poniedziałek, 14 listopada 2011

Recenzja książki Profesor

W starożytności ludowi wystarczyły dwie rzeczy do osiągnięcia satysfakcji życiowej. Były to igrzyska i chleb. Walka gladiatorów na arenie czy to z innymi wojownikami, czy to z dzikimi zwierzętami dostarczała widowni masę emocji; podniecała i odrywała od rzeczywistości. Dziś, w świecie opanowanym przez technikę i media, igrzyska i chleb to już zdecydowanie za mało. Dziś oglądalnością cieszy się przekraczanie rozmaitych granic; im dalej poza człowieczeństwo i bliżej upodlenia, tym lepiej. Widzowie chętnie, z niezdrową fascynacją oglądają na żywo przemoc, cierpienie i krew.  I właśnie ten temat podejmuje w swojej powieści J. Katzenbach. 
Tytułowy profesor, Adrian Thomas, dowiaduje się, że jest ciężko chory i że na tę chorobę niestety lekarstwa nie ma. Gdy przygnębiony wraca  od lekarza, jest świadkiem porwania nastolatki, która właśnie miała zamiar uciec z domu. Początkowo Adrian nie jest pewny, co tak naprawdę widział. W jednej chwili dziewczyna z plecakiem szła ulicą, w drugiej podjechała do niej biała furgonetka.  W tym momencie widok zasłoniła bohaterowi przejeżdżająca ciężarówka, a kiedy przejechała, na ulicy nie było już ani dziewczyny, ani furgonetki. Pozostała tylko leżąca na poboczu różowa czapka. Widok tej czapki i dziewczyny, która wydawała się tak zdeterminowana, nie daje bohaterowi spokoju. Składa co prawda zeznania na policji, ale ponieważ jest to już trzecia ucieczka Jennifer z domu, wszystkim wydaje się, że prędzej, czy później się odnajdzie. Tymczasem Jennifer naprawdę została porwana i czytelnik przekonuje się, że gorzej trafić nie mogła. Para porywaczy: Linda i Michael znaleźli sobie bowiem niezły sposób zarobkowania, który oni sami nazywają sztuką. Jennifer jest ich czwartą ofiarą i główną bohaterką nadawanego przez nich na żywo przez Internet programu co.bedzie.potem. Każdy internauta chcący oglądać ten program musi uiścić dużą opłatę abonamentową. Najgorsze jest to, że program ten oglądają nie tylko rozmaici dewianci seksualni, erotomani i zboczeńcy, których strach i cierpienie Jennifer podnieca. Widzami są ojcowie rodzin, studenci prawa, a nawet uczennice w wieku Jennifer. Wszyscy z zapartym tchem sycą się jej bólem, strachem, jej każdym ruchem. Na specjalnej stronie obstawiają nawet kiedy Jennifer umrze, jak umrze, mogą wysyłać maile z sugestiami itp. Nikt nie widzi w tym programie nic złego, nie zastanawia się, skąd się wzięła ta dziewczyna, czy to prawda, czy stylizacja. Liczy się tylko niezdrowe wgapianie się w monitor komputera. 
Adrian, któremu choroba i roztargnienie z niej wynikające, naprawdę daje się we znaki, z uporem maniaka, szuka śladów porwanej nastolatki. To tyle na temat treści. Powieść skupia się na poszukiwaniach profesora i na tym co się dzieje z Jennifer. Czy profesor zdąży uratować nastolatkę, ścigając się nie tylko z czasem, ale i własnym roztargnieniem i pogarszającym się stanem zdrowia? Tego już nie zdradzę.
Na uwagę zasługuje również para porywaczy, dość ciekawie skonstruowane postaci, bez zasad moralnych i skrupułów, przekonani święcie o tym, że to co robią to sztuka wyższego rzędu i rozrywka dla wyrafinowanych odbiorców. 
Jak dla mnie najbardziej niesamowite były reakcje widzów i kompletny brak współczucia dla ofiary, którą z takim drżeniem oglądali. Każdy z tych ludzi zapytany w towarzystwie o coś takiego zareagowałby wzburzeniem i bulwersowałby się, a w zaciszu własnego domu, robi to czemu publicznie zaprzecza. To naprawdę straszne. Straszne, że tak nieczułe staje się społeczeństwo.
O książce trudno mówić w kategoriach podobania się. Z pewnością czytelnik trzyma kciuki za Adriana i martwi się o Jennifer, a brzydzi się porywaczami. Powieść trzyma w napięciu i przewraca się kolejne strony, bo jest się głodnym zakończenia. Mnie osobiście zaskoczył nieco epilog, ale może to tylko moje odczucie. Myślę, że książkę warto przeczytać, bo sama w sobie jako powieść jest niezła, choć nie powiem, abym raptem zaczęła liczyć pana Katzenbacha w poczet moich ulubionych pisarzy. Czyta się jednak szybko i nie ma dłużyzn, a to ważne. Jeśli ktoś ma dwa wolne wieczory, to polecam. 
Autor: John Katzenbach
Tytuł: Profesor
Wydawnictwo: Amber
Stron: 415
Moja ocena: 8/10

