna się stopniowo zmieniać, gdy na świat przychodzi Kumba, młody samiec. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że Kumba ma pasy tylko na głowie, szyi i przednich nogach, zaś cały zad i tylne nogi ma śnieżnobiałe. W myśl starej zasady, że pojawienie się czegoś odmiennego od reszty, znamionuje kłopoty, zebry nie traktują Kumby zbyt przyjaźnie. Bohater boleśnie to odczuwa, tym bardziej, że wielka susza powoduje wysychanie wodopoju. Czyja to zatem wina? No oczywiście tego, kto jest inny od pozostałych. 
Załamany Kumba dowiaduje się o istnieniu  legendy głoszącej, że gdzieś daleko za górami znajduje się magiczne źródło, którego woda może przywrócić zebrze brakujące pasy. I tak podniesiony na duchu i skupiony na celu młody zebra wyrusza w długą, pełną niebezpieczeństw podróż, w trakcie której pozna nie tylko nowych przyjaciół, ale też zmierzy się z własnym przeznaczeniem, uosobionym w tropiącym go wytrwale lamparcie Fango. Będzie też musiał odpowiedzieć sobie na pytanie, czy brakujące paski czynią go kimś gorszym, innym, odstającym od grupy? Czy też może właśnie brak tych pasów sprawia, że jest wyjątkowy. Hmm, zależy, z której strony na to spojrzeć. 

Fabuła Kumby opiera się na teorii braków.  Wiele zwierząt, spotkanych przez Kumbę w trakcie podróży, musi się mierzyć ze swoją innością. Budzący postrach i grozę orzeł, wbrew głoszonej legendzie nie jest czarny, tylko biały. Sfiksowana samotnym życiem na farmie owca zakłada baranie rogi, by wydać się groźniejszą, a lampart Fango, choć, a może pomimo tego, że nie ma jednego oka, jest najpotężniejszym myśliwym na całej sawannie. Nie jest łatwo być innym od reszty takich samych jednostek. Kumba, orzeł, a nawet Fango boleśnie się o tym przekonali. Jednak to, jak sobie z tym poradzili, to już zupełnie inna sprawa. 
Kumba to mądra opowieść, której nie brakuje głębi. Maluchom spodobają się urocze surykatki czy pieski pustynne, dorosłych zaś rozbawią dialogi i łatwe do wyłapania aluzje do kultury popularnej. 

Przyznaję, że nie doceniłam Kumby na początku, a nie ma nic przyjemniejszego niż miłe zaskoczenie. Polecam obejrzeć film w rodzinnym gronie. Może to być świetny punkt wyjścia do dyskusji na temat poszanowania inności, niepełnosprawności i przełamywania stereotypów myślowych.

wtorek, 7 marca 2017

Czas mamutów, czas oposów czyli Epoka lodowcowa: Odwilż

Tytuł: Epoka lodowcowa. Odwilż
Reżyseria: Carlos Saldanha
Scenariusz:  Peter Gaulke, Jim Hecht, Gerry Swallow
Czas trwania: 91 min
Wytwórnia: 20th Century Fox







Życie zwierząt w dolinie biegnie spokojnie i dość sielsko.  Szybki Tosiek jednak nie  zasypia gruszek w popiele i kręci swoje biznesy.  Tym razem, prorokując rychłą powódź, stara się wcisnąć zwierzętom łodygi, które umożliwią im oddychanie pod wodą. Początkowo nikt nie wierzy w jego przepowiednie, kiedy jednak Maniek zajrzy za lodową ścianę, przekona się, że faktycznie nastał czas odwilży, a co za tym idzie powódź jest nieunikniona. Aby ratować życie zwierzęta postanawiają się udać na sam koniec doliny, gdzie ma czekać na nie łódź - ich ratunek. Czy to prawda, czy ściema? No cóż, innej opcji nie ma. Trzeba odbyć kolejną migrację. 

Sid, Maniek i Diego wyruszają razem z całą resztą, przy czym wspólnie będą borykać się z jeszcze jednym problemem, choć głównie to problem mamuta. Powszechna opinia głosi, że mamuty wyginęły, zatem Maniek jako ostatni szanse na przedłużenie gatunku ma zerowe. 
Jednak w trakcie wędrówki nasi bohaterowie spotykają trzy oposy, z których jeden wygląda jak mamut płci żeńskiej! I faktycznie Ela, bo tak ma na imię urocza samiczka, jest mamutem, jednak wychowana wśród oposów, ma ich mentalność, zwyczaje i ani myśli szukać pary do przedłużania gatunku. Przed naszymi bohaterami kolejny problem, a te piętrzą się w zaskakującym czasie. 
Lód robi się coraz cieńszy, a pod nim czają się potwory. Muszę przyznać, że przemykające pod cienką, lodową zasłoną cienie nieźle, jak na film dla dzieci, budowały nastrój grozy i napięcia. 