sobota, 12 listopada 2011

Cykl Anne Bishop Czarne Kamienie - zaproszenie do lektury

Przeczytałam wczoraj 8 tom jednego z moich ulubionych cykli książkowych. Właściwie to połknęłam, bo książki tej autorki są przeze mnie pochłaniane w tempie, nad którym nie jestem w stanie zapanować. Po prostu zaczynam czytać, a kiedy wracam do realnego świata zdaję sobie sprawę, że właśnie kończę ostatnią stronę. Przy czym, co dla mnie dziwne, książka ta czekała na swoją kolej od blisko miesiąca, a ja omijałam ją, krążyłam wokół niej, jak wokół epokowego znaleziska. Delektowałam się samą myślą, że ją mam i mogę zacząć czytać w każdej chwili, a jednocześnie czekałam na ten właściwy moment. To dziwne, wiem. Ale niektóre książki tak kocham, że celowo odwlekam moment czytania, by przyjemność była potem większa. Wczoraj nadszedł ten moment i wsiąkłam na cały wieczór. Potem chciałam napisać recenzję, ale postanowiłam się wstrzymać, jak to mówią "przespać się z tym". A jeszcze potem przyszła mi do głowy myśl, że głupotą byłoby tak nagle wskoczyć z recenzją 8 części, podczas gdy cały cykl jest dla mnie tak cenny i nie przedstawić całości, choćby w ogólnym zarysie.
Jak powiedziała tak zrobiła, zatem mam ogromny zaszczyt przedstawić niesamowity, wciągający, mroczny, tajemniczy i kipiący od namiętności świat Krwawych. Książki od samego początku były sygnowane dopiskiem Tylko dla dorosłych ze względu na brutalność niektórych scen, w nich zawartych. Ale od początku. Świat Krwawych to Mroczne Królestwo, w którym najważniejszą rolę pełnią kobiety, panuje tu zatem silny i wszechobecny matriarchat. Kobiety są czarownicami, uzdrowicielkami lub trucicielkami. Mężczyźni są po to by służyć, chronić, kochać. Cel ich istnienia ogniskuje się wokół ważnych dla nich kobiet. Każdy Krwawy rodzi się z określoną mocą, mniejszą lub większą, co warunkuje noszony na szyi kamień.  W wieku dorastania ta moc może wzrosnąć lub zmaleć, zależy to od wielu czynników. Świat ten jest wielowymiarowy, co oznacza, że żyją w nim nie tylko Krwawi, ale też zwykli śmiertelnicy. Oprócz tego mocą kamieni obdarzone są różne zwierzęta, nazywane Krewniakami. Funkcjonowanie tego świata opiera się na swoistym kodeksie honorowym. Kodeks ten, w ogólnym zarysie dotyczy służby kobietom, ochrony słabszych, a także funkcjonowania dworów Królowych. Dorastające czarownice o wielkiej mocy, po uprzednio przebytym szkoleniu mają prawo sformować swój Dwór, czyli dobrać sobie mężczyzn i kobiety, którzy będą jej służyć. Królowa ze sformowanym Dworem otrzymuje terytorium, którym nie tylko rządzi, ale też się opiekuje i je rozwija, przy zgodnej współpracy wszystkich. Dobrze zarządzane terytorium to szanowana Królowa, zadowoleni Krwawi i dobrze traktowani plebejusze. Wiadomo jednak, że władza i żądza dominacji uderza do głowy, dlatego wśród społeczności Krwawych zaczyna się rozprzestrzeniać skaza. Królowe źle traktują swoich ludzi, zadają ból i lubują się w obserwowaniu cierpienia innych, zwłaszcza mężczyzn.  Powstaje stanowisko niewolnika dla przyjemności, co w praktyce oznacza, posiadanie mężczyzny, tak biegłego w sztuce miłosnej, że będzie się go miało nie tylko dla siebie, ale także wypożyczało go innym czarownicom. Skaza staje się torturą nie tylko dla mężczyzn i hańbą dla kodeksu honorowego. Zagrożone jest także życie młodych czarownic, które napadane i gwałcone w młodym wieku, popadają w szaleństwo, by już nigdy z niego nie wyjść, o posiadaniu rodziny i dzieci nie wspominając. Proces skażenia trwa setki lat. I wtedy pojawia się przepowiednia, mówiąca o nadejściu Czarownicy, Żywego Mitu, Ucieleśnionego Marzenia. Czarownica ta ma wszystko zmienić, usunąć skazę i przywrócić porządek i ład w świecie Krwawych. Miną jeszcze długie lata, zanim Czarownica nadejdzie,ale ziarno nadziei zostało zasiane. Długowieczni Krwawi, zniewoleni, upodleni, czekają wiernie na nadejście Tej, która wszystko odmieni.  I tu wypada przedstawić trzon całego cyklu, podstawową Trylogię

Córka Krwawych
Pojawia się dziewczynka, która posiada niezwykłe moce i umiejętności, która swobodnie wędruje między światami, która przyjaźni się z zapomnianymi istotami, która oswaja i przekonuje do siebie nawet najbardziej zatwardziałe serca. Na razie jest tylko dzieckiem, ale wśród czarownic budzi się zrozumiały niepokój. 
Jeanelle, nierozumiana przez własną rodzinę, zaprzyjaźnia się z samym Wielkim Lordem Piekła, budzi dawno zapomniane uczucia w Lucivarze Yaslana i Deamonie Sadim. To ci trzej mężczyźni, w przyszłości staną się dla niej przybraną rodziną, a ona dla nich będzie centrum świata. Ucieleśnieniem Żywego Mitu, na który tak długo czekali. 
Czy uniknie niebezpieczeństwa, jakie grozi każdej młodej czarownicy? Nie. Smutna rzeczywistość, ale nie. Pytanie brzmi, czy poradzi sobie z brzemieniem krzywdy, jaką jej zrobiono i czy wypełni przepowiednię.

Dziedziczka cieni
Dziewczynka stała się dziewczyną. Leczy rany po niedawnych urazach, na nowo buduje zaufanie do ludzi. Obserwuje świat, podlegający skażeniu.
Dzięki wsparciu ze strony przybranego ojca i braci wraca do równowagi na tyle, by podjąć się zadania sformowania dworu i rządów nad należnym jej terytorium. Władza nigdy się jej nie marzyła, ale wobec tego co się dzieje, wie, że skazę może powstrzymać tylko silna ręka najpotężniejszej Królowej w dziejach.







Królowa ciemności
Dziewczyna stała się kobietą. Podjęła należne jej obowiązki i rządzi jako królowa Ciemnego Królestwa. Jej rządy wprowadzają szereg zmian, zmian na lepsze. Jeanelle dobrze jednak wie, że skazy, powstającej przez tysiące lat nie da się usunąć jednym ruchem ręki. Tym bardziej, że czarownice nie podadzą się bez walki. Dla dobra społeczności i bliskich, Jeanelle podejmuje decyzję, która zaważy na losach całego Mrocznego Królestwa i wszystko zmieni.





 
To tak skrótowo na temat całej Trylogii.
Jeanelle jest ciekawą postacią: ze słabej dziewczynki, głęboko skrzywdzonej, na oczach czytelnika zmienia się  w dorosłą, świadomą swojej potęgi kobietę. O ile jednak za jej moc niejedna kobieta byłaby w stanie zabić, o tyle Jeanelle traktuje ją jako coś zupełnie zwykłego i nie musi jej używać, by panować nad kimkolwiek. Jej największa moc wypływa z niej samej jako kobiety, osoby, Czarownicy i powoduje, że tak wielu ją szanuje i jej służy, bo najzwyczajniej w swiecie ją kocha. Bo ucieleśnia ona wszystko co honorowe, prawe i piękne. 
Na uwagę zasługują mężczyźni otaczający Jeanelle.
Saetan Sa Diablo, Wielki Lord Piekła przed którym drżą liczni i ci żywi i ci nieżyjący. Dla tej dziewczynki staje się on ojcem, którego nigdy nie miała i który dla swojego dziecka jest w stanie zmieść z powierzchni tego świata całą wioskę, tak jakby nigdy nie istniała. Lepiej więc z nim nie zadzierać.
Lucivar Yaslana, Książę Wojowników, skrzydlaty Eyrieńczyk przez wiele stuleci niewolnik dla przyjemności, staje się dla Czarownicy bratem, lepszym niż można by sobie wymarzyć. 
I wreszcie ten trzeci, ale nie ostatni. Deamon Sadi zwany przez wszystkich Sadystą, co już mówi samo za siebie. Podobnie jak Lucivar, przez wiele lat niewolnik, trzymający się kurczowo tej jednej przepowiedni, mówiącej o nadejściu Czarownicy innej niż wszystkie, Czarownicy, której on sam dobrowolnie się odda, którą kocha, choć nawet jeszcze jej nie ma. 
Świat Krwawych opisywany w Trylogii jest specyficzny; okrutny i fascynujący. Początkowo idzie się zagubić w nazwach kamieni, rytuałów i zwyczajów. Dodatkowo losy Jeanelle poznajemy z perspektywy innych i to na podstawie ich odczuć wobec niej budujemy sobie obraz jej osoby.  Jeśli ktoś zechce, może na tej trylogii zakończyć znajomość ze światem Czarnych Kamieni i Krwawych Czarownic. Ale myślę, że gdy już przejdzie przez trzy części, zechce jeszcze. Tak jak ja.  

Serce Kaeleer
I wtedy warto sięgnąć po część czwartą, która składa się z czterech opowiadań, uzupełniających pewne wątki i nawiązujących do wydarzeń z trylogii. To taka książka dla tych, którzy po prostu chcieliby wiedzieć więcej na temat tego  skąd Lucivar wziął sobie żonę lub w jaki sposób Saetan rozprawia się z tymi, którzy naprawdę mu podpadli. Mnie osobiście najbardziej podobało się opowiadanie dotyczące Lucivara. Nie ukrywam, że to moja ulubiona postać męska w tym cyklu. 
 
 
 
 
Część piątą czyli Splatane sieci mogła sobie autorka darować albo zrobić opowiadanie, załączone do tomu czwartego. Jest to po prostu kolejna historia ze świata Krwawych, a jej morał jest taki: Jeśli skrzywdzisz głupcze lub choć podniesiesz rękę na kogoś z moich bliskich, zamienię Cię w twój najgorszy koszmar. Koszmar Sadysty. Jednak tolerancja fana cyklu jest ogromna, dlatego przełknęłam tę część jakby nigdy nic. 
 
Kolejne trzy części można określić mianem drugiej trylogii nie tylko ze względu na wspólnych, nowych bohaterów, ale także z powodu pokazania Mrocznego Królestwa z zupełnie innej strony.  Trylogia dotycząca Jeanelle i jej losów ukazywała świat skażony. To Jeanelle Czarownica go z tej skazy uleczyła,  uwalniając Burzę Mocy, prawdziwy Maelstrom.
Nowa trylogia pokazuje świat po burzy mocy i jego mozolną odbudowę oraz tych, którzy pamiętają stare honorowe zasady i chcą odnowić tradycję, a wszystko to na przykładzie jednego zniszczonego królestwa Dena Nehele. 

Niewidzialny pierścień wraca na krótki czas do wydarzeń sprzed burzy mocy, kiedy już wiadomo, że nie ma innego sposobu, by ten świat ocalić. Poznajemy Lię i Jareda protoplastów rodu Szarych. To ich potomkowie po latach biorąc ich za wzór, będą próbowali przywrócić Szarej Przystani jej dawną świetność.
 