Druga część Epoki ... jest godną kontynuacją części pierwszej. Przyjemne jest to, że znamy już głównych bohaterów, którzy pomimo dzielących ich różnic, stanowią dbające o siebie stado. Manfred jak zwykle jest powolny i służy siłą w sytuacjach kryzysowych, Diego w ironiczny sposób komentuje rzeczywistość, a Sid jest po prostu sobą czyli trochę się wygłupia, niekiedy gada od rzeczy, ale gdy pojawia się problem lęku tygrysa przed wodą, potrafi go tak zmanipulować, aby przyjaciel ten lęk pokonał. Tak, Sid jest mądrzejszy niż na to wygląda. 
Nowi bohaterowie czynią historię jeszcze zabawniejszą. Ela wisząca na drzewie jako opos, czy jej dwaj nadpobudliwi bracia, w polskiej wersji Edek i Zdzisiek, którzy lamentują lepiej niż najlepsze zawodowe płaczki to wszystko sprawia, że okazji do śmiechu jest sporo i ogląda się bardzo przyjemnie. 

Tym razem twórcy Epoki... skupili się na problemie tożsamości, tu głównie na przykładzie Eli i łamania stereotypów, np. dotyczących tego, że koty nie pływają. Bardzo podobała mi się relacja Eli z jej braćmi, którzy choć wzrostem niewielcy, stoją murem za naszą Elą i zachowują się jak prawdziwi nadopiekuńczy bracia. Wzrusza także problem Mańka, który czując się ostatnim ze swego gatunku, czuje ogromną presję znalezienia partnerki, przez co jego zaloty do Eli są trochę nieudolne. Czy dwa uparte mamuty dorosną do trwałego związku? 

Nie zabrakło także szalonego Scrata, który kontynuując swoją pogoń za żołędziami dokonuje rzeczy naprawdę niezwykłych. Jak zwykle jest wyłupiastooki, nadal nie mówi, a elastyczność jego chudego ciałka wydaje się nie mieć granic. 

Epoka lodowcowa. Odwilż to udana kontynuacja przygód bohaterów. Ważne, że akcja nie stoi w miejscu, postacie się rozwijają, jest zabawnie i swojsko, ale też jest kilka miłych zaskoczeń, zwłaszcza w finale. Polecam.

piątek, 3 marca 2017

Elle Kennedy: Podbój

Autor: Elle Kennedy
Tytuł: Podbój
Seria: Off-Campus #3
Stron: 448
Wydawca: Zysk i S-ka







Beztroska swoboda studencka powoli dobiega końca. Bohaterowie serii Off-Campus stopniowo docierają do stacji Decyzja i muszą w końcu wybrać, gdzie będą po zakończeniu nauki i co będą robić. A co, chyba najważniejsze, z kim będą.
Allie Hayes, współlokatorka Hannah, już wie na pewno, że ze swoim chłopakiem Seanem nie będzie. Oboje chcą czegoś innego od życia i inaczej widzą związek. Dla Allie oznaczałoby to, w mniemaniu Seana, siedzenie w domu i rezygnację z kariery aktorskiej. Dlatego bohaterka zrywa z wieloletnim chłopakiem. Teraz potrzebuje tylko dużo siły woli, by w tej decyzji wytrwać, a nie będzie to łatwe, bo Sean nie odpuści tak szybko. Zacznie przepraszać, uderzać w czułe punkty i Allie, znając siebie, wybaczy mu. Tym razem dziewczyna jest zdecydowana tego uniknąć, dlatego na newralgiczny weekend zaszywa się w mieszkaniu naszych hokeistów. Zastaje tam tylko Deana i to w dość nietypowej sytuacji.
Deana Di Laurentisa poznaliśmy już w części pierwszej. To typowy hulaka i bawidamek, mówiąc językiem romansów. Nie wchodzi w  stałe związki, a z przygodnego seksu czerpie tyle przyjemności, ile tylko zdoła. Nie składa obietnic, nie dzwoni już po, nie jest czyimś chłopakiem. Jako kumpel jest zabawny i sympatyczny, jako przyjaciel z bonusem także, ale na dłuższą metę raczej nie. Prowadzi Beztroskie Życie Deana i jest mu z tym dobrze. Jeśli komuś nie pasuje, jego problem. 

Nieoczekiwany wspólny wieczór tych dwojga kończy się na użalaniu nad sobą w atmosferze palonej trawki. Dużo bardziej bolesne jest przebudzenie, bo oto bohaterowie znajdują się nadzy w jednym łóżku, a wszystkie dowody mocno wskazują na to, że było ostro. 
Co dalej? Tego nie zdradzę, ale powiem, że jest nieźle. 

Po słabszej części drugiej (choć Logana bardzo lubię) nie spodziewałam się tendencji rosnącej. A tu takie miłe zaskoczenie. Sama fabuła może i nie zaskakuje, ale jej wykonanie owszem. Naprawdę nie da się nie kochać Garretta i Hannah, ale duet Allie/ Dean jest równie uroczy. 
Jest pikantnie, dowcipnie i z polotem. Zabawne dialogi i kilka prześmiesznych scenek z udziałem naszych hokeistów, pokazują, że chłopaki naprawdę mają jaja i totalne poczucie humoru. Nie jest to historia spod znaku ostrożnej i naznaczonej przeszłością Hannah i Garretta, ani omyłkowo-pokręcona Logana i Grace. Allie i Dean okazują się świetnie dopasowani pod względem łóżkowym i początkowo na tym opiera się ich relacja. Czy będzie  z tego coś więcej? No cóż, albo się dorośnie, albo nie. Czas pokaże. 

Z całej serii Off-Campus Podbój to mój zdecydowany faworyt. Uwielbiam duet Hayes/Di Laurentis, są po prostu boscy. Książka z pewnością spodoba się zadeklarowanym fanom serii. Z pozostałymi może być różnie. 
Ze swojej strony polecam gorąco.