Przymierze ciemności dotyczy czasów po burzy mocy. Theran Szary ostatni z rodu,  szuka Królowej, która założy w Dena Nehele nowy dwór i nauczy nowe pokolenie zapomnianych już zasad. Na to stanowisko Jeanelle i Deamon proponują mu Cassidy. Kontrakt ma opiewać na rok. Cassidy od razu da się lubić. Nie jest ładna; ma piegi i rude włosy. Czas woli spędzać w ogrodzie i w polu,  niż na przyjęciach i balach. Jej poprzedni dwór opuścił ją dla młodszej i ładniejszej królowej. To sprawiło, że Cassie jest nieufna, rozgoryczona i niepewna siebie. Ale zna stare zasady, kodeks honorowy Krwawych i ma wielkie, szczere serce. Zdobywa zaufanie zarówno swojego, nowo utworzonego dworu, jak i plebejuszy. W złamanym przez Czarownice Grayu na nowo zbudzi chęć do życia i miłości. Pokaże mieszkańcom Dena Nehele, że jeszcze nie wszystko stracone, że z odrobiną chęci i dużą ilością pracy, wszystko da się zrobić. Czy po upływie roku Cassidy zostanie ze swoim nowym dworem? Książka nie daje wyraźnej odpowiedzi na to pytanie, choć istnieje nadzieja, że tak.
Pani Shaladoru zaczyna się dokładnie w momencie, gdy skończyło się Przymierze ciemności. Cassie zdobyła zaufanie swojego ludu. Tylko Theran nie jest do nie przekonany. Ma nadzieję, że gdy minie rok i kontrakt się skończy, Cassie odejdzie, a oni poszukają nowej królowej. I tym razem się na Theranie mocno zawiodłam. W poprzednim tomie wydawał mi się po prostu skostniały i sztywny. Wiedziałam jednak, że bardzo mu zależy na Szarej Przystani i wydawało się, że to lata cierpień zrobiły go takim jakim jest. Jednak to nie to. Theran okazał się po prostu głupi i krótkowzroczny. Cały czas dążył do odbudowy rodzinnego królestwa, mówił o tradycji, o dziedzictwie Lii i Jareda. A gdy pojawiła się królowa tego dziedzictwa godna, on tego nie widział. Tym gorzej to o nim świadczy, że był jedynym tak ślepym. Jego upór i głupota doprowadzą do upadku terytorium. Ale jak to mówią: coś musi umrzeć, aby coś nowego mogło się narodzić. Dlatego nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Pani Shaladoru jest jedną z lepszych części cyklu. Łatwo pokazać, jak się coś burzy i niszczy. Odbudowę pokazać znacznie trudniej, bo składa się na nią wiele drobiazgów, które odpowiednio dopasowane wskakują na swoje miejsce niczym puzzle do układanki. Rudowłosa i piegowata Cassie jest również dowodem na to, że nie uroda jest najcenniejsza i że bywa niesamowicie złudna. Liczy się szlachetne serce, para zdrowych rąk do pracy i umiejętnośc zjednywania sobie ludzi, by nie tylko swojej królowej służyli, ale przede wszystkim ją kochali. Cóż bowiem po tym, że będzie piękna, jeśli przy tym jest głupia, rozrzutna, ma skłonności do okrucieństwa i absolutnie żadnego talentu w kierowaniu ludźmi? Stara prawda dawno odkryta mówi, że najważniejsze widzi się sercem. I tego uczy ta opowieść. 
Ukoronowaniem cyklu będzie ostatni, myślę zestaw opowiadań, którego wydanie jest planowane na styczeń przyszłego roku. Również czekam na niego niecierpliwie. 


Świt Zmierzchu
Cykl Czarne Kamienie to obowiązkowa pozycja dla każdego czytelnika, który mówi o sobie, że jest fanem fantasy, że lubi czarownice, demony i magiczne artefakty. Tutaj co prawda żadna czarownica nie macha różdżką, a magia jest Fachem. Ale uważam, że jest to jedna z lepszych serii fantasy, jakie miałam okazję czytać, a trochę tego już było. Gdyby ktoś szukał dla siebie czegoś nowego, niech spróbuje z tym cyklem. To świat, w którym nic nie jest czarno białe, choć mogłoby się tak wydawać. Ten świat ma tyle odcieni, co kamienie mocy,a  zdarza się, że i one są zmienne. Polecam serdecznie. A jeśli ktoś już czytał lub czyta zapraszam do wyrażenia swojego zdania.
***
Anne Bishop - autorka Trylogii Czarnych Kamieni. Zdobywczyni nagrody Williama L. Crawforda. Obecnie mieszka w Nowym Jorku.
Autor: Anne Bishop
Seria: Czarne Kamienie
Części: Córka Krwawych, Dziedziczka cieni, Królowa ciemności
Serce Kaeleer, Splątane sieci
Niewidzialny pierścień. Przymierze ciemności, Pani Shaladoru
Świt Zmierzchu (styczeń 2012)
Wydawnictwo: Initium
Moja ocena 10/10

piątek, 11 listopada 2011

Recenzja książki Ofiara 44

Ostatnia już pozycja kupiona na wyprzedaży za 8 zł. Pakiet wykończyłam i muszę przyznać, że włączając w to kupioną wtedy Tarantulę, nie wyszłam na tych zakupach tak źle. Dwie kupione książki okazały się dość kiepskie, ale pozostałe 4 całkiem, całkiem. Prawda jest taka, że gdyby nie ta wyprzedaż nigdy bym tych książek nie kupiła, a tak skuszona niską ceną, poznałam dwa nowe obiecujące nazwiska pisarzy, z którymi na pewno czytelniczo jeszcze się spotkam. 
Ofiara 44 jest debiutem powieściowym pana Smitha. Akcję osadzono w realiach Rosji lat 50, co sprawiło, że klimat książki jest dość mroczny, przygnębiający, żeby nie powiedzieć depresyjny. Bo jak tu się nie przygnębiać, gdy obraz kraju i społeczeństwa jest tak beznadziejny? Rosja funkcjonuje na zasadzie propagandy, terroru i ciągłej inwigilacji wszystkiego i wszystkich. Nikomu nie można ufać. Rodzice donoszą na dzieci, bracia na braci, mężowie na żony i nic dziwnego, skoro już od najmłodszych lat dzieciom w szkole takie zasady się wpaja. Poza tym nie potrzeba do tego szkoły, gdyż ta potworna rzeczywistość jest najlepszym nauczycielem: albo ty doniesiesz na kogoś, albo ktoś doniesie na ciebie. Ten cały niby doskonale zorganizowany aparat państwowy ma jednak wiele luk, w swoim działaniu. Skupia się na łapaniu i zabijaniu wrogów państwa, kolaborantów i szpiegów. To czego nie ma, się tworzy, wystarczy tylko napisać odpowiedni dokument, by nadać sprawie bieg. Nawet zwykły weterynarz, który tak naprawdę jest tylko zwykłym weterynarzem, zostaje uznany za szpiega i tak skutecznie przesłuchiwany, że w końcu przyznaje się do zarzucanych mu przestępstw. Jednocześnie, gdy pojawia się prawdziwa zbrodnia i giną kolejne dzieci, sprawę się tuszuje i bagatelizuje, gdyż w Związku Radzieckim, zgodnie z oficjalną propagandą morderstwo nie istnieje. Ale po kolei. 
Prolog ukazuje nam jedno wydarzenie z lat 30, gdy w czasach wielkiego głodu dwaj bracia polują na ostatniego we wsi kota. Polowanie kończy się tragicznie, gdyż starszy z braci, ginie bez śladu. 
Następnie przeskakujemy do lat 50 i poznajemy głównego bohatera Lwa Demidowa. Lew jest wysokiej rangi funkcjonariuszem służb bezpieczeństwa i naprawdę wierzy w ideologię, której służy. Gdy na torach kolejowych zostaje znalezione ciało chłopca, sprawę uznaje się za nieszczęśliwy wypadek i szybko ukręca się jej łeb. Lew widzi rozpacz rodziny chłopca i ich przekonanie o tym, że nie był to wypadek, ale wtedy nie ma to dla niego znaczenia. Przełożeni każą sprawę zatuszować, więc tak robi. Niezachwiana wiara bohatera w ideologię państwa zaczyna się chwiać, gdy dostaje rozkaz śledzenia własnej żony Raisy, oskarżonej o szpiegostwo. Podejrzenie to jest dla niego tak bzdurne i wyssane z palca, że Lew przez długi czas nie wie, co ma zrobić, tym bardziej, że nawet jego rodzice radzą mu Raisę poświęcić dla dobra całej rodziny. Decyduje jednak, stanąć po stronie żony i w efekcie zostaje zdegradowany i karnie zesłany do pracy za Ural. Żona jedzie razem z nim, choć wcale nie kieruje się uczuciami żoninymi. 
Na miejscu, niedługo po przybyciu Lwa i Raisy, dochodzi do kolejnych zabójstw dzieci. Lew angażuje się w sprawę, ściągając na siebie i żonę, niebezpieczeństwo, gdyż takie jawne i prywatne śledztwo zostaje uznane, że wystąpienie przeciwko Partii, a stąd już tylko krok do tego,  by stać się wrogiem publicznym numer jeden. Sprawa okazuje się być bardzo zawikłana i szybko okazuje się, że zajęcie się nią, wszystko w życiu Lwa i Raisy przewartościuje; ich małżeństwo, uczucia, stosunek do życia, władzy, a nawet do przeszłości. Okaże się bowiem, że nie wszyscy będą tymi, za których się podają. Sytuacja wydaje się beznadziejna, bo w trakcie lektury wiedziałam (nauczona przypadkiem Winstona Smitha z Roku 1984 G. Orwella), że przecież jeden człowiek nie może wygrać z całym systemem. 
Książka nie była dla mnie lekturą łatwą, ze względu na swój mroczny klimat, wszędzie czyhała na bohaterów śmierć i ścigający ich funkcjonariusze, ciągle musieli uciekać, zdani właściwie tylko na siebie. Pomogli im tylko zwykli wieśniacy, mieszkający w malutkich wsiach, z dala od centrum kraju. Dla tych ludzi władza kojarzyła się tylko z wojną i zabijaniem, nic dobrego im nie przyniosła i nigdy nie zainteresowała się nimi na tyle, być choć trochę poprawić ich los. Dlatego solidarnie pomagali dwójce uciekinierów.
Mimo to muszę uznać tę lekturę za ciekawą. Trzyma w napięciu do samego końca, choć na początku trudno było mi zrozumieć, co ma ze sobą wspólnego porwanie dziecka w latach 30 z wydarzeniami dziejącymi się ponad 20 lat później. Oczywiście okazuje się, że ma i to sporo. W książce nie brakuje też makabry, co dodatkowo wpływało na mnie depresyjnie. Ogólnie jednak wrażenia mam pozytywne, choć realia stalinowskiej Rosji, jakoś nigdy mnie nie pociągały. Dobrze czasem zmienić i klimat i realia. Jeśli ktoś lubi takie właśnie mroczne thrillery z dobrze zarysowanym tłem politycznym i społecznym to polecam.
Autor: Tom Rob Smith
Tytuł: Ofiara 44
Wydawnictwo: Prószyński i s-ka
Stron: 422
Oprawa twarda
Moja ocena: 9/10

czwartek, 10 listopada 2011

Recenzja książki Adam

Jakiś czas temu często spotykałam w użyciu słowo "wymiata". Oznaczało to tyle, że coś jest tak super i świetne, że już nic innego równie dobre nie będzie, bo nie ma na nie miejsca. Tak właśnie czułam się w trakcie lektury tej książki. Jako że ostatnimi czasy jestem sama na gospodarstwie, a książkę czytałam do godziny 23.00, to potem miałam lekkiego pietra idąc do toalety.  Nota bene jest to kolejna pozycja z wyprzedaży zakupiona za całe 5 zł. Jest to też moje pierwsze spotkanie z tym autorem i nie ostatnie, bo zupełnym przypadkiem odkryłam bardzo dobrego pisarza. 
Obsesją Daniela Clarka, agenta FBI i specjalisty od portretów psychologicznych jest schwytanie seryjnego zabójcy kobiet określanego imieniem Ewa. Obsesja ta trwa u Daniela już prawie dwa lata i pochłonęła jego małżeństwo, bo agent był tak oddany pracy, że zaniedbywał wszystko inne. Ewa zabił już szesnaście kobiet i jest tak skrupulatny i precyzyjny, że aż nieuchwytny. Po szesnastu miesiącach dochodzi do przełomu; ostatnia z kobiet zostaje znaleziona żywa, choć śmiertelnie chora. Daniel i pozostali agenci chcą jak najszybciej dowieźć ją do szpitala, bo kobieta jest przecież niezwykle cennym świadkiem. Wszystko to jednak okazuje się być pułapką zabójcy, który od teraz będzie polował na Daniela. Dochodzi do kolizji na drodze i Daniel zostaje postrzelony. Przez następne dwadzieścia minut przebywa w stanie śmierci klinicznej. Przywrócony do życia, mimo braku obrażeń fizycznych, nie może dojść do siebie. Wie, że na kilka sekund przed postrzałem widział twarz zabójcy, nie ma jednak dostępu do tych wspomnień. Dodatkowo męczą go niespodziewane i coraz gorsze ataki paniki, uniemożliwiające mu nie tylko normalne życie, ale także sen. Desperackie próby ponownego przeżycia własnej śmierci, nie naprowadzają agenta na żaden trop.  Kolejnym celem zabójcy jest była żona Daniela, Heather, która zostaje porwana. Desperacja Daniela, by schwytać  Ewę sięga zenitu. 
Równolegle śledzimy historię porwania dwójki rodzeństwa Alexa i Jessici, do którego to porwania doszło ponad trzydzieści lat temu. Autor ujął to w formę reportażu opublikowanego, w gazecie w dziewięciu odcinkach, ilustrowanego zdjęciami miejsc i wypowiedziami naocznych świadków. Te odcinki umieszczone w książce, na zasadzie przerywnika w toku akcji, pojawiają się co kilkadzieścia stron i na szarym, podobnym do gazetowego papierze. Artykuł jest zatytułowany "Człowiek pełen smutku (Wyprawa w mrok)". Aż chciałam od razu przeczytać wszystkie szare strony i całe szczęście, że tego nie zrobiłam, bo zepsułabym sobie zakończenie. W miarę, jak śledztwo Daniela idzie do przodu, czytelnik poznaje kolejne lata życia porwanego rodzeństwa.
Oczywiście nietrudno się domyślić, że porwany chłopiec, to ów seryjny zabójca i nie jest to żaden spoiler, bo o tym wiadomo już na początku. Ale ponieważ FBI tak naprawdę nie ma żadnego motywu, którym kierowałby się Ewa, dzięki temu reportażowi dokładnie się tego dowiadujemy i sięgamy korzeni zła, samego źródła.
Książka zaczyna się jak typowa powieść sensacyjna. Ale to tylko początek. Potem robi się coraz ciekawiej i oto okazuje się, że czytamy dobry thriller, a nawet horror,  powiedziałabym. Całość jest jednak tak dobrze skomponowana i przemyślana, że nic tu nie dziwi, ani nie wydaje się znikąd i bezpodstawne. Dziwi jedynie pomysł autora, bo trzeba mu przyznać, że stworzył  naprawdę dobrą historię i nie zmarnował pomysłu. Utrzymać napięcie do końca historii tak,  aby przerazić czytelnika mało komu się udaje. Autor umiejętnie zatarł granicę pomiędzy życiem a śmiercią, pomiędzy psychiką, a sferą realną. Czy to obsesja rodzi szaleństwo, czy szaleństwo rodzi obsesję? Jak ma się do tego wiara? Czy jest potrzebna? Powtarzam, bałam się potem pójść do łazienki z obawy, że coś mnie obserwuje. 
Wytwórnia Lionsgate produkuje obecnie film na podstawie książki. Czy film będzie równie dobry i czy go obejrzę, nie wiem. Powiem tylko, że książka jest naprawdę świetna i jeśli ktoś ma ochotę na nieco sensacji i strachu to polecam, bo naprawdę warto.

Autor: Ted Dekker
Tytuł: Adam
Wydawnictwo: Prószyński i s-ka
Stron: 272
Moja ocena: 10/10

środa, 9 listopada 2011

Recenzja książki Odcienie czerwieni

Odcienie czerwieni to kolejna pozycja z wyprzedaży, zakupiona za 7 złotych. To także moje pierwsze spotkanie z tą autorką i przyznam, że wypadło ono dość pozytywnie. 
Główna bohaterka książki Vera Hart to kobieta legenda. Kiedyś aktorka, dziś właścicielka ogromnego imperium, produkującego i sprzedającego kosmetyki, ale też ubrania. Jak to powiedział jeden z bohaterów: "Świat śpi w pościeli Hart Line, ubiera się Hart Line, mieszka w domach urządzonych według stylu propagowanego przez Hart Line, używa mebli Hart Line, ogląda programy Hart Line." Vera Hart, dziś kobieta dobiegająca do sześćdziesiątki jest symbolem tego wszystkiego co Ameryka kocha i podziwia. Mężczyźni pragną jej i pożądają, a porzuceni marzą, że kiedyś do nich wróci. Kobiety albo chcą być takie jak ona, co niestety nie jest możliwe, albo nienawidzą jej za to wszystko co sobą reprezentuje, a czego one same mieć nigdy nie będą. Za sukces Vera zapłaciła jednak wysoką cenę. Jej małżeństwo się rozpadło, a mąż Hugh odszedł zabierając ze sobą jedną z córek, Martie. Druga córka Greta została z Verą, jednak matka skupiona na budowaniu firmy i osiąganiu sukcesu nie poświęcała jej uwagi ani nie dała jej matczynej troski i miłości. Hugh ożenił się ponownie, wychował Martie, wspierał ją w karierze wojskowej i medycznej, pomagał w wychowaniu wnuczki Lilli. Greta natomiast przez całe życie starała się przypodobać matce, pomagając jej w firmie i marząc o uznaniu z jej strony. Niestety nie doczekała się tego. 
Książka zaczyna się w momencie, gdy w firmie Very zostają odkryte pewne nieprawidłowości, zarzuca się jej oszustwa i malwersacje, sprawa staje się głośna, a jakby tego było mało ktoś wysyła bohaterce  anonimy, w których grozi jej śmiercią. Wygląda na to, że ktoś bardzo chce Verę zniszczyć i posuwa się nawet do tego, że morduje młode kobiety za pomocą kosmetyków Hart Line. W tych trudnych chwilach, kiedy przyszłość firmy staje pod znakiem zapytania i oczy całej Ameryki zwrócone są na wszystko co z Hart Line związane, oparciem dla Very okazuje się rodzina, którą kiedyś rozbiła. Były mąż i dorosłe dziś córki są dla niej oparciem i pomocą. Czas biegnie,  a morderca uderza po raz kolejny. W niebezpieczeństwie jest życie bliskich Very. To tyle na temat treści.
Książkę przeczytałam w dwa dni. Przyjemnie było zanurzyć się w świecie, gdzie dominuje rywalizacja  i determinacja, by zdobyć upragniony cel. Autorka nakreśliła kilka ciekawych postaci kobiecych: Verę, która ze zwykłej aktoreczki stała się potentatem finansowym, ale żeby to osiągnąć musiała coś po drodze poświęcić; Gretę, która za bardzo dała się zaślepić pogoni za sukcesem i pieniędzmi i tak naprawdę nigdy nie była szczęśliwa  i Martie, która tak wiele przeszła w życiu, a mimo to stara się patrzeć w przyszłość z optymizmem. Książka na dwa wieczory ma wszystko co potrzebne: zagadkę, interesujące postaci zarówno kobiece, jak i męskie na okrasę, wątek romansowy i całkiem dobrze zbudowany moment kulminacyjny. Pod koniec można się już zorientować, kto jest zamachowcem, ale nawet to nie psuje przyjemności czytania. Myślę, że jak na jesienne wieczory jest to całkiem dobra lektura. Zachęcam.

Autor: Doris Mortman
Tytuł: Odcienie czerwieni
Wydawnictwo: Prószyński i s-ka
Stron: 456
Moja ocena: 7/10

poniedziałek, 7 listopada 2011

Siostrzyca najlepszą książką na jesień

W niedzielę, 6 listopada 2011 o godzinie 11:00 podczas XV Targów Książki w Krakowie odbyło się ogłoszenie wyników kolejnej edycji konkursu i plebiscytu „Najlepsza książka na jesień”.
W kategorii Proza obca najlepsza okazała się... Siostrzyca! 
Hurrraa!
Zasłużenie, bo książka jest naprawdę dobra.
Ech nauczyciele, strzeżmy się zbyt bystrych dziewczynek!
W poście poniżej Recenzja 
Zapraszam do lektury i do dzielenia się wrażeniami.

niedziela, 6 listopada 2011

Recenzja książki Siostrzyca

Lekturę tej książki skończyłam kilka godzin temu, jednak do tej pory fabuła wiruje mi w głowie, jak natrętny owad. Mam na jej temat tyle do powiedzenia, że aż nie wiem od czego zacząć i boję się, żeby czegoś nie ominąć. Zacznę może zatem od tego, że dawno nie czytałam niczego równie dobrego. Każda książka ma w sobie to coś, przynajmniej staram się coś takiego w każdej czytanej znaleźć. Ale w przypadku Siostrzycy to coś narzuca się czytelnikowi już od pierwszej strony, nie pozwalając przerwać lektury. 
Anglia, rok 1891, Blithe House, stara posiadłość na odludziu, z dala od miasta. W tym starym, zaniedbanym domu mieszka jedenastoletnia Florencja, z młodszym bratem Gilesem. Dzieci pozostają pod opieką służby, a ich prawny opiekun i wuj, ciągle przebywa poza domem, w dalekich podróżach. Wszystkie potrzeby dzieci zaspokaja gospodyni pani Grouse. Narratorką historii jest Florencja, dziewczynka bystra, skryta i nad wiek inteligentna. Opowiada całą historię tworząc swoje własne słowa, niekiedy dziwaczne neologizmy typu: ofotelowany, powieściując, utragiczniła, niefortunnęło, itp. Słowa te nie utrudniają jednak czytania, wręcz przeciwnie nadają opowiadanej historii specyficzny klimat  i wiele mówią o samej Florencji. Gdy młodszy brat dziewczynki zostaje wysłany do szkoły, Flo tak naprawdę zostaje sama. Zgodnie z dziwacznym życzeniem wuja, dziewczynka nie powinna się uczyć, nie wolno jej wchodzić do biblioteki, nigdy nie zostanie wysłana do szkoły. Wuj uważa, że kobietom edukacja nie jest potrzebna, wręcz przeciwnie miesza im w głowie, co popycha je do wywyższania się nad mężczyznami, więc lepiej, żeby nieuczone kobiety pozostały pokornymi i uległymi analfabetkami. Florencja buntuje się przeciw takiemu stanowi rzeczy i nie tylko po kryjomu uczy się czytać, ale zakrada się do ogromnej biblioteki i potajemnie czyta książki, głownie powieści gotyckie i dzieła Szekspira. W swoim potajemnym kształceniu okazuje wiele sprytu i pomysłowości, czego nie ułatwiają jej odwiedziny chłopca z sąsiedztwa Theo. Po kilku miesiącach nauki w szkole, do domu wraca brat Florencji. Okazał się zbyt wrażliwy i podatny na dręczenie przez kolegów i władze szkoły zasugerowały, by uczył się w domu pod okiem prywatnej guwernantki. Florencja jest uradowana, znowu mając brata przy sobie i nawet wizja przybycia obcej nauczycielki tej radości nie mąci. Pierwsza guwernantka panna Whitaker, na skutek nieszczęśliwego wypadku ginie, tonąc w jeziorze. Zgodnie z tym co opowiada Florencja, dzieci zbytnio się tym nie przejęły, tym bardziej, że niebawem ma przybyć kolejna nauczycielka. I dopiero wtedy zaczynają się kłopoty. Panna Taylor okazuje się być silną osobowością, która od razu ustawia wszystkich w domu do pionu. Mały Giles jest nauczycielką zachwycony, natomiast Florencja od razu wyczuwa w obcej coś niedobrego, niepokojącego i niebezpiecznego. Dziewczynka dochodzi do wniosku, że guwernantka jest złym duchem lub demonem, który chce porwać jej brata. Postanawia temu zapobiec za wszelką cenę, co uruchamia lawinę niesamowitych zdarzeń.  
To tyle na temat treści. Nie mogłam się oderwać od książki do samego końca. Pierwsze skojarzenie, jakie mi się nasunęło, to podobieństwo do książki Tajemniczy ogród Frances Hodgson Burnett. Florencja biegająca po wielkim domu, wydającym dziwne odgłosy, tajemniczy opiekun, którego nigdy tak naprawdę nie ma i służba zamiast rodziny. Wszystko to przypominało mi Mary Lennox, poznającą tajemnice wrzosowisk. Potem jednak historia przybiera zupełnie inne niż w Tajemniczym ogrodzie tony. Florencja z zapałem czyta powieści gotyckie, jak okazuje się w toku akcji od jakiegoś czasu lunatykuje po nocy, miewa dziwne koszmarne sny, prowadzi własne śledztwo na temat nowej nauczycielki, wciągając w to niezgrabnego, piszącego dla niej wiersze Theo.
Autor książki stopniowo obdarza czytelnika szczegółami, które z pozoru wydają się zupełnie do siebie nie pasować. W pewnym momencie nie wiemy, czy to co się dzieje, jest naprawdę, czy to tylko wyobraźnia Flo tak okrutnie się z nią bawi. Gdy już się wydaje, że wiadomo na czym stoimy, autor dorzuca kolejny szczegół, który wszystko burzy lub uzupełnia obraz sytuacji rzucając na niego światło z jeszcze innej strony. Szczerze powiem, że osoba dorosła lub umiejąca logicznie poukładać te szczegóły będzie wiedziała, co się naprawdę wydarzyło. Mnie się to udało i powiem szczerze, że jestem pod wielkim wrażeniem autora, bo świetnie poprowadził akcję, wykorzystał pomysł do maksimum. Nawiązanie do tradycji powieści gotyckiej było naprawdę dobrym pisarsko posunięciem. Jestem też przerażona całym rozwojem sytuacji, bo poukładane szczegóły dają obraz, który budzi lęk i każe się trzymać na baczności. Więcej nie napiszę, bo mogłabym za wiele zdradzić, a po co psuć przyjemność z samodzielnego odkrywania tajemnicy. 
Powiem tylko, że książka jest naprawdę świetna. Ma to coś, co lubię w powieściach z dreszczykiem. Dodatkowo świat dorosłych widziany oczyma jedenastolatki diametralnie różni się od tego, jakim widziałaby go osoba dojrzała i logicznie myśląca. Czyta się szybko, bez minuty nudy, bez niecierpliwego przerzucania stron. Mnie lektura zajęła trzy godziny i nie był to czas zmarnowany. Polecam, bo naprawdę warto.
Autor: John Harding
Tytuł: Siostrzyca
Wydawnictwo: Mała Kurka
Stron:286
Moja ocena: 10/10
 


Za książkę serdecznie dziękuję pani Bożenie z wydawnictwa  Mała Kurka 
Dziękuję również za okazane serce i sympatię. Pozdrawiam serdecznie!